|
|
|
NASZE DOŚWIADCZENIA
|
 |
MOJE DOŚWIADCZENIA Z "DIETĄ"
|
Będę się starał uaktualniać w miarę często ten dzienniczek i
raz na jakiś czas dodam swoje uwagi odnośnie tego jak idą
postępy, co jem itd.
Mam 182cm wzrostu i gdy zacząłem swoją nową dietę ważyłem
prawdopodobnie ~62kg rano po wc... nawet jak się przejadam,
a robiłem to od ostatnich kilku miesięcy z powodu depresji
to moja waga nie mogła raczej specjalnie przekroczyć tego
pułapu 62kg. Moje przejadanie pomagało mi na krótką metę...
gdy jadłem czułem się lepiej, ale gdy już skończyłem jeść
(nie koniecznie zdrowo i tyle ile trzeba -> przeważnie za
dużo) to mój stan depresyjny się pogłębiał. Przez wiele
miesięcy próbowałem zajeść depresje spowodowaną bardzo
dużymi zmianami jakie we mnie zachodziły (proces kundalini
itp). Całkowicie zdawałem sobie z tego sprawę, ale
wiedziałem że nie byłem wtedy dość silny aby zrobić z tym
porządek i przejść na prawidłową dietę lecz czułem, że
prędzej czy później się uda. Ten dzień nastąpił i był to
prawdopodobnie 15.07.2009. Od tego dnia zacząłem spisywać
swoją wagę i uwagi odnośnie swojej diety i postępów z nią
związanych.
Od wielu miesięcy mam dużo napchane w żołądku i nie jest mi
z tym dobrze i dlatego postanowiłem zrobić z tym porządek.
Moim celem nie jest zrzucenie wagi tylko osiągnięcie
harmonii... a jeśli uda mi się wejść w sferę odżywiania się
energią to jeszcze lepiej...
Moj dzienniczek pokładowy :)
[KAŻDA MOJA WAGA JEST PODANA RANO PO WC]
MIESIĄC 1 - WAGA I UWAGI:
~15.07.2009 [~62,0
kg] - prawdopodobnie tyle bym ważył? +-0,5kg
-ważyłem się rano w środku dnia i ważyłem około 63kg?
-pierwsze myśli o nie jedzeniu [zafascynowanie filmami o tej
tematyce i zmobilizowany aby coś zmienić ze względu na
przejadanie i złe samopoczucie w "żołądku"]
-wyznaczyłem sobie kilka celi na początku między innymi: nie
jedzenie przed zaśnięciem, dokładne przegryzanie pokarmu,
jedzenie tylko wtedy kiedy chce mi się jeść
21.07.2009 [60,3 kg]
-mało jem; przeważnie gdy jestem głodny, ale tak aby się nie
przejeść; raczej skromnie...
25.07.2009 [60,5 kg]
26.07.2009 [60,5 kg]
27.07.2009 [60,3 kg]
05.08.2009 [60,1 kg]
06.08.2009 [59,5 kg]
07.08.2009 [59,4 kg]
09.08.2009 [59,3 kg]
10.08.2009 [59,5 kg]
11.08.2009 [59,4 kg]
12.08.2009 [59,0 kg]
13.08.2009 [58,6 kg]
14.08.2009 [58,8 kg]
15.08.2009 [58,5 kg]
MIESIĄC 1 - PODSUMOWANIE:
-spadek wagi o 3,5kg [licząc od 15.07.2009 do 15.08.2009]
-kładzenie fundamentu pod "niejedzenie" o ile do niego
kiedyś dojdzie
-nie stosuje praktyk głodzenia się
-staram się na razie być w harmonii z tym co jem i nie robić
niczego na siłę... nie wymuszać "niejedzenia" w "nie zdrowy"
sposób...
-czuje się lepiej po zrzuceniu zbędnych kilogramów (chodź
wiele osób powie, że mam mocną niedowagę to ja powiem, że
jednak w żołądku zalegało dużo jedzenia które powodowało
nadęty brzuch, a teraz jest o wiele bardziej płaski...
-bywały dni gdy miałem mniej energii jakbym był zmęczony z
tego powodu, że nie jem tyle ile "trzeba"..., ale ogólnie
jest wszystko ok...
-lepsze samopoczucie spowodowane mniejszą ilością jedzenia w
żołądku
-można powiedzieć, że ten miesiąc to było opróżnianie jelit
z zaległego w nim jedzenia
MIESIĄC 2 - WAGA I UWAGI:
16.08.2009 [58,3 kg]
17.08.2009 [58,4 kg]
18.08.2009 [58,3 kg]
20.08.2009 [57,8 kg]
21.08.2009 [57,7 kg]
22.08.2009 [57,7 kg]
23.08.2009 [57,7 kg]
24.08.2009 [58,2 kg]
-Od jakiś już 5 dni staram się jeść tylko 3 posiłki dziennie
aby wyeliminować całkowicie podjadanie spowodowane chęcią
poprawienia sobie humoru.
-Występuje od kilku dni depresja związana z tym, że jem
tylko 3 posiłki i nie podjadam... gdy zjem moja depresja
gwałtownie się zmniejsza... depresja wynika z tego, że mój
umysł chce coś zjeść nawet jeżeli nie jest głodny tylko po
to aby poczuć się lepiej...
25.08.2009 [58,2 kg]
26.08.2009 [58,1 kg]
27.08.2009 [58,0 kg]
28.08.2009 [57,7 kg]
29.08.2009 [57,4 kg]
-od kilku dni obserwuje dziwne odgłosy w żołądku... nie ma
to nic wspólnego (moim zdaniem) z oznakami "burczenia w
brzuchu", a raczej jakby jakieś bąbelki powietrza? się
przemieszczały?
-od kilku dni codziennie jem jeszcze trochę mniej -> wynika
to z tego, że praktycznie wcale nie odczuwam głodu..., ale
czuje się bardzo dobrze!
30.08.2009 [57,0 kg]
31.08.2009 [57,1 kg]
01.09.2009 [56,5 kg]
02.09.2009 [56,4 kg]
03.09.2009 [56,3 kg]
04.09.2009 [56,7 kg]
05.09.2009 [57,1 kg]
06.09.2009 [57,3 kg]
07.09.2009 [57,4 kg]
08.09.2009 [57,2 kg]
-niestety wpadłem w efekt jojo i dlatego mi tak waga
podskoczyła... powinno być z 0,5-1,0kg mniej -> od kilku dni
mocno się przejadam co nie jest dla mnie pozytywne, ale
pracuje nad tym -> dzisiaj kolacji nie jem, ale i tak jestem
za bardzo napchany jedzeniem
09.09.2009 [57,0 kg]
-nie jadłem kolacji
10.09.2009 [56,5 kg]
-też pominąłem kolacje i stwierdziłem, że dobrym sposobem na
efekt jojo jest albo jedzenie dwóch posiłków dziennie albo
nie jedzenie po około 18:00... i nawet jak się przejem
jedząc dwa posiłki to i tak później przetrawię kalorie nie
jedząc kolejnego (kolacji) i nie jedząc dobre kilka godzin
przed zaśnięciem...
11.09.2009 [56,5 kg]
12.09.2009 [56,8 kg]
13.09.2009 [57,2 kg]
14.09.2009 [56,9 kg]
15.09.2009 [57,0 kg]
MIESIĄC 2 - PODSUMOWANIE:
-spadek wagi o 1,5kg [licząc od 15.08.2009 do 15.09.2009]
-jak doszedłem do wagi 56,3kg to dopadł mnie efekt jojo i
później jak widzimy waga mi nieźle podskoczyła, ale później
czasem nie jadłem kolacji i waga się ustabilizowała
-po około 2gim tygodniu zapominałem o dokładnym
przegryzaniu..., ale popracuje jeszcze nad tym
MIESIĄC 3 - WAGA I UWAGI:
16.09.2009 [56,8 kg]
17.09.2009 [56,8 kg]
18.09.2009 [56,6 kg]
19.09.2009 [56,6 kg]
20.09.2009 [56,8 kg]
21.09.2009 [56,0 kg]
-nic nie piłem (woda / napoje itp)
22.09.2009 [55,5 kg]
23.09.2009 [55,4 kg]
-zauważyłem, że wczoraj i dzisiaj jak pije wodę to mam
odruch wymiotny... tak jakby mój organizm nie chciał abym
dostarczał mu wody... miałem to chyba jeszcze trochę
wcześniej, ale wczoraj i dzisiaj to już ewidentny objaw...
24.09.2009 [54,9 kg]
-dzisiaj zjadłem 2 jajka, około 4-5 małych plasterków
szynki, 2 banany, kromka chleba z masłem, około 15 malin ze
śmietaną + 200-400ml wody -> w poprzednich dniach jadałem
podobnie... -> przeszedłem na piechotę 3-4km i czuje się
dobrze, a nawet lepiej niż kiedyś -> tak lekko mi jakoś, ale
zarazem kręci mi się czasem w głowie..., ale to pewnie
dlatego, że moje ciało szybko się oczyszcza z tego i owego i
wiadomo... zmiany nie muszą być przyjemne czasem, ale jak na
moje oko wszystko idzie dobrze jak na razie -> praktycznie
nie czuje głodu... depresja jeszcze mnie męczy, ale
sukcesywnie się sama oczyszcza... chodź nie jest to
przyjemne..., ale jak mówiłem czuje się dobrze i "działam"
dalej...
25.09.2009 [54,6 kg]
-przez ostatnie dobre kilka dni mam bardzo czysty umysł...
wcześniej też miałem czysty, ale jak jem znacznie mniej i
spadła mi mocno waga to to się mocno nasiliło...
26.09.2009 [55,0 kg]
-0 picia i jedzenia
27.09.2009 [53,9 kg]
-zacząłem normalnie jeść
28.09.2009 [54,9 kg]
29.09.2009 [54,9 kg]
30.09.2009 [55,0 kg]
-jadłem tylko surowe owoce i warzywa + woda
01.10.2009 [54,7 kg]
02.10.2009 [54,8 kg]
03.10.2009 [54,8 kg]
04.10.2009 [54,8 kg]
05.10.2009 [55,2 kg]
06.10.2009 [55,4 kg]
-ciągle walczę z pokusami... czasem jem coś czego jeść nie
powinienem czyli tak zwane "martwe jedzenie" , ale powoli
robie postępy i to jest najważniejsze
07.10.2009 [55,0 kg]
08.10.2009 [54,8 kg]
-coraz gorzej się czuje od tego jedzenia... musze przejść na
coś w stylu soków z owoców bo nie wyrobie... czuje jakby mój
żołądek już miał dosyć jedzenia takiego bardziej "twardego"
chociaż i tak jem dużo owoców i warzyw i staram się
dokładnie przegrywać... czuje, że czas na soki... zobaczymy
jak to się potoczy i to nie znaczy, że od jutra będę tylko
na sokach, ale coś czuje, że to soczki będę musiał
wprowadzić albo jedzenie czegoś w stylu: pomarańcze, arbuz
itp...
-właśnie stwierdziłem, że genialnym pokarmem jest tarte
jabłko na tarce... im mniejsze te dziurki w tarce tym lepsza
papka wychodzi i mojemu żołądkowi się to podoba hrhr :)
09.10.2009 [54,9 kg]
10.10.2009 [55,2 kg]
11.10.2009 [55,0 kg]
12.10.2009 [55,4 kg]
14.10.2009 [55,2 kg]
-staram się unikać bułek, chleba, zup ciepłych itp.
"rzeczy"... -> zauważyłem, że zawsze jak najem się chleba to
czuje się źle... czuje jakbym miał jakieś "grudy" w żołądku
i mój organizm musi z nimi się męczyć -> chociaż staram się
dobrze wszystko przegryzać! Rano jak jeszcze nic nie mam w
żołądku zdecydowanie czuje się najlepiej
-wczoraj po zjedzeniu chleba i ciepłej zupy czułem się do
końca dnia niekomfortowo w żołądku, a dzisiaj jadłem tylko
surowe owoce i warzywa i czuje się znacznie lepiej
-dzisiaj trochę za dużo zjadłem tych owoców i warzyw, ale to
nic... i tak czuje się dużo lepiej niż po chlebie takim
świeżym i pysznym lecz niezdrowym...
15.10.2009 [54,7 kg]
-jak widać spadła mi waga od wczoraj aż o 0,5kg!, a jechałem
tylko na owocach i warzywach no i wg mnie nawet się wczoraj
przejadłem
-dzisiaj również byłem na "surowo"
MIESIĄC 3 - PODSUMOWANIE:
-spadek wagi o 2,3kg [licząc od 15.09.2009 do 15.10.2009] ->
oczywiście podkreślam, że nie zależy mi na spadku wagi bo i
tak już mało ważę... chce jedynie jak najlepiej zbalansować
swoją dietę i przejść w pełni na "surowo"
-ten miesiąc nie należał do łatwych bo wiele razy
sabotowałem swoją dietę jedząc coś czego jeść nie powinienem
i nie mogłem się powstrzymać... ostatnie kilka dni jest dla
mnie zdecydowanie lepsze i powoli rezygnuje z bułek, chleba
i sabotujących mnie pokarmów oraz przechodzę coraz bardziej
w stronę surowej diety
-ogólnie czuje się znacznie lepiej niż jeszcze kilka dni
temu jak jadłem bułki / chleb / sabotujące pokarmy... po
jedzeniu na surowo czuje dużo większy komfort w żołądku niż
było to wcześniej...
MIESIĄC 4 - WAGA I UWAGI:
16.10.2009 [54,3 kg]
-dzisiaj na surowo + troszkę wędzonej ryby (makreli)
17.10.2009 [54,1 kg]
-zaczyna mnie moja waga niepokoić... niby jem od kilku dni
na surowo i moim zdaniem tyle ile trzeba, ale może
powinienem jeść więcej? nie wiem hmmm
-dzisiaj jem dużo owoców i trochę warzyw jak zwykle na
surowo, ale też zjadłem 1,5 opakowania takiej gotowej
sałatki z niezdrowymi dodatkami wiadomo jakieś "E" i inne
takie no ale cóż... postaram się więcej tego nie jeść, ale
coś czuje że dzisiaj w miarę dobrze mi idzie...
18.10.2009 [54,7 kg]
-no i dzisiaj 0,6kg więcej ważę niż wczoraj bo się jeszcze
więcej owoców i warzyw najadłem -> zobaczymy jak będzie po
miesiącu
-dzisiaj dalej na surowo -> trochę orzechów też zjadłem no i
soku z pomarańczy zrobiłem trochę mmm pycha :)
-zauważyłem też, że jem coś około 5-6x dziennie, a nie jak
przy wcześniejszej "normalnej" diecie 3-4x
19.10.2009 [54,6 kg]
-dzisiaj wstaje i czuje się wspaniale
-już śniadanko owocowe zjedzone i do tego soczek z
wyciśniętych pomarańczy
-zjadłem troszkę też warzyw na parze, ale nie za dużo
20.10.2009 [54,5 kg]
-już nie jestem w pełni na surowo... no cóż <zawstydzony>
;-) (zjadłem trochę ciasta śliwkowego)
-wczoraj mnie naszła ochota na kluski z serem i dzisiaj je
zjadłem i jak je zjadłem to już mi przeszła ochota na nie :/
-właśnie wypiłem pół litra wyciśniętego soku z pomarańczy
mniam :) -> nie ma to jak surowizna!
21.10.2009 [54,6 kg]
-nie ma to jak dieta na surowo -> dzisiaj już wypiłem 1,5
litra soku z pomarańczy + zjadłem do tego 3 porcje miąższu z
pomarańczy, który pozostał + do tego trochę owoców przede
wszystkim banany...
-tak wyglądają przygotowane pomarańcze na pół litra soku:
LINK!
-tak wyglądają pomarańcze po wyciśnięciu:
LINK!
-tak wygląda już gotowe do spożycia pół litra soku + miąższ:
LINK!
22.10.2009 [54,7 kg]
-1,5 litra soku z pomarańczy już wypite + pozostały miąższ
:) -> oczywiście do tego dochodzą inne owoce zjedzone
jeszcze..., ale coraz bardziej mam ochotę przejść tylko na
soki; coś czuje, że to byłoby dobre dla mnie...
