|
31.03.2010/01.04.2010 -> Dzisiaj podczas ataków ten byt się
do mnie przyklejał jak spałem (przejawiało się to również we
śnie, że byłem jakby przyklejony do jakiejś postaci i czułem
"dotyk / ucisk") i było kilka takich ataków i ten byt czekał
aż się "otworzę", ale to nie nastąpiło bo jakoś zachowywałem
spokój i się "nie otwierałem" i dzięki temu nie straciłem
energii. Chodź może jakąś tam straciłem, ale ogólnie rzecz
ujmując nie odczułem transferu mojej energii do tego byta.
01/02.04.2010 -> Dzisiaj niestety trochę oberwałem. Były
ataki gdzie byt przyczepiał się do 4 czakry i próbował ją
"rozkodować?" / "otworzyć?" po prostu się do niej dostać
może tak to nazwę hehe. Oczywiście we śnie objawiało się to
uciskiem w miejscach gdzie przebywał byt na mnie (we śnie
był to tak jakby pas, który mnie ściskał). Tak czy siak przy
jednym takim ataku zacząłem szybko i nagle się wyrywać i
zmantrowałem później go słowem "Bóg", ale straciłem przy tym
trochę energii z czakry chodź go pokonałem! Tak jakbym się
"otworzył" na czakrze przy tych gwałtownych ruchach...
zawsze przy tego typu ataku trzeba zachować spokój, ale łatwo
to napisać i się skrytykować w swoich doświadczeniach, a
trochę to inaczej wygląda w prawdziwym boju gdy byt atakuje.
Nie zawsze pamięta się wszystkie "złote" rady i wszystkie
wyciągnięte wnioski ze wszystkich poprzednich ataków. Byt
ten atakował wtedy gdy leżałem na plecach. Nawet później się
położyłem w pozycji bardzo podobnej do embrionalnej i było
ok, ale później we śnie się nieświadomie przekręciłem i byt
ponownie zaatakował :/ -> zapomniałem podłożyć sobie coś pod
plecy (np kołdrę odpowiednio "upchać") abym nie mógł się tak
łatwo nieświadomie przekręcić. Jestem ciekawy czy ten byt to
ten sam co mnie cały czas atakuje czy oni? się zmieniają co
jakiś czas? Bo ten się "przylepiał" do czakry, że tak to
nazwę i jestem ciekawy czy jakbym leżał na brzuchu to czy
byłby wstanie mnie zaatakować? bo jeżeli musi mieć kontakt z
czakrą to prawdopodobnie nie byłby w stanie?, ale w ostatnich
dniach bywały ataki gdzie bezpośredni kontakt z czakrą nie
był wymagany hmmm... Dzisiaj niestety moja czakra bardzo źle
się czuje :( -> patrzenie w słońce trochę mi pomogło...
02/03.04.2010 -> Dzisiaj ten sam gościu mnie atakował... Po
dwóch pierwszych atakach wiedziałem już, że nie jest
dobrze... Zacząłem prosić wszystkich którzy mi przyszło do
głowy o pomoc...
Postanowiłem, że nie będę spał
przez jakiś czas, ale niestety chyba byłem poddany jakiejś
kontroli umysłu (hipnoza?) bo nie mogłem normalnie trzymać
kilku sekund otwartych oczu bo powieki były tak ciężki, że
same oczy mi się zamykały i na silę, na cham próbowałem
trzymać je otwarte, ale to było bardzo trudne! To nie jest
normalne! ;p Później nastąpiło chyba coś w stylu odcięcia go
ode mnie? Tak to jakoś odebrałem i było to ukazane we śnie
symbolicznie i co ciekawe to ujrzałem go przez jakąś 1
sekundę? Pamiętam, że za nim był ogień i nie wyglądał zbyt
przyjaźnie (szybko mignął i nie widziałem go dokładnie). Ale
przy tym uwalnianiu z hipnozy? Też coś uszło mi z czakry
energii... Po tym zdarzeniu jakoś juz mi się tak oczy nie
zamykały, ale jeszcze rano mnie lekko dziabnął w czakrę :(
03/04.04.2010 -> Dwa pierwsze ataki były "we śnie" i
zachowałem spokój przez co się nie otworzyłem i energii nie
straciłem, ale niestety o 8:30 rano był atak "we
śnie" w którym się niestety wystraszyłem lekko i zostałem
"dziabnięty" po czakrze, że tak to określę i straciłem trochę
energii... zapomniałem chyba, że nawet tak rano i gdy jest
widno może być przeprowadzony atak... kiedy dawno temu jak
już było tak widno to raczej ataki się nie odbywały ;)
04/05.04.2010 -> Dzisiaj dostałem około 6 razy (była też
hipnoza i jeden atak typu halucynacja) i trochę
spanikowałem. Niechciałem dostać ani razu więcej... jak dla
mnie to było już nadto to co dzisiaj "zebrałem". Położyłem
obrazek Jezusa, Ojca Pio, kryształ górski, różaniec z szyi i
z ręki + obie dłonie na 4 czakrze i leżałem / spałem tak na
plecach i był jeszcze jeden atak, ale kompletnie nie mógł nic
zrobić i tak trwałem w tej pozycji z 2h, ale żaden atak
następny już się nie pojawił.
