30.06.2010/01.07.2010 -> Poszedłem spać chyba około 23:30? i
o 00:50 był atak we śnie w którym straciłem duuużo energii!
Coś szybko mnie zaatakował! Chyba nie należy głośno mówić o
tych atakach w domu ;) Chyba podsłuchał to i owo i
postanowił zaatakować wcześniej ;) Tak czy siak spałem wtedy
na plecach... miałem też przygotowany czosnek, ale przy tym
pierwszym ataku leżał koło ściany więc nie był w użyciu ;)
Po tym ataku wziąłem czosnek i trzymałem go w pobliżu 4
czakry (około 5 max 10cm od niej -> bo zapach nie do
zniesienia hehe ;)) leżąc a to na jednym a to na drugim
boku. I aż do 8:45 nie było ataków! może coś we śnie
sugerowało obecność tego byta w pobliżu lub niecne zamiary
ale ataku jako takiego nie było! Później odłożyłem czosnek
przed 8:45 bo nie lubię jego zapachu (był zapakowany w
siatkę i to tak dwukrotnie był nią owinięty) i to był mój
błąd aby go odłożyć bo o 8:45 oberwałem atakiem we śnie, ale
na szczęście nie straciłem zbyt dużo energii no, ale możliwe
że mogłem tego uniknąć. Jutro cały czas będę miał przy sobie
czosnek... zobaczymy jak bardzo jest skuteczny :)
01/02.07.2010 -> 4-5x dostałem we śnie
(niestety energii trochę straciłem)... czosnek trzymałem
przy sobie... wyjąłem go w połowie nocy? z tej siatki w
której był... czuje, że to działa, ale potrzebuje większą
ilość czosnku i może trochę go natnę aby bardziej
"śmierdział" ;)
02/03.07.2010 -> Kilka godzin przed
zaśnięciem nalałem do szklanki z gorącą wodą 4 krople oleju
kamforowego i postawiłem koło łóżka (jest to taki ściągacz
negatywnych energii [bytów], ale oczywiście to nie przyciąga
bytów jak nas nie atakują! tu chodzi oczywiście o to, że jak
nas atakują to to jest taka pułapka na nich..., że te byty to
tak wabi... wypij mnie wypij! :D) -> Chodzi o to, że
niektóre? byty nie mogą się oprzeć temu zapachowi i zamiast
atakować? lgną jak ćmy do światła i skupiają się na tym
"napoju" (coś jak wódka która ich upija? i oczyszcza? coś w
tym stylu?). Najlepiej zrobić to przed zaśnięciem i postawić
tą szklankę gdzieś w pokoju... rano trzeba wylać to do wc i
oczywiście spuścić wodę! Szklankę należy dokładnie! wymyć i
nie używać jej nigdy do czegokolwiek innego! Ma służyć tylko
i wyłącznie do tego celu! Czosnek oczywiście już
przygotowany... 2 duże ząbki i 1 mały... jeden ten duży
obrałem też ze skórki? aby dawał więcej "zapachu" ;)
Zobaczymy co z tego wyjdzie...
Wyszło
jak wyszło... ta woda w szklance jak już zasypiałem była
ledwo ciepła... następnym razem (mam zamiar robić to
codziennie) naleje gorącej wody tuż przed zaśnięciem).
Dostałem trochę w nocy... hmmm... tak mniej więcej w połowie
nocy? położyłem się tak aby plecami dotykać ściany i z
przodu w okolicy 4 czakry miałem 3 główki czosnku. Nie było
zbyt wygodnie, ale w sumie nie pamiętam na ile to było
skuteczne... jakoś wyleciały mi z głowy ataki z dzisiejszej
nocy , ale wiem, że coś tam oberwałem... (przed pozycją
dotykającą plecami ściany??? nie pamiętam)... nie pamiętam
też jak mocno oberwałem... chyba nie było tak źle? w sumie
jak to spisuję, a jest z godzina może ponad od wstania to
czuję lekki uszczerbek na 4 czakrze... w sumie nie czuję się
jako specjalnie "poturbowany"..., ale muszę jeszcze
dopracować to z tym czosnkiem itd. itp...
03/04.07.2010 -> Wodę z olejem
kamforowym tym razem zrobiłem jak należy... Tuż przed
zaśnięciem nalałem gorącej wody i postawiłem koło łóżka
itd... Spałem przede wszystkim w pozycji, że plecy o ścianę i
czosnek z przodu. Próbował mnie atakować we śnie (przeważnie
7-9 rano), ale nic się mu nie udawało "ugrać". Tylko jeden
raz odniósł sukces jak oddaliłem się od ściany i bodajże
nawet na plecy się przekręciłem no, ale cóż... ciężko jest
spać całą noc w jednej pozycji. Oczywiście nie jestem dobrze
wyspany, ale przynajmniej nie straciłem dużo energii... chodź
pewna strata jest..., ale do zaakceptowania...
