NASZE DOŚWIADCZENIA

NOCNE ATAKI W ROKU 2010 - KWIECIEŃ
(CZĘŚĆ 4)
LINK! DO CZĘŚCI 3

LINK! DO CZĘŚCI 5

31.03.2010/01.04.2010 -> Dzisiaj podczas ataków ten byt się do mnie przyklejał jak spałem (przejawiało się to również we śnie, że byłem jakby przyklejony do jakiejś postaci i czułem "dotyk / ucisk") i było kilka takich ataków i ten byt czekał aż się "otworzę", ale to nie nastąpiło bo jakoś zachowywałem spokój i się "nie otwierałem" i dzięki temu nie straciłem energii. Chodź może jakąś tam straciłem, ale ogólnie rzecz ujmując nie odczułem transferu mojej energii do tego byta.

01/02.04.2010 -> Dzisiaj niestety trochę oberwałem. Były ataki gdzie byt przyczepiał się do 4 czakry i próbował ją "rozkodować?" / "otworzyć?" po prostu się do niej dostać może tak to nazwę hehe. Oczywiście we śnie objawiało się to uciskiem w miejscach gdzie przebywał byt na mnie (we śnie był to tak jakby pas, który mnie ściskał). Tak czy siak przy jednym takim ataku zacząłem szybko i nagle się wyrywać i zmantrowałem później go słowem "Bóg", ale straciłem przy tym trochę energii z czakry chodź go pokonałem! Tak jakbym się "otworzył" na czakrze przy tych gwałtownych ruchach... zawsze przy tego typu ataku trzeba zachować spokój, ale łatwo to napisać i się skrytykować w swoich doświadczeniach, a trochę to inaczej wygląda w prawdziwym boju gdy byt atakuje. Nie zawsze pamięta się wszystkie "złote" rady i wszystkie wyciągnięte wnioski ze wszystkich poprzednich ataków. Byt ten atakował wtedy gdy leżałem na plecach. Nawet później się położyłem w pozycji bardzo podobnej do embrionalnej i było ok, ale później we śnie się nieświadomie przekręciłem i byt ponownie zaatakował :/ -> zapomniałem podłożyć sobie coś pod plecy (np kołdrę odpowiednio "upchać") abym nie mógł się tak łatwo nieświadomie przekręcić. Jestem ciekawy czy ten byt to ten sam co mnie cały czas atakuje czy oni? się zmieniają co jakiś czas? Bo ten się "przylepiał" do czakry, że tak to nazwę i jestem ciekawy czy jakbym leżał na brzuchu to czy byłby wstanie mnie zaatakować? bo jeżeli musi mieć kontakt z czakrą to prawdopodobnie nie byłby w stanie?, ale w ostatnich dniach bywały ataki gdzie bezpośredni kontakt z czakrą nie był wymagany hmmm... Dzisiaj niestety moja czakra bardzo źle się czuje :( -> patrzenie w słońce trochę mi pomogło...

02/03.04.2010 -> Dzisiaj ten sam gościu mnie atakował... Po dwóch pierwszych atakach wiedziałem już, że nie jest dobrze... Zacząłem prosić wszystkich którzy mi przyszło do głowy o pomoc...
Postanowiłem, że nie będę spał przez jakiś czas, ale niestety chyba byłem poddany jakiejś kontroli umysłu (hipnoza?) bo nie mogłem normalnie trzymać kilku sekund otwartych oczu bo powieki były tak ciężki, że same oczy mi się zamykały i na silę, na cham próbowałem trzymać je otwarte, ale to było bardzo trudne! To nie jest normalne! ;p Później nastąpiło chyba coś w stylu odcięcia go ode mnie? Tak to jakoś odebrałem i było to ukazane we śnie symbolicznie i co ciekawe to ujrzałem go przez jakąś 1 sekundę? Pamiętam, że za nim był ogień i nie wyglądał zbyt przyjaźnie (szybko mignął i nie widziałem go dokładnie). Ale przy tym uwalnianiu z hipnozy? Też coś uszło mi z czakry energii... Po tym zdarzeniu jakoś juz mi się tak oczy nie zamykały, ale jeszcze rano mnie lekko dziabnął w czakrę :(

