NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2010 - MAJ
(CZĘŚĆ 5)
LINK! DO CZĘŚCI 4

LINK! DO CZĘŚCI 6

30.04.2010/01.05.2010 -> Niestety trochę oberwałem :/

01/02.05.2010 -> Były ataki... Skutecznie się broniłem... Przy jednym z ataków gościu chciał tak jak kiedyś wskoczyć mi w czakrę, ale przytrzymałem go rękami astralnymi i wybudziłem się poprzez mruganie oczami bez powodowania paniki u siebie :)

02/03.05.2010
-> Były ataki... Skutecznie się broniłem...

03/04.05.2010
-> Były ataki... Niestety dostałem dwa razy ale nie straciłem jakoś dużo energii... Pierwszy raz dostałem we śnie, ale nie za wiele energii straciłem. Drugi raz też we śnie, ale zanim oberwałem rozpoznałem wroga we śnie i powinienem się wtedy starać wybudzić, ale ja próbowałem go trzymać na dystans i później odpychałem go jakąś tacką czy czymś takim i w końcu nie udało mi się go dobrze odepchnąć i mnie zaatakował. We śnie nie ma się takiej świadomości i czystego spojrzenia na sprawę jak jest to po przebudzeniu. Moim błędem było to, że się z nim tak "cackałem" zamiast szybko się stamtąd zwijać po rozpoznaniu wroga, ale jak mówię nie jest to wszystko takie łatwe do zrobienia. Jedyne co jest łatwe to spisanie tego ;) Gdy zostałem zaatakowany to starałem się uciec ze sny i użyłem sposobu szybkiego wybudzania się jaki stosuje będąc atakowany w stanie pomiędzy realem a snem czyli szybkie mruganie oczami. Niestety na we śnie jest to nie skuteczny sposób o czym się szybko przekonałem (w stanie pomiędzy realem a snem działa bardzo dobrze; trzeba dodać, że to mruganie używa się wtedy gdy nie mogę byta zmantrować). Jak zwykle następnym razem postaram się nie atakować tego byta (bo to odpychanie było trochę jakby i obroną i atakiem już później). Musze we śnie sobie wyrobić nawyk, że jak zorientuje się, że on jest we śnie to musze uciekać. To najskuteczniejsza metoda obrony. Atak z mojej strony na tego byta zawsze kończył się dla mnie źle. Dodam jeszcze wyjaśnienie kwestii dlaczego popełniam błędy mimo iż wiem jak powinienem zareagować. Odpowiedź jest prosta: jak śpię to moja obrona nie jest na poziomie świadomym tylko przeważnie podświadomym i dlatego cały problem tkwi w tym aby wyrobić sobie podświadome reakcje obronne (przy ataku we śnie, bo np. w stanie pomiędzy realem a snem włącza się już świadomość). Nie wiem czy to co spisuję jest w pełni jasne, ale jaśniej wyjaśnić tego już chyba nie umiem ;)

04/05.05.2010
-> Były ataki... Dostałem 1x... Czasem bywa tak, że atak we śnie jest taki, że obrona przed nim graniczy z cudem... tak było właśnie w tym przypadku..., ale nie straciłem zbyt dużo energii. Może wyjaśnię na czym polega taki atak gdzie szanse obrony wynoszą średnio 0% no może troszkę więcej ;) Miałem bardzo nie przyjemnie jakby uciskany palec. Miałem wrażenie jakby ten byt szukał odpowiedniej intensywności bólu która będzie tak nie przyjemna i nie komfortowa, że się otworzę i stracę energię... i tak właśnie się stało. Był to niby atak we śnie ale w sumie w dużej mierze się różnił od typowego ataku tego typu. Nie wiem nawet za bardzo jak to opisać... Miałem tej nocy dodatkowo naszyjnik z górskich kryształów, ale chyba nic specjalnego nie pomógł. Nie mniej jednak tak kombinuje od czasu do czasu z czymś nowym, może znajdzie się coś skutecznego na mocniejsze odpieranie owych ataków... Od jakiegoś minimum? tygodnia smaruje dodatkowo głowę i 4 czakrę (nie wiem czy o tym pisałem czy nie) krwią Jezusa (oczywiście robie też krzyżyki na 4 czakrze..., ale ostatnio również na 3 i 6). Ogólnie nie wiem ile to pomaga, ale jakoś ostatnio nie miewam hipnoz...

