|
31.05.2010/01.06.2010 -> Były chyba jakieś dwa ataki we
śnie + halucynacja?, ale coś im nie wyszło... Warto wspomnieć
o ciekawej metodzie ataku we śnie jaka dzisiaj była, a
mianowicie nie pojawiła się przed moimi oczami żadna
negatywna czy wyglądająca "przyjaźnie" postać chodź zmysłami
wiedziałem, że gdzieś tam ona jest, ale przed oczami miałem
jedynie "sen". Widziałem liczby które pisałem, ale robiłem to
z wysiłkiem starając się napisać je jak najdokładniej i
chodzi tutaj o ten wysiłek! To było rozkodowywanie mnie lub
jak kto woli otwieranie i jakby potrwało to dłużej
straciłbym energię! Wiem, że dla większości ludzi i tak nie
jest to zrozumiałem co piszę i uważają pewnie to za zwykły
sen, ale tak nie jest! Atak we śnie właśnie na tym polega aby
"otworzyć" człowieka czyli tak jakby skonstruować odpowiedni
klucz (co trwa odpowiednią ilość czasu) i dopasować go do
"kłódki" człowieka która chroni naszą energii. Gdy klucz
zostanie skonstruowany to następuje "otwarcie" i energia
wyfruwa z nas... dlatego tak ważne jest aby zorientować się
we śnie co się dzieję i się wybudzić zanim "klucz" zostanie
skonstruowany! Jakiekolwiek poddawanie się panice czy
emocjonalnemu wysiłkowi aby się wydostać może jedynie
przyspieszyć "konstrukcję klucza" dlatego tak wiele razy
mówiłem aby zachować spokój! cokolwiek by się nie działo
trzeba zachować stoicki spokój! To bardzo pomaga w
"ucieczce" przed "otworzeniem".
01/02.06.2010 -> Dwa ataki we śnie lub między realem a
snem (nie wiem
dokładnie)... Przy pierwszym straciłem troszkę energii. Ten
byt bardzo podstępnie pochylił się nade mną (to był chyba
sen, który przeszedł w atak w stanie pomiędzy realem a snem) i wyglądał jak "przyjaciel"
ale był to oczywiście wilk w owczej skórze. W pewnym
momencie oczywiście mnie wystraszył, ale zarazem byłem jakiś
spokojny na głębszym poziomie i może dzięki temu? nie
straciłem zbyt wiele tej energii? Nie wiem, ale tak czy siak
słaby był ten atak nie mniej jednak był podstępny. Przy
drugim ataku się wybudziłem więc nic energii nie straciłem
:) Pierwszy atak był o około 6 rano, a drugi około 7.
02/03.06.2010 -> Z 1-2 ataki we śnie... mało skuteczne...
udało mi się ładnie wybudzić...
03/04.06.2010 -> Dzisiaj jakaś żałosna imitacja ataku we
śnie... czymś we mnie rzucił już nawet nie pamiętam czym, ale
jakimiś jakby "odłamkami"... w sumie chyba nic mi to nie
zrobiło? wybudził mnie ten jego atak..., ale energii chyba
nie straciłem?
04/05.06.2010 -> Dzisiaj niezła przepychanka w nocy... Dwóch
mnie atakowało w jednym śnie... raz mi ręce wykręcali, a raz
bili..., a czasem to i to jednocześnie... w sumie normalne
ale co ciekawe ja się tak łatwo nie dawałem! Czasem bywało
że ja ich biłem i wykręcałem im łapska! Oczywiście robiłem
to nie będąc świadomy tego co się dzieję co w sumie świadczy
o tym, że wyrobiłem sobie już jakieś podświadome? odruchy
obronne! z czego się oczywiście cieszę! Ogólnie przepychanki
takie trwały dość długo... Pewnie straciłem nawet trochę
energii, ale wydaje mi się, że niezbyt dużo. Ciekawym jest też
że we śnie było ich dwóch! Normalnie jest jeden osobnik lub
symbolicznie kilku, ale przeważnie zawsze atakuje jeden, a
przynajmniej tak mi się wydaje, a dzisiaj ewidentnie atak
pochodził od dwóch osobników.
05/06.06.2010 -> Dzisiaj z zaskoczenia o około 8 rano
wleciał mi w czakrę ten byt! :/ Ciężko być czujnym przez
całą noc non stop w każdej minucie ; p
06/07.06.2010 ->
Dzisiaj
też były ataki, ale dałem radę...
