NASZE DOŚWIADCZENIA

MOJE DOŚWIADCZENIA Z "DIETĄ" W ROKU 2010
WYBIERZ ROK: 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014, 2015, 2016

STYCZEŃ 2010
01.01.2010 [58,7 kg]
02.01.2010 [58,4 kg]
03.01.2010 [57,8 kg]

04.01.2010 - staram się ostatnio znowu powrócić do diety na surowo, ale tym razem w swoim naturalnym tempie i bez specjalnego pośpiechu. Obecnie praktycznie wcale nie jem gruszek, a za to jem trochę mandarynek, winogron, kiszonych ogórków czy sałatek owocowo-warzywnych. Mniej też mam ochotę na banany ale wciąż je jem. Zdarza się, że zjem czasem też np. zupę warzywną lub rosołu z kluskami i z odrobiną mięska które jest w zupce. Ogólnie chcę organizm przystosować do codziennego odżywiania się owocami i warzywami, ale musi się to odbyć w naturalnym dla mnie czasie i tempie :) Pilnuję również abym się nie przejadał i jadł tylko tyle ile jest mi potrzebne. Powoli do celu ;)
05.01.2010 [58,1 kg]
06.01.2010 [58,1 kg]

07.01.2010 - dzisiaj praktycznie jadłem tylko winogrona + mało mandarynek + odrobinę kaszy z jakimiś warzywami + woda oczywiście :)
08.01.2010 [57,5 kg] - dzisiaj rano bardzo dobrze czułem się w okolicach brzucha :)
10.01.2010 [57,7 kg]
11.01.2010 - staram się jeść jak najwięcej owoców i warzyw, ale wciąż mam chwile gdy podjadam coś nie zdrowego..., ale będę walczył całym sobą aby to przezwyciężyć :) -> Zauważyłem też, że jak jem zupę to im jest ona zimniejsza tym mój "żołądek" się lepiej czuje po zjedzeniu jej, i odwrotnie -> po zjedzeniu ciepłej albo gorącej zupy mój "żołądek" źle się czuje i im zupa była "cieplejsza" tym ten stan złego samopoczucia w "żołądku" trwa dłużej więc teraz preferuje jak już jeść zupę to tylko zimną.
12.01.2010 - dzisiaj jadłem dużo winogron + chyba 2 banany(+ jedna mandarynka + woda oczywiście i czułem się na prawdę dobrze ale niestety zjadłem później kromkę chleba z żółtym serem i ogórkiem i trochę mi to zaszkodziło w pewnym sensie, ale to nic... ogólnie mój organizm ma bardzo duży apetyt na winogrona i czuje jakby mi się nigdy nie miały znudzić ;-) Dzisiaj miałem to przyjemne uczucie w brzuchu i w całym ciele gdy się jedzie na "owocach"... jak byłem na "normalnej" diecie gdzie jadłem i pieczywo i wszystko inne to nawet nie wiedziałem w pewnym sensie, że taki stan istnieje... też mam wrażenie jakby wychodziły ze mnie jakieś pokłady "toxyn" czy czegoś w tym rodzaju...  im dłużej jem ostatnio te winogrona tym lepiej się czuje wewnętrznie... szczególnie chodzi o to uczucie w brzuchu... ten przyjemny stan... jakby stan zakochania, który rozprzestrzenia się po całym ciele i jest odczuwany w każdej komórce Twojego ciała... Umysł też wydaje się jeszcze mocniej oczyszczony...
13.01.2010 - pierwszy dzień na surowo -> dzisiaj zjadłem winogrona (0,5-1,0 kg?) + 3-4? banany + 2 mandarynki + woda. Staram się nie jeść za mało owoców chodź pewnie wielu osobom się wyda, że jest to bardzo mało to co dzisiaj czy we wcześniejszych dniach zjadłem, ale ja na prawdę mam mały żołądek :) i nie wiele mi potrzeba aby się najeść do syta :) Chce przetestować dietę składającą się z samych surowych owoców i wody. Zobaczymy co z tego wyniknie i jak to dalej się potoczy.
14.01.2010
.[57,0.kg] - drugi dzień w pełni na surowo, ale nie tylko jadłem jak do tej pory owoce... zjadłem również trochę surowej marchewki ;)
15.01.2010 - trzeci dzień na surowo - mam wrażenie, że się przejadam, a jak to robię to mam odruch wymiotny... i czuje się wciąż jakiś taki zapchany wewnętrznie. Nie czuje do końca tego "tai chi", że tak to nazwę. Z jednej strony jest w miarę dobrze w brzuchu, ale jeszcze gdzieś tam nie jest tak jak być powinno. Może trochę soków z pomarańczy trzeba dodać do diety? :) [<- spisane rano po zjedzeniu śniadania]. Dzisiaj zjadłem winogrona (0,5-1,0kg?) + 2 banany + 2 ogórki kiszone + 1,0 litra soku z pomarańczy + miąższ + trochę kapusty kiszonej + 4 mandarynki + woda
16.01.2010 [57,1 kg] - trochę winogron + 4 banan + 1 ogórek kiszony + 8 mandarynek + 1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + 0,1 litra wody
17.01.2010
.[57,1.kg] - ~0,3 kg winogron + pół pomidora + jabłko + 2 banany + 6-7 mandarynki + 1,0 litra soku z pomarańczy + miąższ + 0,4 litra wody. Dzisiaj jest już czwarty dzień diety na surowo i czuje się ogólnie jakoś dziwnie. Z jednej strony dobrze, a z drugiej jakby cały mój organizm wyrzucał ze swojego wnętrza "toxyny" na zewnątrz. To jest tylko taka moja hipoteza -> nie musi wcale tak być, ale takie mam wrażenie. Szczególnie na szyi jakby coś tam chciało się oczyścić? I ten odruch wymiotny. Nawet jak nic nie jem jak teraz (21:00) to jakoś nie przyjemnie na szyi i leciutki ucisk na samym środku jest, a wczoraj czy bodajże przed wczoraj miałem nawet jakieś mocne kłucie w szyje więc coś tam się ewidentnie dzieje.
18.01.2010
.[57,0.kg] -> śniadanie: (~9:30) 3 mandarynki i banan + 0,25 litra wody <- z trudem zjadłem... odruch wymiotny i te sprawy, ale jakoś na siłę powoli upchałem w siebie :/ -> wypiłem później (~10:35) jeszcze 0,5 litra soku z pomarańczy + miąższ i czuje się lepiej niż jak miałbym coś bardziej materialnego zjadać jak te mandarynki czy banany :/ -> (~12:05) trochę kapusty kiszonej (trochę mi po niej lepiej) + ogórek kiszony + 0,1 litra wody -> (~13:45) pół kiści zielonych winogron (mniam!) + 1 mandarynkę + 0,1 litra wody -> (~15:10) 0,5 litra soku z pomarańczy + miąższ -> (~16:45) pozostała cześć kiści winogron (zdecydowanie mój organizm ma na winogrona ochotę) + pomidor + ogórek (po pomidorze i ogórku jakoś gorzej się poczułem w brzuchu -> jakoś mnie nadęło :/ -> ledwo co zjadłem te warzywa do końca..., ale chciałem jakoś urozmaicić dietę na surowo) + 0,1 litra wody -> (~18:50) 2 mandarynki + 0,2 litra wody.
19.01.2010 [57,1 kg] - siódmy dzień na surowo -> dzisiaj jadłem: zielone winogrona (1,0 kg?) + 6 mandarynki + 0,2 litra wody + 1,0 litra soku z pomarańczy + miąższ. Przed wypiciem 0,5 litra soku + miąższ czułem się bardzo dobrze i w sumie może nie musiałem już nic więcej pić / jeść, ale postanowiłem jednak dorzucić ten sok + miąższ i jakoś tak
napełniony aż nadto się czuję..., ale ogólnie czuje się dużo lepiej niż wczoraj. Dalej czuje objawy na szyi -> jakby coś "toxycznego" próbowało stamtąd się uwolnić / oczyścić -> takie mam odczucia i nie koniecznie muszą być tym co na prawdę się tam dzieje, ale na tą chwilę tak to jakoś widzę. Zauważyłem również, że odkąd jem na surowo i nawet wcześniej z lekkim podjadaniem to często musze chodzić do WC aby się wysikać ;) -> Jakby co to nie mam żadnych zawrotów głowy ani niczego podobnego.
20
.01.2010.[56,9.kg] (19/20.01.2010 miałem sen w którym były pokazane jabłka i pomarańcze do soków więc chyba czas dorzucić jabłka do diety ;) -> 3 tarte jabłka + 300g zielonych winogron + 1 mandarynka (tą mandarynkę zjadłem jako ostatnią tego dnia ale jakoś mi dziwnie po niej... w negatywnym sensie...) + ~0,9 litra soku z pomarańczy + miąższ + 0,6 litra wody.
21.01.2010 - dziewiąty dzień 100% na surowo -> zjadłem: 6 tartych jabłek + 0,5 kg zielonych winogron + ~0,8 litra soku z pomarańczy + miąższ + 0,5 litra wody.
22.01.2010 [56,2 kg] dzisiaj przerwałem z własnej woli dietę 100% na surowo. Czułem, że powinienem zrobić sobie przerwę. Czułem się na tej diecie dobrze i miałem energię itd. itp. Również nie czuje obecnie ochoty do jedzenia "normalnego" jedzenia bo wiem jak prawdopodobnie będę się po nim czuć. Po śnie z 19/20.01.2010 miałem inny sen w którym patrzyłem w słońce (solarianizm? a może po prostu symbol diety która by mi odpowiadała?) i było mi tak dobrze i później jakaś dziewczyna przyszła do mnie z jakimiś problemami i zabrała mnie na jakiś krótkie spacer dookoła małego kiosku i opowiadała o jakiś swoich problemach? i później powróciłem do patrzenia się w słońce i też takie pozytywne odczucie miałem gdy to robiłem. Może ten sen sugeruje, że teraz bawię się w dietę (patrzenie w słońce), a później będzie jakaś przerwa w diecie?, kłopoty z dietą? lub coś w tym stylu (spacer z jakąś dziewczyną która opowiada o jakiś problemach?), a później znowu patrzyłem się w słońce więc może powrócę do diety w niedalekiej przyszłości? Może... jak będzie na prawdę to już życie pokaże :) (życie pokazało, że odbyło się to szybciej niż myślałem hehe) -> Właśnie wróciłem do normalnej diety i od samego początku nie czuje się dobrze po tym co jem, mój brzuch jest smutny :/ -> już jestem mocno zmęczony kwestią jedzenia i całego tego experymentownia i robienia wysiłku aby było "dobrze" :/ -> najlepiej zostać szybko solarianem i mieć spokój bo już mam dosyć :/ Coś mi się wydaje, że to może być krótsza przerwa  w diecie 100% na surowo niż mi się wydaje :/ Dzisiaj zjadłem na śniadanie 2 banany + 0,5 litra soku z pomarańczy + miąższ i było dobrze, a później nie potrzebnie dorzuciłem kilka kawałków śledzika w oleju? + sałatka w okrągłym pojemniczku + 2 kromki chleba z żółtym serem + kilka ciastek z dżemem + jakieś 0,25? litra wody :/ -> oczywiście o przerwaniu diety postanowiłem wcześniej. Już na szczęście zrobiłem sobie nowe zapasy winogron do jedzenia i pomarańczy na sok :) Co nie oznacza, że wracam już na dietę 100% na surowo, ale winogrona i sok z pomarańczy mają dobry wpływa na mnie ;) i widzę, że jakoś nie mogę już jeść jedzenia które kiedyś jadłem non stop. Zjedzenie tego "drugiego śniadania" musiałem odleżeć w łóżku tak mnie zmogło. Zdecydowanie była to wina tego pokrojonego na kawałki śledzia w oleju :/ (~15:45 ->) drożdżówka + 0,45 litra wody (ta drożdżówka to chyba też nie był dobry pomysł ale woda mi pomogła). Mówiąc szczerze wracając do tego śledzia to mam odruch wymiotny i chętnie bym go zwrócił :/ -> idę leżeć dalej ;/, a przecież zjadłem go już kilka godzin temu :/ -> domyślam się, że to potrwa do wieczora minimum :/ jutro powinno być lepiej :/ (~16:55 ->) Wracając do chleba, który dzisiaj zjadłem to chyba już nie popełnię tego błędu więcej bo też nie powinienem go jednak jeść... na samą myśl o chlebie, bułkach, żółtym serze czy śledziach mam odruch wymiotny... musze tego unikać jak ognia :/ (~17:05 ->) Właśnie zapytałem Boga o to aby mi coś powiedział odnośnie tej chwili obecnej (ta cała dieta i "zatrucie" tym śledziem) i wziąłem taką książkę "Opowieść o życiu" i wylosowałem na chybił trafił jakąś stronę i pokazałem w którymś miejscu palcem i patrzę, a tam pisze: Tytuł: "Post"! Przypadek, że w książce która ma 197 stron trafiłem akurat na fragment o poście? Pisze o tym bo to ciekawe nawet ;) (~19:06 ->) Czuje się już znacznie lepiej -> piłem wcześniej jakieś ziółka itd. itp.
23.01.2010.[56,6.kg] Od wczoraj też zacząłem "patrzeć w słońce" ale krótko patrzę w samo słońce... raczej kieruje wzrok poniżej słońce i trwa to od kilku minut do kilkunastu. Jak na razie praktykuje to tak mniej więcej przed południem. Na razie robie sobie wolne w spisywaniu co dokładnie jadłem każdego dnia ;) -> dzisiaj nie byłem 100% na surowo, ale i tak staram się przede wszystkim jeść surowcowe owoce + pić sok z pomarańczy.
24.01.2010 [56,8 kg]
25.01.2010 [56,6 kg]
26.01.2010 [56,9 kg]
27.01.2010 [56,3 kg]
28.01.2010.[56,2.kg] Ostatnie dni jestem od 80% do 100% na surowo -> jem przeważnie: zielone winogrona, banany, pomarańcze, sok z pomarańczy + miąższ + woda + "inne" -> wszystko w różnych ilościach jakie mi pasuje danego dnia, czasem zjem np. 1-2 banany, a czasem 0. Różnie bywa... staram się intuicyjnie to wybierać i dopasować do obecnej chwili... Czasem zjem coś mniej zdrowego, ale to raczej w niewielkich ilościach i jak już to zjem to sobie jeszcze mocniej uświadamiam, że to był błąd i nie powinienem tego zjadać :/
29.01.2010 [55,6 kg] -> jak na razie zrezygnowałem z bananów... -> przede wszystkim winogrona + pomarańcze + sok z pomarańczy + miąższ + woda  + ewentualnie coś "niezdrowego" jeszcze, ale powoli to też zamierzam całkowicie wyeliminować ;)
30.01.2010 [55,4 kg]
31.01.2010
.[55,1.kg] Ostatnio ciągle chce mi się pić... czuje się taki suchy w środku. Też ostatnio zauważyłem, że potrzebuję mniej snu i budzę się wcześniej niż zwykle, chociaż dalej leże w łóżku z przyzwyczajenia ;)

