NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2010 - LUTY
(CZEŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1

LINK! DO CZĘŚCI 3

31.01.2010/01.02/2010 -> leżenie w innym łóżku nic nie pomogło (ten sam pokój tylko na drugim jego końcu), ale i tak warto było spróbować ;)

01/02.02.2010
-> wczoraj i dzisiaj miałem doczynienia z bytem, który mnie atakował pod koniec 2009 roku. Nie jest to osobnik, który powoduje "strach na czakrze" tylko ten co na mnie włazi i próbuje dostać się do czakry. Dzisiaj straciłem kilka razy energie, ale w małych ilościach. Jak zwykle "łaził" po mnie aby dostać się do 4 czakry. Dla mnie ten przeciwnik jest moim zdaniem nawet lepszy bo uważam go za łatwiejszego do pokonania niż ten od "strachu na czakrze". Ale trochę dzisiaj sam jestem sobie winny za te dzisiejsze utraty energii... leżałem na plecach i "oberwałem" kilka razy... eh... ciężko się tak przestawić na spanie non stop w pozycji bocznej jak się tego wewnętrznie nie czuje :P (kiedyś nie miałem z tym problemu) :/

01/02.02.2010
-> dzisiaj praktycznie nie straciłem nic energii :)

02/03.02.2010
-> niestety straciłem kilka razy, ale w małych ilościach... zdarzyło się nawet tak, że spałem na brzuchu i ten byt szeptał mi coś do ucha i nie byłem wtedy świadom, że to atak i się wsłuchiwałem i straciłem nie wielką ilość energii... nawet leżąc na brzuchu można ją stracić chodź nie miał bezpośredniego dostępu do czakry... podkreślę jeszcze raz, że teraz atakuje mnie ten byt z końca roku 2009, a nie z początku roku 2010 ;)

04/05.02.2010
-> jednak ten byt nie jest taki słaby jak myślałem ;P -> pomijając ataki to nawet nad ranem? czarnego psa w pokoju widziałem z otwartymi oczami, a jak wiemy nie jest to zbyt dobry symbol ;/

05/06.02.2010
-> jakoś nie chce się odczepić ode mnie :/ -> dotykał mnie swoją łapą po plecach itd. itp. ;/ -> ewidentnie zbytnio się spouchwala ;P -> domyślam się, że te ataki jeszcze trochę potrwają, ale prędzej czy później się zakończą ;) Dzisiaj nawet przez chwilę myślałem, że normalnie się wyśpię, ale niestety ;)