05/06.05.2010
-> Były ataki... Dostałem 2x lekko lub bardzo lekko (trudno dokładnie to stwierdzić bo niby "rozłączyłem się" tak jakby przed atakiem) i 1x średnio. W sumie dwa małe draśnięcia były i jedno większe... Strata na czakrze jest odczuwalna. Przed zaśnięciem dodatkowo otoczyłem się w potrójny kokon z białej energii... niestety chyba nic specjalnego to nie pomogło :/ -> wydaje mi się, że jakbym stosował otaczanie się kokonem od kilku dobrych tygodni regularnie to pewnie miałoby to większą moc niż otoczeni się nim raz na jakis czas : P

06/07.05.2010
-> Były ataki... Jakoś udało mi się obronić. Jak już wiedziałem, że mocno poigrywał sobie ten byt w moim śnie (atak) to obudziłem się, poszedłem do wc, ponownie się położyłem, ale byłem już wybudzony mocniej i o to mi między innymi chodziło i nie zasypiałem od razu tylko sobie leżałem. Nie ma sensu wchodzić w "niebezpieczną rzeczywistość" jak ktoś na ciebie czeka tam z "nożem" ;) Warto czasem to trochę przeczekać i nie wchodzić od razu w sen, chodź ten byt jest dość mocno cierpliwy niestety. Może i nie wyspałem się zbyt mocno dzisiaj, ale z drugiej strony nie doznałem jakiś uszczerbków na czakrze, a przynajmniej mi nic o nich nie wiadomo jak takowe były, a wg mojej wiedzy nie było ;)

07/08.05.2010
-> Były ataki... Dostałem tylko raz... poprzez atak typu halucynacja. Nawet bardzo szybkie odwrócenie głowy nie pomogło chodź straciłem mało energii przy tym. Jakbym dłużej zwlekał z odwróceniem się to z pewnością byłoby gorzej.

08/09.05.2010
-> Nie jestem pewien czy były ataki..., ale chyba coś było... Odbyło się pewne zdarzenie które mnie zaniepokoiło, a mianowicie we śnie widziałem (w dużym skrócie opisuje) czarną zjawę w którą wleciała inna czarna zjawa. Niby nie dotyczyło to mnie, ale poniekąd czułem jakby może to coś we mnie wleciało? Właśnie tego nie wiem i to jest dla mnie zagadką... Niby ta zjawa wleciała w inną zjawę ale miałem też jakieś odczucia dziwne... Na razie zostawię to bez dalszego komentarza ;)