Przy okazji doładowałem energią trochę 4 czakrę trzymając na
niej dłoń. Dobrze, że nie dostałem więcej bo moje morale na
prawdę mocno spadły. Technika kładzenia "wszystkiego" na
czakre okazała się dobra i sądzę, że będę ją jeszcze testował
przy przyszłych atakach. Są też cztery ranki kilku
centymetrowe poniżej szyi (na plecach). Ranki takie są dość
normalne przy takich atakach... nawet nie zwracam już
praktycznie na nie uwagi. Zawsze jest lepiej doznać takich
"zadrapań" niż stracić cenną energie z czakry, ale jest jak
jest...
05/06.04.2010 -> 3-4x dostałem dzisiaj..., ale czuje się w
miarę ok...
06/07.04.2010 -> Dzisiaj dwa ataki. Przy pierwszym straciłem
energię bo spanikowałem. Było tak, że poczułem, że ten byt
siedzi na mnie? i zorientowałem się, że to atak itd. itp. ->
wciąż byłem spokojny i opanowany. Chciałem go zmantrować, ale
nie mogłem (brak możliwości wypowiadania słów -> teraz
przeważnie te byty stosują jakąś blokadę na to... kiedyś tej
blokady nie było więc łatwo się można było rozprawić z takim
bytem...).
Gdy okazało się, że nie jestem w stanie fizycznie
wypowiedzieć słowa Bóg i czułem to coś na mojej klatce
piersiowej to coś we mnie chciało się bardzo szybko tego
czegoś ze mnie pozbyć i zacząłem jakoś sam z siebie
panikować. Zacząłem się jak zwykle wyszarpywać z tego
"stanu" w którym byłem i się oczywiście uwolniłem, ale tracąc
energię. Muszę zachować zimną krew w momencie gdy czuje tego
byta na sobie (zmysłami ogarniałem go jako coś
przezroczystego? -> nie widziałem go jakby oczami
fizycznymi? nie wiem nawet jak to opisać?). Gdy będę
spokojny wiedząc, że nie mogę go zmantrować i zdając sobie
sprawę, że on jest na mnie i nie może mi nic zrobić dopóki
się nie otworzę to mogę zdecydowanie to wygrać. Domyślam się
że w takiej sytuacji muszę poprosić w myślach Boga albo
opiekunów czy może Archanioła Michała aby przybył mi na
pomoc i zabrał to coś ze mnie. Pewnie będę miał okazje to
przetestować jeszcze... chodź wolałbym już nie mieć
styczności z tym czymś... A co do drugiego ataku to nie za
bardzo go pamiętam i chyba nie straciłem energii albo bardzo
mało? Nie pamiętam tego zbyt dobrze ;) Wiem, że kładłem na 4
czakre wszystko co miałem pod ręką z rękami włącznie hehe
tak jak robiłem to
04/05.04.2010 -> tylko gdzieś zdjęcie Ojca Pio mi się
zapodziało :/ -> i chyba był też przy tym drugim ataku atak
typu halucynacja, ale nie pamiętam już dokładnie co i jak!
