NASZE DOŚWIADCZENIA

KIM TY JESTEŚ?
(CZĘŚĆ 8)
LINK! DO CZĘŚCI 7

LINK! DO CZĘŚCI 9

Życie ludzkie - kruche i łamliwe a tyle sobie po nim obiecujesz... Planujemy i gonimy za marnymi przyjemnościami, ale najczęściej droga, po której kroczymy okazuje się nieznana.

Kim ty jesteś?

Skąd pochodzisz?

Tęsknimy za zrozumieniem, szukamy źródeł naszego pochodzenia, jedni na Ziemi a inni w Niebie.

Był czas, że nie zadawałam sobie zbyt wiele trudności aby odpowiedzieć na te pytania. Byłam jednym z tych maleńkich ludzików biegających po ziemi, nie miałam czasu a może ochoty ? ... na podobne rozważania. Nadszedł dzień, w którym pomimo moich życiowych pragnień poczułam, że w moim ciele zachodzą dziwne zmiany.

Krocząc przez życie troszczymy się o naszą naukę, wiedzę - nazywamy ją dobrodziejstwem. Uciekamy od przeciętności, cierpienia i biedy, budujemy potężne fundamenty własnych pragnień. Mało osób szuka kontaktu z własnym duchem. Przebudzenie duszy dla każdej osoby jest olbrzymim przełomem a nawet życiową katastrofą. Światło Niebios narzuca inne cele, wyzwala wewnętrzną skrywaną piękność. Ważne by umieć kroczyć za promieniem światła, poczuć i zrozumieć wielki sygnał, który płynie ze wszechświata.

Obserwują dzisiaj szybki rozwój duchowy wielu grup i prywatnych ludzi. Zastanawiam się czy oni naprawdę chcą rozwinąć własnego ducha do wyższych lotów czy tylko bawią się w zabawę duchową. Najczęściej zapominają, że rozwój duszy postępuje przez Boga a nie przez kursy, nauczycieli ... etc...

Jest to praca naszego ducha wynikająca z jego świadomości. Nie można wielu kosmicznych pojęć ujednolicić i oprawić w specjalne punkty programu. Każda dusza jest taką sama indywidualnością jak każdy żyjący człowiek. Szybki rozwój wytworzy szybko chaos a uczeń nieprzygotowany na odbiór wypaczy swój własny charakter. Jakże brzmią śmiesznie oświadczenia ludzi - "duchowych nauczycieli"? Pomogę ci na wszystkich polach świadomości...! Czyżby? Aż tak daleko już wzrosłeś (-aś)? Przecież to niesamowity nonsens. Tak może czynić tylko Bóg! Jakże daleko te osoby zamaszerowały w swojej pysze a ci, którzy za nimi podążają w swojej głupocie.

Siły kosmiczne działają w dwóch kierunkach; przyciągają się i odpychają. Te dwie energie muszą być przekształcone w jedną, dopiero wówczas można połączyć się z Jednością. Wyruszamy w nowa podróż, wcale nie znaczy, że łatwą. Powrót do duchowego dziedzictwa odbywa się poprzez uwalnianie od materialnych form i od ciężaru ziemskiego myślenia. Powoli przesuwamy się ku wspaniałemu uświadamiając sobie istotę prawdziwego bogactwa. Przychodzi czas i wypełniamy się po brzegi mądrością nie zaglądając do żadnych książek. Dopiero wówczas człowiek jest gotowy rozpoznać innych wspinających się na wysoką duchową górę. Tylko w ciszy własnej twierdzy możemy odnaleźć własnego ducha - doskonale opisuje ten proces Św. Teresa z Avila.

Zanim doszłam do podobnych przemyśleń wyćwiczył mnie los do granic wytrzymałości. Wiele lat zmagałam się z bardzo bolesnym doświadczeniem całego ciała i duszy. Znikąd nie miałam ratunku, a przecież tylu cudownych "znawców tematu" kręci się po świecie? Albo bezradnie rozkładali ręce albo bajdurzyli niestworzone rzeczy.

