|
Napisane: 25.07.2007

Od dawna czuje wewnętrzną pustkę która wypełnia moje kości,
ciało, umysł...
Wydaje się jakby całe ciało było lekkie, jakby wypełnione było
czymś co je unosi
do góry. Ta lekkość rozchodzi się po całym
ciele, we wszystkich miejscach.
Wszystko wydaje się być puste, jakby pustka przenikała wszystko
co jest i wypełniała całą przestrzeń oraz materie. Rozciąga się
w nieskończoność we wszystkich kierunkach.
Jest wieczna i
od zawsze w tym samym miejscu.
Nigdy nie było początku ani końca pustki. Nigdy nie było granicy
pustki.
Zawsze wydaje się jakby było się w środku w samym centrum pustki
i jakby wszystko od nas równomiernie rozciągało się we wszystkie
strony aż po nieskończoność.
Czuje tą pustkę prawie namacalnie to bardzo silne odczucie.
Gdy patrzę na liście na drzewach które owiewa wiatr i mam
całkowicie pusty umysł (oczyszczony) ze nic w nim
się nie
znajduje czuje właśnie tą przenikającą pustkę która jest
wszędzie i przenika wszystko... jakby wszystko umierało co
chwile i naradzało się na nowo. Jakby
każda chwila była
wyjątkową chwilą i już nigdy nie miała się więcej powtórzyć.

Będąc idealnie w chwili teraźniejszej przeważnie czuje smutek
patrząc
na cokolwiek. Czysty umysł nie daje mi szczęścia - czuje
wewnętrzny ból gdyż
nie mogę w pełni wejść we własną samotność i
nie mogę jeszcze odrzucić tego co
mnie trzyma przed wejściem w
tą nieskończoność, ale to się zbliża jak ulewny deszcz
w suchy
dzień :D
Wchodzenie w stan pustki wygląda trochę tak jakby się umierało
co
chwile i naradzało ponownie... wiele razy trzeba "umrzeć" i
wiele razy należy się "odrodzić".
Każda pojedyncza śmierć to śmierć pewnej cząstki mnie, a
odrodzenie się to wejście bardziej w stan "pustki" lub
większe i głębsze zrozumienie.
To taki proces aż wszystko
co nie potrzebne, wszystko co nas
jeszcze trzyma
przed tą nieskończonością
umrze w całości, a my się po raz
ostatni
narodzimy na nowo jak fenix z popiołów.

Gdy trwasz w TERAZ nie możesz uciec w przeszłość czy w
przyszłość
porostu nie masz wyboru musisz trwać i być świadom...
To trochę jak "więzienie"
z którego już nie ma wyjścia, człowiek
musi być świadom, świadomość staje się
tak naturalna ze nie ma
już tego zamyślania się jak kiedyś... gdy człowiek staje się
świadomy musi trwać w tym stanie gdyż jego umysł zbyt mocno się
zmienia, im
mocniej się zmieni tym mocniej będzie w chwili
teraźniejszej i tym trudniej będzie mu powrócić do poprzedniego
stanu sprzed prób oczyszczania umysł co prawdopodobnie będzie
już zdecydowanie nie możliwe i nie chciane przez taką osobę.
Smutno mi ze wszystko we mnie umiera chodź wiem ze to dobry i
owocny proces...
Jest to osiąganie wolności poprzez całkowitą zagładę dużej
części siebie,
ta cześć musi w całości umrzeć aby z pustki czerpać całkowitą
radość.
Kiedyś czytałem ze jakiś mistrz powiedział ze: "trzeba być
Pustym aby być Pełnym".
Na chwile obecną pustka wywołuje we mnie
smutek jakby tęsknotę
za czymś, ale zarazem wywołuje we mnie radość z faktu ze
ona
jest wieczna ze nie przemija ze zawsze tam będzie i nigdy nie
zniknie. Liście
opadną, drzewa uschną, a pustka wciąż tam będzie
i
będę jej świadom,
będę w niej zanurzony, będę w niej
pogrążony, będę wolny :-)
Wiele razy miałem problemy z oddychaniem ponieważ nie mogłem
uciec z chwili teraźniejszej, musiałem oddychać świadomie gdyż
miałem
oczyszczony umysł i w żaden sposób nie mogłem go zapełnić
ani w żaden
sposób uciec przed byciem świadomym. Wiele razy
miałem dość tej świadomości
i czystego umysłu, ale gdy już się
wejdzie na pole i podleje nasionko to nie ma już
odwrotu,
nasionko zaczyna umierać i nowe życie zaczyna z niego wyrastać.

Czuje się trochę tak jakbym stał na skraju przepaści... Jedną
nogą jestem
już w szczęściu które płynie do mnie z pustki i z
wieczności, a druga noga mnie
jeszcze trzyma w świecie
materialnym i w osamotnieniu co wywołuje we mnie ból psychiczny
(nie wybalansowanie jeszcze wszystkiego powoduje cierpienie
psychiczne
gdyż czuje się osamotniony i czuje ze czegoś mi brak).
Pragnę wejść w pustkę i być
sam ze sobą w samotności szczęśliwy
z faktu bycia w Pustce, z faktu wypełniającej nieskończoności
która wszystko przenika, z faktu każdej chwili która co sekundę
umiera
i naradza się na nowo, z faktu bycia nareszcie wolnym od
ludzi, od pragnień od świata materialnego, od lęku, od strachu,
od religii, kultury, od wszystkiego co mnie ogranicza
i nie
pozwala wejść w nieskończony ocean wypełniający cały
wszechświat.
Pragnę rozwinąć skrzydła i jak ptak odlecieć w
nieznane...

Dobry Samarytanin
|