-nowa dostawa pomarańczy na soki (11kg):
LINK!
-w nocy gdy już kładłem się spać poczułem nagle bardzo silny
głód... co ciekawe trwał on 5-10min i tak jakby nagle
zniknął... Jericho Sunfire mówił, że żołądek zawsze próbuje
dojść do naturalnego stanu i skutkiem ubocznym jest właśnie
uczucie głodu, ale tak na prawdę to żołądek się kurzy i
próbuje wrócić do równowagi... Po tych 5-10min poczułem
jakby coś sie skurczyło lub wyprostowało... nie wiem
dokładnie, ale było takie "puf" i ten intensywny "głód",
który się tak nagle pojawił po prostu zniknął...
23.10.2009 [54,4 kg]
-dzisiaj zjadłem trochę owoców i mało warzyw... ogólnie nie
za dużo...
-dzisiaj na piechotę przeszedłem jakieś 6-8km (normalnie
raczej nigdzie nie chodzę) i wszystko było w porządku, nie
czułem jakiegoś specjalnego zmęczenia jak czytałem na forach
gdzie ludzie stosowali głodówki i ledwo po schodach
wchodzili to ja czegoś takiego na 100% nie zaobserwowałem...
-jak mówiłem nie jadłem mniej więcej od 17:45? aż do pójścia
spać i towarzyszyło mi przez jakieś 2 godziny uczucie
lekkiego głodu... co ciekawe po tym czasie to uczucie
praktycznie znikło! a następnego dnia jak wstałem dalej
czułem lekki głód, ale taki lekki... domyślam się, że po
prostu żołądek się kurczy? zmniejsza się do swojego
naturalnego stanu i stąd uczucie "głodu".
24.10.2009 [53,6 kg]
-1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + banan + 1,5
opakowania sałatki w okrągłym pojemniczku (jest moim zdaniem
dużo zdrowsza niż takie sałatki w kwadratowych/prostokątnych
pojemnikach które zawierają różne "E" itd. itp, ale ta ma
też pewne wady np. zawiera cukier, sól i kwasek cytrynowy
no, ale zjadłem jej dzisiaj 1,5 opakowania chociaż nie
powinienem... chciałbym przejść w pełni na sokach, ale
mentalnie chyba nie jestem jeszcze gotowy na to, ale
zobaczymy co przyniesie przyszłość) + trochę orzechów +
trochę winogron + woda
-dzisiaj jestem 11 dzień na surowej diecie + soki (raz
zjadłem trochę klusków i ciasta jedynie, ale mniejsza z tym)
i czuje dużą różnice między "normalnym" jedzeniem, a dietą
na surowo... co jest ciekawe to, że możesz jeść dużo owoców
i warzyw na surowo i nawet jak sie przejesz to jest duża
szansa, że będziesz chudnąć (oczywiście jeżeli masz nadmiar
tkanki tłuszczowej)... od kilku dni też pije sporo soku z
pomarańczy co bardzo dobrze na mnie wpływa... czyli na razie
jem przede wszystkim owoce + mało warzyw + 0,5-1,5 litra
soku z pomarańczy + miąższ i tak mniej więcej ostatnio
wygląda moja dieta i czuje się właściwie bardzo dobrze...
tylko te zmiany zachodzą tak szybko, że staram się być
ostrożnym i słuchać się swojej "intuicji" aby nie
przeholować z czymś i nie zrobić sobie krzywdy... aż 3
miesiące zajęło mi przejście na surową dietę, ale
zdecydowanie było warto...
czuje się znacznie lepiej w żołądku i okolicach... mam też
więcej energii do wykonywania wszystkich czynności jakie mam
wykonać podczas dnia... praktycznie wcale nie czuje się
senny jak było to kiedyś na "złej diecie". Czuje również, że
moje ciało staje się coraz bardziej lekkie... mój umysł
staje się coraz bardziej świadomy chwili teraźniejszej...
jeszcze bardziej i bardziej z każdym dniem jak wydalam z
siebie wszystko co wydalone zostać powinno...
25.10.2009 [53,7 kg]
-1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ
26.10.2009 [53,4 kg]
-1,0 litra soku z pomarańczy + miąższ + 0,5 litra wody +
trochę pomelo + trochę orzeszków laskowych -> jak piłem rano
pół litra soku z pomarańczy małą łyżeczką to jak byłem w
połowie to miałem już odruch wymiotny... nie z powodu smaku
bo jest bardzo dobry i uwielbiam sok z pomarańczy świeżo
wyciśniętych, ale zrobiło mi się też tak jak kiedyś piłem
wodę... na dodatek za jakiś czas nalałem sobie 0,5 litra
wody bo wczoraj wieczorem i dzisiaj rano mocno mi się pić
chciało i to samo miałem -> odruch wymiotny jak to piłem...
na początku jak pierwszy raz miałem taki odruch wymiotny
przy wodzie to myślałem, że to może jakaś woda zła jest albo
coś, ale skoro miałem to samo przy piciu soku z pomarańczy
no to hmmm... tak na prawdę nie wiem gdzie ta dieta mnie
zaprowadzi... to jeden wielki znak zapytania i podróż w
nieznane, ale sadze, że już niedługo się o tym dowiemy bo
miesiąc czwarty obfituje w wielkie zmiany, ale czy na
lepsze? o tym się już nie długo dowiemy :)
-mam też wrażenie jakbym był spragniony, ale jak na moje oko
i tak już zdecydowanie za dużo się napiłem (0,5 litra soku +
0,5 litra wody do godziny 11:00)
-też zauważyłem, że potrzebuje mniej snu
27.10.2009 [53,0 kg]
-0,5 litra soku z pomarańczy + 0,5 litra wody + około 40?
orzeszków laskowych
28.10.2009 [52,8 kg]
-0,5 litra soku z pomarańczy + pół drożdżówki z jabłkami (o
17:19) (wiem, że nie powinienem jej jeść, ale wyglądała tak
smakowicie, że nie mogłem się powstrzymać) :P
-od kilku dni mam wrażenie jakby całe moje ciało się
kurczyło...
-co ciekawe niby rano czasem czuje lekko "głód"?, ale
później nawet jak jeszcze leże lub jak teraz gdy już wstałem
i jeszcze nic nie jadłem ani nie piłem czuje się w żołądku
na prawdę przyjemnie... na diecie 100% na surowo nawet nie
mógłbym pomyśleć o tak przyjemnym stanie w żołądku i
okolicach...
- po wypiciu 0,5 litra soku poczułem się nie najlepiej...
jakbym za dużo wypił na raz... na dodatek z godzinę później
dopadła mnie mocna depresja, ale wydaje mi się, że to taka
oczyszczeniowa oraz mam odruch wymiotny znowu z samego
powodu, że ten sok jest w moim żołądku :/
-mam takie wrażenie, że jak się czegoś napije lub coś zjem
to będzie mi jeszcze bardziej nie dobrze...
-już jest 13:00 -> czuje się znacznie lepiej -> depresja
jakby się bardzo zmniejszyła, a wręcz prawie znikła, ale
była na prawdę jakaś taka nie przyjemna...
-jest mi dość ciężko ogólnie ostatnio bo zachodzą tak
wielkie zmiany szczególnie w ostatnich 2 tygodniach i to nie
tylko w ciele, ale też w psychice..., ale czuje, że wszystko
idzie w dobrym kierunku...
29.10.2009 [52,4 kg]
-0,75 litra wody + trochę kapusty z jakimiś dodatkami typu
marchewka itd. itp. + gruszka + pomarańcz + mały kiszony
ogórek + trochę orzeszków laskowych
-rano mój brzuch i okolice czują się bardzo dobrze :) ->
jedynie rano chciało mi się pić
30.10.2009 [52,5 kg]
-0,75 litra wody + tarte jabłko
-dzisiaj rano czuje się bardzo dobrze w żołądku i
okolicach...
-przez większość dnia czułem jakby lekko "głód", ale przed
20:00 poczułem nagle nasilenie głodu dość mocny i po 20:00
nastąpiło takie jakby "pyk" i głód praktycznie całkowicie
zanikł... ciekawe...
-oczywiście w każdej chwili mogę wrócić na dietę "100% na
surowo" + soki, ale wciąż mam dużo energii i witalności jak
powiedziałby Jericho Sunfire więc kontynuuje moją "dietę".
Dzisiaj przeszedłem na piechotę też kilka kilometrów i nie
czuje się jakoś zmęczony czy coś... czuje się taki witalny
właśnie... te spacery to są takie "testy" gdzie mogę
sprawdzić czy mam energie czy nie... jak na razie zawsze ją
mam...
-wieczorem znowu czuje się źle psychicznie... czuje jakby
jakąś czarna energia ze mnie wychodziła i mnie całego
zalewała i depresja mnie dość mocna łapie..., ale później to
sie po jakimś czasie oczyszcza i tak w kółko... jedna
warstwa czarnej "smoły" za drugą się oczyszcza aż wnętrze
staje się coraz bardziej subtelne i subtelne... te czarne
skorupy które na samym początku się oczyszczają są
najbardziej bolesne dla psychiki... nie wiem czy ide w
dobrym kierunku z tym jedzeniem tak mało, ale wiem, że coś
mocno się we mnie oczyszcza i tego jestem pewien; są to
przede wszystkim sprawy natury mentalnej i emocjonalnej oraz
liczne przywiązania do smacznego jedzenia; ten ból, który
czasem odczuwam jest taki bardzo głęboki... wręcz rozrywa
Cię od środka... przechodzi Cię na wylot... cierpisz tak do
samego centrum swojej istoty... i później puszcza po wielu
godzinach wymęczenia i czujesz ulgę... i później znowu i tak
w kółko aż ten ból jak ciemne chmury w końcu przechodzą...
chmury jaśnieją, ból się zmniejsza i dochodzisz do
wolności... czy uda mi się tam dojść? postaram się być
czujny i robić tak jak kieruje mną intuicja... dopóki
zachodzą głębokie zmiany we mnie na poziomie mentalnym to
wiem, że ten eksperyment na pewno nie jest czasem
straconym... i jest mocno owocny w proces zmian i ogólnego
oczyszczenia chodź jest to podróż przez ogień...
-o godzinie 21:38 właściwie nie czuje wcale głodu, ale jest
mi dziwnie... czuje się taki świadomy chwili teraźniejszej i
ciągle te fale jakby czarnej energii wypływały ze mnie po to
aby się oczyścić... to jest dość bolesne dla psychiki, ale
czuje, że jest to konieczne dla mojego wyższego wzlotu...
31.10.2009 [52,2 kg]
-dzisiaj w nocy z dnia 30 na 31 nie mogłem zbytnio spać i
źle sie czułem... postanowiłem definitywnie, że wracam do
"normalnej" diety... czyli jest to zakończenie mojego
eksperymentu z "dietą", ale wiem, że całkiem sporo z tego
doświadczenia wyniosłem i na pewno nie był to czas
zmarnowany...
01.11.2009 [53,2 kg]
02.11.2009 [54,2 kg]
03.11.2009 [54,5 kg]
04.11.2009 [54,5 kg]
05.11.2009 [54,5 kg]
06.11.2009 [54,9 kg]
07.11.2009 [55,3 kg]
08.11.2009 [55,0 kg]
09.11.2009 [55,4 kg]
10.11.2009 [55,4 kg]
11.11.2009 [55,7 kg]
12.11.2009 [55,6 kg]
13.11.2009 [55,6 kg]
14.11.2009 [56,2 kg]
15.11.2009 [56,3 kg]
MIESIĄC 4 - PODSUMOWANIE:
-wzrost wagi o 1,6kg [licząc od 15.10.2009 do 15.11.2009]
-w tym miesiącu wyjątkowo dużo się działo... od początku
tego miesiąca przeszedłem właściwie 100% na surowo... same
owoce i warzywa... po szybkim czasie doszły do tego soki z
pomarańczy wyciskane ręcznie w domu... zmiany szły bardzo
szybko i może nawet za szybko... jak przeszedłem na picie
soków to jadłem coraz mniej owoców i warzyw aż szybko
zamieniłem soki na wodę i znowu jeszcze mniej jadłem... co w
końcu doprowadziło do tego, że 31.10.2009 źle się czułem i
zrozumiałem, że nie jest tak jak być powinno... i wróciłem
do "normalnej" diety co spowodowało, że od tamtego czasu
przytyłem 4,1kg (w dwa tygodnie)... jak na razie nie stosuje
jakiejś specjalnej diety ani coś... jem po prostu wszystko
na co mam ochotę..., ale w przyszłości planuje powrót do
surowizny, a jak to wyjdzie? życie pokaże :) Jak na razie
nie będę spisywać dalszej swojej wagi itd. itp... może wrócę
do spisywania, ale za jakiś dłuższy? czas...
LISTOPAD 2009
(pozostałe dni)
21.11.2009 -
od kilku dni mam dużą chęć na jedzenie gruszek co też czynię
:) Są takie soczyste co powoduje, że nie musze tyle pić
wody. Również nie mogę patrzeć już na chleb do którego
wróciłem ale odrzuca mnie od niego i to mocno... Czuje się
trochę jak ten
Phan Tan Loc
(waterianin)
który miał ochotę na kokosa to go jadł... później miał
ochotę na herbatę to ją pił... tak powinienem teraz
postępować... słuchać jeszcze mocniej mojego organizmu...
kiedyś miałem ochotę na mandarynki, później winogrona,
pomidory, ostatnio na pomarańcze, a teraz przyszła kolej na
gruszki... chociaż przyznaje, że jakoś nigdy wcześniej ich
nie jadłem... w sumie nie za bardzo mi smakowały, a teraz
jest jakoś ok ;)
23.11.2009 -
polubiłem też ostatnio kaszę jaglaną z miodem :)
24.11.2009
[57,1 kg]
GRUDZIEŃ 2009
10.12.2009 -
od jakiegoś tygodnia? nie jem już praktycznie kaszy
jaglanej... więc jadłem ją jakieś 2 tygodnie? -> mój
organizm już się nią znudził..., ale ciągle mam ochotę na
jabłka, banany i gruszki... czasem do tych owoców dodawana
jest pomarańcz lub mandarynki + miód, rodzynki lub żurawinki
:)
14.12.2009 [58,6 kg]
15.12.2009 -
od jakiegoś juz czasu staram się unikać "białego"
pieczywa... dzisiaj np. jadłem naleśniki zrobione z mąki
kukurydzianej i powiem, że o wiele lżej człowiek się czuje
niż jakby użyć do tego mąki pszennej :)
18.12.2009 [58,3 kg]
21.12.2009 -
zjadłem wczoraj i dzisiaj trochę świątecznego sernika (wiem
że jeszcze za wcześnie hehe) i mój organizm nie czuł się po
nim najlepiej chodź kiedyś uwielbiałem serniki i
mogłem je jeść i jeść tak teraz mnie chyba zaczęło od nich
odrzucać (mdlić) :/ -> Mój organizm chyba przestaje
tolerować cukier bo w nim upatruję winowajcę..., ale za to
mam ciągle apetyt na owoce ;)
26.12.2009 -
ostatnio są święta i wiadomo jak to na święta trochę szynki
i ciasta się je ;), ale prawda jest taka, że zjadłem ogólnie
znacznie mniej pokarmy niż np. rok temu! Mój żołądek chyba
się jakoś skurczył i wydaje mi się, że nie jestem nawet w
stanie tyle zjeść co rok temu, a nawet jest to mocno nie
pożądane abym się mocno przejadał... wiadomo zjadłem trochę
więcej niż powinienem, ale ogólnie jest dobrze... robię
trochę ćwiczeń typu "tai chi" od czasu do czasu i wg
własnego wnętrza je wykonuje (czyli po swojemu) i czuję się
coraz lepiej :) Z chęcią już wróciłbym do jedzenia mojej
"michy" czyli mojej miski z owocami :) -> musze też zrzucić
trochę nie potrzebnego jedzenia które mam w sobie, ale z tym
powinno pójść szybko :) Ostatnio też czuje, że mój umysł
jest w coraz głębszym stanie wyciszenia... nie jest jeszcze
tak jakbym sobie tego życzył, ale jest coraz lepiej...
