|
30.11.2010/01.12.2010 -> O 1:44 kładę się spać. O 5:27
wykryłem tego byta we śnie, ale nic mi nie zrobił. O 8:57
wstaję. Nie paliłem już dzisiaj małej, białej świeczki,
ponieważ mi się skończyły... sporo wypalałem ich w ciągu
dnia więc siłą rzeczy skończył mi się mój zapas ;) ale i tak
już chyba one nic nie dawały... ale w sumie tak fajnie jak
jakiś "płomień" płonie w pokoju... byle nie za duży hehe ;)
01/02.12.2010 -> Dzisiaj bez skrapiania łóżka itd. wodą
święconą bo mi się już skończyła, a drugi słoiczek z takową
wodą nie chciał się otworzyć i leży sobie koło mojej głowy
mocno zamknięty. Co do soli święconej to posypałem sobie
jedynie 7 czakrę oraz kołdrę bez nacierania pozostałych
czakr (3, 4, 6, skronie) (mogłem użyć zwykłej wody, ale
jakoś tego nie zrobiłem). O 23:40 kładę się spać. O około
4:42? widziałem tego byta w moim śnie, ale nic mi nie
zrobił? Tak sądzę... Ja się tam później przekręciłem na bok,
ale chyba nic mi się z tej okazji nie stało? Nie jestem
pewien na 100%, ale chyba nie? O 8:31 wstałem...
02/03.12.2010 -> O 00:37 kładę się spać i niestety po chwili
zaczynam doświadczać ataków rozkodowujących :( (00:40,
00:42...). Przed zaśnięciem używałem tylko tingsha oraz
posypałem sobie solą święconą 7 czakrę oraz lekko łóżko. O
5:38 zaatakowała mnie postać we śnie, ale skutecznie się
broniłem... atak był słaby... tylko nie wiem, czy gdy się
broniłem nie za bardzo się "otworzyłem"... dziwny atak...
przeważnie jest taki silny i zdecydowany, a ten był taki
słaby i nieudolny... O 5:41 atak rozkodowujący... Po tym
ataku zastanawiałem się, czy aby dobrym rozwiązaniem nie
byłoby wstanie z łóżka i zakończenie "snu", ale jakoś nie za
bardzo miałbym co robić więc postanowiłem jeszcze pospać
chodź byłem pod ostrzałem. Zacząłem używać tingsha, na głos
mantrowałem słowo "Bóg" itp, posypałem dodatkowo 7 czakrę
solą oraz łóżko. O 7:10 prawdopodobnie był kolejny atak, a o
8:44 wstałem, ale niestety jakieś 5 min wcześniej też był
atak (we śnie). Dodam jeszcze, że w minimum 2 snach była też
przyjaźnie nastawiona do mnie postać tylko nie jestem pewien
czy był to mój "Anioł Stróż" czy była to postać
wykorzystywana aby mnie "otworzyć" (wzbudzić zaufanie), a
następnie zaatakować (z większą łatwością) i zabrać energię.
03/04.12.2010 -> O 1:08 kładę się spać i od razu czuję ataki
rozkodowujące wycelowane w 4 czakrę (ciężko stawić im opór).
O 4:55 były jakieś dwie postacie we śnie, ale jakoś nic mi
się nie stało. Po obudzeniu były ataki rozkodowujące. O 5:04
uciekłem do łóżka obok i niby trochę pomogło? O 9:50
wstaje...
04/05.12.2010 -> Na półce odnalazłem wodę z Lourdes która
kiedyś mnie broniła! Nie wiem co ona tam robiła! Ponownie ją
wziąłem do obrony! O 00:09 kładę się spać (w dużym pokoju,
nie moim łóżku / łóżko koło okna). O 4:45 były próby ataku
we śnie (atakowały mnie minimum 2 byty). Chyba wyszedłem z
tego cało? O 4:50 ataki przy otwartych/zamkniętych oczach
ale słabe. O 4:55 ewakuowałem się do mojego łóżka z przyczyn
oczywistych. O 6:35 próba ataku we śnie. 6:40 były kolejne
próby ataków... więc wstałem... już wystarczy na dzisiaj...

Dostałem
"cynk" od pewnej zaufanej mi osoby, że powinienem zdobyć
szkaplerz taki z materiału gdzie jest obrazek Maryi oraz
Jezusa (taki jak na zdjęciu). Co więcej tego dnia miałem sen
gdzie unosiłem się w powietrzu... a jest to specyficzny sen,
który gdy mi się śni, to tego dnia co będzie wydarzy się dla
mnie coś "pozytywnego" (w sensie pewne oczyszczenie). Nigdy
mnie tego typu sen jeszcze nie zawiódł! i oto mamy! złota
rada! Jutro o 7:15 mam mszę u Karmelitów gdzie na końcu
dostaje się owy szkaplerz.
05/06.12.2010 -> (wyprowadzka do dużego pokoju) -> przed
położeniem się spać zjadłem mały pobłogosławiony opłatek
(taki świąteczny). O 23:41 kładę się spać (posypywanie solą itd). O 23:54 gdy moje oczy były już zamknięte i spokojnie
sobie leżałem dostałem cios aż podskoczyłem całym ciałem do
"góry"... i teraz bądź człowieku mądry i idź spać...
włączyłem sobie TV... ale przez cały czas czułem, że ten byt
jest gdzieś koło mnie... o 00:13 wyłączam TV... i udało się
jakoś usnąć... o 6:00 wstałem i pojechałem do kościoła
Karmelitów na mszę o 7:15 w poszukiwaniu szkaplerza. Co
ciekawe jak tam jechałem, to gdy autobus zatrzymał się na
pasach i gdy spojrzałem przez okno, to zobaczyłem stojący
tam naprzeciw mnie samochód z przyklejonym do szyby zdjęciem
Maryi na niebieskim tle z dwunastoma gwiazdami! Ciekawe co?
:) Niestety nie udało mi się zdobyć na tej mszy
szkaplerza... Jakoś nie za bardzo wiedziałem jak to
załatwić... Karmelitański sklepik był czynny dopiero od
10:30... przyjechałem ponownie i zakupiłem szkaplerzyk w
owym sklepiku. Później o 11:30 była msza i po mszy trzeba
było pójść do księdza, aby go pobłogosławił i odprawił
pewien mini rytualik. Dostałem też informację, że mam
odmawiać codziennie "Pod Twoją obronę" i ogólnie aby
"nieustawać w modlitwie". Następnie powędrowałem do innego
księdza. Pobłogosławił mi około 0,5kg soli oraz odprawił
nade mną pewną modlitwę ochronną.
06/07.12.2010 -> O 00:04 kładę się spać. O 8:06 wstaję.
Praktycznie nie spałem na brzuchu... tylko na boku... nie
zaobserwowałem żadnych ataków!
07/08.12.2010 -> Niestety dzisiaj już miałem normalne ataki
:( ... a miało być tak pięknie... widocznie jeszcze nie
czas, aby te ataki były mi odpuszczone... Tak czy siak i tak
obrywam jakoś mniej niż było to jeszcze kilka miesięcy temu.
Dobre i to... O 23:40 kładę się spać. O 23:52 był atak, gdy
miałem zamknięte oczy. O 3:43 był atak we śnie (wbicie przez
postać igły do pobierania krwi w rękę i było to w pewnym
sensie nieprzyjemne i niepokojące... pojawił się strach...
otworzenie / rozkodowanie... i energia fruuu...) i w tym
momencie pragnę zwrócić uwagę na istny geniusz "czarnego".
Dla 99,9% ludzi byłby to zwykły sen, a jednak jest to atak!
