NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2010 - PAŹDZIERNIK
(CZĘŚĆ 10)
LINK! DO CZĘŚCI 9

LINK! DO CZĘŚCI 11

30.09.2010/01.10.2010 -> Postawiłem lampkę koło świeczek na parapecie i oświetlała cały pokój w tym mnie. Nie mniej jednak nie zauważyłem jakiejś poprawy. O 23:55 poszedłem spać po uprzednim zapaleniu świeczek. 2:20 ataki rozkodowujące (w tym hipnoza). O 2:25 włączyłem TV, ale nie było zbytnio co oglądać i jakoś nie miałem na to ochoty to o 2:50 wyłączyłem to pudło. Odmówiłem przy okazji modlitwę do fioletowego płomienia (33x). O 2:56 zapaliłem wszystkie górne światła. 3:02 atak rozkodowujący. 4:00 atak rozkodowujący. Następnie tak od 5 do 5:25 były ataki rozkodowujące + dwa ataki typu halucynacja. Na szczęście przy halucynacjach odwracałem szybko wzrok i nic mi nie zrobiły. Włączyłem od 5:25 do 5:34 TV. Zgasiłem przy okazji górne światła. Chyba (nie zapisałem tego w swoich notatkach) w tym momencie się przekręciłem na łóżku o 180 stopni. Następnie do 9:22 (o której wstałem) były jakieś słabsze ataki rozkodowujące, ale raczej nic specjalnego mi nie zrobiły. Ogólnie nie dostałem dzisiaj zbyt mocno. Nie mnie jednak tych ataków jest przeważnie więcej niż jest tutaj spisanych, bo jak mówiłem skupiam się raczej na tych głównych (mocniejszych) atakach, niż na tych pobocznych. Ogólnie się zastanawiam czy przypadkiem nie za dokładnie to spisuję ;) Może wcale nie ma takiej potrzeby pisania jaki atak o której godzinie i co robiłem w między czasie ;) hmmm ;) Dodam jeszcze, że żarówki w lampkach w małym pokoju są energooszczędne, a z tego co wiem normalne żarówki lepiej imitują światło słoneczne więc powinny być lepsze do takich akcji?

01/02.10.2010 -> Dzisiaj poszedłem spać od razu obrócony o 180 stopni czyli głową w kierunku okna. Miałem na parapecie zapaloną lampkę z normalną żarówką, świecącą wprost na mnie (od strony głowy) i oświetlającą cały pokój. Wypaliłem dzisiaj ostatnią fioletową świeczkę, ale mam jeszcze sporo małych, białych... o ile w ogóle one coś dają? Ogólnie przed zaśnięciem spokój. O 4:12 zauważyłem, że są pewne małe ataki rozkodowujące. O 5:35 atak we śnie i strata energii. 6:10 zapalam dwie nowe białe świeczki. 6:22 atak rozkodowujący... 6:31 to samo... i o 6:35 ponownie... Postanowiłem włączyć TV bo widzę, że seria ataków idzie... trzeba ją zatrzymać. I tak w ten sposób uniknąłem kolejnych ataków. Wstałem o 8:00 itd. Co prawda straciłem dzisiejszej nocy trochę energii, ale nie mniej jednak nie jest źle. Byłoby gorzej gdybym spał dalej.

02/03.10.2010 -> Już mi się skończyły fioletowe świeczki. Paliłem tylko te małe, białe. Zapaliłem też lampkę na całą noc, ale skierowaną jak poprzednio na okno i była w niej żarówka energooszczędna. Nie przekręcałem się o 180 stopni. Spałem tak jak zazwyczaj czyli nogami w kierunku okna. Odsłoniłem też zasłonę na maxa aby gdy będzie widno więcej światła do pokoju wpadało. Poszedłem spać przed 1, a wstałem po 8:30. Przed zaśnięciem była hipnoza + ataki rozkodowujące. W nocy ogólnie spokojnie, a nad ranem też jakieś ataki rozkodowujące, ale słabe. W sumie bardzo udana noc.