LUTY 2010
01.02.2010
.[55,2.kg] Kilka zielonych winogron + 1,0-1,5 litra sok z pomarańczy + miąższ + woda -> nie "spisywałem" dokładnie ile soku czy wody wypiłem... staram się pić i jeść tyle ile moim zdaniem powinienem ;) Zauważyłem, że też ostatnio przechodzę jakieś stany "depresyjne", ale one po kilku godzinach mijają. Dzisiaj rano źle się psychicznie czułem, ale np. teraz (około 19) czuję się w sumie bardzo dobrze. Podobnie było wczoraj... Mam też tak, że przez jakiś czas mój organizm ma ochotę np. teraz (około 21:30 / gorsze samopoczucie) na zupkę chińską z chlebem i masłem... kiedyś w gimnazjum? się tym objadałem... oczywiście nie mam zamiaru tego jeść bo wiem jakbym się czuł i wiem, że ta chęć na zjedzeni tego jest tylko przejściowa... np. wczoraj miałem ochotę na kiełbasę, a dzisiaj już jej nie mam ;) Wydaje mi, że gdy pojawia się ta depresja to wychodzą jakieś stare toxyny? związane może z tymi potrawami na które mam ochotę? i później po kilku godzinach się oczyszczają jako tako i depresja w jakimś tam stopniu ustępuje... brzmi w miarę logicznie ;) Również przez to, że często czuje się spragniony pije chyba nawet zbyt dużo wody i później jest mi jakoś tak nie dobrze i nawet czasem mam odruch wymiotny...
02.02.2010 [55,0 kg] Ciągle mnie "suszy" i musze się napić, ale wypicie wody pomaga tylko na chwilę i znowu to samo uczucie jakbym był na pustyni ;) -> zauważyłem, że wypicie 0,5 litra soku z pomarańczy na jeden raz to teraz jakoś za dużo jak dla mnie... kiedyś nie miałem z tym problemów, ale po takim dużym kubku soku mój żołądek czuje się wypełniony po same brzegi i musi trochę odpocząć w pewnym sensie ;) -> Musze zacząć pić mniejsze porcje i powinno być dobrze :) -> Trochę zielonych winogron + ~1,3 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda (trochę tej wody ostatnio piję).
03.02.2010 [54,7 kg] ~1,6 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda
04.02.2010
.[54,6.kg] (wczoraj chyba około 16:00 ostatnią porcję soku piłem i później tylko wodę -> dzisiaj jest już 8:16 rano i nie odczuwam głody ani niczego takiego... jednie mnie "suszy" ;)).  ~2,0 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda. Dzisiaj przed południem, w południe i po południu dopadła mnie bardzo mocna "depresja" (objaw uwalnianie z toxyn?)... ale już wieczorem od około 20? praktycznie wszystko ustąpiło i czuje się nieporównywalnie lepiej.
05.02.2010 [54,4 kg] ~1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda.
06.02.2010 [54,4 kg] Dzisiaj przerywam na razie "dietę"..., ale nie, że źle się czułem czy coś... Czuje się dobrze mam energię, nie mam żadnych zaćmień, praktycznie nie odczuwam głodu... Również nie wynika to z tego, że za wszelką cenę chciałem coś zjeść "niezdrowego"... Sam nie wiem dlaczego ją przerywam... niby wszystko jest ok, ale myślę, że tak należało zrobić i, że to dobra decyzja ;) Po prostu nie wiem czy szedłem w dobrym kierunku... może miałem tylko zrobić coś w stylu "postu leczniczego" i zawrócić do w miarę zdrowego odżywiania? może? a może za kilka dni wrócę spowrotem do tej diety? nie wiem czas pokaże ;) -> zjadłem np. dzisiaj pół bułki z żółtym serem tak dla testu i -> ble -> kiedyś to uwielbiałem, a teraz lepiej nie mówić -> nie wiem jak ja mogłem to kiedyś jeść ; p -> dobrze, że kupiłem sobie jakieś owoce ;x -> zauważyłem, że jak coś nie jest owocem lub warzywem to jakoś mój organizm tego nie chce i nawet jak to zjem to nie czuje się jakoś "dobrze". W sumie to zdrowy odruch hehe :D -> Już mi się odechciało odchodzenia od dobrej diety ;) Tak na prawdę to wiedziałem, że mniej więcej tak to będzie wyglądać odnośnie tego, że znowu wrócę (nie wiem na jak długo?) do "normalnej diety" (bułek już nie tknę ble!) bo mi się to śniło w pewnym symbolicznym śnie jak to będzie wyglądać i dzisiaj się spełnił co do joty (nie opisałem go tutaj i nie opiszę hehe). Ale nie śniło mi się co będzie dalej ;) -> Ciągle się patrzę w słońce jakby co..., ale nie codziennie bo czasem są chmury i nici z patrzenia... Co do spożytego soku z pomarańczy to tego dnia było to mniej więcej ~1,0 litra :] Nie chce przerywać picia soku bo czuje, że jest dla mnie bardzo odpowiedni :)
07.02.2010
.[54,7.kg] ~1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda + trochę zielonych winogron + zupka z warzywami + coś tam jeszcze... ;) -> ogólnie odpowiada mi schemat picia soku z pomarańczy, jedzenie miąższu i picia wody... myślę, że będę się mniej więcej tego trzymał w dalszych tygodniach... oczywiście pewnie będę dodawać też inne rzeczy typu zielone winogrona + jakieś inne nawet mniej zdrowe rzeczy typu zupka warzywna ;) itd itp. ;) -> zobaczymy... -> życie wszystko zweryfikuje ;)
08.02.2010 [54,6 kg] Zauważyłem, że jak sobie postanowię, że będę przestrzegał diety to tak jest i wtedy mi zależy aby tak było (ostatnia 9 dniowa dieta na sokach, miąższu i wodzie), ale jak przestaje mi zależeć i nie czuje już więcej "diety" jak w ostatnich dniach to czasem, ale nie zawsze folguje sobie lekko i zdarza się, że wciąż czuję ten "narkotyczny głód", który mnie ciągnie do niezdrowego jedzenia czy też nawet jedzenia z nudów... oczywiście staram się wtedy np. zapchać kilkoma winogronami i trochę pomaga... (zauważyłem, że ostatnio różowe winogrona zupełnie mi nie pasują, jedynie zielone są ok dla mnie) po prostu ostatnio brakuje mi silnego postanowienia, że chce trwać na właściwej diecie... po prostu wiem, że idę już w dobrym kierunku i, że wszystko jest kwestią czasu..., że z każdym dniem będzie następować coraz to większe oczyszczeni..., że tymi sokami zrobiłem dużą wyrwę w "złej diecie" która się rozpada z każdym dniem coraz mocniej i wszelkie narkotyczne powiązania z tak zwaną "normalną" dietą są niszczone... myślę, że po prostu potrzebuję najzwyczajniej czasu na to aby w pełni postanowić, że będę stu procentowo trzymał się diety (np sok z pomarańczy + miąższ + woda)... teraz sobie lekko folguje, ale wiem, że nastąpi dzień kiedy tak nie będzie... nawet jak jem czasem kilka zielonych winogron to czuję, że nie powinienem tego robić bo robię to czasami nie dlatego, że chce mi się jeść tylko z nudów... nie jest to może duża "zbrodnia", ale chciałbym się pozbyć wszystkich tych "pokus" które przejmują nade mną kontrolę... ogólnie czuje, że to tylko kwestia czasu... może kilku miesięcy zanim w pełni pozbędę się "narkotycznego głodu" do jakiejkolwiek formy "podjadania" czy "niezdrowego jedzenia"..., ale czuje, że wszystko zmierza w dobrym kierunku... oczywiści mam silne postanowię odnośnie picia dziennie ~1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda i tego postanowiłem się obecnie staram trzymać! Jak na razie sok z pomarańczy mi bardzo odpowiada :) W przyszłości pewnie ilość spożywanego soku będzie się zmieniać, ale jak na razie ~1,5 litra wydaje się w sam raz... Niestety nie mam żadnego wsparcia w rodzinie co też nie ułatwia mi mojej "diety" i procesu oczyszczenia się z "nałogów" związanych z jedzeniem itd itp... to był chyba główny powód powrotu do "normalnej" diety dnia 06.02.2010... (chodź w sumie bez przesady z tym powrotem do "normalnej" diety -> nie jest tak źle ;) -> oraz wypełnienia się ostatniej części nie opisanego jak dotąd snu... może zrobię to teraz ;) -> Na samym początku snu był pokazany jakiś chyba dobry samochód z naklejką "12", a później ja w nim siedzący z naklejką "5"... następnie szybko jechałem prostą drogą i raz wpadłem w zawirowanie, ale szybko opanowałem pojazd i ruszyłem dalej... następnie było przejście kolejowe i trzy pasy torów... przesiadłem się na jasnego (białego?) quada i starałem się pokonać te tory lecz gdy chciałem przejechać je wydawało mi się, że nadjeżdża pociąg i
się musiałem trochę namęczyć aby je pokonać... wydaje mi się że chodzi tutaj o obawy typu czy aby na pewno idę w dobrym kierunku, czy aby ta dieta jest dobra dla mnie i różne sprawy związane z detoxem typu depresje itd. itp. Myślę też że pokonywanie torów kolejowych może symbolizować te 9 dni jakie byłem na soku, miąższu i wodzie. Nie jestem tego pewien oczywiście, ale tak mi się wydaje. Następnie po przejechaniu tych torów zatrzymuje mnie policjant (dzień 06.02.2010 -> brak wsparcia i zrozumienia tematu w domu który narósł do takiego stopnia, że musiałem niestety zostać zatrzymany) i nie pozwala mi jechać dalej. Ja we śnie jestem zdenerwowany bo chcę jechać dalej! Widzę przed sobą ogromne rozciągające się na całą szerokość przejście dla pieszych -> szczerze mówiąc kojarzy mi się to z jakimś dużym skokiem w diecie. Na razie zostawię to bez dalszego komentarza i zobaczymy jak to się potoczy w następnych tygodniach / miesiącach. Teoretycznie wszystko idzie zgodnie z planem ;) Jestem chwilowo zatrzymany przez tego "policjanta", ale do czasu ;) -> jak to się mówi co zwlecze to nie uciecze ;) Ten sen śnił mi się około 27/28.01.2010 (nie jestem dokładnie pewien daty, ale mniej więcej ten dzień -> plus minus 1 dzień).
09.02.2010
.[54,6.kg] -> dzisiaj miałem ładny sen :) -> Byłem a dworze, było ciepło, jasno i w ogóle chyba było lato :))) -> stałem wśród zieleni (coś jakby łąka) i widziałem wszędzie w powietrzu jakby złote energię. Patrzyłem na nie i wciągałem je nosem. Sen był dość krótki, ale bardzo przyjemny :)
10.02.2010
.[54,5.kg] Miałem ładny sen gdzie patrzyłem się w słoneczko... taki bardzo króciutki i faktycznie tego dnia było słoneczo w które można było się patrzeć... w poprzednich dwóch dniach niestety nie było to możliwe bo ciągle chmury i chmury, a dzisiaj było bez chmurnie :)
11.02.2010 [54,4 kg]
Cały czas trzymam się schematu ~1.5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda i do tego ostatnio dodaje trochę zielonych winogron -> staram się unikać wszelkich rzeczy co nie są owocem czy warzywem... Dzisiaj spałem jakieś 6-7 godzin chodź leżałem w łóżku z przyzwyczajenia znacznie dłużej... jak się tyle nie je to i energię się ma i nie potrzebne jest 10-12h snu jak mi wcześniej xD
12.02.2010
.[54,3.kg] Dzisiaj męczy mnie mocny "narkotyczny głód" aby zjeść coś niezdrowego... ciężko takie coś wytrzymać, ale dam rade ;) Musze tylko przeczekać jakoś te wszystkie "narkotyczne głody" które się pojawiają... To coś podobnego jak było, że chciałem nagle zupki chińskiej której nie jadłem około 9 lat... nie ma w niej nic zdrowego, ale jednak chciałem ją zjeść (oczywiście nie poszedłem do sklepu aby ją kupić hehe). Tu jest podobnie tylko mój organizm chciałby zjeść już cokolwiek np. wafelka z dżemem czy coś podobnego aby ulżyć psychice, ale niestety nie mogę tego zrobić ;) -> Dalej mnie "suszy", ale już troszkę mniej niż było to jakiś czas temu.
13.02.2010 [54,3 kg]
14.02.2010 [54,3 kg]
Wymyśliłem dobry system jak nie podjadać "niezdrowego jedzenia" i nie wdawać się np. w bezsensowną dyskusję o jedzeniu która prowadzi tylko do "cierpienia" i "niezrozumienia tematu"... za każdy taki akt jest kara  albo 50 brzuszków albo 50 przysiadów (do wyboru do koloru). Już dzisiaj mam dwie seryjki ćwiczeń za sobą i czuje się mocniej zmotywowany abym nie musiał zbaczać z kursu w przyszłości. I tak w szybki sposób można zamienić swoje "złe" nawyki w "dobre" ;) -> A swoją drogą to sok pije mniej więcej o godzinie: 10, 14 i 18. -> Piszę to 16.02.2010 -> Swoją drogą nie wiem czy będę rygorystycznie przestrzegał tych "kar" bo wciąż nie czuje aby mi zależało na nie podjadaniu... chociaż staram się tego nie robić oczywiście (ostatnio najwyżej winogrona są moją dodatkową przekąską)... jakoś cała sprawa z tą dietą stała mi się taka obojętna i nijaka (możliwe, że to tylko chwilowe odczucie!)... po prostu mój organizm na samym początku nie mógł już wytrzymać jedzenia tego "normalnego" jedzenia i musiałem coś z tym zrobić i w sumie czuje się psychicznie lepiej niż gdy ważyłem 62kg, ale wciąż nie komfortowo (trzeba podkreślić, że jednego dnia czuje się bardzo dobrze psychicznie, a innego beznadziejnie... czasem taki stan mija szybko, a czasem utrzymuje się wiele godzin i dłużej) może to wynikać oczywiście ze zmian i detoxu, ale jakoś wszystko mi się wydaje obecnie takie szare i ponure... jak oglądam jakieś kanały kulinarne w TV to widzę ludzi jakichś uzależnionych od tego jedzenia... wszyscy jedzą dla przyjemności, a nie dla wartości odżywczych... każdy gotuje to żarcie czy wcina mięso tylko dla sprawienia sobie przyjemności czy zjedzenia "smacznego posiłku"... no właśnie smacznego, ale kto mówi, że zdrowego? mięso z toxynami? mmm pyszne w pizzy czy na talerzu dla wielu osób, ale chce się komuś później to oczyszczać? nikt nawet o tym nie myśli, a później powstają różne problemy zdrowotne czy zaburzenia psychiczne... a to się kumuluje przecież... wiem, że musze tylko jakoś przejść ten okres oczyszczania, ale chciałoby się mieć go już za sobą ;) -> dopiero teraz człowiek widzi jak bardzo jest uzależniony od tego niezdrowego jedzenia... -> teraz jest już mniej więcej dwie godziny od napisania tego textu powyżej i czuje się o niebo lepiej chociaż w sumie nic nie zrobiłem specjalnego... to jest właśnie ciekawe, że człowiek czuje się beznadziejnie przez wiele godzin, a później nagle zaczyna się czuć bardzo dobrze jakby jakiś ciężar z niego spadł... coś się oczyściło i bardzo dobrze :) Teraz np. mam dużą ochotę do kontynuowania diety sok + woda i nawet bez dodawania winogron (chodź winogrona szczególnie zielone jakoś wewnętrznie czuje, że mi pasują na obecnym etapie "diety"), ale to na chwile obecną tak mam po tym jakimś oczyszczeniu które właśnie nastąpiło :) -> Już nie wydaje mi się to wszystko takie ponure i w szarych barwach, ale pewnie jutro albo za kilka dni znowu mnie takie coś złapie... nie lubię tego, ale widzę teraz wyraźnie, że musze jedynie przez to przejść! te wszystkie stany emocjonalne itd. itp. :) dam rade :)
15.02.2010
.[54,5.kg] Ostatnio ciągle jest duże zachmurzenie i nie ma słoneczka w które można się patrzeć... mam nadzieje, że szybko się to zmieni ;-) chociaż na obecnej diecie czuje się bardzo dobrze :) -> wydaje mi się jakbym z każdym dniem czuł się coraz lepiej ;D -> tylko jeszcze te depresje różnego rodzaju łapią, takie związane z uwalnianiem się od jedzenia czegoś "niezdrowego" czy jedzenia czegoś z "nudów", ale one mijają i się oczyszczają... jedna po drugiej ;) -> powoli... powoli... do celu...
16.02.2010 [54,5 kg] Dzisiaj jest na reszcie dużo słoneczka hrhr :) -> mam nadzieję, że wiosna szybko nadejdzie ;) -> a btw. od jakiś 1-2 tygodni? nie wiem dokładnie od ilu, ale pije tylko wodę (źródlaną) kupowaną ze sklepu... ta z kranu przelewana do takiego "filtra" jakoś mi nie smakuje ;) więc przerzuciłem się na sklepową wodę ;)
17.02.2010
.[54,4.kg] Dzisiaj pomijając standardowe menu (~1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda i ewentualnie winogrona) postanowiłem zjeść trochę "normalnego" jedzenia... zjadłem jajecznice z dwóch jajek z szynką po której nie czułem się najlepiej chodź przyznaje, że była smaczna (nie szynka tylko jajecznica oczywiście)! Mówiąc szczerze to w ogóle po tej jajecznicy jest mi nie dobrze i chce już się jej jak najszybciej pozbyć z mojego organizmu :/ Do tego dodałem ciemnego chleba, ale zjadłem tylko kawałek bo jakoś nie mogłem tego jeść... i później jeszcze jakieś tam inne drobiazgi, ale wniosek jest taki, że jajecznica już mi zdecydowanie nie podchodzi jak to się mówi... jakiś czas temu już nie pamiętam kiedy też jadłem jajecznice i miałem dokładnie to samo negatywne odczucie gdy ją zjadłem... już rozumiem czemu weganie nie jedzą produktów pochodzenia zwierzęcego hehe ;) Z tego co widzę to co jakiś czas powracam na chwilkę do "normalnej" diety chyba tylko po to aby zdać sobie jeszcze mocniej sprawę z tego, że nie jest to zbytnio zjadliwe ;) Nie wiem jak ja mogłem tyle lat takie coś jeść? eh ; p
18.02.2010 [54,2 kg]
19.02.2010 [54,2 kg]
20.02.2010 [54,4 kg]
21.02.2010 [54,1 kg]
22.02.2010 [54,1 kg]
23.02.2010
.[53,6.kg] Na razie zmieniam dzienną ilość wypijanego soku z pomarańczy z ~1,5 litra na ~1,0 litr. Oczywiście jem jeszcze ostatnio inne rzeczy jak jabłka, pomarańcze, czasem banan, winogrona, nawet gotowaną zupę z warzywami... różnie bywa z tym moim jadłospisem. Jak zjem coś ewidentnie nie właściwego to stosuje "karę" w którą wchodzą tylko brzuszki w ilości 50 sztuk ;) Co jakiś czas zdarza się seryjka hehe ;)
24.02.2010 [54,3 kg]
25.02.2010 [54,2 kg]
Kupiłem sobie ostatnio też trochę pomarańczy takie nie w siatkach tylko luzem z grubą skórą i są całkiem niezłe na sok. Z około 4 średniej wielkości wychodzi pół litra soku! Jak są pomarańcze duże to mogą i 3 wystarczyć do 0,5 litra soku. Całkiem nieźle, ale za to mało miąższu pozostaje, ale to nic. Mają też inny smak niż te siatkowe. Nie są takie słodkie, ale czuć po prostu explozję witaminy C (chodź to też zależy jakie pomarańcze się kupi! jedne są lepsze w smaku, a inne trochę mniej).
26.02.2010 [54,4 kg] Wracam na ~1,5 litra soku z pomarańczy dziennie...
27.02.2010 [54,1 kg]
28.02.2010
.[54,3.kg] Dzisiaj zauważyłem jedną ciekawą rzecz, a mianowicie, że moje kąciku oczu są lekko jasno różowe, a kiedy były znacznie ciemniejsze! Może to objaw oczyszczenia? :)