Minęło burzliwe lato, przyszła deszczowa jesień a dni przesuwały się powoli. Z mojej buzi zniknął uśmiech i łzy spływały po mojej twarzy. Jakże byłam wówczas zrezygnowana ... (listopad 2000). Kładłam się do łóżka i po chwili ponownie wstawałam, sen nie nadchodził. W ciemności wokół mnie migały kolory tęczy, przyciągały moje oczy. Próbowałam zrozumieć to nowe niezwykłe zjawisko, które mi od wielu miesięcy zaczęło towarzyszyć. Najwięcej widziałam wokół siebie płynnego złota. Moje pismo na czole ciągle się przesuwało, też było dla mnie wielką łamigłówkę.

18 listopad - noc. Już po północy położyłam się do łóżka. Po kilku minutach w ciemności rozpoczęły taniec złote światła, tworzyły manadale, błyskawice, tęcze... lubiłam je obserwować, fascynowały mnie. Ale tej nocy zdarzyło się coś więcej. Ujrzałam jakby otworzyło się Niebo i ktoś zaczął na mnie wylewać całe wiadra kolorowej farby przypominającej mgłę. Ułożyła się w grubą tęczę i błyskawicznie wpływała w moje ciało.

Niespodziewanie ujrzałam przed sobą medyczny znak - kadaceusz, dwa skręcone węże na grubość mojej ręki. Były w środku puste, ale w jednej sekundzie wypełniły się płynnym złotem. Jeszcze wówczas nie wiedziałam, że kadaceusz jest symbolem Kundalini. Czułam, że przeżywam coś wielkiego. Domyślałam się, że otrzymuję kontakt z Bogiem. Przypływ energii był tak silny, że całym moim ciałem i łóżkiem trzęsło. Miałam wrażenie, że porwała mnie wzburzona potężna rzeka i niesie na swojej fali z wielką prędkością. Krzyczałam na syna, który spał w drugim pokoju - trzymaj mnie! Pojawił się w drzwiach, patrzył zdziwiony, wyciągałam do niego ręce i wołałam - trzymaj mnie, odpływam na wielkiej fali. Był bardzo przestraszony, ale chwycił mnie za dłonie. Od wielu miesięcy nie miał ze mną łatwego życia. Zalała mnie potężna gorączka, całe ciało płonęło. Po ok. 5 minutach mój syn wyrwał swoje ręce a ja pobiegłam do łazienki do kranu z wodą. Zimnym strumieniem przemywałam swoje ciało, moczyłam ręce. Zabieg ten pomagał mi na kilka minut i znowu go powtarzałam. W całym ciele był wielki pożar. Szukałam w kuchni cytryn, chciałam nimi ściągnąć tą gorączkę, ale tego dnia ich nie znalazłam. W lodówce były tylko dwa zielone banany, chwyciłam je w dłonie, próbowałam pozbyć się tego żaru. Jakież było moje wielkie zdziwienie jak po kilku minutach zobaczyłam, że banany zmieniły kolor na czarny. Rozrywałam je na kawałki, były całkowicie przejrzałe. Do rana nie zmrużyłam oka, leżałam na łóżku zupełnie przytomna a mój syn pytał:
- coś ty mi zrobiła?
- W życiu nie byłem taki wyspany w środku nocy.

Niezapomniana noc, która zmieniła całkowicie moje życie. Od tamtej pory moje ciało zaczęło wibrować i drżeć, w środku tańczyły wszystkie komórki. Po kilku dniach zauważyłam, że czego się nie dotknę kopie mnie elektryczny prąd. Codziennie towarzyszyła mi wielka gorączka albo fale lodowatego zimna. Miewałam po kilkanaście razy na dzień omdlenia a w mojej głowie zagrało tysiące cykad. Od 4 lat słyszę też inny dźwięk jakby ktoś śpiewał OUM. Najczęściej słyszę ten dźwięk nocami w głębokiej ciszy.