09/10.05.2010
->
Czyżby ktoś inny przyszedł do mnie z nowym typem ataku? Chyba tak!? Byłem w stanie pomiędzy realem a snem i zobaczyłem jak porusza się firanka... i było powiedziane coś w stylu, że Bóg idzie (oczywiście ściema). Zobaczyłem przezroczystą lekko czarnawą zjawę? Wydawało się jakby leciała w powietrzu (nisko). Manipulowała mój umysł, że jest Bogiem (kimś dobrym), a ja jakoś dałem się w pewnym sensie zmanipulować -> oni mają silne moce przekonywujące (silna manipulacja). Zjawa dofrunęła do mojego łóżka i nakryła mój jakby kokon / aurę? przezroczysto - lekko czarnawą? dużą chustą? Ja miałem jakby takie jajo wokół siebie i ona na to to położyła i automatycznie mnie tak jakby mocno "unieruchomiło", ale mimo tego jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że to jest atak. Próbowałem się ruszać ale bardzo ciężko mi to szło. Po około 5 kolejnych sekundach uświadomiłem sobie co jest grane i szybko zacząłem się wydzierać (ruszałem na chama nogami) i udało mi się wyjść z tego stanu, ale trochę się naszarpałem. Poszedłem następnie spać... śniłem sobie i było ok... Następnie się obudziłem i myślałem, że jestem w realu... niby wszystko gra i nagle coś zaczęło mi nie pasować. Jakoś instynktownie powiedziałem słowo "Bóg" dla testu i od razu poczułem jakby mocny kokon w który byłem zawinięty! i od razu zdałem sobie sprawę, że nie jest dobrze i zacząłem cały czas mantrować i rozwaliłem ten "zły kokon" na dobre i dopiero wszedłem w "real"! Wydaje mi się, że ogólnie troszkę energii z 4 czakry mogłem stracić, ale nie są to jakieś duże straty. Tak czy siak nowa "przygoda" z chyba kimś nowym? i z nowym typem ataku. Nie zawijał mnie chyba jeszcze nikt w jakiś kokon! Ale dobre było to, że mogłem wypowiadać fizycznie słowa, bo to daje mi ogromną moc obrony (mantrowanie). Zobaczymy co się stanie jutro. Muszę być gotowy na kolejne spotkanie. Łatwo skóry nie oddam :) Wydaje mi się, że jeżeli ten byt jest nowym bytem to odsunęli tamtego "przezroczystego" bo słabo mu szło ;) Jakby coś to ta nowa? zjawa miała około 150-180 cm wzrostu... jakoś tak...

10
/11.05.2010 -> Nie było żadnych ataków... wyspałem się i zregenerowałem na tyle na ile mogłem ;) -> Był jeden sen gdzie w dużym skrócie (...) uciekałem z dużej, stromej góry przed dwoma, wściekłymi, czarnymi psami. (...) Później w tym śnie przeszedłem przez jakieś drzwi i stanąłem do starcia z tymi psami i pokonałem je. Następnie było coś o liczbach 1000 i 5000 i później poszedłem schodami w górę... to tak w dużym skrócie... Nie był to atak we śnie, a przynajmniej ja tego tak nie odbieram..., ale chodzi o symbol czarnego psa jaki się pojawił i ogólnie o całą otoczkę jaka jest z tym symbolem związana w tym śnie. Dodam jeszcze przed pójściem spać otuliłem się po trzykroć złotym kokonem dla ochrony + rurki do nosa i mam zamiar robić to regularnie.

11
/12.05.2010 -> Dwa ataki typu halucynacja... bez problemu sobie poradziłem... 0 strat energetycznych :)

12/13.05.2010 -> Były ataki we śnie (walka na miecze -> całkiem świadoma z mojej strony [to był atak, a nie zwykły sen!] + inne ataki), Był jeszcze taki atak, że pojawiła się we śnie jakby niewielka czarna dziura która zionęła złem i chciała mnie wciągnąć, ale jej się nie udało. Za mało siły miała, ale nie chciałbym być wciągnięty przez nią! Ogólnie odczuwam, że te ataki tracą na sile z czego się cieszę :)

13/14.05.2010 -> Były ataki we śnie... dostałem i to kilka razy :/ -> Za dużo spałem na plecach :/ Może za bardzo się "rozluźniłem" bo ostatnio mi nic zrobić nie mogli i tu proszę... zebrałem bęcki za karę :/ Trzeba trzymać garde cały czas! :)

14/15.05.2010
-> Brak ataków...

15/16.05.2010 -> 3 ataki we śnie... 2x dostałem... 1x się obroniłem... + 1-2 ataki typu halucynacja...

16/17.05.2010
-> Były ataki we śnie.. + minimum 2 ataki typu halucynacja... nie zaobserwowałem abym stracił coś energii...

17/18.05.2010
->
Niestety dostałem w 4 czakrę :/

18/19.05.2010
-> Były ataki... nie straciłem nic energii... nawet dowaliłem kilka razy gościowi we śnie, ale szybko się zczaiłem co i jak i zacząłem się wybudzać... to było mocno ryzykowne... jeszcze chwilę bym go bił i sam bym źle skończył ;) Jak już kiedy pisałem... NIE ATAKUJCIE TEGO GOŚCIA! :D, ale ja byłem nie do końca świadomy co robię :) a jak odzyskałem świadomość we śnie to szybko dałem dyla x) Niby nie straciłem energii z 4 czakry, ale jakoś uważam, że sam fakt próby ukradnięcia mi energii z czakry i ciągłe ponawianie ataku kosztuje mnie trochę energii..., ale nie mniej jednak nie oberwałem jak wczoraj (ewidentne bęcki czakry).