03/04.04.2010 -> Dwa pierwsze ataki były "we śnie" i zachowałem spokój przez co się nie otworzyłem i energii nie straciłem, ale niestety o 8:30 rano był atak "we śnie" w którym się niestety wystraszyłem lekko i zostałem "dziabnięty" po czakrze, że tak to określę i straciłem trochę energii... zapomniałem chyba, że nawet tak rano i gdy jest widno może być przeprowadzony atak... kiedy dawno temu jak już było tak widno to raczej ataki się nie odbywały ;)

04/05.04.2010 -> Dzisiaj dostałem około 6 razy (była też hipnoza i jeden atak typu halucynacja) i trochę spanikowałem. Niechciałem dostać ani razu więcej... jak dla mnie to było już nadto to co dzisiaj "zebrałem". Położyłem obrazek Jezusa, Ojca Pio, kryształ górski, różaniec z szyi i z ręki + obie dłonie na 4 czakrze i leżałem / spałem tak na plecach i był jeszcze jeden atak, ale kompletnie nie mógł nic zrobić i tak trwałem w tej pozycji z 2h, ale żaden atak następny już się nie pojawił.
Przy okazji doładowałem energią trochę 4 czakrę trzymając na niej dłoń. Dobrze, że nie dostałem więcej bo moje morale na prawdę mocno spadły. Technika kładzenia "wszystkiego" na czakre okazała się dobra i sądzę, że będę ją jeszcze testował przy przyszłych atakach. Są też cztery ranki kilku centymetrowe poniżej szyi (na plecach). Ranki takie są dość normalne przy takich atakach... nawet nie zwracam już praktycznie na nie uwagi. Zawsze jest lepiej doznać takich "zadrapań" niż stracić cenną energie z czakry, ale jest jak jest...

05/06.04.2010 -> 3-4x dostałem dzisiaj..., ale czuje się w miarę ok...

06/07.04.2010 -> Dzisiaj dwa ataki. Przy pierwszym straciłem energię bo spanikowałem. Było tak, że poczułem, że ten byt siedzi na mnie? i zorientowałem się, że to atak itd. itp. -> wciąż byłem spokojny i opanowany. Chciałem go zmantrować, ale nie mogłem (brak możliwości wypowiadania słów -> teraz przeważnie te byty stosują jakąś blokadę na to... kiedyś tej blokady nie było więc łatwo się można było rozprawić z takim bytem...)
. Gdy okazało się, że nie jestem w stanie fizycznie wypowiedzieć słowa Bóg i czułem to coś na mojej klatce piersiowej to coś we mnie chciało się bardzo szybko tego czegoś ze mnie pozbyć i zacząłem jakoś sam z siebie panikować. Zacząłem się jak zwykle wyszarpywać z tego "stanu" w którym byłem i się oczywiście uwolniłem, ale tracąc energię. Muszę zachować zimną krew w momencie gdy czuje tego byta na sobie (zmysłami ogarniałem go jako coś przezroczystego? -> nie widziałem go jakby oczami fizycznymi? nie wiem nawet jak to opisać?). Gdy będę spokojny wiedząc, że nie mogę go zmantrować i zdając sobie sprawę, że on jest na mnie i nie może mi nic zrobić dopóki się nie otworzę to mogę zdecydowanie to wygrać. Domyślam się że w takiej sytuacji muszę poprosić w myślach Boga albo opiekunów czy może Archanioła Michała aby przybył mi na pomoc i zabrał to coś ze mnie. Pewnie będę miał okazje to przetestować jeszcze... chodź wolałbym już nie mieć styczności z tym czymś... A co do drugiego ataku to nie za bardzo go pamiętam i chyba nie straciłem energii albo bardzo mało? Nie pamiętam tego zbyt dobrze ;) Wiem, że kładłem na 4 czakre wszystko co miałem pod ręką z rękami włącznie hehe tak jak robiłem to 04/05.04.2010 -> tylko gdzieś zdjęcie Ojca Pio mi się zapodziało :/ -> i chyba był też przy tym drugim ataku atak typu halucynacja, ale nie pamiętam już dokładnie co i jak!