07/08.04.2010 -> Był jakiś atak i
straciłem trochę energii. Nie pamiętam już dokładnie jaki to
był atak. Później był atak hipnotyczny i straciłem 2x
energie na nim. Muszę sobie olać rozkminianie czy to atak
czy nie tylko po prostu się odwrócić jak najszybciej się da.
Nie ma sensu się zastanawiać czy to aby na pewno atak. Chodź
staram się robić to dość szybko to jednak
trwa to
na moje oko zbyt długo. Nie mogę rozważać w głowie czy to
aby na pewno atak i zerkać na chwilkę na "halucynację". Tak
robić nie mogę! Musze w ułamku sekundy się odwrócić jeżeli
będę mieć chodź ułamek pewności, że może być to atak! Nie ma
się tu nad czym zastanawiać dłużej niż 1 sek ;) Oczywiście
łatwo się to piszę, a trudniej jakoś się wykonuje w "nocnym
boju", ale jestem optymistą co do ulepszenia mojej obrony
przed tym typem ataku. Nie jest to wszystko łatwe. Jak się
to opisuje to wydaje się, że trzeba zrobić to tak i tak i
będzie dobrze, ale w nocy jakby całe plany i strategie często
się rozpadają na kawałki i trzeba kombinować. To nie jest
czysta gra. Nie ma tu zasad fair-play. To trochę tak jak
odpowiadanie na pytania w teleturnieju siedząc przed
telewizorem. Bez stresu i na spokojnie znamy odpowiedzi...
ale jak już miałoby nam przyjść wystąpić na żywo w telewizji
to zapominamy jak się nazywamy. Z tymi atakami jest trochę
podobnie. Trwa to tak długo już... przetestowałem bardzo
dużo metod obrony, a jednak wciąż mnie podchodzą i kradną
moją energię, a ja naprawdę się staram chodź faktem jest, że
całą tą sytuacją już jestem zmęczony. Chciałbym odpocząć...
wyspać się tak jak ludzie się wysypiają. Mam już mgliste
wspomnienie tego jak to jest się "zregenerować poprzez sen".
Ludzie idą spać aby odpocząć, a ja idę spać aby toczyć boje
hehe... wiem, że prędzej czy później te ataki się zakończą i
wtedy pojęcie "regeneracji poprzez sen" nabierze dla mnie
nowego znaczenia.
08/09.04.2010 -> Był jeden atak... nic
mi nie zrobił... nawet zobaczyłem tego kogoś nade mną, ale
jakoś tak, że nie jestem w stanie opisać jak wyglądał...
(dziwne bo był wcześniej przezroczysty?, a teraz bardziej
widoczny się stał?) w ogóle to chciał się dostać do 4 czakry
ale najwidoczniej mu się nie udało ;) W pewnym sensie można
powiedzieć, że w miarę się wyspałem ;) Miałem tam później
jeszcze takie nie przyjemne i stresujące sny! (czy to może
być atak? nie mam pojęcia! może to już lekka paranoja moja
szukająca wszędzie ataków, ale sny które wywołują negatywne
emocje podlegają mojej ścisłej obserwacji ;)). Tak czy siak
w miarę się dzisiaj wyspałem, ale moja 4 czakra potrzebuje
wielu dni regeneracji... oj tak...
09/10.04.2010 ->
3 ataki
o 6:15 (niewidzialny byt atakował... przy 1 ataku dusił
mnie... przy następnych nie pamiętam) -> 3x straciłem
energię... -> 2 ataki o 7:15 (wykręcanie ręki -> wszystko to
odbywa się chyba na poziomie ciała astralnego? tak mi się
wydaje? czyli, że moja ręka astralna jest wykręcana?, ale
pewien nie jestem, ale tak mi się na tą chwilę wydaje) -> 1x
straciłem energię... Ogólnie moralne mam niskie i moja
czakra ma już tego dosyć :(
10/11.04.2010
->
Dzisiaj nie było żadnego
takiego "oficjalnego" ataku! Moja czakra od razu rano czuje
się lepiej (brakuje dużo do ideału, ale jednak jest
odczuwalna poprawa). Chociaż w ostatnich dniach i nawet
dzisiaj w nocy pojawiały się chwilę gdy jak się budziłem to
miałem wrażenie (nie zawsze, ale czasem), że tracę co jakiś
czas odrobinę energii z 4 czakry! Niby nic sie nie działo, a
jednak moim zdaniem traciłem energie! Może było to
spowodowane obecnością tego byta, który jakby zasiał "zło" w
pomieszczeniu. Pamiętam, że jak kiedyś był byt w moim pokoju
to czuć było "zło", a jak odszedł to od razu w ciągu sekundy
cała atmosfera w pokoju się zmieniła na normalną. Coś w tym
musi być... Może to jakiś nowy typ ataku?
