NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA W ROKU 2010
(CZĘŚĆ 1)
LINK! DO CZĘŚCI 2

Są tutaj poruszone niektóre objawy związane z transformacją, ale nie kładłem na nie głównego nacisku. Opisałem też kilka snów i wizji, które uznałem za warte upublicznienia. Nie należy traktować tego co tutaj przedstawiłem poniżej jako wszystkiego co się działo u mnie w roku 2010. Są różne doświadczenia, które nie zostały tutaj uwzględnione... jedne bardziej ważne, inne mniej. Jak zwykle zależy mi na ukazaniu ogólnego zarysu procesu transformacji i jakie przeszkody lub doświadczenia możemy spotkać na tej często wyboistej drodze.
 

Ból w głowie...


(thalamus)

lub


(szyszynka)

Jednym z ciekawych lecz nie nowych objawów jest uczucie rozpychania, powiększania albo gromadzenia energii w miejscu, które jest w środku głowy Ostatnio często tego doświadczam więc pomyślałem sobie, że wspomnę o tym. Trwa to doznanie przeważnie dobre kilka godzin, czasem pół dnia i dłużej... pamiętam nawet dawniej takie okresy, kiedy non stop mnie tam to miejsce bolało (od lekkiego bólu do dużego) nawet przez tydzień jak nie dłużej. To coś, co tam się dzieje powoduje pewien ból choć różnie bywa z jego intensywnością. Przeważnie nie wygląda się zbyt dobrze jak ból jest intensywniejszy. Człowiek jakoś tak dziwnie blednie na twarzy oraz nie ma się zbytnio ochoty na nic za wyjątkiem, aby się to wreszcie skończyło -> sen jest ukojeniem, o ile uda się zasnąć, bo czasem jest to mocno utrudnione przez stan w jakim się człowiek wtedy znajduje (stan sporego dyskomfortu w głowie + ból). Kiedyś wydawało mi się, że ta energia przepycha się przez głowę, ale teraz myślę, że ona się tam gromadzi i coś robi. Może kiedyś się przepychała, aby zrobić odpowiednie kanały do tego miejsca... nie wiem. Domyślam się że po prostu powiększa się thalamus lub szyszynka ale tego pewien na 100% nie jestem. Tak czy siak trwają tam od dawna z różną intensywnością prace nad tym miejscem lub miejscami? :) (napisane 09.02.2010 + dodane później poprawki)

Jest 07.10.2010 -> dzisiaj wyjątkowo mnie tam boli! oj tak! Przez cały dzień mi tam mocno energia pracuje! Przez ten wpis chcę jedynie pokazać, że owe objawy nie zakończyły się na lutym! tylko są do dnia dzisiejszego i nie zapowiada się, aby miały w najbliższym czasie się zakończyć! ;)

16.12.2010 -> chyba mi ten punkt "eksploduje"... zauważyłem, że jak tak mnie męczy w tym punkcie to płycej oddycham...

30.03.2011 -> a tak swoją drogą to czasem cała głowa pęka od naporu energii... i z boku i z góry i w środku...

15.03.2011 -> Ciężko stwierdzić gdzie dokładnie jest ten punkt który mnie boli gdyż często jest tak, że ból rozchodzi się na większy obszar...


Wizja cegieł

Wieczorem 21.02.2010, gdy już leżałem, aby pójść spać, miałem wizję z zamkniętymi oczami i to dość wyraźną. Przedstawiała ona nogi, które stoją na chyboczących się dwóch cegłach (jedna noga stała na jednej cegle). Domyślam się, że chodzi to o mnie i jakiś brak balansu? Następnie szybko ekran jakby się uaktualnił i cała przestrzeń pokryła się solidną konstrukcją z cegieł... coś w stylu bardzo mocnego fundamentu (nie zachwianego niczym). Domyślam się w takim wypadku, że przejdę w przyszłości z braku balansu do solidnego "balansu" / fundamentu ;-) -> tak to jakoś odczytuję :-)


Kolejny sen z pisaniem matury...