Dla mnie niepozorny atak we śnie gdzie człowiek uzna, że to
tylko "zły" sen jest objawem "ostatecznego" geniuszu. Jak
wiemy największym zwycięstwem "czarnego" jest to, aby w
niego nie wierzono. Po sposobie ataku widać, że jest on
bardzo sprytny i dobrze przemyślany. Praktycznie nikt kto
normalnie nie doświadcza takowych ataków (na większą skalę
jak ja) nie połączy tego z czymś niezwykłym i dzięki temu
"czarny" może sobie swobodnie działać ("farmić" / regularnie
zabierać energię ludziom -> czy to codziennie, czy to raz
na jakiś czas) gdyż jest tak jakby w "ukryciu"... nikt go
nie demaskuje, ani nikt się nie spodziewa, że taki atak może
być przeprowadzany! Każdy uważa, że wszystko jest w
porządku, że tak po prostu rzeczy się mają, że to tylko zły
sen! ale nic bardziej mylnego! Z mojego doświadczenia
wynika, że przy zdecydowanej większości ataków (ale nie
wszystkich!) we śnie pojawia się jakaś "postać". To jest
pierwszy sygnał, który może, ale nie musi sugerować "próbę"
ataku na naszą osobę. Zresztą sam fakt, że odbywa się to w
takim "ukryciu"... we śnie... gdzie przeciętny człowiek
połączy to po prostu ze złym snem, jest absolutnie genialne.
Można okradać ludzi z energii, a oni nawet nie zaczną się
bronić, bo kompletnie nie będą świadomi tego, co naprawdę ma
miejsce! Czysta poezja wyrafinowania i demoniczności! O 3:53
doznałem ataku gdy miałem zamknięte oczy (czyli tak zwany
"atak rozkodowujący" / "otwierający" [czakrę?]). O 5:30
kolejny atak rozkodowujący i za 2 minuty kolejny...
Następnie wstałem bo atakował "seryjką" więc warto było się
trochę otrzepać z wszelkich stanów "zamotania". O 5:36
włączyłem sobie TV i dopiero o 7:57 wstałem na śniadanko...
Muszę dodać jeszcze jedno... Wczoraj założyłem szkaplerz i
prawdopodobnie te byty nie wiedziały jak się przez niego
przebić i dlatego nie było żadnego ataku, ale już dzisiaj
były normalne... bo znalazły sposób obejścia! Już miałem tak
wiele razy... stosuje się jedną metodę, a po jednym-kilku
dniach znajdują obejście i wydaje się, że metoda nie działa.
Te byty są bardzo inteligentne! Szukają Twoich najsłabszych
punktów! Zawsze starają się jak najszybciej obejść każdą
metodę obrony... i jak widzimy, idzie im to coraz lepiej...
szybko sobie poradziły ze szkaplerzem... ale czy aby
całkowicie stracił swoją moc? na moje oko ataki wyglądają
tak samo jak jeszcze przed założeniem szkaplerza... ale i
tak go będę nosić itd. Ogólnie czuję jakiś wzrost duchowy
dzięki niemu... więc może i znalazły metodę jak go obejść,
ale ja czuję, że poszedłem stopień wyżej... jako cała moja
osoba... a czas tych bytów i tak jest już policzony...
08/09.12.2010 -> Przed zaśnięciem zużyłem sporo święconej
wody. Stworzyłem taką jakby "linię" wokół siebie z soli...
oraz posypałem sobie nią głowę, kołdrę itd. Niestety to
chyba nic nie dało :( O 23:16 kładę się spać. O 23:22 była
już próba ataku :( -> nawet przed położeniem się spać
czułem, że prawdopodobnie jestem hipnotyzowany itd. O 3:45
był ten byt w moim śnie, ale nic mi nie zrobił. Gdy się
obudziłem prawdopodobnie próbował mnie atakować... O 3:54
próba ataku? O 4:48 włączyłem TV, bo był atak za atakiem
(seryjka) więc musiałem jakoś to przerwać. O 7:45 czułem, że
ten byt jeszcze próbuje się mnie czepiać, a o 8:06 w ogóle
się ewakuowałem z pokoju...
Zamówiłem
sobie ze sklepu internetowego tybetańskie kadzidełka:
DORJE
(niezniszczalny) - Tybetańskie kadzidła ochronne - Kadzidła
te są szczególnie polecane do ochrony osób i pomieszczeń.
Usuwają wszelkie negatywne wpływy. Wytwarzają pozytywną
energię. W skład wchodzą wyłącznie szlachetne lecznicze
zioła bez dodatków aromatów drzewnych.
MANJUSHRI
- Tybetańskie kadzidła oczyszczające - Tradycyjnie używane
do oczyszczania pomieszczeń z negatywnych energii. Pomagają
usuwać blokady, fizyczne oraz mentalne niepokoje. Używane
wyzwalają naszą wewnętrzną mądrość, oczyszczają aurę i
dodają sił witalnych.
PADMASAMBHAVA - Spełniający życzenia Guru - Oprócz
tradycyjnych ziół, ich skład wzbogacają półszlachetne
kamienie (między innymi turkus i koral) oraz złoto.
Zapewniają przychylność i wsparcie Padmashambavy -
nauczyciela spełniającego życzenia. Ich zadaniem jest
również ochrona przed negatywnymi energiami.
SEMDE -
Tybetańskie kadzidła oczyszczające - Kadzidła te od zawsze
były używane przez Tybetańczyków do oczyszczania i
uświęcania pomieszczeń, poprzez usuwanie wszelkich
negatywnych energii i wpływów. Uważa się że przynoszą
szczęście, szczególnie gdy są palone wprowadzeniem się do
nowego domu. Skomponowane są z ponad 100 składników,
włączając również niewielkie ilości kamieni półszlachetnych,
złota i srebra.
Zobaczymy
czy coś pomogą... Pewnie dojdą za kilka dni...
09/10.12.2010 -> (duży pokój) O 1:00 kładę się spać. O 3:16
zostałem tak pobity w stanie między realem a snem, że jak
wstałem to "zataczałem" się jak pijany. Jeszcze chyba nigdy
tak mocno nie dostałem. Byłem bity "we śnie" (przypominam,
że to się jedynie "krystalizuje" we śnie, ale działo się to
między realem, a snem) z 10-20? sekund non stop i każdy cios
był bardzo mocny. Gdy sen się "zakończył" i następowało
"bicie" to "częściowo" widziałem "ich ręce" mocno ściskające
śledzionę oraz ich pięści lądujące na moim korpusie (w
brzuch mocno dostałem)...na dodatek było ich kilku...
minimum 2, a może i więcej... więc ciosy spadały na mnie jak
krople deszczu na człowieka. Atakowali cały korpus, a każdy
cios był bardzo szybki. Nie wiem ile ich przyjąłem na
siebie, ale na pewno zdecydowanie za dużo. Po tym ataku
czułem się jakbym był pijany... miałem trudności z
chodzeniem prosto i jakoś wewnętrznie się trząsłem...
Takiego "gradu" ciosów to ja jeszcze nie miałem. Te byty
muszą być bardzo wnerwione na moją osobę. Oj tak... Po tym
ataku wyprowadziłem się do małego pokoju... przecież nie
będę spał tam gdzie tak dotkliwie zostałem pobity! O 3:24
zapalam w pokoju świeczkę. Ogólnie czuję się jak z waty, nie
komentując już mojej czakry... O 3:30 natarłem wodą z
Lourdes: czubek głowy, skronie, 3 oko, 4 i 3 czakrę... Może
to coś pomoże... Mam wrażenie, że te byty podczas tego
ataku, nie miały na celu wyssania ze mnie energii, tylko po
prostu obicie mnie najdotkliwiej jak to tylko możliwe... Na
dodatek we śnie tuż przed atakiem czuć było "zło" i to
solidne (widziałem i czułem bardzo negatywne postacie będące
koło mnie). Tak czy siak obili mnie porządnie... i nie
chciałem, aby się to powtórzyło więc starałem się "przyssać"
plecami do ściany i próbowałem przyjąć pozycję
embrionalną... takie zwinięcie się w "precelka"... ale dobra
pozycja niestety nie daje pełnej ochrony... byłoby to zbyt
proste... Odkąd zmieniłem pokój odczuwałem, że chcą się do
mnie dobrać... nie wiem jak to opisać, ale są takie
specyficzne odczucia chodźby na 4 czakrze itd. Od 3:44 do
3:52 odczuwałem próby ataku oraz słabe ataki rozkodowujące.