27.12.2009 [59,1 kg]
28.12.2009 [58,4 kg]
29.12.2009 [57,8 kg]
31.12.2009 [58,3 kg]
STYCZEŃ 2010
01.01.2010 [58,7 kg]
02.01.2010 [58,4 kg]
03.01.2010 [57,8 kg]
04.01.2010 -
staram się ostatnio znowu powrócić do diety na surowo, ale
tym razem w swoim naturalnym tempie i bez specjalnego
pośpiechu. Obecnie praktycznie wcale nie jem gruszek, a za
to jem trochę mandarynek, winogron, kiszonych ogórków czy
sałatek owocowo-warzywnych. Mniej też mam ochotę na banany
ale wciąż je jem. Zdarza się, że zjem czasem też np. zupę
warzywną lub rosołu z kluskami i z odrobiną mięska które
jest w zupce. Ogólnie chcę organizm przystosować do
codziennego odżywiania się owocami i warzywami, ale musi się
to odbyć w naturalnym dla mnie czasie i tempie :) Pilnuję
również abym się nie przejadał i jadł tylko tyle ile jest mi
potrzebne. Powoli do celu ;)
05.01.2010 [58,1 kg]
06.01.2010 [58,1 kg]
07.01.2010 - dzisiaj praktycznie jadłem tylko winogrona +
mało mandarynek + odrobinę kaszy z jakimiś warzywami + woda
oczywiście :)
08.01.2010 [57,5 kg]
- dzisiaj rano bardzo dobrze czułem się w okolicach brzucha
:)
10.01.2010 [57,7 kg]
11.01.2010 -
staram się jeść jak najwięcej owoców i warzyw, ale wciąż mam
chwile gdy podjadam coś nie zdrowego..., ale będę walczył
całym sobą aby to przezwyciężyć :) -> Zauważyłem też, że jak
jem zupę to im jest ona zimniejsza tym mój "żołądek" się
lepiej czuje po zjedzeniu jej, i odwrotnie -> po zjedzeniu
ciepłej albo gorącej zupy mój "żołądek" źle się czuje i im
zupa była "cieplejsza" tym ten stan złego samopoczucia w
"żołądku" trwa dłużej więc teraz preferuje jak już jeść zupę
to tylko zimną.
12.01.2010 -
dzisiaj jadłem dużo winogron + chyba 2 banany(+ jedna
mandarynka + woda oczywiście i czułem się na prawdę dobrze
ale niestety zjadłem później kromkę chleba z żółtym serem i
ogórkiem i trochę mi to zaszkodziło w pewnym sensie, ale to
nic... ogólnie mój organizm ma bardzo duży apetyt na
winogrona i czuje jakby mi się nigdy nie miały znudzić ;-)
Dzisiaj miałem to przyjemne uczucie w brzuchu i w całym
ciele gdy się jedzie na "owocach"... jak byłem na
"normalnej" diecie gdzie jadłem i pieczywo i wszystko inne
to nawet nie wiedziałem w pewnym sensie, że taki stan
istnieje... też mam wrażenie jakby wychodziły ze mnie jakieś
pokłady "toxyn" czy czegoś w tym rodzaju... im dłużej
jem ostatnio te winogrona tym lepiej się czuje
wewnętrznie... szczególnie chodzi o to uczucie w brzuchu...
ten przyjemny stan... jakby stan zakochania, który
rozprzestrzenia się po całym ciele i jest odczuwany w każdej
komórce Twojego ciała... Umysł też wydaje się jeszcze
mocniej oczyszczony...
13.01.2010 -
pierwszy dzień na surowo -> dzisiaj zjadłem winogrona
(0,5-1,0 kg?) + 3-4? banany + 2 mandarynki + woda. Staram
się nie jeść za mało owoców chodź pewnie wielu osobom się
wyda, że jest to bardzo mało to co dzisiaj czy we
wcześniejszych dniach zjadłem, ale ja na prawdę mam mały
żołądek :) i nie wiele mi potrzeba aby się najeść do syta :)
Chce przetestować dietę składającą się z samych surowych
owoców i wody. Zobaczymy co z tego wyniknie i jak to dalej
się potoczy.
14.01.2010 [57,0 kg]
- drugi dzień w pełni na surowo, ale nie tylko jadłem jak do
tej pory owoce... zjadłem również trochę surowej marchewki
;)
15.01.2010 -
trzeci dzień na surowo - mam wrażenie, że się przejadam, a
jak to robię to mam odruch wymiotny... i czuje się wciąż
jakiś taki zapchany wewnętrznie. Nie czuje do końca tego
"tai chi", że tak to nazwę. Z jednej strony jest w miarę
dobrze w brzuchu, ale jeszcze gdzieś tam nie jest tak jak
być powinno. Może trochę soków z pomarańczy trzeba dodać do
diety? :) [<- spisane rano po zjedzeniu śniadania]. Dzisiaj
zjadłem winogrona (0,5-1,0kg?) + 2 banany + 2 ogórki kiszone
+ 1,0 litra soku z pomarańczy + miąższ + trochę kapusty
kiszonej + 4 mandarynki + woda
16.01.2010 [57,1 kg]
- trochę winogron + 4 banan + 1 ogórek kiszony + 8
mandarynek + 1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + 0,1
litra wody
17.01.2010 [57,1 kg]
- ~0,3 kg winogron + pół pomidora + jabłko + 2 banany + 6-7
mandarynki + 1,0 litra soku z pomarańczy + miąższ + 0,4
litra wody. Dzisiaj jest już czwarty dzień diety na surowo i
czuje się ogólnie jakoś dziwnie. Z jednej strony dobrze, a z
drugiej jakby cały mój organizm wyrzucał ze swojego wnętrza
"toxyny" na zewnątrz. To jest tylko taka moja hipoteza ->
nie musi wcale tak być, ale takie mam wrażenie. Szczególnie
na szyi jakby coś tam chciało się oczyścić? I ten odruch
wymiotny. Nawet jak nic nie jem jak teraz (21:00) to jakoś
nie przyjemnie na szyi i leciutki ucisk na samym środku
jest, a wczoraj czy bodajże przed wczoraj miałem nawet
jakieś mocne kłucie w szyje więc coś tam się ewidentnie
dzieje.
18.01.2010 [57,0 kg]
-> śniadanie: (~9:30) 3 mandarynki i banan + 0,25 litra wody
<- z trudem zjadłem... odruch wymiotny i te sprawy, ale
jakoś na siłę powoli upchałem w siebie :/ -> wypiłem później
(~10:35) jeszcze 0,5 litra soku z pomarańczy + miąższ i
czuje się lepiej niż jak miałbym coś bardziej materialnego
zjadać jak te mandarynki czy banany :/ -> (~12:05) trochę
kapusty kiszonej (trochę mi po niej lepiej) + ogórek kiszony
+ 0,1 litra wody -> (~13:45) pół kiści zielonych winogron
(mniam!) + 1 mandarynkę + 0,1 litra wody -> (~15:10) 0,5
litra soku z pomarańczy + miąższ -> (~16:45) pozostała cześć
kiści winogron (zdecydowanie mój organizm ma na winogrona
ochotę) + pomidor + ogórek (po pomidorze i ogórku jakoś
gorzej się poczułem w brzuchu -> jakoś mnie nadęło :/ ->
ledwo co zjadłem te warzywa do końca..., ale chciałem jakoś
urozmaicić dietę na surowo) + 0,1 litra wody -> (~18:50) 2
mandarynki + 0,2 litra wody.
19.01.2010 [57,1 kg]
- siódmy dzień na surowo -> dzisiaj jadłem: zielone
winogrona (1,0 kg?) + 6 mandarynki + 0,2 litra wody + 1,0
litra soku z pomarańczy + miąższ. Przed wypiciem 0,5 litra
soku + miąższ czułem sie bardzo dobrze i w sumie może nie
musiałem już nic więcej pić / jeść, ale postanowiłem jednak
dorzucić ten sok + miąższ i jakoś tak
napełniony aż nadto się czuję..., ale ogólnie czuje się dużo
lepiej niż wczoraj. Dalej czuje objawy na szyi -> jakby coś
"toxycznego" próbowało stamtąd się uwolnić / oczyścić ->
takie mam odczucia i nie koniecznie muszą być tym co na
prawdę się tam dzieje, ale na tą chwilę tak to jakoś widzę.
Zauważyłem również, że odkąd jem na surowo i nawet wcześniej
z lekkim podjadaniem to często musze chodzić do WC aby się
wysikać ;) -> Jakby co to nie mam żadnych zawrotów głowy ani
niczego podobnego.
20.01.2010
[56,9 kg]
(19/20.01.2010 miałem sen w którym były pokazane jabłka i
pomarańcze do soków więc chyba czas dorzucić jabłka do diety
;) -> 3 tarte jabłka + 300g zielonych winogron + 1
mandarynka (tą mandarynkę zjadłem jako ostatnią tego dnia
ale jakoś mi dziwnie po niej... w negatywnym sensie...) +
~0,9 litra soku z pomarańczy + miąższ + 0,6 litra wody.
21.01.2010 -
dziewiąty dzień 100% na surowo -> zjadłem: 6 tartych jabłek
+ 0,5 kg zielonych winogron + ~0,8 litra soku z pomarańczy +
miąższ + 0,5 litra wody.
22.01.2010
[56,2 kg]
dzisiaj przerwałem z własnej woli dietę 100% na surowo.
Czułem, że powinienem zrobić sobie przerwę. Czułem się na
tej diecie dobrze i miałem energię itd. itp. Również nie
czuje obecnie ochoty do jedzenia "normalnego" jedzenia bo
wiem jak prawdopodobnie będę się po nim czuć. Po śnie z
19/20.01.2010 miałem inny sen w którym patrzyłem w słońce (solarianizm?
a może po prostu symbol diety która by mi odpowiadała?) i
było mi tak dobrze i później jakaś dziewczyna przyszła do
mnie z jakimiś problemami i zabrała mnie na jakiś krótkie
spacer dookoła małego kiosku i opowiadała o jakiś swoich
problemach? i później powróciłem do patrzenia się w słońce i
też takie pozytywne odczucie miałem gdy to robiłem. Może ten
sen sugeruje, że teraz bawię się w dietę (patrzenie w
słońce), a później będzie jakaś przerwa w diecie?, kłopoty z
dietą? lub coś w tym stylu (spacer z jakąś dziewczyną która
opowiada o jakiś problemach?), a później znowu patrzyłem się
w słońce więc może powrócę do diety w niedalekiej
przyszłości? Może... jak będzie na prawdę to już życie
pokaże :) (życie pokazało, że odbyło się to szybciej niż
myślałem hehe) -> Właśnie wróciłem do normalnej diety i od
samego początku nie czuje się dobrze po tym co jem, mój
brzuch jest smutny :/ -> już jestem mocno zmęczony kwestią
jedzenia i całego tego experymentownia i robienia wysiłku
aby było "dobrze" :/ -> najlepiej zostać szybko solarianem i
mieć spokój bo już mam dosyć :/ Coś mi sie wydaje, że to
może być krótsza przerwa w diecie 100% na surowo niż
mi się wydaje :/ Dzisiaj zjadłem na śniadanie 2 banany + 0,5
litra soku z pomarańczy + miąższ i było dobrze, a później
nie potrzebnie dorzuciłem kilka kawałków śledzika w oleju? +
sałatka w okrągłym pojemniczku + 2 kromki chleba z żółtym
serem + kilka ciastek z dżemem + jakieś 0,25? litra wody :/
-> oczywiście o przerwaniu diety postanowiłem wcześniej. Już
na szczęście zrobiłem sobie nowe zapasy winogron do jedzenia
i pomarańczy na sok :) Co nie oznacza, że wracam już na
dietę 100% na surowo, ale winogrona i sok z pomarańczy mają
dobry wpływa na mnie ;) i widzę, że jakoś nie mogę już jeść
jedzenia które kiedyś jadłem non stop. Zjedzenie tego
"drugiego śniadania" musiałem odleżeć w łóżku tak mnie
zmogło. Zdecydowanie była to wina tego pokrojonego na
kawałki śledzia w oleju :/ (~15:45 ->) drożdżówka + 0,45
litra wody (ta drożdżówka to chyba też nie był dobry pomysł
ale woda mi pomogła). Mówiąc szczerze wracając do tego
śledzia to mam odruch wymiotny i chętnie bym go zwrócił :/
-> idę leżeć dalej ;/, a przecież zjadłem go już kilka
godzin temu :/ -> domyślam się, że to potrwa do wieczora
minimum :/ jutro powinno być lepiej :/ (~16:55 ->) Wracając
do chleba, który dzisiaj zjadłem to chyba już nie popełnię
tego błędu więcej bo też nie powinienem go jednak jeść... na
samą myśl o chlebie, bułkach, żółtym serze czy śledziach mam
odruch wymiotny... musze tego unikać jak ognia :/ (~17:05
->) Właśnie zapytałem Boga o to aby mi coś powiedział
odnośnie tej chwili obecnej (ta cała dieta i "zatrucie" tym
śledziem) i wziąłem taką książkę "Opowieść o życiu" i
wylosowałem na chybił trafił jakąś stronę i pokazałem w
którymś miejscu palcem i patrzę, a tam pisze: Tytuł: "Post"!
Przypadek, że w książce która ma 197 stron trafiłem akurat
na fragment o poście? Pisze o tym bo to ciekawe nawet ;)
(~19:06 ->) Czuje się już znacznie lepiej -> piłem wcześniej
jakieś ziółka itd. itp.
23.01.2010
[56,6 kg] Od wczoraj też zacząłem "patrzeć w słońce"
ale krótko patrzę w samo słońce... raczej kieruje wzrok
poniżej słońce i trwa to od kilku minut do kilkunastu. Jak
na razie praktykuje to tak mniej więcej przed południem. Na
razie robie sobie wolne w spisywaniu co dokładnie jadłem
każdego dnia ;) -> dzisiaj nie byłem 100% na surowo, ale i
tak staram się przede wszystkim jeść surowcowe owoce + pić
sok z pomarańczy.
24.01.2010
[56,8 kg]
25.01.2010
[56,6 kg]
26.01.2010
[56,9 kg]
27.01.2010
[56,3 kg]
28.01.2010
[56,2 kg] Ostatnie dni jestem od 80% do 100% na
surowo -> jem przeważnie: zielone winogrona, banany,
pomarańcze, sok z pomarańczy + miąższ + woda + "inne" ->
wszystko w różnych ilościach jakie mi pasuje danego dnia,
czasem zjem np. 1-2 banany, a czasem 0. Różnie bywa...
staram się intuicyjnie to wybierać i dopasować do obecnej
chwili... Czasem zjem coś mniej zdrowego, ale to raczej w
niewielkich ilościach i jak już to zjem to sobie jeszcze
mocniej uświadamiam, że to był błąd i nie powinienem tego
zjadać :/
29.01.2010
[55,6 kg] -> jak na razie zrezygnowałem z bananów...
-> przede wszystkim winogrona + pomarańcze + sok z
pomarańczy + miąższ + woda + ewentualnie coś
"niezdrowego" jeszcze, ale powoli to też zamierzam
całkowicie wyeliminować ;)
30.01.2010 [55,4 kg]
31.01.2010 [55,1 kg] Ostatnio ciągle chce mi się
pić... czuje się taki suchy w środku. Też ostatnio
zauważyłem, że potrzebuję mniej snu i budzę się wcześniej
niż zwykle, chociaż dalej leże w łóżku z przyzwyczajenia ;)
LUTY 2010
01.02.2010 [55,2 kg]
Kilka zielonych winogron + 1,0-1,5 litra sok z pomarańczy +
miąższ + woda -> nie "spisywałem" dokładnie ile soku czy
wody wypiłem... staram się pić i jeść tyle ile moim zdaniem
powinienem ;) Zauważyłem, że też ostatnio przechodzę jakieś
stany "depresyjne", ale one po kilku godzinach mijają.
