|
30.04.2010/01.05.2010 -> Niestety trochę oberwałem :/
01/02.05.2010 -> Były ataki... Skutecznie się broniłem...
Przy jednym z ataków gościu chciał tak jak kiedyś wskoczyć
mi w czakrę, ale przytrzymałem go rękami astralnymi i
wybudziłem się poprzez mruganie oczami bez powodowania
paniki u siebie :)
02/03.05.2010 -> Były ataki... Skutecznie się broniłem...
03/04.05.2010 -> Były ataki... Niestety dostałem dwa razy
ale nie straciłem jakoś dużo energii... Pierwszy raz
dostałem we śnie, ale nie za wiele energii straciłem. Drugi
raz też we śnie, ale zanim oberwałem rozpoznałem wroga we
śnie i powinienem się wtedy starać wybudzić, ale ja
próbowałem go trzymać na dystans i później odpychałem go
jakąś tacką czy czymś takim i w końcu nie udało mi się go
dobrze odepchnąć i mnie zaatakował. We śnie nie ma się
takiej świadomości i czystego spojrzenia na sprawę jak jest
to po przebudzeniu. Moim błędem było to, że się z nim tak
"cackałem" zamiast szybko się stamtąd zwijać po rozpoznaniu
wroga, ale jak mówię nie jest to wszystko takie łatwe do
zrobienia. Jedyne co jest łatwe to spisanie tego ;) Gdy
zostałem zaatakowany to starałem się uciec ze sny i użyłem
sposobu szybkiego wybudzania się jaki stosuje będąc
atakowany w stanie pomiędzy realem a snem czyli szybkie
mruganie oczami. Niestety na we śnie jest to nie skuteczny
sposób o czym się szybko przekonałem (w stanie pomiędzy
realem a snem działa bardzo dobrze; trzeba dodać, że
to mruganie używa się wtedy gdy nie mogę byta zmantrować).
Jak zwykle następnym razem postaram się nie atakować tego
byta (bo to odpychanie było trochę jakby i obroną i atakiem
już później). Musze we śnie sobie wyrobić nawyk, że jak
zorientuje się, że on jest we śnie to musze uciekać. To
najskuteczniejsza metoda obrony. Atak z mojej strony na tego
byta zawsze kończył się dla mnie źle. Dodam jeszcze
wyjaśnienie kwestii dlaczego popełniam błędy mimo iż wiem
jak powinienem zareagować. Odpowiedź jest prosta: jak śpię
to moja obrona nie jest na poziomie świadomym tylko
przeważnie podświadomym i dlatego cały problem tkwi w tym
aby wyrobić sobie podświadome reakcje obronne (przy ataku we
śnie, bo np. w stanie pomiędzy realem a snem włącza się już świadomość). Nie wiem
czy to co spisuję jest w pełni jasne, ale jaśniej wyjaśnić
tego już chyba nie umiem ;)
04/05.05.2010 -> Były ataki... Dostałem 1x... Czasem bywa
tak, że atak we śnie jest taki, że obrona przed nim graniczy z
cudem... tak było właśnie w tym przypadku..., ale nie
straciłem zbyt dużo energii. Może wyjaśnię na czym polega
taki atak gdzie szanse obrony wynoszą średnio 0% no może
troszkę więcej ;) Miałem bardzo nie przyjemnie jakby
uciskany palec. Miałem wrażenie jakby ten byt szukał
odpowiedniej intensywności bólu która będzie tak nie
przyjemna i nie komfortowa, że się otworzę i stracę
energię... i tak właśnie się stało. Był to niby atak we śnie
ale w sumie w dużej mierze się różnił od typowego ataku tego
typu. Nie wiem nawet za bardzo jak to opisać... Miałem tej
nocy dodatkowo naszyjnik z górskich kryształów, ale chyba nic
specjalnego nie pomógł. Nie mniej jednak tak kombinuje od
czasu do czasu z czymś nowym, może znajdzie się coś
skutecznego na mocniejsze odpieranie owych ataków... Od
jakiegoś minimum? tygodnia smaruje dodatkowo głowę i 4 czakrę (nie wiem czy o tym pisałem czy nie) krwią Jezusa
(oczywiście robie też krzyżyki na 4 czakrze..., ale ostatnio
również na 3 i 6). Ogólnie nie wiem ile to pomaga, ale jakoś
ostatnio nie miewam hipnoz...