Postanowiłem włączyć TV... O 4:20 sypię sporo soli święconej
na siebie i łóżko. O 4:35 gaszę TV. O 8:09 gdy już się
trochę rozluźniłem dostałem w 4 czakrę :( (przy zamkniętych
oczach). Następnie o 8:11 wyczułem atak, do którego na
szczęście nie dopuściłem (specjalna reakcja "wymijająca")...
i szybko się ewakuowałem z łóżka...
Jest
obecnie 14:03 i wciąż tak samo (jak odczuwałem to rano)
czuję skutki uboczne pobicia na 3 czakrze (uczucie
"skórczu"? czakry + pewien ucisk), 4 czakrę (duży dyskomfort
-> mocny ucisk itp) oraz na śledzionie (pewien ucisk / nie
za silny, ale jednak jest). Chyba będę musiał przestać
sypiać, bo jak tak ma to dalej wyglądać to ja się z tego
"wypisuję" ;p ... chodź wydaje mi się, że gdy byłem obijany
(niczym kotlet przez młotek) to w tym właśnie momencie
spałem na plecach albo na boku. Wiem na pewno, że nie byłem
wtedy w pozycji na brzuchu. Myślę, że zła pozycja mocno
przyczyniła się do tak silnego ataku. Domyślam się, że mieli
idealne dojście do mojego korpusu i doskonale to
wykorzystali.
Jest
obecnie 21:35 i tak się zastanawiam nad objawami na 4
czakrze, które miewam w "biały dzień" (np teraz). Dosyć
często czuje uczucie bardzo podobne (o ile nie identyczne)
jak przy udanym przez tego byta ataku. Trochę mnie to
niepokoi... przez długi czas wmawiałem sobie, że może jest
to objaw kundalini itp., ale z każdym tygodniem coraz
bardziej w to wątpię. Jeżeli to, co odczuwam na 4 czakrze
jest atakiem to znaczy, że ten byt jest bardzo często u mnie
w domu... albo w ogóle go nie opuszcza... znaczy pewnie robi
sobie jakieś przerwy... Zresztą bardzo często jak tylko
kładę się spać i zamykam oczy to są już ataki, więc ten byt
już czeka na to, aby mnie zaatakować... a wiele razy jeszcze
zanim pójdę spać już zaczyna mnie hipnotyzować itd. Często
też w biały dzień mnie atakował, gdy próbowałem się
zdrzemnąć. Obecnie raczej wcale nie sypiam w dzień z
przyczyn oczywistych, ale chodzi o fakt, że on jest i czeka,
a skoro jest i czeka to znaczy, że logicznym byłoby
przeprowadzanie ataków za dnia na moją osobę! Jakbym był nim
to pewnie tak bym robił. Po co czekać, aż "człowiek" zaśnie
skoro można go troszkę obić w biały dzień? Skoro to są
ataki, a wydaje mi się, że jednak są, to znaczy, że dość
sporo obrywam w biały dzień. Uczucie jest jakby dostało się
piłeczką z pistoletu do paintballa (oczywiście mówię to w
dużym cudzysłowie / uczucie jest jakby się czymś nagle
dostało -> pojawia się natychmiast ucisk / czasem ból / oraz
czuć też jakby przemieszczenie się energii lub jej upływ...
uczucie ucisku raczej nie mija zbyt szybko... raczej trwa i
trwa i końca nie widać... w międzyczasie dostaję jeszcze z
kilka ciosów abym nie czuł się zbyt pewny siebie).
Oczywiście nie jestem pewien na 100%, że są to ataki... Będę
dalej się temu przyglądał... bo oczywiście nie chciałbym,
aby tak było jak piszę... ale jak na razie wszystko mi na to
wskazuje... Najgorsze jest to, że nie za bardzo jest jak się
przed tym obronić... dostajesz cios i tyle... nic nie
widzisz... nic nie słyszysz... a "leżysz i kwiczysz"... tak
to wygląda... Zresztą dobrym przykładem, że są to ataki jest
dzień
14/15.11.2010 gdzie o 1:10 siedząc przed komputerem dostałem
cios w 4 czakrę (taki sam jaki dostałem dzisiaj już dobre
kilka razy), a później o 3:10 zostałem ciachnięty fizycznie
po szyi! No i jak mam nie łączyć tego uczucia na 4 czakrze z
atakami? :( Pewnie ten byt myśli, że się nie zorientuję i
będzie mnie mógł tak bić bezkarnie... w sumie o to mu
chodzi... abym był bierny i nic nie robił i aby on mógł
sobie działać z pełną swobodą... a ja w sumie też nie jestem
alfą i omegą i nie wiem co miałbym niby zrobić aby się
skutecznie bronić przed takim czymś... zapalę kadzidełka...
(nie te zamówione, bo jeszcze nie doszły... [myrrh]) może
chodź trochę pomoże... chodź już sam w to mocno wątpię...
nie za bardzo wiem jak mam się bronić... już chyba
wszystkiego próbowałem...
Jest już 00:16... właśnie
zamówiłem sobie poleconą mi książkę "Armia Najdroższej Krwi
Jezusa Chrystusa"... jest tam sporo modlitw... może się
przydać... Dostałem też cynk, aby odmawiać te modlitwy:
Wszechmogący Boże nawiedź ten dom
i oddal od niego wszelkie zasadzki nieprzyjaciół. Niech w
nim mieszkają Twoi Święci Aniołowie i strzegą nas w pokoju,
a Twoje błogosławieństwo niech nam zawsze towarzyszy. Przez
Chrystusa Pana naszego. Amen.
Egzorcyzm 1
W Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Ojca i Syna i Ducha
Świętego uchodźcie duchy złe, abyście nie widziały, nie
słyszały, nie ujawniały, nie niszczyły, nie prześladowały,
nie wprowadzały zamieszania do naszej pracy i planów. Nasz
Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam: Idźcie precz i nie
wracajcie. Mocą Boga, Mocą Najwyższego, Panie, uczyń nas
niewidzialnymi dla wrogów naszych. Amen
Egzorcyzm 2
Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów, Ty, Która otrzymałaś
od Boga posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana,
prosimy Cię pokornie, rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały
szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich
wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i
Archaniołowie, brońcie nas i strzeżcie nas. Amen.
Egzorcyzm 3
Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce, a przeciw
niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby
go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu
niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na
zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do
piekła. Amen
Podaje je tutaj bo może komuś się przydadzą...
PS. palę już 3cie kadzidełko... jedno za drugim... może coś
pomoże... ale przede wszystkim na modlitwie muszę się
skupić... bo kadzidełko samo się pali i nie ma w tym
zbytniego mojego wysiłku... zresztą już paliłem je
wielokrotnie... raczej obecnie czekam na te tybetańskie...
powinny być skuteczniejsze... tak sądzę?
PS2. (00:44) odmówiłem te modlitwy po kilka razy... + "Pod
Twoją obronę" itd... słucham też sobie muzyczek
religijnych...
PS3. Zresztą nie ma się co przejmować (odnośnie ataków)...
znaczy nie jest to fajne i doczekać się nie mogę, aż to
minie (jak oznajmiają to moje sny), ale Jezus mówił: "Jeżeli
Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J I5, 20)
więc jest to w pewnym sensie pocieszające ;) Z jakiegoś
powodu mnie te byty nie lubią ;) a przecież staram się być
grzeczny :D
10/11.12.2010 -> (duży pokój) -> Posypałem łóżko itd. dużą
ilością soli święconej. O 1:31 kładę się spać. O 1:33
zanotowałem już dwie próby ataku. Jakby coś to starałem się
spać cały czas na brzuchu... w taki sposób, abym się przez
przypadek nieświadomie nie przekręcił w nocy na inną
pozycję. O 3:48 był ten byt w moim śnie ale nic mi nie
zrobił. O 3:55 wstałem bo czułem się dziwnie... jakby z
mózgu zrobiła mi się "papka" i chodzę taki zamotany i
zakręcony... muszę wrócić do "normalności"...
Dzisiaj kurier dostarczył mi tybetańskie kadzidełka...
właśnie je palę (~17:00). Trochę nadymię i może ten dym
lepiej zadziała na atakujące mnie byty, niż ten z kadzidełek
o zapachu "myrrh". Zapalę je też przed położeniem się spać i
zobaczymy czy tybetańskie kadzidełka są lepsze od
"zwykłych".