06/07.02.2010
-> dzisiaj nastąpił chyba nowy typ ataku... było ich około dziesięciu z tego co naliczyłem... niestety straciłem dzisiaj trochę tej energii z 4 czakry... pierwszy był chyba na jawie (postać idąca w ciemności do mojego łóżka -> miała za zadanie wywołać we mnie lęk i tak też się stało na moją niekorzyść), a reszta we śnie... nie byłem hipnotyzowany więc mogłem jak się już obudziłem poleżeć sobie spokojnie i przemyśleć co i jak... atak wygląda tak, że we śnie widzisz jakąś postać która ma za zadanie wywołać w Tobie strach i wtedy tracisz energie... teoretycznie owa postać jest fikcyjna i wyprodukowana przez mózg, ale utrata energii jest realna... wynika z tego to iż postać jest stworzona przez byta, który jest gdzieś obok mnie (jak się obudzę to praktycznie nie da się wykryć tego byta czy jest gdzieś obok czy nie) i stosuje atak "poprzez sen" czyli, że nie bezpośrednio mnie atakuje tylko powoduje we śnie coś co ma wywołać we mnie strach i zabrać mi energię która trafia oczywiście do tego byta. Jak zwykle jest to dość chamska metoda ataku... ja śpię, widzę postać i tracę energię... nie ma tu nic fajnego ;/ ale! około 2-3 razy udało mi się obronić przed tym atakiem. Tylko jest mały problem, że trzeba być świadom gdy następuje atak co wcale nie jest takie łatwe... gdy był już sen on się toczył jakimś tam swoim życiem i pojawiała się postać (zawsze jakąś tam inna) i zauważyłem, że jak patrzę na nią bezpośrednio w twarz / oczy to utrata energii gwarantowana... starałem się nie patrzeć tej postaci w oczy... wiadomo, że w życiu realnym między innymi przez oczy kradnie się energię... starałem się w ogóle nie patrzeć na tą postać i w snach widziałem ją do pasa... (nie pamiętam już wszystkich 10 przypadków więc mój opis jest mniej więcej poprawny, ale jak wiadomo sen to sen i nie zawsze będąc nie świadomy we śnie jestem w stanie zastosować się do moich metod bycia w nim świadomym i do świadomego i skutecznego stawienia oporu przeciwnikowi). Tak czy siak w miarę ta metoda nie patrzenia się działała, ale wtedy np. w jednym z przypadków postać widziana przeze mnie do pasa złapała mnie za nogę... ja starałem się zachować spokój jak tylko mogłem i powoli się wygramolić i myślę, że udałoby się i to bez utraty energii gdybym nie próbował później jej kopnąć :/ bo właśnie wtedy jakby człowiek się "otwiera" i traci energię :/ i tak właśnie się stało... najlepszym sposobem jest po prostu świadoma, nie za szybka ale zdecydowana reakcja w miarę szybkiego wzbudzenia się bez patrzenia na przeciwnika odnośnie tego typu ataku. Najgorsze jest to, że naprawdę ciężko jest się obronić przed takim atakiem :/

07/08.02.2010
-> dzisiaj we śnie (to nie był atak we śnie tylko zwykły sen) w bardzo dużym skrócie zabiłem? swojego prześladowcę (ktoś kto mnie ewidentnie gnębił -> tak to odczuwałem we śnie) i później było pokazane jak trafił on do więzienia (niby żywy, ale zamknięty w "czterech ścianach") -> (niestety później jeszcze było pokazane jakby jakąś ciemna postać odwiedziła tego kogoś w więzieniu? -> nie pamiętam dokładnie -> i później widziałem jak ta czarna postać stamtąd? czy skądś? wychodziła.., ale co to może znaczyć to nie jestem pewien -> nie pamiętam dokładnie niestety tego fragmentu -> może chodzi w nim, że na jakiś czas ten byt? został umieszczony w więzieniu, ale później ponownie wyjdzie na wolność?). Ten sen opowiadam w maxymalnym skrócie i nie są zawarte pewne fragmenty tylko sam szkielet, ale wiem, że ten sen ma głębsze znaczenie... jestem ciekawy czy coś się zmieni odnośnie tych ataków nocnych po tym śnie czy nie? bo dzisiaj teoretycznie nie było ataku... był jeden moment pod koniec tego snu, który zresztą był podzielony bodajże na dwie części (pierwsza część z pokonaniem prześladowcy, a druga część z tym, że jest w więzieniu) (więc chodzi tutaj o koniec pierwszej części z dwóch) coś co mogłoby sugerować atak, ale nie koniecznie nim być musiało... i domyślam się, że nim nie było. Oczywiście ten sen nie musi być związany z atakami chodź może być (chodzi przede wszystkim o prześladowcę, który może być symbolicznym ukazaniem tego byta, który mnie atakuje w nocy) -> może też sugerować coś innego..., ale chyba chodzi o tego byta no bo o co innego mogłoby chodzić? Z doświadczenia wiem, że jest to pozytywny dla mojej osoby sen... w dalszych snach miałem pokazaną dalszą "naukę" więc mam jeszcze pewne "lekcje" do "odrobienia" i "nauczenia" ;) -> Ogólnie dzisiaj mija 13 tydzień ataków i czyżby na tym się zakończyło? (jak wiemy... ataki trwają dalej..., ale jakby słabsze...?, ale czy na pewno słabsze?)