07/08.06.2010 -> 4 ataki... o około 4:55, 5:45, 6:15 i
7:15... trochę oberwałem :|
08/09.06.2010 -> 1-2 ataki... ogólnie dałem radę... przed
dzisiejszą nocą dodatkowo zacząłem się trzy razy przeżegnywać... może trzy razy taki znak krzyża coś
pomoże... czekam się wielu różnych sposobów byle tylko coś
pomogło :)
09/10.06.2010 -> 1? atak we śnie i dwa ataki w stanie
pomiędzy realem a snem typu
halucynacja. Co ciekawe atak typu halucynacja występuje
raczej w "realu", a nie w stanie pomiędzy realem a snem. W sumie nie jestem pewien
na milion %, że to był stan pomiędzy realem a snem, ale raczej tak. Widziałem 2x na
szafie jaką przezroczysto-czarną postać która się na mnie
czymś zamachiwała... nie poruszała się bo to był tylko taka
"halucynacja / sztucznie wywołana fatamorgana"... jak zwał
tak zwał... na tego typu atak raczej nie skuteczne jest
kładzenie kryształu górskiego, rąk, różańców itd. itp. na 4
czakrę. Przy takim ataku trzeba zachować spokój i się
wybudzić po prostu... nie za szybko aby nie wzbudzać w sobie
nadmiernych emocji / paniki. Mantrowanie też może pomóc, ale
trzeba pamiętać o odwróceniu wzroku od atakującej nas
"halucynacji"! to bardzo ważne bo gdy tego nie zrobimy i
zaczniemy mantrować to duża szansa na stratę energii, a tego
właśnie chcemy uniknąć. Mantrowanie jest bardzo skuteczne
nie zależnie czy patrzymy na przeciwnika czy nie. Fala
dźwiękowa rozchodzi się w każdym kierunku i dlatego nie
trzeba kierować wzroku w stronę "przeciwnika". Pamiętaj aby
przy każdym ataku typu halucynacja jak najszybciej odwrócić
wzrok! To nie jest atak "zjawy astralnej" czy czegoś
takiego! Ta halucynacja nie może się poruszać! No może
jedynie lekko się może chybotać, ale to wszystko. Wiadomo, że
istnieją też inne ataki gdzie wzroku od przeciwnika lepiej
nie odrywać aby być świadomym co się dzieję i obmyślić
szybko plan działania, ale przy halucynacji gapienie się na
"sztucznie wywołanego przeciwnika" to skrajna głupota! W
sumie ja o tym pisałem już wiele x więc nie wiem czy jest
sensowne z mojej strony, że piszę o tym po raz enty :), ale
tak dla przypomnienia warto napisać ;) Co do strat
energetycznych to chyba nie straciłem jej zbyt dużo... może
jakieś małe ilości jedynie...
10/11.06.2010 -> 3 ataki "uciskowe" we śnię (nowa nazwa ;]
powinienem ją wcześniej wymyślić :) chodzi o atak we śnie
gdzie następuje ucisk na moje ciało czyli np. jakaś postać
symboliczna we śnie zaczyna mnie dotykać czy mnie ściska i
jest to właśnie atak uciskowy... tak gwoli wyjaśnienia dodam
tylko, że naprawdę to ten byt siada na mnie lub mnie dotyka,
a gdy ja śpię to jedynie się to "krystalizuje" pod postacią
jakiejś postaci która mnie dotyka czy coś takiego... pisałem
chyba o tym milion x już ;) ... ataki były o 4:55 (chyba
polubił tą godzinę), 6:18 i 6:37. Bywało tak, że gdy był atak
uciskowy we śnie to po chwili mnie przerzucało do stanu
pomiędzy realem a snem? tak czy siak już nie śniłem tylko byłem jakby w lekkim
letargu i czułem tego byta na sobie - przy pierwszym ataku w
okolicy szyi. Ten byt obecnie co mnie atakuje jest
niewidzialny, ale w jakiś sposób (pomijając ucisk) jestem
jego świadomy i gdy leżałem w tym letargu zacząłem tego byta
odpychać od siebie przez jakieś 2 sekundy i co ciekawe on
nie protestował i dało się go trochę odepchnąć, ale po chwili
zorientował się co jest grane i bardzo silnie próbował
powrócić na stare miejsce (a on naprawdę jest silny!), ale
na szczęście dość szybko się wybudziłem z tego "stanu" w
którym byłem... Nie straciłem chyba zbyt dużo energii...
11/12.06.2010 -> Dzisiaj 7-8 ataków we śnie! W czterech
dostałem maxymalnie! a w reszcie od nic do troszkę? Tak czy
siak nie dość, że było w nocy pewnie z 30 stopni gorąca to
jeszcze tyle tych ataków... i też około 5 w nocy się zjawił
i chciałem trochę przeleżeć, ale ile można tak leżeć nie
śpiąc ;)
12/13.06.2010 -> Dzisiaj 2 ataki we śnie takie mocniejsze +
3-4 takie beznadziejne z których od razu się wybudzałem. Nie
jestem pewien na 100%, ale chyba? jestem dodatkowo
hipnotyzowany :/ Hipnoza jest dość wkurzająca bo wybudzisz
się z ataku, a już ci się oczy tak zamykają, że zaraz wpadasz
znowu w sen / letarg i atak! Ale nie wiem zbytnio co mogę na
to poradzić... bronie się jak umiem. Po obudzeniu się moje
powieki są ciężkie jak ołów i zamykają się wręcz na
siłę... to samo miałem jakiś dalszy czas temu przy stu
procentowych atakach hipnotycznych gdy czułem byta / byty za
mną które mnie hipnotyzowały... w tym przypadku nikogo nie
wyczuwam, nie mniej jednak powieki jak z ołowiu... Dzisiaj
przy jednym z tych cięższych ataków jak byłem już w letargu
i ten byt do nosa mi się czepił! to widziałem go jako
przezroczysto-szare coś! Ogólnie zawsze wydawało mi się, że
jest on przezroczysty, ale może tym razem się przefarbował?
;-) Tak czy siak widziałem go i chciałem go odsunąć od
siebie, ale nie było to takie łatwe jak 2 dni temu. Jakby
moje ręce bardziej przez niego przenikały. Może to ma jakiś
związek z jego kolorem? Tak czy siak myślałem ze chce mi
wejść przez nos! Co na pewno nie byłoby miłe! Jak pisałem
starałem się go odepchnąć, ale bez większych rezultatów.
