NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA W ROKU 2009
(CZĘŚĆ 3)
LINK! DO CZĘŚCI 2

Nocne ataki + próby obrony

Od jakiegoś czasu zauważyłem, że w inny sposób mnie atakują niż wcześniej. Nazwałem to "narkotycznymi" atakami gdyż "oni"? wprowadzają umysł w pewien taki przyjemny stan z którego nie chcesz się wyzwolić -> coś na kształt ataków hipnotycznych ale przy atakach hipnotycznych czujesz, że "oni" są przeważnie za tobą (z tyłu głowy), a przy "narkotycznych" atakach nie czuje jakby ich obecności przy sobie chodź wiem że zdecydowanie jest coś nie tak... Dzisiaj 19/20.11.2009 zauważyłem, że jak wprowadzają mój mózg w ten przyjemny stan to gdy powiem fizycznie słowo "Bóg" to czuje jakby nastąpiło jakieś odłączenie mnie od nich? I tak całą noc się dzisiaj z nimi "bawiłem"... ja się bronie oni atakują... niestety jak zwykle moja 4 czakra została "poturbowana", ale gdybym się wcale nie bronił pewnie byłoby znacznie gorzej... z doświadczenia wiem, że 0,5-2 dni wystarczają aby czakra doszła do dużo lepszego samopoczucia bo ona sama się regeneruje (to są moje obserwacje). Niestety jak ma się ataki prawie codziennie to ciężko się w pełni zregenerować... Na dodatek ciężko się bronić przed tymi atakami bo uważam je za bardziej chamskie od "hipnoz" bo jak mówiłem w hipnozach przynajmniej wiem gdzie jest przeciwnik (czuje go), a przy tych narkotycznych atakach jest bardzo ciężko wyczuć wroga... staram się bronić jak tylko mogę, ale nie jest to łatwe...

Następnej nocy czyli 20/21.11.2009 jedynie pół nocy mnie atakowali! Non stop broniłem się wypowiadaniem fizycznie słowa "Bóg" i działa to bardzo dobrze! Wypowiedziałem to tyle razy, że już po tych kilku godzinach byłem zmęczony bo jak zasypiałem to był "atak" ja się budziłem i musiałem mówić "Bóg" i później czułem odłączenie jakby ich ode mnie i wiedziałem, że sobie nie pośpię aż w końcu odpuścili i mogłem pójść spać :) W ogóle przed zaśnięciem to jeszcze wyobraziłem sobie złoty puchar w którym była krew Jezusa i polałem sobie tą krwią 3, 4 i 6 czakre dla ochrony...

21/22.11.2009 kolejna noc z upierdliwym "gościem"... widziałem przez chwile jego część zarysu i wiem, że stoi koło łóżka... Niestety nawet roztarcie "krwi" Jezusa przed zaśnięciem nie uchroniło mnie przed "poturbowaniem" 4 czakry (chociaż kto wie co byłoby gdybym tego nie zrobił?). Tym razem atak nie był "narkotyczny" tylko postać czekała aż zasnę i we śnie mnie atakowała gdy nie mogłem się właściwie bronić (a raczej może nawet nie był to atak tylko po prostu wysysanie energii z czakry)... taki atak wygląda tak, że np. widzę nieprzyjemne dla mnie postacie i np. szarpie się z nimi we śnie albo coś w tym stylu... ciężko się skutecznie bronić gdy śpisz! a ciężko jest nie spać całą noc... mam teraz pomysł na obronę przykładając obrazek z Jezusem do 4 czakry... robiłem to dzisiaj w nocy podczas ataków, ale już mniej więcej w połowie jak nie później trwania całej "przepychanki" więc nie wiem jak skuteczna jest ta metoda ale mam zamiar ją przetestować... bo już kończą mi się metody obrony niestety :/ -> przygotowałem koszulkę do której przykleiłem na wysokości 4 czakry obrazek z Jezusem... zobaczymy czy coś pomoże... a no i oczywiście "skropiłem" go wodą święconą + swoją 4 czakre z przodu też... -> "zrobiłem" też sobie "pistolet" na tego "kosmitę" -> taki spryskiwacz? do którego nalałem wody święconej i ustawiłem go na spryskiwanie taką "mgłą"... jak go zobaczę to go spryskam i zobaczymy czy pomoże -> 4 czakra mimo iż od rana trochę czasu minęło (za godzinę idę spać) to wciąż odczuwam lekki ból w 4 czakrze..., ale łatwo się nie poddam! :) -> skropliłem też moim "pistoletem na kosmitów" pościel + wisiorki które noszę na łańcuszku na szyi + różańce które zakładam na siebie (na szyje i rękę) + różańce które wiszą na łóżku... jak to zadziała to będzie trzeba pójść do kościoła po więcej "naboi" :) Ogólnie jak ten "ktoś" nie widzialny stoi przy moim łóżku to ja jakoś się specjalnie nie boje... po prostu denerwuje mnie, że zachodzi mnie we śnie i wtedy jestem bezsilny... a gość jest wytrwały i wiele godzin może tak stać? o ile się nie przemieszcza, ale z tego co wyczuwam to przeważnie? pojawia się w tym samym miejscu... zobaczymy czy uda mi się na niego zasadzka ;-) ale ogólnie wole aby nie przychodził już, ale jak przyjdzie to poczęstuje go moją nową "bronią" ;]