08/09.02.2010
-> były jakieś ataki (pisze to 13.02.2010 i nie pamiętam jak te ataki już wyglądały, ale zapamiętałem sobie, że jakieś były) to chyba ich ostatni desperacki ruch?

09/10.02.2010
-> brak ataków... miałem sen w którym starałem się "desperacko"? przed czymś uwolnić...

10/11.02.2010
-> brak ataków (w sumie spałem krótko, ale ataków brak) -> chociaż chyba tego dnia? nie pamiętam bo piszę to już trochę dni później miałem atak typu "kreski kropki", ale nie jestem pamiętam czy to było tego dnia na 100%... nic energii nie straciłem i nie uznałem tego jako atak, ale to chyba był atak o małej sile i małej skuteczności który mi nic nie zrobił...

11/12.02.2010
-> brak ataków

12/13.02.2010
-> ktoś we śnie mnie śledził i mnie wystraszył tak, że jak się obudziłem to serce mi nieźle szybko biło, ale nie zanotowałem jakiejkolwiek utraty energii... nie wiem czy to w ogóle był atak? ciężko to stwierdzić...

13/14.02.2010
-> dzisiaj się zorientowałem, że wczoraj to na pewno był atak i dzisiaj też był... bili mnie w śnie (i to całkiem długo) ale! co ważne ostatni poważniejszy atak był 08/09.02.2010 i wszystko co się później wydarzyło to albo nie było żadnego ataku albo był "atak we śnie" o słabej sile i w sumie tyle... dzisiaj straciłem bardzo mało energii... w ogóle te ataki stały się bardzo słabe... a przynajmniej ja na tą chwilę tak to widzę... i dodam jeszcze, że między dniami 09-11.02.2010 widziałem też z otwartymi oczami doświadczyłem ataku typu "kreski kropki" jak ja to nazwałem wcześniej x) i zupełnie nic mi nie zrobił... nie opisałem tego bo myślałem, że to nawet nie jest atak, ale jednak był tylko siła tych ataków tak mocno zmalała, że aż dziwne... mam nadzieja, że siła tych ataków jeszcze mocniej osłabnie aż całkowicie się skończą :)

14/15.02.2010
-> niestety ataki dalej trwają (czyli zaczął się 14 tydzień ataków), ale ze zmniejszoną siłą (przynajmniej ja to tak widzę) lecz nie z mniejszą intensywnością w nocy! Dzisiaj we śnie z 10 sekund gościu grzebał mi przy czakrze i dopiero po tak długim czasie zorientowałem się co się dzieje i obrona "Bóg, Bóg, Bóg..." i po sprawie, ale co ciekawe nawet nic energii nie ukradł! Około 10 sekund bez mojej reakcji to bardzo długo... wcześniej "kilka x" straciłbym pewnie energie... gościu ewidentnie teraz ma jakiś problem... a może moja energetyka się poprawiła lub coś i jest mu ciężej? Pierwszy atak był w nocy... później o 7 rano i jeszcze z 1-3 ataki później... dziwne, że w nocy był tylko 1 atak, a wtedy gdy robi się widno przyatakował mocniej... był jeden moment gdzie chyba ukradł mi bardzo mało energii bo nie mogłem wypowiedzieć słowa "Bóg" (czasem się tak zdarza, że jakaś blokada jest na wypowiadanie słów) i zajęło mi to z 2-3 sek aby się przebić przez tą "blokadę słowną". Czuje się jakby minimalnie mi coś tam zrobił w czakre, ale takie coś zaliczam do "otarć" podczas wojny ;)

15/16.02.2010
-> nie mogę se jednak olewać tych ataków... nie ma sensu tracić bezsensownie energii...