Dzisiaj rano źle się psychicznie czułem, ale np. teraz
(około 19) czuję się w sumie bardzo dobrze. Podobnie było
wczoraj... Mam też tak, że przez jakiś czas mój organizm ma
ochotę np. teraz (około 21:30 / gorsze samopoczucie) na
zupkę chińską z chlebem i masłem... kiedyś w gimnazjum? się
tym objadałem... oczywiście nie mam zamiaru tego jeść bo
wiem jakbym się czuł i wiem, że ta chęć na zjedzeni tego
jest tylko przejściowa... np. wczoraj miałem ochotę na
kiełbasę, a dzisiaj już jej nie mam ;) Wydaje mi, że gdy
pojawia się ta depresja to wychodzą jakieś stare toxyny?
związane może z tymi potrawami na które mam ochotę? i
później po kilku godzinach się oczyszczają jako tako i
depresja w jakimś tam stopniu ustępuje... brzmi w miarę
logicznie ;) Również przez to, że często czuje się
spragniony pije chyba nawet zbyt dużo wody i później jest mi
jakoś tak nie dobrze i nawet czasem mam odruch wymiotny...
02.02.2010 [55,0 kg]
Ciągle mnie "suszy" i musze się napić, ale wypicie wody
pomaga tylko na chwilę i znowu to samo uczucie jakbym był na
pustyni ;) -> zauważyłem, że wypicie 0,5 litra soku z
pomarańczy na jeden raz to teraz jakoś za dużo jak dla
mnie... kiedyś nie miałem z tym problemów, ale po takim
dużym kubku soku mój żołądek czuje się wypełniony po same
brzegi i musi trochę odpocząć w pewnym sensie ;) -> Musze
zacząć pić mniejsze porcje i powinno być dobrze :) -> Trochę
zielonych winogron + ~1,3 litra soku z pomarańczy + miąższ +
woda (trochę tej wody ostatnio piję).
03.02.2010 [54,7 kg]
~1,6 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda
04.02.2010 [54,6 kg]
(wczoraj chyba około 16:00 ostatnią porcję soku piłem i
później tylko wodę -> dzisiaj jest już 8:16 rano i nie
odczuwam głody ani niczego takiego... jednie mnie "suszy"
;)). ~2,0 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda.
Dzisiaj przed południem, w południe i po południu dopadła
mnie bardzo mocna "depresja" (objaw uwalnianie z toxyn?)...
ale już wieczorem od około 20? praktycznie wszystko ustąpiło
i czuje się nieporównywalnie lepiej.
05.02.2010 [54,4 kg]
~1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda.
06.02.2010 [54,4 kg]
Dzisiaj przerywam na razie "dietę"..., ale nie, że źle się
czułem czy coś... Czuje się dobrze mam energię, nie mam
żadnych zaćmień, praktycznie nie odczuwam głodu... Również
nie wynika to z tego, że za wszelką cenę chciałem coś zjeść
"niezdrowego"... Sam nie wiem dlaczego ją przerywam... niby
wszystko jest ok, ale myślę, że tak należało zrobić i, że to
dobra decyzja ;) Po prostu nie wiem czy szedłem w dobrym
kierunku... może miałem tylko zrobić coś w stylu "postu
leczniczego" i zawrócić do w miarę zdrowego odżywiania?
może? a może za kilka dni wrócę spowrotem do tej diety? nie
wiem czas pokaże ;) -> zjadłem np. dzisiaj pół bułki z
żółtym serem tak dla testu i -> ble -> kiedyś to
uwielbiałem, a teraz lepiej nie mówić -> nie wiem jak ja
mogłem to kiedyś jeść ; p -> dobrze, że kupiłem sobie jakieś
owoce ;x -> zauważyłem, że jak coś nie jest owocem lub
warzywem to jakoś mój organizm tego nie chce i nawet jak to
zjem to nie czuje się jakoś "dobrze". W sumie to zdrowy
odruch hehe :D -> Już mi się odechciało odchodzenia od
dobrej diety ;) Tak na prawdę to wiedziałem, że mniej więcej
tak to będzie wyglądać odnośnie tego, że znowu wrócę (nie
wiem na jak długo?) do "normalnej diety" (bułek już nie tknę
ble!) bo mi się to śniło w pewnym symbolicznym śnie jak to
będzie wyglądać i dzisiaj się spełnił co do joty (nie
opisałem go tutaj i nie opiszę hehe). Ale nie śniło mi się
co będzie dalej ;) -> Ciągle się patrzę w słońce jakby
co..., ale nie codziennie bo czasem są chmury i nici z
patrzenia... Co do spożytego soku z pomarańczy to tego dnia
było to mniej więcej ~1,0 litra :] Nie chce przerywać picia
soku bo czuje, że jest dla mnie bardzo odpowiedni :)
07.02.2010 [54,7 kg]
~1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda + trochę
zielonych winogron + zupka z warzywami + coś tam jeszcze...
;) -> ogólnie odpowiada mi schemat picia soku z pomarańczy,
jedzenie miąższu i picia wody... myślę, że będę się mniej
więcej tego trzymał w dalszych tygodniach... oczywiście
pewnie będę dodawać też inne rzeczy typu zielone winogrona +
jakieś inne nawet mniej zdrowe rzeczy typu zupka warzywna ;)
itd itp. ;) -> zobaczymy... -> życie wszystko zweryfikuje ;)
08.02.2010 [54,6 kg]
Zauważyłem, że jak sobie postanowię, że będę przestrzegał
diety to tak jest i wtedy mi zależy aby tak było (ostatnia 9
dniowa dieta na sokach, miąższu i wodzie), ale jak przestaje
mi zależeć i nie czuje już więcej "diety" jak w ostatnich
dniach to czasem, ale nie zawsze folguje sobie lekko i
zdarza się, że wciąż czuję ten "narkotyczny głód", który
mnie ciągnie do niezdrowego jedzenia czy też nawet jedzenia
z nudów... oczywiście staram się wtedy np. zapchać kilkoma
winogronami i trochę pomaga... (zauważyłem, że ostatnio
różowe winogrona zupełnie mi nie pasują, jedynie zielone są
ok dla mnie) po prostu ostatnio brakuje mi silnego
postanowienia, że chce trwać na właściwej diecie... po
prostu wiem, że idę już w dobrym kierunku i, że wszystko
jest kwestią czasu..., że z każdym dniem będzie następować
coraz to większe oczyszczeni..., że tymi sokami zrobiłem
dużą wyrwę w "złej diecie" która się rozpada z każdym dniem
coraz mocniej i wszelkie narkotyczne powiązania z tak zwaną
"normalną" dietą są niszczone... myślę, że po prostu
potrzebuję najzwyczajniej czasu na to aby w pełni
postanowić, że będę stu procentowo trzymał się diety (np sok
z pomarańczy + miąższ + woda)... teraz sobie lekko folguje,
ale wiem, że nastąpi dzień kiedy tak nie będzie... nawet jak
jem czasem kilka zielonych winogron to czuję, że nie
powinienem tego robić bo robię to czasami nie dlatego, że
chce mi się jeść tylko z nudów... nie jest to może duża
"zbrodnia", ale chciałbym się pozbyć wszystkich tych "pokus"
które przejmują nade mną kontrolę... ogólnie czuje, że to
tylko kwestia czasu... może kilku miesięcy zanim w pełni
pozbędę się "narkotycznego głodu" do jakiejkolwiek formy
"podjadania" czy "niezdrowego jedzenia"..., ale czuje, że
wszystko zmierza w dobrym kierunku... oczywiści mam silne
postanowię odnośnie picia dziennie ~1,5 litra soku z
pomarańczy + miąższ + woda i tego postanowiłem się obecnie
staram trzymać! Jak na razie sok z pomarańczy mi bardzo
odpowiada :) W przyszłości pewnie ilość spożywanego soku
będzie się zmieniać, ale jak na razie ~1,5 litra wydaje się
w sam raz... Niestety nie mam żadnego wsparcia w rodzinie co
też nie ułatwia mi mojej "diety" i procesu oczyszczenia się
z "nałogów" związanych z jedzeniem itd itp... to był chyba
główny powód powrotu do "normalnej" diety dnia 06.02.2010...
(chodź w sumie bez przesady z tym powrotem do "normalnej"
diety -> nie jest tak źle ;) -> oraz wypełnienia się
ostatniej części nie opisanego jak dotąd snu... może zrobię
to teraz ;) -> Na samym początku snu był pokazany jakiś
chyba dobry samochód z naklejką "12", a później ja w nim
siedzący z naklejką "5"... następnie szybko jechałem prostą
drogą i raz wpadłem w zawirowanie, ale szybko opanowałem
pojazd i ruszyłem dalej... następnie było przejście kolejowe
i trzy pasy torów... przesiadłem się na jasnego (białego?)
quada i starałem się pokonać te tory lecz gdy chciałem
przejechać je wydawało mi się, że nadjeżdża pociąg i
się musiałem trochę namęczyć aby je pokonać... wydaje mi się
że chodzi tutaj o obawy typu czy aby na pewno idę w dobrym
kierunku, czy aby ta dieta jest dobra dla mnie i różne
sprawy związane z detoxem typu depresje itd. itp. Myślę też
że pokonywanie torów kolejowych może symbolizować te 9 dni
jakie byłem na soku, miąższu i wodzie. Nie jestem tego
pewien oczywiście, ale tak mi się wydaje. Następnie po
przejechaniu tych torów zatrzymuje mnie policjant (dzień
06.02.2010 -> brak wsparcia i zrozumienia tematu w domu
który narósł do takiego stopnia, że musiałem niestety zostać
zatrzymany) i nie pozwala mi jechać dalej. Ja we śnie jestem
zdenerwowany bo chcę jechać dalej! Widzę przed sobą ogromne
rozciągające się na całą szerokość przejście dla pieszych ->
szczerze mówiąc kojarzy mi się to z jakimś dużym skokiem w
diecie. Na razie zostawię to bez dalszego komentarza i
zobaczymy jak to się potoczy w następnych tygodniach /
miesiącach. Teoretycznie wszystko idzie zgodnie z planem ;)
Jestem chwilowo zatrzymany przez tego "policjanta", ale do
czasu ;) -> jak to się mówi co zwlecze to nie uciecze ;) Ten
sen śnił mi się około 27/28.01.2010 (nie jestem dokładnie
pewien daty, ale mniej więcej ten dzień -> plus minus 1
dzień).
09.02.2010 [54,6 kg]
-> dzisiaj miałem ładny sen :) -> Byłem a dworze, było
ciepło, jasno i w ogóle chyba było lato :))) -> stałem wśród
zieleni (coś jakby łąka) i widziałem wszędzie w powietrzu
jakby złote energię. Patrzyłem na nie i wciągałem je nosem.
Sen był dość krótki, ale bardzo przyjemny :)
10.02.2010 [54,5 kg]
Miałem ładny sen gdzie patrzyłem się w słoneczko... taki
bardzo króciutki i faktycznie tego dnia było słoneczo w
które można było się patrzeć... w poprzednich dwóch dniach
niestety nie było to możliwe bo ciągle chmury i chmury, a
dzisiaj było bez chmurnie :)
11.02.2010 [54,4 kg] Cały czas trzymam się schematu
~1.5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda i do tego
ostatnio dodaje trochę zielonych winogron -> staram się
unikać wszelkich rzeczy co nie są owocem czy warzywem...
Dzisiaj spałem jakieś 6-7 godzin chodź leżałem w łóżku z
przyzwyczajenia znacznie dłużej... jak się tyle nie je to i
energię się ma i nie potrzebne jest 10-12h snu jak mi
wcześniej xD
12.02.2010 [54,3 kg]
Dzisiaj męczy mnie mocny "narkotyczny głód" aby zjeść coś
niezdrowego... ciężko takie coś wytrzymać, ale dam rade ;)
Musze tylko przeczekać jakoś te wszystkie "narkotyczne
głody" które się pojawiają... To coś podobnego jak było, że
chciałem nagle zupki chińskiej której nie jadłem około 9
lat... nie ma w niej nic zdrowego, ale jednak chciałem ją
zjeść (oczywiście nie poszedłem do sklepu aby ją kupić hehe).
Tu jest podobnie tylko mój organizm chciałby zjeść już
cokolwiek np. wafelka z dżemem czy coś podobnego aby ulżyć
psychice, ale niestety nie mogę tego zrobić ;) -> Dalej mnie
"suszy", ale już troszkę mniej niż było to jakiś czas temu.
13.02.2010 [54,3 kg]
14.02.2010 [54,3 kg] Wymyśliłem dobry system jak nie
podjadać "niezdrowego jedzenia" i nie wdawać się np. w
bezsensowną dyskusję o jedzeniu która prowadzi tylko do
"cierpienia" i "niezrozumienia tematu"... za każdy taki akt
jest kara albo 50 brzuszków albo 50 przysiadów (do
wyboru do koloru). Już dzisiaj mam dwie seryjki ćwiczeń za
sobą i czuje się mocniej zmotywowany abym nie musiał zbaczać
z kursu w przyszłości. I tak w szybki sposób można zamienić
swoje "złe" nawyki w "dobre" ;) -> A swoją drogą to sok pije
mniej więcej o godzinie: 10, 14 i 18. -> Piszę to 16.02.2010
-> Swoją drogą nie wiem czy będę rygorystycznie przestrzegał
tych "kar" bo wciąż nie czuje aby mi zależało na nie
podjadaniu... chociaż staram się tego nie robić oczywiście
(ostatnio najwyżej winogrona są moją dodatkową przekąską)...
jakoś cała sprawa z tą dietą stała mi się taka obojętna i
nijaka (możliwe, że to tylko chwilowe odczucie!)... po
prostu mój organizm na samym początku nie mógł już wytrzymać
jedzenia tego "normalnego" jedzenia i musiałem coś z tym
zrobić i w sumie czuje się psychicznie lepiej niż gdy
ważyłem 62kg, ale wciąż nie komfortowo (trzeba podkreślić,
że jednego dnia czuje się bardzo dobrze psychicznie, a
innego beznadziejnie... czasem taki stan mija szybko, a
czasem utrzymuje się wiele godzin i dłużej) może to wynikać
oczywiście ze zmian i detoxu, ale jakoś wszystko mi się
wydaje obecnie takie szare i ponure... jak oglądam jakieś
kanały kulinarne w TV to widzę ludzi jakichś uzależnionych
od tego jedzenia... wszyscy jedzą dla przyjemności, a nie
dla wartości odżywczych... każdy gotuje to żarcie czy wcina
mięso tylko dla sprawienia sobie przyjemności czy zjedzenia
"smacznego posiłku"... no właśnie smacznego, ale kto mówi,
że zdrowego? mięso z toxynami? mmm pyszne w pizzy czy na
talerzu dla wielu osób, ale chce się komuś później to
oczyszczać? nikt nawet o tym nie myśli, a później powstają
różne problemy zdrowotne czy zaburzenia psychiczne... a to
się kumuluje przecież... wiem, że musze tylko jakoś przejść
ten okres oczyszczania, ale chciałoby się mieć go już za
sobą ;) -> dopiero teraz człowiek widzi jak bardzo jest
uzależniony od tego niezdrowego jedzenia... -> teraz jest
już mniej więcej dwie godziny od napisania tego textu
powyżej i czuje się o niebo lepiej chociaż w sumie nic nie
zrobiłem specjalnego... to jest właśnie ciekawe, że człowiek
czuje się beznadziejnie przez wiele godzin, a później nagle
zaczyna się czuć bardzo dobrze jakby jakiś ciężar z niego
spadł... coś się oczyściło i bardzo dobrze :) Teraz np. mam
dużą ochotę do kontynuowania diety sok + woda i nawet bez
dodawania winogron (chodź winogrona szczególnie zielone
jakoś wewnętrznie czuje, że mi pasują na obecnym etapie
"diety"), ale to na chwile obecną tak mam po tym jakimś
oczyszczeniu które właśnie nastąpiło :) -> Już nie wydaje mi
się to wszystko takie ponure i w szarych barwach, ale pewnie
jutro albo za kilka dni znowu mnie takie coś złapie... nie
lubię tego, ale widzę teraz wyraźnie, że musze jedynie przez
to przejść! te wszystkie stany emocjonalne itd. itp. :) dam
rade :)
15.02.2010 [54,5 kg]
Ostatnio ciągle jest duże zachmurzenie i nie ma słoneczka w
które można się patrzeć... mam nadzieje, że szybko się to
zmieni ;-) chociaż na obecnej diecie czuje się bardzo dobrze
:) -> wydaje mi się jakbym z każdym dniem czuł się coraz
lepiej ;D -> tylko jeszcze te depresje różnego rodzaju
łapią, takie związane z uwalnianiem się od jedzenia czegoś
"niezdrowego" czy jedzenia czegoś z "nudów", ale one mijają
i się oczyszczają... jedna po drugiej ;) -> powoli...
powoli... do celu...