03/04.10.2010 -> W sumie nic godnego spisania się nie działo. Około północy poszedłem spać. O 6:10 włączyłem TV, a o 7:40 wyłączyłem. Poleżałem kolejne 10min i wstałem. W między czasie było trochę ataków. Zaczęły się raczej w drugiej połowie nocy (tak po 4?). Dostałem trochę, ale ogólnie te ataki były raczej słabe, nie mniej jednak czuję, że moja czakra potrzebuje odpoczynku. Właściwie dzisiaj nie odczułem żadnego mocnego ataku... były raczej takie jakby ataki z ukrycia, znienacka, nagłe, ale niezbyt silne, ale nie mniej jednak pewna ilości ich była, a po dodaniu wszystkich do kupy spowodowały pewne szkody na mojej czakrze. Moje morale wciąż są wysokie... mimo iż ponoszę pewne straty to z optymizmem patrzę w przyszłość :)

04/05.10.2010 -> Mam nowy zapas fioletowych świeczek i znowu zaczynam je regularnie palić przed zaśnięciem W sumie dzisiaj nie było nic specjalnego. O 00:10 położyłem się spać ale zasnąłem i tak jeszcze później. O około 6:30 włączyłem TV... trochę pooglądałem i wyłączyłem. O około 7:35 wstałem. Dostałem w nocy może jeden raz tak troszkę mocniej i ogólnie tyle. Może i były jakieś tam słabsze ataki, ale no jak mówię były słabsze... takie raczej nie godne uwagi. Ogólnie czuję pewien zadany mi cios na 4 czakrze, ale nie mniej jednak noc mogę zaliczyć do raczej spokojnych.

05/06.10.2010 -> Kładę się o 23:25. Było kilka ataków o 3:35, 5:10, 6:30 i 7:35 + ataki typu halucynacja. Od 7:35 włączyłem sobie TV, a o 8:06 wstałem. Straciłem więcej energii niż wczoraj... hmm... Zauważyłem, że jakoś zobojętniałem ostatnio na te ataki... dostanę czy nie dostanę jakoś w pewnym sensie zrobiło mi się wszystko jedno. To chyba nie jest dobra postawa i chyba? robię co mam robić, ale może mógłbym robić więcej? Jakoś po prostu chciałbym przeczekać te wszystkie ataki..., ale to trwa i trwa... a mi się pomysły na obronę "kończą"... Jakoś ciężko mi od rana na 4 czakrze... przecież dostałem tylko kilka razy! eh... Jestem już tymi atakami najzwyczajniej w świecie zmęczony! To trwa już tak długo!!!, ale i tak wytrwam do końca... nie ma innej opcji...

06/07.10.2010 -> Ostatnio zapalałem jedną fioletową świeczkę na parapecie + 2 małe, białe + 1 z lewej strony łóżka. Dzisiaj zapaliłem na parapecie jedną małą świeczkę mniej i czemu o tym piszę? bo może ma to jakieś znacznie gdyż dzisiaj zostałem zaatakowany o wiele wcześniej niż w poprzednich dniach! Na dodatek lampka nie była skierowana w okno tak dobrze jak w dniach poprzednich (była położona niżej). Oczywiście nie mam pojęcia czy to ma jakiekolwiek znaczenie! O północy położyłem się spać i wydaje mi się, że już po chwili byłem hipnotyzowany. O 00:24 był atak we śnie tak mocny, że aż całe moje fizyczne ciało bardzo mocno wzdrygnęło! Nie miałem chyba jeszcze nigdy tak mocnego wzdrygnięcia po ataku! O 00:29 był kolejny atak. Tym razem nie spałem i nawet się nie poruszałem, a mimo to usłyszałem jakiś dźwięk w głowie którego użyto aby przeprowadzić atak! Jestem pewien, że nawet się nie poruszyłem, a jednak dźwięk był... jakby szurnięcie?, ale słyszane w głowie. O 00:35 ponownie atak dźwiękowy. Następnie jakoś udało mi się zasnąć. Dopiero o 2:25 był kolejny atak. Następnie o 2:36 i po chwili kolejny... i kolejny! W tym czasie byłem bardzo mocno hipnotyzowany! Na prawdę mocno! Broniłem się obrazkami kładąc je na 4 czakrę lub trzymając je w okolicy głowy, ale czy to coś dawało? Postanowiłem włączyć TV aby pozbyć się tej uporczywej hipnozy! Nie mniej jednak po włączeniu TV nie przestawałem bronić się obrazkami. O 3:50 wyłączyłem TV i jakoś już specjalnie hipnozy nie odczuwałem. Nie mniej jednak o 4:03 już od kilku minut byłem ponownie hipnotyzowany! O 4:45 atak. 6:46 atak. 7:16 chyba chwile wcześniej był atak? -> włączam TV do 8:04 i wstaję...