1:34 wciąż nie śpię... wypaliłem w sumie od 17:00 do teraz
ze 3 kadzidełka? ale jakoś duszno się zrobiło i musiałem
otworzyć balkon, aby trochę przewietrzyć. Ogólnie nie
przepadam za kadzidełkowym dymem... palę je tylko w jednym
celu :) ale już "dzisiaj" nie mam zamiaru więcej "dymić".
11/12.12.2010 -> O 1:59 kładę się spać. O 2:03 ten byt
próbuje mnie atakować (aż podskoczyłem biodrami fizycznie do
góry / atak z tego co zauważyłem nie był o dziwo skierowany
na 4 czakrę). 2:05 atak na 4 czakrę -> a moja czakra czuła
się już lepiej... po tym ciosie niby niezbyt mocnym? (a może
mi się tylko tak wydaje, że był niezbyt mocny!) znowu moja
czakra mnie boli (ucisk itd). 2:06 palę kadzidełko
tybetańskie tam gdzie zaraz będę leżeć, może coś pomoże...
2:16 kładę się spać. 5:22 widzę tego byta we śnie... chyba
atakuje? Ogólnie jak się obudziłem to mocno mi się w "głowie
kręciło (w pewnym sensie)"... czułem się taki pijany i jak
chodziłem po mieszkaniu to się tak "zataczałem"... dziwne...
Postanowiłem zmienić łóżko na to koło okna. 5:26 kładę się
spać. Dopiero o 9:46 był atak we śnie! który zaraz przeszedł
w stan "pomiędzy" realem, a snem. Na szczęście w stanie
"pomiędzy" szybko się zorientowałem się co się dzieje! Ja
spałem na boku, a ten byt był przyklejony do mnie i wbił mi
jakies "dłuto"? w ciało i starał się mnie "otworzyć" niczym
kluczem drzwi (poprzez odpowiednie manipulowanie dłutem
stara się wywołać we mnie odpowiednie emocje, które są
kluczem, aby otworzyła się czakra -> na dzień dzisiejszy
jakoś tak to widzę). Ogólnie widziałem w stanie "pomiędzy"
jak sprawy się mają. Leżałem na lewym boku, a ten byt
przyczepił się do moich pleców. Nie widziałem go, ale czułem
(nie widziałem w sensie, że był niewidzialny dla moich oczu,
ale w pewnym sensie "wyczuwalny", a na dodatek miałem takie
jakby "widzenie" całej sytuacji tak jakby lekko z góry ->
nie wiem czemu akurat tak, ale czasem tak jest). Czuć było
silne wibracje na moich plecach i po prostu go wyczuwałem...
nie wiem jak to opisać, ale na tamtą chwilę było to dla mnie
absolutnie oczywista sprawa co się dzieje. Niby ten byt był
całkowicie niewidzialny, ale czuć było jego "wibracje",
które przez to, że przykleił się do moich pleców i ja
odczuwałem i przechodziły na moje ciało? (ja też mam takie
"fale energii" [kundalini] więc nie wiem czy jego wibracje
przechodziły na mnie? raczej moje kundalini było
"pobudzone"... choć ja na co dzień czuję też takie
wibracje... co kilka sekund przez moje ciało przechodzą...).
Niestety nie udało mi się wyjść z tego bez szwanku, niby że
dobrze wiedziałem co się dzieje. Nie jest tak łatwo się
wybudzić podczas takiej sytuacji, no ale cóż... pewnie
lepiej i tak bym tego nie rozegrał... szkoda tylko, że
kolejny raz oberwałem... i to przed samym wstaniem.
Może zrobimy małe podsumowanie obecnej sytuacji. Przeważnie
wygląda to tak: ataki rozkodowujące przed zaśnięciem
(podczas położenia się i zamknięcia oczu pojawia się "wizja"
[pobudzona "wyobraźnia"... czasem na tyle, aby widzieć przed
oczami "obrazy / "wizje" -> nie jest to to samo co
"prawdziwa" wizja... [gdy doświadcza się prawdziwej wizji to
ma się wrażenie, że pochodzi ona skądś wyżej... i, że nie
pochodzi od ciebie, ma się wrażanie jakby ktoś pozwolił Ci
jej doświadczyć, a pobudzona wyobraźnia to pobudzona
wyobraźnia... pochodzi od właściciela] i nie zawsze
"wyobraźnia: jest na tyle "pobudzona" aby pojawiały się
"widoczne" "obrazy przed oczami... różnie z tym bywa...
zależy...]). Oczywiście ta "wymuszona wizja" ma na celu
"otworzenie" itd. Czasem dostaję po prostu cios i wtedy
podskakuję na łóżku ciałem fizycznym i przy tym ciosie
odczuwam silne wibracje które przechodzą po moim ciele (te
wibracje to pobudzone po ciosie kundalini?). No i jeszcze
standardowo są ataki we śnie. Czyli ten byt gdzieś po mnie
łazi... sen zmienia się w bardziej "ponury" (ale nie
zawsze). W większości przypadków ten byt jest symbolizowany
przez jakąś postać (czasem skrajnie złą, a czasem neutralną
czy wręcz dobrą). Często chce wzbudzić zaufanie które
spowoduje "otwarcie" się i co za tym idzie stratę energii.
Czasem też łapie i ściska (chodź chyba ostatnio mniej? sam
nie wiem...) i następuje wystraszenie, otwarcie i strata
energii... Czasem wbija jakiś ostry przedmiot w ciało i to
samo ma to na celu czyli "otwarcie" i wykradnięcie
energii... i są jeszcze z pewnością inne ataki we śnie takie
jak wystraszenie, np. rzuconym na ciebie "pająkiem"
(ostatnio czegoś takiego nie miałem, ale w przeszłości
bywało) lub czymś czego się "brzydzę" i moja reakcja mnie
otwierała itd... Starczy opisów ataków we śnie... bo w
swoich całych doświadczeniach już opisałem to dość dobrze...
Są jeszcze sny "pomiędzy" realem, a snem. Czasem z ataku we
śnie przerzuca mnie w ten stan pomiędzy i wtedy tam trzeba
się bronić. Powiem wam, że łatwiej jest jak zostaje się
przerzuconym, a przynamniej tak mi się wydaje, ale łatwiej w
takim sensie, że jest większa szansa, że zorientuję się co
się dzieję... we śnie jest to dość trudne, ale jak jest się
już "jedną nogą w realu" to sprawa wygląda inaczej. Czasem
oczywiście nie jest łatwo się obronić, gdyż jest się
"zamotanym", zahipnotyzowanym, sparaliżowanym (np.
zablokowana jest mowa, aby nie można było "zmantrować" tego
byta" / oczywiście jest możliwość odzyskania "mowy", ale nie
jest to łatwe... trzeba się trochę wysilić i naszarpać... co
oczywiście za sobą wiąże groźbę utraty energii w
międzyczasie... wszystko jest ze sobą tak powiązane, aby nie
ułatwić nam skutecznej i łatwej obrony) itd. Ogólnie
widzimy, że ten byt atakuje przeważnie gdy próbuję zasnąć
oraz pojawia się w moich snach (ostatnie tygodnie tak
wyglądają). Niestety ataki przed zaśnięciem są bardzo nie
fajne z tego powodu, że nie za bardzo jest jak się przed tym
bronić. We śnie nie jest dużo łatwiej, gdyż nasza świadomość
nie jest do końca świadoma tego, co się właściwie dzieje,
gdy jesteśmy atakowani we śnie. Gdybyśmy to wiedzieli, na
pewno szybko byśmy się wybudzili, a jak wiem z własnego
doświadczenia nie jest to takie łatwe, gdy jest się pod
ostrzałem. Dodam jeszcze, że ten byt czeka na mnie gdy
położę się spać, więc na pewno jest gdzieś u mnie w domu (co
nie wyklucza, że stara się mnie atakować wtedy, gdy w ogóle
nie przebywam w okolicy łóżka). To chyba tyle
"podsumowania"... krótkie, ale zawsze jakieś ;) W sumie
mógłbym pewnie się bardziej rozpisać, no ale z drugiej
strony to chyba całkowicie wystarcza? Może powinienem coś
jeszcze dodać?
