NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA W ROKU 2015
(CZĘŚĆ 1)
LINK! DO CZĘŚCI 2

Rwąca woda

17/18.01.2015 miałem sen, w którym byłem tak jakby w Indiach, znajdowałem się w rzece Ganges (lub tylko tak to odbierałem), stałem w niej "po kolana" zanurzony w wodzie, była ona bardzo brudna - byli w niej również różni ludzie (wyglądali na hindusów). Po pewnym czasie stania w tej brudnej wodzie zobaczyłem, że z prawej strony jest pewna "rzeczna odnoga", poszedłem tam i zobaczyłem, że jest w niej czysta woda - "strumień wody" tam się znajdujący miał około 5 metrów szerokości i wręcz nieskończoną długość (dodatkowo z prawej jej strony była jakby rzeka z czystą wodą). Cały owy "strumień" czystej wody znajdował się pod pewnym kontem w dół, zacząłem nim iść... widziałem przed sobą jakąś osobę, która również szła w dół, po pewnym czasie owa osoba postanowiła zawrócić, gdyż strumień wody uderzający w nasze nogi od tyłu był coraz to silniejszy... minąłem ją, obejrzałem się również do tyłu jak szła w kierunku "szczytu" tam gdzie znajdowała się brudna woda (rzeka "Ganges"), ja wciąż szedłem w dół... a po pewnym czasie zorientowałem się, że "strumień" wody jest zbyt intensywny (narastał z czasem), woda w tym momencie naprawdę mocno uderzała w moje nogi, nie byłem w stanie się już cofnąć, mogłem iść tylko do przodu... i szedłem z powodu napierającej na mnie owej siły wody coraz to szybciej.
 

Słyszenie wewnątrz ucha

30/31.01.2015 około 4:40 miałem sen, w którym stałem z jakąś postacią koło telewizora który był maksymalnie wyciszony... z tego co pamiętam owa postać wsadziła sobie palec do ucha, ja również tak zrobiłem (tyczy się to prawego ucha) i nagle zacząłem słyszeć wewnątrz ucha dźwięk z telewizora - było to bardzo wyraźne. Jakiś czas później (pomijając pewien fragment snu) siedziałem na krześle i dostrzegłem osobę będącą daleko ode mnie, coś do kogoś (niewidzialnego?) mówiła ale jej nie słyszałem... wsadziłem sobie palec w prawe uchu i zacząłem wewnątrz ucha bardzo wyraźnie słyszeć co ona mówi, a co więcej leciała również w tle "młodzieżowa" muzyka (normalnego typu).


Ukraina traci kontrolę nad swoim wschodnim terytorium


(powyższy obrazek nie odzwierciedla dokładnie tego co widziałem we śnie)

10/11.02.2015 około 7:05 miałem sen, w którym widziałem walczących Ukraińców z prorosyjskimi separatystami. Widziałem jak żołnierze strzelali, ginęli, widziałem również wybuch przy pewnej budowli (było przy tym sporo ciemnego dymu) i odczułem fale uderzeniową (która mnie powaliła na ziemię) jaka przy tym wybuchu miała miejsce. Po pewnym czasie zobaczyłem z góry mapę Ukrainy (jej wschodnią część), było tam pokazane jak pewien niewielki teren obwodu donieckiego i chyba ługańskiego zmienił kolor na czerwony (na rosyjski) - czyżby chodziło o utratę kontroli nad głównymi miastami tam się znajdującymi? Następnie widziałem wojska ukraińskie wycofujące się w głąb Ukrainy z powodu nacierających posiłków rosyjskich (dodatkowi żołnierze, ciężki sprzęt). Po chwili ponownie ujrzałem z góry mapę ale tym razem zobaczyłem Polskę i po wschodniej jej granicy (od strony Białorusi i Ukrainy) maszerował ogromnych rozmiarów słoń (wyglądał mniej więcej tak: LINK! i miał mniej więcej taki kolor).


Healing głowy, lekcja w szkole (Merkabah) i nocne nauki

11/12.02.2015 około 6:12 miałem sen, w którym widziałem siebie leżącego w łóżku a pod moją głową były wsadzone obie dłonie Wiesi - wyglądało to tak jakby Wiesia robiła mi healing tylnej części głowy. Całość snu była tak realna, że prawie nie do odróżnienia względem rzeczywistości... na dodatek idealnie czułem dotyk jej dłoni na swojej głowie. Bardzo mi to przypomina healingi jakie miałem w roku 2014, mniej więcej ten sam schemat.