23/24.11.2009 -> kolejny dzień zabawy z "idiotą"... już mam powoli dość tej zabawy no, ale cóż... po kolei... na początku wydawało się, że wszystko jest ok... ochroniłem się przed pójściem spać jak tylko umiałem (pisałem o tym wyżej) (+ kokon ochronny). "Przybysz" nie pojawił się przy łóżku... w ogóle nie zdradzał swojej obecności... tak jakby w ogóle go nie było..., ale niestety atakował mnie minimum 3x we śnie... na początku nie byłem pewien czy aby to był atak, ale coraz mocniej po każdym takim "śnie" czułem się coraz gorzej na 4 czakrze (mimo wszystkich metod ochronnych!). Po trzech atakach we śnie idiota zaczął mnie hipnotyzować i ja się szybko wyrwałem z tego stanu i wtedy już wiedziałem, że on jest i czyha na mnie! to był jego błąd bo teraz byłem pewien jego obecności! Więc wiedziałem, że prawdopodobnie zaatakuje wtedy gdy będę spał... czyli chamstwo doskonałe... już hipnozy i wprowadzanie w stany narkotyczne nie jest tak chamskie jak to bo przynajmniej mogę się jakoś wyrywać, a we śnie ciężko o to... no chyba, że już "debil" się naje to wtedy mnie wyrwie ze snu... Podałem kilka komend czakrze 4 (tak dla testu) aby zamykała się gdy poczuje niebezpieczeństwo i aby wracała do "normy" jak ono już minie itd itp. Położyłem się na plecach i gdy zasypiałem i pojawiał się sen to się budziłem tak specjalnie... chciałem być czujny jakby to coś mnie zaatakowało... Po kilku razach takiego budzenie znowu zasypiam i mam sen w którym jestem obserwatorem i tylko obserwuje co się dzieję... nie przejmuje kontroli jak byłoby to w kontrolowanym śnie -> jedynie obserwuje... i nagle mnie wyrzuca ze snu (jakoś się zczaiłem, że to atak) i złapałem swoimi astralnymi? rękami tego "stwora"... był on przezroczysty, ale dobrze go wyczuwałem w rękach... trzymałem najsilniej jak potrafiłem i utrzymałem go z 10 sekund... mam nadzieje, że trochę się wystraszył i już nie wróci..., ale jakby co to będę gotowy na kolejną potyczkę :/