Starałem się wołać w myślach Jezusa i Maryję, ale nie wiem na
ile to pomogło. Zauważyłem, że jak np. mantruje w myślach to
nie ma to jakiegoś znaczenia w odniesieniu do strat
zadawanych bytowi, ale jakbym powiedział to na głos to
zadziałałoby to na 100% tylko na głos nie mogłem nic
powiedzieć bo oni jakąś blokadę robią i aby wypowiedzieć coś
na głos muszę jeszcze bardziej wyjść z tego letargu, a to
przeważnie wiąże sie z ryzykiem utraty energii... no, ale
jakoś uwolnić sie trzeba. Jak na razie mam plan aby po
prostu być spokojnym, nie pozwolić temu bytowi we mnie wejść
czy coś takiego oraz nie emocjonować sie jak jestem z nim 1
vs 1! chodź nie jest to wszystko takie łatwe... Jeszcze
dodam, że we śnie przed np. spotkaniem "postaci"
symbolizującej atak często występują sytuacje "emocjonalne"
np, że jest jakaś kłopotliwa sytuacja i muszę się tłumaczyć,
że czuję żal i rozgoryczenie itd. itp. i te emocje są
rozkodowywaniem mnie... znaczy ja to tak odbieram... może
ten byt musi najpierw takie zagrywki zrobić aby mógł przejść
przez moją aurę? lub nie wiem otworzyć jakoś czakre? tego
nie wiem, ale na 100% jest to ważne... bo tutaj właśnie
chodzi o ludzkie emocje... gdy te emocjonalne sytuacje we
śnie przeminą pojawia się następnie postać, która np. mnie
uciska, ale to też nie zawsze musi być ucisk... czasem w
ogóle on nie występuje, a jednak atak następuje i też nie
zawsze jest przerzucenie mnie w letarg... czasem jest po
prostu wybudzenie... Te ataki to temat rzeka... i jest wiele
różnych opcji i możliwości... Ogólnie to ten byt co mnie
napastuje jest dość mały... wielkości może dużej pieści...
ale nie wiem czy on taki naprawdę mały jest czy przybiera
tylko taką małą formę...
13/14.06.2010 ->
Dzisiaj
popełniłem niezły błąd :/ -> jednym z ataków był atak typu
halucynacja i zobaczyłem go i odwróciłem się i jest git i
później sprawdzam czy dalej jest (to już jest błąd),
następnie odwracam się i mantruje słowem "Bóg" oraz "Jezus"
ale nie wiem jak bardzo fizycznie je wypowiadałem...
starałem się mówić fizycznie, ale jak mówiłem słowo "Bóg" to
miałem jakieś problemy z dokładnym wypowiedzeniem tego
słowa... tak czy siak zamiast pójść dalej spać i nie walczyć
uporczywie z tą halucynacją (bo chyba zapomniałem, że nic mi
zrobić nie może jeżeli na nią nie patrzę) to ja walczyłem i
później sprawdzałem i się na nią patrzyłem i "mocny" cios
zaliczyłem hehe aby tak rymowanką polecieć ;) eh :)
Następnym razem nie dam się nabrać na ten atak ; p mam
nadzieję ;) Jakoś zapomniałem, że nie muszę tego mantrować...
w sumie zawsze sobie mantrowałem i pokonywałem ten typ
ataku, a tym razem było jakoś opornie i stąd te ciągłe moje
próby zwalczenia tego ataku... mogłem sobie to olać no, ale
teraz wiem co powinienem zrobić następnym razem ;) ...
życie... ;)
14/15.06.2010 -> 2-3? ataki we śnie... 0 strat :) -> idealna
obrona :) -> leżenie w dużej mierze na brzuchu pomogło ;) Od
kilku dni robię też dodatkowo krzyżyki z krwi Jezusa nad
barkami i przytwierdzam je tam aby nie odleciały nigdzie ;)
-> to na wypadek jakby ten byt znowu chciał koło szyi mi się
kręcić (nie wiem na ile to działa, jak na razie go tam nie
było). Wczoraj przed zaśnięciem zrobiłem też duży krzyż na
fotelu na którym często rzuca halucynacje... tej nocy nie
było tam żadnej halucynacji i chce sprawdzić czy zrobienie
tego krzyża powstrzyma tego byta przed rzucaniem tam tego
ustrojstwa... Co do robienia "krzyżyków" czy tego dużego
krzyża to 7x ręką go nakreślam wiedząc, że palec mam pokryty
krwią Jezusa... Oczywiście od dawna robię to na 3, 4 i 6
czakrze.
15/16.06.2010 -> 2 ataki typu halucynacja... bardzo słabe? i
krótkie... od razu odwracałem wzrok... były na fotelu gdzie
dałem te 7 krzyżyków krwią Jezusa... czy zostały te ataki
przez te krzyżyki jakoś osłabione? nie mam pojęcia! :) po
prostu ten atak wydawał mi się beznadziejny... a może był
taki jak pozostałe? no nie wiem... miałem wrażenie, że jest
słaby... takie wewnętrzne odczucie... tak czy siak
odwracałem głowę od razu... nie wchodziłem w ten atak
głębiej, że tak powiem... po prostu głowa w tył zwrot i tyle
:)
16/17.06.2010 -> 1-2? ataki typu halucynacja, ale były one na
zegarze! bo leżałem na innym boku niż zwykle oraz na fotelu
przed zaśnięciem położyłem 16-scie 3 cm kryształów górskich
(przeznaczonych między innymi na chembustera - pewna ich
częsć? albo i wszystkie). Nie mam zielonego pojęcia czy owe
kryształy górskie w jaki kolwiek sposób powstrzymują atak
typu halucynacja np. na fotelu, ale jak na razie testuje ten
sposób ;) Tak czy siak przy jednym z ataków straciłem chyba
odrobineczke energii? Nie jestem pewien na 100% :) tak czy
siak dzisiejsza noc była w miarę spokojna :)
17/18.06.2010 -> Dzisiaj pod poduszkę podłożyłem dodatkowo
dla ochrony Biblie (ilustrowana Biblia młodych). Koło
poduszki też położyłem taką jakby "figurkę"? Matki Bożej
Fatimskiej oraz zdjęcie Ojca Pio i tak zasnąłem. Ogólnie tej
nocy było w miarę spokojnie, ale zauważyłem, że od dawna
jestem hipnotyzowany we śnie, a od długiego czasu
praktycznie nie zdawałem sobie z tego sprawy bo jest to
bardzo subtelna hipnoza. Kiedyś była taka, że czułem osobnika
za mną jak mnie hipnotyzował, a teraz już od dawna tak nie
ma. Po prostu budzę się, a moje powieki są ciężkie jak ołów
i same się zamykają... Jak mówiłem tej nocy nie było tak
źle...