11/12.04.2010
-> Były 3 ataki
"we śnie" czyli była jakaś postać która np. wzbudzała moje
zaufanie, szybko się do mnie zbliżała i się do mnie
"przykleja" (uczucie dotyku albo na dużej powierzchni ciała
albo na mniejszej np. coś w stylu dotykania palcem? różnie
bywa, ale przeważnie jest to dotyk raczej na większym
obszarze ciała -> wiadomo, że byt prawdopodobnie siedzi na
mnie już wtedy gdy odczuwam dotyk we śnie) i przy każdym
takim ataku trwał jakiś czas ten "ucisk", ale jakimś cudem
nie została mi zabrana energia w żadnym z tych ataków (a
przynajmniej nic nie czułem aby energia była mi zabierana)!
Po wstaniu z łóżka czuje się jakbym dostał pięścią w czakre.
Ale prawda jest tak, że aby moja czakra się w pełni
zregenerowała to potrzebne mi są pewnie z 1-2 tygodnie
kompletnie pozbawione jakichkolwiek ataków... W ogóle
ostatnio praktycznie codziennie czuje jakbym miał wbity
jakis nóż w czakre serca :/
12/13.04.2010
-> O 2:54 pierwszy atak... koleś we śnie bardzo mocno się na
mnie zamachnąć aby mnie uderzyć w twarz, a ja po raz
pierwszy w ogóle (chyba) zrobiłem unik (odchylenie w tył)!
Wiem, że jakbym dostał to poczułbym na twarzy prawdopodobnie
taki energetyczny ból, ale zrobiłem unik! Nie wiem jak to
technicznie wyglądało czy się ciałem astralnym? czy jakimś
energetycznym wychyliłem do tyłu czy jak, że on nie trafił?
To na pewno był atak na odległość bo gość mnie nie "dotykał"
i co ciekawe nie straciłem energii chodź leciutko
emocjonalnie zareagowałem jak się odchylałem i leciał cios
przed moją twarzą ;), ale ogólnie brak strat (minimalnie
pewnie tak, ale zaliczam to do kategorii brak strat). Później
był atak we śnie chyba o 6:00? i niestety 2x pod rząd
straciłem energie w odstępie 1-2 sek :/ Jak były jeszcze
jakieś ataki to już ich nie pamiętam... tyle zapamiętałem ;)
Szkoda tylko, że przy tym ataku o 6 rano nie miałem dłoni,
kryształu, różańca itd. itp. na 4 czakrze bo mi się po
przemieszczało wszystko... pewnie by pomogło...
13/14.04.2010 -> Były ataki i straciłem trochę energii. Przy
tym typie ataku i tym konkretnym bycie skuteczne jest
kładzenie na czakre różańców, kryształu górskiego, dłoni itd.
itp... jak tak zrobiłem i nastąpił atak to czułem takie
ciepło na czakrze i jakby ta energia się tam blokowała i nie
chciała opuścić czakry... nie mniej jednak trochę energii
przy tym straciłem, ale byt jakby "zasysał" energie (jak
odkurzacz). Stał koło łóżka (niewidzialny -> jakimiś
zmysłami go "ogarniałem") i jakby był takim odkurzaczem co
zasysa energie (mi się to kojarzy z dementorem z Harrego
Pottera [nie chodzi o wygląd], który zasysa tak energie...
chodź to trochę inaczej wyglądało, ale to jest coś powiedzmy
podobnego... mniej więcej?). Nie wiem jak to opisać dobrze.