Muszę jeszcze dodać coś odnośnie objawów na przedniej 4
czakrze, bo ciągle mnie ten temat nurtuje. Nie wiem jak do
końca, do tej sprawy się odnieść. Wciąż nie jestem pewien,
że to są ataki. Na tą chwilę myślę, że część może być
atakami, a część objawami kundalini? A może to w 90% są
objawy kundalini? i tylko błędnie to interpretuję? Chciałbym
powiedzieć z całą pewnością co to jest, ale chyba mi się nie
uda, bo co 5 sekund mam inną teorię na ten temat. Co do
nocnych ataków czy ataków przed zaśnięciem, to jestem pewien
tego na 100% i nie mam tam żadnych wątpliwości z czym mam
doczynienia, ale tutaj sprawa wygląda troszkę inaczej. Nawet
dzisiaj jak był atak we śnie, a później przeniósł się do
stanu "pomiędzy", to nie widziałem tego byta, ale jednak ze
100% pewnością mogę stwierdzić co się działo i nie pomylić
tego z objawami kundalini czy czymś takim, ale sprawa się
komplikuje jak sobie np. siedzisz przed komputerem i
odczuwasz jakieś rewelacje na czakrze. W sumie na 4 czakrze
z tyłu jest bardzo podobne uczucie (obecnie nie doświadczam
takich rewelacji na tylniej 4 czakrze jak było to jeszcze
jakieś 2 lata temu) o ile nie identyczne do tego, co obecnie
dzieje mi się z przodu, tylko tam z tyłu mieliło dłużej... a
tutaj czasem odpuszcza po wielu godzinach... no i nie było z
tyłu takich ruchów energii dziwnych, ale w sumie nie wiem
czy tam takowe w ogóle występują? nie wiem... Najlepszy
przykład, że mogą być to ataki lub choćby część z tych
objawów jest nimi spowodowana, są doświadczenia z
14/15.11.2010 gdzie o 1:10 siedząc przed komputerem dostałem
cios w 4 czakrę (oczywiście możemy założyć, że był to nagły
objaw kundalini... powiedzmy, że jest taka możliwość i nie
chce ze 100% pewnością mówić, że to był atak choć na dzień
dzisiejszy skłaniałbym się do zaryzykowania stwierdzenia, że
jednak był to atak), a później o 3:10 zostałem ciachnięty
fizycznie po szyi! i to fizyczne ciachnięcie po szyi
składnia mnie do stwierdzenia, że ten byt czekał i czekał,
aż będzie mógł mnie zaatakować, ale ja nie chciałem iść
spać. Zwlekałem i zwlekałem, aby skrócić jego czas na
atakowanie mnie. I co się stało? Prawdopodobnie już nie mógł
dłużej czekać będąc cały czas koło mnie i postanowił mnie
zaatakować... brzmi logicznie... a następnie po prostu gdy
widział, że wciąż nie idę spać mnie zadrapał swoim "pazurem"
i zadał mi fizycznie widoczny cios! Ta sytuacja mnie skłania
do stwierdzenia, że część tych "objawów" to ataki... tylko
jaki %? to jest dobre pytanie... i nie wiem czy poznam na
nie odpowiedź? może jest to 5%? a może 95%? Naprawdę nie
wiem... i nie chcę podawać jakiś przybliżonych wartości, bo
czuję, że mogłyby wprowadzać w błąd, a że chcę rzetelnie
spisać swoje doświadczenia, to zostawię na razie tę kwestię
z dużym znakiem zapytania. Może tylko niepotrzebnie się
rozpisuję i okaże się, że jest to tylko zwykłe nagromadzenie
się energii na 4 czakrze, która rozwija po prostu to miejsce
i tyle... może... wydaje mi się to dosyć prawdopodobne...
tylko pytanie zasadnicze to czy wszystko co się tam dzieje,
to objaw kundalini? skoro moja czakra w nocy jest atakowana?
przecież każdy taki atak zostawia jakieś spustoszenie na
niej! i musi odbić się to na tym, co się dzieje później z
nią po takowym ataku. I jeszcze jedno! Dzisiaj przed
położeniem się spać czułem się w miarę dobrze na czakrze.
Ucisk znikał i cieszyłem się, że ładnie zaczyna to wyglądać.
Położyłem się spać... minęło kilka minut, a ja dostałem już
w piernik! i co z moją czakrą? Nagle poczułem na niej ucisk!
Więc wynika z tego, że atak spowodował ucisk na czakrze! To
trochę tak jakby ktoś kogoś fizycznie uderzył, czuje się w
tym miejscu pewnego rodzaju ból... widocznie obicie czakry
objawia się między innymi uciskiem... tylko trzeba pamiętać,
że nagromadzenie energii również objawia się uciskiem! i
tego trzeba być świadomym! i dlatego nie mogę w 100%
powiedzieć co i jak! bo istnieje cienka granica między
prawidłową interpretacją, a błędną, a ja nie chce wprowadzić
kogoś w błąd. Jak na obecną chwilę sądzę, że część objawów
na 4 czakrze jest spowodowane atakami. Pamiętam też pewne
ciekawe wydarzenie (dla mnie bardzo nieprzyjemne), które
odbyło się
10.12.2007
roku
(w stanie między realem, a snem),
gdzie kosmici mnie odwiedzili i operowali mi przednią 4
czakrę! Co ważne w tamtym okresie nie doświadczałem żadnych
objawów na przedniej 4 czakrze (jedynie na tylniej!). Na
szczęście jakoś się wybudziłem i nie dokończyli tego co
zaczęli, ale faktem jest, że przez 3 dni czułem na 4 czakrze
z przodu spory ból (w moich notatkach pisze: "przez
trzy kolejne dni strasznie bolała mnie 4 czakra"),
duży ucisk (taki sam jak obecnie!) oraz miałem bodajże
problemy z oddychaniem! Nie mniej jednak jeszcze podkreślę,
że objawy na tylniej 4 czakrze, które są również identyczne
z tym, co czuję nawet w tej chwili na przedniej czakrze, nie
były wcale powiązane z atakami, a jednak odczucia są na moje
oko praktycznie identyczne, ale z kolejnej strony wiele
doświadczeń potwierdza, że część objawów na przedniej
czakrze jest na pewno wywołana atakami! i właśnie od takich
rozważań dostaję kręćka... staram się poskładać wszystkie
puzzle i je tutaj zaprezentować. Jakbym nie miał
uruchomionego kundalini i nie brałbym udziału w procesie
"sekretnej alchemii" to stwierdzenie faktycznego stanu
rzeczy byłoby bardzo proste, ale jest jak jest i staram się
jak mogę, aby opisać te sprawy. Sami widzicie, że jest to
trochę zamotane ;) i, że wcale nie jest tak łatwo dojść do
jakiś 100% wniosków w tej sprawie, choć chyba zmierzam w
dobrym kierunku, aby coraz więcej puzzli znajdowało się na
swoim miejscu.
Jest 00:19 właśnie sobie
przypomniałem, że dawno temu miałem podobne? bóle z przodu
na 4 czakrze, ale chyba? nie były tak intensywne i długie
jak obecnie? no i wtedy nie miałem tak dużo ataków... znaczy
coś tam było, ale na pewno nie była to taka nawałnica jaka
jest obecnie... mam niezły mętlik w głowie odnośnie tego
wszystkiego.
12/13.12.2010 -> O 1:27 kładę
się spać (o dziwo nie miałem ataków przed zaśnięciem!). O
3:50 czułem jakbym miał kogoś na twarzy. Nie mogłem się
ruszyć ani nic powiedzieć! Straciłem przy tym ataku dużo
energii :(. Ewakuowałem się do łóżka obok... nie wiem czemu,
czy to jakieś porządne zmiany u mnie, ale jak zmieniałem
łóżko to taki kręcik w głowie itp., że hoho. Chyba pierwszy
raz miałem tak, po tym bardzo mocnym pobiciu, gdzie dostałem
tak mocno w śledzionę itd., ale czy to "pijaństwo" jest
efektem tamtego pobicia? czy może są to jakiejś techniki
"motania" "założone" podczas nocy przez tego byta (coś w
stylu porządnej hipnozy), czy może jakieś objawy
"transformacji" związanej z procesem kundalini? na obecną
chwilę obstawiam, że są to "zmiany transformacyjne" i, że
nie jest to połączone z atakami... tak sądzę? O 7:04 wstaję
(również "pijany" i "zakręcony"). Był przed chwilą sen,
który mógł się potoczyć bardzo nie fajnie dla mnie
(widziałem tego byta, który miał duuużą ochotę dać mi w
"pysk", że tak to określę), ale był przy mnie cały czas
opiekun (postać idąca koło mnie) więc nic mi się nie stało.