24/25.11.2009 -> jak zwykle w nocy to "coś" do mnie przyszło... starałem się nie zasypiać bo jak wiecie już to właśnie wtedy przychodzi atak... zdarzyło się tak, że leżałem na plecach i poczułem to "coś" jak pełna? po mojej twarzy (skradając się do 4 czakry) :/, ale się obudziłem szybko i wcale nie miałem ochoty ponownie zasypiać... miałem za to dwa ciekawe sny... pierwszy był (tak w skrócie) o kolesiu ubranym na czarno, który mnie ganiał po osiedlu... gonił mnie przez jakiś czas i później stawał jakby w miejscu tak jak ja i ponownie ja uciekałem i on mnie gonił (przypomina mi to właśnie te ataki... gdzie ten na czarno ubrany koleś to jest to coś co mnie prześladuje w nocy, a za dnia jest to jakby "stawanie", że mam odpoczynek i wytchnienie...), ale co ciekawe dalsza cześć snu mi się dość mocno podobna hehe, a mianowicie ja albo ktoś inny? biegnie za tym gościem i strzela mu z pistoletu w plecy z 1-2x... i gościu upada :) -> może to świadczy o tym, że problem prędzej czy później zostanie rozwiązany z tym nocnym nachodzeniem? byłoby fajnie :) Bo te ataki trwają praktycznie non stop od jakieś 1,5-2tyg :/ trochę sporo..., ale jest dalszy ciąg "walki" z tym czymś... Mam taką jakby "poduszkę" która ma pewną grubość (w sensie, że nie jest bardzo cienka) i położyłem ją dokładnie tak aby zakrywała w pełni 4 czakre... sobie pomyślałem, że może to coś nie będzie mogło się dostać do niej jak zakryje ją czymś materialnym, ale nie byłem pewien czy to cokolwiek da, ale i tak nie miałem nic do stracenia... co ciekawe to chyba zadziałało!? nie jestem pewien na 100% ale od momentu gdy zastosowałem to chyba (podkreślam CHYBA) nie wyssało to coś ze mnie energii ani razu już... zastosuje tą metodę oczywiście jutro i zobaczymy czy ona na pewno działa, ale wydaje mi się, że może? być przełomowa... co ciekawe miałem kolejny sen już tak mniej więcej przed wstaniem rano już... był jakiś gościu co terroryzował całą "wioskę"? i latał z karabinem i wszędzie strzelał -> ludzie uciekali... i w tym tłumie również i ja uciekałem... i w skrócie opowiem, że później była taka spora pionowa przepaść i ja chciałem się na nią wspiąć i ten "terrorysta" z karabinem uczepił się mojej nogi chcąc mnie zrzucić w dół ale ja go "kopnąłem" i spadł w przepaść i bezpiecznie wspiąłem się na szczyt... ten sen też może sugerować pokonanie jakiegoś "terrorysty" jakim jest mój obecny "prześladować"... zobaczymy co przyszłość pokaże...

25/26.11.2009 -> gościu nie odpuszcza..., ale będę się bronił tyle ile będzie trzeba ;)

28/29.11.2009 (oczywiście we wcześniejszych dniach też mnie atakowano, ale juz tego nie spisywałem -> staram się spisywać zawsze coś nowego lub jakieś moje nowe przemyślenia ;)) -> kolejne ataki, ale tym razem aż 3 na 4 z nich udało mi się obronić! Znalazłem sposób obrony i to bardzo skuteczny! Trzeba się zawinąć w kołdrę jak w kokon i aby w takim "stanie" być jak nadchodzi atak i wtedy on czy oni? nie mogą się dostać tak jakby "fizycznie" do 4 czakry! Jeszcze raz podkreślę, że gdy we śnie atak nadchodzi to jest to podobnie jak w Matrixie w chwili gdy Neo miał deja vu -> po prostu sen zaczyna nagle się zmieniać -> symbole i akcja stają się inne... jakby ktoś zmienił scenariusz... i w ostatnim ataku było tak, że nagle pewne osoby mnie przygniotły we śnie tak ze nie mogłem się ruszyć... i otworzyłem fizyczne? oczy i czułem i juz, że tak powiem widziałem siebie jak byłem otulony w kołdrę, ale nie mogłem się ruszyć! Czułem na sobie ich ciężar! Czułem się przez nich? (nie wiem czy było ich więcej niż 1, ale jakoś tak mi się wydawało?, ale mógł być tylko 1 osobnik) przygnieciony i tak w rzeczywistości było... nawet moje usta nie mogły wypowiedzieć słowa "Bóg"! Nie byłem w stanie nic wypowiedzieć... Ręce starałem się trzymać blisko 4 czakry aby ją chronić... Im więcej czasu mijało tym większą władze zyskiwałem, a ich ciężar stawał się coraz mniejszy... po kilku sekundach już coraz mocniej mogłem się ruszać i w końcu mogłem wymawiać słowo Bóg... Po kolejnych kilku sekundach nie było po wrogu śladu, a ja nie straciłem energii przy tym ataku! Jedynie 2 tygodnie wysysania energii ze mnie zajęło mi opracowanie odpowiedniej metody obrony! to było długie 2 tygodnie! Oczywiście nie opisałem tutaj pierwszych 1,5tyg, ale to nic... mnóstwo ataków tutaj nie opisałem, ale te ataki jak mówiłem już wcześniej były bardziej wyrafinowane dlatego je opisuje. Może komuś się przyda jakaś metoda obrony jak ktoś ma podobny problem z nocnymi przybyszami.