16/17.02.2010
-> dzisiaj podczas trzech ataków straciłem po małej dawce energii w każdym z nich... w sumie za każdym razem nie wiele, ale razy trzy to już trochę tego jest... (zapomniałem dzisiaj kryształu górskiego na szyje zawiesić) :/ No i leżałem na plecach podczas tych ataków :/ -> Ataki miały miejsce miej więcej o 6-7 rano (z tego co pamiętam to jeden z ataków był równo o 6:00, a kolejny o 7:00...? W sumie każdy z tych ataków nie wydawał się groźny, ale już kilka godzin po przebudzeniu odczuwam coraz wyraźniej skutki tego ataku :/ (płytki oddech oraz uczucie jakby ktoś mi wbił nóż w czakre) -> Wieczorem przed pójściem spać już czuje się lepiej -> mogę swobodniej oddychać i znacznie mniej dokucza mi uczucie "wbitego noża" w czakrę chodź nie czuje się jeszcze tam wystarczająco komfortowo i odpowiednio zregenerowany, a zaraz pewnie się szykuje kolejna potyczka. Po śnie z
07/08.02.2010 tak jakby trochę te ataki ucichły i jakby ten byt miał jakieś problemy w atakowaniu mnie przez następne dni, ale już chyba poradził sobie z trudnościami i znowu wróciła mu wysoka skuteczność :/

17/18.02.2010
-> ciekawa sprawa bo dzisiaj też były mniej więcej 3-4 ataki? i pierwszy był o 6:00!, kolejny o 7:00! (tak jak wczoraj!), ale straciłem bardzo mało energii przy tych dwóch pierwszych atakach... później wziąłem sobie obrazek Ojca Pio taki z Włoch :) -> i trzymałem go na czakrze serca i przy następnych 1-2? atakach nic mi się nie stało :)

18/19.02.2010
-> dzisiaj miałem sen około 4 w nocy? w którym widziałem wnętrze kościoła i widziałem tam Ojca Pio. Ja również byłem w tym kościele i siedziałem w ławce i się modliłem -> pamiętam, że patrzyłem ja ukrzyżowanego Jezusa i nagle ktoś ewidentnie źle ustosunkowany do mnie usiadł obok mnie (domyślam się, że to symbol tego byta, który mnie atakuje po nocach). Następnie obudziłem się i wziąłem obrazek Ojca Pio o którym ostatnio wspominałem i położyłem go na 4 czakrze i poszedłem spać. Później "zobaczyłem" przezroczystą lub niewidzialną postać jakby w okolicach moich nóg? Niby była ta postać niewidzialna, ale wiedziałem, że ona tam jest i w pewnym sensie ją widziałem -> nie wiem jak to wytłumaczyć. Cały czas miałem na 4 czakrze obrazek Ojca Pio... nagle poczułem jakby ucisk po całej lewej stronie klatki piersiowej połączony z wibracjami -> na dodatek miałem problemy z wymówieniem fizycznie czegokolwiek (utrudniona obrona przed tym atakiem). Tam gdzie był obrazek nie odczuwałem żadnego ucisku... korciło mnie aby ten obrazek przesunąć tam gdzie odbywał się "atak", ale obawiałem się, że jakbym to zrobił wtedy ten byt miałby dostęp do czakry która nie byłaby nim chroniona więc wolałem nie ryzykować. Ten atak odbywał się kilka x podczas dzisiejszej nocy. Nie odniosłem jakiś większych strat. Leciutko jakby lewy koniuszek czakry może minimalnie "poturbowany", a tak ogólnie to wszystko w porządku. Miałem wrażenie, że ten byt jakby wciągał mnie w swój "wymiar" szeroko rozumiany. Jakby chciał abym znajdował się w dostępnej dla niego przestrzeni w której może mnie atakować. Niestety w takim stanie w jaki on wprowadza osobę człowiek nawet zapomina o obronie (wypowiadanie słowa "Bóg")... ja się zastanawiałem trochę podczas tego co się działo "o co chodzi!?" zamiast próbować za wszelką cenę się bronić... w sumie tak czy siak wyniosłem moim zdaniem dobre doświadczenie z tej nocy... Jeszcze dodam że myślę, że Ojciec Pio ostrzegł mnie przed tym atakiem pokazując mi się we śnie... myślę, że chciał abym wziął Jego obrazek i abym się nim bronił co też uczyniłem i może dlatego nie poniosłem jakiś dużych "strat" które może bym odniósł gdyby nie ten sen! Zresztą już jakiś czas nie miałem innych ataków niż "we śnie" / "poprzez sen" (to w sumie to samo) więc jakaś odmiana to była : P