07/08.10.2010 -> Zapaliłem świeczki jak 2 dni temu. Obróciłem się na łóżku o 180 stopni tak, że głowa jest skierowana w kierunku okna. Położyłem lampkę w ten sposób aby świeciła mi prosto na "czubek" głowy. Położyłem się spać o 23:25, a pierwszy atak (we śnie) był dopiero o 5:40! A wcześniej nic! Zresztą sam atak był ciekawy bo we śnie jakby całą przestrzeń wokół mnie wypełnił czarny dym i wiadomo wtedy nastąpił atak, ale nie mniej jednak był to jedyny atak tej nocy! Chyba po 8 rano były jeszcze jakieś mini próby ataku rozkodowującego, ale nie mniej jednak było to tak słabe (o ile w ogóle był to atak), że nie ma sensu chyba nawet o tym wspominać ;) -> Przed 9 wstałem. Jutro zasnę w ten sam sposób i zobaczymy czy będzie podobnie. Jeden atak w nocy to baaaardzo mało! Normalnie jest ich znacznie więcej!

08/09.10.2010 -> Początek nocy bardzo podobny jak wczoraj, nie mniej jednak ataki były przez całą noc! + do tego mocna hipnoza! Już nawet nie chce mi się spisywać o której był atak. Dodam tylko, że o 4:21 byłem bity we śnie! Czego ostatnio chyba nie doświadczałem? Ostatnio przeważnie były ataki we śnie lub gdy zamykałem oczy, a bicia to coś dawno nie było. Dodam jeszcze, że znowu na plecach koło szyi mam ranki. Nie jestem pewien czy z dzisiaj, ale chyba tak?

09/10.10.2010 -> O 23:50 położyłem się spać. Około 1-3? w nocy miałem atak (nie spisywałem tego więc nie wiem o której dokładnie godzinie to było). Około 6 rano miałem sen z którego wynikało, że chronił mnie opiekun?, ale zostałem w między czasie zaatakowany przez jasno szarą mgłę?, ale nic mi się nie stało. Następnie do 8:55 (o której wstałem) "spałem" snem spokojnym ;)

10/11.10.2010 -> Kilka ataków, ale słabych, rozłożonych w czasie mniej więcej od 3:30 do 6-7?

11/12.10.2010 -> W nocy było sporo ataków. Trochę oberwałem...

12/13.10.2010 -> Atak o 6:30 i 6:45. Po tym drugim ataku była stosowana hipnoza. Tej nocy był też atak typu halucynacja, który nic mi nie zrobił. Ten byt czaił się jeszcze w moich snach, ale nic konkretnego nie był w stanie zdziałać. Ogólnie bardzo małe straty... właściwie zerowe... (w porównaniu z niektórymi nocami).

13/14.10.2010 -> 1-2 ataki? Ogólnie jakoś mniej obrywam niż jeszcze powiedzmy miesiąc temu...