MARZEC 2010
01.03.2010.[53,9.kg] Zauważyłem, że jakoś mnie pije wody niż jakieś 2 tyg temu ;) Ostatnio też więcej jem jabłek -> dzisiaj np. jadłem tylko jabłka (z 5-6? i to nie takich dużych, ale i tak się nimi przejadłem trochę) + wiadomo sok i woda...
02.03.2010 [53,7 kg]
03.03.2010 [53,2 kg]
04.03.2010 [53,5 kg]
05.03.2010 [53,5 kg]
06.03.2010 [53,3 kg]
07.03.2010 [53,4 kg]
08.03.2010 [53,3 kg]
09.03.2010 [53,7 kg]
10.03.2010 [53,8 kg]
11.03.2010 [53,5 kg]
12.03.2010 [53,3 kg]
13.03.2010
.[53,5.kg] Powoli zaczynam się lepiej czuć... detox daje w kość... Ciągle ściśle trzymam się picia ~1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda oraz praktycznie codziennie jem kilka jabłek + trochę winogron... czasem też zjem jakiegoś banana czy jakieś warzywo. Najważniejsze aby być na surowo i ustabilizować organizm.
14.03.2010 [53,0 kg]
15.03.2010 [53,5 kg]
16.03.2010 [53,6 kg]
17.03.2010 [53,0 kg]
18.03.2010 [52,8 kg]
19.03.2010 [53,5 kg]
20.03.2010 [53,9 kg]
21.03.2010 [54,0 kg]
22.03.2010 [53,8 kg]
Ciągle nie czuję się jeszcze tak dobrze jak czuć się powinienem ;)
23.03.2010
.[53,7.kg] Dzisiaj wracam do "normalnej" lecz zdrowej diety. Zmieniam też ilość soku z pomarańczy jaki będę pił z ~1,5 litra na ~1,0 litr. Jakaś za mała różnorodność była w moim repertuarze i czułem, że mój organizm domaga się zmian tylko nie chciałem może do końca go słuchać, ale zostałem lekko "popchnięty" aby dokonać modyfikacji diety na najbliższy czas. Nie zmienia to faktu, że i tak najchętniej sięgam po surowe owoce typu gruszki (których jakoś dawno nie jadłem i ponownie od dnia dzisiejszego się w nich zasmakowałem), banany, zielone winogrona i inne owoce i warzywa (np jabłka jakoś ode mnie odpadły i nie mam ochoty zbytnio na tą chwilę ich jeść, ale np. rzodkiewka mi jakoś ostatnio posmakowała i z chęcią ją zjadam). Będę też czasem? dodawał do diety jakieś jedzenie gotowane czy np. ciemne pieczywo jeżeli będę miał na to ochotę. Ogólnie chodzi o danie sobie więcej luzu w wyborze menu i nie ograniczaniem się przez jakieś "twarde" postanowienia bo czuje, że jakbym pozostał przy starej diecie to nie wybalansowałbym się jak trzeba. I tak zresztą pewnie będę jadł przede wszystkim surowe jedzenie bo do tego mnie najbardziej obecnie ciągnie. Czuję, że osiągnięcie większego balansu zajmie mi jeszcze trochę czasu, ale najważniejsze jest to, że są postępy które widzę i, że czas zainwestowany w prace nad dietą nie jest czasem zmarnowanym. Zmiany były konieczne i jestem pewien, że wyjdą mi na dobre ;)
24.03.2010 [53,6 kg]
25.03.2010 [53,3 kg]
26.03.2010 [54,0 kg]
27.03.2010
.[54,4.kg] Nie no znowu nabrałem się na pieczywo! i to takie ciemniejsze było! Czuje się fatalnie po tym bleee! Pieczywo jest dużo cięższym narkotykiem niż np. gruszka czy banan i dlatego skusiłem się na zjedzenie jej! Na dodatek jedna mi nie wystarczyła... głód narkotyczny chciał więcej! i zjadł kolejną i za karę 2x50 brzuszków! bo jakaś kara musi być jak to mówiłem... jak zrobiłem pierwsze 50 to nie czułem się do końca usatysfakcjonowany karą ;) i dołożyłem drugie tyle aby kara była karą bo jak kara nie jest karą tylko przyjemnością czy "treningiem" no to nie jest dobrze ;) Tak czy siak po raz setny się przekonuje, że pieczywo sux, ale mimo to jest to tak silny narkotyk, że człowiek jest przyciągany przez niego jak magnes... eh... mam nadzieje, że się więcej na to nie nabiorę, ale jakoś w to nie wierze, ale będę się starał ;) Jeszcze dużo do zrobienia jest w mojej diecie :), ale powoli do celu :) Nie od razu Rzym zbudowano :) Mi się wydaje, że jem ostatnio trochę więcej nie zdrowego jedzenia między innymi dlatego, że tak długo byłem jakby na odwyku i po prostu chęć zjedzenia czegoś dla smaku jest dość silna... ten smak itd. itp, ale już krótko po zjedzeniu jest negatywne uczucie w żołądku itd. itp. W sumie ważne to, że za każdym razem nawet jak się nabiorę po raz kolejny na zjedzenie tego "nie pasującego" mi jedzenia to jednak bardzo szybko uświadamiam sobie, że to mi nie służy co jest pozytywnym aspektem ;) Staram się staram ale potrzeba mi jeszcze trochę czasu aby zrobić większy balans w swojej diecie... tak czy siak uważam, że jest to już tylko kwestia czasu... Powinienem zjeść winogrona, gruszkę i max 2 banany i byłoby idealnie ;), ale nie ja musiałem zjeść te dwie bułki... właściwie dla smaku je zjadłem... bo o to chodziło... tak to jakoś czuje... no nic... nie przejmuje się tym jakoś specjalnie... jutro trochę tych bułek ze mnie "zejdzie"... ciągle się uczę... ważne aby zdawać sobie sprawę, że popełnia się błąd i iść na przód... zmieniać się w środku i takie tam x)
28.03.2010 [55,0 kg]
29.03.2010 [54,9 kg]
30.03.2010 [54,7 kg]
31.03.2010 [54,5 kg]