29/30.11.2009 -> dzisiaj się wyspałem! nie tak może jakbym sobie marzył, ale i tak w miarę dobrze! a już dawno nie byłem wyspany przez te ataki! Dzisiaj jakiś czarny pająk we śnie mnie chciał zaatakował, ale poradziłem sobie z nim bez problemu i 0 wyssanej energii i ogólnie jest dobrze :) Dzisiaj w nocy się trochę zregenerowałem po tej małej wojence którą miałem przez ostatni czas :)

02/03.12.2009 -> wczoraj też się wyspałem, ale za to dzisiaj się chyba zbytnio rozluźniłem! już tak dobrze się czułem na 4 czakrze i myślałem, że odpuścili, a tu klops i atak dzisiaj w nocy i dwa razy wyssali energie :/ oczywiście atak we śnie (chamstwo). Tak czy siak teraz jestem pewien, że najgorszą pozycją jest spanie na plecach. Jest wtedy bardzo duża szansa na utratę energii... z tego co zaobserwowałem najlepszą pozycją chroniącą czakre 4 jest pozycja boczna... i otulenie się kołdrą... jednak musze być stale czujny...

Jeszcze dodam tylko, że zawsze jak robi się widno to ataki ustają... To są chyba takie wampiry energetyczne które po prostu tak jak w tych legendach po prostu bardzo nie lubią słońca ;] Tak czy siak z moich obserwacji idealnie to właśnie wynika...


Denerwujące metki...

Od kilku miesięcy zaczęły mnie "denerwować" metki od koszulek itp. Musze je wycinać aby można było "normalnie" funkcjonować ;-) (napisane 20?.11.2009)
 

Muzyka w głowie...

Przed 6:30 rano (dnia 22.11.2009) słyszałem na początku jakieś huki co jakiś czas w głowie (dźwięk przypominał błąd w windowsie?). Wydawało mi się, że słyszę te dźwięku nie na czubku głowy, ale kilka centymetrów do tyłu i w głąb głowy. Trochę się wystraszyłem na samym początku jak mi tak "huczało" bo te "huki" były dość głośne. O około 6:30 włączyła mi się głośna muzyka (jakiś blues?) i facet jakiś śpiewał po angielsku, a jakąś kobieta co chwile mówiła słowo "echo". Nie było to podczas snu, a raczej podczas głębokiego relaksu... gdy leżałem z zamkniętymi oczami. Może na początku było to lekkie pogranicze realu i snu, ale jak już muzyka leciała (dość głośno i jakieś 15 sekund?) to byłem już jej w pełni świadomy i sobie jej po prostu słuchałem. Jakość dźwięku była naprawdę bardzo dobra :) Początkowe "huki" przed główną "muzyką" wydają mi się jakimś dostrajaniem do mnie? Coś na kształt dostrajania się radia do konkretnej stacji radiowej? A może ta kobieta co mówiła słowo "echo" gdy już leciała muzyka to sprawdzała czy odbieram jej przekaz?
 

"Senne zakończenie"

30/01.12.2009 byłem obserwatorem pod koniec mojego snu... jak zwykle nie przejmowałem kontroli nad snem bo o wiele bardziej wole po prostu obserwować jak sen się potoczy (LD jest przy tym słabe ;-)) i gdy tak obserwowałem z czystym umysłem mój sen nagle bardzo płynnie się rozmył (nie było to po prostu przerwanie snu typu "włącz / wyłącz światło", ale takie ładne rozmycie od snu do czarnego ekranu przed oczami.). To było ciekawe bo to było takie zobaczenie jak sen się kończy... tak jakby sen odchodził w "nicość"?... trochę mi się to kojarzy ze zdmuchnięciem płomienia świecy ;)


Kiedy był atak?