19/20.02.2010
-> pominę wiele dzisiejszych ataków i powiem tylko, że o 6:30 jak otworzyłem oczy to widziałem jedynie kilka klatek na sekundę... (to oczywiście jest atak) -> widziałem wyłaniającą się zza szafy czarną głowę (czyży to ten byt był?, a może tylko wywołana specjalnie wizja poprzez manipulacje wzroku / mózgu?) -> kto go tam wie... To całe przedstawienie jest robione tylko i wyłącznie w celu okradnięcia z energii. W ogóle to niezłe shizy się dzieją (chodź ten typ ataku jest mi znany), ale nagle nastąpiło takie pstryk i wszystko wróciło do normy. Po prostu ten byt w tym momencie się odłączył ode mnie lub coś go ode mnie odłączyło... Jeszcze dzisiaj był taki rodzaj ataku, który tyczy się manipulacji zmysłem wzroku?, który polega na: (wszystko się dzieje z otwartymi oczami) gdy patrzysz się na np bluzę lub coś innego to ona wydaje się przybierać tak jakby złowrogą "energię"? nie wiem za bardzo jak to nazwać ale gdy za długo się na nią patrzysz to możesz stracić energię... może to też być połączenie kilku rzeczy np. fotel + ubrania na nim które stworzą coś przypominające straszną postać lub coś co będzie wydawało Ci się, że jest nasączone negatywną energią i nawet może sprawiać wrażenie, że się porusza... oczywiście ma się wrażenie, że człowiek w inny sposób widzi... jakby wolniej?, ale to tempo też jest różne... od całkowicie? płynnego do bardzo zwolnionego (jak dzisiaj jakieś 3-5 klatek na sekundę, ale nie przy patrzeniu się w "fotel + ubrania -> tutaj tempo było znacznie szybsze) (oczywiście te techniki ataku również są mi już dobrze znane). Przy tej manipulacji wzrokiem? ma się wrażenie jakby jakiegoś zamulenia głowy. Takie subtelne, ale jak nagle ta "manipulacja" zejdzie z Ciebie to czujesz ogromną różnicę... Tego jest całkiem sporo i można by pisać i pisać..., ale nie ma co się tak rozpisywać... kto będzie doświadczać to będzie wiedzieć o co chodzi ;)