14/15.10.2010 -> 2-3 ataki... W sumie spałem dzisiaj z 10 godzin!? to mi się raczej ostatnio nie zdarzało... dzięki temu, że jest mniej ataków i hipnozy mogę się w miarę wyspać. Jeszcze nie dawno spałem po 7 godzin? i uciekałem bo nie chciałem dalej być "bitym", a teraz jakoś jest luźniej. Nie mniej jednak ten byt umie jeszcze przyfasolić ;) Śpię przede wszystkim na prawym boku lub na brzuchu... lub w ogóle w pozycji pomiędzy. Wydaje mi się, że ten byt jakoś nie lubi tej pozycji. Jak przez przypadek 2 dni temu nieświadomie obróciłem się na plecy to od razu dostałem w piernik, a w tej pozycji boczno/brzusznej ma spory problem aby mnie dopaść (kiedyś nie miał z tym problemu nie zależnie od mojej pozycji więc coś się chyba zmieniło?). Trzeba dodać, że nie jest to do końca komfortowe spanie, gdyż leżę w "jednej" pozycji przez całą noc no, ale skoro ma mnie to uchronić przed atakami to ja się na to piszę. Nie mniej jednak nie chroni to w 100% gdyż jak widać jeszcze regularnie co noc obrywam. Oczywiście wciąż zapalam przed zaśnięciem białe (2-3 -> ostatnio 2) i fioletowe (1-2 -> ostatnio 1) świeczki, jak i lampkę skierowaną na czubek głowy. Nie wiem czy to coś daje, ale tak robię... w sumie jak jest widniej w pokoju to czuję się psychicznie lepiej. Dodam jeszcze, że przed zaśnięciem co noc rozkładam przed sobą obrazki z Jezusem itd... używam też tingsha zanim pójdę spać...

15/16.10.2010 -> Były pewne próby ataku, ale wyszedłem z nich zwycięską ręką. Nie wyspałem się najlepiej bo całą noc leżałem właściwie w jednej pozycji.

16/17.10.2010 -> Położyłem się o 23:50. Było około 8-10? ataków. Te które spisałem odbyły się o: 3:30, 3:40, 4:17, 4:55 (atak typu halucynacja). Ogólnie mocniej dostałem niż np wczoraj czy przedwczoraj, ale wciąż słabo w porównaniu z tym co działo się we wrześniu.

17/18.10.2010 -> 1-3 ataki.

18/19.10.2010 -> łoj... dzisiaj dostałem mocne bęcki... położyłem się po północy... pierwsze bęcki zaczęły się dopiero o 5:05! więc późno!, ale trwały praktycznie aż do wstania (8:40). Sklasyfikowałem minimum 4 ewidentne ataki oraz trochę ponad 15 mniejszych np. ataki rozkodowujące które odbyły się w realu przy otwartych lub zamkniętych oczach, ale bez śnienia, czy po prostu takie "dziabnięcia" w 3 lub w 4 czakrę. Po wstaniu czuję, że moja 4 czakra dostała mocny wpiernik. 3 czakra przy okazji też oberwała dzisiejszej nocy, ale na niej nie czuję nic specjalnego. Ogólnie trochę żałuję, że nie wstałem tak o 6 rano czy po prostu nie włączyłem sobie TV :( Niektóre z tych ataków były takie "niewinne" i było ich tak dużo, że chyba zlekceważyłem to co się działo :( eh...

19/20.10.2010 -> Dzisiaj był tylko nieudany atak we śnie o 6:03 (udało mi się wybudzić bez straty energii)! Dziwne... wczoraj zmasowany atak, a dzisiaj tylko jeden? Chodź mam wrażenie, że może coś jeszcze później było, ale jeżeli tak to było to na tyle słabe, że nawet nie zawracałem sobie tym głowy.