18/19.06.2010 -> Zabieraj te łapy ode mnie!!! Tak powinienem
wrzasnąć do tego byta, który chyba i tak nie ma uszu więc by
nie usłyszał... Już nie mam pomysłów... Nawet Biblie
położyłem na 4 czakrze jak zasypiałem na plecach, ale i tak
był atak... może trochę za nisko mi się obsunęła nie wiem...
położyłem 16 kryształów górskich pod poduszkę, ale to nic nie
dało... ataki jak były tak są... czasem wątpię już w te
wszystkie metody... może coś źle robię... no nie wiem staram
się, ale jakoś ten byt jest zbyt silny... Zastanawiam się czy
nie wstawać o 5 rano i robić "swoje", i później iść spać
około 12 po południu na kilka godzin... może ten byt wtedy
nie będzie w stanie mnie dorwać :) Może jakbym leżał całą
noc na brzuchu to by coś dało, ale nie jestem w stanie tak
zbyt długo wyleżeć... z tego co ostatnio testowałem to nawet
pozycja boczna nie chroni przed atakiem jak trzeba...
pozycja na plecach jest najgorsza, ale mój cały organizm
potrzebuje jakoś tej pozycji... jest mu tak przyjemnie i
dobrze... tak jakby jego harmonijna pozycja na ten okres
czasu, ale jednak w dobie ataków jest to najgorsza pozycja :/
Niby morale mi spadają, ale w sobie czuje jakąś wielką
siłę... tak dużą, że wiem, że sobie z tym wszystkim prędzej
czy później poradzę... ja się tak łatwo nie poddaję chodź
wiele razy mam już tego dość, ale nie mogę sobie po prostu
powiedzieć: no już wystarczy może teraz przerwa ;) Niestety
"gra" toczy się dalej i trzeba dojść pionkiem do końca :)
19/20.06.2010 -> Dzisiaj niezły dym w nocy... Sporo ataków i
sporo energii straciłem :( oj trochę oberwałem... eh... nie
wiem ile tych ataków było... z 5-6?, ale powiem o jednym bo
był trochę ciekawszy od innych! a mianowicie zasypiałem po
którymś z kolei ataku i świadomie wszedłem w stan pomiędzy
realem a snem i od razu
miałem otwarte oczy? i widziałem tego byta od razu
siedzącego na mnie! To dziwne bo on na mnie nie wchodził?
Tylko od razu siedział na mnie!? ktoś coś rozumie z tego?
tak czy siak był jak zwykle przezroczysty, ale widziałem jego
kontur i tak jakby "kształt"... tak czy siak wyglądał jak te
posągi na wyspie wielkanocnej (LINK!)!
Zresztą był sporych rozmiarów, a nie ostatnio jak go
dostrzegałem, że był wielkości dużej zaciśniętej pięści.
Pewnie w sumie miał ze 150 cm? może z tyle miał. Miał
praktycznie identyczną głowę jak na obrazku w podanym
wcześniej linku... taka podłużna itd. itp... może to
przypadek, może te posągi nie mają nic wspólnego z tym
bytem, może tylko taki kształt przybrał... nie wiem... tak
sie siak siedział na mnie i rękami mnie jakby uciskał w 4
czakrę takimi ruchami jak przy pierwszej pomocy. Silne ruchy
i nie było to miłe, a ja miałem tam kryształ górski,
różaniec i obie ręce złożone (na 4 czakrze), ale mu to chyba
nie przeszkadza chodź może jakoś to ograniczyło moją utratę
energii. Tak czy siak to był tylko jeden z 5-6 ataków tej
nocy... później był znowu atak i widziałem tylko kawałeczek
jego twarzy, a reszta była niewidzialna już... Ataki w ogóle
zaczęły się po 4 w nocy. Dodam jeszcze, że raz się ułożyłem w
pozycji embrionalnej i rękami i nogami starałem się zasłonić
dostęp do 4 czakry jak tylko najlepiej się dało. Taki
bunkier z ciała chciałem zrobić, ale co się stało? Po jakimś
czasie budzę się w stanie pomiędzy realem a snem, byt atakuje, a ja leże na
plecach! no i kiszka :/ Pamiętam też, że jak był atak gdzie
również leżałem na plecach, ale ręce miałem po bokach to nie
mogłem nimi ruszyć... nie mogłem sobie ich wziąć na 4 czakrę
:/ Pamiętam jeszcze jak zaczynał się atak we śnie i się
zorientowałem jak dostrzegłem zmierzającym w moim kierunku
"negatywny symbol" więc szybko się wybudziłem, ale kij! i tak
w moim odczuciu straciłem energię :( po prostu brak słów :(
Może to wybudzenie zrobiłem zbyt gwałtownie albo coś... nie
wiem!, ale oberwałem dzisiaj mocno :( PS. dodam tylko, że
mruganie oczami przy dzisiejszym ataku w stanie pomiędzy
realem a snem nie
powodowało wybudzenia :/ więc ta metoda nie zawsze działa...