Następnie miałem sen w którym byłem w klasie, siedziałem z moim kolegą w ławce - został on "wyrwany" do tablicy, coś na niej pisał, gdy wrócił spytałem go o pewien obrazek, który o ile dobrze pamiętam był narysowany w jego zeszycie a on odpowiedział: to jest Merkabah (wyglądał owy obrazek mniej więcej tak: LINK!, z tego co pamiętam miał kolor fioletowo żółtawy ale absolutnie pewien tego nie jestem).

Następnie o 7:03 miałem sen, w którym szedłem przez pewien las, pewna osoba pomogła mi dojść do celu mojej wędrówki, do pewnej chatki... wszedłem do niej... w środku był pewien mężczyzna, który siedział na fotelu, usiadłem na przeciwko niego i wtedy zaczął do mnie mówić - wszystko było bardzo realne, był to sen bardzo zbliżony do rzeczywistości... po chwili zorientowałem się, że ten sen jest inny niż normalne sny, uzyskiwałem coraz to większą świadomość, pomyślałem przez chwilę, że może to atak ale to nie miało z atakiem nic wspólnego i po chwili było to dla mnie już pewne... ale gdy się nad tym zastanawiałem postać siedząca przede mną zmieniła w między czasie wygląd... a gdy zrozumiałem, że to są "nocne nauki" przybrała swój początkowy wygląd... w tym czasie starałem się już maksymalnie skupić na tym co do mnie mówiła ale niestety jej słowa nie miały ani ładu ani składu... niebawem zostałem wybudzony ale samo doświadczenie było bardzo interesujące - ktoś tak jakby coś mi przekazywał, domyślam się, że nie chodziło w tym konkretnym przypadku abym świadomie rozumiał wypowiadane do mnie słowa, prawdopodobnie chodziło o to aby pewne informacje trafiły do mojej podświadomości a przynajmniej tak obstawiam.
 

Szyszka i tajemnicze słowo usłyszane w głowie

15/16.02.2015 około 3:42 miałem sen, w którym byłem w klasie z japończykami, w pewnym momencie nauczycielka namalowała na tablicy kredą pewien obrazek, mi on bardzo przypominał szyszkę - chciałem powiedzieć ludziom będącym w klasie z czym mi się kojarzy ten obrazek, powiedziałem do nich po polsku szyszka i nagle w głowie usłyszałem bardzo głośno w samym jej centrum obcy mi wyraz, miałem wrażenie jakby to była translacja tego wyrazu na język japoński (ale tak nie było) - tak czy siak było to dosyć ciekawe gdyż szyszka jest symbolem szyszynki, a słyszałem owy wyraz/dźwięk właśnie mniej więcej tam gdzie szyszynka się znajduje.


Wiesia robi mi dwa healingi we śnie

17/18.02.2015 o 3:38 miałem sen, w którym siedziałem z Wiesią na kanapie w moim domu w dużym pokoju (obecnie już tej kanapy tam nie ma) - Wiesia siedziała z lewej strony a ja z prawej, między nami była pewna wolna przestrzeń. Po pewnej chwili Wiesia powiedziała, że zrobi mi healing, przysunąłem się do Niej, a Wiesia położyła mi swoją prawą rękę na 4 czakrze... po pewnej chwili z tego co pamiętam zapytała mnie czy coś czuję... zorientowałem się, że gdy "stukam" o siebie górnymi i dolnymi zębami to odczuwam tam bardzo silne wibracje, cały ten obszar bardzo mocno mi wibrował (wraz z zębami) - Wiesia trzymała swoją rękę na mojej czakrze serca pewnie z 20 sekund... gdy ją zabrała zrobiło mi się trochę smutno, że to już koniec healingu i powiedziałem Jej, że chciałbym aby jeszcze trochę moją czakrę pohealowała... tak też się stało, ponownie położyła swoją rękę na mojej czakrze i tak to trwało jeszcze przez jakiś czas aż zacząłem się coraz to mocniej wybudzać...

Następnie o 6:31 miałem kolejny healing robiony mi przez Wiesię we śnie - widziałem siebie leżącego w łóżku, Wiesia siedziała z mojej lewej strony... po chwili położyła swoją rękę na moim sercu i miałem podczas tego healingu swego rodzaju widzenia (we śnie, były tak jakby nade mną), co chwilę widziałem jakby obszar klatki piersiowej (w ubraniu) różnych osób (po jednej na raz), były do nich przypięte tabliczki z imionami, które mogłem idealnie przeczytać (wymieniłem większość owych imion pod koniec snu Wiesi z pamięci) - we śnie odczytywałem to jako moje imiona z poprzednich wcieleń.