Szkoda, że nie było go wcześniej ;/ no ale i tak dobrze, że
przed wstaniem jeszcze dodatkowo nie oberwałem.
13/14.12.2010 -> (mały pokój)
O 00:04 kładę się spać. W nocy była jakaś próba ataku, ale
mój opiekun mnie obronił (walczył we śnie z tym bytem na
miecze, a ja się przyglądałem... "sen" był krótki...).
Paliłem też świeczkę postawioną na parapecie... i przed
pójściem spać posypałem solą święconą czubek głowy... ale
czy to coś dało? nie wiem... wstałem o 8:24 i moja czakra
czuje się dość dobrze :)
14/15.12.2010 -> Tym razem
wydaje się, że świeczka i sól święcona nic nie pomogły. O
23:55 poszedłem spać. O 00:07 zostałem uderzony
(wstrząśnięcie ciałem). Wcześniej miałem ataki
rozkodowujące... miałem tak silnie pobudzoną wyobraźnię, że
aż widziałem "wizje" przed zamkniętymi oczami i to dość
wyraźnie. Niestety kilka razy dostałem :/ i moja czakra to
odczuła :/ (z dobrego samopoczucia na czakrze, zrobił mi się
tam pewnego rodzaju ucisk po zadanych mi ciosach). O 00:10
włączyłem sobie TV. O 00:50 wyłączam TV i zasypiam
spokojnie. O 8:25 mam atak i po nim wstaję. PS. bronienie
się przed zaśnięciem krzyżem z Jezusem i obrazkami nic nie
pomogło... najlepszą obroną okazało się po prostu włączenie
TV i przeczekanie tej "szarży" wściekłego byta (oczywiście
nie zawsze "przeczekanie" pomaga, ale i tak warto próbować).
15/16.12.2010 -> O 00:23 kładę
się spać, a o 00:33 miałem atak (wydaje mi się, że było ich
więcej, ale nie mam tego zapisanego w swoich notatkach).
Przygotowałem sobie na tę okoliczność wodę święconą w takim
specjalnym rozpylaczu i psiukałem ją w powietrze jak czułem,
że jest taka potrzeba (rozpylacz tworzył taką jakby "mgłę" z
wody). O 4:45 miałem atak we śnie, z którego nie wyszedłem w
jednym kawałku. O 4:48 włączyłem TV... nie jestem pewien,
ale nawet jak leżałem oglądając TV wydaje mi się, że ten być
próbował mnie "dziabać"... w tym czasie używałem
"rozpylacza" wody święconej... ale czy to coś dawało?
Trzymałem również przy sobie cały czas krzyż z Jezusem. O
7:18 wstałem... w sumie lekko ponad 4h snu... ogólnie jestem
niewyspany itd... ech... Kiedyś były te byty zrobione z
czarnej energii to były widoczne, a teraz? teraz są
niewidzialne i na dodatek bardzo trudno wyczuwalne... nie ma
to jak silniejszy przeciwnik.
20:16 -> Chciałem się na
chwilę zdrzemnąć (aby odespać słabo przespaną noc), ale już
po chwili gdy zamknąłem oczy moja wyobraźnia zaczęła
produkować sceny gdzie ktoś kopie mnie w twarz (typowe dla
ataków rozkodowujących). Po pewnym czasie poczułem to
specyficzne uczucie na 4 czakrze (atak / strata energii).
Nawet w dzień nie mogę odespać nieprzespanej nocy! bo ten
debil non stop czuwa aby mi przypierniczyć! Co za dno... Już
mam tego dosyć ;/ O co chodzi z tym zamykaniem oczu? Czemu
akurat wtedy mu jest tak łatwo mnie dopaść? W dzień mnie też
tak okłada? te odczucia na 4 czakrze to w końcu objawy
kundalini czy jego ciosy? bo już sam nie wiem!!! Przy tym
ataku przecież nawet nie spałem! Jedynie leżałem z
zamkniętymi oczami i to tylko chwilkę! Czuję na czakrzę
jakbym dostał jakimś energetycznym pociskiem... nie wiem jak
dokładnie to opisać... ale może warto abym spróbował. Po
ciosie w czakrę odczuwam na niej: ucisk, ból, jakieś
energetyczne odczucia... jakby pieczenie?, mrowienie?...
ciężko to opisać... ale najmocniej jest odczuwalny właśnie
ten ucisk w połączeniu z bólem... + te objawy
"energetyczne".
16/17.12.2010 -> O 22:16
włączam sobie leżąc w łóżku TV -> spryskałem łóżko i okolice
wodą święconą. O 22:40 wyłączam TV. Schowałem się pod
kołdrą, ale to nic nie dało... 2 razy dostałem w czakrę...
ponownie wszystko skropliłem wodą święconą. O 7:42 czułem,
że ten byt może się do mnie dobrać więc leżałem sobie już w
łóżku bez zamykania oczu (TV itd). O 8:15 wstałem...
17/18.12.2010 -> (duży pokój)
O 23:41 kładę się spać (pryskam wodą święconą). Wydaje mi
się, że przed zaśnięciem były lekkie próby ataków
rozkodowujących, ale chyba nic większego mi nie zrobiły. O
4:25 atak we śnie -> wymuszanie emocji "otwierających". Sen:
bardzo szybkie pakowanie się (silne, powiększające się lub
niezmienne uczucie pośpiechu itp). Ten byt był koło mnie
przed samym atakiem, tylko mnie w tym momencie wybudziło,
ale nie jestem pewien czy straciłem coś energii czy nie? ale
chyba coś tam straciłem. O 4:30 był atak rozkodowujący ->
pryskam wodą święconą. O 4:40 były dwie próby ataku
rozkodowującego... tylko czy straciłem energię? już nie
pamiętam... ale pewnie tak? O 6:01 atak we śnie. O 6:06 ->
zmieniam łóżko na to pod oknem. O 8:09 był atak we śnie
tylko chyba nic nie dostałem? było przy mnie też dwóch
opiekunów! i "bili" tego byta, ale czy w ostatecznym
rozrachunku wystarczająco mocno go ode mnie "odepchnęli"?
Chyba tak, ale pewien na 100% nie jestem, bo stanąłem prawie
twarzą w twarz z tym bytem (był pod postacią dziecka, a
opiekunowie go policzkowali -> to policzkowanie miało za
zadanie odpędzić oraz odepchnąć go ode mnie, ale wygląda na
to, że ten byt nawet i dwóch opiekunów się nie boi, bo
przyciągany byłem przez tego byta jak magnes, ale gdy byłem
już bardzo blisko tego byta to mnie "rozłączyło" /
wybudziło). Dodam jeszcze, że we śnie skrystalizowało mi się
to "policzkowanie" jako "walka moich opiekunów z tym bytem",
ale jak oni naprawdę między sobą walczyli to nie wiem.
18/19.12.2010 -> Około 1 w
nocy odmówiłem modlitwy do Archanioła Michała, skropiłem
swoje łóżko wodą święconą. O 3:51 kładę się spać (sypię
sporo soli święconej na głowę). O 8:15 był atak we śnie?
(strata energii?). O 8:20 wstaję.
19/20.12.2010 -> O 22:13 kładę
się spać (sypię sporo soli święconej na głowę, palę
świeczkę...). O 7:35 był atak we śnie, ale straciłem chyba
bardzo mało energii? Nie jestem pewien... Sam atak był jakiś
taki "słaby" i długo ten byt mnie "rozkodowywał"... jakby
nie mógł zdecydowanie, silnie zaatakować... nie wiem o co
chodzi... może słabnie? O 7:43 prawdopodobnie dostałem w 4 czakrę (ewidentne uczucie) i postanowiłem od razu wstać po
tym zajściu... i tak się dość dobrze wyspałem...