Czasem następuje zabranie energii poprzez np. cios i wtedy od
razu pewna ilość energii leci ode mnie do byta, a czasem
jest to "zasysanie" gdzie jest jakby w pewnym tempie
przesyłana energia ode mnie do byta. Czasem ostatnio właśnie
wydawało mi się, że niby nie było jako takiego "ciosu", ale
jednak czułem, że straciłem odrobinę energii i ta strata
energii była właśnie spowodowana tym "zasysaniem" energii
przez byta. Mówiąc szczerze zaczyna mi się to wszystko już
mieszać i zlewać :) W sumie coraz słabiej pamiętam te ataki
i jakoś wydaje mi się już bez większego znaczenia to
spisywanie ich. Np dzisiaj mnie sparaliżowało przy ataku
(raczej normalny objaw) i nie wyrywałem się bo wiadomo, że
straciłbym energie tylko. Na siłę otwierałem oczy i starałem
się je utrzymać otwarte jak tylko mogłem oraz w myślach
powtarzałem sobie coś w stylu, że muszę się wybudzić (i się
udało, ale byt ciągle "zasysał" więc energii troszkę
straciłem). W sumie przypomniałem sobie po tym ataku, że jest
jeszcze taka metoda, że ruszasz którymś z palców u ręki lub
nogi (trzeba znaleźć, który to palec) i wtedy można wyjść z
tego paraliżu. Już kiedyś stosowałem tą metodę i z tego co
pamiętam to działała. Już chyba wszystko co się dało
opisałem. Każdy kto będzie doświadczać takich ataków
powinien znaleźć tu wystarczająco dużo informacji jak się
bronić i jak te ataki wyglądają. Jeszcze dodam jedną
rzecz... We śnie często pojawia się jakaś postać która Cię
nie atakuje (na początku) tylko po prostu gdzieś sobie tam
łazi we śnie. Ta postać może wyglądać jak ktoś kogo nie
lubisz lub może wzbudzać Twoje zainteresowanie (po to abyś
się łatwiej "otworzył" -> różnie bywa). Później jak się
chyba otworze bardziej? nie wiem do końca na czym to polega
ale próbuje na czuja to rozgryźć to wtedy ta postać już jest
bliżej Ciebie we śnie (to chyba jakaś gra w "podchody"
hehe). Następnie już się albo przykleja do ciebie (ucisk itd.
itp) albo po prosu "zasysa" albo atakuje pięściami. Ogólnie
nie przepadam za atakami we śnie, ale nie można się poddawać
tylko trzeba robić swoje :) Pewnie i tak nie wytłumaczyłem
tego odpowiednio dobrze dla kogoś kto nie doświadcza ataków
ale taki ktoś pewnie nie będzie zbytnio zainteresowany
czytaniem tego chociaż kto wie? Myślę, że jest tu
wystarczająco dużo wskazówek które ułatwią zrozumienie
tematu i przyspieszą "skuteczną obronę" aby nie musieć się
męczyć miesiącami szukając skutecznych metod obrony odnośnie
ataków wszelkiego rodzaju od ataków z otwartymi oczami po
ataki we śnie, od bytów "zrobionych" z ciemnej energii po
byty "niewidzialne".
14/15.04.2010 -> Dzisiaj były ataki całą noc, ale skutecznie
się broniłem. Straciłem mało energii. Im więcej tych ataków
tym mniej mam "symbolicznych / proroczych" snów które bardzo
lubię ;) Nawet podczas jednego z ataków we śnie wyszedłem z
ciała i znalazłem się poza ciałem, ale we śnie (ciekawe hehe)
ale co interesujące czułem wtedy ból na 4 czakrze i bliskich
okolicach... pewnie to sugeruje, że na ciele astralnym mam
ten obszar do regeneracji? może ;) to tylko moja
interpretacja :)
15/16.04.2010 -> Były ataki... straciłem trochę energii...