ale słyszałem jeszcze o ruszaniu palcami u nóg... może to
zaskutkuje? pewnie będę miał jeszcze okazję to wypróbować o
ile będę mógł się w stanie pomiędzy realem a snem poruszyć,
a z tym różnie bywa... Już dawno nie dostałem tak mocno jak dzisiaj... Jakoś nie
uśmiecha mi się iść dzisiaj spać... godziny od 4 do 8 rano
są raczej nie przychylnej mojej osobie... Zapomniałem dodać
że przy okazji ataków na 4 czakrę to i z 3 czakry też trochę
energii wyleciało :/
20/21.06.2010
-> Kaszana... Starałem się spać na boku, a
nie na plecach co spowodowało, że się nie wyspałem i byłem
zmęczony... następnie o około 4 w nocy przed jakimikolwiek
atakami poszedłem spać do innego pokoju, ale to nic nie
dało... Był jeden atak we śnie (wbijanie ołówka w ciało i
strata energii) i później atak w stanie pomiędzy realem a
snem (złapanie za rękę i
strata energii -> brak możliwości mówienia i byłem chyba
sparaliżowany? bardzo trudno było zrobić jakikolwiek chociaż
najmniejszy ruch). I tak o to kolejna noc źle przespana i 4
czakra czuje się do bani... wyssana z energii... zastanawiam
się czy nie nastawiać sobie budzika o 4 rano i po prostu coś
robić sobie tak do 8 i później odespać ten czas... nie ma
sensu być "bitym" co noc...
Postawiłem w każdym kącie w swoim pokoju szklankę z solą
(nie jakoś specjalnie dużo tej soli, ale tak trochę) (powinno
sól się wymieniać raz na tydzień). Okadziłem szałwią każdy
kąt od dołu do góry (zaczynając od kąta po prawej od drzwi i
idąc zgodnie ze wskazówkami zegara). Będę to okadzanie robił
w sumie przez 3 dni. Szafę też okadziłem w środku oraz
różańce itd. itp. Obecnie szałwia się pali na środku pokoju.
Balkon otwarty na 3 cm aby złe energie wyleciały przez tą
szparę... reszta okien pozamykana. Pale też białe małe
świeczki od kilku dni w ogólnej intencji oczyszczenia.
Zawiesiłem sobie też dodatkowo ametyst na szyję. Każdy kąt
potraktowałem również kilka razy dźwiękiem z "tingsha" oraz
wodą święconą.
21/22.06.2010
-> ~4:30 atak dotykowy we śnie..., ale się wybudziłem i nie
straciłem energii (nie mniej jednak wydaje mi się, że nawet
jak piszę, że nie straciłem energii to gdzieś jakiś ubytek
jej może [lecz nie musi] być tylko nie dostrzegam tego...
czasem nie jest łatwo to dostrzec... im silniejszy atak tym
jest to łatwiejsze... wiadomo...) i już miałem nie iść spać
ale postanowiłem kontynuować to "oczyszczanie" itd. itp.
Wziąłem szałwie i zacząłem okadzać mocno całe łóżko...
trochę to potrwało i sporo dymu się narobiło -> jeszcze
przed okadzaniem użyłem kilka razy tingsha nad łóżkiem.
Później były jeszcze jakieś małe ataki we śnie... nie było
ataków w stanie pomiędzy realem a snem... nie było ewidentnej straty energii. Wiem
że gościu mnie hipnotyzował bo powieki miałem ciężkie. Tak
było o 7 rano i chyba wcześniej też? i użyłem kilka razy
"dźwięku" tingsha i usłyszałem słowo "jeszcze" i jakby moje
powieki nagle zrobiły się lżejsze... Ciekawe... Może ten
dźwięk go zabolał i postanowił coś do mnie powiedzieć np.
"jeszcze nie skończyłem" albo coś takiego... Tak czy siak
ogólnie udana noc... Zobaczymy co będzie następnej nocy...
łatwo skóry nie oddam :) W ogóle używanie tingsha wydaje się
bardzo dobrym sposobem na zdejmowanie hipnozy...
22/23.06.2010 -> Były ataki...
trochę oberwałem i mnie hipnotyzowali ale! za każdym razem
gdy była hipnoza sięgałem ręką po
tingsha i na leżąco stukałem nimi kilka razy i hipnoza
ustawała! i tak za każdym razem robiłem... Jak na razie to
najskuteczniejsza broń na hipnozy jaką znam... Oczywiście
jak pójdę spać to oni hipnotyzują od nowa, ale tak czy siak
jest to bardzo skuteczne! Teraz widzę jak byłem intensywnie
hipnotyzowany przez ostatnie wiele miesięcy! Jak dobrze, że
mam tingsha :D
23/24.06.2010 -> Dzisiaj w nocy dno dna... było z 8
ataków... mówię tak na oko... dużo ich było... praktycznie
non stop... wcale nie muszą używać hipnozy aby mnie ograbić
z energii... dużo mi energii zabrali :( nie mam pomysłu na
obronę przed tym atakiem... w tych atakach we śnie nie
stosowali żadnego "ucisku"... po prostu samym snem mnie
wykańczali :/ eh..., ale dno... ten atak we śnie to
najgorsze gówno... jak mam się bronić jak śpię!!!??? Leżałem
na plecach, na boku, na brzuchu... a i tak energię traciłem
przy ataku!