16.02.2010 [54,5 kg]
Dzisiaj jest na reszcie dużo słoneczka hrhr :) -> mam
nadzieję, że wiosna szybko nadejdzie ;) -> a btw. od jakiś
1-2 tygodni? nie wiem dokładnie od ilu, ale pije tylko wodę
(źródlaną) kupowaną ze sklepu... ta z kranu przelewana do
takiego "filtra" jakoś mi nie smakuje ;) więc przerzuciłem
się na sklepową wodę ;)
17.02.2010 [54,4 kg]
Dzisiaj pomijając standardowe menu (~1,5 litra soku z
pomarańczy + miąższ + woda i ewentualnie winogrona)
postanowiłem zjeść trochę "normalnego" jedzenia... zjadłem
jajecznice z dwóch jajek z szynką po której nie czułem się
najlepiej chodź przyznaje, że była smaczna (nie szynka tylko
jajecznica oczywiście)! Mówiąc szczerze to w ogóle po tej
jajecznicy jest mi nie dobrze i chce już się jej jak
najszybciej pozbyć z mojego organizmu :/ Do tego dodałem
ciemnego chleba, ale zjadłem tylko kawałek bo jakoś nie
mogłem tego jeść... i później jeszcze jakieś tam inne
drobiazgi, ale wniosek jest taki, że jajecznica już mi
zdecydowanie nie podchodzi jak to się mówi... jakiś czas
temu już nie pamiętam kiedy też jadłem jajecznice i miałem
dokładnie to samo negatywne odczucie gdy ją zjadłem... już
rozumiem czemu weganie nie jedzą produktów pochodzenia
zwierzęcego hehe ;) Z tego co widzę to co jakiś czas
powracam na chwilkę do "normalnej"
diety chyba tylko po to
aby zdać sobie jeszcze mocniej sprawę z tego, że nie jest to
zbytnio zjadliwe ;) Nie wiem jak ja mogłem tyle lat takie
coś jeść? eh ; p
18.02.2010 [54,2 kg]
19.02.2010 [54,2 kg]
20.02.2010 [54,4 kg]
21.02.2010 [54,1 kg]
22.02.2010 [54,1 kg]
23.02.2010 [53,6 kg] Na razie zmieniam dzienną ilość
wypijanego soku z pomarańczy z ~1,5 litra na ~1,0 litr.
Oczywiście jem jeszcze ostatnio inne rzeczy jak jabłka,
pomarańcze, czasem banan, winogrona, nawet gotowaną zupę z
warzywami... różnie bywa z tym moim jadłospisem. Jak zjem
coś ewidentnie nie właściwego to stosuje "karę" w którą
wchodzą tylko brzuszki w ilości 50 sztuk ;) Co jakiś czas
zdarza się seryjka hehe ;)
24.02.2010 [54,3 kg]
25.02.2010 [54,2 kg] Kupiłem sobie ostatnio też
trochę pomarańczy takie nie w siatkach tylko luzem z grubą
skórą i są całkiem niezłe na sok. Z około 4 średniej
wielkości wychodzi pół litra soku! Jak są pomarańcze duże to
mogą i 3 wystarczyć do 0,5 litra soku. Całkiem nieźle, ale
za to mało miąższu pozostaje, ale to nic. Mają też inny smak
niż te siatkowe. Nie są takie słodkie, ale czuć po prostu
explozję witaminy C (chodź to też zależy jakie pomarańcze
się kupi! jedne są lepsze w smaku, a inne trochę mniej).
26.02.2010 [54,4 kg]
Wracam na ~1,5 litra soku z pomarańczy dziennie...
27.02.2010 [54,1 kg]
28.02.2010 [54,3 kg] Dzisiaj zauważyłem jedną ciekawą
rzecz, a mianowicie, że
moje kąciku oczu są lekko jasno różowe, a kiedy były
znacznie ciemniejsze! Może to objaw oczyszczenia? :)
MARZEC 2010
01.03.2010
[53,9 kg]
Zauważyłem, że jakoś mnie pije wody niż jakieś 2 tyg temu ;)
Ostatnio też więcej jem jabłek -> dzisiaj np. jadłem tylko
jabłka (z 5-6? i to nie takich dużych, ale i tak się nimi
przejadłem trochę) + wiadomo sok i woda...
02.03.2010
[53,7 kg]
03.03.2010
[53,2 kg]
04.03.2010
[53,5 kg]
05.03.2010
[53,5 kg]
06.03.2010
[53,3 kg]
07.03.2010
[53,4 kg]
08.03.2010
[53,3 kg]
09.03.2010
[53,7 kg]
10.03.2010 [53,8 kg]
11.03.2010 [53,5 kg]
12.03.2010 [53,3 kg]
13.03.2010 [53,5 kg] Powoli zaczynam się lepiej
czuć... detox daje w kość... Ciągle ściśle trzymam się picia
~1,5 litra soku z pomarańczy + miąższ + woda oraz
praktycznie codziennie jem kilka jabłek + trochę winogron...
czasem też zjem jakiegoś banana czy jakieś warzywo.
Najważniejsze aby być na surowo i ustabilizować organizm.
14.03.2010 [53,0 kg]
15.03.2010 [53,5 kg]
16.03.2010 [53,6 kg]
17.03.2010 [53,0 kg]
18.03.2010 [52,8 kg]
19.03.2010 [53,5 kg]
20.03.2010 [53,9 kg]
21.03.2010 [54,0 kg]
22.03.2010 [53,8 kg] Ciągle nie czuję się jeszcze tak
dobrze jak czuć się powinienem ;)
23.03.2010 [53,7 kg]
Dzisiaj wracam do "normalnej" lecz zdrowej diety. Zmieniam
też ilość soku z pomarańczy jaki będę pił z ~1,5 litra na
~1,0 litr. Jakaś za mała różnorodność była w moim
repertuarze i czułem, że mój organizm domaga się zmian tylko
nie chciałem może do końca go słuchać, ale zostałem lekko
"popchnięty" aby dokonać modyfikacji diety na najbliższy
czas. Nie zmienia to faktu, że i tak najchętniej sięgam po
surowe owoce typu gruszki (których jakoś dawno nie jadłem i
ponownie od dnia dzisiejszego się w nich zasmakowałem),
banany, zielone winogrona i inne owoce i warzywa (np jabłka
jakoś ode mnie odpadły i nie mam ochoty zbytnio na tą chwilę
ich jeść, ale np. rzodkiewka mi jakoś ostatnio posmakowała i
z chęcią ją zjadam). Będę też czasem? dodawał do diety
jakieś jedzenie gotowane czy np. ciemne pieczywo jeżeli będę
miał na to ochotę. Ogólnie chodzi o danie sobie więcej luzu
w wyborze menu i nie ograniczaniem się przez jakieś "twarde"
postanowienia bo czuje, że jakbym pozostał przy starej
diecie to nie wybalansowałbym się jak trzeba. I tak zresztą
pewnie będę jadł przede wszystkim surowe jedzenie bo do tego
mnie najbardziej obecnie ciągnie. Czuję, że osiągnięcie
większego balansu zajmie mi jeszcze trochę czasu, ale
najważniejsze jest to, że są postępy które widzę i, że czas
zainwestowany w prace nad dietą nie jest czasem zmarnowanym.
Zmiany były konieczne i jestem pewien, że wyjdą mi na dobre
;)
24.03.2010 [53,6 kg]
25.03.2010 [53,3 kg]
26.03.2010 [54,0 kg]
27.03.2010 [54,4 kg] Nie no znowu nabrałem się na
pieczywo! i to takie ciemniejsze było! Czuje się fatalnie po
tym bleee! Pieczywo jest dużo cięższym narkotykiem niż np.
gruszka czy banan i dlatego skusiłem się na zjedzenie jej!
Na dodatek jedna mi nie wystarczyła... głód narkotyczny
chciał więcej! i zjadł kolejną i za karę 2x50 brzuszków! bo
jakaś kara musi być jak to mówiłem... jak zrobiłem pierwsze
50 to nie czułem się do końca usatysfakcjonowany karą ;) i
dołożyłem drugie tyle aby kara była karą bo jak kara nie
jest karą tylko przyjemnością czy "treningiem" no to nie
jest dobrze ;) Tak czy siak po raz setny się przekonuje, że
pieczywo sux, ale mimo to jest to tak silny narkotyk, że
człowiek jest przyciągany przez niego jak magnes... eh...
mam nadzieje, że się więcej na to nie nabiorę, ale jakoś w
to nie wierze, ale będę się starał ;) Jeszcze dużo do
zrobienia jest w mojej diecie :), ale powoli do celu :) Nie
od razu Rzym zbudowano :) Mi się wydaje, że jem ostatnio
trochę więcej nie zdrowego jedzenia między innymi dlatego,
że tak długo byłem jakby na odwyku i po prostu chęć
zjedzenia czegoś dla smaku jest dość silna... ten smak itd.
itp, ale już krótko po zjedzeniu jest negatywne uczucie w
żołądku itd. itp. W sumie ważne to, że za każdym razem nawet
jak się nabiorę po raz kolejny na zjedzenie tego "nie
pasującego" mi jedzenia to jednak bardzo szybko uświadamiam
sobie, że to mi nie służy co jest pozytywnym aspektem ;)
Staram się staram ale potrzeba mi jeszcze trochę czasu aby
zrobić większy balans w swojej diecie... tak czy siak
uważam, że jest to już tylko kwestia czasu... Powinienem
zjeść winogrona, gruszkę i max 2 banany i byłoby idealnie
;), ale nie ja musiałem zjeść te dwie bułki... właściwie dla
smaku je zjadłem... bo o to chodziło... tak to jakoś
czuje... no nic... nie przejmuje sie tym jakoś specjalnie...
jutro trochę tych bułek ze mnie "zejdzie"... ciągle się
uczę... ważne aby zdawać sobie sprawę, że popełnia się błąd
i iść na przód... zmieniać się w środku i takie tam x)
28.03.2010 [55,0 kg]
29.03.2010 [54,9 kg]
30.03.2010 [54,7 kg]
31.03.2010 [54,5 kg]
KWIECIEŃ 2010
01.04.2010 [54,7 kg]
02.04.2010 [54,5 kg]
03.04.2010 [54,4 kg] Od dzisiaj trochę staram się
wciągać przez nos czy usta pranę z powietrza... mam nadzieję
że będę to robił regularnie :)
04.04.2010 [54,4 kg] Zauważyłem też, że ostatnio pije
maksymalnie 0,5 litra wody... raczej nie zdarza mi się
przekraczać tej ilości. Jem dużo owoców i tam jest sporo
wody więc nie potrzebuje już pić dodatkowo z np. butelki.
05.04.2010 [54,7 kg]
06.04.2010 [54,2 kg]
07.04.2010 [54,6 kg] Ostatnio bardzo mi gruszki
posmakowały... są takie soczyste i mają w sobie dużo wody.
Dość sporo ich ostatnio jem. Za to banany jakoś mniej mi
podchodzą... to samo jabłka.
08.04.2010 [54,5 kg]
09.04.2010 [54,3 kg] Jakoś powoli skłaniam się w
stronę frutarianizmu + sok z pomarańczy. A co do wciągania
prany to od dzisiaj staram się ją wciągać raczej przez nos
bo tak powinno się to chyba prawidłowo robić ;)
10.04.2010 [53,8 kg]
11.04.2010 [53,6 kg]
12.04.2010 [54,1 kg]
13.04.2010 [54,2 kg]
14.04.2010 [54,3 kg] Obecnie pije może max 0,25 litra
wody dziennie? Jakoś mało ogólnie bo mam dużo wody w owocach
(zielone winogrona, gruszki) oraz w 1 litrze soku z
pomarańczy + miąższ. Nie jest moim zamiarem ograniczać
spożycie wody... po prostu mam jej dużo w owocach i soku i
tyle ;)
15.04.2010 [54,4 kg]
16.04.2010 [54,4 kg] Dzisiaj i wczoraj praktycznie
nie piłem wody (z butelki itp)... mam jej tyle w owocach, że
jakoś nie mam ochoty pić więcej... oczywiście jak poczuje
ochotę to napiję się tyle ile uznam za konieczne, ale jak na
razie to praktycznie jej nie piję. Zainspirował mnie dzisiaj
pewien film, a mianowicie "Woda - Wielka Tajemnica" i
postanowiłem "błogosławić" w szerokim tego pojęcia znaczeniu
to co jem i piję przed spożyciem. Trochę pozytywnego
nastawienia na pewno się przyda :) Postaram się o tym
pamiętać gdy idę do kuchni i nie tylko ;) Podobno intencja
"Miłość i Wdzięczność" jest najsilniejsza :) Dodam jeszcze
że obecnie średnio śpię 8-10 godzin (kiedyś było to 11-12 na
samym początku spisywania moich doświadczeń z dietą). Trzeba
też wziąć pod uwagę, że obecnie "astralne byty" atakują mnie
w nocy (jest to opisane w moich doświadczeniach na stronie)
i tracę pewną ilość energii z 4 czakry (raz mniej, raz
więcej). Bywa też, że takie ataki trwają całą noc więc nie
można powiedzieć abym się specjalnie wysypiał, właściwie
"nie pamiętam" w pewnym sensie jak to jest się porządnie
wyspać/zregenerować (ataki trwają już około 22,5 tygodnia
prawie każdej nocy). Moja regeneracja w nocy nie jest tak
dobra jak być powinna, ale jak ataki się skończą to na pewno
mój stan energetyczny jak i całościowy znacznie się poprawi.
17.04.2010 [53,8 kg]
18.04.2010 [53,4 kg]
19.04.2010 [53,4 kg]
20.04.2010 [53,2 kg]
21.04.2010 [53,2 kg]
22.04.2010 [53,1 kg] Od dzisiaj zmniejszam spożycie
soku z pomarańczy z 1,0 litra na 0,5 litra.
23.04.2010 [53,5 kg]
24.04.2010 [53,1 kg] Jem ostatnio też troszkę
truskawek (jak się kupi...) -> Ogólnie frutarianizm + sok
mnie interesuje, ale trochę warzyw czasem też zjem (różnie
bywa) :)
25.04.2010 [53,4 kg]
26.04.2010 [53,7 kg]
27.04.2010 [53,9 kg]
28.04.2010 [53,6 kg]
29.04.2010 [53,6 kg]
30.04.2010 [53,5 kg]
MAJ 2010
01.05.2010 [53,1 kg]
02.05.2010 [53,5 kg]
03.05.2010 [53,9 kg]
04.05.2010 [54,2 kg]
05.05.2010 [54,0 kg]
06.05.2010 [54,3 kg]
07.05.2010 [54,5 kg]
08.05.2010 [54,3 kg]
09.05.2010 [54,5 kg]
10.05.2010 [54,6 kg] Zdarza mi się ostatnio zjeść
trochę pieczywa czy gotowanej zupy z czego nie jestem zbyt
zadowolony..., ale to wszystko nie jest takie łatwe. Dodam
jeszcze, że już od jakiegoś czasu praktycznie mnie nie
"suszy". Spore ilości winogron też pochłaniam ostatnio ;)
11.05.2010 [54,5 kg]
12.05.2010 [54,8 kg]
13.05.2010 [54,6 kg]
14.05.2010 [54,5 kg]
15.05.2010 [54,2 kg]
16.05.2010 [54,2 kg] Ostatnio cisnę na "surówce"
(surowe owoce i warzywa) od 70 do 100% i codziennie 0,5
litra soku z pomarańczy + miąższ. Praktycznie nie pije
wody... czasem może łyk, ale raczej wcale. W ogóle jest coś
przyjemnego w tym, że całą wodę mam w tym co jem. Nie muszę
kupować butelek z wodą, chodzić po nie, myśleć o nich itd.
itp... duży komfort... Dodam jeszcze, że w sklepach zaczyna
pojawiać się coraz to większa różnorodność owoców co mnie
cieszy :)
17.05.2010 [54,6 kg]
18.05.2010 [53,6 kg] Trochę mi się wczoraj organizm
zbuntował od nadmiaru jedzenia w żołądku i się trochę go
pozbył ;) Czułem się dość kiepsko wczoraj (szczególnie
wieczorem), ale dzisiaj rano czuje się bardzo dobrze :) i
brzuch jest płaski i taki jak trzeba, a nie jak wcześniej
pełny i nadęty...