Już rankiem dnia 22.02.2010 miałem sen w którym pisałem maturę... był to jakiś test wyboru... Pamiętam, że skończyłem i chodziła jakaś pani, która kazała nam odwrócić nasze testy na znak zakończenia pisania i ona do każdego z osobna tak podchodziła. Po odwróceniu testu na stronie, na którą patrzyłem, były odpowiedzi. Zacząłem je porównywać z kolegą z ławki. Trochę się one różniły, ale kolega miał trzy odpowiedzi zaznaczone w kółka i się go pytam co to znaczy, a on mówi, że tych odpowiedzi jest pewien na 100% i patrzę na swój test, a chyba w jednej? z tych trzech "zadań" u mnie widnieje inna odpowiedź. Poczekałem, aż pani która chodzi po sali nie będzie widziała co robię i zacząłem szybko poprawiać błąd. Jak widać ciągle jeszcze nie mogę skończyć w moich snach tej matury... zawsze jest coś jeszcze do zrobienia / poprawienia...


Bananowe niebo...

02/03.03.2010 -> sen był dość ciekawy i znaczący, ale niestety nie pamiętam wszystkiego :/ -> napiszę tyle, ile pamiętam, choć czasem może to nie trzymać się kupy :) -> Zaczyna się, że widzę jakieś morze i jakiś Meksykanów w niej? Nie pamiętam o co chodzi, ale oni chyba gdzieś chcieli dopłynąć? Później widzę jakby korytarz szkolny i coś ma to związek z nauką? Wiem, że na razie nie ma to sensu, ale wolę to uwiecznić na wszelki wypadek ;) -> Później rozmawiam z kimś w tej szkole i nagle (tu zaczyna robić się ciekawie hehe) lecę do "bananowego nieba!" :D Miałem wrażenie jakbym wleciał do jakiejś hali produkcyjnej (jeszcze przed wlotem do bananowego nieba), bo była tam jakby taka taśma (gdzie np. robi się coś przy produktach i ludzie tam po bokach pracują -> chodź nie było tam żadnych pracowników) i właśnie wleciałem w to bananowe niebo nagle (cała ta taśma itd. itp. zniknęła wtedy) i było naprawdę fajnie :D -> jeżeli banany umierają to pewnie idą tam po śmierci hehe ;-)))) nom hehe :) -> później wyszedłem z tego "nieba" :) i zobaczyłem znowu tę taśmę i wleciałem nagle w kolor ciemno pomarańczowy lub czerwony (nie jestem pewien jaki dokładnie był to kolor, ale w notatkach mam zapisany czerwony) i wszystko stało się tym kolorem wokół mnie! I co ciekawe oprócz mnie był tam również Jezus! później wyleciałem z tego koloru i znowu taśma produkcyjna i wlatuje w jakiś jakby symbolicznie ukazany układ planetarny? gdzie było 9 planet i ja byłem prawdopodobnie 9-tą lub 5, ale raczej 9 i mój kolor był niebieski, a reszta planet z tego co pamiętam była czerwona. W notatkach mam zapisane, że było 9 nieb..., ale ja ewidentnie widziałem we śnie planety, ale widocznie mowa była o niebach). Pamiętam też jakby z prawej górnej strony wyłaniała się jakby ręka Boga wskazująca czy dotykająca? planet? nie pamiętam tego dobrze, ale było coś takiego. Z lewej górnej strony z tego co pamiętam i co mam zapisane w notatkach był symbol skorpiona? co może sugerować może jakąś konstelację skorpiona czy coś takiego? Pamiętam, że było powiedziane, że moja planeta jest jakaś wyjątkowa. Gdy się obudziłem była godzina 3:11-3:15 mniej więcej. Następnie wyleciałem z tego układu planetarnego i znowu wróciłem na taśmę produkcyjną, ale zakręcała ona o 180 stopni i wiozła mnie ku wyjściu prawdopodobnie (czyli do miejsca, w którym wleciałem w bananowe niebo) i dostałem po drodze jakąś przytulankę lekko zniszczoną, ale mi się podobała :) Na koniec dodane zostało, że teraz należę do jakiegoś grona czy grupy?


Cienie pod oczami

Ostatnio zauważyłem, że mam trochę mniejsze cienie pod oczami, które miałem spore od prawie 4 lat! (czyli od pójścia kundalini mniej więcej) Mniejsze cienie = lepsze "samopoczucie" szeroko rozumiane :) (napisane 03.03.2010)

Dodam jeszcze (15.03.2010), że mniejsze cienie pod oczami mogą mieć również związek z mniejszą kumulacją energii po obu stronach nosa (przez dobre kilka lat bardzo dużo się tam działo, a ostatnio jakby powoli, powoli zaczynało to miejsce dochodzić do jakiegoś większego porządku szeroko rozumianego ;)

Dodane 29.04.2010 -> Czasem dalej jest tak, że są dość mocno wyraźne... różnie bywa z tymi cieniami... tak samo różnie bywa z ilością nagromadzonej energii w okolicach nosa...