KWIECIEŃ 2010
01.04.2010 [54,7 kg]
02.04.2010 [54,5 kg]
03.04.2010
.[54,4.kg] Od dzisiaj trochę staram się wciągać przez nos czy usta pranę z powietrza... mam nadzieję że będę to robił regularnie :)
04.04.2010
.[54,4.kg] Zauważyłem też, że ostatnio pije maksymalnie 0,5 litra wody... raczej nie zdarza mi się przekraczać tej ilości. Jem dużo owoców i tam jest sporo wody więc nie potrzebuje już pić dodatkowo z np. butelki.
05.04.2010 [54,7 kg]
06.04.2010 [54,2 kg]
07.04.2010
.[54,6.kg] Ostatnio bardzo mi gruszki posmakowały... są takie soczyste i mają w sobie dużo wody. Dość sporo ich ostatnio jem. Za to banany jakoś mniej mi podchodzą... to samo jabłka.
08.04.2010 [54,5 kg]
09.04.2010
.[54,3.kg] Jakoś powoli skłaniam się w stronę frutarianizmu + sok z pomarańczy. A co do wciągania prany to od dzisiaj staram się ją wciągać raczej przez nos bo tak powinno się to chyba prawidłowo robić ;)
10.04.2010 [53,8 kg]
11.04.2010 [53,6 kg]
12.04.2010 [54,1 kg]
13.04.2010 [54,2 kg]
14.04.2010
.[54,3.kg] Obecnie pije może max 0,25 litra wody dziennie? Jakoś mało ogólnie bo mam dużo wody w owocach (zielone winogrona, gruszki) oraz w 1 litrze soku z pomarańczy + miąższ. Nie jest moim zamiarem ograniczać spożycie wody... po prostu mam jej dużo w owocach i soku i tyle ;)
15.04.2010 [54,4 kg]
16.04.2010
.[54,4.kg] Dzisiaj i wczoraj praktycznie nie piłem wody (z butelki itp)... mam jej tyle w owocach, że jakoś nie mam ochoty pić więcej... oczywiście jak poczuje ochotę to napiję się tyle ile uznam za konieczne, ale jak na razie to praktycznie jej nie piję. Zainspirował mnie dzisiaj pewien film, a mianowicie "Woda - Wielka Tajemnica" i postanowiłem "błogosławić" w szerokim tego pojęcia znaczeniu to co jem i piję przed spożyciem. Trochę pozytywnego nastawienia na pewno się przyda :) Postaram się o tym pamiętać gdy idę do kuchni i nie tylko ;) Podobno intencja "Miłość i Wdzięczność" jest najsilniejsza :) Dodam jeszcze że obecnie średnio śpię 8-10 godzin (kiedyś było to 11-12 na samym początku spisywania moich doświadczeń z dietą). Trzeba też wziąć pod uwagę, że obecnie "astralne byty" atakują mnie w nocy (jest to opisane w moich doświadczeniach na stronie) i tracę pewną ilość energii z 4 czakry (raz mniej, raz więcej). Bywa też, że takie ataki trwają całą noc więc nie można powiedzieć abym się specjalnie wysypiał, właściwie "nie pamiętam" w pewnym sensie jak to jest się porządnie wyspać/zregenerować (ataki trwają już około 22,5 tygodnia prawie każdej nocy). Moja regeneracja w nocy nie jest tak dobra jak być powinna, ale jak ataki się skończą to na pewno mój stan energetyczny jak i całościowy znacznie się poprawi.
17.04.2010 [53,8 kg]
18.04.2010 [53,4 kg]
19.04.2010 [53,4 kg]
20.04.2010 [53,2 kg]
21.04.2010 [53,2 kg]
22.04.2010
.[53,1.kg] Od dzisiaj zmniejszam spożycie soku z pomarańczy z 1,0 litra na 0,5 litra.
23.04.2010 [53,5 kg]
24.04.2010
.[53,1.kg] Jem ostatnio też troszkę truskawek (jak się kupi...) -> Ogólnie frutarianizm + sok mnie interesuje, ale trochę warzyw czasem też zjem (różnie bywa) :)
25.04.2010 [53,4 kg]
26.04.2010 [53,7 kg]
27.04.2010 [53,9 kg]
28.04.2010 [53,6 kg]
29.04.2010 [53,6 kg]
30.04.2010 [53,5 kg]