19.05.2010 [53,7 kg]
20.05.2010 [53,5 kg] Znoszą dzisiaj wszelkie "karne
brzuszki" jakie sobie wymierzałem gdy zjadłem coś co nie
było jedzeniem surowym lub gdy się nadmiernie przejadłem.
Wystarczającą karą jest gorsze samopoczucie ;) -> Po prostu
czuje, że cała moja dieta musi się po prostu uleżeć i
potrzebny jest mi czas, a nie kolejne 50 brzuszków ;)
Ostatnio też bardzo mi posmakowały nektarynki i brzoskwinie
mmmmniam :)
21.05.2010 [53,9 kg]
22.05.2010 [54,0 kg]
23.05.2010 [54,4 kg]
24.05.2010 [54,2 kg] Od dzisiaj zmieniam dość mocno
swoją dietę. Kupiłem sobie wyciskarkę "Angel 7500" i
przechodzę w dużej mierze na soki. Myślę, że tak od 70-100%
mojej diety będą teraz soki (a reszta "surówka"), chodź
mówiąc szczerze pewnie będzie to około 90-100%. Jak zwykle
życie pokaże. Nie trzymam się też już schematu, że 0,5 litra
soku z pomarańczy dziennie... pewnie będę go w miarę
przestrzegał dalej, ale nie będzie to już raczej jakąś
reguła której kurczowo będę się trzymał. Będę pił na co będę
miał ochotę i w takich ilościach jakie uznam za słuszne.
Soki chce robić przede wszystkim z marchwi, winogron,
jabłek, pomarańczy, może też będę robił soki z pomidorów,
buraków, ogórków? Pewnie tak... aby była urozmaicona dieta
sokowa :), może i trochę zieleniny dodam kto wie ;) Pewnie
będę jadł jeszcze czasem owoce czy warzywa w postaci stałej,
ale w głowie mam teraz tylko soki hehe :) Co do wyciskarki
to już ją testowałem i jest suuuuper! Faktem jest, że jest
baaardzo droga (3690zł), ale to mercedes pośród wyciskarek
:) Nie żałuje ani złotówki wydanej na ten sprzęt! Łatwo się
myję, łatwo się wyciska sok i w ogóle bardzo prosta w
obsłudze, składaniu i rozkładaniu. Sok ze świeżych marchwi
ma konsystencję jedwabiu :D na serio! :D Po prostu
wyciskarka najwyższej klasy. Tutaj trochę fotek :)
LINK1!,
LINK2!,
LINK3!,
LINK4!,
LINK5!
Jakby coś to polecam osobiście ten kombajn :D Więcej info o
mojej nowej wyciskarce znajdziecie tutaj:
LINK! (jakby coś to
warto kupić... to są dobrze ulokowane pieniądze... są też
tańsze modele np. Green Star 3000 -> około 2250zł). (Nie
polecam zwykłych sokowirówek... kupiłem kiedyś taką za
300zł... leży w piwnicy... wyrzucone pieniądze w błoto). Co
do np. soku z pomarańczy to ja korzystam z "Pro V Juicer".
Kupiłem kiedyś za 199zł (straszne zdzierstwo!), ale teraz
jest już za 129zł do kupienia. Do soku z pomarańczy jest to
na prawdę idealne! chodź przeciśnięte przez Angel 7500 na
pewno byłoby znacznie idealniejsze :D no, ale jest
wystarczająco dobrze wyciśnięty sok więc nie narzekam. Do
jabłek czy winogron takie sobie... do Angelka się nie umywa
ale do soku z pomarańczy jest git (na pewno nie jest
konsystencja jedwabiu, ale to na prawdę nie szkodzi w tym
przypadku) :) Mam nadzieję, że w ten sposób zainspiruje
kilka osób do zmiany swojej diety na zdrowszą :D Dzisiaj
byłem 95% tylko na sokach :)
25.05.2010 [54,1 kg]
Dzisiaj piłem między innymi sok z buraka i był całkiem dobry
(myślałem, że będzie niesmaczny a tu proszę miłe
zaskoczenie) :), zrobiłem też między innymi sok z marchewki,
jabłka, pora i selera, ale było to nie do wypicia... ten por
chyba załatwił mój soczek ;) Dzisiaj około 85% na sokach +
surowizna i nie tylko...
26.05.2010 [54,1 kg]
Jak na razie nie robiłem jeszcze soku z pomidorów... zjadam
je rano w plasterkach z cebulą obecnie. Jak na razie
najwięcej soku moją nową wyciskarką robie z jabłek, marchwi
i winogron no i trochę z buraków... Pomarańcze robie na moim
drugim urządzonku, ale jakoś mi się już kończą... jak nie
będzie dostawy w pobliskim warzywniaku to chyba nie będzie
mi się chciało iść specjalnie ich szukać po sklepach ;)
Zauważyłem taką rzecz bo od kilku dni nie jem już gruszek, a
jadłem je przez wiele wiele dni praktycznie codziennie i to
w dużych ilościach... a teraz jakoś nie ma ich w sklepie
(jednym i drugim...) i jakoś nie mam już takiej ochoty na
gruszki jak wcześniej... znaczy zjadłbym sobie, ale zauważam
że w sklepach pojawia się tak jakby to co powinienem kupić,
a jak już mi czegoś nie potrzeba jakoś specjalnie to to
nagle znika ze sklepu... Jakoś tak to wygląda... Czasem też
oczywiście zjadam coś co nie jest "surowe", ale to i tak w
małych ilościach... ogólnie jest ok :) Idę sobie zrobić
soczek hehe :) (...) Pokaże wam zdjęcia z jeszcze kolejnego
soczku jaki zrobiłem dzisiaj: to z czego robiłem soczek:
LINK!;
soczek z samych jabłek:
LINK!; mmmm
LINK!;
a to zostało po uczcie sokowej:
LINK!; zrobiony soczek
z jabłek, marchwi i zielonych winogron:
LINK!; zbliżenie (widać
nawet różne kolorki):
LINK!; i ostatnie
zdjęcie: LINK!.
Jeszcze później zrobiłem ciekawy sok... zielone winogrona +
fioletowe winogrona + marchewki + jabłka + kilka truskawek i
wyszło całkiem nieźle :) Dzisiaj coś koło 85-90% na sokach.
Ogólnie czuję się git na sokach :) chodź nie jest to 100%
ale jak na razie nie zależy mi jakoś specjalnie aby było to
100%. Jak na razie jest dobrze i widzę wszystko w kolorowych
barwach i tak zrobiłem przez te ponad 10 miesięcy ogromne
postępy. Od jedzenia jedynie "sklepowego śmiecia" szeroko
rozumianego gdzie nie było miejsca na surowe owoce i warzywa
do ciśnięcia na surowych sokach + "surówce" i odrobinie
czegoś innego więc postęp jest ogromny i tu właśnie możemy
zobaczyć jak w jeden rok (u mnie nawet nie cały jeszcze)
można zmienić swoją dietę oraz swój styl życia. W ogóle
zmiana diety wiąże się też z takimi rzeczami jak
samopoczucie, chęć działania, podejmowane decyzje więc
wiecie... w jeden rok możecie tak na prawdę przebudować
swoje życie. Zrobić remont swojego wnętrza, a za tym pójdzie
remont życia na zewnątrz :)
27.05.2010 [54,4 kg]
Zdecydowanie jabłka kwaśne są dla mnie lepsze (w smaku itdi
itp) na sok niż jabłka słodkie. Tak samo lepiej mi smakują
fioletowe winogrona na sok niż zielone. Polecam do soku z
np. jabłek dodać truskawki -> smakuje to bardzo dobrze :)
Dzisiaj 90-95% na sokach i czuję się git :)
28.05.2010 [54,2 kg]
Dzisiaj próbowałem dodać do soku z jabłek, marchewki,
winogron i truskawek dodatkowego składnika jakim jest
rabarbar i powiem wam, że jest całkiem ok... np. por jest
nie zjadliwy :D, ale rabarbar jest ok i będę go częściej
dodawał. Próbowałem też dodawać seler, ale taki sobie w
smaku... 75-80% na sokach...
29.05.2010 [54,2 kg]
Zaraz będzie uczta
LINK! (...) mniam
mniam :D oczywiście nie zjadłem wszystkiego, ale pyszny
soczek wyszedł... szczególnie dobrym pomysłem było dodanie
pomarańczy :) -> Te w siatkach nie nadają się do tej
wyciskarki z tego powodu, że obieranie ich jest bardzo
"denerwujące" (pewnie to jeszcze zależy od konkretnego
"modelu" pomarańczy, ale mówię odnośnie tych co miałem
akurat w domu), ale jak się kupi takie duże pomarańcze to
obiera się je raz dwa :) Dzisiaj tak około 90% na sokach...
w sumie nie będę pisać codziennie ile % byłem na sokach, ale
te początkowe dni spisałem... Czuje, że mógłbym już nawet do
końca życia na sokach cisnąć. Czuje się bardzo dobrze itd.
itp. Jak na dzień dzisiejszy dieta sokowa bardzo mi
odpowiada :) Oczywiście pewnie mógłbym cisnąć na 100% na
sokach tylko nie czuje tego jeszcze... w takim sensie, że
łubie podjeść czasem trochę surowych truskawek czy zjeść
pokrojone pomidorki z cebulą to nie jest sok! Dlatego to
procenty mi obniża hehe no i czasem zjem coś co nie jest
surowe, ale czuje ze wszystko zmierza ku zmianom na
lepsze... Kiedy bym sobie nie wyobrażał, że będę cisnąć
praktycznie 100% na surowo, a co dopiero na surowych sokach!
W ogóle kiedyś nie jadłem warzyw i owoców, a teraz! Zmiana
jest bardzo duża z czasami przeszłymi :) a najlepsze jest
to, że zmiana trwa dalej i coś czuje, że soki to nie jest
mój ostatni przystanek, ale zobaczymy ;) Jak na razie jest
bardzo dobrze :) Kiedyś jak byłem na surowo i na soku to
miałem rożne depresje i ogólnie tak zwany "detox", a teraz
czuje się bardzo dobrze. Nie obserwuje żadnych negatywnych
objawów o których warto byłoby wspomnieć. W ogóle to czuje
się lepiej niż czułem się na surowo. Różnica jest zauważalna
w żołądku. Wszystko jest ładnie jakby przetworzone. Nie ma
jakiś zalegających "gród" w brzuchu. Wszystko jest bardziej
"tai chi", że tak to nazwę, ale nie mniej jednak wciąż
rozpracowywuję dietę sokową i pewnie jeszcze zajmie mi to z
tydzień i obczaję co i jak, w jakich ilościach i jak łączyć
składniki. Btw. te pomarańcze które dzisiaj kupiłem
smakowały jak niegazowana lemoniada x), ale dużo soku dają
:) no i zdrowy :) a nie taki jak w sklepie ;) z dodatkami
pfff ;)
30.05.2010 [53,9 kg]
31.05.2010 [54,0 kg]
CZERWIEC 2010
01.06.2010 [54,2
kg]
Dodam, że wciąż regularnie "błogosławię" każdy posiłek,
który jem.
02.06.2010 [54,6 kg]
03.06.2010 [54,7 kg]
04.06.2010 [54,8 kg]
05.06.2010 [54,8 kg]
Ostatnio piję bardzo dużo soku ze świeżej marchwi.
Ograniczyłem też sok z winogron bo jakoś już nie mam zbytnio
na niego ochoty.
06.06.2010 [54,4 kg]
07.06.2010 [54,6 kg]
08.06.2010 [54,8 kg]
09.06.2010 [54,6 kg]
10.06.2010 [54,2 kg] Ogólnie ostatnie kilka dni
wyglądało mniej więcej tak: 60% soku, 25% surowego i 15%
czegoś innego, ale trzeba podkreślić, że te proporcje stale
się zmieniają i każdego dnia są inne. Sok, surowizna i
ewentualnie coś innego... tak moja dieta obecnie wygląda. Co
do soków to pije ostatnio przede wszystkim soki z marchwi i
dużych pomarańczy.
11.06.2010 [54,7 kg]
12.06.2010 [55,5 kg]
13.06.2010 [55,3 kg]
Dzisiaj zjadłem spory kawałek arbuza... a oto dowód
LINK!
:D Nie pamiętam kiedy ostatnio go jadłem... pewnie było to z
jakieś 15 lat temu :) w sumie nie przepadam za arbuzami, ale
da się zjeść... no i chyba kupie sobie go ponownie bo jak
chce się pić to jest idealny! Ma bardzo dużo wody w sobie :)
14.06.2010 [55,6 kg]
Kolejne trzy kawałki arbuza zjedzone... Mówiąc szczerze
coraz bardziej mi on smakuje :) Zauważyłem też, że często
jest tak, że moja silna wola rozpada się na kawałki jak jest
coś do zjedzenia "nie surowego"... niestety... jeszcze nie
jestem gotowy na 100% "surowiznę" szeroko rozumianą ;)
Przypominają mi się słowa Jericho Sunfire gdzie mówił o
silnej woli... Miał momenty takie jak ja gdzie silna wola po
prostu rozpadała się w proch... obecnie czuje, że
jestem właśnie na takim etapie, ale nie mniej jednak jem
sporo surowizny, a do tego surowe soki i to powoduje, że
chcąc nie chcąc postępy w przyszłości będą nieuniknione :)
chodź może to trochę jeszcze potrwać... Ogólnie największym
moim problemem są kanapki z żółtym serem! Nie potrafię się
powstrzymać! Po prostu nie wiem jak się opanować... żółty
ser jest dla mnie jak jakiś narkotyk. Jem niby te kanapki
bez masła czy margaryny... chodzi tu tylko i wyłącznie aby
był na nich żółty ser... nie jem ich z niczym innym jakby
coś... Jak się od tego "narkotyku" uwolnię to będzie już z
górki ;) Jak mówiłem staram się, ale silna wola się
rozsypuje w mgnieniu oka! raz dwa i jej nie ma... w sumie to
samo tyczy się częstego przejadania się owocami... Mam nad
czym pracować..., ale chcąc nie chcąc czuje, że sobie
poradzę :) chodź nie będzie to z pewnością droga łatwa...
np. ostatnio trochę przytyłem, ale jest to wynik
nagromadzenia się jedzenia w żołądku... jak się go pozbędę
wrócę pewnie do wagi coś około 54 kg... ah ta surowizna...
ciężka sprawa :) ale ja się tak łatwo nie poddaję :]
15.06.2010 [56,1 kg]
Dzisiaj zrobiłem ciekawy sok: młode buraki z łodygami i
liśćmi + marchewki + kilka rzodkiewek -> soczek wyszedł
całkiem całkiem i na pewno zdrowy :)
16.06.2010 [55,6 kg]
Chyba się uzależniłem od arbuzów! Jadam też ostatnio sporo
czereśni...
