|

Jest 15 sierpnia 2009 roku, piękny dzień, święto
Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, jestem sama.
Uznałam, że to idealny dzień by napisać wreszcie o tym, co
od dłuższego czasu chodzi mi po głowie, by oddać cześć Matce
Boskiej właśnie w postaci tego świadectwa. Słowa są skromnym
sposobem wyrażania, jak na możliwości ludzkiej istoty,
których ta nie wykorzystuje. Jednak mówią, że to
"Słowo stało się Ciałem i
zamieszkało między nami".

Zatem podążając za tym fragmentem niechaj te słowa świadectwa
wyruszą
z Wami w świat. Nie jestem jeszcze tak dobra by swoim życiem
i postępowaniem
umieć pokazać Wam to, co zostało mi w jakiś
tajemniczy sposób zaprezentowane.
Dążę do tego stanu, w którym będę
potrafiła to uczynić. Dziś jednak pozostaje mi
Słowo, które
przekazane Wam odkryje przede mną głębsze swe znaczenie, a
Wam da
wskazówkę, podpowiedzi, a może chociaż otuchę w tym trudnym czasie.
Jestem kim jestem, staram się pogodzić z życiem takim, jakie kiedyś
wybrałam, wedle wierzeń. Jednocześnie staram się też na miarę moich
możliwości sprostać zadaniom,
jakie przed sobą postawiłam w sposób
możliwie najlepszy. Wyzwania jednak czasami przerastają człowieka, a
raczej zwykliśmy tak to odbierać, wtedy pomoc z niebios jest
ratunkiem nieocenionej wartości. Taka pomoc była mi udzielana
kilkakrotnie. Nie jestem
z tych, którzy będą Wam opowiadać, jak to
często spotykają się z Maryją i Jezusem, bo zwyczajnie rzadko się to
zdarza. Niemniej jednak wiem, że każdy z nas może na swojej drodze
spotkać te cudowne postacie i każdy może liczyć na ich pomoc.
Być
może to co napiszę, to co Wam tutaj opowiem stanie się dla kogoś
powodem do drwiny, jednak wiem, że znajdzie się wielu takich, którzy
w podobnych przeżyciach i spotkaniach rozpoznają coś, co ukrywają w
sobie, o czym wstydzą się i boją się mówić, albo co czasami
zachowują dla siebie, jako najdroższy skarb. Też się nad tym
zastanawiałam, czy opowiadać o tym innym, czy może raczej zostawić
to dla samej siebie. Dziś jednak nie chcę by było to tajemnicą, zbyt
wiele już lat ludzkość trzymała w tajemnicy to, czym powinna się
dzielić z innymi (wiem, że nie jest to łatwe). Wiem też, że do mojej
opowieści niektórzy dopiszą własne wyjaśnienia, własny sposób
rozumienia tego wszystkiego.
Dla tych powiem tylko, że podziwiam ich
niezwykły ogląd na świat w jego pełnym majestacie, bo ja do dziś nie
rozumiem tego, czego doświadczyłam. A te elementy, które wydaje mi
się, że
rozumiem mogą mnie jeszcze nie raz zaskoczyć swoim
znaczeniem.

W ten sposób wprowadzam Was w krótki, ale za to bogaty fragment
mojego życia,
w którym miały miejsce niezwykłe zdarzenia. Które nota bene trwają do dziś i mają
ogromny wpływ na mój sposób postrzegania
życia i świata. Moje pierwsze "spotkania"
z Maryją miały miejsce w
bardzo trudnym dla mnie czasie. W okresie licznych ataków
jakie na
mnie spływały z nikąd
i jakie nie pozwalały mi spać przez wiele,
bardzo wiele
nocy. Co uważam za istotne, to fakt, że w tym czasie
nie miałam nawyku odmawiania regularnych modlitw do Matki Boskiej.
Wtedy jeszcze pozostawałam na etapie, w którym uważałam, że sama
moja rozmowa bezpośrednio z Bogiem zdecydowanie wystarczy,
więc
modliłam się tylko do Boga. Nie negowałam postaci Maryi i Jezusa,
jednak
nie uważałam za konieczne korzystania z
ich pośrednictwa w
drodze do Ojca.
Wynikało to chyba raczej bardziej z obawy przed
niewłaściwym działaniem
(tak wiele jest różnych teorii) niż z
wewnętrznych przekonań.