MAJ 2010
01.05.2010 [53,1 kg]
02.05.2010 [53,5 kg]
03.05.2010 [53,9 kg]
04.05.2010 [54,2 kg]
05.05.2010 [54,0 kg]
06.05.2010 [54,3 kg]
07.05.2010 [54,5 kg]
08.05.2010 [54,3 kg]
09.05.2010 [54,5 kg]
10.05.2010 [54,6 kg]
Zdarza mi się ostatnio zjeść trochę pieczywa czy gotowanej zupy z czego nie jestem zbyt zadowolony..., ale to wszystko nie jest takie łatwe. Dodam jeszcze, że już od jakiegoś czasu praktycznie mnie nie "suszy". Spore ilości winogron też pochłaniam ostatnio ;)
11.05.2010 [54,5 kg]
12.05.2010 [54,8 kg]
13.05.2010 [54,6 kg]
14.05.2010 [54,5 kg]
15.05.2010 [54,2 kg]
16.05.2010 [54,2 kg]
Ostatnio cisnę na "surówce" (surowe owoce i warzywa) od 70 do 100% i codziennie 0,5 litra soku z pomarańczy + miąższ. Praktycznie nie pije wody... czasem może łyk, ale raczej wcale. W ogóle jest coś przyjemnego w tym, że całą wodę mam w tym co jem. Nie muszę kupować butelek z wodą, chodzić po nie, myśleć o nich itd. itp... duży komfort... Dodam jeszcze, że w sklepach zaczyna pojawiać się coraz to większa różnorodność owoców co mnie cieszy :)
17.05.2010 [54,6 kg]
18.05.2010
.[53,6.kg] Trochę mi się wczoraj organizm zbuntował od nadmiaru jedzenia w żołądku i się trochę go pozbył ;) Czułem się dość kiepsko wczoraj (szczególnie wieczorem), ale dzisiaj rano czuje się bardzo dobrze :) i brzuch jest płaski i taki jak trzeba, a nie jak wcześniej pełny i nadęty...
19.05.2010 [53,7.kg]
20.05.2010
.[53,5.kg] Znoszą dzisiaj wszelkie "karne brzuszki" jakie sobie wymierzałem gdy zjadłem coś co nie było jedzeniem surowym lub gdy się nadmiernie przejadłem. Wystarczającą karą jest gorsze samopoczucie ;) -> Po prostu czuje, że cała moja dieta musi się po prostu uleżeć i potrzebny jest mi czas, a nie kolejne 50 brzuszków ;) Ostatnio też bardzo mi posmakowały nektarynki i brzoskwinie mmmmniam :)
21.05.2010 [53,9 kg]
22.05.2010 [54,0 kg]
23.05.2010 [54,4 kg]
24.05.2010
.[54,2.kg] Od dzisiaj zmieniam dość mocno swoją dietę. Kupiłem sobie wyciskarkę "Angel 7500" i przechodzę w dużej mierze na soki. Myślę, że tak od 70-100% mojej diety będą teraz soki (a reszta "surówka"), chodź mówiąc szczerze pewnie będzie to około 90-100%. Jak zwykle życie pokaże. Nie trzymam się też już schematu, że 0,5 litra soku z pomarańczy dziennie... pewnie będę go w miarę przestrzegał dalej, ale nie będzie to już raczej jakąś reguła której kurczowo będę się trzymał. Będę pił na co będę miał ochotę i w takich ilościach jakie uznam za słuszne. Soki chce robić przede wszystkim z marchwi, winogron, jabłek, pomarańczy, może też będę robił soki z pomidorów, buraków, ogórków? Pewnie tak... aby była urozmaicona dieta sokowa :), może i trochę zieleniny dodam kto wie ;) Pewnie będę jadł jeszcze czasem owoce czy warzywa w postaci stałej, ale w głowie mam teraz tylko soki hehe :) Co do wyciskarki to już ją testowałem i jest suuuuper! Faktem jest, że jest baaardzo droga (3690zł), ale to mercedes pośród wyciskarek :) Nie żałuje ani złotówki wydanej na ten sprzęt! Łatwo się myję, łatwo się wyciska sok i w ogóle bardzo prosta w obsłudze, składaniu i rozkładaniu. Sok ze świeżych marchwi ma konsystencję jedwabiu :D na serio! :D Po prostu wyciskarka najwyższej klasy. Tutaj trochę fotek :) LINK1!, LINK2!, LINK3!, LINK4!, LINK5! Jakby coś to polecam osobiście ten kombajn :D Więcej info o mojej nowej wyciskarce znajdziecie tutaj: LINK! (jakby coś to warto kupić... to są dobrze ulokowane pieniądze... są też tańsze modele np. Green Star 3000 -> około 2250zł). (Nie polecam zwykłych sokowirówek... kupiłem kiedyś taką za 300zł... leży w piwnicy... wyrzucone pieniądze w błoto). Co do np. soku z pomarańczy to ja korzystam z "Pro V Juicer". Kupiłem kiedyś za 199zł (straszne zdzierstwo!), ale teraz jest już za 129zł do kupienia. Do soku z pomarańczy jest to na prawdę idealne! chodź przeciśnięte przez Angel 7500 na pewno byłoby znacznie idealniejsze :D no, ale jest wystarczająco dobrze wyciśnięty sok więc nie narzekam. Do jabłek czy winogron takie sobie... do Angelka się nie umywa ale do soku z pomarańczy jest git (na pewno nie jest konsystencja jedwabiu, ale to na prawdę nie szkodzi w tym przypadku) :) Mam nadzieję, że w ten sposób zainspiruje kilka osób do zmiany swojej diety na zdrowszą :D Dzisiaj byłem 95% tylko na sokach :)
25.05.2010
.[54,1.kg] Dzisiaj piłem między innymi sok z buraka i był całkiem dobry (myślałem, że będzie niesmaczny a tu proszę miłe zaskoczenie) :), zrobiłem też między innymi sok z marchewki, jabłka, pora i selera, ale było to nie do wypicia... ten por chyba załatwił mój soczek ;) Dzisiaj około 85% na sokach + surowizna i nie tylko...
26.05.2010
.[54,1.kg] Jak na razie nie robiłem jeszcze soku z pomidorów... zjadam je rano w plasterkach z cebulą obecnie. Jak na razie najwięcej soku moją nową wyciskarką robie z jabłek, marchwi i winogron no i trochę z buraków... Pomarańcze robie na moim drugim urządzonku, ale jakoś mi się już kończą... jak nie będzie dostawy w pobliskim warzywniaku to chyba nie będzie mi się chciało iść specjalnie ich szukać po sklepach ;) Zauważyłem taką rzecz bo od kilku dni nie jem już gruszek, a jadłem je przez wiele wiele dni praktycznie codziennie i to w dużych ilościach... a teraz jakoś nie ma ich w sklepie (jednym i drugim...) i jakoś nie mam już takiej ochoty na gruszki jak wcześniej... znaczy zjadłbym sobie, ale zauważam że w sklepach pojawia się tak jakby to co powinienem kupić, a jak już mi czegoś nie potrzeba jakoś specjalnie to to nagle znika ze sklepu... Jakoś tak to wygląda... Czasem też oczywiście zjadam coś co nie jest "surowe", ale to i tak w małych ilościach... ogólnie jest ok :) Idę sobie zrobić soczek hehe :) (...) Pokaże wam zdjęcia z jeszcze kolejnego soczku jaki zrobiłem dzisiaj: to z czego robiłem soczek: LINK!; soczek z samych jabłek: LINK!; mmmm LINK!; a to zostało po uczcie sokowej: LINK!; zrobiony soczek z jabłek, marchwi i zielonych winogron: LINK!; zbliżenie (widać nawet różne kolorki): LINK!; i ostatnie zdjęcie: LINK!. Jeszcze później zrobiłem ciekawy sok... zielone winogrona + fioletowe winogrona + marchewki + jabłka + kilka truskawek i wyszło całkiem nieźle :) Dzisiaj coś koło 85-90% na sokach. Ogólnie czuję się git na sokach :) chodź nie jest to 100% ale jak na razie nie zależy mi jakoś specjalnie aby było to 100%. Jak na razie jest dobrze i widzę wszystko w kolorowych barwach i tak zrobiłem przez te ponad 10 miesięcy ogromne postępy. Od jedzenia jedynie "sklepowego śmiecia" szeroko rozumianego gdzie nie było miejsca na surowe owoce i warzywa do ciśnięcia na surowych sokach + "surówce" i odrobinie czegoś innego więc postęp jest ogromny i tu właśnie możemy zobaczyć jak w jeden rok (u mnie nawet nie cały jeszcze) można zmienić swoją dietę oraz swój styl życia. W ogóle zmiana diety wiąże się też z takimi rzeczami jak samopoczucie, chęć działania, podejmowane decyzje więc wiecie... w jeden rok możecie tak na prawdę przebudować swoje życie. Zrobić remont swojego wnętrza, a za tym pójdzie remont życia na zewnątrz :)
27.05.2010
.[54,4.kg] Zdecydowanie jabłka kwaśne są dla mnie lepsze (w smaku itdi itp) na sok niż jabłka słodkie. Tak samo lepiej mi smakują fioletowe winogrona na sok niż zielone. Polecam do soku z np. jabłek dodać truskawki -> smakuje to bardzo dobrze :) Dzisiaj 90-95% na sokach i czuję się git :)
28.05.2010
.[54,2.kg] Dzisiaj próbowałem dodać do soku z jabłek, marchewki, winogron i truskawek dodatkowego składnika jakim jest rabarbar i powiem wam, że jest całkiem ok... np. por jest nie zjadliwy :D, ale rabarbar jest ok i będę go częściej dodawał. Próbowałem też dodawać seler, ale taki sobie w smaku... 75-80% na sokach...
29.05.2010
.[54,2.kg] Zaraz będzie uczta LINK! (...) mniam mniam :D oczywiście nie zjadłem wszystkiego, ale pyszny soczek wyszedł... szczególnie dobrym pomysłem było dodanie pomarańczy :) -> Te w siatkach nie nadają się do tej wyciskarki z tego powodu, że obieranie ich jest bardzo "denerwujące" (pewnie to jeszcze zależy od konkretnego "modelu" pomarańczy, ale mówię odnośnie tych co miałem akurat w domu), ale jak się kupi takie duże pomarańcze to obiera się je raz dwa :) Dzisiaj tak około 90% na sokach... w sumie nie będę pisać codziennie ile % byłem na sokach, ale te początkowe dni spisałem... Czuje, że mógłbym już nawet do końca życia na sokach cisnąć. Czuje się bardzo dobrze itd. itp. Jak na dzień dzisiejszy dieta sokowa bardzo mi odpowiada :) Oczywiście pewnie mógłbym cisnąć na 100% na sokach tylko nie czuje tego jeszcze... w takim sensie, że łubie podjeść czasem trochę surowych truskawek czy zjeść pokrojone pomidorki z cebulą to nie jest sok! Dlatego to procenty mi obniża hehe no i czasem zjem coś co nie jest surowe, ale czuje ze wszystko zmierza ku zmianom na lepsze... Kiedy bym sobie nie wyobrażał, że będę cisnąć praktycznie 100% na surowo, a co dopiero na surowych sokach! W ogóle kiedyś nie jadłem warzyw i owoców, a teraz! Zmiana jest bardzo duża z czasami przeszłymi :) a najlepsze jest to, że zmiana trwa dalej i coś czuje, że soki to nie jest mój ostatni przystanek, ale zobaczymy ;) Jak na razie jest bardzo dobrze :) Kiedyś jak byłem na surowo i na soku to miałem rożne depresje i ogólnie tak zwany "detox", a teraz czuje się bardzo dobrze. Nie obserwuje żadnych negatywnych objawów o których warto byłoby wspomnieć. W ogóle to czuje się lepiej niż czułem się na surowo. Różnica jest zauważalna w żołądku. Wszystko jest ładnie jakby przetworzone. Nie ma jakiś zalegających "gród" w brzuchu. Wszystko jest bardziej "tai chi", że tak to nazwę, ale nie mniej jednak wciąż rozpracowywuję dietę sokową i pewnie jeszcze zajmie mi to z tydzień i obczaję co i jak, w jakich ilościach i jak łączyć składniki. Btw. te pomarańcze które dzisiaj kupiłem smakowały jak niegazowana lemoniada x), ale dużo soku dają :) no i zdrowy :) a nie taki jak w sklepie ;) z dodatkami pfff ;)
30.05.2010 [53,9 kg]
31.05.2010 [54,0 kg]