04/05.07.2010 ->
1 atak typu halucynacja (kolorowy wąż na
fotelu) + 2 we ataki we śnie... ogólnie zero strat..., ale
nie jestem zbyt wyspany od spania w pozycji przylegając
plecami do ściany ;)
05/06.07.2010 -> Dzisiaj było coś nowego... o 1:35 gdy
spałem na brzuchu blisko ściany i śniłem (sen zszedł na tory
o kosmitach itp) lecz nie był to zbyt głęboki sen i nagle
podczas śnienia wyczułem oraz w pewnym sensie zobaczyłem
lecącego z dużą prędkością byta (jakby czarna kulka energii
wielkości zaciśniętej pieści?) z prawej strony łóżka i
zatrzymującego się za łóżkiem. Po chwili poczułem jakby ten
byt uderzył mnie "pięścią"
("pięść"
tak jakby nie została cofnięta po uderzeniu?) w 7 czakrę i
odczułem mocne wibracje na niej... potrwało to z kilka
sekund i się wybudziłem. Nie wiem czemu nie wybudziłem się
wcześniej... w sumie byłem świadomy co się dzieję... pewnie
gdzieś we mnie była ciekawość co się stanie... nie pamiętam
abym miał kiedyś atak na 7 czakrę. Po tym ataku położyłem
nad głową główkę czosnku + słoik z wodą święconą obok głowy
+ zapaliłem lampkę nad łóżkiem i skierowałem ją w to miejsce
gdzie był atak (całą noc miałem ją zapaloną) oraz położyłem
sobie na głowie obrazek Jezusa i przykryłem go ręką tak aby
mi nie spadł jakbym usnął. Nie odnotowałem tego dnia już
żadnego ataku..., ale szkoda mi trochę energii na 7 czakrze...
bo na pewno trochę tego poszło... Nie mógł? zaatakować 4
czakry to zaatakował 7 eh... (tak mi się wydaje..., ale może
był jakiś inny powód ataku innej czakry niż zwykle... kto go
tam wie...).
06/07.07.2010 -> Dokleiłem sobie taśmą
przed zaśnięciem dwa nowe czosnki z przodu łóżka od strony
ściany (lewa strona łóżka) (wczoraj ten atak w 7 czakrę był
w tej okolicy - tylko na środku). Miałem też dodatkowy
(nowy) czosnek w okolicach 7 czakry... oraz powiesiłem sobie
tak trochę wyżej nad łóżkiem taką zieleninkę zwaną
"bagno"... podobno może coś pomóc... reszta taktyki bez
zmian. Zasnąłem przy zgaszonym świetle, ale po około 1,5h?
już nie pamiętam dokładnie, nastąpił ukryty atak we śnie
(czemu ukryty? czasem występują takie ataki gdzie nie za
bardzo wiadomo czy był to atak czy nie? brakuje w takim
ataku ewidentnych znaków takich jak symbol np. przyjaznej
postaci, który cię ściska itd. itp; ogólnie atak ukryty we
śnie jest ciężki do rozpoznania i jest bardziej "diabelki"
[w sensie kamuflażu]..., ale nie koniecznie traci się przy
nim więcej energii... po prostu mojej "istocie"? jest ciężej
rozpoznać czy to atak czy nie, a wiadomo, że czas tutaj jest
bardzo ważny i, że im szybciej będę dokładnie wiedział co się
dzieje tym lepiej dla mnie...). Tak czy siak po tym
pierwszym ataku gdzie nie straciłem energii postanowiłem
spać przy zapalonym świetle no i tak też zrobiłem.
Zaliczyłem jeszcze z 1-2 ukryte ataki we śnie, ale odbyło się
bez utraty energii. Około 9 rano już nie mogłem dłużej spać
przytknięty do ściany (czasem jestem bardziej przytknięty do
ściany, a czasem bardziej na brzuch mnie przechyla
[oczywiście czosnek w okolicy 4 czakry obowiązkowo +
ostatnio też w okolicy głowy + woda święcona + obrazek /
obrazki
Jezusa itd. itp] -> no i o tej 9 rano już nie mogłem
dłużej tak leżeć bo "wszystko" mnie bolało i byłem zmęczony
już taką pozycją i zgasiłem światło oraz położyłem się w
miarę normalnie w większym oddaleniu od ściany... po 15
minutach ukryty atak we śnie (z telepatycznym bajerem) i
straciłem małą ilość energii :( No co za dno! Całą noc się
tak wymęczyłem i straciłem energie już przy samym końcu!
Wiem, że powinienem wytrzymać już do końca, ale zalecam
każdemu jedną noc przespać w prawie niezmienionej pozycji
która na dodatek nie jest dla niego wygodna to zrozumie o co
mi chodzi ;) Na szczęście nie straciłem tej energii zbyt
dużo... Dopiero jak wstanę z łóżka to mogę opuścić gardę! Od
teraz jest to moja zasada numer 1 ;)
07/08.07.2010 -> Przewiesiłem przed zaśnięciem zielone
"bagno" na środek, przodu łóżka... koło tych czosnków które
przykleiłem wczoraj z lewej strony przodu łóżka. Dodałem
woreczek z suszoną lawendą, który położyłem w okolicy głowy (lawenda niestety
jest stara i w plastikowym woreczku, ale załatwię sobie nową
lawendę [chodź tą pewnie zostawię też] i wsypie ją do lnianego woreczka -> dam znać
jakby coś) oraz przybył
dodatkowy czosnek. Jest on z taką łodyżką i dobrze się go w
ręku trzyma gdy się zasypia... takie są nawet lepsze niż te
same "główki".