19/20.05.2010
-> Dzisiaj w nocy byli we śnie... nawet mieli zamiar mnie zaatakować, ale się wybudziłem... ogólnie nic mi nie zrobili... Przed zaśnięciem lub po prostu podczas dna zacząłem odmawiać taką formułkę ochronną w której w skrócie chodzi o to, że im wybaczam i aby mnie zostawili w spokoju. Również przed zaśnięciem zacząłem otaczać tego byta w kokon złotego światła... możliwe, że jak się obudzę w środku nocy gdy będę atakowany to też będę to robił... jakoś staram się kombinować, ale ogólnie i tak jest lepiej :), ale muszę się do końca uwolnić... Nie wiem czy tą formułkę i otaczanie byta w ten kokon będę robił regularnie, ale wspominam o tym...

20/21.05.2010
-> Dzisiaj 1-2 ataki we śnie (nie jestem pewien czy 2, ale 1 na 100%) i ładnie przy pierwszym ataku się wybudziłem, a przy drugim gościu się zniechęcił o ile to był atak..., ale nic energii nie straciłem jakby coś...

21/22.05.2010
-> Jakiś atak we śnie.. chyba nawet straciłem odrobinkę energii?, ale nie jestem pewien... i później jakiś paraliż, ale nie w stanie pomiędzy realem a snem tylko we śnie!? Nie mogłem się praktycznie poruszyć na początku, ale szarpałem się i szarpałem i później już lekko mogłem się poruszać aż w końcu jakby palcem dotknąłem brzucha i nagle wszystko ustąpiło... jakbym wyłączył działanie tego paraliżu.

22/23.05.2010
-> Brak ataków...

23/24.05.2010
->
Było trochę ataków we śnie, ale zachowywałem spory spokój... straciłem mało energii jak na moje oko... w sumie jest ok :)

24/25.05.2010 -> Było trochę ataków we śnie i niestety straciłem trochę energii przy jednym z nich (niestety się "otworzyłem"), ale to nic... był też atak hipnotyczny, ale nic mi nie zrobił...

25/26.05.2010 -> W sumie podobnie jak wczoraj... niestety straciłem trochę energii... tak być nie może! :x

26/27.05.2010
-> Ja na brzuchu on na plecach... atak we śnie... długo próbował... nie udało mu się..., ale mi się udało "uciec" i nie stracić energii :) tak w dużym skrócie ;)

27/28.05.2010
-> Brak ataków...

28/29.05.2010
-> Brak ataków...

29/30.05.2010
-> Kilka ataków we śnie + jeden atak typu halucynacja... ogólnie wyszedłem z tego wszystkiego bez strat... a nawet przywaliłem we śnie temu komuś trzy razy w mordę aż upadł ;) W sumie to ciekawe... kiedyś ja byłem bity i nawet bym nie pomyślał, że może być inaczej (w ataku we śnie), a teraz powoli role się odwracają hehe x) nie no, ale ja to robiłem nie świadomie tak jakby i w ogóle to ja przed nim uciekałem i jak mnie doganiał to bum w ryj x) i później ten gościu po tych trzech strzałach i upadkach spowodowanych ciosami dogonił mnie i stanął przede mną i na szczęście się wybudziłem... [bardzo nie lubię jak ten byt stoi koło mnie bo nie jest to bezpieczne dla mnie i wiadomo co zaraz będzie (atak z możliwością uszczerbku mojej energii)...] od razu po przebudzeniu był atak typu halucynacja czyli standardzik i zmantrowałem to i git...

30/31.05.2010
->
Prawdopodobnie brak ataków...

cdn...

Dobry Samarytanin