Nawet nie wiem kiedy nastąpił atak, ale po obudzeniu zostały "ładne" ślady po nim... Takich średnich ranek było około 10?, a tych mniejszych jeszcze około 3-4. Rany dokładnie były na czubku nosa jak pokazują to zdjęcia, po jednej z obu stron nosa i trzy z prawej strony nosa tak bliżej oka, że tak powiem... Na zdjęciach rany wyglądają tak "blado", a w rzeczywistości są dużo bardziej "krwiste" ;), a swoją drogą to chyba jeszcze nie miałem tak wielu ran po atakach! Zawsze kończyło się na 1-3 ranach? a tutaj 10-14! istny rekord ;-) i jeszcze jest taka minimalna ranka na czole (na trzecim oku), ale taka malutka. Chyba mnie nie lubią ;) Oczywiście zdarzenie z pewnością miało miejsce 07/08.12.2009, ale w którym dokładnie momencie? to nie wiem ;) A btw. wczoraj w nocy, a właściwie już nad samym ranem też jakiś "pajac" obił mi buzie ;) we śnie... może tym razem zaostrzyli sobie pazurki? oczywiście jak zwykle byłem bezbronny bo spałem! fajne metody mają... atak gdy jesteś bezbronny... jak będę ich widział to stępie im te pazurki oby się nie zdziwili ;-) Ja sądzę, że nie mogą dostać się teraz do mojej 4 czakry to próbują mnie "obić" jak tylko mogą, ale ja się nie dam ;)


Czarna postać...

Dzisiaj (08/09.12.2009) jak znowu "przyszli" to jak już sobie leżałem i zawijałem się w kokon kołdrą to szybko obróciłem się z lewego boku na prawy i prawdopodobnie bocznym widzeniem zobaczyłem jak czarna postać przemieszcza się bardzo szybko z jednego końca pokoju na drugi (widziałem to może z jedną sekundę w sumie).

09/10.12.2009 - dzisiaj nawet kołdra nie pomogła... jakiś niewidzialny byt mocno na mnie napierał i nawet astralnymi rękami go złapałem, ale on był zbyt silny i wleciał mi w 4 czakre :/

10/11.12.2009 -> przed zaśnięciem "zawinąłem" się 7x w kokon energetyczny przed zaśnięciem, ale niestety chyba to nie za wiele dało bo znowu miałem gościa (takiego małego). Przy jednym z ataków "narkotyzował" mi głowę i szyję... i sięgnąłem szybko po kryształ górski i położyłem z tyłu szyi i już więcej nie mógł tego robić :) -> więc na ten typ ataku jak na razie jest to chyba najskuteczniejsze metoda :)

11/12.12.2009 -> dzisiaj dodatkowo miałem na szyi taki woreczek na sznureczku w którym był umieszczony duży górski kryształ, który lokował się mniej więcej na wysokości 4 czakry. Nie jestem pewien jaką rolę odegrał przy dzisiejszym ataku, ale nie mniej jednak myślę, że jego posiadanie było dla mnie korzystne :)

