|

Był rok 1998,może 1999. Dokładnie nie pamiętam. Zbliżała się
noc. Położyłam się do łóżka i gdy prawie zasypiałam, poczułam
potworny ból. Bolała mnie kość ogonowa, jelita, brzuch, bolało
mnie wszystko. Był to rozpierający potworny ból, który po
minucie zaczął ustępować. Leżałam bez ruchu i starałam się nie
poruszyć, bałam się oddychać. Minęła minuta, może dwie, kiedy
znowu się zaczęło. Położyłam na twarz poduszkę, żeby sąsiedzi
nie słyszeli mojego krzyku. Powoli ból stawał się coraz słabszy,
aż całkowicie ustąpił. Jednak za minutę znowu powrócił. Tej nocy
miałam trzy, a może cztery takie ataki. Czekałam w napięciu czy
jest to już koniec, czy za chwilę znowu się zacznie? Ale tej
nocy ból już się nie powtórzył. Rano obudziłam się troszkę słaba
i obolała, ale ogólnie czułam się dobrze.
Minęło parę dni i sytuacja się powtórzyła. Wszystko miało taki
sam przebieg,
jedynie rano czułam się gorzej niż za pierwszym
razem. Chodzenie sprawiało mi ból.
I znów minęło parę dni
i...resztę już znacie, ale rano już nie mogłam podnieść się z
łóżka. Nie poszłam do pracy, poszłam a właściwie dokuśtykałam do
lekarza. W poczekalni nie mogłam
usiąść, nie mogłam stać, nie mogłam chodzić. Z powodu moich
dolegliwości
lekarz przyjął mnie po za kolejnością. Wysłuchał,
dał zwolnienie i skierowanie do szpitala.
Po szczegółowych
badaniach [a rzecz się działa w Austrii, więc te badania były
naprawdę bardzo dokładne lekarze nie znaleźli przyczyny bólu i
stwierdzili, że cierpię na nadwrażliwość jelita na tle nerwowym.
Z taka diagnozą zostałam wypisana
do domu i taką diagnozę
zaakceptowałam.
Minęły lata. Ból nie powrócił i właściwie o nim zapomniałam.
Byłam zdrowa,
nic mi nie dolegało, z jednym małym wyjątkiem, bez
wyraźnego powodu byłam
ciągle zła.
Wszystko mnie drażniło i
stałam się jakaś nadwrażliwa. Nie była to
jakaś większa
dolegliwość, więc starałam się o tym nie myśleć. Jednak z
biegiem
lat zauważyłam, że ciągle mnie coś boli; to głowa, to
plecy, nogi. Bolały mnie stawy,
kości, mięśnie. Przez lata miałam temperaturę ciała 37.2 C, albo
36 C. Przez parę
miesięcy codziennie budziłam się rano z silnym bólem głowy i zawsze ból
ten, był umiejscowiony z tyłu po prawej stronie. [Moja mama też
od lat cierpi na takie bóle,
wiec stwierdziłam, że to rodzinne.]
Zaczęły boleć mnie palce u rąk. Nie mogłam podnieść kubka z
kawą, a nawet niesienie talerza sprawiało mi problem. Do tego
wszystkiego
dołączył się lędźwiowy ból kręgosłupa. Spanie stało
się koszmarem! Kupiłam nowy
materac, ale nic nie pomogło.
Pewnego dnia po wstaniu z łóżka zauważyłam, że lewa
noga
odmówiła mi posłuszeństwa.
Ból był tak silny, że nie mogłam
chodzić, a w nocy podkładałam sobie zwiniętą poduszkę pod kolano
żeby mniej bolało. Jak by tego było
mało zaczęły nawalać mi
kolana.
Nie mogłam zejść ze schodów. Potem dołączyła się
parotygodniowa arytmia serca.
Nagle pewnego dnia pojawiła się
seria silnych uderzeń, potem nagle serce zamarło i już kiedy
myślałam, że zemdleje, znowu zaczynało mocno
bić i taka sytuacja
trwała parę tygodni. W tym czasie kiedy pojawiły się problemy ze
sercem, a właściwie to już pod ich koniec, poczułam ogromną chęć
zjedzenia kiszonej kapusty. Uczucie było tak silne, że poszłam
do sklepu, kupiłam słoik kapusty i w samochodzie
ze słoika
zaczęłam ją pożerać [bo to nie było jedzenie, to było żarcie].
Minęło parę godzin
i ze zdziwieniem zauważyłam, że palpitacje
serca ustąpiły! Pomyślałam... no tak,
brakowało mi jakiejś
witaminy, kapusta ją dostarczyła i dla tego wszystko mi
przeszło.