Dzisiaj
poszło całkiem całkiem... Zapalona lampka całą noc itd.
itp... Dołożyłem też taki krzyż z Jezusem koło siebie...
Poszedłem spać około północy i dopiero o 5:27 nastąpił atak
uciskowy we śnie -> następnie przerzucenie do stanu pomiędzy
realem a snem / letarg. Atak
nastąpił może dlatego, że z rąk powypadały mi czosnki, a nie
miałem żadnej obrony swojego lewego boku? Tak czy siak
leżałem w pozycji bocznej jak zwykle plecami do ściany, a
ten byt leżał jakby na mnie! Czułem go doskonale (ucisk)!
Był niewidzialny, ale dobrze wyczuwalny (przez ucisk). To
ciekawe, że czasem jest jakby kulką energii, a czasem czymś
tak dużym... Może jak się przemieszcza to jest małą kulką, a
jak atakuje to zmienia "formę"?, ale z tego co wiem to też
nie zawsze atakuje w "dużej" postaci... są i ataki gdy jest
kulką... Pewnie dopasowuje swój kształt do konkretnego
ataku. No dobra... tak czy siak oblazł mnie całego i tylko
dzięki swojemu doświadczeniu w sprawach ataków udało mi się
obronić! Atak trwał z dobre 30 sekund. Nie wiem jak opisać w
jaki sposób się obroniłem... wiem, że mogłem przegrać i
stracić energię, ale do tego nie doszło dzięki temu co
robiłem. Powiedzmy, że odpowiednio "spinałem" ciało (chodzi o
zrobienie pewnego rodzaju "blokady" abym się nie "otworzył"
i nie stracił energii) + odpowiednie myśli... Prawda jest
taka, że doświadczenie mnie uratowało... Bo ja naprawdę
mogłem to przegrać, ale gdy czułem, że gdy będę robić to co
robię to przegram to od razu zmieniałem "swoją postawę" i
parłem na zwycięstwo i udało się! Im dłużej walczę tym
bardziej się wybudzam i później już zacząłem sobie mantrować
"Bóg" (nie było fali uderzeniowej) i po prostu się
wybudziłem (gładkie przejście z "letargu" w real). Dlaczego
bardziej pasuje mi w tym przypadku letarg niż stan pomiędzy
realem a snem? Może się
mylę i może jest to to samo?, ale wydaje mi się na obecną
chwilę, że letarg jest bardziej zbliżony do reala, a stan
pomiędzy realem a snem to
jakby trochę inny wymiar przenikający real... coś jakby
astral? W letargu nie było fali uderzeniowej od mantrowania...
ciekawe... w stanie pomiędzy realem a snem by była? moim zdaniem tak..., ale jak
mówię może to co opisuje jest jednym i tym samym... po
prostu nie jestem pewien... to są moje jedynie luźne
przemyślenia i dobrze jest je brać z przymrużeniem oka ;) Po
prostu rozkminiam :) Było coś jeszcze o 7:10... we śnie
robiłem wysiłek taki jakby energetyczny? gdzie próbowałem
skumulowaną energią zniszczyć takie drzwi... i tu jest
ciekawa rzecz bo jak się obudziłem to taka fala energii ze
mnie uszła? albo przeszła przeze mnie? Właśnie nie jestem
pewien na 100% co nastąpiło bo takie fale energii (kundalini)
przechodzą przeze mnie co kilka - kilkanaście sekund więc
nie wiem czy to był atak czy po prostu zwykła fala
energii... nie mniej jednak mógł być to atak... nie
wykluczam tego... chodź byłby to bardzo wyrafinowany atak...
sam nie wiem co o tym myśleć... Zastanawia mnie tylko po co
się to skrystalizowało we śnie no nie? Jak ja mam co chwilę
takie fale i się jakoś one nie krystalizują w moich snach...
a tu jednak się tak zrobiło... tak samo jak przy atakach we
śnie... hmm... bardzo wyrafinowane...
08/09.07.2010 -> Dodaje od wczoraj więcej kropki oleju
kamforowego (około 8). Tej nocy dodałem wokół siebie większą
ilość zdjęć (Ojciec Pio, Maryja...). Tak czy siak były dwa
ataki we śnie. W obu nie straciłem energii... W tym
pierwszym pomógł mi "anioł stróż"? Już kilkukrotnie takie
coś się zdarzało więc może to opiszę. Bardzo rzadko, ale
jednak gdy jestem atakowany we śnie przychodzi mi na pomoc
inna postać która ukazuje się jako mój kolega, który jest
bardzo silny i jak zobaczy, że ten "byt" (inna symboliczna
postać) podchodzi do mnie lub już mnie trzyma to szybko
podbiega i bije go na kwaśne jabłko... we śnie czasem mi
jest aż szkoda tego byta ;), ale ja nie jestem świadomy
przeważnie, że to jest ten zły byt bo ukrywa się pod
"symbolem" np. "przyjaznej" postaci.
Dodam jeszcze, że przed zaśnięciem wyczuwałem tą postać która
kręciła się koło łóżka... Nie było to fajne uczucie wiedząc
że jest ona dość blisko i tylko czeka aby złoić mi skórę...
ale może jestem w błędzie i wcale jej tam nie było? chodź
nie wydaje mi się abym się mylił...