20/21.10.2010 -> Około 8 ataków. Opiszę jeden z nich. We śnie były dwie postacie. Obie wściekłe ze złości i jedna drugą uderzyła w brzuch, ale tak jakbym ja ten cios odczuł i w tym momencie poczułem dziwny ruch energii na 4 czakrze (typowe dla ataku / strata energii). O 6:05 postanowiłem włączyć TV co oczywiście okazało się bardzo dobrym pomysłem. W początkowej fazie oglądania TV poczułem jeszcze z 2-3 tego typu ruch energii na 4 czakrze, a później już wszystko się uspokoiło. Warto się "ewakuować" ze "spania" gdy jest "seria ataków". Nie ma sensu robić za worek treningowy.

21/22.10.2010 -> Kładę się spać o 00:10, ale od razu tylko zamknę oczy to dostaję atakiem rozkodowującym i tak za każdym razem! Po dostaniu kilka razy postanowiłem włączyć TV (00:30) i tak oglądałem do 1:15, ale pomijając ten czas 45 min w miarę spokojny (ale nie w 100%!) to to nic nie dało. Tylko się ponownie położyłem i było to samo. Przyłożyłem do głowy obrazek Jezusa i skuliłem się na łóżku przy ścianie i próbowałem zasnąć. Jakoś się udało, ale nie obeszło się bez "bęcek". Później też coś tam oberwałem... już nawet zbytnio tego nie zapamiętuję. Chcę jedynie jakoś przetrwać kolejną noc... Ale jakoś dawno nie miałem tak silnych ataków rozkodowujących. Niby miałem ten typ ataku i też tak silny, ale nie ostatnio (przynajmniej tak mi się wydaje?)! Dzisiaj w nocy właściwie po kilku sekundach albo nawet od razu po zamknięciu oczu dostawałem "wizję" (to nie jest tak jak przy prawdziwej wizji... to są jakby bardzo wyraźne "myślokształty / pewne sceny" narzucone przez tego byta aby pojawiły się w mojej głowie -> inaczej mówiąc jest to jakby wyobraźnie która jest tak silna, że Ci się krystalizuję przed oczami lub gdzieś gdzie jesteś jakby w stanie to "oglądać" [staram się to opisać jak najlepiej, ale nie jest to do końca takie proste], czasem wręcz to przypomina sen, a czasem mam wrażenie, że jest to sen... różnie bywa... czasem po kilku sekundach zatracam się w tym co widzę [co dla mnie jest bardzo niebezpieczne], a czasem reaguję natychmiastowym otwarciem oczu abym nie został rozkodowany). Jest jeszcze to dziwne uczucie jakby jakiś haker łamał Twoje hasło do "systemu" (do Ciebie)... takie "hackowanie" ludzi... trochę mi się to z  filmem "Matrix" kojarzy nie wiedzieć czemu... Ogólnie moja czakra potrzebuje regeneracji! :(

22/23.10.2010 -> Położenia się spać o 23:55 i od razu po zamknięciu oczu były ataki rozkodowujące (tak samo jak wczoraj). Ogólnie było ich trochę... nawet w nocy czy już nad ranem. Włączyłem sobie TV przed 7 bo wymęczyły mnie dzisiaj równo. Moja czakra ledwo żyje. Palenie świeczek, lampki czy też spanie nogami lub głową w stronę okna nie ma znaczenia. Zresztą gdy już we śnie mi go skrystalizowało to gdy się ocknąłem to wręcz czułem jego "łapy" dobierające się do mojej 4 czakry, a gdy broniłem się obrazkiem Jezusa miałem wrażenie jakby szybko zmieniał miejsce swojego pobytu gdy celowałem obrazek tam gdzie moim zdaniem się znajdował. Wynika z tego tyle, że to szczwana bestia i bardzo przebiegła. Dzisiaj czuję się nieźle "obity" :( Spałem jakieś 6,5 godziny, ale to i tak chyba za długo, chodź czuję się w miarę wypoczęty, pomijając fakt, że moja czakra potrzebuje pomocy :( Ogólnie uważam, że moja obrona jest nieskuteczna, ale brakuje mi już pomysłów. Przydałby się jakiś as z rękawa!