07/08.04.2010 -> Był jakiś atak i straciłem trochę energii. Nie pamiętam już dokładnie jaki to był atak. Później był atak hipnotyczny i straciłem 2x energie na nim. Muszę sobie olać rozkminianie czy to atak czy nie tylko po prostu się odwrócić jak najszybciej się da. Nie ma sensu się zastanawiać czy to aby na pewno atak. Chodź staram się robić to dość szybko to jednak trwa to na moje oko zbyt długo. Nie mogę rozważać w głowie czy to aby na pewno atak i zerkać na chwilkę na "halucynację". Tak robić nie mogę! Musze w ułamku sekundy się odwrócić jeżeli będę mieć chodź ułamek pewności, że może być to atak! Nie ma się tu nad czym zastanawiać dłużej niż 1 sek ;) Oczywiście łatwo się to piszę, a trudniej jakoś się wykonuje w "nocnym boju", ale jestem optymistą co do ulepszenia mojej obrony przed tym typem ataku. Nie jest to wszystko łatwe. Jak się to opisuje to wydaje się, że trzeba zrobić to tak i tak i będzie dobrze, ale w nocy jakby całe plany i strategie często się rozpadają na kawałki i trzeba kombinować. To nie jest czysta gra. Nie ma tu zasad fair-play. To trochę tak jak odpowiadanie na pytania w teleturnieju siedząc przed telewizorem. Bez stresu i na spokojnie znamy odpowiedzi... ale jak już miałoby nam przyjść wystąpić na żywo w telewizji to zapominamy jak się nazywamy. Z tymi atakami jest trochę podobnie. Trwa to tak długo już... przetestowałem bardzo dużo metod obrony, a jednak wciąż mnie podchodzą i kradną moją energię, a ja naprawdę się staram chodź faktem jest, że całą tą sytuacją już jestem zmęczony. Chciałbym odpocząć... wyspać się tak jak ludzie się wysypiają. Mam już mgliste wspomnienie tego jak to jest się "zregenerować poprzez sen". Ludzie idą spać aby odpocząć, a ja idę spać aby toczyć boje hehe... wiem, że prędzej czy później te ataki się zakończą i wtedy pojęcie "regeneracji poprzez sen" nabierze dla mnie nowego znaczenia.

08/09.04.2010 -> Był jeden atak... nic mi nie zrobił... nawet zobaczyłem tego kogoś nade mną, ale jakoś tak, że nie jestem w stanie opisać jak wyglądał... (dziwne bo był wcześniej przezroczysty?, a teraz bardziej widoczny się stał?) w ogóle to chciał się dostać do 4 czakry ale najwidoczniej mu się nie udało ;) W pewnym sensie można powiedzieć, że w miarę się wyspałem ;) Miałem tam później jeszcze takie nie przyjemne i stresujące sny! (czy to może być atak? nie mam pojęcia! może to już lekka paranoja moja szukająca wszędzie ataków, ale sny które wywołują negatywne emocje podlegają mojej ścisłej obserwacji ;)). Tak czy siak w miarę się dzisiaj wyspałem, ale moja 4 czakra potrzebuje wielu dni regeneracji... oj tak...

09/10.04.2010
->
3 ataki o 6:15 (niewidzialny byt atakował... przy 1 ataku dusił mnie... przy następnych nie pamiętam) -> 3x straciłem energię... -> 2 ataki o 7:15 (wykręcanie ręki -> wszystko to odbywa się chyba na poziomie ciała astralnego? tak mi się wydaje? czyli, że moja ręka astralna jest wykręcana?, ale pewien nie jestem, ale tak mi się na tą chwilę wydaje) -> 1x straciłem energię... Ogólnie moralne mam niskie i moja czakra ma już tego dosyć :(

10
/11.04.2010 -> Dzisiaj nie było żadnego takiego "oficjalnego" ataku! Moja czakra od razu rano czuje się lepiej (brakuje dużo do ideału, ale jednak jest odczuwalna poprawa). Chociaż w ostatnich dniach i nawet dzisiaj w nocy pojawiały się chwilę gdy jak się budziłem to miałem wrażenie (nie zawsze, ale czasem), że tracę co jakiś czas odrobinę energii z 4 czakry! Niby nic się nie działo, a jednak moim zdaniem traciłem energie! Może było to spowodowane obecnością tego byta, który jakby zasiał "zło" w pomieszczeniu. Pamiętam, że jak kiedyś był byt w moim pokoju to czuć było "zło", a jak odszedł to od razu w ciągu sekundy cała atmosfera w pokoju się zmieniła na normalną. Coś w tym musi być... Może to jakiś nowy typ ataku?