09/10.07.2010 -> Około 3 ataki we
śnie... 0 strat... no może przy jednym ataku minimalnie, ale
nie jestem pewien... tak czy siak udana noc! :)
Poszedłem dzisiaj (10.07.2010) do księdza, który odmówił nade
mną modlitwę itd. i pobłogosławił moje wszystkie obrazki,
krzyże, różańce itp. Jestem ciekawy czy coś się zmieni...
10/11.07.2010
-> 7-8 ataków we śnie... dostałem sporo razy w 3 i 4 czakrę...
były też ataki typu "halucynacja"
eh...
11/12.07.2010 ->
z 4-5? ataków we śnie + ataki typu
"halucynacja"... trochę energii straciłem... chyba muszę
wymienić czosnek na nowy...
12/13.07.2010 -> z 6-7? ataków we
śnie... dostałem mocno w 3 i 4 czakrę... przed zaśnięciem
obskubałem czosnki które miałem aby bardziej śmierdziały, ale
to nic nie dało bo i tak dostałem jak małe dziecko :/ od
około 6 rano do 7:40 były ataki... eh.. już nie wiem... nie
mam pomysłu na obronę... wydaje się jakby nic nie
działało... Nawet proszę archaniołów i moich opiekunów o
ochronę, ale to chyba działa tylko w niektórych
przypadkach... bardzo rzadko jest taka widoczna
interwencja... mówię "widoczna" bo może są częste
interwencje o których nic nie wiem... tak czy siak morale mi
spadają... jestem już tym zmęczony..., ale muszę wytrwać do
końca i tak będzie ;P
13/14.07.2010 -> Poszedłem spać po północy... Od 5:18 do 6:15
było około 5 ataków... czyli co
jakieś powiedzmy 12 minut był ukryty atak we śnie! Byłem
hipnotyzowany i gdy tak jest to bardzo szybko można kogoś
wprowadzić w sen... mi się tak oczy zamykały, że wystarczy, że
je przymknąłem na kilka sekund to już śniłem i znowu
wchodziłem w wymiar gdzie znajdował się ten byt i zachodziła
między nami w pewnym sensie "interakcja" czyli innymi słowy
możliwe było zabranie mi energii. Od 6:15 do 6:46 starałem
się opierać hipnozie, ale było to dość ciężkie i nie wiem czy
przypadkiem raz nie dostałem w między czasie. O 6:46
postanowiłem skroplić 4 czakrę, oczy i głowę wodą święconą.
Niby na chwile pomogło..., ale tylko na chwilę... a może mi
się wydaje, że coś pomogło? Później trzymałem też krzyż z
Jezusem na 7 czakrze... nie wiem czy coś pomogło? Może? o
7:17 znowu dostałem? o 8:18 również... pewnie dostałem
jeszcze z raz czy dwa tylko już o tym nie wspomniałem...
Ogólnie były to ukryte ataki we śnie + hipnoza... Ciężko
przed takim czymś się obronić... Muszę coś skutecznego
wymyślić... Wiem, że chodzenie po pokoju jest dobre na
hipnozę... bo ją w pewnym sensie urywa... albo nawet
bieganie sobie po domu... będę kombinował... używałem też w
między czasie tingsha..., ale nie wiem czy coś dały? Może
trochę? Mówiąc szczerze to "trochę" mnie nie
satysfakcjonuje..., ale jest jak jest...
14/15.07.2010 -> Dzisiaj postanowiłem, że będę spać z moimi
trzeba kryształami (dwa duże i jeden mniejszy
LINK!).
Moczyły się tydzień w wodzie z solą aby w pełni się oczyścić itd. itp. Ogólnie miały za pewnego rodzaju "chembustera", ale
chciałem też sprawdzić jak działają gdy mam je koło czakr.
Spałem bokiem przy ścianie, ale około 5-10cm od niej.
Największy kryształ miałem koło 4 czakry, ten trochę
mniejszy przy 1, 2, 3 czakrze, a ten najmniejszy przy 7
czakrze. Dopiero o 6 rano chyba był jakiś atak we śnie +
halucynacja, ale jak szybko się pojawiło tak szybko znikło.
Później znowu cisza. Cały czas spałem praktycznie w tej
samej pozycji. Ale przed 8:30 obróciłem się na plecy i
dostałem chyba z 2x ukrytym atakiem we śnie :/ Zapominam
wciąż, że ten byt ma "anielską" cierpliwość i, że nie mogę się
rozluźnić nawet 2 min przed wstaniem! Ja te kryształy
wziąłem z balkonu gdzie oczyszczały niebo i zanim je
położyłem przy sobie obmyłem je jeszcze zimną wodą i
wytrwałem lnianą ściereczką. Jutro przetestuje je jeszcze
raz! Tylko do końca zrobię to jak należy i zobaczę czy to
działa czy nie?