14/15.12.2009 -> w snach już były momenty, że czułem strach... gdy się obudziłem również było czuć jakby coś złego w pokoju... oczywiście wiedziałem o co chodzi bo zmagam się z tym ostatnio non stop..., ale raz gdy się odwróciłem z boku na bok i otworzyłem oczy zobaczyłem wielkiego jakby "kosmitę"? coś w stylu leżącego na wpół zgiętą postać całą zrobioną z czarnej energii... była ogromna... wręcz na "pół" pokoju... jeszcze czegoś tak wielkiego nie było u mnie... oczywiście się trochę wystraszyłem, ale dlatego pewnie, że to było coś nowego dla mnie w pewnym sensie... chodzi o wielkość tego czegoś... Przyłożyłem kryształ górski do 4 czakry i poszedłem dalej spać bo co niby miałem zrobić ;) Nie było to zbyt ładne więc gapić się na to nie ma sensu ;) zresztą nie wydawało się to zbyt przyjazne ;) -> Widziałem później jakby we śnie? czy to było zdalne widzenie? trudno powiedzieć, ale taką wielką czarną rękę (zrobiona z czarnej energii) wielkości człowieka? na środku pokoju i następnie pamiętam, że spałem i zadzwonił mi telefon w głowie? i otworzyłem oczy i zobaczyłem tą wielką czarną rękę nad sobą która chyba się przygotowywała aby mnie zaatakować (dobrze, że ktoś mnie ostrzegł tym "telefonem"!). Od razu powiedziałem kilka razy słowo "Bóg" i pokonałem to coś... Pomijam już w tej mojej "opowieści" pomniejsze wcześniejsze ataki... Następnie był atak we śnie... Był tam też ogromny ciemny stwór... (oczywiście podkreślam, że to nie jest taki zwykły sen, ani nie oglądałem jakiś horrorów przed zaśnięciem czy coś... dodam jeszcze, że bardzo często jak "zła energia" przychodzi do mojego pokoju to po prostu we śnie zaczynają się pojawiać negatywne symbole, strach przesiąka sen albo gdy po prostu śpię i nie mogę się obudzić to np. doznaje jakiś ataków w śnie lub czegoś w tym stylu co równa się po prostu atakowi "złej energii" na moją osobę... ciężko może wyjaśnić do końca to w słowach, ale ktoś kto tego doświadcza myślę, że bez trudu zrozumie o czym piszę...) Więc jak mówiłem w tym śnie był ogromny ciemny stwór... był bardzo negatywny... Pamiętam że próbowało mnie we śnie wessać w czarną dziurę, ale się nie dałem... Był tam też księżyc, który dawał moc temu stworowi? Pamiętam, że zakryłem? ten księżyc i później pokonałem potwora? Ten sen jakoś tak przebiegał... niestety po obudzeniu się dalej czuło się, że wciąż ktoś w pokoju się znajduje... bo to nie jest już tak, że jak odeprzesz atak to dają ci spokój... o nie nie... teraz to jest minimum kilka ataków i za każdym razem muszę się bronić... przeważnie do samego rana... co ciekawe jak było już widno to się rozluźniłem już bo jakoś tak było, że jak widno się robi to "oni" uciekają, ale tym razem jednak zostali trochę dłużej z tego co odczuwałem... pamiętam, że obudziłem się o około 8:30 i dalej można było ich wyczuć? Prawdopodobnie chwile wcześniej był atak we śnie... właśnie nie pamiętam już szczegółów! :/, ale pamiętam, że zdziwiłem się, że jest już w miarę widno a tu atak! Dzisiaj była męcząca noc... w sumie oceniam swoje obrony jako dość skuteczne... (szczególnie słowo "Bóg" wypowiedziane na głos jest genialną i bardzo skuteczną bronią), ale jednak jestem z deczka nie wyspany. Ciekawy kiedy się porządnie wyśpię? :/ Dodam jeszcze tylko na koniec, że jak poszedłem później spać dalej i skończył się sen to przed oczami (nie tak wyraźnie może jakbym chciał, ale jednak) widziałem jakby coś w stylu mandali? było to koloru niebiesko-żółtego? i mandala była jakby zrobiona z ziarenek piasku. Te ziarenka były ruchome. Kolor lekko też się zmieniał. Wydawało mi się jakby to była jakąś podróż w głąb mandali... w jej środek... i tak w nieskończoność... To takie ładne zakończenie nocnych zmagań :]

15/16.12.2009 -> dzisiaj negatywny "gość" podłączył się do mnie, że zacząłem słyszeć jakiś glos w głowie -> skuteczną metodą obrony przed takim atakiem gdy już nastąpi jest poproszenie Boga lub Archanioła Michała o odcięcie wszystkiego negatywnego co się do Ciebie przyczepiło... u mnie poskutkowało bardzo szybko... pisze o tym bo nie pisałem jeszcze o tej metodzie obrony z tego co pamiętam?

16/17.12.2009 -> coraz bliżej święta... czy coś się zmieni? bo ta cholera jest bardzo zawzięta i uparta... nie wysypiam się przez ciągłe ataki/obrony no i na dodatek nie zawsze uda mi się uniknąć wyssania energii z 4 czakry :/ co jest dla mnie najgorszą bolączką co akurat miało miejsce dzisiaj... Właśnie policzyłem, że te ataki już trwają 5,5 tygodnia praktycznie non stop! nieźle! Myślałem, że mniej : P Jak zwykle się nie poddam aż do końca, ale sieczka jest niezła... taka wojna na wyniszczenie... ciekawe czy mój przeciwnik w ogóle się meczy? i czy odczuwa jakieś skutki uboczne gdy wypowiadam słowo Bóg? bo zwija manatki dość szybko wtedy : P Najgorsze są te ataki z nienacka no, ale nie przed wszystkim jestem w stanie się obronić niestety :/ Odeśpię te ataki w dzień :) Jeszcze dodam, że podczas jednego z dzisiejszych ataków chciałem wymówić słowo "Bóg", ale chyba z dwa razy pod rząd je źle wymówiłem i kompletnie się nic nie stało..., ale dopiero jak wymówiłem je poprawnie to był dobry efekt hrhr :] Pamiętam jeszcze jedną ciekawą rzecz, ale to było odnośnie snu, a nie ataku... w jednym ze snów wskoczyłem do basenu i była w nim ciepła woda i bardzo dobrze ją odczuwałem :) -> nie pamiętam abym specjalnie odczuwał takie rzeczy we śnie jak ciepło czy zimno, a tu proszę ;)
 