Jednak Oni sami chyba uznali, że są mi potrzebni. Podczas jednego z
koszmarnych nocnych ataków, kiedy to pozostawałam w stanie pełnej
świadomości i miałam możliwość obserwowania wszystkiego co działo
się wokół mnie, a jednocześnie doznawałam ataków paraliżu, słyszałam
głosy, słowa, śmiechy itp. - opisywane już przeze mnie w innych
artykułach, zupełnie nie wiedzieć dlaczego i jak zaczęłam znajdując
się w tym dziwnym stanie, odmawiać modlitwę Zdrowaś Mario.
Od wtedy
już regularnie taka sytuacja zaczęła mieć miejsce, świadomie w
stanie pomiędzy snem a jawą odmawiałam Zdrowaś Mario. Słowa tej
modlitwy pojawiły się na moich ustach w sposób niewyjaśniony i sama
byłam
tym zaskoczona. Niemniej zaobserwowałam, że pomagało mi to
wydostać się z dziwnego stanu zawieszenia w którym doznawałam ataków
(czymkolwiek one nie były). Piszę o tym "ataki", bo tak to wtedy
odbierałam, chciałabym nie poddawać w tej chwili szczegółowej
analizie psychologicznej tego co się ze mną działo, gdyż nie
posiadam jeszcze mądrości, która pozwoliłaby mnie samej w sposób
jasny określić czym były te doświadczenia.
Ktoś kto zna dobrze
psychologię Junga, a jednocześnie zna dobrze żywoty świętych,
może
doszedłby do jakiś mądrych wniosków, ale nie jest to bynajmniej
miejsce
na rozprawę tego typu. Byłaby zbyt obszerna i namieszałaby
nie jednemu w głowie.

Wracając więc do tematu, sama modlitwa stała się od wtedy dla mnie
czymś
więcej niż wyklepanymi na pamięć słowami. Stała się
towarzyszką w chwilach
udręki, a przede wszystkim pomogła mi setki
razy przezwyciężyć strach i wrócić.
Po jakimś czasie "spotkałam"
Matkę z Synem w podobnym stanie. Nazwać go można stanem przejścia jakby pomiędzy dwoma różnymi poziomami świadomości, sama
nie wiem.
Ktoś rzekłby może, że to zwykłe omamy i majaczenie mózgu. Jednak
tylko człowiek przechodzący przez ten stan wie co widział naprawdę.
"To byli z całą
pewnością Jezus i Maryja. Otworzyli mi bramę potężną jakby
do innego
świata, ja wiedziałam, że to Królestwo Niebieskie. Nie było mi dane
zapamiętać niczego, poza uczuciem błogiego spokoju (choć winnam
raczej powiedzieć, że to i tak bardzo dużo i docenić to zdarzenie).
Przebywałam tam jakby
w przedsionku przez kilka chwil, wszystko było
w świetle i żywe, choć nie pamiętam szczegółów. Coś mi tam
przekazano, jednak nie wiem co to było. Wyszłam wciąż pozostając
przodem do Maryi i Jezusa, brama zamknęła się. Ktoś kto stał przed
bramą odprowadził mnie na Ziemię (jakbym wzleciała powyżej
planety)".

Długo nie mogłam dojść do siebie po tym doświadczeniu, bo w zasadzie
miałam problem
ze zrozumieniem tego zdarzenia. Z jednej strony
doskonale wiedziałam co miało miejsce,
z drugiej uważałam to za
niemożliwe. Nie pytajcie mnie proszę czy możliwe by ktokolwiek
postawił "stopę" w Królestwie Niebieskim stojąc obiema stopami na
Ziemi, żyjąc tutaj. W swoim życiu dowiedziałam się tylko jednego -
wszystko jest możliwe. Nie chciałabym żebyście czytając te słowa
stwierdzili, że to coś niewiarygodnego i fantastycznego.
Raczej
wolałabym pomóc Wam zrozumieć, że pewne obrazy, światy,
doświadczenia
są częścią nas samych. Niestety blokujemy się, uniemożliwiając sobie
dostęp do tych światów, na czym tracimy i my i
cały świat.