16/17.04.2010 -> Były ataki... straciłem trochę energii...
trochę za dużo... Denerwujące jest to, że temu bytowi z taką
łatwością przychodzi okradanie mnie z energii, a mi z takim
trudem bronienie się przed nim. On jest cierpliwy... czeka
na dogodną okazję... jak nie za pierwszym razem to za
dziesiątym... będzie atakować aż do skutku... to wnerwiające! hehe ;) chodź poczucia humoru jeszcze mnie nie
pozbawił! :)
17/18.04.2010 -> Tylko dwa ataki... najpierw halucynacja
nowego typu (o niej za chwilę), a później atak we śnie
(praktycznie bez szans na obronę). Halucynacja nowego typu
albo można to nazwać halucynacja typu drugiego... obejmuje
dużo większą powierzchnię pokoju czyli praktycznie nie ważne
gdzie się popatrzę to będzie to atak! Pisałem o tym kilka
dni temu, ale wtedy nie byłem pewien czy to nowy typ ataku!
ale teraz już to wiem. Na dodatek dzisiaj popatrzyłem
(podczas ataku "halucynacja") nie wiem czy całą sekundę i
straciłem odrobinę energii! Wiem, że jakbym popatrzył dłużej
to byłoby znacznie gorzej! Świadczy to o inteligencji tego byta! Przy ataku halucynacja typu pierwszego mam jakieś 3?
sekundy na patrzenie się na halucynację bez utraty energii,
a przy typie drugim jest chyba to poniżej sekundy! no chyba
że to był jakiś specjalny przypadek? Tak czy siak gdy jedna
metoda zaczyna nie odnosić korzyści dla tego byta to stosuje
taką która będzie na mnie skuteczna dlatego atak typu
halucynacja stał się dla mnie jeszcze bardziej
niebezpieczny, a dlatego, że skutecznie wiedziałem (nie
zawsze udawało się zastosować w praktyce...) jak się przed
nim obronić (typ pierwszy) i stąd ta ewolucja (na typ
drugi). A co do poprzednich dni gdzie mi się tak powieki
zamykały to na 100% był atak hipnotyczny... to tak btw...
18/19.04.2010 -> Dzisiaj ukradli mi
trochę energii z 3 czakry, ale nie pamiętam jak do tego
doszło... a tak to spokój mimo iż widziałem ich obecność w
snach, ale jakoś non stop stawiałem silny opór! Tak czy siak
moja 4 czakra dzisiaj trochę odpoczęła :)
19/20.04.2010 -> Były ataki... 3 i 4 czakra oberwała...
trochę tej energii straciłem... to były ataki w stanie
pomiędzy realem a snem? czy
czymś takim? Znowu ten niewidzialny debil mnie atakował...
20/21.04.2010 -> Pominę opis ataków... Gdy się czasem budzę
zauważyłem, że gdy patrzę na pokój fizycznymi oczami to pokój
jest tak jakby w jakiś sposób dziwny... jakbym był poddany
jakiemuś efektowi halucynacji -> niby nie jest to atak
(chyba!), ale może lekko pod niego podchodzić... czuje się
pewną grozę w pomieszczeniu. Na pewno jest to wywoływane
przez byta tylko nie wiem czy wywołuje ten efekt halucynacji
sama jego obecność czy jest to jego całkowicie świadome
działanie na zasadzie włączania efektu i wyłączenia kiedy mu
się podoba. Dzisiaj juz po atakach na których nie będę się
skupiać widziałem oczami fizycznymi jak ten byt
(przezroczysty, ale jakby kontury itd. itp. widoczne) odchodził
z mojego pokoju. Widziałem jakby miał jakieś skrzydła? takie
owadzie? nie wiem trudno powiedzieć. Tak czy siak jak
odszedł poczułem jakby cały ten efekt halucynacji i "grozy"
w pokoju odszedł. Ten efekt pojawiał się też w niektórych
poprzednich dniach. Jest on mi znany. Ale co ciekawe...
poszedłem później spać i znowu były ataki, ale już bez efektu
halucynacji i "grozy" w pokoju! Więc ciekawe czy atakował
ten sam byt czy ktoś inny! Jeżeli ten sam to nieźle sobie to
wykombinował... niby odchodzi (taka ściemka abym się
wyluzował) i przychodzi niespodziewanie (bez efektu
halucynacji i grozy) tak abym był całkowicie zaskoczony!