Wczoraj
nie zrobiłem olejku kandyzowanego przed zaśnięciem bo uważam
że nic nie pomaga, ale dzisiaj go zrobię... w sumie może coś
tam pomaga... W sumie tak samo mógłbym powiedzieć, że
różaniec na szyi nic nie pomaga, a jednak jak poszedłem
kiedyś spać o około 20:00 to przed takim już mocniejszym
zaśnięciem "Anioł Stróż" powiedział mi abym go założył więc
musi coś dawać... może tak samo jest z tym olejkiem? Nie
wiem może... Przygotowałem też kryształy opłukane w zimnej
wodzie... (oczyszczenie po oczyszczaniu nieba). Mam plan
taki jak wczoraj tylko będę spać przy ścianie i tak samo
obłożę się kamieniami, ale tym razem nie zmienię pozycji aż
do wstania! Będę tak samo cierpliwy jak ten byt i zobaczymy
czy uda mi się nie stracić energii... Niedługo się przekonam
o tym na własnej skórze ;)
15/16.07.2010 -> Nic to nie daje! :( Wszystko robiłem zgonie
z planem i co? i nic! o 4:30 atak we śnie i sporo energii
straciłem :( Później o 5:52 ukryty atak we śnie (czyli
trudny do rozpoznania w porównaniu do "postaci" która np. Cię
ściska) i do tego atak typu halucynacja. Sporo energii
straciłem przy tym ataku, a halucynacja nic mi nie zrobiła.
Był jeden ciekawy atak a mianowicie wsadzili mi żyletkę
między palce i nie mogłem jej wyjąć... cięła mi palce i nie
było to miłe! Rozkodowywali mnie w ten sposób aby wyszła ze
mnie odpowiednia emocja i aby mogli mnie otworzyć jak sejf i
ukraść energie! Był też atak gdzie ja byłem niby kimś
pokrzywdzonym przez los, i ktoś mnie przytulał, a ja
płakałem, że ten ktoś mnie kocha i jest dla mnie całym
światem... kapujecie... przytula = ucisk = atak we śnie...
Po prostu takie chamskie wykorzystywanie wyższych emocji
tylko po to aby "walnąć Cię w łeb"! ot cała ciemna strona
mocy! Nie mam pomysłów już jak się bronić! Miałem też pod
poduszką czy koło poduszki już nie pamiętam świeżą lawendę w
lnianym woreczku. Jakos te metody wydają się nie
skuteczne..., ale wydaje mi się, że jest jak jest dlatego, że
ten byt jest bardzo silny... na słabsze byty pewnie by to
działało..., ale nie na tego :/
16/17.07.2010 -> 5 ataków uciskowych we śnie... mocno
oberwałem... dużo energii straciłem :( -> Nie byłem dzisiaj
hipnotyzowany... no, ale w sumie co z tego jak tyle energii
straciłem :/ Mam też ciachnięcie na 3 oku... coś mnie mocno
nie lubią ;), ale mam dostawę czosnku! 10 główek związanych w
taki warkocz! Zobaczymy czy coś pomoże :]
17/18.07.2010 -> 2 ataki we śnie gdzie straciłem w sumie
średnią ilość energii.. (czasem ciężko to dokładnie określić
ale wiem, że na obecną chwilę mam zbyt duże straty na 4
czarze... przydałaby mi się jakąś regeneracja! oj tak
<marzy>) + 1-2? gdzie nic? mi nie zrobili?
Warkocz czosnku starałem się trzymać na lewym boku... spałem
plecami do ściany itd. itp. Mocno śmierdzi ten warkocz więc
może coś pomogło? a może nie? będę testować dalej... Przy 1
ataku przekręciłem się we śnie na plecy i warkocz czosnku
sturlał się koło mnie... przy 2gim atak warkocz sturlał się koło
moich dolnych czakr i nie znajdował się na lewym boku tak
jak miałem w planie... tak czy siak
przy 2gim ataku mantrowałem byta co nie było łatwe...
Zauważyłem, że wypowiadałem słowa, ale nie fizycznie tylko tak
jakby pomiędzy myślami, a fizycznym mówieniem i czułem fale
uderzeniowe, ale nie mniej jednak bardzo mało one dawały...
dopiero jak fizycznie udało mi się pomantrować to odniosłem
sukces... nie mniej jednak nie taki pełny... straty
energetyczne były :/ Ogólnie brak hipnozy w nocy i dodam
jeszcze, że spałem przy zapalonej lampce całą noc...
18/19.07.2010 -> Dostałem mniej niż
wczoraj... Miałem zapaloną lampkę do około 4 w nocy...
później ją zgasiłem... mało ataków było... nie mniej jednak
były... no i rozwalił mi się warkocz czosnków... teraz są
pojedynczo i obrałem je dodatkowo aby dawały intensywniejszy
zapach ;)
19/20.07.2010 -> 2 ataki we śnie gdzie
straciłem po małej ilości energii (mało + mało = średnio?).
Były też 3-4? ataki gdzie udało mi się wybudzić bez straty
energii lub z niewielką stratą... Były też
"halucynacje"... ogólnie moja czakra czuje się jakby dostała
pięścią ;) Marzy mi się jakaś regeneracja...
20/21.07.2010 -> Dzisiaj jakoś luźniej? Były ataki, ale mało
skuteczne. Nie zanotowałem większych strat...