Opisy są może trochę chaotyczne, ale to z uwagi na
wrażenia jakie
towarzyszyły mi po kolejnym doświadczeniu.
"21/22.07.2008
W moim pokoju dzieją się dziwne rzeczy, tak pomyślałam. W każdym
razie wieczorna modlitwa przed snem i ... stoję w jakimś dziwnym
miejscu, jakby przejściu, małym holu, pomieszczeniu z którego
prowadzą trzy lub cztery wyjścia, jakby była przejściami w inne
światy, inne myśli lub inne wymiary. Stoję i patrzę, jest nas
dwie.
Ja i Ja... Otwieram oczy patrzę w sufit, jest ok. Nagle znów tam
jestem, tym razem druga Ja inaczej ubrana i już bliżej jednego
wejścia, kręci mi się w głowie...
na ścianie tuż obok w tym
wirującym przejściu pojawia się piękny obrazek Matki Boskiej,
klęczącej w modlitwie, widzę ją z profilu, kątem oka spogląda
spokojnie
w moją stronę. Daje mi znać, że będzie się za mnie
modliła. Po chwili widzę też
w kącie obok tej drugiej mnie Jezusa w
białej szacie, spokojnego. Trzyma coś
w ręce, ale nie widzę co.
Machnął ręką i druga Ja zniknęła. Dziękuję im, a
oni dają mi znać,
że wszystko jest ok. Otwieram oczy... powietrze jest
gęste jakby coś
się w nim unosiło. Nie wiem co jest grane. Modlę się."

Jak widzicie kolejne "spotkanie", które ciężko zrozumieć. Jednak z
perspektywy
czasu odnoszę wrażenie, że po części wiem o co mogło w
tym chodzić. Maryja dała
mi do zrozumienia, że modli się za mnie,
modli się tak samo żarliwie za wszystkich nas, wstawiając się w
naszym imieniu przed swoim Synem i samym Bogiem. W tej sytuacji jej
modlitwa, pozycja klęcząca oznaczać miały dla mnie wskazówkę, że
nawet kiedy tego nie wiem, nie jestem świadoma, w świecie jest ktoś
kto modli się za mnie i kto wstawi się za mną gdzie trzeba.
To
doświadczenie pozwoliło mi przyjrzeć się też samej sobie, spotykając
więcej niż jedną mnie w innej przestrzeni mogłam zaobserwować swój
stosunek do tematu. Jezus również tam był, sama Jego obecność jest
wsparciem, daje siłę i wiarę. Pamiętam to uczucie, które mi
towarzyszyło, strach znika niemal natychmiast, znikają wszelkie
obawy, kiedy w pobliżu pojawiają się Oni. I co ważne - w
rzeczywistości są wśród nas, wokół w każdej chwili, pod kamieniem, w
drzewie, śpiewie ptaków, w słowach innych ludzi,
w ich duszach.
Tylko my nie potrafimy zauważyć, wyczuć ich obecności.

24/25.08.2008
"Położyłam się, ale nie zasnęłam, w ogóle nie chciało mi się spać,
zresztą nie mogłabym nawet zmrużyć oczu z powodu tego co działo się
w pokoju. Po całym pokoju snuły się światła, lekko rozmyte jedne
mniej, drugie bardziej intensywne, piękne i cudowne, nie mogłam się
napatrzeć. Leżałam i patrzyłam po pokoju, nie wiem nawet czy
mrugałam...(chyba nie świadomie)... podziwiałam taniec świateł
majestatyczny, spokojny, żywy... jakby tchnienie Boga unosiło się w
przestrzeni
która mnie otaczała. Światła dawały znać, że są z Duchem
Święty. Nie chciałam spać, kiedy to miało miejsce, chciałam
podziwiać, po prostu cieszyć oczy tym widokiem. Oddychałam tym co
unosiło sie wokół, miałam wrażenie, że przenika mnie
całą...uśmiechałam się...to było piękne... spokój, cisza, ja i
miliony świateł
wokół odprawiających swój taniec... gdy nagle kątem
oka dostrzegłam
obok drzwi postać...serce mi podskoczyło, bo nikt
nie wchodził,
wszyscy spali u siebie,
był ułamek sekundy
przestrachu, ale od razu
poczułam i usłyszałam jakby w sercu coś
mówiło, że to Matka Boska...
Znów nad głową zaczęła się unosić
matryca, ale znaki były inne wyraźne... tylko tetraedr i inne figury
wokół, jak symbol Kwiatu
Życia... Ona nic nie mówiła, za to ja nie
mogłam sobie podarować i korzystając
z okazji, że była obecna tak
blisko, tuż obok, widzialnie...zaczęłam jej dziękować,
że jest, że
mnie odwiedziła, że się opiekuje nami, za jej anioły, za pomoc i
poprosiłam żeby zawsze była przy nas póki nie nauczymy
się jak ona
służyć w pełni... czułam jej ciepło i troskę, czułam tę matczyną
miłość w pokoju... przepełniała go całego. Stała koło drzwi jakieś 15
min, potem tak samo nagle zniknęła i pozostały już tylko
światła w
pokoju, które znów ze spokojem podziwiałam. Byłam szczęśliwa.
Po
jakimś czasie dopiero zachciało mi się spać i zasnęłam."