11/12.04.2010 -> Były 3 ataki "we śnie" czyli była jakaś postać która np. wzbudzała moje zaufanie, szybko się do mnie zbliżała i się do mnie "przykleja" (uczucie dotyku albo na dużej powierzchni ciała albo na mniejszej np. coś w stylu dotykania palcem? różnie bywa, ale przeważnie jest to dotyk raczej na większym obszarze ciała -> wiadomo, że byt prawdopodobnie siedzi na mnie już wtedy gdy odczuwam dotyk we śnie) i przy każdym takim ataku trwał jakiś czas ten "ucisk", ale jakimś cudem nie została mi zabrana energia w żadnym z tych ataków (a przynajmniej nic nie czułem aby energia była mi zabierana)! Po wstaniu z łóżka czuje się jakbym dostał pięścią w czakre. Ale prawda jest tak, że aby moja czakra się w pełni zregenerowała to potrzebne mi są pewnie z 1-2 tygodnie kompletnie pozbawione jakichkolwiek ataków... W ogóle ostatnio praktycznie codziennie czuje jakbym miał wbity jakis nóż w czakre serca :/

12/13.04.2010 -> O 2:54 pierwszy atak... koleś we śnie bardzo mocno się na mnie zamachnąć aby mnie uderzyć w twarz, a ja po raz pierwszy w ogóle (chyba) zrobiłem unik (odchylenie w tył)! Wiem, że jakbym dostał to poczułbym na twarzy prawdopodobnie taki energetyczny ból, ale zrobiłem unik! Nie wiem jak to technicznie wyglądało czy się ciałem astralnym? czy jakimś energetycznym wychyliłem do tyłu czy jak, że on nie trafił? To na pewno był atak na odległość bo gość mnie nie "dotykał" i co ciekawe nie straciłem energii chodź leciutko emocjonalnie zareagowałem jak się odchylałem i leciał cios przed moją twarzą ;), ale ogólnie brak strat (minimalnie pewnie tak, ale zaliczam to do kategorii brak strat). Później był atak we śnie chyba o 6:00? i niestety 2x pod rząd straciłem energie w odstępie 1-2 sek :/ Jak były jeszcze jakieś ataki to już ich nie pamiętam... tyle zapamiętałem ;) Szkoda tylko, że przy tym ataku o 6 rano nie miałem dłoni, kryształu, różańca itd. itp. na 4 czakrze bo mi się po przemieszczało wszystko... pewnie by pomogło...