Myślę, że on chciał abym zobaczył go odchodzącego! A już
wiemy, że ten byt jest dobrym strategiem i intelekt to on ma
więc ten scenariusz jest całkiem możliwy. Innym scenariusz
jest taki, że przyszedł ktoś inny lub, że był ktoś w pokoju
jeszcze kto nie wywoływał efektu halucynacji i "grozy", ale
uznaje to za mało prawdopodobne, ale kto go tam wie... Tak
czy siak nie straciłem dzisiaj za dużo energii. Podczas
ataków udawało mi się bronić całkiem nieźle mimo to do
jakieś 2h po wstaniu odczuwałem nie przyjemny ból na 4
czakrze :/
21/22.04.2010 -> Właściwie nie było ataków... jakieś marne
podchody... miałem wreszcie więcej symbolicznych snów "nie
zakłóconych" przez tego byta... :)
22/23.04.2010
-> Były ataki... straciłem trochę energii...
23/24.04.2010 -> Raczej brak ataków (jakies podchody mogły
być)... brak strat energii... pozycja embrionalna rox :)
24/25.04.2010 -> Niestety przed 6 rano miałem atak,
który mi się nie podobał :/ i był to jedyny atak tej nocy.
Oblazł mnie ten byt we śnie (postać mnie "przygniotła") i
obudziłem się pomiędzy realem a snem i czułem tego byta na swojej klatce piersiowej
i szyi. Niestety leżałem na plecach chodź cały czas starałem
się leżeć w pozycji embrionalnej to niestety jakoś sam z
siebie w końcu w nocy zmieniłem pozycję :/ Chciałem wymówić
słowo "Bóg" aby go zmantrować, ale niestety nie byłem w
stanie otworzyć ust (to normalne przy tym ataku) i niestety
w pewnym sensie spanikowałem (najgorsza rzecz jaką można
zrobić) bo chciałem się jakoś za wszelką cenę pozbyć tego
"gówna" z siebie. Oczywiście teoria jest bardzo prosta
mówiąca aby nie panikować i po porostu powoli próbować się
wybudzić tak aby się nie "otworzyć", ale teoria to jedno, a
praktyka to drugie. Niestety w panice (może to nie była taka
panika typowa... po prostu chciałem się jak najszybciej
pozbyć tego czegoś z siebie) zacząłem na siłę mantrować
fizycznie słowo "Bóg" i wydostałem się ze stanu pomiędzy
realem a snem, ale w między
czasie się otworzyłem i to coś wskoczyło w moją 4 czakre!
Szczerze to wole jak stracę energię niż jak to coś we mnie
wleci. Nie wiem zbytnio co to oznacza, ale to coś w mojej
czakrze? Brzmi kiepsko :/ Zdarzały mi się już takie sytuacje
jak byt we mnie wlatywał :/ Czuje taki lekki ucisk na 4
czakrze eh... Musze zachować spokój choćby w stanie pomiędzy
realem a śnie, nie
wiem co się działo... Jest to często trudne do zrobienia, ale
musi mi się częściej to udawać... Zacząłem też od wczoraj
pracować z fioletowym płomieniem... Powinno trochę pomóc.
Należy też poprosić zdecydowanie o wygonienie tego "czegoś"
co we mnie wlazło aby się tam nie zagnieździło!
25/26.04.2010 -> Tuż przed 6 rano były podchody na mnie we
śnie (czyli starał się poprzez sen zapoczątkować atak), ale
nic z nich nie wyszło i później za jakąś godzinę to samo, ale
zerowy efekt. Zauważyłem, że ten byt coś lubi godzinę 6 rano
;)
26/27.04.2010 -> Też były ataki, ale nic mi nie zrobiły.
Położyłem się nawet na plecach, ale umiejscowiłem różańce +
kryształ górski + przykryłem to wszystko obiema dłońmi i
nawet jak na mnie prawdopodobnie usiadł we śnie (ucisk na
klatce piersiowej itd. itp) to nic nie był w stanie mi zrobić
:) Później od razu "uderzył" halucynacją i się szybko
odwróciłem i zmantrowałem go słowem "Bóg" :)
27/28.04.2010 -> Było sporo ataków... Trochę oberwałem, ale
nie za dużo... W miarę się broniłem jak umiałem i w miarę
skutecznie..., ale jeszcze nie na tyle aby nie odnieść
żadnych strat... W jednym (lub więcej?) ze snów ten byt
nawet przyjął postać czarnego, wściekłego psa...
28/29.04.2010 -> Było sporo ataków, ale też była dobra obrona
:)
29/30.04.2010 -> Brak ataków...
cdn...
Dobry Samarytanin
|