Często słyszy się, że należy być niezwykle ostrożnym w
dokonywaniu oceny zjawisk, których nie rozumiemy. Historie
licznych objawień nakazują nam z dystansem podchodzić do
tego co widzimy, słyszymy, co odbiera nasz umysł. Jednak
miałam pewność, że to była Ona. Błoga cisza, spokój i to
magiczne, matczyne ciepło, troska i miłość to co unosiło się
w powietrzu przepełnione drobinkami światła szalejącymi w
pokoju nie pozwalało mi nawet zwątpić. Maryja stała tam,
jakby unosząc się w przestrzeni. Po co tam przyszła? - nie
wiem. Możecie uważać, że kiedy taka Boska Istota odwiedza
człowieka, to z całą pewnością w jakimś określonym celu.
Nie
twierdzę, że jest inaczej. Jednak wtedy, ona po prostu była
tam, po czym zniknęła. Nie było to żadne objawienie, nie
otrzymałam żadnego orędzia, żadnej zapowiedzi, nic z tych
rzeczy. Patrzyłam na nią sparaliżowana jej pięknem i
dobrocią, którą czuło się w powietrzu. Zasnęłam tej nocy
spokojnie ogarnięta niewypowiedzianym szczęściem i miłością.
Nigdy wcześniej nie miałam możliwości wyobrażenia nawet
sobie prawdziwej potęgi matczynej miłości. Pierwszy raz
poczułam ją właśnie wtedy i muszę przyznać, że żadne słowo
nie opisze tego, co dusz ludzka może poczuć w obecności
Najświętszej Matki.

Minęło dokładnie dziewięć dni od jej obecności w moim pokoju do
"snu" podczas którego:
"3/4.09.08
"Przyśniła" mi się Matka Boska...
powiedziała:
-Módl się za potępieńców, módl się za nich, bo nikt nie chce tego
uczynić ."