13/14.04.2010 -> Były ataki i straciłem trochę energii. Przy tym typie ataku i tym konkretnym bycie skuteczne jest kładzenie na czakre różańców, kryształu górskiego, dłoni itd. itp... jak tak zrobiłem i nastąpił atak to czułem takie ciepło na czakrze i jakby ta energia się tam blokowała i nie chciała opuścić czakry... nie mniej jednak trochę energii przy tym straciłem, ale byt jakby "zasysał" energie (jak odkurzacz). Stał koło łóżka (niewidzialny -> jakimiś zmysłami go "ogarniałem") i jakby był takim odkurzaczem co zasysa energie (mi się to kojarzy z dementorem z Harrego Pottera [nie chodzi o wygląd], który zasysa tak energie... chodź to trochę inaczej wyglądało, ale to jest coś powiedzmy podobnego... mniej więcej?). Nie wiem jak to opisać dobrze. Czasem następuje zabranie energii poprzez np. cios i wtedy od razu pewna ilość energii leci ode mnie do byta, a czasem jest to "zasysanie" gdzie jest jakby w pewnym tempie przesyłana energia ode mnie do byta. Czasem ostatnio właśnie wydawało mi się, że niby nie było jako takiego "ciosu", ale jednak czułem, że straciłem odrobinę energii i ta strata energii była właśnie spowodowana tym "zasysaniem" energii przez byta. Mówiąc szczerze zaczyna mi się to wszystko już mieszać i zlewać :) W sumie coraz słabiej pamiętam te ataki i jakoś wydaje mi się już bez większego znaczenia to spisywanie ich. Np dzisiaj mnie sparaliżowało przy ataku (raczej normalny objaw) i nie wyrywałem się bo wiadomo, że straciłbym energie tylko. Na siłę otwierałem oczy i starałem się je utrzymać otwarte jak tylko mogłem oraz w myślach powtarzałem sobie coś w stylu, że muszę się wybudzić (i się udało, ale byt ciągle "zasysał" więc energii troszkę straciłem). W sumie przypomniałem sobie po tym ataku, że jest jeszcze taka metoda, że ruszasz którymś z palców u ręki lub nogi (trzeba znaleźć, który to palec) i wtedy można wyjść z tego paraliżu. Już kiedyś stosowałem tą metodę i z tego co pamiętam to działała. Już chyba wszystko co się dało opisałem. Każdy kto będzie doświadczać takich ataków powinien znaleźć tu wystarczająco dużo informacji jak się bronić i jak te  ataki wyglądają. Jeszcze dodam jedną rzecz... We śnie często pojawia się jakaś postać która Cię nie atakuje (na początku) tylko po prostu gdzieś sobie tam łazi we śnie. Ta postać może wyglądać jak ktoś kogo nie lubisz lub może wzbudzać Twoje zainteresowanie (po to abyś się łatwiej "otworzył" -> różnie bywa). Później jak się chyba otworze bardziej? nie wiem do końca na czym to polega ale próbuje na czuja to rozgryźć to wtedy ta postać już jest bliżej Ciebie we śnie (to chyba jakaś gra w "podchody" hehe). Następnie już się albo przykleja do ciebie (ucisk itd. itp) albo po prosu "zasysa" albo atakuje pięściami. Ogólnie nie przepadam za atakami we śnie, ale nie można się poddawać tylko trzeba robić swoje :) Pewnie i tak nie wytłumaczyłem tego odpowiednio dobrze dla kogoś kto nie doświadcza ataków ale taki ktoś pewnie nie będzie zbytnio zainteresowany czytaniem tego chociaż kto wie? Myślę, że jest tu wystarczająco dużo wskazówek które ułatwią zrozumienie tematu i przyspieszą "skuteczną obronę" aby nie musieć się męczyć miesiącami szukając skutecznych metod obrony odnośnie ataków wszelkiego rodzaju od ataków z otwartymi oczami po ataki we śnie, od bytów "zrobionych" z ciemnej energii po byty "niewidzialne".

14/15.04.2010
-> Dzisiaj były ataki całą noc, ale skutecznie się broniłem. Straciłem mało energii. Im więcej tych ataków tym mniej mam "symbolicznych / proroczych" snów które bardzo lubię ;) Nawet podczas jednego z ataków we śnie wyszedłem z ciała i znalazłem się poza ciałem, ale we śnie (ciekawe hehe) ale co interesujące czułem wtedy ból na 4 czakrze i bliskich okolicach... pewnie to sugeruje, że na ciele astralnym mam ten obszar do regeneracji? może ;) to tylko moja interpretacja :)

15/16.04.2010
-> Były ataki... straciłem trochę energii...