20/21.02.2010
-> Męczący gościu :/ -> jak nie z jednej strony to z drugiej Cię zaatakuje... jak wywoływał te "halucynacje" (może to będzie w miarę dobre określenie?) to starałem się na nie nie patrzeć i się odwracałem + mówiłem wiele razy fizycznie słowo "Bóg" i po jakimś czasie pomagało, ale za chwilę ten byt dalej wywoływał te stany... to jest o tyle chamskie, że nie wiem gdzie on się znajduje, ani go nie widzę, nawet nie da się go wyczuć (czasem się da ale ostatnio nie). Więc tak naprawdę nie wiadomo skąd i co Cię atakuję... to coś w stylu idziesz se ulicą i dostajesz nagle cegłą, ale skąd i kto ją rzucił to nie wiadomo... i jak już dostałeś cegłą to później lecą kolejne cegły z różnych stron w różnym czasie i nawet jak wiele z nich unikniesz to zawsze jakąś Cię trafi czy to lżej czy mocniej i tak samo jest z tymi atakami ostatnio. Jak nie "halucynacją" to "we śnie", jak nie za pierwszy razem wyjdzie atak to za dziesiątym... wydaje mi się jakby ten byt miał "anielską" cierpliwość. Dzisiaj już nawet nie wiedziałem czy śnie czy to "halucynacje" wywołane przez tego byta, ale jak oberwałem to wiedziałem, że nie jest dobrze... i na np. powiedzmy 10 ataków wystarczy, że jeden mu wyjdzie jak trzeba i ja jestem mocno poszkodowany na 4 czakrze (duża strata energii) i weś tak funkcjonuje w dzień... wiadomo, że się da i w ogóle, ale aby zregenerować tą czakre to minimum od 0,5 do 2 dni jakieś trzeba, a jak mam ataki praktycznie codziennie to nie tak łatwo się zregenerować no i wyspać się też jest bardzo ciężko... Przydałobym się kilka dni porządnego snu... staram się wołać "aniołki" itd. itp. na pomoc, ale nie wiem na ile to pomaga? może po prostu musze tego doświadczyć i spisać to dokładnie? może między innymi po to są te ataki no i abym miał bogate doświadczenie w starciu z takimi ciemnymi typami nocnymi... Nie jest łatwo... nie jest on taki słaby jak mi się czasem wydawało..., ale morale mam w miarę spore... chodź kilka dni temu były niskie... to się często zmienia. Dzisiaj straciłem sporo energii niestety i to tylko za sprawą właściwie jednego ataku... staram się bronić, ale to ciężka sprawa bo on uderza dokładnie w te punkty które są najsłabsze... atakuje wtedy gdy jesteś bezbronny... to jego najlepsza metoda :/

21/22.02.2010
-> nie pisałem tego dnia swoich doświadczeń... ale chyba nic nie było godnego uwagi?

22/23.02.2010
->
dzisiaj słabe ataki... mało energii straciłem...