17.06.2010 [55,4 kg]
18.06.2010 [55,2 kg]
19.06.2010 [55,3 kg]
20.06.2010 [55,6 kg]
21.06.2010 [55,8 kg]
22.06.2010 [55,9 kg]
23.06.2010 [55,9 kg] Wciąż mocno zajadam arbuzy! Co
do winogron to pamiętam, że kiedyś non stop je jadłem, a
teraz nie mam najmniejszej ochoty na nie ;) Ostatnio jem
również jagody i czereśnie... Jakoś mniej mam ochotę na
truskawki, ale je jem od czasu do czasu... Nie mam ochoty
też na pomarańcze w workach..., ale te duże mogę przerobić
na sok... to samo z marchewkami... na sok są ok... a co do
soku burakowo-marchwiowego to tak średnie mam ochotę na
takowy chodź wiem, że jest zdrowy :)
Ogólnie bywa często tak
że jadę kilka dni na "surówce" 100% a później z kilka dni do
surowej diety wcinam dodatkowo coś nie zdrowego i tak w
kółko..., ale to na prawdę różnie bywa... tak samo z tym co
obecnie jem, a czego nie... z tygodnia na tydzień się to non
stop mocno zmienia! nie mniej jednak czuję, że moja dieta
jest bardziej zharmonizowana niż była kiedyś...
24.06.2010 [55,9 kg]
25.06.2010 [56,1 kg]
26.06.2010 [56,7 kg] Dzisiaj wymieszałem arbuza z
jagodami (LINK!)
i było pyszne! Później arbuza + maliny + jagody (LINK!)
i też było git, ale z samymi jagodami lepsze ;) W sumie
dzisiaj zjadłem 5 takich misek ;) -> ostatnie trzy jeszcze
mocniej zmiażdżyłem (LINK!).
Dzisiaj został upieczony eksperymentalny chlebek domowej
produkcji, a oto on:
LINK! Chodź sam chleba jeść nie powinienem to
jednak trochę go spróbowałem :D i z pewnością jak zwykle za
dużo ^^' w sumie całkiem dobry no i ten zapach :) dokładnie
to mama go robiła i podobno trochę nie wyszedł, ale pierwsze
koty za płoty! Ważne, że wiadomo dokładnie z czego się
składa ;) Powiem wam szczerze, że wypiekanie chleba raczej
mnie nie interesuję... przez kilka ostatnich dni miałem na
to mocniejszą zajawkę, ale jakoś na obecną chwilę nie chce
mi się nawet zbytnio o tym myśleć ;) Namawiałem mamę do tego
wyrabiania chleba w domu bo fajnie wiedzieć co się je itd.
itp (wiadomo o co chodzi), ale ogólnie pieczywo nie jest dla
mnie dobre... ja tak to czuję... może i fajnie sobie czasem
je zjeść, ale mój brzuch mi mówi, że wolałby abym tego nie
robił... czasem się po prostu powstrzymać nie mogę, ale
czuję że wszystko idzie ku dobremu... w ogóle jakoś dużo
ostatnio przytyłem... chyba za dużo jem? z nadmiernym
jedzeniem mam jeszcze pewne problemy, ale pracuje nad tym :)
To rozdrabnianie arbuza + jagody po prostu jest genialnym
posiłkiem! Polecam wszystkim... fajna papka i w ogóle... :)
27.06.2010 [56,9 kg]
28.06.2010 [57,3 kg]
29.06.2010 [56,7 kg]
30.06.2010 [56,4 kg] Codziennie jem od około 0,5 do 1
arbuza. Bardzo jakoś mi posmakowały :)
LIPIEC 2010
01.07.2010 [56,1 kg]
02.07.2010 [56,6 kg]
03.07.2010 [56,9 kg]
04.07.2010 [56,7 kg]
05.07.2010 [56,6 kg]
06.07.2010 [56,8 kg]
07.07.2010 [56,7 kg]
08.07.2010 [57,4 kg]
09.07.2010 [57,3 kg]
10.07.2010 [57,0 kg]
11.07.2010 [57,7 kg]
12.07.2010 [57,0 kg]
13.07.2010 [57,1 kg]
14.07.2010 [57,5 kg]
15.07.2010 [57,5 kg] ROCZNICA PODJĘCIA SIĘ ZMIANY
DIETY!!! Codziennie jem arbuza! Odkąd zacząłem pisać, że
jem arbuza nie było dnia abym zrobił sobie przerwę w diecie
od tego owocu :) Zdecydowanie bardzo mi pasuje :) Zrobiłem
spore postępy przez ten rok... od diety gdzie jadłem
wszystko po dietę która opiera się na surowych owocach i
warzywach oraz surowych sokach. Niestety wciąż zdarza mi się
jeść jakieś "nie surowe" potrawy, ale staram się... Wszystko
jest kwestią czasu już... Ostatnio pije dosc mało soków...
moim głównym daniem jest arbuz :)
16.07.2010 [57,4 kg]
17.07.2010 [57,0 kg]
18.07.2010 [57,4 kg]
19.07.2010 [57,0 kg]
20.07.2010 [57,2 kg]
21.07.2010 [56,8 kg]
22.07.2010 [56,7 kg] Ostatnio posmakowały mi bardzo
borówki amerykańskie.. mmm lepsze od czarnych jagód!
Oczywiście głównym "składnikiem" mojej diety jest wciąż
arbuz! :)
23.07.2010 [56,7 kg]
24.07.2010 [56,7 kg]
25.07.2010 [56,7 kg]
26.07.2010 [57,0 kg]
27.07.2010 [57,0 kg]
28.07.2010 [57,0 kg]
29.07.2010 [57,1 kg]
30.07.2010 [57,5 kg]
31.07.2010 [57,1 kg]
SIERPIEŃ 2010
01.08.2010 [56,9 kg]
02.08.2010 [57,2 kg]
03.08.2010 [57,5 kg]
05.08.2010 [57,2 kg]
Wycisnąłem dzisiaj sok z arbuza na moim "aniołku" i
przyznam, że tak jest nawet lepiej tego owoca spożywać niż
jakbym miał to robić w postaci stałej... w sumie szybko
trafia do krwioobiegu ;)
06.08.2010 [58,1 kg]
07.08.2010 [57,8 kg]
08.08.2010 [57,5 kg]
09.08.2010 [58,0 kg]
10.08.2010 [58,0 kg]
11.08.2010 [57,9 kg]
12.08.2010 [57,7 kg] Wciąż jem za dużo nie zdrowego
żarcia... nie mniej jednak nie zaprzestaje jeść obecnie
mojego ulubionego owocu jakim jest arbuz. "Głód narkotykowy"
do nie zdrowego żarcia jest bardzo duży... niestety brak mi
motywacji do przejścia na frutarianizm na którym jestem
przekonany, że czułbym się znacznie lepiej... no, ale jak
mówiłem brak motywacji powoduje, że ciężko jest wytrzymać na
owocowej diecie więcej niż 1 dzień... Z dalszym etapem muszę
chyba jeszcze trochę poczekać... Dam znać jak coś się
mocniej zmieni... ważne, że jem sporo tego arbuza... no i do
tego borówki amerykańskie...
13.08.2010
Miałem dzisiaj silne postanowienie aby nie jeść już nic nie
zdrowego od dzisiejszego dnia do końca mojego życia, ale jak
widzimy poniżej udało się wytrzymać tylko 8 dni co i tak dla
mnie jest całkiem dobrym rezultatem chodź nie jestem do
końca z siebie zadowolony. Zauważyłem też, że żadne
postanowienia typu:, że od dzisiaj już nic nie zdrowego nie
zjem itp. nie mają najmniejszego sensu chodź na chwilę mogą
się dodatkowo zmobilizować, ale jak mówił Jericho Sunfire,
że silna wola przy uwalnianiu się od nałogu "gównianego"
żarcia rozpada się w drobny mak! Najskuteczniejszą metodą na
dzień dzisiejszy wydaje mi się metoda którą trzeba oprzeć na
powiedzeniu "kropla drąży skałę". Czyli w moim przypadku tą
kroplą będzie arbuz którego codziennie jem...
14.08.2010 [57,7 kg]
(1 dzień diety 100% na surowo)
15.08.2010 [57,5 kg]
16.08.2010 [57,3 kg]
17.08.2010 [56,7 kg]
19.08.2010 [57,1 kg]
20.08.2010
[57,0 kg]
21.08.2010
[56,9 kg]
(8 dzień diety 100% na surowo) Jak na razie to cisnę przede
wszystkim na arbuzie + borówkach amerykańskich... w postaci
stałej lub przerobionej na sok :) Można powiedzieć, że moja
dieta obecnie to fruto-liquidarianizm ;) chodź zdarza się,
że zjem też jakieś inne owoce czy warzywa (oczywiście surowe
/ w postaci stałej lub przerobione na sok)... nawet trochę
słoneczka sobie podjadam ostatnio. Jak na razie jest całkiem
dobrze chodź kusi mnie od czasu do czasu aby zjeść coś
"niewłaściwego", ale obecnie nabrałem motywacji i w sumie
całkiem dobrze się trzymam...
22.08.2010
[57,0 kg]
Niestety, ale dzisiaj zjadłem coś nie zdrowego i jak zwykle
poczułem się gorzej, w sumie na tyle źle, że chętnie bym
zwymiotował całą zawartość żołądka... Ogólnie wytrzymałem 8
dni 100% na surowo, a raczej lekko ponad 9 bo od 13.08.2010
[15:13] do 22.08.2010 [około 19:00-20:00]... może to nie
wiele, ale jednak! Jestem z jednej strony zadowolony, a z
drugiej rozczarowany. Będę kontynuował moje starania które
mają na celu minimum bycie 100% na surowiźnie, a najlepiej
ciśnięcie na frutarianiźmie lub liquidarianiźmie... Nie
sądzę abym mógł już kiedykolwiek powrócić do "normalnej"
diety... 100% surowizny to obecnie mój najbliższy
przystanek... chociaż ostatnio jakoś mało mnie interesuje
jedzenie warzyw... no chyba żeby zrobić z nich sok, ale 100x
mocniej mnie ciągnie do soku zrobionego z owoców...
23.08.2010
[57,6 kg]
Już wiem co mi wczoraj tak zaszkodziło... bo jadłem kanapki
i śledzia i tym czymś był oczywiscie śledź! Już kiedyś ponad
pół roku temu miałem takie same perturbacje po śledziu...
już wole go unikać... chociaż mój organizm miał niby taką
wielką ochotę na niego! Prawdopodobnie były to jakieś stare
toxyny "śledziowe" które chciały opuścić ciało i stąd ta
wielka ochota na zjedzenia śledzia! A swoją drogą chciałem
podkreślić, że jest kolejny postęp a mianowicie taki, że już
praktyczni nie jem od jakiegoś czasu arbuza w postaci stałej
tylko przerabiam go na sok! Czasem go jeszcze tak pogryzam,
ale i tak od 80% do 100% arbuza przerabiam na sok, a kiedyś
jadłem go właściwie tylko w postaci stałej! Więc chcąc nie
chcąc postęp jest. Na razie moim planem jest robienie dalej
"dziury" w "złym odżywianiu" sokiem z arbuza. Chcąc nie
chcąc powoli posuwam się do przodu w tym całym detoxie nawet
jeżeli wracam do jedzenia np kanapek (dzisiaj niestety kilka
zjadłem, ale co tam...) ważne, że z miesiąca na miesiąc
robię pewien postęp. Od 17:00 robię sobie całkowity post do
końca dnia.
24.08.2010
[57,7 kg]
25.08.2010
[58,3 kg]
Wczoraj i dzisiaj wcinam nie zdrowe żarcie + wiadomo sok z
arbuza itd. itp. i jednym słowem jestem zawiedzony sobą, że
to robię chodź z drugiej strony wiem, że silna wola rozpada
się w drobny mak przy konfrontacji z "narkotykiem"... to
normalne... po prostu uwolnić się od "narkotyków" jest
bardzo ciężko... Jutro zmieniam swoją dietę ponownie na 100%
na surowo, ale z naciskiem na surowe soki! Zobaczymy ile
wytrzymam ;)
26.08.2010
[57,9 kg]
27.08.2010
[57,3 kg]
28.08.2010
[57,0 kg]
3 dzień 100% na surowo z dużą przewagą soków..., ale powiem
wam, że nie jest łatwo... od wczoraj mnie mocno kusi na
kanapkę z żółtym serem. Nie wiem czego oni dodają do tego
sera, ale to powinno być nielegalne ;)
29.08.2010
[57,0 kg]
4 dzień - Jakoś się udało wytrwać ;)
30.08.2010 [56,9 kg] Dzisiaj rano przerwałem
dietkę... ale i tak 4 dni wytrzymałem.
WRZESIEŃ 2010
13.09.2010
[60,5 kg]
Nic się ostatnio specjalnie nie zmieniło w mojej
diecie. Wciąż mam problem z podjadaniem. Od 15:11 do końca
dnia robię pełny post czyli bez jedzenia i picia.
18.09.2010
[59,6 kg]
Nektarynki mi ostatnio bardzo posmakowały.
19.09.2010
Niby wciąż jem "niezdrowe żarcie", ale coraz mocniej mnie od
niego odpycha (przede wszystkim chodzi o gotowane jedzenie).
Jedzenie tak owego pożywienia wynika z szeroko pojętego
"uzależnienia". Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że mój
organizm coraz mniej ma ochotę na "niezdrowe żarcie".
Wcześniej walczyłem o to aby takiego jedzenia nie jeść, a
teraz zaczyna to być bardziej naturalne! Czuję jakąś większą
harmonię w mojej diecie. Chodź domyślam się, że minie
jeszcze sporo czasu zanim się to wybalansuje tak jak trzeba,
ale nie mniej jednak czuje, że jestem na dobrej drodze.
Również mam wrażenie, że powolutku zanika mi apetyt na
jedzenie.
Ogólnie cały ten proces odbywa się bardzo powoli, nie mniej
jednak z miesiąca na miesiąc są drobne postępy!
Zacząłem też od jakiegoś czasu pić wodę z butelki.
22.09.2010
Ogólnie ostatnio jem przede wszystkim owoce i inne zdrowe
lub mniej zdrowe rzeczy ;) ... a moja dieta arbuzowa chyba
dobiegła już końca ;) Wody ostatnio więcej pije i czuje się
z tym bardzo dobrze :) Od 15:40 robię sobie post na wodzie
do końca dnia.
24.09.2010 [59,7 kg]
Mój organizm coraz mocniej ma dosyć "nie zdrowego" żarcia.
Tylko jeszcze mentalnie jest mi ciężko aby z niego
całkowicie zrezygnować. Nie mniej jednak organizm domaga się
zmian.
26.09.2010 [60,4 kg]
27.09.2010 [60,8 kg]
Od 15:20 robię sobie post na wodzie do końca dnia.
28.09.2010 [60,3 kg] Ogólnie przerwy w jedzeniu i
picie samej wody to świetna sprawa tylko muszę je robić
częściej!
30.09.2010 [60,2 kg]
Mam ostatnio wrażenie, że przestaję mieć ochotę na pieczywo
i żółty ser! a może mi się tylko tak wydaje!?
PAŹDZIERNIK 2010
02.10.2010
[60,3 kg]
03.10.2010
[60,9 kg]
Ostatnio przeważnie na śniadanie jem biały ser z tartym
jabłkiem lub gruszką (mocno mnie to zapycha i zaczynam się
buntować przeciwko takim śniadaniom). Praktycznie w ogóle
nie jem pieczywa i żółtego sera! to chyba CUD! Czuję jakby
chęć zjedzenia tego została ode mnie odcięta!, ale może mi
się tylko wydaje!? Nie wiem!, ale jak na razie nie mam
ochoty na jedzenie tego!!! Jakoś mi się dziwnie odechciało!
Jem sporo jabłek i trochę gruszek. Jem też od czasu do czasu
ciastka "sezamki", ale wiem, że raczej powinienem ich
unikać! Nawet jak jest jakaś czekolada w domu to nie mam na
nią ochoty! Mam wrażenie, że znika we mnie jakiś "przymus"
jedzenia! szczególnie tego które jest dla mnie "szkodliwe".
Zjadłem dzisiaj trochę sernika i załatwiłem się na wiele
godzin no, ale cóż :D tak bywa :D, ale nie mniej jednak coś
się zmienia! Czuję to! Bardzo odpowiada mi picie wody!