Na koniec dodam, że to były najdłuższe healingi robione mi przez "Wiesię" we śnie jakie miałem - przeważnie tego typu doświadczenia działy się między rzeczywistością a snem (rok 2014) i trwały znacznie krócej niż te dzisiejsze.
 

Zbieranie pięknych kamieni szlachetnych

12/13.03.2015 o 6:49 miałem ciekawy sen, na początku widziałem pewne miasto, które starałem się obronić przed pewnymi "najazdami" niewidzialnego "żołnierza", wysyłałem w tym celu wojsko z detektorem umożliwiającym wykrycie go... gdy udało mi się go pokonać był wysyłany kolejny niewidzialny żołnierz... po pewnym czasie olałem sobie tą całą obronę i zobaczyłem, że po drugiej stronie miasta (odwrotna strona od atakowanej) jest pewne duże wejście (bez drzwi) do pewnego sporego pomieszczenia, w którym był śnieg - wszedłem do środka i zacząłem znajdować tam w różnych miejscach dużych rozmiarów pięknie oszlifowane kamienie szlachetne, za każdym razem taki znaleziony kamień miał inny kolor... gdy je znajdowałem umieszczałem je na okładce w pewnej (ciemno zielonej) książeczce jaką trzymałem w lewej ręce, układałem je w pionowej linii prostej (tworzyły jakby cienką linię stworzoną z oddzielnych kolorowych pionowych prostokątów... same kamienie szlachetne jakie znajdowałem nie koniecznie musiały mieć kształt prostokątny no ale na tej książeczce [okładce] tak to wyglądało... miały one również znacznie mniejszy wygląd niż gdy je znajdowałem... domyślam się, że było to po prostu do pewnego stopnia ukazane symbolicznie) - tych kamieni szlachetnych znalazłem pewnie z 7 (mniej więcej), tak czy siak zebrałem wszystkie jakie były potrzebne, następnie znalazłem pewien czarny cienki pręt i przymocowałem go do owej książeczki od dołu z lewej strony... i z tego co pamiętam wbiłem ten pręt z ową książeczką w ziemię (śnieg) tuż przy wejściu. Gdy to zrobiłem zobaczyłem siebie leżącego (tło zrobiło się szarawe)... i po chwili zrobiłem jakby obrót w tył o 360 stopni, takie jakby salto, obrót dookoła własnej osi - było to bardzo ciekawe odczucie, czułem się przy tym bardzo lekki... gdy to się stało zacząłem słyszeć czyjś głos, był po angielsku (nie do końca wyraźny), miałem wrażenie jakby były to jakieś nocne nauki... jakby była mi przekazywana duchowa wiedza... ale coś mi po chwili zaczęło nie pasować... znajdowałem się w tym momencie w stanie pomiędzy rzeczywistością a snem, wszystko co w tym stanie widziałem było bardzo zamazane... zacząłem wyczuwać postać będącą z mojej lewej strony (to ona do mnie mówiła)... chciałem zobaczyć, kto to jest, zacząłem wręcz otwierać do pewnego stopnia moje fizyczne oczy i ta postać (bardzo silnie zamazana) w tym momencie jakby się na mnie rzuciła (bez dotykania mnie) a ja się natychmiast zerwałem do budzenia co mi się w pełni i szybko udało... tak czy siak końcówka była wyjątkowo podejrzana... nie mniej jednak całość jest bardzo symboliczna... i te kamienie szlachetne... nie odczytuje na obecną chwilę tego snu jako ataku... raczej jako powiedzenie mi, że ktoś będzie mi przeszkadzał gdy ja będę zbierać "kamienie szlachetne", wchodzić na wyższy poziom duchowy... sen był na swój sposób wyjątkowy... i nie chodzi mi tylko o symbolikę... ale sam akt zbierania tych kamieni szlachetnych był interesujący, był bardzo realny, to było coś więcej niż zwykły sen ;)


Świetlisty okrąg i tajemnicze znaki

30/31.03.2015 nad ranem miałem sen, po którym od razu miałem pewną wizję senną, w której zyskałem pełną świadomość i w pełni świadomie obserwowałem to co widziałem przed zamkniętymi oczami... a widziałem pewien świetlisty okrąg poruszający się po czerwonym dywanie... po chwili spadł na niego jakby szary dym papierosowy i owy dym rozszedł się na wszystkie strony... następnie owe "światło" dalej krążyło po dywanie... z tego co pamiętam ponownie po chwili spadł na nie owy szary dym... i po chwili gdy owy krąg wyłonił się z owego dymu ujrzałem go już w lekko innej formie... a mianowicie wokół niego pojawiła się pewna niebieska obwódka (wcale nie taka mała) na której były jakieś tajemnicze znaki, jakby "kosmiczne" litery... z tego co pamiętam to owa niebieska obwódka (wraz z tajemniczymi znakami) obracała się wokół świetlistego kręgu zgodnie ze wskazówkami zegara.