21/22.07.2010 -> Przed zaśnięciem miałem jakieś w miarę
wyraźne, ale bez przesady różnego rodzaju "obrazy" lub
"sceny" przed oczami... i tak je obserwowałem i na końcu a
kilka razy pod rząd to robiłem pojawiało się krokodyle
oko! (kawałek głowy krokodyla i to oko patrzące się na
ciebie!) i wydawało mi się, że traciłem bardzo malutko
energii przy tym... takie jakby mimowolne wystraszenie
następowało... byłem ciekawy tego i robiłem to kilka razy
ale już więcej nie mam zamiaru tego robić... w sensie
patrzeć się na to oko... bo ja nie spałem... wszystko
kontrolowałem w pewnym sensie (stan świadomości). Po prostu
za długo się gapiłem na to oko..., ale to z ciekawości...
mogłem się rozłączyć w każdej chwili jakby coś ;) Dodam
jeszcze, że kiedyś też coś takiego miałem... Poszedłem spać
dopiero po północy więc pewnie już czekał na mnie i
kombinował jak tu ukraść trochę energii jeszcze zanim pójdę
spać... a co do nocnych ataków to nie wiem... nie pamiętam
ich :P chyba ich nie było? może coś było? tak czy siak
żadnych widocznych strat...
22/23.07.2010 -> Mocno dzisiaj dostałem... Między innymi był
atak ten sam co wczoraj z "wizjami" przed oczami, ale szybko
otwierałem oczy jak się zczaiłem o co chodzi... tylko była
jedna różnica, że gdy pojawiło się "oko" (nie koniecznie to
było oko tej nocy z tego co pamiętam) to bardzo szybko
następowało "wyssanie" energii... nie było jak wczoraj, że
2-3 sek to trwało (wizja "oka" a nie cały atak). Była też
między innymi taka sytuacja w nocy, że byłem sparaliżowany w
stanie pomiędzy realem a snem i próbowałem poruszyć z całych sił stopami na boki
ale było to dość ciężkie, ale próbowałem i próbowałem... w
między czasie toczyła się "walka" o moją energię, ale jest to
ciężkie do opisania... to trzeba przeżyć na własnej skórze
nie mniej jednak udało mi się wreszcie wydostać z tego stanu
i poczułem tak ładnie jak przeszedłem z jego "wymiaru" w
mój... ze stanu pomiędzy realem a snem w real... poczułem jak mu "znikam" w jego
rzeczywistości... oczywiście nie wyszedłem bez strat z tego
pojedynku...
23/24.07.2010 -> Mocno dostałem! Dużo energii straciłem!
Nie mam pojęcia jak mógłbym
się obronić przed tym! Jednym słowem HELP! :( Dokupiłem 5
główek czosnku, ale nie wiem czy to coś pomoże... warto
próbować...
24/25.07.2010 -> Dzisiaj 4 ukryte ataki we śnie. W tym w 3ch
straciłem sporo energii, a w jednym udało mi się obronić (wybudzić).
Powiem szybko o tym udanej obronie. Zczaiłem się już podczas
końcówki snu, a właściwie ataku kulminacyjnego we śnie, że
jestem rozkodowywany i zaraz stracę energię i we śnie
zacząłem prosić Jezusa aby mi pomógł! i mnie po chwili
wybudziło z tego co pamiętam bez straty energii (lub z
minimalnymi stratami). Nie mniej jednak nie liczne są
przypadki wybudzenia się z ataku... zdarzają się, ale
częściej obrywam niż się bronie... a przynajmniej jest tak
ostatnio. Ogólnie moja czakra po tych wszystkich atakach czuje się wyssana z energii. Spałem przy
ścianie, starałem się leżeć w pozycji embrionalnej + zakryta
czakra rękami. Czosnek był dodatkowo obrany. Pierwszy atak o
~5:00, ostatni o ~9:30. Jego ataki są coraz bardziej
wyrafinowane. Praktycznie nic nie zdradzało we śnie, że zaraz
nastąpi atak. Prawdziwe mistrzostwo! Ten byt nie ma
jakichkolwiek uczuć... byle tylko zabrać energię... nie
ważne jak... po trupach do celu! W ostatnim ataku w trakcie
mistrzowskiego snu zwodzenia mnie, że niby to tylko normalny
sen i powolnego rozkodowywania mnie był moment już pod sam
koniec, że ktoś kilka razy mnie dziabnął czymś ostrym w lewą rękę.
To się czasem zdarza! i jest to w sumie bolesne... nie jakoś
bardzo, ale nie jest to miłe... czujesz jakby ktoś cię
cyrklem kłuł. Co ciekawe po wstaniu rano mam tam spore
zaczerwienienie (potwierdzone przez mamę - świadek) oraz
takie jakby lekko podłużne małe bąbelki swędzące... czyli
idealnie by się zgadzało! Ślady po kłuciach! a ludzie mówią
że to tylko zwykły sen! Ale to jeszcze nie był finał. Za kilka sekund
postacie bardzo miłe i piękne (zwodnicze! jak zwykle
wzbudzanie zaufania!) prowadziły mnie dalej i po chwili ktoś
zaczął mnie psikać dezodorantem po oczach i robił to przez
kolejne dobre kilka sekund aż straciłem energię! Nie będę tu
przedstawiał ogólnego zarysu ostatniego snu, ale było to
planowanie na poziomie Aleksandra Wielkiego. Mistrzostwo!