Smak opłatka...

Od kilku miesięcy (jakoś tak mniej więcej czasowo to wygląda może jeszcze wcześniej? już dokładnie nie wiem) mam wrażenie jakbym miał opłatek w gardle i jakby był już w fazie rozpuszczenia się, ale ciągle czuje jego smak nie zależnie od tego czy pije wodę czy zjem coś... Jest to przyjemny stan i miłe doznanie. (napisane 03.03.2010)


Ból między łopatkami

Też co jakiś czas jeszcze odczuwam ból między łopatkami. Czasem boli mniej czasem bardziej, a czasem wcale. (napisane 06.03.2010)


Podróż przez kosmos z kosmitą... (a może porwanie?)

6 rano dnia 25.03.2010... były jeszcze wcześniejsze sny powiązane z tym, co zaraz opiszę, ale je pominę. Nagle staje? koło mnie kosmita! z lewej strony. Wyglądał jak taki mały "obcy" z filmu Star Trek (kto nie kojarzy to powiem, że nie wyglądał jak np. "typowy" obcy). Wracając do wydarzenia... widzę go z lewej strony i mówi do mnie coś w stylu "Pomóż mi" albo "Pomóż nam", ale chyba to pierwsze zdanie powiedział i nagle położył swoją prawą dłoń na moim lewym ramieniu i od razu poczułem bardzo silne wibracje na całym ciele i zrobiło mi się jakoś tak dziwnie (nie do końca pozytywne uczucie, ale nie ma co się zrażać, on moim zdaniem raczej na 100% mnie w żaden sposób nie atakował). Popatrzyłem szybko na jego twarz i zobaczyłem jego gałki oczne podobne do ludzkich... zauważyłem, że jego źrenice jakby się rozpływają czy gdzieś znikają w bokach? gałek ocznych. To wszystko działo się bardzo szybko, a ja praktycznie od momentu gdy mnie dotknął już leciałem! Chodź ciągle leżałem w łóżku, to jednak domyślam się, że ciałem astralnym podróżowałem z ogromną prędkością przez jakiś tunel galaktyczny? (tak to odczuwałem i to bardzo silnie). Kosmita był non stop koło mnie i on sterował torem lotu. Moje stopy astralne jakby wyginały się lekko to w lewo, to w prawo i miałem uczucie, jakbyśmy omijali w tym czasie jakieś planety itd. itp. Kosmita powiedział mi, że lecimy na jakąś "zieloną?" planetę? takie coś zapamiętałem. Na samym początku jak poczułem owe bardzo silne wibracje skojarzyło mi się to z teleportacją ze statku kosmicznego do innego statku kosmicznego, tak samo jak było to w filmie Star Trek. Jak leciałem to czułem, że moja cała struktura jest spójna, że jestem całością, że tak powiem oraz, że nie była to żadna teleportacja (na samym początku miałem obawy i powiedziałem mu coś w stylu, że jestem człowiekiem? i nie wiem czy jestem gotowy na takie "teleportacje"? czy coś w tym stylu?, ale chodziło mi bardziej w sensie, że nigdy nie robiłem takich rzeczy i, że mam obawy jak to będzie). Prędko się jednak okazało, że to po prostu szybka wycieczka może i między galaktyczna nie wiem... lecieliśmy naprawdę w zawrotnym tempie... mi się to kojarzy z filmem "Contact"... tam też są te tunele i teraz już wiem, że one na 100% istnieją. Niestety nie widziałem jakby oczami fizycznymi tego co mnie otaczało jak już leciałem. Ogarniałem to jakimiś innymi zmysłami, ale zanim wyruszyłem to tak jakby oczami fizycznymi widziałem właśnie twarz tego kosmity i to bardzo wyraźne. Ciekawe czego ode mnie chciał? Mówił, że pragnie pomocy, ale to i tak w pewnym sensie dziwne choć myślę, że to był ktoś raczej pozytywny, ale życie mnie już nauczyło, że nigdy nie można być tego pewnym na 100%. Wracając do podróży to ona trwała i trwała, a ja nie byłem pewien czy dobrze jest, że tam lecę czy nie... w końcu to moja najdalsza podróż z tego co pamiętam ;) Obawiałem się, że może to jakieś porwanie astralne albo coś? Z jednej strony ciekawość, a z drugiej niepewność. Poprosiłem moich aniołków, aby mnie odcięli jeżeli jest to dla mnie negatywne. Po chwili wibracje z bardzo silnych spadły do słabo-średnich, dalej leciałem, ale już wtedy wiedziałem, że w każdej chwili mogę się rozłączyć z tej podróży. Już czułem się w ciele fizycznym, ale byłem też gdzieś zarazem głęboko w kosmosie (ciałem astralnym prawdopodobnie) -> byłem w dwóch miejscach jednocześnie... jakoś to tak widzę? Postanowiłem spróbować wzmocnić połączenie (non stop leżałem na plecach i moje obie ręce zakrywały czakre serca -> ciekawa pozycja swoją drogą -> jakby podświadoma obrona 4 czakry). Udało mi się wzmocnić wibracje do średnio-dużych?, ale po chwili się zniechęciłem, bo to już nie było to samo co wibracje bardzo duże, gdzie byłem jakby bardzo mocno zaabsorbowany tą podróżą... leciałem sobie jeszcze chwilę, ale postanowiłem się rozłączyć i nie doleciałem do celu. No cóż..., doświadczenie było bardzo ciekawe... (dodam tylko, że przed całym tym zdarzeniem z "podróżą" były sny, które mogły sugerować, ale nie musiały, że może ich planetę napadła jakaś rasa kosmitów? i sieją tam zło?, nie jestem pewien tych rzeczy, ale może to być prawdą, bo w sumie ten kosmita powiedział do mnie abym mu pomógł, tylko czemu akurat ja miałbym im pomóc i niby jak? nie jestem supermanem ani nikim takim, aby móc zbawić planetę przed obcymi najeźdźcami no nie? nie wiem czemu ten kosmita do mnie akurat przyszedł, ale pewnie miał ku temu jaki głębszy powód?).

