|

Prosiłam Boga by rok 2008 był dla mnie rokiem jakiś zmian, by coś
ruszyło
do przodu.
Styczeń 2008 - nadal siedziałam w domu bezczynnie i ogarniała mnie
rozpacz, do momentu tel od koleżanki i tak się zaczęło; w lutym
rozpoczęłam 3-miesięczny staż.
Obawiałam się tego stażu, choć czekałam na to by coś się odmieniło w
moim życiu.
Z jednej strony przeogromna siła, i nieopisana chęć a z
drugiej lęk i strach. Komuś
lub czemuś zależało by mnie
przestraszyć, cofnąć, sparaliżować.... nie dałam
się, codziennie
się modląc i mówiąc Boże dodaj siły i dopomóż.
Gardło, ciągle boli gardło, piekący ból, łapie nadal (jak
i poprzednio)
niespodziewanie.
Ból uszu nasilił się, dodatkowo odczuwam falę gorąca,
i rozsadzania
uszu.
Zastanawiałam się dlaczego moje oczy zaczynają odmawiać
mi
posłuszeństwa?
Obraz staje się rozmazany i wokół fruwa mnóstwo srebrzystych
iskierek.
Praca dla ludzi staje się dla mnie motorem, tlenem, oddychaniem ja
wiem, że ja będę to robić. Tak naprawdę w szpitalu zobaczyłam jak
człowiek w jednej chwili staje się okruchem, jak ulotne jest
wszystko i to co mamy i to o co tak bardzo zabiegamy.
Nocami zalewają mnie fale gorąca, czuje jak pali się moje wnętrze,
ból bioder
staje się coraz bardziej nieznośny. Nie wiem już ilu lekarzy
należało by odwiedzi?
Ile badań i jak często je robić by coś znaleźć, by mieć diagnozę.
Ostatnio wiłam się
z bólu palców u nóg, szczególnie lewej stopy,
zrobiłam badania bo przecież ból jest realny, badania wyszły
idealnie. Stawy zmienione w wyglądzie, lekka opuchlizna, palce
zgrubiały, rozrywający ból nadgarstków świadczący w/g medycznego
punktu widzenia
o stanie zapalnym, a badania, prześwietlenia
idealne. Moje wcześniejsze
dolegliwości bólowe serca ponownie
powróciły, choć ich natężenie osłabło.

Głowa czasami sprawia wrażenie pustej niczym niewypełnionej.
Mam
wrażenie, że jestem lekka jak piórko, choć przecież wiem ile ważę.
Tęsknię wew, przeżywam przeszywający ból za czymś odległym, wiem, że
jestem
jeszcze nie przygotowana ze swoim ciałem, ale czuje
jednocześnie siłę, która prze
na mnie, dodaje skrzydeł, mimo iż
wiąże się to nadal z bólami fizycznym.
Sądziłam, że depresję i tzw. czarną dziurę mam za sobą, że to co
przeżywałam
(płacząc przez prawie 3
miesiące) i tą beznadzieję mam za sobą. Bóg mi ukazał, jak
mogę być w wielkim błędzie, teraz wiem, że dopóki bije moje serce,
dopóki płynie
krew we mnie będę cierpieć, płakać i zmagać się z
życiem na Ziemi.

W szpitalu, podczas tego stażu dane mi było zobaczyć jak ludzie są
mało pokorni, jak na siłę i za wszelką cenę chcą być szczęśliwi,
uśmiechnięci. Wiem, sama nie jestem idealna, toczę bój podczas
pobytu na Ziemi, ze swoimi ludzkimi ułomnościami, walczę z pokusami,
walczę ze swoim ego, ale zdaje sobie sprawę, że jestem marnotą, kajam
się i prowadzę o tym dialog z Bogiem, przepraszam i czuję skruchę.
Uważałam, że to normalne, że przecież wszyscy tak, i ujrzałam co
innego. Drętwieje mi czubek głowy, odczucie zdrętwienia daje się
czuć wyraźnie w centralnym punkcie głowy. Już nie paraliżuje mnie
strach śmierci, w szpitalu nigdzie indziej jak tam, owa śmierć gości
każdego dnia, miałam okazję ją zobaczyć.

(napisane
10.06.2008)
cdn...
Ammy
|