23/24.10.2010 -> Po ostatnich mocnych bęckach postanowiłem się ewakuować do swojego łóżka w dużym pokoju. Poszedłem spać dopiero około 2 w nocy. Dostałem słabiej niż wczoraj ale nie mniej jednak bez bęcek się nie obeszło. Spałem przy ścianie w pozycji bocznej, na brzuchu lub pomiędzy tymi pozycjami. Ogólnie chodzi o to aby zakrywać fizycznie czakrę. Może nie daje to bardzo dużo, ale nie mniej jednak trochę pomaga. Niestety przekręciłem się dzisiaj nad ranem na plecy i szybko tego pożałowałem no, ale tak bywa. Ogólnie jak pisałem wcześniej mniejsze bęcki niż wczoraj, ale nie nie mniej jednak bęcki. Po wstaniu już mam wrażenie jakby ktoś mnie uderzył w 4 czakrę. Jak na razie zostaje w tym łóżku. Miałem też w pokoju zapaloną lampkę oświetlającą pokój i jedną małą, białą świeczkę. Wstałem około 8:20 czyli spałem około 6,5 godziny. Nie wiele, ale zawsze coś... Byt atakował całą noc... aż do wstania z łóżka.

24/25.10.2010 -> Kładę się o 23:10. Pierwszy atak był o 3:40. Następnie tak do 6 rano to były właściwie non stop z małymi przerwami. Było ich z 5-6? może więcej? Nie chce zawyżać ilości tych ataków więc niech zostanie tyle ile powiedziałem. Oczywiście obrona szła mi nijak... nie ukrywam, że trochę oberwałam co mnie zmusiło do ucieczki do łóżka obok (na drugim końcu pokoju), ale to nic nie pomogło bo czułem hipnozę. Poleżałem tak z 30 min i usiadłem do kompa aby to zapisać ;) Mam też ciachnięcie z prawej strony nosa.

Ostatnio często mam te dziwne ruchu energii na 4 czakrze. Szczególnie nasilają się od około 20 i występują co jakiś czas, aż do pójścia spać (np 00:00). Oczywiście różnie z tym bywa. Raz czuję to mniej, innym razem bardziej. Na początku jak zaobserwowałem ten objaw to myślałem, że po prostu są to jakieś dziwne ruchy energii (nie wiązałem tego z żadnym atakiem... właściwie nie wiedziałem czemu to się dzieje...). Później myślałem, że może czakra jest uszkodzona i energia z niej wylatuje? Następnie obstawiałem, że ten byt mnie atakuje i stąd te odczucia (bo on jest często w domu mimo, że go nie wyczuwam -> skąd to wiem? ano często jest tak, że wystarczy abym zamknął oczy [np gdy idę spać lub drzemkać po południu!], a już mam atak, więc ten byt po prostu jest tu gdzieś obok mnie i cierpliwie czeka -> oczywiście różnie z tym bywa... zależy od dnia itd). Później myślałem, że to objaw kundalini i, że czakra idzie na "wyższy  poziom", a obecnie nie wiem już o co chodzi. W dzień też mi się od czasu do czasu zdarzają te dziwne ruchy energii na 3 lub 4 czakrze (te same czakry są atakowane przez tego byta!, na 3 czakrze przeważnie mniej jest tych ruchów energii niż na 4! [tak samo jak mniej jest w nocy ataków na 3 czakrę niż na 4!]). Nie mniej jednak ostatnio te ruchy energii intensywniej odczuwam wieczorem... ale to nie jest żadną regułą bo to wszystko zależy od dnia! Raz mam te odczucia bardziej wieczorem, a czasem od rana do wieczora! Nie chce wprowadzać was w błąd to od razu mówię jasno i wyraźnie, że nie musi być to związane z atakiem! Chodź może? może to tylko jakiś skutek uboczny "pobitej" czakry? Po prostu nie wiem... to są moje tylko hipotezy, ale uważam, że warto o nich wspomnieć.