Pieśń wychwalająca Maryję

02.05.2015 gdy się obudziłem ze snu około 7:45 (wciąż mając zamknięte oczy) usłyszałem bardzo wyraźnie w głowię piękną pieśń wychwalającą Maryję, słowa były w języku polskim... nie sądzę abym tą piosenkę kiedyś słyszał ale jej słowa miały sens, nie było żadnych zakłóceń lub nieścisłości... niestety po pewnym czasie zacząłem myśleć, że może to jakaś forma odwrócenia mojej uwagi od kogoś (negatywnego) kto ew. jest za mną (spałem wtedy na boku i odczuwałem pewien ucisk w okolicy prawego ucha co wzbudziło mój niepokój) i pojawił się we mnie strach i postanowiłem po chwili się całkowicie wybudzić... oczywiście obecnie szczerze wątpię aby to była jakaś forma ataku... czasami we "śnie" nie jestem w stanie do końca prawidłowo oszacować sytuacji i dmucham na zimne "rozłączając się", czasami się to opłaca, a czasami jak w tym przypadku nie... no ale... takie życie... Tak czy siak doświadczenie było wyjątkowo fajne i szkoda, że nie pojawiło się ponownie.


Wielokrotne ugryzienie przez węża

03.05.2015 około 9:20 miałem sen, w którym ugryzł mnie w prawą stopę jadowity wąż, było to nad wyraz bolesne... za jakiś czas jakiś facet mnie złapał za miejsce w jakie zostałem ugryziony (również mnie to zabolało)... ale szybko się mu wyrwałem... ale niestety po kolejnych kilku sekundach ponownie owy wąż mnie ugryzł... i to w to samo miejsce... i było to ponownie bardzo bolesne! Na koniec dodam jeszcze, że nawet po wstaniu odczuwałem pewne pozostałości bólowe w miejscu ukąszenia przez owego węża. Jakiś czas później postanowiłem zapytać Wiesię co sądzi o tym śnie, powiedziała Ona, że na pewno nie był to demoniczny atak, że to sen symboliczny związany z moim spirytualnym rozwojem (nie wchodząc mocniej w szczegóły).
 

Lecę przez czarny tunel

14/15.05.2015 miałem ciekawy sen ale zapamiętałem z niego właściwie tylko końcówkę... z początkowej fazy snu pamiętam jedynie, że podróżowałem po jakichś odległych terenach (ciężko stwierdzić jakich i gdzie) ale pod koniec dotarłem do pewnego jakby ciemnego pomieszczenia, gdzie na ścianie wisiał obraz (na jego środku był z tego co pamiętam Jezus)... stanąłem z prawej strony na pewną platformę i wrzuciłem monetę "w ścianę" a owa platforma uniosła mnie trochę do góry, następnie stanąłem na platformę obok i po chwili znalazłem się jeszcze wyżej... po chwili spojrzałem w przeciwnym kierunku do obrazu i rzuciłem się w "otchłań"... i leciałem i leciałem... jakby przez czarny tunel... i trwało to całkiem długo... moja prędkość była bardzo duża... ale po kilku dobrych sekundach lekko się tego wystraszyłem... w końcu nie wiem gdzie lecę... a wszędzie ciemność... do pewnego stopnia się rozłączyłem ale stwierdziłem bardzo szybko, że nie jest to nic złego i wróciłem do owego snu... w końcu zacząłem dostrzegać kolory i wyłoniłem się na moim podwórku... wśród jakichś ludzi... i sen po chwili się zakończył. Ogólnie stwierdzam, że prawdopodobnie astralnie wybrałem się na bardzo daleką podróż, z której musiałem później wrócić i do tego posłużył mi owy tunel, którym jak na sen to bardzo długo leciałem... ale ostatecznie dotarłem tam gdzie miałem dotrzeć pomimo pewnej niepewności gdzie tak na prawdę lecę :)

cdn...

Dobry Samarytanin