Dzięki moim doświadczeniom zrozumiałam sens własnego istnienia. Opisuję je po to aby lepiej zrozumieć zawiłe tajemnice wszechświata. Nagle zderzyłam się z Wielką Górą, przeżyłam dni udręki i rozpaczy. Nie mogłam zrozumieć; dlaczego mnie Bóg tak boleśnie doświadcza? Obca była mi wiedza o energii, nie zdawałam sobie sprawy - co to znaczy przebudzić się duchem i połączyć z Uniwersum.

Następny etap, wplecienie substancji białej w nasze DNA. Podczas procesu połączenia substancja biała z mózgu spływa do kręgosłupa tworząc fragment jego serca. Dzięki niej człowiek w chwili połączenia z Uniwersum odbiera przesłanie Chrystusowe. Wtedy też pojawia się w niej złota barwa.

Wiem jak bardzo ważna na tej drodze jest samodyscyplina. Należy wyrzucić ze swojego życia prawie wszystko. Ostrzegam przed czytaniem małowartościowych książek a jeszcze mocniej przed praktykowaniem każdej "duchowej recepty". Należy oddalić się od ziemskich rozkoszy w odniesieniu do wszystkich materialnych potrzeb. Nie można służyć dwóm panom.

Kto chce kontaktu z Bogiem musi znaleźć w sobie na tyle siły by osiągnąć czyste duchowe współbrzmienie.

Vancouver
13 March 2008

WIESŁAWA

OGIEŃ

I poddałam się pustce,
choć żyłam bez cienia wielkiej trwogi w oceanie własnego bytu.
Zapomniałam o miejscu, które niegdyś należało do mnie.

Szukałam tutaj siły i piękna.
Byłam kapłanką sama dla siebie i wyrocznią zarazem.
Wyznaczyłam swoje granice i świat własnych pozorów.

Ale... pewnej lipcowej nocy usłanej ciszą i gwiazdami,
mój byt został zmącony,
Ktoś Wielki przeniknął przez moje wymiary.

Ubrał się w swoją dostojną szatę,
objawił w Wielkim Majestacie.
Twarz ozdobił w najsubtelniejszą miłość
i obalił królestwo moje.

A moje zdziwienie nie miało końca
bo to nie mogło się zdarzyć.
Obsypał mnie drogocennym złotem,
dał dostęp do wszystkich darów.
I zaprosił na pielgrzymkę do Królestwa Swojego.

Jakiż to był cudowny sen...
I wymarzyć nie mogłam lepiej.
Jakaż czułam się szczęśliwa,
Bóg mnie odwiedził.

Upływały dni spokojnie i po cichu a piękny sen pofrunął...
Purpurowy grzmot uderzył we mnie,
dosięgnęły mnie języki ognia !

I była noc piękna, która dała wielką radość.
I przyszła noc ciemna, która ogniem mnie kąpała.
Żaden strumień wody nie ugasił tego żaru.

I łzy moje wyschły i marzenia opuściły
a serce nie znało spokoju.
I walczyłam z wielką bestią,
która rozrywała moje ciało.
Słałam skargi na wszystkie strony,
szukałam pomocy u Aniołów.
Ale zatrzasnęły się moje wymiary.

O Wielki Boże,
Obiecałeś tyle szczęścia ?
A tu po tej nawałnicy i ogniu nic się nie ostało,
powalona zostałam przez Ciebie.

I odtańczyłam swój samotny taniec,
taniec rozpaczy,
taniec przemiany,
taniec oczyszczenia,
taniec poddania.

I żałosnym cichym głosem błagam,
ucisz moje ciało, ukój moją duszę.
Obmyj mnie swoim zimnym strumieniem,
ulecz moje rany.

Napój mnie słodką ambrozją,
napełnij mój pusty kielich tym Boskim nektarem.
Uczyń mnie gotową do przyjęcia Twojej prawdy,
trzymaj mocno moją rękę w dłoni swojej.



Wiesława
Vancouver,
June 2005