05/06.05.2010 -> Były ataki... Dostałem 2x lekko lub bardzo
lekko (trudno dokładnie to stwierdzić bo niby "rozłączyłem
się" tak jakby przed atakiem) i 1x średnio. W sumie dwa małe
draśnięcia były i jedno większe... Strata na czakrze jest
odczuwalna. Przed zaśnięciem dodatkowo otoczyłem się w
potrójny kokon z białej energii... niestety chyba nic
specjalnego to nie pomogło :/ -> wydaje mi się, że jakbym
stosował otaczanie się kokonem od kilku dobrych tygodni
regularnie to pewnie miałoby to większą moc niż otoczeni się
nim raz na jakis czas : P
06/07.05.2010 -> Były ataki... Jakoś udało mi się obronić.
Jak już wiedziałem, że mocno poigrywał sobie ten byt w moim
śnie (atak) to obudziłem się, poszedłem do wc, ponownie się
położyłem, ale byłem już wybudzony mocniej i o to mi między
innymi chodziło i nie zasypiałem od razu tylko sobie
leżałem. Nie ma sensu wchodzić w "niebezpieczną
rzeczywistość" jak ktoś na ciebie czeka tam z "nożem" ;)
Warto czasem to trochę przeczekać i nie wchodzić od razu w
sen, chodź ten byt jest dość mocno cierpliwy niestety. Może
i nie wyspałem się zbyt mocno dzisiaj, ale z drugiej strony
nie doznałem jakiś uszczerbków na czakrze, a przynajmniej mi
nic o nich nie wiadomo jak takowe były, a wg mojej wiedzy
nie było ;)
07/08.05.2010 -> Były ataki... Dostałem tylko raz... poprzez
atak typu halucynacja. Nawet bardzo szybkie odwrócenie głowy
nie pomogło chodź straciłem mało energii przy tym. Jakbym
dłużej zwlekał z odwróceniem się to z pewnością byłoby
gorzej.
08/09.05.2010 -> Nie jestem pewien czy były ataki..., ale
chyba coś było... Odbyło się pewne zdarzenie które mnie
zaniepokoiło, a mianowicie we śnie widziałem (w dużym
skrócie opisuje) czarną zjawę w którą wleciała inna czarna
zjawa. Niby nie dotyczyło to mnie, ale poniekąd czułem jakby
może to coś we mnie wleciało? Właśnie tego nie wiem i to
jest dla mnie zagadką... Niby ta zjawa wleciała w inną zjawę
ale miałem też jakieś odczucia dziwne... Na razie zostawię
to bez dalszego komentarza ;)
09/10.05.2010 ->
Czyżby
ktoś inny przyszedł do mnie z nowym typem ataku? Chyba tak!?
Byłem w stanie pomiędzy realem a snem i zobaczyłem jak porusza się firanka... i
było powiedziane coś w stylu, że Bóg idzie (oczywiście
ściema). Zobaczyłem przezroczystą lekko czarnawą zjawę?