25/26.10.2010 -> Dostałem podobnie jak wczoraj. Moja czakra chce odpoczynku! Położyłem się chyba przed północą, a wstałem o 7:20. Czuję się trochę niewyspany. Przez całą noc paliłem lampkę nad łóżkiem tak aby mnie oświetlała... ale czy to coś pomogło? Nie wiem... ale lubię spać gdy jest jasno... czuję się chodź trochę bezpieczniej. Nie przepadam gdy otacza mnie w nocy ciemność mając świadomość, że jestem pod "ostrzałem" tego byta. Ja się ogólnie ciemności nie boję itd tylko rozświetlanie pokoju jest związane z tymi atakami. Zresztą nawet nie muszę tego pisać bo to oczywista oczywistość :) Z chęcią bym sobie pospał w jakiejś wygodnej pozycji (marze o pozycji na plecach!). Właśnie odkryłem zadrapania na plecach... ale nie wiem czy to nowe czy stare...

26/27.10.2010 -> O 00:20 kładę się spać, a o 6:40 wstaję. Niby ataków było mniej niż wczoraj ale ten ostatni około 6:30 był solidny. Jakoś nie mam ochoty dalej spać i dać się bić. Oczywiście jestem senny... no ale ucieczka jest tutaj chyba najlepszym rozwiązaniem. Przed zaśnięciem po zmianie pokoju zapalam tylko białą świeczkę... nie chce mi się jakoś zapalać tych fioletowych chociaż mam ich jeszcze trochę. Może będę to robić... nie wiem... jak na razie nie mam weny do niczego... Moje morale ostatnio troszkę się skurczyły... Czakra pragnie odpoczynku :/ -> jakby coś to czuję bardzo wyraźnie jak jestem "poturbowany" na czakrze... (jakbym dostał mocny cios pięścią w to miejsce). Dzisiaj we śnie mnie długo "podchodził" i "rozpracowywał" ale jak w końcu mu się udało to nie żałował swojej siły na zadanie tego ciosu...

27/28.10.2010 -> O 01:20 kładę się spać, a o 8:40 wstaję. Ataki przebiegały bardzo podobnie jak wczoraj... morale mam chyba jeszcze niższe. Czuję się nie wyspany i zrobiony w jajo przez tego byta (np: skuteczne dla niego ataki we śnię). A tak ładnie świeciłem na siebie lampką całą noc! Nie boisz się sztucznego światła he!? Nawet chyba z 3 dni temu kropiłem cały dom wodą święconą. (gdy wchodzi się drzwiami do domu to idzie się zgodnie ze wskazówkami zegara). Ogólnie to już jestem tym coraz mocniej zmęczony... to już trwa tak długo... ale jeszcze trochę... wiem że dam radę... muszę wypełnić swoje przeznaczenie i w swoim czasie wszystko co złe przeminie ;) Przydałaby mi się jakaś skuteczna metoda obrony. Już nie mam pomysłów... może zamiast pozycji bocznej czy na brzuchu warto byłoby zainwestować w embrionalną? Nie wiem... mogę spróbować o ile w ogóle to coś da. Obecne moje metody nie gwarantują mi bezpieczeństwa więc trzeba próbować dalej... z nowymi metodami tylko czy tak owe jeszcze są? Bo jak na razie to posługuję się metodami, które już znam i które wypróbowywałem w walce z tym "czymś". Może po prostu nie ma jakieś metody aby się obronić skutecznie? Może mój przeciwnik jest zbyt silny? zbyt podstępny i zbyt chamski! Jak coś wymyślę to dam znać... jak na razie mam morale niskie... ale jest ta pewność, że w ostatecznym rozrachunku wyjdę z tego zwycięsko... co mnie oczywiście podnosi na duchu :D