Wtedy nie powiązałam nawet jej wcześniejszej wizyty z tym
poleceniem. Już tej nocy
z 3/4 września zbudziłam się między 3:00 a
4:00 i odmówiłam cały różaniec za dusze potępione, dusze w czyśćcu
cierpiące. Moje pobudki nocne zdarzały się niemal każdego dnia,
modliłam się żarliwie za te biedne dusze, których cierpienie zdawało
się wypełniać świat, który mnie otaczał. Widziałam je w drzewach,
chmurach, dymie z komina, kałuży, niemal wszędzie. Do każdej
odmawianej "Zdrowaśki" dodawałam na koniec prośbę
"Wybaw dusze
potępione i w czyśćcu cierpiące". Matka Boska stała się dla mnie
wreszcie kimś więcej niż "tylko" Matką Jezusa. Była cudowną kobietą,
kochającą, troszczącą się o wszystkie Boże dzieci, oddaną, pełną
pokory i zrozumienia, współczującą. Zauważyłam
w niej wreszcie Matkę
nas wszystkich, poczułam czym jest jej matczyna miłość i jak
jest
potężna. Zapragnęłam nauczyć się kochać tak jak Ona. To musiałoby
być coś niewiarygodnie pięknego umieć kochać czystą miłością
matczyną. Pokochałam Maryję,
jak Matkę, mogłam powiedzieć jej
wszystko, zasnąć u jej boku, wyżalić się, pochwalić, podziękować,
uśmiechnąć do Niej i wypłakać mając Ją tuż obok. Dlatego kolejne
doświadczenie bardzo, ale to bardzo mnie zabolało. Czułam się tak,
jakby to moje serce...
"29/30.10.08
Śniłam i tej nocy, coś miało się przyśnić, bo jak nigdy tak szybko
mnie sen zmorzył. Ołowiane powieki i...
Przedzierałam się przez las, była noc. W oddali dostrzegłam światło,
choć przytłumione i raczej sztuczne. Za lasem stał ogromny pałac,
wokół niego pełno dziwnych stworzeń. Przyglądałam się, chichotały,
dokuczały sobie itp. Skakały bardzo wysoko, odbijając się od ziemi
na kilka metrów. Zobaczyłam jak z góry, bardziej z boku tego
pałacyku zleciała z góry na ziemię postać kobieca w szacie biało
niebieskiej, lekko krwią jakby zbroczonej. Miała długie włosy i
światło wokół
niej żywe było. Podziwiałam ją. W tym czasie wszystkie
te dziwne stworzenia, jakby zepsute dusze zaczęły się zbliżać w jej
stronę, było ich znacznie więcej niż wcześniej ich widziałam.
Przekrzykiwały się, coś do niej mówiły, krzyczały, dokuczały sobie
i jej, śmiały się, zachowywały się jakby były szalone, stuknięte,
krzyczały do niej "wiedźma, wiedźma". Ona ze spokojem i delikatnie
malowanym na twarzy uśmiechem "STRZELAŁA" w te stworzenia promienie
światła. Wtedy one jakby rozpadały się na cząsteczki. Inne zaś
stworzenia zaczęły strzelać do niej strzałami, rzucać w nią
kamieniami, pniami drzew. Byłam trochę zdziwiona jej spokojem.
Ona
świeciła i nadal strzelała promieniami. W pewnym momencie od góry
jeden miecz z lewej strony, a zaraz potem drugi miecz z prawej
strony (tak pod skosem) trafiły w nią, prosto w serce. Ja wybiegłam
zza drzew żeby jej pomóc. A ona
spojrzała w moją stronę i
powiedziała "Jam jest Matka Boska, której serce
przebiły dwa
miecze". Wszystkie stworzenia zniknęły, rozpłynęły się
w powietrzu.
Ona też jakby rozpływała się, wznosząc się w górę."

Po przebudzeniu miałam oczy zalane łzami. Smutek wypełniał mnie
całą. W samym tym śnie poczułam się okropnie, bałam się o Nią, bałam
się, że coś jej się stanie, że te miecze mogą ją zabić, ale Jej nie
zabiły. Ona była wieczna, tylko ból w Jej oczach mówił wszystko.
Miecze w Jej sercu miały symbolizować krzywdy jakich doznawała.
Miałam wrażenie, że doznaje ich po raz kolejny, zupełnie tak, jakby
już kiedyś te miecze rozerwały Jej serce
na kawałki, zadając jej
potężny ból. Dopiero wtedy zaczęłam doszukiwać się znaczenia motywu
mieczy przebijających serce Matki Boskiej. Zaczynałam powoli
rozumieć i to przesłanie. Znów zadajemy jej ból, po raz drugi
Chrystus przybywa na świat by go zbawić,
i po raz drugi my - ludzie
odrzucamy Go. Odrzucamy Syna Maryi, zadajemy Jej tym
samym
nieopisany ból. Ból serca, zupełnie jakby miecze przebijały jej
serce na krzyż.

W moich "snach", tak je nazywam, choć rozgraniczam sen od
"snu", czy to wizje senne, czy inne przejawy Boskiej
obecności, nie wiem jak je nazwać, byście mogli zrozumieć i
pojąć sens słowa, często w nich znajdowałam podpowiedzi
dotyczące życia. Niezwykle często widziałam symbole, obrazy
i motywy o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zupełnie
jakby moja wyższa świadomość zaczynała odkrywać przede mną
nowe pola świadomości. Dziś dzięki tym sennym wizjom jestem
świadoma wielu rzeczy, których nie znałam i nie rozumiałam.
cdn...
15 August 2009 - 19 September 2009
GODAN
|