Wydawało się jakby leciała w powietrzu (nisko). Manipulowała
mój umysł, że jest Bogiem (kimś dobrym), a ja jakoś dałem sie
w pewnym sensie zmanipulować -> oni mają silne moce
przekonywujące (silna manipulacja). Zjawa dofrunęła do
mojego łóżka i nakryła mój jakby kokon / aurę? przezroczysto
- lekko czarnawą? dużą chustą? Ja miałem jakby takie jajo
wokół siebie i ona na to to położyła i automatycznie mnie
tak jakby mocno "unieruchomiło", ale mimo tego jeszcze nie
zdawałem sobie sprawy, że to jest atak. Próbowałem się ruszać
ale bardzo ciężko mi to szło. Po około 5 kolejnych sekundach
uświadomiłem sobie co jest grane i szybko zacząłem się
wydzierać (ruszałem na chama nogami) i udało mi się wyjść z
tego stanu, ale trochę się naszarpałem. Poszedłem następnie
spać... śniłem sobie i było ok... Następnie się obudziłem i
myślałem, że jestem w realu... niby wszystko gra i nagle coś
zaczęło mi nie pasować. Jakoś instynktownie powiedziałem
słowo "Bóg" dla testu i od razu poczułem jakby mocny kokon w
który byłem zawinięty! i od razu zdałem sobie sprawę, że nie
jest dobrze i zacząłem cały czas mantrować i rozwaliłem ten
"zły kokon" na dobre i dopiero wszedłem w "real"! Wydaje mi
się, że ogólnie troszkę energii z 4 czakry mogłem stracić, ale
nie są to jakieś duże straty. Tak czy siak nowa "przygoda" z
chyba kimś nowym? i z nowym typem ataku. Nie zawijał mnie
chyba jeszcze nikt w jakiś kokon! Ale dobre było to, że
mogłem wypowiadać fizycznie słowa, bo to daje mi ogromną moc
obrony (mantrowanie). Zobaczymy co się stanie jutro. Muszę
być gotowy na kolejne spotkanie. Łatwo skóry nie oddam :)
Wydaje mi się, że jeżeli ten byt jest nowym bytem to odsunęli
tamtego "przezroczystego" bo słabo mu szło ;) Jakby coś to
ta nowa? zjawa miała około 150-180 cm wzrostu... jakoś
tak...
10/11.05.2010
-> Nie było żadnych ataków... wyspałem się i zregenerowałem
na tyle na ile mogłem ;) -> Był jeden sen gdzie w dużym
skrócie (...) uciekałem z dużej, stromej góry przed dwoma,
wściekłymi, czarnymi psami. (...) Później w tym śnie
przeszedłem przez jakieś drzwi i stanąłem do starcia z tymi
psami i pokonałem je. Następnie było coś o liczbach 1000 i
5000 i później poszedłem schodami w górę... to tak w dużym
skrócie... Nie był to atak we śnie, a przynajmniej ja tego
tak nie odbieram..., ale chodzi o symbol czarnego psa jaki
się pojawił i ogólnie o całą otoczkę jaka jest z tym
symbolem związana w tym śnie. Dodam jeszcze przed pójściem
spać otuliłem się po trzykroć złotym kokonem dla ochrony +
rurki do nosa i mam zamiar robić to regularnie.
11/12.05.2010
-> Dwa ataki typu halucynacja... bez problemu sobie
poradziłem... 0 strat energetycznych :)
12/13.05.2010
-> Były ataki we śnie (walka na miecze -> całkiem świadoma z
mojej strony [to był atak, a nie zwykły sen!] + inne ataki),
Był jeszcze taki atak, że pojawiła się we śnie jakby
niewielka czarna dziura która zionęła złem i chciała mnie
wciągnąć, ale jej się nie udało. Za mało siły miała, ale nie
chciałbym być wciągnięty przez nią! Ogólnie odczuwam, że te
ataki tracą na sile z czego się cieszę :)
13/14.05.2010 -> Były ataki we śnie... dostałem i to kilka
razy :/ -> Za dużo spałem na plecach :/ Może za bardzo się
"rozluźniłem" bo ostatnio mi nic zrobić nie mogli i tu
proszę... zebrałem bęcki za karę :/ Trzeba trzymać garde
cały czas! :)
14/15.05.2010 -> Brak ataków...
15/16.05.2010 -> 3 ataki we śnie... 2x dostałem... 1x się
obroniłem... + 1-2 ataki typu halucynacja...
16/17.05.2010 -> Były ataki we śnie.. + minimum 2 ataki typu
halucynacja... nie zaobserwowałem abym stracił coś
energii...
17/18.05.2010 ->
Niestety
dostałem w 4 czakrę :/
18/19.05.2010 -> Były ataki... nie straciłem nic energii...
nawet dowaliłem kilka razy gościowi we śnie, ale szybko się zczaiłem co i jak i zacząłem się wybudzać... to było mocno
ryzykowne... jeszcze chwilę bym go bił i sam bym źle
skończył ;) Jak już kiedy pisałem... NIE ATAKUJCIE TEGO
GOŚCIA! :D, ale ja byłem nie do końca świadomy co robię :) a
jak odzyskałem świadomość we śnie to szybko dałem dyla x)
Niby nie straciłem energii z 4 czakry, ale jakoś uważam, że
sam fakt próby ukradnięcia mi energii z czakry i ciągłe
ponawianie ataku kosztuje mnie trochę energii..., ale nie
mniej jednak nie oberwałem jak wczoraj (ewidentne bęcki
czakry).