Wszystkie te dolegliwości które się pojawiały, same mijały po
paru dniach, czasem tygodnia. Potem jednak znowu wracały. Nigdy
tego nie wiązałam z rozwojem duchowym, bo wtedy ta nazwa była mi
prawie obca, a o Energii Kundalini nigdy nie słyszałam.
Myślałam, że taka już jestem jakaś nadwrażliwa. Kiedy pojawiły
się problemy z oczami [swędzenie, pieczenie] pomyślałam, to
tylko alergia, ale kiedy zaczęłam widzieć złote iskierki,
światełka, a potem białe obłoczki, to wystraszyłam się nie na
żarty i oczywiście poszłam do okulisty. Diagnoza? Wszystko ok.
Wiedziałam, że nie jest ok.! Z oczami może i tak, ale gdy
pewnego dnia zaczęłam słyszeć głosy, to już spanikowałam. To
było okropne! Ciągle szeptem mówiło
do mnie mnóstwo osób! Nikogo
nie widziałam, ale ciągle słyszałam szepty.
Było mi koszmarnie
zimno, a za parę minut dusiłam się z gorąca.
Pewnego dnia położyłam się i zaczęłam oglądać telewizję. Nagle
poczułam, że moje ciało zaczyna wibrować, te wibracje pochodziły
gdzieś od środka. Było to takie uczucie, jakbym była podłączył
do delikatnego prądu. Na czubku głowy i po prawej stronie twarzy
poczułam czyjś dotyk i coś w rodzaju zimnego powiewu powietrza.
Mijały dni, tygodnie, a te uczucia pozostały. Non-stop coś mnie
dotyka i głaszcze po głowie, całe moje ciało wewnętrznie
wibruje. Czasem te wibracje były tak silne, że drżałam i na
zewnątrz ciała.
Pojawiało się silne drżenie dłoni,
nadwrażliwość, płaczliwość i ogromna kula
w gardle. Kupiłam
medyczne poradniki i zaczęłam szukać przyczyny moich
dolegliwości.
Po paru dniach znalazłam! Pełna radości
stwierdziłam, że mam klasyczne objawy choroby tarczycy, tylko,
że jakoś tak dziwnie wymieszane.
Trochę nadczynność, trochę niedoczynność? Hmm. Pobiegłam do
lekarza.
Okazało się, że jestem zdrowa. Było mi ciągle zimno,
jedynie kolana miałam od jakiegoś czasu rozpalone. Buchało z nich
ogromne ciepło. Potem takie samo uczucie pojawiło się w splocie
słonecznym, następne w klatce piersiowej. Modliłam się i
prosiłam Boga, żeby wyjaśnił mi, co się ze mną dzieje. Jednak
odpowiedz nie przychodziła.

Mijały miesiące, a ja co raz bardziej się bałam. Postanowiłam
baczniej
obserwować moje ciało, moje myśli i odczucia. Coś mi
podpowiadało, że nie są
to zwykłe fizyczne dolegliwości, że jest
w tym coś głębszego, choć na razie tego nie rozumie.
W tamtym okresie zaczęłam mieć ogromne problemy z synami. Byłam bezsilna,
bezradna i pozostawiona sama sobie. Nie miałam nikogo, komu
mogła bym się wyżalić i wtedy zaczęłam rozmowy z Bogiem i Matką
Boską. Nie było to klepanie pacierzy i leżenie krzyżem, to była
po prostu rozmowa, w której prosiłam o siłę żeby wytrwać i
wyrwać moje dzieci z piekła. Zaczęłam chodzić do kościoła.
Chodziłam tam w tygodniu, kiedy nie było ludzi i mogłam do woli
siedzieć i rozmawiać. Zaczęłam też brać udział w niedzielnej
mszy, ale to już nie było to samo. Denerwował mnie ksiądz i tłum
ludzi klepiący bez przekonania modlitwy. W tym okresie, w
przeciągu paru miesięcy przyśnił
mi się Ojciec Pio, św.
Faustyna. Ojciec Pio powiedział mi, kim w przyszłości będę, ale
niestety nie zapamiętałam jego słów. O św. Faustynie w
ogóle nie słyszałam i dopiero po latach dowiedziałam się, że
taka osoba faktycznie żyła. Poczułam również ogromną chęć
malowania. Chciałam te moje rozmowy z Bogiem przelać na płótno.