24/25.06.2010 -> Podobnie jak wczoraj ataki zaczęły się o
około 3:45... sporo ich było... "troszkę" oberwałem :/ ->
morale niskie :/ Moja czakra potrzebuje odpoczynku :( Przed
zaśnięciem zrobiłem te 7 sporych krzyżyków krwią Jezusa nad
fotelem koło łóżka gdzie często są rzucane halucynacje i one
nic nie pomogły... była dzisiaj tam halucynacja i w ciągu
chyba 1 sekundy od popatrzenia się na nią straciłem energię!
Nawet nie zdążyłem głowy obrócić, a próbowałem! eh...
25/26.06.2010 -> W skrócie... dostałem dzisiaj z 6x? i mam
dosyć... jest 6:30 rano i nie mam zamiaru już więcej iść
spać i czekać aż mi zabierze to coś energię... dalsze spanie
w nocy mija się z celem jakim jest regeneracja! Nie mam
najmniejszych szans z tym czymś... kradnie mi energię jak
tylko chce... Próbowałem spać w kierunku ściany i być jak
najbliżej przyciśnięty do niej i, że wystaje tylko głowa,
gdzie całe moje ciało jest owinięte w kołdrę jak w kokon, ale
zapomnijcie... jak miałem sen to po jakimś czasie tylko
takie wyssanie energii od strony pleców szło... faktem jest
że sny były bardziej łagodne i nie były one uciskowe, ale co
z tego jak traciłem energię? Jak zrobiłem większą przerwę
między sobą, a ścianą to był atak uciskowy we śnie, ale to
bez znaczenia... energia i tak skradziona... odeśpię to w
dzień... moja czakra znowu pozbawiona energii :(
26/27.06.2010 -> Przed zaśnięciem zrobiłem na wszystkich
oknach, drzwiach oraz lustrze w moim pokoju pięcioramienną
gwiazdę (czubkiem do góry oczywiście!) krwią Jezusa z
intencją, że nic negatywnego nie może przez te okna, drzwi i
lustro przejść! Pobłogosławiłem to również. Jakby coś trzeba
nakreślić ten symbol nie odrywając palca od początku
nakreślania do samego końca. Oczywiście jak się przerwie
linie to można zrobić to ponownie. Zobaczymy czy to coś
pomoże!
Nic nie
pomogło! O 4:15 pierwszy wpiernik dostałem... i już myślałem
sobie aby nie iść dalej spać, ale wziąłem ze ściany obraz
Maryi (LINK!)
który kiedyś zrobiłem w studium plastycznym i dałem go na 4
czakrę i o 5:30 przyłapałem mocny atak! Najpierw uciskowy we
śnie, a po chwili przerzucenie w stan pomiędzy realem a snem i całe to coś
niewidzialne siedzi już na mnie, a ja się ruszyć nie mogę i
nic wypowiedzieć! Walczyłem z całych sił i traciłem co
chwilę trochę energii, ale udało mi się bardzo cicho
wypowiedzieć kilka razy: "Jezus Chrystus" i jak
(niewidzialna) fala uderzeniowa odciągnęła to coś
ode minie... i po chwili wszedłem w real i git... Później
atak o 6:07 i dalsze ataki też były, ale już ich nie
spisywałem... tak czy siak jak zwykle straciłem trochę za
dużo swojej energii... po prostu chce wypróbować wszystkie
sposoby obrony... Jeszcze zrobię te gwiazdy pięcioramienne w
tych samych miejscach tylko namoczę wcześniej palec solą i
może to coś
pomoże... tak czy siak nie zaszkodzi wypróbować...
27/28.06.2010 ->
Poszedłem spać o 20:30... pierwszy atak był o 23:30! i
postanowiłem zmienić pokój... oczywiście to nic nie dało no
ale cóż... Było dzisiaj tak dużo ataków, że nawet ich nie
liczyłem... Jeden atak już nad ranem był dość ciekawy... ze
snu? wszedłem w stan pomiędzy realem a snem i ten niewidzialny byt atakował mnie z
lewej strony i na szczęście tak się złożyło, że mogłem
wypowiadać słowa! (bardzo często się budziłem przed pewną
próbą ataku o której za chwilę i może dlatego mogłem mówić
bo nie byłem dobrze zahipnotyzowany? nie wiem?) I zacząłem
prosić Boga o pomoc i mantrowałem "Bóg...", "Jezus
Chrystus...", ale chyba!? nie odczuwałem "fali
uderzeniowej"... możliwe, że wydawało mi się, że mówię to
fizycznie, ale mówiłem to może w myślach? albo zbyt cicho aby
zadziałało? nie wiem?... zacząłem szybko prosić Jezusa
Chrystusa o pomoc i jak tylko to powiedziałem poczułem z
końcem tego zdania jakby energie która przybyła mi na pomoc
i walczyła z tym bytem! (normalnie jak w jakimś filmie!) i
później od razu prosiłem jeszcze o pomoc Boga, Archanioła
Michała, Aniołów, Maryję... prosiłem kogo tylko mogłem i
udało się! Byt został przepędzony! (chociaż później powrócił
i dalej nękał... ciemna moc często po takich pojedynkach
wraca jak bumerang... różnie bywa... ja poczułem przez
chwilę spokój..., ale nie trwał on długo...) a właśnie!
jeszcze jedna ciekawa rzecz! Podczas tej walki "dobra ze
złem" powiedziałem coś takiego "Panie Jezus wypełnij mnie
swoim światłem"! i co się stało? Poczułem jak wypełnia mnie
Jego światło, ale bez jakiś stanów radości czy czegoś takiego
ale czułem to! Nie umiem tego opisać w słowach, ale wiem, że
to się działo! I po co o to poprosiłem ktoś może zapytać...