19/20.05.2010 -> Dzisiaj w nocy byli we śnie... nawet mieli
zamiar mnie zaatakować, ale się wybudziłem... ogólnie nic mi
nie zrobili... Przed zaśnięciem lub po prostu podczas dna
zacząłem odmawiać taką formułkę ochronną w której w skrócie
chodzi o to, że im wybaczam i aby mnie zostawili w spokoju.
Również przed zaśnięciem zacząłem otaczać tego byta w kokon
złotego światła... możliwe, że jak się obudzę w środku nocy
gdy będę atakowany to też będę to robił... jakoś staram się
kombinować, ale ogólnie i tak jest lepiej :), ale muszę się do
końca uwolnić... Nie wiem czy tą formułkę i otaczanie byta w
ten kokon będę robił regularnie, ale wspominam o tym...
20/21.05.2010 -> Dzisiaj 1-2 ataki we śnie (nie jestem
pewien czy 2, ale 1 na 100%) i ładnie przy pierwszym ataku
się wybudziłem, a przy drugim gościu się zniechęcił o ile to
był atak..., ale nic energii nie straciłem jakby coś...
21/22.05.2010 -> Jakiś atak we śnie.. chyba nawet
straciłem odrobinkę energii?, ale nie jestem pewien... i
później jakiś paraliż, ale nie w stanie pomiędzy realem a
snem tylko we śnie!? Nie mogłem się
praktycznie poruszyć na początku, ale szarpałem się i
szarpałem i później już lekko mogłem się poruszać aż w końcu
jakby palcem dotknąłem brzucha i nagle wszystko ustąpiło...
jakbym wyłączył działanie tego paraliżu.
22/23.05.2010 -> Brak ataków...
23/24.05.2010 ->
Było trochę ataków
we śnie, ale zachowywałem spory spokój... straciłem mało
energii jak na moje oko... w sumie jest ok :)
24/25.05.2010 ->
Było trochę ataków we śnie i niestety
straciłem trochę energii przy jednym z nich (niestety się
"otworzyłem"), ale to nic... był też atak hipnotyczny, ale nic
mi nie zrobił...
25/26.05.2010 -> W sumie podobnie jak wczoraj... niestety
straciłem trochę energii... tak być nie może! :x
26/27.05.2010 -> Ja na brzuchu on na plecach... atak we
śnie... długo próbował... nie udało mu się..., ale mi się
udało "uciec" i nie stracić energii :) tak w dużym skrócie
;)
27/28.05.2010 -> Brak ataków...
28/29.05.2010 -> Brak ataków...
29/30.05.2010 -> Kilka ataków we śnie + jeden atak typu
halucynacja... ogólnie wyszedłem z tego wszystkiego bez
strat... a nawet przywaliłem we śnie temu komuś trzy razy w
mordę aż upadł ;) W sumie to ciekawe... kiedyś ja byłem bity
i nawet bym nie pomyślał, że może być inaczej (w ataku we
śnie), a teraz powoli role się odwracają hehe x) nie no, ale
ja to robiłem nie świadomie tak jakby i w ogóle to ja przed
nim uciekałem i jak mnie doganiał to bum w ryj x) i później
ten gościu po tych trzech strzałach i upadkach spowodowanych
ciosami dogonił mnie i stanął przede mną i na szczęście się
wybudziłem... [bardzo nie lubię jak ten byt stoi koło mnie
bo nie jest to bezpieczne dla mnie i wiadomo co zaraz będzie
(atak z możliwością uszczerbku mojej energii)...] od razu po
przebudzeniu był atak typu halucynacja czyli standardzik i
zmantrowałem to i git...
30/31.05.2010 ->
Prawdopodobnie brak ataków...
cdn...
Dobry Samarytanin
|