Dodane 18.04.2010 -> To jednak mogła być próba porwania lub czegoś podobnego! Gdy poprosiłem opiekunów, aby mnie odcięli od tej podróży jeżeli jest "zła" to wibracje się zmniejszyły bardzo mocno! to jest bardzo interesujące! Jakby to było dla mnie dobre na pewno nic takiego by się nie stało! Leciałbym dalej, ale jednak aniołowie uznali, że należy jak najszybciej zakończyć podróż! Zresztą same sny przed ową podróżą były dość negatywne i w pewnym sensie nawet przerażające. Dobrze, że nie doleciałem do końca, bo domyślam się, że nie chodziło o to abym im pomógł... taka mini ściemka, aby zdobyć moje zaufanie. Taki chwyt jest bardzo mocno wykorzystywany np. w atakach we śnie.


Otrzymałem dyplom? ale...

29/30.03.2010 -> Dzisiaj we śnie byłem w klasie i mieliśmy coś zaśpiewać czy coś takiego? to chyba nie miało większego znaczenia... po chwili ktoś zaczął rozdawać wszystkim uczniom dyplomy? Dostałem swój dyplom? i miałem całkiem dobre wyniki. Od około 80% do 100% za "przedmiot"? Ocen tego typu było około 6-10? Pewnie jakiś rozdział w życiu został u mnie zaliczony i dostałem dyplom? z wynikami i to całkiem dobrymi... jest jeszcze możliwość, że to nie był dyplom tylko pokazane mi były moje procentowo przerobione lekcje na najbliższy czas? i może chodzi o to, że musze z każdego "przedmiotu" mieć 100% punktów? i wtedy będę mógł pójść "dalej"?


Wizja błękitnego domku...

08.04.2010 -> Około 00:25 miałem wizje przed zamkniętymi oczami. Widziałem jakby błękitne wejście? (coś jakby łuk triumfalny) przed domkiem które było pokryte zielonymi liśćmi i winoroślą. Za owym wejściem był piękny błękitny domek również pokryty zielenią. Wizja była wyraźna itd. itp. ;)


Zmiana w umyśle...