no po to aby ten byt się parzył (od światła) jakby chciał
mnie dotknąć! aby nie mógł mi nic zrobić bo każdy bliższy
kontakt ze mną zakończy się dla niego źle. Cała noc
obfitowała w atak, który wyglądał tak: Leże sobie normalnie w realu
i nagle jest takie jakby "pstryk" i w ułamku sekundy
przechodzę w inny "wymiar"? nie wiem jak to nazwać... coś
jakby szybkie przejście w "sen"... i to przejście
działo się dzisiaj z nie wiem 15-20x!? (a do tego ataki we
śnie i ten atak w stanie pomiędzy realem a snem, który jest opisany wyżej) Jakoś bardzo dużo
tego było... Gdy jestem w tym stanie to wydaje mi się
że dalej jestem w realu, ale tak nie jest! W tym dziwnym
stanie może dojść do interakcji między mną a tym bytem...
czego oczywiście wole unikać jak ognia! Dodam jeszcze, że
chciałem się bronić przed wpadaniem w ten dziwny stan między
realem a snem? i gdy leżałem w realu to stukałem sobie palcami o
siebie, ale co ciekawe! nagle nastąpiło to "pstryk" i już
jestem w tym "innym stanie postrzegania" i ja tam dalej
sobie palcami stukam o siebie i nie zdaję sobie sprawy z
tego, że jestem w innej rzeczywistości! Później doszedłem do
wniosku, że jak byłem w tej innej rzeczywistości i gdy
stukałem palcami o siebie to nie czułem "ucisku" palca o
palca... i następnym razem jak byłem już w realu dbałem o to
aby skupiać się na ucisku powodowanym stukaniem o siebie
palców tylko po to aby szybko zorientować się, że nie jestem
w realu i aby szybko się wybudzić. Można by ten atak nazwać
atakiem typu "inna rzeczywistość"... lub coś w tym stylu... jak się
wchodzi w tą "inną rzeczywistość" to nie jesteś
świadomy przejścia które następuje w ułamku sekundy (tak jak
robi to hipnotyzer, że pstryknie palcami i już wszystko się
zmienia w osobie hipnotyzowanej to to jest chyba coś
podobnego!). Przeważnie szybko się budziłem z tej hipnozy
ale czasami bywało, że w tej innej rzeczywistości trwałem
długi czas... im dłużej tam jestem tym większa szansa, że
oberwę... W sumie jak wchodziłem w ten stan to chyba w
większości przypadków miałem wrażenie, że mam otwarte oczy?
to przejście następowało tak szybko i jest takie realne... a
co do strat w energii to niby noc była niekończącą się walką
to jednak nie czuję jakiś wielkich strat na czakrze...
hmm... nie mniej jednak czuję się nie wyspany i ogólnie
zmęczony tą "walką"...
Co do
tego "pstryk" to nie ma to związku z żadnym dźwiękiem tylko
chodzi o bardzo szybką zmianę i porównałem ją do
pstryknięcia palcami, że to zachodzi tak szybko czyli
"pstryk" i już ;)
W sumie przypomniałem sobie, że nie zrobiłem tej nocy na
sobie krzyżyków krwią Jezusa na 3, 4 i 6 czakrze oraz nie
włożyłem się w złoty kokon..., ale w sumie nie wiem czy to
miało jakieś większe znaczenie... może? Miałem oczywiście na
szyi różaniec + drugi na prawej ręce + obrazki Jezusa, Ojca
Pio itd. itp... chyba w sumie miałem 3 obrazki... Tak czy
siak czuję, że ten byt i tak se nic z tego nie robi... chodź
pewnie ma to jakieś znaczenie... wydaje się, że praktycznie
większość metod obrony nic nie dają tylko dlatego, że ten byt
jest bardzo silny... kiedyś byty były słabsze i metody
obrony były łatwiejsze i skuteczniejsze... po prostu
poprzeczka została podniesiona wyżej... może jakbym szedł na
bój "goły i wesoły" to nie byłoby co ze mnie zbierać? ;)
Wracając jeszcze do tych krzyżyków to robiąc je codziennie
od nie wiem jak dawna, ale od dłuższego czasu to eterycznie
one chyba się tam utrzymują więc teoretycznie nie powinno
mieć to większego znaczenia, że raz ich nie zrobiłem?, ale nie
jestem tego pewien... a no i regularnie też wcierałem w
siebie krew Jezusa na 3, 4 i głowę przed zaśnięciem... też
zapomniałem tego zrobić... w sumie wszystko przez to, że
poszedłem tak wcześnie spać i sądziłem, że przy pierwszym
ataku po prostu wstanę i siądę przed kompa itd. itp..., ale
jakoś to się inaczej potoczyło bo zmieniłem jednak pokój i
co się dalej działo jest opisane wyżej ;) W poprzednich
dniach robiłem ładnie te krzyżyki itd. itp. i też mocno
obrywałem :P postaram się o tym już nie zapominać o ile to
cokolwiek daje bo czasem już w tą wątpię, ale gdzieś w sobie
uważam, że jakbym tego nie robił byłoby jeszcze gorzej...
Dodam
jeszcze, że gdy położyłem się spać o tej 20:30 i próbowałem
zasnąć coś mi nagle jakby powiedziało abym założył różańce +
kryształ... był to taki wyczuwalny impuls... myślę, że od
jakiegoś anioła stróża... domyślam się, że bez tego moja noc
wyglądała by znacznie gorzej...