Ukazała się tutaj prawdziwa natura samego diabła! oraz jego
chory i wypaczony z jakichkolwiek emocji umysł! Ten sen
ostatni był w sumie trochę inny od tych wcześniejszych bo
było w nim kłucie i sprayowanie. W sumie ukryty atak we śnie
polega na tym, że wystraszenie i zabranie energii następuje
nagle i nie spodziewanie. Że atak jest jakby z ukrycia i nie
do przewidzenia. Oj nie wiem... to tylko nazwy... atak we
śnie to atak we śnie... czasem dodaje te nazwy jak
"uciskowy" aby podkreślić, że był w nim ucisk, albo ostatnio
używam słowa "ukryty" aby podkreślić, że nie było praktycznie
żadnych oznak, że za chwilę stracę energię. W atakach
ukrytych nie występuje ucisk, ale za to następuje zaskoczenia
typu "jak to możliwe, że straciłem energię!? przecież nic nie
zapowiadało ataku! to się stało tak nagle!!!" coś w tym
stylu ;) Swoją drogą to chyba czosnek na tego byta już nie
działa. Dodam jeszcze, że przed pójściem spać zapaliłem
świeczkę w mojej lampie solnej która stroi z dwa metry od
łóżka. Może to światełko spowodowało, że ten byt zaatakowało
dopiero o 5 rano? a może nie ma to z tym nic wspólnego? Bo
taka świeczka pali się dobre kilka godzin. Jak nie zapomnę
to wieczorem przed pójściem spać również zapalę tą świeczkę
i zobaczymy czy to ma jakiekolwiek znaczenie odnośnie tych
ataków. Zaobserwowałem też o 22:48 dwa małe, równoległe
draśnięcia na 3 oku... + jedno małe draśnięcie
prawdopodobnie jakieś starsze... Dziwne, że pół dnia od
obudzenia się zaczęło mnie to piec... A może te draśnięcia
małe powstały przed chwilą? kto wie... Właściwie to niedługo
idę spać... Szykuję już świeczki... może coś pomogą...
oby... bo już mam tego powoli dosyć... Nie jest to równa
walka...
25/26.07.2010 ->
Przetestowałem
zapaloną świeczkę w mojej lampce solnej! TO DZIAŁA! Przy
łóżku miałem zapalone na małym krzesełku 3 lampioniki!
Spałem jak zwykle plecami do ściany itd. itp. Zapomniałem
nałożyć kryształu i różańców. Spałem całą noc bez nich! We
śnie wyczuwałem tego byta (był jako symboliczna postać)
która była koło mnie i chciała coś mi zrobić?, ale nic nie
robiła! jakby czekała na coś... na odpowiednią chwilę? aż
zgasną świeczki? W nocy dołożyłem dwie małe świeczki i
położyłem na krzesełko aby nie przerywać eksperymentu. Po 8
rano wciąż nie było ataku! Położyłem się wtedy plecami do
świeczek i oberwałem! Następnie położyłem się na plecach i
został zastosowany atak typu wizja przed zamkniętymi oczami
(widziałem jak ściskam pająka palcami i czułem to... ja nie
lubię pająków!). Pamiętam, że ataki we śnie kiedyś wyglądały
właśnie w ten sposób, że np. ściskałem pająka albo coś
takiego. Tym razem była to wizja. To ściskanie to jest takie
rozkodowywanie człowieka aby mogło nastąpić wyssanie energii
inaczej ujmując "mimowolne wystraszenie". Zorientowałem się
co się dzieję i szybko otworzyłem oczy i chyba nie straciłem
energii? lub bardzo mało? Tak czy siak chyba nie mogę spać
tyłem do światła... i jak spałem na plecach światło nie za
bardzo chyba do mnie docierało bo to na biurku, dwa metry od
łóżka gdzie jest moja solna lampka już od kilku godzin nie
paliła się świeczka, a to krzesełko które było koło łóżka
jest niskie i światło ze świeczek mogło mnie nie najlepiej
oświetlać. Tak czy siak jestem bardzo optymistycznie
nastawiony do tej metody obrony! To dlatego ten byt kiedyś
regularnie przychodził np. o 6 rano! bo ja regularnie paliłem
świeczkę w lampie solnej! Teraz ma to sens! Później
przychodził np. o północy i ja nie wiedziałem czemu raz tak,
a raz inaczej... teraz już wiem! Dopracuje moją metodę...
dam może większe świeczki aby paliły się dłużej... krzesełko
zrobię na podwyższeniu lub w ogóle je wymienię... ważne aby
światło lepiej oświetlało łóżku... Już ja to dopracuję...
Dodam jeszcze, że czosnek wydaje się już nie skuteczną
metodą... Różańce i kryształ będę wkładać... Po prostu
dzisiaj zapomniałem o tym...
26/27.07.2010 -> Świeczki zapalone na wysokim krzesełku koło
łóżka... + ta w lampie solnej 2 metry od miejsca gdzie
śpię... (różańce itd. itp. oczywiście też założyłem) Co
ciekawe znowu do koło 6 rano był względny spokój chodź był
ten byt w moich snach... raz nawet mnie złapał (nie czułem
ucisku), ale nie było w tym jakiejś siły i po prostu się wybudziłem... Ale po 6 rano ataki się wzmogły chodź
zapaliłem nowe świeczki... i było tych ataków bardzo dużo do
9 rano! Były to ataki we śnie oraz ataki typu wizja przed
zamkniętymi oczami! Co do wizji to szybko otwierałem oczy, a
co do snów to dużo mi nie zrobili, ale było tego sporo!