17.04.2010 -> Wieczorem, gdy zasypiałem zamyśliłem się i nagle zdałem sobie sprawę, że jestem kimś więcej, niż tylko swoimi myślami, które często bezsensownie kołaczą się w mojej głowie. Chodzi o coś w stylu, że jestem wiecznym spokojem, a nie zamyśloną i np. zalęknioną istotą. Ta zamyślona i np. zalękniona istota to tylko wytwór mojej "przeszłości", mojej osobistej historii i np. licznych urazów, które odcisnęło na mnie życie. Po zdaniu sobie z tego sprawy nastąpiło takie jakby "pstryk" i mój umysł został przemieniony (wszystkie myśli w jednej sekundzie zniknęły i było takie dziwne, ale przyjemne w pewnym sensie uczucie w głowie -> nie wiem jak to opisać, ale poczułem jakbym wszedł na kolejny stopień swojej ewolucji). Już miałem chyba 3-4 takie przemiany, ale ostatnia była dość dawno temu. Przed zaśnięciem trochę czytałem książkę Eckharta Tolla "Potęga teraźniejszości" i z pewnością coś we mnie uruchomiła, że mogła zajść ta zmiana, bo sądzę, że przyczyną tej zmiany było czytanie właśnie tej książki.
 

Studnia z pająkami...

18.04.2010 nad ranem -> Śniła mi się studia, w której były pająki (nie wyglądały zbyt przyjacielsko, że tak powiem). Cały sen widziałem z takiej perspektywy jak jest na obrazku. Studnia była zrobiona z kamienia. Wpadało do niej przyjemne światło, ale co chwilę było słychać jakieś nieprzyjemne głosy (jakby strach ludzi?). Co pewien czas kilka pająków znikało tak 1-2. Aż po pewnym czasie wszystkie zniknęły i było tak przyjemnie i jasno w tej studni.


Kolejne przemienienie...

18.04.2010 -> Wieczorem odbyło się kolejne przemienienie! Powiem szczerze, że gorąco się modliłem do Jezusa "o to" tuż przed czytaniem książki! i powiem wam, że wiara czyni cuda, a dla Jezusa nie ma rzeczy niemożliwych!!! Wszystko odbyło się podczas czytania książki Eckharta Tolla "Potęga teraźniejszości" (znowu hehe). Czytałem o tym, że zadajemy sobie ogrom cierpienia myśląc o przeszłości lub przyszłości! Że istnieje zawsze tylko i wyłącznie chwila teraźniejsza! Gdy cała uwaga jest poświęcona obecnej chwili i umysł mamy czysty, to nasze myśli nie zadają nam bólu, bo nie rozpamiętujemy różnych np. przykrych sytuacji, które się wydarzyły dawno temu! Niby takie oczywiste i każdy z nas to wie, ale u mnie przeczytanie tego poprzedzone gorącą modlitwą o przemianę, zaowocowało kolejnym przemienieniem umysłu, a może i całej mojej osoby! Stało się jak zwykle... nagły "pstryk" i już byłem inny! Kojarzy mi się to trochę z jakimś "skokiem kwantowym" cokolwiek to znaczy :D. Zmiana polega na tym, że jestem dużo mocniej osadzony w chwili teraźniejszej, niż byłem wcześniej! Gdy zamyślę się o przeszłości lub przyszłości (szczególnie jeżeli ma to związek z jakimś bólem czy cierpieniem) od razu wraca mnie do chwili teraźniejszej i czystego umysłu! Piszę to rano 19.04.2010 i wciąż ten stan się utrzymuje. Mam nadzieję, że będzie się on pogłębiać. Czuję też dużo większy spokój w sobie oraz mam uczucie jakby zdjęto z mojej "głowy" pewien "ciężar". Czuje się po prostu ogólnie lżejszy oraz wyczuwam mocniej "pustkę" w swojej głowie, ciele oraz na zewnątrz. Chciałbym doświadczyć jeszcze kilku takich "przemian"... to jak zrzucenie kajdan... mimo, iż jeszcze wiele ich noszę, to jednak jest mi coraz bardziej wygodnie z każdą taką "przemianą"...