20/21.12.2010 -> (mały pokój)
O 23:12 kładę się spać (sól na głowę, świeczka bla bla
bla...). 23:40 miałem atak we śnie, a o 4:05 kolejny...
(tylko czy to był atak? na pewno był ten byt w moim śnie ale
czy mi coś zrobił? na 100% próbował mnie mimowolnie
wystraszyć swoją "obrzydliwą" i "straszną" przybraną
postacią we śnie (bardzo negatywny ufol)... ale ten "atak"
nie wyglądał tak standardowo... widziałem go i czułem jego
obecność, ale nie rzucił się na mnie czy coś w tym stylu...
nie mniej jednak nie lubię nawet takich "spotkań" we śnie...
nigdy nie wiadomo jak się ono potoczy... przeważnie niezbyt
dobrze dla mojej osoby... no, ale czasem uda się wyjść bez
szwanku... przy dobrych "wiatrach"...). O 7:45 włączam TV...
itd...
PS. mam fajną modlitwę
ochronną do Matki Bożej w celu uzyskania ochrony przed
duchowymi, umysłowymi i fizycznymi atakami zła. Odmawia się:
1x Salve, Regina, 7 (różnych modlitw) Modlitw do Św.
Michała, 9x Chwała Ojcu, 3x Panie, zmiłuj się nad nami. Gdy
się modlisz pamiętaj aby zapalić świeczkę! To mocno wspomaga
modlitwę!
21/22.12.2010 -> (duży pokój)
O 00:44 kładę się spać. O 2:53 dostałem gdy spałem na
plecach! jak to się stało, że byłem w tej pozycji? No cóż...
zdarza się... Około 6:30 był kolejny atak we śnie, a o 7:08
jeszcze jeden, ale w tym konkretnie ataku bardzo ładnie się
broniłem! Gdy we śnie próbował mnie dopaść (nadciągająca w
moim kierunku postać, która co jakiś czas wyglądała zupełnie
inaczej) to strzelałem do niego, rzucałem w niego ostrymi
przedmiotami i reagowałem prawidłowo na jego "próby"
otworzenia mnie! Moja obrona kojarzy mi się trochę z filmem
"Incepcja" (z 2010 roku), w którym gdy ktoś włamuje się do
czyjegoś snu (w moim przypadku ten byt włamuje się do mnie)
to może być tak, że "mózg" ofiary (w tym przypadku mnie)
może być tak wytrenowany, aby skutecznie stawiać opór
intruzowi!!! Ci co oglądali film z pewnością wiedzą o czym
mówię. Jednym słowem bardzo ładnie się spisałem podczas
ataku we śnie gdzie ciężko o jakąkolwiek prawidłową reakcję!
Niestety we wcześniejszych atakach troszkę dostałem, no ale
cóż... PS. Ostatnio nie mam ataków rozkodowujących przed
zaśnięciem!, a przynajmniej ich nie wyczuwam! PS.2. Możliwe,
że był jeszcze jakiś atak we śnie, którego nie spisałem...
ale nie jestem pewien... PS.3. Nie pisałem o której wstałem,
ale było to chyba kilka minut po ostatnim ataku...
22/23.12.2010 -> O 23:31 kładę
się spać. Nie było ataków!? O 7:24 wstaję.
23/24.12.2010 -> (mały pokój)
O 00:05 kładę się spać i po chwili od zamknięcia oczu czuję
(i widzę), że moja "wyobraźnie szaleje" (jak zwykle nie
jestem w stanie tego kontrolować...). O 00:10 dostaję cios w
biodro (po ciosie wzdrygam się ciałem i lekko, mimowolnie
nim podskakuję) (czemu dostałem akurat w biodro? nie wiem,
ale już mi się to zdarzało w przeszłości). O 00:14 spada na
mnie kolejny cios i postanowiłem włączyć TV. Zauważyłem, że
przed zaśnięciem nie byłem poddawany hipnozie. O ~00:50
wydaje mi się, że wyczułem tego byta nad moją głową więc
trzymałem od tego czasu w ręku obrazek z Jezusem skierowany
w tamto miejsce, aż do położenia się spać (1:29). O 1:35
stwierdzam, że ten byt nie odpuszcza. O 4:30 jest w moim
śnie. O 6:33 dostaję w czakrę. O 7:50 wstaję. A wczoraj było
tak fajnie... no i przed zaśnięciem moja czakra czuła się
tak dobrze... a dzisiaj po wstaniu czuję się obity :( A
jeszcze co do dzisiejszej nocy, to chyba nie spisałem
wszystkich ataków... tak mi się wydaje... więc raczej na
pewno było tego więcej...
24/25.12.2010 -> Brak ataków,
ale miałem bardzo ciężką noc, bo zatrułem się kolacją
Wigilijną. Chyba Bóg mi oszczędził ataków z tego względu...
25/26.12.2010 -> (szpital)
(nie miałem na sobie
zakładanych przed zaśnięciem różańców itp)
Brak ataków!
26/27.12.2010 -> (szpital)
(nie miałem tego dnia na szyi moich łańcuszków oraz
zakładanych przed zaśnięciem różańców...) Od około 21-22?
(nie wiem dokładnie), gdy pojawiał się jakiś dźwięk w
szpitalu, to miałem odczucie "wystraszenia", czego wczoraj
zupełnie nie doświadczałem! (a przecież różne dźwięki
docierały do moich uszu!) -> zastanowiło mnie to i wzbudziło
to moje podejrzenia... gdy następnie zamknąłem oczy to od
razu moja wyobraźnia była bardzo mocno "podkręcona"...
widziałem obrzydliwego i przerażającego pająka (bardzo
wyraźnie!!!) -> następnie otworzyłem oczy i zastanawiałem
się, czy aby na pewno to był atak... trochę chyba nie
chciałem w to uwierzyć, gdyż były dwa dni spokoju... Po
chwili znowu zamknąłem oczy i od razu lub po kilku sekundach
widziałem różne przerażające "wizje" przed oczami mające
wzbudzić mój strach itd. -> na dodatek poczułem tego byta
koło mojej głowy! Szybko olałem sobie spanie, bo zrozumiałem
co się dzieje. Następnie siedziałem sobie na krześle i
gapiłem się w okno i tu zdarzyło się coś ciekawego!
Widziałem w odbiciu szyby jak z kołdry oraz poduszki były
uformowane dwa diabelskie byty! Było to o tyle niezwykłe, że
były 2 byty, a nie jeden. Na dodatek nie było to coś w stylu
krzywej buzi czy czegoś takiego, tylko ewidentnie dwa
diabelskie stwory (jeden duży, a drugi mały). Jak patrzyłem
na kołdrę i poduszkę to nic tam takiego nie widziałem, ale
jak patrzyłem na odbicie w szybie to było na co patrzeć. Co
ciekawe nie była to żadna "halucynacja" czy coś takiego...
efekt był stały i niezmienny oraz długie wpatrywanie się na
te "stworki" nie powodowało we mnie żadnego uczucia strachu
czy czegoś takiego... po prostu pokazali, że są i mile mnie
witają (co zresztą udowodnili podkręcając moją wyobraźnię i
próbując mnie w ten sposób okraść z energii). Około 23 już
chciało mi się spać i niestety musiałem się położyć.