CZERWIEC 2010
01.06.2010 [54,2 kg] Dodam, że wciąż regularnie "błogosławię" każdy posiłek, który jem.
02.06.2010 [54,6 kg]
03.06.2010 [54,7 kg]
04.06.2010 [54,8 kg]

05.06.2010 [54,8 kg] Ostatnio piję bardzo dużo soku ze świeżej marchwi. Ograniczyłem też sok z winogron bo jakoś już nie mam zbytnio na niego ochoty.
06.06.2010 [54,4 kg]
07.06.2010 [54,6 kg]
08.06.2010 [54,8 kg]
09.06.2010 [54,6 kg]
10.06.2010
.[54,2.kg] Ogólnie ostatnie kilka dni wyglądało mniej więcej tak: 60% soku, 25% surowego i 15% czegoś innego, ale trzeba podkreślić, że te proporcje stale się zmieniają i każdego dnia są inne. Sok, surowizna i ewentualnie coś innego... tak moja dieta obecnie wygląda. Co do soków to pije ostatnio przede wszystkim soki z marchwi i dużych pomarańczy.
11.06.2010 [54,7 kg]
12.06.2010 [55,5 kg]
13.06.2010 [55,3 kg] Dzisiaj zjadłem spory kawałek arbuza... a oto dowód LINK! :D Nie pamiętam kiedy ostatnio go jadłem... pewnie było to z jakieś 15 lat temu :) w sumie nie przepadam za arbuzami, ale da się zjeść... no i chyba kupie sobie go ponownie bo jak chce się pić to jest idealny! Ma bardzo dużo wody w sobie :)
14.06.2010
.[55,6.kg] Kolejne trzy kawałki arbuza zjedzone... Mówiąc szczerze coraz bardziej mi on smakuje :) Zauważyłem też, że często jest tak, że moja silna wola rozpada się na kawałki jak jest coś do zjedzenia "nie surowego"... niestety... jeszcze nie jestem gotowy na 100% "surowiznę" szeroko rozumianą ;) Przypominają mi się słowa Jericho Sunfire gdzie mówił o silnej woli... Miał momenty takie jak ja gdzie silna wola po prostu rozpadała się w proch...  obecnie czuje, że jestem właśnie na takim etapie, ale nie mniej jednak jem sporo surowizny, a do tego surowe soki i to powoduje, że chcąc nie chcąc postępy w przyszłości będą nieuniknione :) chodź może to trochę jeszcze potrwać... Ogólnie największym moim problemem są kanapki z żółtym serem! Nie potrafię się powstrzymać! Po prostu nie wiem jak się opanować... żółty ser jest dla mnie jak jakiś narkotyk. Jem niby te kanapki bez masła czy margaryny... chodzi tu tylko i wyłącznie aby był na nich żółty ser... nie jem ich z niczym innym jakby coś... Jak się od tego "narkotyku" uwolnię to będzie już z górki ;) Jak mówiłem staram się, ale silna wola się rozsypuje w mgnieniu oka! raz dwa i jej nie ma... w sumie to samo tyczy się częstego przejadania się owocami... Mam nad czym pracować..., ale chcąc nie chcąc czuje, że sobie poradzę :) chodź nie będzie to z pewnością droga łatwa... np. ostatnio trochę przytyłem, ale jest to wynik nagromadzenia się jedzenia w żołądku... jak się go pozbędę wrócę pewnie do wagi coś około 54 kg... ah ta surowizna... ciężka sprawa :) ale ja się tak łatwo nie poddaję :]
15.06.2010
.[56,1.kg] Dzisiaj zrobiłem ciekawy sok: młode buraki z łodygami i liśćmi + marchewki + kilka rzodkiewek -> soczek wyszedł całkiem całkiem i na pewno zdrowy :)
16.06.2010
.[55,6.kg] Chyba się uzależniłem od arbuzów! Jadam też ostatnio sporo czereśni...
17.06.2010 [55,4 kg]
18.06.2010 [55,2 kg]
19.06.2010 [55,3 kg]
20.06.2010 [55,6 kg]
21.06.2010 [55,8 kg]
22.06.2010 [55,9 kg]
23.06.2010
.[55,9.kg] Wciąż mocno zajadam arbuzy! Co do winogron to pamiętam, że kiedyś non stop je jadłem, a teraz nie mam najmniejszej ochoty na nie ;) Ostatnio jem również jagody i czereśnie... Jakoś mniej mam ochotę na truskawki, ale je jem od czasu do czasu... Nie mam ochoty też na pomarańcze w workach..., ale te duże mogę przerobić na sok... to samo z marchewkami... na sok są ok... a co do soku burakowo-marchwiowego to tak średnie mam ochotę na takowy chodź wiem, że jest zdrowy :) Ogólnie bywa często tak że jadę kilka dni na "surówce" 100% a później z kilka dni do surowej diety wcinam dodatkowo coś nie zdrowego i tak w kółko..., ale to na prawdę różnie bywa... tak samo z tym co obecnie jem, a czego nie... z tygodnia na tydzień się to non stop mocno zmienia! nie mniej jednak czuję, że moja dieta jest bardziej zharmonizowana niż była kiedyś...
24.06.2010 [55,9 kg]
25.06.2010 [56,1 kg]
26.06.2010
.[56,7.kg] Dzisiaj wymieszałem arbuza z jagodami (LINK!) i było pyszne! Później arbuza + maliny + jagody (LINK!) i też było git, ale z samymi jagodami lepsze ;) W sumie dzisiaj zjadłem 5 takich misek ;) -> ostatnie trzy jeszcze mocniej zmiażdżyłem (LINK!). Dzisiaj został upieczony eksperymentalny chlebek domowej produkcji, a oto on: LINK! Chodź sam chleba jeść nie powinienem to jednak trochę go spróbowałem :D i z pewnością jak zwykle za dużo ^^' w sumie całkiem dobry no i ten zapach :) dokładnie to mama go robiła i podobno trochę nie wyszedł, ale pierwsze koty za płoty! Ważne, że wiadomo dokładnie z czego się składa ;) Powiem wam szczerze, że wypiekanie chleba raczej mnie nie interesuję... przez kilka ostatnich dni miałem na to mocniejszą zajawkę, ale jakoś na obecną chwilę nie chce mi się nawet zbytnio o tym myśleć ;) Namawiałem mamę do tego wyrabiania chleba w domu bo fajnie wiedzieć co się je itd. itp (wiadomo o co chodzi), ale ogólnie pieczywo nie jest dla mnie dobre... ja tak to czuję... może i fajnie sobie czasem je zjeść, ale mój brzuch mi mówi, że wolałby abym tego nie robił... czasem się po prostu powstrzymać nie mogę, ale czuję że wszystko idzie ku dobremu... w ogóle jakoś dużo ostatnio przytyłem... chyba za dużo jem? z nadmiernym jedzeniem mam jeszcze pewne problemy, ale pracuje nad tym :) To rozdrabnianie arbuza + jagody po prostu jest genialnym posiłkiem! Polecam wszystkim... fajna papka i w ogóle... :)
27.06.2010 [56,9 kg]
28.06.2010 [57,3 kg]
29.06.2010 [56,7 kg]
30.06.2010
.[56,4.kg] Codziennie jem od około 0,5 do 1 arbuza. Bardzo jakoś mi posmakowały :)