Wiedziałam, że gdy bym umiała malować, to powstały by piękne
obrazy, ale niestety jestem beztalenciem wiec nie wzięłam nawet
kredki do rąk. Po tych snach zdałam sobie sprawę, że idę dobrą
drogą, że ktoś tam w górze nade mną czuwa i pomoże mi uratować
moje dzieci. Zaczęły pojawiać się dziwne, a czasem niesamowite
sytuacje w moim życiu, które pomogły mi i moim synom stanąć z
powrotem na nogi. Mam nadzieję, że zło, które ich dopadło
nigdy więcej nie powróci. W tym ciężkim dla mnie okresie
przyśnił mi się dwa razy wąż
[teraz wiem,
że jest to symbol Kundalini, dawniej nie wiedziałam] i sen o wężu jeszcze bardziej
utwierdził mnie w przekonaniu, że było koło nas zło. Był to
ohydny, wielki wąż,
który
oplatał moje ciało, ja go zrywałam z
siebie i
ciskałam nim o ziemię.
Również w tamtym okresie zauważyłam, że od pewnego czasu pojawia
mi się
dziwna słodycz w ustach. Nie miałam pojęcie z kąt
pochodzi, ale myślałam, że może
z trzustka wydziela ten dziwny
smak. Dwa lata temu zaczęłam miewać sny, że wykonuję dziwne
ćwiczenia gimnastyczne. Były to ćwiczenia rozciągające i
kojarzyły mi się z jogą.
Po paru miesiącach od pojawiania się
pierwszego snu, poczułam nieodparta potrzebę
wykonywania ćwiczeń rozciągających mój kręgosłup. Siadałam na
ziemi robiłam głębokie skłony do przodu. Dziwnie trochę się z
tym czułam, ponieważ zawsze wolałam bardziej aktywną formę
sportu typu Aerobik, a ćwiczenia takie jak Joga czy Pilates
nudziły
mnie. Jednak chęć wykonywania takich ćwiczeń skłoniła
mnie do zapisania
się na Pilates. Uczęszczam na zajęcia i
wszystkim je polecam.
Również dwa lata temu odkryłam przypadkiem, że potrafię widzieć
na odległość.
Potrafię zobaczyć osoby, rzeczy, sytuacje które są
nawet setki kilometrów ode
mnie. Właśnie wszystkie te doznania,
odczucia skłoniły mnie do głębszego
zainteresowania się rozwojem
duchowym. Zaczęłam baczniej obserwować
moje ciało. Zauważyłam,
że moje dłonie zmieniają kolor. Raz są fioletowe,
a za godzinę są wręcz pomarańczowe i wyglądają
jak by za chwile miały zacząć
świecić. Zaczęłam dostrzegać aurę
wokół moich palców i dwa razy nad głowa
obcego człowieka.
Postanowiłam poszukać w necie jakiś informacji na temat tego
co
się ze mną dzieje. Dowiedziałam się co to są czakry, meridiany,
karma, aura.
Jednak dalej nie wiedziałam co ja mam z tym
wszystkim wspólnego. Siedziałam
godzinami przed komputerem i
zauważyłam, że coś dziwnego zaczęło się dziać
się z moimi,
oczami, uszami i głową. Pogorszył mi się wzrok, w uszach
zaczęłam odczuwać dziwny ucisk, rozpychanie, wlewanie, do tego
doszły bardzo silne zawroty
głowy i silny ból między łopatkami.
Pomyślałam, przemęczenie i zostawiłam komputer
na parę dni w
spokoju,
jednak dolegliwości nie ustąpiły, a wręcz z dnia na dzień było
coraz gorzej.
Pojawiły się problemy ze spaniem. Wieczorem nie
mogłam zasnąć, a rano
jak tylko zaczęło wstawać słońce, budziłam
się. Moje oczy zrobiły się bardzo wrażliwe
na światło dzienne.
Mimo, że miałam zamknięte powieki, zaciągniętą roletę, to i tak
dochodziło do moich oczu światło. Doszło do tego, że zaczęłam na
oczy kłaść sobie
mała poduszeczkę, żeby móc spać dalej i tak
śpię do dzisiaj. Również z moimi uszami
było gorzej.
Zaczęły
mnie dziwnie boleć, a niektóre dźwięki [stuknięcie czymś o
talerz, szklankę ] wywołuje silny ból. W przeciwieństwie do
oczu, słuch mi się poprawił. Słyszę dużo lepiej niż jeszcze parę
miesięcy temu. Z moim ciśnieniem tez coś się dzieje. Czasem
czuję silne bicie serca w całym ciele. Zauważyłam również,
że czasem moje ciało robi
się lekkie, dłonie prawie same unoszą
się do góry. Bardzo dokucza mi już od lat dziwne falowanie
ciała.
Coś jak by we mnie wchodziło, a potem wychodziło.
Chwilami wydaje mi
się, że jest ktoś we mnie. Nie czuję, że jest
to obca osoba, raczej odczuwam to tak, jak
by jakaś mniejsza Ewa
była we mnie w środku i obija się o moje wewnętrzne ciało.