Spałem brzuchem do światła, ale to chyba było już bez
różnicy! Była też hipnoza... właśnie po 6 rano, a po 7:15
zrobiło się jakoś "gęsto" od wszelakich ataków. Średnio
około 1-3 dni rozkminia ten byt jak obejść moją nową metodę
obrony (tak było z czosnkiem) i tutaj podobnie tylko zrobił
to w 1 dzień... wczoraj przegryzał wąsa i mało ataków było
po 6 rano, ale dzisiaj było ich od groma!, ale na szczęście
praktycznie nic mi nie zrobił... straciłem mało lub bardzo
mało energii... w sumie trochę się nie wyspałem i ogólnie
mnie zmachał, ale i tak jest 100x lepiej niż kilka dni
temu... Sam fakt, że jest w miarę luźno do około 6 rano jest
bardzo pocieszający... Mam nadzieję, że z tym sobie nie
poradzi..., ale ogólnie zastanawia mnie fakt, że do około 6
rano jest w miarę spokojnie i ten byt jakby nie miał mocy
gdy pali się w pokoju świeczka, a po 6 zaczyna nabierać mocy
i atakować z większą siłą, ale przecież jest dużo jaśniej w
pokoju! i jest sporo światła słonecznego! Powinien chyba
mieć więcej mocy gdy jest ciemno, a nie gdy jest jasno?
Jakieś to mało logiczne... nie rozumiem... powinno chyba być
na odwrót no nie?
27/28.07.2010 -> Świeczki zapalone itd. itp. O około 4:55
pierwszy atak we śnie... było w sumie ich aż 5 (takich w
miarę znaczących)... aż do około 9:30? Ogólnie straciłem
trochę energii, ale nie jakieś wielkie ilości... w sumie
chyba nawet mało jej straciłem... tak mało-średnio... jakoś
tak... Jest też ostatnio często taki motyw, że jestem gdzieś
prowadzony czy to przez obejmującą mnie postać (bez ucisku),
czy to skierowany w jakieś miejsce przez kogoś, czy to idę z
kimś kierowany np. jakimiś "śladami" i gdy idę wydaje mi się
że całe to zaciekawienie moje tym gdzie mam dojść może być
pewnym rodzajem rozkodowywania mnie i gdy dochodzę już do
pewnego "punkty" czy "końca wyprawy" to następuje atak (np
mimowolne wystraszenie)... tak jakby rozkodowanie dobiegło
końca i przyszedł moment na wyssanie energii.
28/29.07.2010 -> Dzisiaj podobnie jak wczoraj... Przed 5-6
rano kilka mało znaczących ataków... po 5-6 rano około 5
gdzie straciłem energię. W sumie straty nie są zbyt duże, ale
jednak (mało-średnie?
/ średnie). Po którymś ataku z kolei postanowiłem wziąć
siatkę z czosnkiem którą miałem koło siebie i położyłem ją
na swoim boku tak, że czosnek rozkładał się mniej więcej
równomiernie na obie strony. Tego czosnku się trochę
uzbierało przez te wszystkie ostatnie tygodnie gdy się nim
broniłem więc odpowiedni zapach był... Co do skuteczności...
to wydaje mi się, że odstraszało tego byta i to skutecznie
przed zaatakowaniem mnie... nie mniej jednak muszę
przeprowadzić dodatkowe testy bo zbyt późno już zacząłem się
bronić tą metodą i nie mogę jednoznacznie stwierdzić jaka
jest skuteczność tej obrony, nie mniej jednak na obecną
chwilę sądzę, że to działa w miarę dobrze. Zobaczymy jak
będzie jutro.
29/30.07.2010 -> Dzisiaj jakoś mało ataków... nie mniej
jednak były i to w drugiej połowie nocy czyli tak od 5-7
rano. Starałem się całą noc mieć na sobie tą siatkę z
czosnkiem. Wydaje się, że jest ona skuteczna. Dzisiaj leżałem
między innymi na plecach i ten byt mnie atakował, a ja
miałem na 4 czakrze tą siatkę... czułem tam mrowienie itd.
itp i wiem, że nie powinienem się tak dawać, ale chciałem
zobaczyć jak ta metoda jest skuteczna. Wydaje mi się, że
obroniła mnie ogólnie przed dużo mocniejszym wyssaniem
energii z czakry chodź poniosłem moim zdaniem niewielkie
straty. Tak czy siak będę testował tą metodę dalej, ale bez
zbędnego ryzyka jakiego dzisiaj się dopuściłem ;). Dzisiaj
straciłem mało-średnio? energii... jakoś tak? W sumie wydaje
mi się, że często zaniżam ilość straconej energii. Dzisiaj
mam wrażenie jakby moja czakra dostała pięścią (częste
odczucie), ale nie odczułem dzisiaj jakiegoś zmasowanego
ataku nocnego... było raczej spokojnie..., ale to chyba przez
ten czosnek i świeczkę...
30/31.07.2010 -> Brak ataków? Chyba tak? Coś tam we śnie
chyba? się przewinęło "złego", ale ogólnie zerowe straty
itd... Odpowiednio położony czosnek i zapalona świeczka
robią swoje ;)))
cdn...
Dobry Samarytanin