16/17.04.2010
-> Były ataki... straciłem trochę energii... trochę za dużo... Denerwujące jest to, że temu bytowi z taką łatwością przychodzi okradanie mnie z energii, a mi z takim trudem bronienie się przed nim. On jest cierpliwy... czeka na dogodną okazję... jak nie za pierwszym razem to za dziesiątym... będzie atakować aż do skutku... to wnerwiające! hehe ;) chodź poczucia humoru jeszcze mnie nie pozbawił! :)

17/18.04.2010
-> Tylko dwa ataki... najpierw halucynacja nowego typu (o niej za chwilę), a później atak we śnie (praktycznie bez szans na obronę). Halucynacja nowego typu albo można to nazwać halucynacja typu drugiego... obejmuje dużo większą powierzchnię pokoju czyli praktycznie nie ważne gdzie się popatrzę to będzie to atak! Pisałem o tym kilka dni temu, ale wtedy nie byłem pewien czy to nowy typ ataku! ale teraz już to wiem. Na dodatek dzisiaj popatrzyłem (podczas ataku "halucynacja") nie wiem czy całą sekundę i straciłem odrobinę energii! Wiem, że jakbym popatrzył dłużej to byłoby znacznie gorzej! Świadczy to o inteligencji tego byta! Przy ataku halucynacja typu pierwszego mam jakieś 3? sekundy na patrzenie się na halucynację bez utraty energii, a przy typie drugim jest chyba to poniżej sekundy! no chyba że to był jakiś specjalny przypadek? Tak czy siak gdy jedna metoda zaczyna nie odnosić korzyści dla tego byta to stosuje taką która będzie na mnie skuteczna dlatego atak typu halucynacja stał się dla mnie jeszcze bardziej niebezpieczny, a dlatego, że skutecznie wiedziałem (nie zawsze udawało się zastosować w praktyce...) jak się przed nim obronić (typ pierwszy) i stąd ta ewolucja (na typ drugi). A co do poprzednich dni gdzie mi się tak powieki zamykały to na 100% był atak hipnotyczny... to tak btw...

18/19.04.2010
-> Dzisiaj ukradli mi trochę energii z 3 czakry, ale nie pamiętam jak do tego doszło... a tak to spokój mimo iż widziałem ich obecność w snach, ale jakoś non stop stawiałem silny opór! Tak czy siak moja 4 czakra dzisiaj trochę odpoczęła :)

19/20.04.2010
-> Były ataki... 3 i 4 czakra oberwała... trochę tej energii straciłem... to były ataki w stanie pomiędzy realem a snem? czy czymś takim? Znowu ten niewidzialny debil mnie atakował...

20/21.04.2010
-> Pominę opis ataków... Gdy się czasem budzę zauważyłem, że gdy patrzę na pokój fizycznymi oczami to pokój jest tak jakby w jakiś sposób dziwny... jakbym był poddany jakiemuś efektowi halucynacji -> niby nie jest to atak (chyba!), ale może lekko pod niego podchodzić... czuje się pewną grozę w pomieszczeniu. Na pewno jest to wywoływane przez byta tylko nie wiem czy wywołuje ten efekt halucynacji sama jego obecność czy jest to jego całkowicie świadome działanie na zasadzie włączania efektu i wyłączenia kiedy mu się podoba. Dzisiaj juz po atakach na których nie będę się skupiać widziałem oczami fizycznymi jak ten byt (przezroczysty, ale jakby kontury itd. itp. widoczne) odchodził z mojego pokoju. Widziałem jakby miał jakieś skrzydła? takie owadzie? nie wiem trudno powiedzieć. Tak czy siak jak odszedł poczułem jakby cały ten efekt halucynacji i "grozy" w pokoju odszedł. Ten efekt pojawiał się też w niektórych poprzednich dniach. Jest on mi znany. Ale co ciekawe... poszedłem później spać i znowu były ataki, ale już bez efektu halucynacji i "grozy" w pokoju! Więc ciekawe czy atakował ten sam byt czy ktoś inny! Jeżeli ten sam to nieźle sobie to wykombinował... niby odchodzi (taka ściemka abym się wyluzował) i przychodzi niespodziewanie (bez efektu halucynacji i grozy) tak abym był całkowicie zaskoczony! Myślę, że on chciał abym zobaczył go odchodzącego! A już wiemy, że ten byt jest dobrym strategiem i intelekt to on ma więc ten scenariusz jest całkiem możliwy. Innym scenariusz jest taki, że przyszedł ktoś inny lub, że był ktoś w pokoju jeszcze kto nie wywoływał efektu halucynacji i "grozy", ale uznaje to za mało prawdopodobne, ale kto go tam wie... Tak czy siak nie straciłem dzisiaj za dużo energii. Podczas ataków udawało mi się bronić całkiem nieźle mimo to do jakieś 2h po wstaniu odczuwałem nie przyjemny ból na 4 czakrze :/

21/22.04.2010
-> Właściwie nie było ataków... jakieś marne podchody... miałem wreszcie więcej symbolicznych snów "nie zakłóconych" przez tego byta... :)

22
/23.04.2010 -> Były ataki... straciłem trochę energii...