Zapomniałem dodać, że jem też trochę surówek i od czasu do
czasu trochę zupy, ale też jakoś owa zupa mi nie podchodzi.
Raczej samo rzadkie wypije i git... Jakiś bunt we mnie
narasta. Jestem ciekawy jak to będzie wyglądać za miesiąc
czy dwa... Coś jest na rzeczy...
05.10.2010
[60,4 kg]
Ostatnio zielone surówki mi posmakowały... mmm pycha! :) a
od białego sera robię sobie na razie wolne ;) przynajmniej
od takich ilości jakie jadłem ostatnio ;) PS. jak dobrze
jest bez pieczywa i żółtego sera :D tylko muszę uważać na
zamienniki x)
06.10.2010
[60,4 kg]
08.10.2010
[60,3 kg]
Zauważyłem również, że gdy zjem coś "słodkiego" (np kawałek
sernika) to praktycznie od razu mam takie negatywne uczucie
w sobie. Myślę, że ma to związek z dużą ilością cukru.
Często też mam taki niewielki odruch wymiotny jak coś jem,
ale nie zawsze. Różnie bywa. Ogólnie mam coraz większą
ochotę na robienie postów... nawet takich krótkich:
kilku-kilkunasto godzinnych. Wciąż jeszcze nie do końca
słucham swojego ciała ale pracuję nad tym.
09.10.2010
[60,3 kg]
10.10.2010
[59,6 kg]
11.10.2010
[59,6 kg]
Chyba się zatrułem sałatką... Większość dnia nic nie jadłem
bo źle się czułem...
12.10.2010
[59,2 kg]
Jakoś odechciało mi się tych "sklepowych" sałatek ;)
13.10.2010
[59,2 kg]
14.10.2010
[59,6 kg]
16.10.2010
[59,8 kg]
17.10.2010 [59,5 kg]
21.10.2010 [59,7 kg]
26.10.2010 Znowu mnie coś na winogrona bierze...
chodź jabłka są przede wszystkim moim pokarmem ;) Ogólnie
jakoś ostatnio mniej jem... no i czuję od dłuższego czasu
przyjemne ciepełko w sobie.
28.10.2010 [59,0 kg]
31.10.2010 Ostatnio praktycznie wcale nie podjadam
"jedzenia" typu: ciastka, ciasta, czekolady itp. Jakoś chęć
na podjadanie tego typu rzeczy odpadła ode mnie... oby nie
powróciła :D Ostatnio też jem trochę (ale nie wiele) kanapek
z żółtym serem. Nie mniej jednak nie odczuwam takiego
uzależnienia w tej sprawie jak było to kiedyś! (chociaż
chyba się to jeszcze nie wypaliło do końca ale jest znacznie
lepiej niż było to powiedźmy miesiąc temu).
LISTOPAD 2010
01.11.2010
Od jakiegoś tygodnia? sypiam po 5,5-7,5h i jakoś mi to
starcza... Czasem też trochę zupki zjem z np. kalafiorem
(ale czuję się po tym raczej negatywnie). Brokułka też od
czasu do czasu wetnę ale też to różnie bywa. Do kanapek (o
ile już je jem) dodaję też często czerwoną paprykę i
kiszonego ogórka. Jem też czasem ryż (biały lub brązowy) lub
makaron (brązowy). Mniej więcej tak wygląda obecnie moja
dieta... Oczywiście to jest tak "mniej więcej" (warto to
podkreślić) bo jadam jeszcze inne rzeczy ale najważniejsze w
tym wszystkim jest to, że praktycznie nie podjadam takich
rzeczy o których wspominałem wczoraj, a nawet jak coś
przekąszę to praktycznie nie mam tego przymusu obżerania się
tym jak wcześniej. Oczywiście pewnie minie jeszcze trochę
czasu aż owy przymus zniknie zupełnie ale chcąc nie chcąc
widzę różnicę! Na podstawie dzisiejszego dnia mogę podać
dobry przykład bo miałem dwie kanapki z żółtym serem i
pierwszą zjadłem, ale już z drugiej zdjąłem ten ser bo nie
miałem na niego ochoty! a kiedyś byłoby to nie do
pomyślenia!
06.11.2010
Czuję, że moje ciało chce odpoczynku od jedzenia... nie
myślę tutaj o jakichś długich przerwach tylko o takich
kilku-kilkunasto godzinnych... np. teraz jest po 19stej a
gdy próbowałem coś jeść (na siłę bo uznałem, że już pora aby
napełnić żołądek) to moje gardło tak jakby samo się
"zaciskało" abym tego nie robił. Mam ochotę jedynie na
wodę... Coraz mocniej mnie odrzuca od ryżu, klusek,
pomidorów itd. Dodam jeszcze, że jak patrzę na żółty ser lub
co gorsza go zjem to mam wrażenie jakby było tam na prawdę
sporo chemii! Pieczywo jakoś też mi nie podchodzi. Sam już
nie wiem co powinienem jeść. Jakoś na nic specjalnie nie mam
ochoty... jedynie wodę mógłbym pić... hmm... Jestem ciekawy
jak będzie wyglądać moja dieta w kolejnych miesiącach...
07.11.2010
[58,2 kg]
Dzisiaj mało zjadłem, gdyż czułem, że mój organizm
ewidentnie domaga się postu (piłem normalne ilości wody).
08.11.2010
Winogrona mi jeszcze w miarę smakują... To samo tyczy się
kalafiora oraz brokułów gotowanych na parze... Piłem też
dzisiaj sok wyciskany z marchewki i był ok ale różnica w
smaku między marchewką wiosenną, a zimową jest bardzo duża.
10.11.2010
[57,9 kg] Ewidentnie nie czuję się dobrze po
zajedzeniu zupy... ale o tym już kiedyś wspominałem... Tarte
jabłko jest w miarę ok... ma sporo wody... to samo tyczy się
winogron...
11.11.2010
Mój odruch wymiotny odnośnie spożywania jedzenia chyba się
nasila... już sam nie wiem co mam na ten temat myśleć hmm...
12.11.2010
[57,6 kg] Oj zjedzenie kanapki z żółtym serem to był
błąd... co oni tam dodają? a przed zaśnięciem zjadłem niby
normalnie wyglądające jabłko... a czułem się po tym nie
najlepiej :( Co się stało z naszym jedzeniem!!!??? Chyba
przerzucę się na kaszę czy gotowaną marchewkę... po tym
jakoś nie czułem się źle...
1 6.11.2010
[57,9 kg]
17.11.2010
[57,9 kg] Od około 06:55 przez następne 24h będę na
pełnym poście (bez wody i picia).
18.11.2010
[55,7 kg] O około 7:50 zakończyłem post który trwał
trochę ~25h. Oczywiście już wróciłem do jedzenia... ale
ogólnie ciekawa próba "postu"... nie robiłem takowych bez
wody... Mówiąc szczerze bardziej chciało mi się jeść niż
pić... czułem się dobrze nawodniony, aż do końca postu. Też
można zauważyć, że sporo schudłem ale szybko to nadrobię :)
19.11.2010
[57,1 kg] Waga poszła mocno w górę... podobnie jak
wczoraj mocno w dół ;) ale w sumie to wczoraj nie najadłem
się jakoś specjalnie... sporo wody piłem...
20.11.2010 [56,8 kg]
26.11.2010 [57,1 kg]
GRUDZIEŃ
2010
09.12.2010
Odechciało mi się jeść klusek gryczanych... zdecydowanie mój
organizm już ich nie chce :) Piłem dzisiaj też trochę
surowego soku z marchewki wyciskanego w domu ale z obecnej
marchewki sok wychodzi gorzkawy... trzeba poczekać do
lata... wtedy jest idealny ;)
13.12.2010
Właśnie sobie przypomniałem jak smaczne są mandarynki ;)
14.12.2010 [58,0 kg] Jadłem dzisiaj pierogi na
wodzie... są znacznie lepsze niż pierogi zrobione na patelni
gdzie ociekają one tłuszczem itp. To takie moje małe
przemyślenie...
16.12.2010 Zdecydowanie już od dłuższego czasu jak
jem jabłka to robi mi się nie dobrze i mnie "mdli"... ale
chyba tylko gdy zjem takie jabłka nie obrane ze skórki...
tak mi się wydaję? Muszę zbadać sprawę.. (03.02.2011 -> nie
od każdego jabłka ze skórką tak mi się robi... po jednych
mnie mdli, a po innych nie... chyba zależy to od rodzaju
jabłka? a może od czegoś innego?)
24.12.2010
Jakiś miesiąc? temu zauważyłem, że bardzo źle wpływa na mnie
sól i od mniej więcej tamtego czasu unikam jej jak ognia.
Dzisiaj zatrułem się kolacją
Wigilijną...
25.12.2010
W nocy czułem się fatalnie... do tego stopnia, że musiałem
być zabrany do szpitala... Dieta postna ("kleik", woda...)
26.12.2010
Kolejny szpitalny dzień... Dodatkowo jadłem sucharki...
27.12.2010
Powrót do domu... (w te święta nie zjadłem nawet grama
mięsa... co nie zdarzało się w poprzednich latach)
LUTY 2011
03.02.2011
Obecnie
w mojej diecie nie dzieje się specjalnie nic ciekawego...
jem trochę tego trochę tamtego... Zdecydowanie bardziej
skupiam się na owocach (jabłka, gruszki, mandarynki,
pomarańcze i ew. banany czy winogrona) niż na warzywach...
chociaż wypiłbym z chęcią sok z marchwi ale takiej
wiosenno-letniej a nie zimowej ;) Ogólnie rzecz ujmując to
czekam do wiosny... gdzie będzie większa różnorodność
pożywienia (owoce -> arbuzy!!! + wiśnie, czereśnie,
truskawki, malinki itd... + oczywiście świeże marchewki!!!).
Zdarzają mi się też kilku-kilkunasto godzinne posty gdy
"przesadzę" z jedzeniem lub po prostu gdy czuję taką
potrzebę... Takie przerwy w jedzeniu bardzo dobrze na mnie
wpływają :)
MARZEC 2011
10.03.2011
Właśnie
dorwałem świeżą marchewkę! :) Zrobiłem z niej pyszny soczek
na "angelku" :) ale nie mniej jednak nie jest to jeszcze ta
mała, młodziutka marchewka (która pewnie będzie w sklepach
dopiero na wiosnę?)... ale nie mniej jednak jest
wystarczająco dobra na soczek... bo ta zimowa to ;x
18.03.2011
Właśnie zajadam się arbuzem! Wreszcie
dostępny w moim mieście (chodź daleko trzeba jechać aby go
dostać)! mmmm coś pysznego! żałuję, że nie odkryłem arbuzów
15 lat wcześniej! Plusem arbuzów jest to, że mają w sobie
bardzo dużo wody i zamiast pić np. wodę z butelki można
zjadać sobie arbuza aby się nawodnić ;) tak jak robiłem to w
poprzednim roku :)
30.03.2011
Jadłem dzisiaj bardzo dobrą sałatkę w skład której
wchodziła: sałata, jajka z chowu ekologicznego (tzw.
zerowe), śmietana, rzodkiewka i koperek... naprawdę smaczna
:)
KWIECIEŃ 2011
03.04.2011
Dzisiaj jadłem twarożek własnej roboty
LINK!. Całkiem smaczny :)
MAJ 2011
21.05.2011
Od jakiegoś tygodnia mam większą potrzebę postu... oraz
patrzenia się w słońce... Mam też tak, że jak napiję się
trochę wody to dość szybko muszę iść do kibelka aby się jej
pozbyć... czasem może być to już to trochę irytujące ;) To
chyba oznaka jakiegoś lepszego oczyszczenia? zresztą... nie
raz już tak miałem w przeciągu tych prawie 2 lat... a
szczególnie wtedy gdy nie jadłem za dużo i starałem się jeść
zdrowo. Ważne jest również aby coraz lepiej słuchać swojego
organizmu... i umieć wyczuć na co obecnie ma ochotę... czy
na truskawkę czy na czereśnie ;)
24.05.2011
Co do patrzenia się w słońce to przeważnie robię to
między ~7:00 a 8:00 rano... ale tak na prawdę to różnie z
tym bywa. Mój czas patrzenia się w słońce trwa od powiedzmy
5-15min do nawet godziny jak nie więcej? Dużo też zależy od
"zachmurzenia" i od tego o której wstanę. Nawet jak wstanę
później to i tak lubię poprzebywać na słoneczku... nie
koniecznie muszę się w nie patrzeć centralnie... w samo
południe ;)
25.05.2011
Co do ilości mojego snu to właśnie obliczyłem ile średnio
spałem każdego dnia w ostatnich 7 dniach (licząc dzisiejszą
noc) i wyszło mi niecałe 4,5 godziny snu na dobę co
oczywiście jest spowodowane atakami ciemnych mocy na moją
osobę ale nie mniej jednak z taką ilością snu mogę w miarę
jako tako funkcjonować. Pewnie jak się owe ataki skończą to
będzie to trochę więcej godzin na dobę... no ale to się
dopiero okaże... pożyjemy zobaczymy ;) 2 lata temu sypiałem
po 10-12h, pół roku temu sypiałem po 5,5-7,5... teraz jest
to około 4,5h... ciekawe ile będę potrzebował snu za pół
roku ;)
31.05.2011
Ciekawe jest to, że w 2009/2010 roku jadłem dużo pomarańczy
(sok); na początku 2010 jadłem sporo winogron i mandarynek, w połowie 2010 roku jadłem dużo arbuzów, a w połowie
roku 2011 jem sporo czereśni :) czyli pomarańcze ->
mandarynki i winogrona -> arbuzy
-> czereśnie i jagody ;)
CZERWIEC 2011
17.06.2010 [60,7 kg]
18.06.2010 [60,6 kg]
21.06.2010
[60,0 kg]
25.06.2010
[59,5 kg]
LIPIEC 2011
06.07.2011
Ostatnio jem dużo jagód i czereśni.
SIERPIEŃ 2011
12.08.2011
Dzisiaj jadłem bardzo mało... udało mi się trochę przespać w
dzień (bez ataków demonów) i nabrałem torchę sił...
naładowało mnie mocno energią (ciało + głowa)... i może z
tego powodu kompletnie nie chce mi się jeść? tak czy siak
czuję się bardzo dobrze... a głodu nie odczuwam...
13.08.2011
Ogólnie te wszelkiej maści ataki demonów itd bardzo mi
przeszkadzają w prowadzeniu mojego "eksperymentu
dietetycznego". Przez te ataki
jestem ciągle nie wyspany, nie zregenerowany, z brakami
energetycznymi, obolały od spania w niewygodnej pozycji
(próba zminimalizowania obrażeń) czy
z powodu zadanych mi ciosów itd... Zamiast w nocy się
regenerować i nabierać sił ja jestem bity i muszę dochodzić
do siebie w trakcie dnia... Nie muszę chyba wspominać, że
sypiam znacznie krócej niż bym sobie tego życzył... Ogólnie
jedna wielka kaszana... Jak nie miną te ataki to
prawdopodobnie postęp w przechodzeniu na odżywianie się
praną będzie wciąż bardzo wolny albo wręcz żaden. Wszyscy wiemy, że sen
dostarcza sił i energii... tylko jak ja nie mogę spać to jak
mam się zregenerować? Już nie ujmując zadanych ciosów gdzie
rozbijana jest moja energetyka, a resztki mojej energii
zgromadzonej w ciągu dnia jest mi odbierana. Mój przypadek to nie jest zwykła "bezsenność"...
ale jak już to wszystko minie i będę mógł się normalnie
wysypiać to moja energetyka powinna się zregenerować i pójść na wyższy
poziom... bo teraz to kuleje... a cały mój organizm woła o sen i
regenerację.
18.08.2011
Energia która wlewa mi się w głowę i w ciało podczas snu
bardzo dobrze na mnie wpływa... nie czuję potrzeby jedzenia
gdy jestem mocno nią napełniony... jest bardzo subtelna i
korzystna dla mnie... już wiem czemu demony nie dają mi spać
;)
Dobry Samarytanin
|
|