Wygląda to tak jak by do większej foremki, była nalana woda i
ktoś wsadził tam
o tym samym kształcie mniejszą foremkę i ta
mniejsza foremka po prostu
sobie tam swobodnie pływa. Jest to
bardzo dziwne i denerwujące uczucie.

Zauważyłam również silne ukłucia i swędzenia w całym ciele.
Zmieniła się
moja pozycja spania. Dawniej spałam tylko w pozycji
embrionalnej, a teraz na
brzuchu. Również zmuszona byłam
zrezygnować z niektórych potraw. Odrzuciło
mnie od białego
chleba, grzybów, ryb i prawie dwa lata nie jadłam słodyczy, ale
ochota
na nie niestety wróciła. Parę miesięcy temu znowu pojawił
się ból, który miałam 1999 roku.
Dzięki Bogu nie był już tak
intensywny, ale wystraszyłam się nie na żarty.
Właściwie
od paru
miesięcy uczucie ucisku w kości ogonowej jest non-stop, ale nie
bolesne.
Bardzo odizolowałam się od ludzi. Zerwałam dawne
znajomości, a nowi znajomi
jeszcze się nie pojawili. Są dni, że
brakuję mi kontaktu z ludźmi, ale zdarza się to sporadycznie.
Jeszcze trzy lata temu, ja byłam organizatorką imprez, wyjazdów,
ale
nagle przeszła mi ochota na organizowanie czegokolwiek i na
jakiekolwiek spotkania. Zaczęłam uwielbiać las, spacery. Mogę
kilometrami chodzić po łąkach, polach.
Dostrzegam kolorowe
kwiaty, wsłuchuję się w śpiew ptaków i widzę na ścieżce
ładne
kamienie.
Dawniej tego nie dostrzegałam, życie pędziło obok
mnie. Zastanawiałam się nie raz, czemu tak dziwnie się czuję,
czemu mnie wszystko boli, czemu ciągle
jestem zła i
rozdrażniona, czemu zaczęłam uciekać od ludzi i w ciszy szukać
ukojenia?
Czemu moje ciało drży od tylu lat, kim jest to coś lub
ktoś, kto ciągle
dotyka mnie po
twarzy, głowie? Czym są te białe obłoczki, które
towarzyszą mi, kiedy tylko otworzę oczy?
Na wiele z tych pytań znalazłam odpowiedz właśnie na tej
stronie, ale jeszcze
sporo pytań typu; po co mi to ? Dla czego
ja? Czy będzie gorzej? Pozostaje bez
odpowiedzi.
Jednak teraz
więcej rozumie, wiec czuje mniejszy strach.
Nie jest łatwo
żyć, kiedy ciągle wszystko boli. Bóle znikają i
pojawiają się, a co parę tygodni dochodzi
cos nowego.
Żadna moja
dolegliwość, nie odeszła całkiem. Czasem powraca po tygodniach,
czasem po roku. Teraz, gdy patrzę na te wszystkie dolegliwości,
to wiem,
że prawie wszyscy mogli by powiedzieć... A mnie
też kłuje, mnie tez boli i czasem tez
mam problemy ze snem. I te
osoby maja racje. Ja też myślałam, że to; pogoda, że
ciśnienie,
że pewnie alergia, grypa i Bóg wie jeszcze co!? I gdy by nie
bardziej subtelne
i dziwne odczucia, to pewnie tez bym nie
zwróciła uwagi na moje
dolegliwości.
Bardzo się cieszę, że trafiłam na Wiesławę, Ammy i Dobrego
Samarytanina.
Ich strona otworzyła mi oczy.
Jeszcze raz Wam dziękuję,
13 wrzesień 2007
Ewa

Odpowiedź:
Ewo,
Masz masywne przebudzenie Kundalini
- bardzo rzadka forma.
Ale nie opowiadaj za dużo lekarzom i ludziom.
Nie pomogą i nie zrozumieją,
Będą ci zazdrościć i dokuczać.
Sama wybieraj własne drogi
i ubarwiaj je najlepszymi cnotami
jakie może posiąść prawdziwy człowiek.
I będziesz miała chwile burzowe i słoneczne,
A ty się nie martw,
maluj najpiękniejsze własne barwy,
I nie szukaj na swój obraz ramy.
Jak będzie gotowy, przyjdzie taki dzień,
W którym zjawi się Twój Mistrz
i sam go oprawi.
Czuwa Twój dobry anioł stróż,
wyrówna przed nim ścieżki.
Jezus Chrystus był zawsze z tobą
i z tymi co kochają Go ze szczerego serca.
Wiesława
|