LIPIEC 2010
01.07.2010 [56,1 kg]
02.07.2010 [56,6 kg]
03.07.2010 [56,9 kg]
04.07.2010 [56,7 kg]
05.07.2010 [56,6 kg]
06.07.2010 [56,8 kg]
07.07.2010 [56,7 kg]
08.07.2010 [57,4 kg]
09.07.2010 [57,3 kg]
10.07.2010 [57,0 kg]
11.07.2010 [57,7 kg]
12.07.2010 [57,0 kg]
13.07.2010 [57,1 kg]
14.07.2010 [57,5 kg]
15.07.2010
.[57,5.kg] ROCZNICA PODJĘCIA SIĘ ZMIANY DIETY!!! Codziennie jem arbuza! Odkąd zacząłem pisać, że jem arbuza nie było dnia abym zrobił sobie przerwę w diecie od tego owocu :) Zdecydowanie bardzo mi pasuje :) Zrobiłem spore postępy przez ten rok... od diety gdzie jadłem wszystko po dietę która opiera się na surowych owocach i warzywach oraz surowych sokach. Niestety wciąż zdarza mi się jeść jakieś "nie surowe" potrawy, ale staram się... Wszystko jest kwestią czasu już... Ostatnio pije dosc mało soków... moim głównym daniem jest arbuz :)
16.07.2010 [57,4 kg]
17.07.2010 [57,0 kg]
18.07.2010 [57,4 kg]
19.07.2010 [57,0 kg]
20.07.2010 [57,2 kg]
21.07.2010 [56,8 kg]
22.07.2010
.[56,7.kg] Ostatnio posmakowały mi bardzo borówki amerykańskie.. mmm lepsze od czarnych jagód! Oczywiście głównym "składnikiem" mojej diety jest wciąż arbuz! :)
23.07.2010 [56,7 kg]
24.07.2010 [56,7 kg]
25.07.2010 [56,7 kg]
26.07.2010 [57,0 kg]
27.07.2010 [57,0 kg]
28.07.2010 [57,0 kg]
29.07.2010 [57,1 kg]
30.07.2010 [57,5 kg]
31.07.2010 [57,1 kg]


SIERPIEŃ 2010
01.08.2010 [56,9 kg]
02.08.2010 [57,2 kg]
03.08.2010 [57,5 kg]

05.08.2010 [57,2 kg]
Wycisnąłem dzisiaj sok z arbuza na moim "aniołku" i przyznam, że tak jest nawet lepiej tego owoca spożywać niż jakbym miał to robić w postaci stałej... w sumie szybko trafia do krwioobiegu ;)
06.08.2010 [58,1 kg]
07.08.2010 [57,8 kg]

08.08.2010 [57,5 kg]

09.08.2010 [58,0 kg]
10.08.2010 [58,0 kg]
11.08.2010 [57,9 kg]
12.08.2010
.[57,7.kg] Wciąż jem za dużo nie zdrowego żarcia... nie mniej jednak nie zaprzestaje jeść obecnie mojego ulubionego owocu jakim jest arbuz. "Głód narkotykowy" do nie zdrowego żarcia jest bardzo duży... niestety brak mi motywacji do przejścia na frutarianizm na którym jestem przekonany, że czułbym się znacznie lepiej... no, ale jak mówiłem brak motywacji powoduje, że ciężko jest wytrzymać na owocowej diecie więcej niż 1 dzień... Z dalszym etapem muszę chyba jeszcze trochę poczekać... Dam znać jak coś się mocniej zmieni... ważne, że jem sporo tego arbuza... no i do tego borówki amerykańskie...
13.08.2010 Miałem dzisiaj silne postanowienie aby nie jeść już nic nie zdrowego od dzisiejszego dnia do końca mojego życia, ale jak widzimy poniżej udało się wytrzymać tylko 8 dni co i tak dla mnie jest całkiem dobrym rezultatem chodź nie jestem do końca z siebie zadowolony. Zauważyłem też, że żadne postanowienia typu:, że od dzisiaj już nic nie zdrowego nie zjem itp. nie mają najmniejszego sensu chodź na chwilę mogą się dodatkowo zmobilizować, ale jak mówił Jericho Sunfire, że silna wola przy uwalnianiu się od nałogu "gównianego" żarcia rozpada się w drobny mak! Najskuteczniejszą metodą na dzień dzisiejszy wydaje mi się metoda którą trzeba oprzeć na powiedzeniu "kropla drąży skałę". Czyli w moim przypadku tą kroplą będzie arbuz którego codziennie jem...
14.08.2010 [57,7 kg] (1 dzień diety 100% na surowo)
15.08.2010 [57,5 kg]
16.08.2010 [57,3 kg]
17.08.2010 [56,7 kg]

19.08.2010 [57,1 kg]

20.08.2010 [57,0 kg]
21.08.2010.[56,9.kg] (8 dzień diety 100% na surowo) Jak na razie to cisnę przede wszystkim na arbuzie + borówkach amerykańskich... w postaci stałej lub przerobionej na sok :) Można powiedzieć, że moja dieta obecnie to fruto-liquidarianizm ;) chodź zdarza się, że zjem też jakieś inne owoce czy warzywa (oczywiście surowe / w postaci stałej lub przerobione na sok)... nawet trochę słoneczka sobie podjadam ostatnio. Jak na razie jest całkiem dobrze chodź kusi mnie od czasu do czasu aby zjeść coś "niewłaściwego", ale obecnie nabrałem motywacji i w sumie całkiem dobrze się trzymam...
22.08.2010.[57,0.kg] Niestety, ale dzisiaj zjadłem coś nie zdrowego i jak zwykle poczułem się gorzej, w sumie na tyle źle, że chętnie bym zwymiotował całą zawartość żołądka... Ogólnie wytrzymałem 8 dni 100% na surowo, a raczej lekko ponad 9 bo od 13.08.2010 [15:13] do 22.08.2010 [około 19:00-20:00]... może to nie wiele, ale jednak! Jestem z jednej strony zadowolony, a z drugiej rozczarowany. Będę kontynuował moje starania które mają na celu minimum bycie 100% na surowiźnie, a najlepiej ciśnięcie na frutarianiźmie lub liquidarianiźmie... Nie sądzę abym mógł już kiedykolwiek powrócić do "normalnej" diety... 100% surowizny to obecnie mój najbliższy przystanek... chociaż ostatnio jakoś mało mnie interesuje jedzenie warzyw... no chyba żeby zrobić z nich sok, ale 100x mocniej mnie ciągnie do soku zrobionego z owoców...
23.08.2010.[57,6.kg] Już wiem co mi wczoraj tak zaszkodziło... bo jadłem kanapki i śledzia i tym czymś był oczywiscie śledź! Już kiedyś ponad pół roku temu miałem takie same perturbacje po śledziu... już wole go unikać... chociaż mój organizm miał niby taką wielką ochotę na niego! Prawdopodobnie były to jakieś stare toxyny "śledziowe" które chciały opuścić ciało i stąd ta wielka ochota na zjedzenia śledzia! A swoją drogą chciałem podkreślić, że jest kolejny postęp a mianowicie taki, że już praktyczni nie jem od jakiegoś czasu arbuza w postaci stałej tylko przerabiam go na sok! Czasem go jeszcze tak pogryzam, ale i tak od 80% do 100% arbuza przerabiam na sok, a kiedyś jadłem go właściwie tylko w postaci stałej! Więc chcąc nie chcąc postęp jest. Na razie moim planem jest robienie dalej "dziury" w "złym odżywianiu" sokiem z arbuza. Chcąc nie chcąc powoli posuwam się do przodu w tym całym detoxie nawet jeżeli wracam do jedzenia np kanapek (dzisiaj niestety kilka zjadłem, ale co tam...) ważne, że z miesiąca na miesiąc robię pewien postęp. Od 17:00 robię sobie całkowity post do końca dnia.
24.08.2010 [57,7 kg]
25.08.2010
.[58,3.kg]
Wczoraj i dzisiaj wcinam nie zdrowe żarcie + wiadomo sok z arbuza itd. itp. i jednym słowem jestem zawiedzony sobą, że to robię chodź z drugiej strony wiem, że silna wola rozpada się w drobny mak przy konfrontacji z "narkotykiem"... to normalne... po prostu uwolnić się od "narkotyków" jest bardzo ciężko... Jutro zmieniam swoją dietę ponownie na 100% na surowo, ale z naciskiem na surowe soki! Zobaczymy ile wytrzymam ;)
26.08.2010 [57,9 kg]
27.08.2010 [57,3 kg]
28.08.2010
.[57,0.kg] 3 dzień 100% na surowo z dużą przewagą soków..., ale powiem wam, że nie jest łatwo... od wczoraj mnie mocno kusi na kanapkę z żółtym serem. Nie wiem czego oni dodają do tego sera, ale to powinno być nielegalne ;)
29.08.2010 [57,0 kg] 4 dzień - Jakoś się udało wytrwać ;)
30.08.2010 [56,9 kg]
Dzisiaj rano przerwałem dietkę... ale i tak 4 dni wytrzymałem.

WRZESIEŃ 2010
13.09.2010.[60,5.kg] Nic  się ostatnio specjalnie nie zmieniło w mojej diecie. Wciąż mam problem z podjadaniem. Od 15:11 do końca dnia robię pełny post czyli bez jedzenia i picia.
18.09.2010 [59,6 kg] Nektarynki mi ostatnio bardzo posmakowały.
19.09.2010 Niby wciąż jem "niezdrowe żarcie", ale coraz mocniej mnie od niego odpycha (przede wszystkim chodzi o gotowane jedzenie). Jedzenie tak owego pożywienia wynika z szeroko pojętego "uzależnienia". Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że mój organizm coraz mniej ma ochotę na "niezdrowe żarcie". Wcześniej walczyłem o to aby takiego jedzenia nie jeść, a teraz zaczyna to być bardziej naturalne! Czuję jakąś większą harmonię w mojej diecie. Chodź domyślam się, że minie jeszcze sporo czasu zanim się to wybalansuje tak jak trzeba, ale nie mniej jednak czuje, że jestem na dobrej drodze. Również mam wrażenie, że powolutku zanika mi apetyt na jedzenie. Ogólnie cały ten proces odbywa się bardzo powoli, nie mniej jednak z miesiąca na miesiąc są drobne postępy! Zacząłem też od jakiegoś czasu pić wodę z butelki.
22.09.2010 Ogólnie ostatnio jem przede wszystkim owoce i inne zdrowe lub mniej zdrowe rzeczy ;) ... a moja dieta arbuzowa chyba dobiegła już końca ;) Wody ostatnio więcej pije i czuje się z tym bardzo dobrze :) Od 15:40 robię sobie post na wodzie do końca dnia.
24.09.2010
.[59,7.kg] Mój organizm coraz mocniej ma dosyć "nie zdrowego" żarcia. Tylko jeszcze mentalnie jest mi ciężko aby z niego całkowicie zrezygnować. Nie mniej jednak organizm domaga się zmian.
26.09.2010 [60,4 kg]
27.09.2010 [60,8 kg]
Od 15:20 robię sobie post na wodzie do końca dnia.
28.09.2010 [60,3 kg] Ogólnie przerwy w jedzeniu i picie samej wody to świetna sprawa tylko muszę je robić częściej!
30.09.2010
.[60,2.kg] Mam ostatnio wrażenie, że przestaję mieć ochotę na pieczywo i żółty ser! a może mi się tylko tak wydaje!?