Fioletowy płomień

Zacząłem od 24.04.2010 pracować z fioletowym płomieniem. "Jam Jest Bytem Fioletu Płomienia, Jam Jest Czystością Boskiego Marzenia" (33x) lub inne wersje tego zdania przerobione pod konkretną "potrzebę".

Dodano 06.06.2010 -> wciąż pracuję z fioletowym płomieniem, ale zauważyłem od jakiegoś już czasu, że bardzo mocno "odlatuję", gdy tylko zaczynam się modlić. Tak jakbym gdzieś znikał. Kompletny odlot, a jak zamknę oczy, to już w ogóle znajduję się w innej rzeczywistości... czasem nawet i ja sam znikam... i po chwili się orientuję, że przepadłem gdzieś w "pustce"? w jakimś niebycie?, a może w jakimś nieistnieniu? tak to chyba najlepsze określenie... nieistnienie... taki prapoczątek... tam chyba odlatuję i tam się znajduję i tamtą rzeczywistością chyba się staję... sam nie wiem... dziwne to... ostatnio nawet nie chciałem zamykać oczu gdy odmawiałem 33x do fioletowego płomienia, bo wiedziałem, że "przepadnę" gdzieś w bezkresie nieskończoności..., ale nawet z otwartymi nie jest tak łatwo... w ogóle mój umysł zaczyna coraz bardziej odlatywać gdzieś poza ten świat... i nie mam na myśli tutaj stanu zamyślenia... tylko jakby łączył się z czymś więcej, niż tylko fizyczna egzystencja...


Wizja zamku...

28.04.2010 -> przed zaśnięciem miałem niewyraźną wizję ładnego zamku na wzgórzu, który był osadzony na solidnej skale.


Medytacja...

Od jakiś ostatnich 2 tygodni zacząłem medytować w pozycji siedzącej mniej lub bardziej regularnie. Wcześniej raczej medytowałem dynamicznie (w ruchu) lub siedząc spokojnie na krześle ("spokojny umysł" itd itp). (napisane 29.04.2010)


4 lata z kundalini

Dzisiaj mija czwarty rok od mojego wzniesienia kundalini. Jak ten czas szybko leci... Zdecydowanie mogę powiedzieć, że były to raczej ciężkie lata. Cieszę się, że mam je za sobą i na pewno tęsknić nie będę :)


Dziwny objaw kciuka...

Dzisiaj oraz dawniej w przeszłości (może kilka tygodni temu) mój kciuk w lewej ręce miał objawy bardzo podobne do sparzenia się ogniem. Jest lekko czerwony i jak się go dotyka to lekko boli. Nie pisałbym o bólu "paluszka" jakbym nie uważał tego za coś godnego uwagi. Zresztą dzieje się to po raz drugi. Za pierwszym razem ten objaw potrwał chyba kilka dni i ustąpił. Ogólnie za pierwszym razem sobie to olałem, że tak powiem, ale tym razem postanowiłem o tym wspomnieć. Wydaje mi się również, że oba palce wskazujące w mają podobny objaw, ale znacznie słabszy... i też są lekko zaczerwienione i bardzo leciutko bolą przy dotyku w ten sam sposób co kciuk. (napisane 02.05.2010)


Kolejny sen z maturą...

05/06.05.2010 -> znowu sen z maturą... tym razem napisałem ją do końca. Po skończonej maturze szedłem korytarzem i rozmyślałem, że jutro mnie czeka chyba "matematyka", a następnie "polski i geografia" czy jakoś tak (nie wiem na ile to rozmyślanie jest znaczące; przeważnie nie ufam zbytnio temu co jest mówione... skupiam się przede wszystkim na "obrazie / symbolach"). Stanąłem później w jakiejś kolejce po zapałki, ale co to znaczy? Tak czy siak wspominam o tym śnie jako, iż co jakiś czas pojawia się u mnie motyw z maturą :)


Numerologiczna "mała wizja"

14.05.2010 -> rano już ledwo spałem i przed oczami zobaczyłem na długość około 2,5 sekundy ciąg liczbowy "11111111", a następnie przeistoczyło się to w "11383838".
 

Mędrcy? w wizji sennej...