23/24.02.2010
-> dzisiaj mało energii straciłem, ale jeden atak im (lub mu) wyszedł... wystraszyli mnie jakimś obrzydliwym robalem we śnie i pach energia wędruje do nich (lub do niego -> właśnie nie wiem czy pisać w liczbie mnogiej czy w pojedynczej -> w sumie to chyba jeden na raz do mnie przychodzi, ale kto go tam wie do końca więc raz piszę w pojedynczej, a raz w mnogiej ;)), ale to nic! bo wcale nie tak dużo straciłem ale! później tylko otworzyłem oczy to dalsza część ataku była czyli "halucynacje" (nie wiem jak to nazywać może omamy wzrokowe? albo nie wiem x) -> na razie nazywam to halucynacjami jak wymyślę lepszą nazwę to dam znać ;)) -> no i widzę z otwartymi oczami normalnie jakiegoś robala
na fotelu (ten co był we śnie) (wydaje mi się, że on mógł nie być realny w sensie, że to nie był nawet jakiś byt astralny czy coś takiego -> oczywiście pewien nie jestem na 100% w sumie kto go tam wie... to chyba tylko taka "projekcja" strasznych rzeczy... coś jak wyświetlanie "horroru" na projektorze tylko tutaj są lepsze efekty 3D ;)) oraz po chwili jakąś groźnie wyglądającą postać zobaczyłem i zczaiłem się co się dzieje i szybko odwróciłem wzrok i nic mi zrobić nie mogli x) Później odczekałem kilka sekund, zamknąłem oczy i w kierunku w którym odbywał się atak powiedziałem fizycznie "Bóg, Bóg, Bóg..." (bo ja tam jeszcze wcześniej tak na szybko zerknąłem czy dalej są te "halucynacje" i były więc postanowiłem zrobić z nimi porządek i po magicznej mantrze wszystko znikło, ale jakbym patrzył z otwartymi oczami na te "halucynacje" i mówił "mantrę" to moim zdaniem istnieje duże prawdopodobieństwo, że straciłbym energię bo nie zdążyłbym "pokonać wroga" po prostu czasowo mógłbym się nie wyrobić. To trochę jak z grami wideo ;) -> to jest taki "Boss" na końcu "etapu" i "mantra" to "torpedy" kierowane w jego kierunku aby go zniszczyć, ale on celuje w ciebie mocne działo i zaraz strzeli i nie wiadomo czy zdążysz go pokonać bo musisz puścić w niego kilka słów "Bóg" i nie wiadomo jak wiele, a on już ładuje broń... już celuje... i czy zdążę w ten sposób go pokonać? wole nie sprawdzać, ale pewnie jest 50:50... o wiele lepiej jest odwrócić się i z zamkniętymi oczami to zrobić... wtedy ma się jakby super pancerz przez który jego broń nie ma szansy się przebić! Więc jak będziecie mieli taki atak to już wiecie jak się bronić! :) -> Tylko to musi być dokładnie ten atak! Bo to nie jest to samo gdy np. widzi się lecącą w powietrzu czarną energię! To zupełnie dwie różne rzeczy! Trzeba po prostu to dobrze odróżniać, ale to tak naprawdę nie jest problem np. dla mnie bo już mam spore doświadczenie w walce z nimi, ale dla kogoś kto dopiero zaczyna mieć takie ataki może być lekki problem ale myślę, że przetestuje metody obrony jakie ja stosowałem i dużo szybciej, a co najważniejsze skutecznie będzie się bronić... nie będzie musiał tyle razy tracić energii co ja traciłem... staram się rozwiązania podawać gotowe rozwiązania w kwestii walki z "ciemną stroną mocy" ;)

24/25.02.2010
-> dzisiaj w sumie jakoś nic specjalnego się nie działo :) (w snach pojawiały się "negatywne" "symbole" itd itp, ale nie było jako takiego ataku przy którym bym stracił energie więc ta noc była w pewnym sensie spokojna)

25/26.02.2010
-> pierwszy atak o 2:40, ale fartem się obroniłem... Atak we śnie wyglądał tak, że ktoś we śnie (opowiem w skrócie) zaatakował mnie jakimś gazem psikając mi go w twarz przez długi czas i ja zacząłem się jakby dusić czy coś takiego i psikał mi nim po oczach i psikał aż w końcu się wybudziłem i zmantrowałem wroga (powtarzając słowo Bóg). Robie 7 krzyżyków krwią Jezusa na czakrze serca przed zaśnięciem więc może dlatego udało mi się wytrzymać te 7-8 sekund we śnie bez utraty energii? Ataki ogólnie trwały do 7:30-8:00 i straciłem tak pod ranem już trochę energii (mało)... ogólnie zaliczam noc za udaną... lepiej stracić mało energii niż dużo ;) (czuje trochę uraz z lewej strony czakry, ale to taki mały).

26/27.02.2010
-> dzisiaj atak o ~3:00 w nocy (podobno do wczorajszego tylko byłem rażony prądem i niestety z tego co pamiętam nie udało mi się skutecznie przed tym obronić...) + halucynacje od razu po ataku... (jakąś pięść się ukazała nad kołdrą aby mnie wystraszyć i trochę im się udało -> zaskoczyło mnie to). Straciłem ogólnie podobną ilość energii co wczoraj.

27/28.02.2010
-> nie za bardzo pamiętam jak to dzisiaj wyglądało... nie pamiętam aby był jakiś atak..., ale nie czuje się też wyspany... dziwne sny miałem... trochę negatywnych postaci w nich... czuje się jakbym przez te sny był nie wyspany hmmm...

cdn...

Dobry Samarytanin