28/29.06.2010 -> Podobne bęcki jak wczoraj... poszedłem spać
o 22:00 i pierwszy atak był o 1:30... Zauważcie, że jak idę
spać to przeważnie mija 3,5 godziny zanim pojawia się
pierwszy atak... i przeważnie jest to atak we śnie... Przed
zaśnięciem zastosowałem wskazówki z księgi gości aby
rozstawić kryształy górskie (nieoszlifowane ->, ale ja miałem
tylko oszlifowane) w kątach łóżka. Każdy kryształ czubkiem
kierował się na kolejny tak aby stworzyły prostokąt...
następnie zwizualizowałem, że z tych kryształów wylatuje
biała energia i tworzą taki energetyczny prostokąt. Później
wizualizuję , że tworzą jeszcze przecięcia po przekątnej
(wychodzi taka koperta). Dołożyłem miskę z kryształami
górskimi pod łóżkiem tam gdzie jest to "przecięcie koperty".
Zwizualizowałem biały promień wychodzący z tej miski do góry
i tworzący kulę ochronną wokół całego łóżka. Wszystkie
kryształy były tydzień moczone w wodzie z solą aby je dobrze
oczyścić. Pisałem na początku, że dostałem bęcki więc możecie
się domyślać czy to pomogło ;) a swoją drogą spałem też przy
zapalonej przy łóżku lampce... też nic nie pomogło :/ Po tym
ataku o 1:30 miałem atak przed 3... był to atak bardzo
podobno do wczorajszego gdzie wzywałem "wszystkich" na pomoc
tylko tym razem jakoś to nie działało! i nie wiem czemu?
może wydawało mi się, że wypowiadam słowa fizycznie, a tak na
prawdę było to za cicho lub mówiłem to w myślach? nie wiem o
co chodzi, ale jakoś nie działało to jak należy... nawet
wczoraj jak mogłem wypowiadać fizycznie te słowa to robiłem
to bardzo cicho... sądzę, że czasem mogłem nawet powiedzieć
to zbyt cicho (przy mentrowaniu?) i wtedy nie ma to "mocy"
("fala uderzeniowa"), ale kto go tam wie... W ogóle walka o 3
w nocy była bardzo wyrównana... oczywiście byłem w
tarapatach bo ten byt napierał, ale dzielnie się broniłem, że
tak powiem (odpychanie rękami i wzywanie pomocy)..., ale co
ciekawe ta walka trwała i trwała i to jakąś dłuższą chwilę i
ten byt chyba zaczął się niecierpliwić już, że nie mógł sie
dobrać do mojej czakry i zrobił taką chamską technikę którą
czasem w przeszłości stosował, ale chyba o niej nie pisałem?
a mianowicie wygląda ona tak, że gdy trwa atak to nagle z
prawej strony do łóżka podchodzi jakaś znajoma, miła postać
(podobna technika jest w atakach we śnie) i przede mną mocno
klaśnie rękami i ja się wtedy wystraszę i po walce...
stracona energia... Później był jakiś atak o 5:30, a
następnie od 7:00 do jakiejś 7:20 było z 4-5 ataki
przerzucające z reala do stanu między realem a snem...
ogólnie trochę oberwałem dzisiaj... Jak się uwolnię z tego
stanu między realem a snem to też często kończy
się to stratą energii... różnie bywa... to przerzucanie z
reala do stanu między realem a snem to chyba jakiś nowy atak... nie pamiętam abym
miał je w przeszłości? tak czy siak od bardzo niedawna są
często stosowane... Zauważyłem też, że jakbym nie spisywał
tych doświadczeń związanych z atakami to bardzo mało bym
pamiętał co i kiedy się działo i z jaką intensywnością. Mam
wrażenie jakby mój mózg wymazywał informacje o tych atakach
dlatego nie pamiętam czy to jakiś nowy atak z tym
przerzucaniem czy nie... jakbym miał pusto w głowie i
pewnego rodzaju galimatias... trudno to określić..., ale
spisuje to aby nie przepadły te informacje... z pewnością
komuś się przydadzą... Ogólnie to czuję bęcki na czakrze :/
a jeszcze dodam pewną informację odnośnie tingsha... jest
ono dobre tylko gdy jestem ewidentnie hipnotyzowany i jestem
w stanie po nie sięgnąć... Gdy jestem w tej ewidentnej
hipnozie to przenikam świat tego byta i dlatego tingsha
działają bo uderzam dźwiękiem w jego rzeczywistości...
29/30.06.2010 -> Poszedłem spać o
~00:00 -> atak pierwszy był o ~3:55 (atak we śnie), czyli
zajmuje mu 3,5 do 4 godzin od mojego pójścia spać (położenia
się w łóżku) do pierwszego ataku... ciekawe czemu aż tak
długo? i co on robi przez ten czas? może mnie jakoś
specjalnie "przygotowywuje"? aby mógł "wejść" w mój sen?
tego nie wiem? Później atak we śnie o ~6:00 i ~7:00... w
sumie nic mi nie zrobił tymi atakami... Jakoś spokojnie
dzisiaj... w ogóle śpię jak kamień aż do ataku... pewnie
dlatego, że mój organizm stara się zregenerować jak tylko
może..., ale niestety jest atak to przerywa mi to moją
regenerację, ale dzisiaj aż za spokojnie jakoś... tylko 3
ataki i takie mizerne... ja się cieszę. Dodam jeszcze, że
śniły mi się przed pierwszym atakiem po kolei chyba z
3 sny które miałem w przeszłości również chyba w tej samej
kolejności! Czasem przyśni mi się jeden taki sam sen
(rzadkie przypadki), ale aby przyśniło mi się kilka snów pod
rząd takich samych co kiedyś? ciekawe...
cdn...
Dobry Samarytanin
|