PAŹDZIERNIK 2010
02
.10.2010 [60,3 kg]
03.10.2010.[60,9.kg] Ostatnio przeważnie na śniadanie jem biały ser z tartym jabłkiem lub gruszką (mocno mnie to zapycha i zaczynam się buntować przeciwko takim śniadaniom). Praktycznie w ogóle nie jem pieczywa i żółtego sera! to chyba CUD! Czuję jakby chęć zjedzenia tego została ode mnie odcięta!, ale może mi się tylko wydaje!? Nie wiem!, ale jak na razie nie mam ochoty na jedzenie tego!!! Jakoś mi się dziwnie odechciało! Jem sporo jabłek i trochę gruszek. Jem też od czasu do czasu ciastka "sezamki", ale wiem, że raczej powinienem ich unikać! Nawet jak jest jakaś czekolada w domu to nie mam na nią ochoty! Mam wrażenie, że znika we mnie jakiś "przymus" jedzenia! szczególnie tego które jest dla mnie "szkodliwe". Zjadłem dzisiaj trochę sernika i załatwiłem się na wiele godzin no, ale cóż :D tak bywa :D, ale nie mniej jednak coś się zmienia! Czuję to! Bardzo odpowiada mi picie wody! Zapomniałem dodać, że jem też trochę surówek i od czasu do czasu trochę zupy, ale też jakoś owa zupa mi nie podchodzi. Raczej samo rzadkie wypije i git... Jakiś bunt we mnie narasta. Jestem ciekawy jak to będzie wyglądać za miesiąc czy dwa... Coś jest na rzeczy...
05.10.2010.[60,4.kg] Ostatnio zielone surówki mi posmakowały... mmm pycha! :) a od białego sera robię sobie na razie wolne ;) przynajmniej od takich ilości jakie jadłem ostatnio ;) PS. jak dobrze jest bez pieczywa i żółtego sera :D tylko muszę uważać na zamienniki x)
06.10.2010 [60,4 kg]
08.10.2010.[60,3.kg] Zauważyłem również, że gdy zjem coś "słodkiego" (np kawałek sernika) to praktycznie od razu mam takie negatywne uczucie w sobie. Myślę, że ma to związek z dużą ilością cukru. Często też mam taki niewielki odruch wymiotny jak coś jem, ale nie zawsze. Różnie bywa. Ogólnie mam coraz większą ochotę na robienie postów... nawet takich krótkich: kilku-kilkunasto godzinnych. Wciąż jeszcze nie do końca słucham swojego ciała ale pracuję nad tym.
09.10.2010 [60,3 kg]
10
.10.2010 [59,6 kg]
1
1.10.2010 [59,6 kg] Chyba się zatrułem sałatką... Większość dnia nic nie jadłem bo źle się czułem...
1
2.10.2010 [59,2 kg] Jakoś odechciało mi się tych "sklepowych" sałatek ;)
1
3.10.2010 [59,2 kg]
14.10.2010 [59,6 kg]
16.10.2010 [59,8 kg]
17.10.2010 [59,5 kg]
21.10.2010 [59,7 kg]
26.10.2010
Znowu mnie coś na winogrona bierze... chodź jabłka są przede wszystkim moim pokarmem ;) Ogólnie jakoś ostatnio mniej jem... no i czuję od dłuższego czasu przyjemne ciepełko w sobie.
28.10.2010 [59,0 kg]
31.10.2010
Ostatnio praktycznie wcale nie podjadam "jedzenia" typu: ciastka, ciasta, czekolady itp. Jakoś chęć na podjadanie tego typu rzeczy odpadła ode mnie... oby nie powróciła :D Ostatnio też jem trochę (ale nie wiele) kanapek z żółtym serem. Nie mniej jednak nie odczuwam takiego uzależnienia w tej sprawie jak było to kiedyś! (chociaż chyba się to jeszcze nie wypaliło do końca ale jest znacznie lepiej niż było to powiedźmy miesiąc temu).

LISTOPAD 2010
01.11.2010 Od jakiegoś tygodnia? sypiam po 5,5-7,5h i jakoś mi to starcza... Czasem też trochę zupki zjem z np. kalafiorem (ale czuję się po tym raczej negatywnie). Brokułka też od czasu do czasu wetnę ale też to różnie bywa. Do kanapek (o ile już je jem) dodaję też często czerwoną paprykę i kiszonego ogórka. Jem też czasem ryż (biały lub brązowy) lub makaron (brązowy). Mniej więcej tak wygląda obecnie moja dieta... Oczywiście to jest tak "mniej więcej" (warto to podkreślić) bo jadam jeszcze inne rzeczy ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że praktycznie nie podjadam takich rzeczy o których wspominałem wczoraj, a nawet jak coś przekąszę to praktycznie nie mam tego przymusu obżerania się tym jak wcześniej. Oczywiście pewnie minie jeszcze trochę czasu aż owy przymus zniknie zupełnie ale chcąc nie chcąc widzę różnicę! Na podstawie dzisiejszego dnia mogę podać dobry przykład bo miałem dwie kanapki z żółtym serem i pierwszą zjadłem, ale już z drugiej zdjąłem ten ser bo nie miałem na niego ochoty! a kiedyś byłoby to nie do pomyślenia!
06.11.2010 Czuję, że moje ciało chce odpoczynku od jedzenia... nie myślę tutaj o jakichś długich przerwach tylko o takich kilku-kilkunasto godzinnych... np. teraz jest po 19stej a gdy próbowałem coś jeść (na siłę bo uznałem, że już pora aby napełnić żołądek) to moje gardło tak jakby samo się "zaciskało" abym tego nie robił. Mam ochotę jedynie na wodę... Coraz mocniej mnie odrzuca od ryżu, klusek, pomidorów itd. Dodam jeszcze, że jak patrzę na żółty ser lub co gorsza go zjem to mam wrażenie jakby było tam na prawdę sporo chemii! Pieczywo jakoś też mi nie podchodzi. Sam już nie wiem co powinienem jeść. Jakoś na nic specjalnie nie mam ochoty... jedynie wodę mógłbym pić... hmm... Jestem ciekawy jak będzie wyglądać moja dieta w kolejnych miesiącach...
07.11.2010.[58,2.kg] Dzisiaj mało zjadłem, gdyż czułem, że mój organizm ewidentnie domaga się postu (piłem normalne ilości wody).
08.11.2010 Winogrona mi jeszcze w miarę smakują... To samo tyczy się kalafiora oraz brokułów gotowanych na parze... Piłem też dzisiaj sok wyciskany z marchewki i był ok ale różnica w smaku między marchewką wiosenną, a zimową jest bardzo duża.
10.11.2010.[57,9.kg] Ewidentnie nie czuję się dobrze po zajedzeniu zupy... ale o tym już kiedyś wspominałem... Tarte jabłko jest w miarę ok... ma sporo wody... to samo tyczy się winogron...
11.11.2010 Mój odruch wymiotny odnośnie spożywania jedzenia chyba się nasila... już sam nie wiem co mam na ten temat myśleć hmm...
12.11.2010.[57,6.kg] Oj zjedzenie kanapki z żółtym serem to był błąd... co oni tam dodają? a przed zaśnięciem zjadłem niby normalnie wyglądające jabłko... a czułem się po tym nie najlepiej :( Co się stało z naszym jedzeniem!!!??? Chyba przerzucę się na kaszę czy gotowaną marchewkę... po tym jakoś nie czułem się źle...
1
6.11.2010 [57,9 kg]
17.11.2010.[57,9.kg] Od około 06:55 przez następne 24h będę na pełnym poście (bez wody i picia).
18.11.2010.[55,7.kg] O około 7:50 zakończyłem post który trwał trochę ~25h. Oczywiście już wróciłem do jedzenia... ale ogólnie ciekawa próba "postu"... nie robiłem takowych bez wody... Mówiąc szczerze bardziej chciało mi się jeść niż pić... czułem się dobrze nawodniony, aż do końca postu. Też można zauważyć, że sporo schudłem ale szybko to nadrobię :)
19.11.2010 [57,1 kg] Waga poszła mocno w górę... podobnie jak wczoraj mocno w dół ;) ale w sumie to wczoraj nie najadłem się jakoś specjalnie... sporo wody piłem...
20.11.2010 [56,8 kg]
26.11.2010 [57,1 kg]

GRUDZIEŃ 2010
09.12.2010 Odechciało mi się jeść klusek gryczanych... zdecydowanie mój organizm już ich nie chce :) Piłem dzisiaj też trochę surowego soku z marchewki wyciskanego w domu ale z obecnej marchewki sok wychodzi gorzkawy... trzeba poczekać do lata... wtedy jest idealny ;)
13.12.2010 Właśnie sobie przypomniałem jak smaczne są mandarynki ;)
14.12.2010.[58,0.kg] Jadłem dzisiaj pierogi na wodzie... są znacznie lepsze niż pierogi zrobione na patelni gdzie ociekają one tłuszczem itp. To takie moje małe przemyślenie...
16.12.2010 Zdecydowanie już od dłuższego czasu jak jem jabłka to robi mi się nie dobrze i mnie "mdli"... ale chyba tylko gdy zjem takie jabłka nie obrane ze skórki... tak mi się wydaję? Muszę zbadać sprawę.. (03.02.2011 -> nie od każdego jabłka ze skórką tak mi się robi... po jednych mnie mdli, a po innych nie... chyba zależy to od rodzaju jabłka? a może od czegoś innego?)
24.12.2010 Jakiś miesiąc? temu zauważyłem, że bardzo źle wpływa na mnie sól i od mniej więcej tamtego czasu unikam jej jak ognia.
Dzisiaj zatrułem się kolacją Wigilijną...
25.12.2010 W nocy czułem się fatalnie... do tego stopnia, że musiałem być zabrany do szpitala... Dieta postna ("kleik", woda...)
26.12.2010 Kolejny szpitalny dzień... Dodatkowo jadłem sucharki...
27.12.2010 Powrót do domu... (w te święta nie zjadłem nawet grama mięsa... co nie zdarzało się w poprzednich latach)

cdn...

Dobry Samarytanin