15.05.2010 -> o 7:40 rano gdy trwał jeszcze sen nagle przeszedł on w "wizję senną". Był sen (...) i przeszedł w wizję senną -> nagle wyjrzałem przez okno. Zobaczyłem niebieskie niebo, a na nim na górze Jezusa? w białawej szacie i siwą brodą. Na środku zobaczyłem z lewej strony Jezusa, a z prawej Boga, a na samym dole samego Jezusa. Następnie obraz mi się zmienił i na samej górze był Bóg nr1?, a obok Bóg nr2? (bardzo podobni do siebie) i tak samo było na środku i na samym dole. Oczywiście mógł nie być to Jezusa ani Bóg... ja to tak odczuwałem we śnie choć już na samym końcu tej "wizji sennej" wydawało mi się, że są to jacyś wielcy mędrcy w białawych szatach, kapturach i z siwymi brodami.


Rose of sharon w liliach... lub różach...


(lilia)


(róża)

18/19.05.2010 -> miałem "widzenie senne" któro było bardzo wyraźne oraz piękne! Widziałem jakby w upiększonej wersji stronkę i zapierała dech w piersiach! Była pokryta pięknymi rozkwitniętymi dużymi liliami! Wszystko było cudowne i czuć było, że ta strona wręcz żyje! Mogłem trochę ekranem przesuwać i podziwiałem to piękno... sen nie był bardzo krótki... "pozwolili" mi się nacieszyć tym widokiem :) Piszę o tym przede wszystkim dlatego, że pojawił się symbol rozkwitniętej lilji :)

(nazwałem to widzeniem sennym chodź nie wiem jak dokładnie powinienem to nazwać... ogólnie chodzi o to, że nie nazwałbym tego snem... widziałem po prostu to przed oczami jakby ekran rozciągający się na całe pole widzenia... obraz był dużo wyraźniejszy, niż w normalnym śnie... miałem też pewną kontrolę odnośnie tego gdzie chciałem spojrzeć)

Dodano 21.05.2010 -> Jak sobie teraz myślę to może nie były to lilie tylko rozkwitnięte róże? To bardziej chyba właśnie przypominało rozkwitnięte róże jak na obrazku powyżej niż lilię..., ale nie znam się jakoś specjalnie na kwiatach :D


Poprzednie wcielenie?

Rano dnia 21.05.2010 miałem wyraźną wizję przed zamkniętymi oczami gdzie ujrzałem mnicha z niebieskimi oczami, krótko obstrzyżonymi włosami i w mnisich szatach (chyba żółto - czerwonych?). Wyglądałem bardzo podobnie do tego gościa na zdjęciu (podobne szaty, fryzura...). Jakoś wydaje mi się, że byłem to ja z jakiegoś wcześniejszego wcielenia... ostatnio nie dawno również miałem podobną wizję, ale bardziej zamazaną, gdzie też jakbym widział siebie, ale było to jeszcze inne wcielenie. Na dzień dzisiejszy jakoś tak to widzę :)


Ale ten czas szybko leci...

Od dłuższego czasu już tak mam, ale postanowiłem w końcu o tym napisać, że obecnie ja jak i pewnie wielu z was zaobserwowało, że czas mija bardzo szybko! Dzisiaj jest 30 maja 2010, a zanim w cudzysłowie "mrugnę oczami" to będzie już połowa czerwca! I tak mam cały czas, że wręcz się "teleportuję" z jednego dnia na inny dzień i trwa to ekstremalnie szybko. Czasem patrzę na kalendarz i jest połowa miesiąca... następnie znowu patrzę na kalendarz, a ten miesiąc już minął! Wrażenie przeszłości i przyszłości mi się coraz bardziej rozmywa. Coraz bardziej wypełnia mnie chwila obecna. Takie trwanie w pewnym zawieszeniu... nie wiem jak to opisać... jakby czas się zatrzymał i istniał tylko ten moment. W sumie obecna chwila to wszystko co mamy. Przeszłość już minęła, a przyszłość jeszcze nie nadeszła, a cokolwiek się dzieje dzieje się właśnie teraz! Gdy trwam w czystym umyśle i wydaje się jakby była w nim pustka to trudno nie być mocno osadzonym w teraźniejszości. Ta chwila staje się wszystkim, a czas w niej się rozmywa... zanika... dni, tygodnie, miesiące mijają... nuda powoli odchodzi w zapomnienie... liście rosną i liście opadają... ciągła zmiana i ewolucja... Czas leci do przodu, a zarazem jest zawieszony w próżni i tak jakby go nie było...

cdn...

Dobry Samarytanin