23/24.04.2010
-> Raczej brak ataków (jakies podchody mogły być)... brak strat energii... pozycja embrionalna rox :)

24/25.04.2010
-> Niestety przed 6 rano miałem atak, który mi się nie podobał :/ i był to jedyny atak tej nocy. Oblazł mnie ten byt we śnie (postać mnie "przygniotła") i obudziłem się pomiędzy realem a snem i czułem tego byta na swojej klatce piersiowej i szyi. Niestety leżałem na plecach chodź cały czas starałem się leżeć w pozycji embrionalnej to niestety jakoś sam z siebie w końcu w nocy zmieniłem pozycję :/ Chciałem wymówić słowo "Bóg" aby go zmantrować, ale niestety nie byłem w stanie otworzyć ust (to normalne przy tym ataku) i niestety w pewnym sensie spanikowałem (najgorsza rzecz jaką można zrobić) bo chciałem się jakoś za wszelką cenę pozbyć tego "gówna" z siebie. Oczywiście teoria jest bardzo prosta mówiąca aby nie panikować i po porostu powoli próbować się wybudzić tak aby się nie "otworzyć", ale teoria to jedno, a praktyka to drugie. Niestety w panice (może to nie była taka panika typowa... po prostu chciałem się jak najszybciej pozbyć tego czegoś z siebie) zacząłem na siłę mantrować fizycznie słowo "Bóg" i wydostałem się ze stanu pomiędzy realem a snem, ale w między czasie się otworzyłem i to coś wskoczyło w moją 4 czakre! Szczerze to wole jak stracę energię niż jak to coś we mnie wleci. Nie wiem zbytnio co to oznacza, ale to coś w mojej czakrze? Brzmi kiepsko :/ Zdarzały mi się już takie sytuacje jak byt we mnie wlatywał :/ Czuje taki lekki ucisk na 4 czakrze eh... Musze zachować spokój choćby w stanie pomiędzy realem a śnie, nie wiem co się działo... Jest to często trudne do zrobienia, ale musi mi się częściej to udawać... Zacząłem też od wczoraj pracować z fioletowym płomieniem... Powinno trochę pomóc. Należy też poprosić zdecydowanie o wygonienie tego "czegoś" co we mnie wlazło aby się tam nie zagnieździło!

25/26.04.2010
-> Tuż przed 6 rano były podchody na mnie we śnie (czyli starał się poprzez sen zapoczątkować atak), ale nic z nich nie wyszło i później za jakąś godzinę to samo, ale zerowy efekt. Zauważyłem, że ten byt coś lubi godzinę 6 rano ;)

26/27.04.2010
-> Też były ataki, ale nic mi nie zrobiły. Położyłem się nawet na plecach, ale umiejscowiłem różańce + kryształ górski + przykryłem to wszystko obiema dłońmi i nawet jak na mnie prawdopodobnie usiadł we śnie (ucisk na klatce piersiowej itd. itp) to nic nie był w stanie mi zrobić :) Później od razu "uderzył" halucynacją i się szybko odwróciłem i zmantrowałem go słowem "Bóg" :)

27/28.04.2010
-> Było sporo ataków... Trochę oberwałem, ale nie za dużo... W miarę się broniłem jak umiałem i w miarę skutecznie..., ale jeszcze nie na tyle aby nie odnieść żadnych strat... W jednym (lub więcej?) ze snów ten byt nawet przyjął postać czarnego, wściekłego psa...

28/29.04.2010
-> Było sporo ataków, ale też była dobra obrona :)

29/30.04.2010
-> Brak ataków...

cdn...

Dobry Samarytanin