Pierwsze co zaobserwowałem, to dostałem cios w nogi (atak
gdzie występuje wzdrygnięcie) -> nie wiem co oni chcieli od
mojej nogi... tak samo nie wiem, co chcieli kilka dni temu
od mojego biodra... Następnie oczywiście były znowu te
"wizje" przed oczami. Miałem przy sobie mały różaniec, który
zakładałem codziennie przed zaśnięciem na swoją prawą rękę i
właśnie tam go umieściłem ale czy coś to dało? Chyba nie :(
Później oczywiście były ataki we śnie oraz hipnozy (mocno
nad ranem). Co do hipnoz to zauważyłem pewną rzecz. Gdy mam
oczy ciężkie jak z ołowiu i poddam się temu "stanowi" to
tak, jakby mój mózg synchronizuje się z "atakiem" tego byta
(nie wiem dokładniej jak to określić / nazwać -> chodzi
tutaj o coś w stylu wyrównania wszystkich ząbków w trybach
[jeden tryb należy do mnie, a drugi do atakujących mnie
"istot"] i gdy zostaną wyrównane wszystkie ząbki to
następuje "rozkodowanie" i wykradnięcie mojej energii -> nie
wiem czy dobrze to obrazuję, ale staram się opisać to jak
najlepiej)... nad ranem była w ten sposób atakowana 3 i 4?
czakra. Gdy nie poddam się temu stanowi i będę walczyć, to
można to obrazowo opisać jakbym nie dawał wyprostować tych
ząbków w trybach, a co za tym idzie rozkodować mnie i wtedy
jest szansa, że całkowicie moje powieki odzyskają swoją
naturalną fizyczną lekkość. Gdy się uwolnię będę trwał w
stanie "normalnym", a po chwili znowu tak jakby jest
"zarzucana" na mnie ta hipnoza, ale ja walczyłem i to dość
dobrze, ale nie miałem 100% skuteczności. Niekiedy wpadałem
w sen gdzie przeprowadzany był atak (rozkodowywanie mnie).
Ogólnie dostałem dzisiaj wiele razy, ale ciosy nie były zbyt
silne (ale za to było ich dużo!). Nie mniej jednak całą
dzisiejszą noc mocno się męczyłem z tym bytem (lub bytami),
aż do samego rana.
27/28.12.2010 -> (Założyłem
swój łańcuszek, ale tylko ze cudownym medalikiem oraz takim
krzyżykiem z kamienia który dostałem od Wiesi -> niestety w
szpitalu podczas zdejmowania łańcuszka zginął mi srebrny
krzyżyk z Jezusem)
(założyłem również na siebie
różańce itp., które zakładam codziennie przed zaśnięciem)
-> (mały pokój) -> O 1:17
kładę się spać (posypałem sobie głowę solą święconą
poświęconą przez egzorcystę + trochę kołdrę, poduszkę
itd)... O 1:23 był jakiś dziwny dźwięk jakby spuszczanego
powietrza i po chwili zacząłem czuć tego byta koło mnie
(okolice głowy, górnego tułowia, plecy). Tego dnia dostałem
około 20x od tego byta w 4 czakrę!!! Spisywałem te ciosy,
ale w sumie co za różnica, o której był konkretnie cios...
dostawałem równo przez całą noc. Jedynym plusem tego
wszystkiego jest to, że zdarza mi się go czasem wyczuć choć
i tak nic z tym "fantem" zrobić nie mogę. Zmieniałem w nocy
łóżko na to pod oknem... ale to nic nie dało... następnie
poszedłem spać do małego pokoju... i bęcki dostawałem... aż
do samego rana... Moja czakra czuje się maksymalnie obita...
jednym słowem ledwo żyję... Nie mam pojęcia jak mam się
bronić... wszystkie metody jakie do tej pory stosowałem
wydają się nieskuteczne. Podczas dzisiejszych ataków nie
miałem "podkręcanej wyobraźni", ale gdy zamykałem oczy to
bardzo często od razu lub bardzo szybko dostawałem cios w 4
czakrę. Uczucie w mózgu przypomina jakby coś się
wyślizgiwało z rąk i nie miało się najmniejszych szans, aby
zatrzymać to coś przed upadkiem (pamiętajcie, że tego typu
rzeczy jest ciężko ubrać w słowa) -> i gdy to się
"wyślizgnie" to w tym samym momencie jest cios w 4 czakrę.
Brzmi dziwnie... ale dzisiejszej nocy tak to jakoś
odbierałem. Nie sadzę, aby ten byt co mnie dzisiaj atakował,
to był ten sam, co był w szpitalu, bo nie miałem podkręcanej
wyobraźni... a może to był ten sam byt (lub byty) tylko
stosowali inny atak? bo stwierdzili, że ten będzie
najbardziej skuteczny? Łatwo opowiedzieć komuś, lub napisać
na forum, że miało się atak czarnej energii, bo to łatwo
ubrać w słowa, ale jak już dochodzi do dokładnych opisów co
się czuje podczas bardzo "specyficznych" ataków to czasem
brakuje odpowiednich słów i możliwości aby to opisać. Jednym
słowem dostałem dzisiaj bardzo mocno... moja czakra ledwo
żyje, a ja już mam dosyć :( no ale cóż... życie toczy się
dalej... oby do nowego roku... może po nim coś się zmieni?
:)
PS. Był u mnie dzisiaj ksiądz
(chodzi po kolędzie) i pokropił duży pokój wodą święconą...
+ jeszcze raz dodatkowo moje łóżku... może coś pomoże ;) ->
no i mam dodatkowo trochę wody święconej ;]
PS.2. Podczas dzisiejszych
ataków idealnie było widać, że zamykanie oczu to jak
nałożenie pierścienia przez hobbita we "Władcy
pierścieni"... nagle stajesz się idealnie "widoczny" dla
zła.
28/29.12.2010 -> (mały pokój)
(zapomniałem nałożyć przed zaśnięciem różańców itp.) Przed
zaśnięciem posypałem sobie głowę grudkami kryształków soli
poświęconych przez egzorcystę (to jest taka bardziej
grudkowata sól niż ta, której przeważnie używam), ale w
sumie z drugiej strony poświęcona sól, to poświęcona sól.
Dałem też trochę większych kryształków soli pod poduszkę.
Dodatkowo skropiłem łóżko wodą święconą tak jak robił to
ksiądz który wczoraj u mnie był i od którego mam ową wodę.
Te czynności wykonałem przed 23:30. O 23:49 poszedłem spać.
O 5:35 obudziłem się ze snu, w którym był prawdopodobnie od
dłuższego czasu ów byt. Był widoczny bardzo dobrze... i
możliwe, że wziął ze sobą kolegów (mówię możliwe, bo
odczytuję to jedynie po ilości negatywnych postaci we śnie
-> takich "ewidentnie" "złych"). Następnie do 5:45 dostałem
z 5-8x!!! Te ataki były bez żadnych wizji czy czegoś
podobnego. Po prostu zamykałem oczy i dostawałem w 4 czakrę,
ale one były takie bardziej subtelne niż np. wczoraj i to
mnie zmyliło! Jakoś specjalnie się nimi (nie wiedzieć czemu)
nie przejmowałem! co było oczywiście błędem! Sądziłem tak
jakby, że nic wielkiego się nie dzieje, że może naciągam
trochę rzeczywistość itd., ale po którymś już z kolegi razie
połapałem się, że znalazłem się w opałach (seria ataków) i
muszę jak najszybciej je przerwać! Włączyłem sobie TV i od
tego czasu było już spokojnie. Żałuję, że nie zareagowałem
na tę sytuację wcześniej... mogłem uniknąć wielu do niczego
mi nie potrzebnych ciosów... Te ataki były takie jakieś
"niepozorne" i to mnie zmyliło... Nie mogę pozwolić, abym
się tak nabrał w przyszłości... trzeba uważać, aby nie
zignorować znaków ostrzegawczych (byt we śnie / pierwsze
"niepozorne" ataki przy zamkniętych oczach) i aby zareagować
na czas i nie zebrać nadmiernych bęcek z powodu braku
reakcji ze swojej strony...
29/30.12.2010 -> Kładę się
spać o 1:11. Atak we śnie był o 7:03... niestety
oberwałem... Włączam TV itd...
30/31.12.2010 ->
Skropiłem całe łóżko, okna i
drzwi wodą święconą.
O 00:16 kładę się spać. O 5:05
i 7:10 były ataki (możliwe, że był jeszcze jakiś). Niby mało
ataków ale są one dobrze odczuwalne na mojej 4 czakrze :/
Już jedną nogą jesteśmy w 2011 roku... może w nim coś się
odmieni? czas na jakąś większą zmianę ;)
cdn...
Dobry Samarytanin
|