28/29.10.2010 -> O 25:55 kładę się spać, a o 5:30 wstaje. Właśnie przed chwilą miałem atak we śnie. Udało mi się obronić ale nie mniej jednak czułem, że dalsze "spanie" nie jest dobrym pomysłem i się ewakuowałem do kompa ;) Podczas nocy starałem się też testować pozycję embrionalną ale chyba jakoś specjalnie mi to nie wychodził (naturalnie we śnie zmieniałem pozycję na bardziej wyprostowaną). Dodam jeszcze, że moja czakra wciąż nie miewa się dobrze mimo iż dzisiaj praktycznie nie dostałem to wciąż nie wygląda to dobrze. Na regenerkę jak się możecie domyślać potrzeba trochę snu, a o to trudno obecnie w moim przypadku. No i do tego dochodzi krótki czas "spania". Musi mi to wystarczyć. Jakoś starcza... ale normalnie spałbym pewnie z kilka godzin dłużej...

29.30/10.2010 -> O 00:40 kładę się spać, a o 7:50 wstaję. Byłem atakowany w drugiej połowie nocy (myślę, że od momentu kiedy zgasła świeczka?, ciekawe czy to ma jakieś znaczenie? raczej przypadek? bo palę świeczki od dawna przed zaśnięciem i zdarzało się nie raz, że był atak nie zależnie czy świeczka była zapalona czy nie...). Ogólnie dzisiaj w nocy troszkę dostałem ale bywało gorzej. Używał ataków typu halucynacja oraz atakował mnie we śnie. Pozycja na brzuchu + ręka z lewej strony robiąca za mur obronny chroniący czakrę spisywały się całkiem, całkiem ale nie mniej jednak o 7:50 przeliczyłem atak we śnie przed którym już się nie obroniłem, a nie był to jedyny atak tej nocy. Moja czakra czuje się "obita".

30/31.10.2010 -> O 1:35 kładę się spać, a wstaję lekko po 7:10. Były lekkie próby rozkodowania mnie przed zaśnięciem ale jakoś bez większych zmagań udało mi się zasnąć. Dopiero o 7:10 przyliczyłem "normalny" atak (chyba był jeszcze chwilkę wcześniej jeszcze jeden atak ale nie tak udany jak ten, który zaraz opiszę). Ten atak nie był przyjemny! Był to atak we śnie, który wyglądał następująco: zobaczyłem siebie z zamontowanym jakimś urządzonkiem do lewej dziurki w nosie. Następnie wsadzony został (lub już tam był - nie pamiętam dobrze) długi cienki pręt! Po chwili był on wyjmowany i przy tej czynności mocno wyczuwalnie ocierał się on o wewnętrzną stronę nosa. To odczucie spowodowało moje rozkodowanie i stratę energii. Chwilę później wstałem. Przy całej tej "operacji" niestety leżałem na plecach, chodź kładłem się spać na brzuchu! Nie ma to jak nieświadome przekręcenie się we śnie na najgorszą pozycję do obrony! Jestem ciekawy czy na prawdę miałem coś włożone do nosa. Nie wykluczam tego, nie mniej jednak wygląda to na typowy atak we śnie bo przy wyjmowaniu tego "drutu" ewidentnie celowo było mi dane doświadczanie uczucia dyskomfortu w nosie aby mnie "otworzyć" co dokładnie nastąpiło. Rozkodowanie -> strata energii. Nie paliłem dzisiaj żadnej lampki. Jak widzimy chyba nie ma to wpływu na atakującego, nie mniej jednak daje to pewien nie wielki komfort psychiczny, ale i tak jak są zbyt mocne ataki to trzeba się ewakuować, nie zależnie od tego czy mamy zapaloną lampkę czy nie. Niby dzisiaj spałem tylko około 5,5 godziny ale nie czuję aby to było jakoś mocno za mało dla mnie. Nie uwzględniłem dzisiaj zmiany czasu.

cdn...

Dobry Samarytanin