Wielki kielich

10/11.12.2009 śniło mi się, że byłem w pozycji siedzącej związany w lesie rękami do tyłu. Las był ładny -> taki jesienni i było jasno. Następnie widzę siebie już stojącego i z tego co wiem to ręce już miałem wolne od więzów. Widziałem około 25 metrów dalej wielki, złoty kielich. Miał on wysokość dorosłego człowieka albo i większy. Widziałem też oddaloną od kielicha o jakieś 10-15 metrów w lewo jakieś stworzenie? które się tamtędy przechadzało z prawej strony do lewej? Myślę, że ten stwór pilnował tego kielicha abym do niego nie dotarł i nie wyglądał zbyt przyjacielsko -> myślę, że to stworzenie to symbol tych ataków które obecnie mam -> musze go pokonać abym mógł dojść do złotego kielicha. We śnie nie ruszałem się z miejsca w którym stałem -> jedynie patrzyłem na to co jest przede mną.
 

Numer telefonu i LDk

17/18.12.2009 -> skończył się sen? a ja dalej leżałem sobie jakby w głębokim stanie odprężenia i usłyszałem w prawym uchu jakby jakaś kobieta podawała numer telefonu lub jakieś cyfry. Wsłuchiwałem się w nie i gdy je dosłyszałem to moje ciało było paraliżowane i to było trochę dziwne..., ale po kilku sekundach mogłem odzyskać kontrole nad ciałem i tak jeszcze z kilka razy odsłuchiwałem (dla testu) tą wiadomość i mnie paraliżowało itd. itp. ;) (z tego co mi się wydaje to robił mi się tak zwany "paraliż przysenny"?). Jednak w tym stanie cały czas byłem świadomy tego co się dzieje itd. itp. A następną ciekawą rzeczą jaka mi się przytrafiła był baaardzo wyraźny spontaniczny LDk... mogłem patrzeć i iść gdzie tylko chciałem. Miałem wrażenie, że moje oczy fizyczne? są otwarte... świat jaki widziałem był baaardzo realny (ale to był tylko sen a nie np. wyjście z ciała bo czasem LDk może się pomylić komuś z wyjściem z ciała ;)) i w ładnej "grafice" ;-) Ten LDk trwał może z 15-30 sek max ;-) Nie jestem pewien na 100% czy tego akurat dnia nie było żadnych ataków.Teoretycznie nie było bo nie zaobserwowałem chodź były w jednym śnie pewne oznaki sugerujące, że coś się koło mnie może kręcić no i te paraliże przysenne gdzie odsłuchiwałem numer telefonu są dla mnie podejrzane jakieś : P
 

Dodatkowe info - 18.12.2009

Dodam jeszcze, że dalej od czasu do czasu w moich snach pojawia się moja "druga połówka", ale przeważnie gdzieś po drodze się rozchodzimy albo coś w tym stylu... Tak samo wciąż mnie męczą energie w okolicach 3 oka, nosa i ogólnie głowy... i to trwa dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem... nie jest to wszystko lekkie i łatwe do zniesienia, ale jakoś życie idzie do przodu, a ja razem z nim ;-)))) Jeszcze mam też w życiu fizycznym pewne sprawy do "oczyszczenia" -> zbliża się koniec roku 2009 i staram się rozwiązać wszelkie problemy aby nic nie zostawiać na rok 2010. Oczywiście coś tam zostanie, ale wiadomo o co chodzi :)


Dalsze ataki...

18/19.12.2009 już chyba napisałem wszystko co trzeba o atakach, ale może coś jeszcze dodam... Dzisiaj wydawało mi się, że skoro wczoraj było luźniej to i dzisiaj będzie podobnie... oczywiście nic bardziej mylnego! Leżałem sobie spokojnie na plecach (moim zdaniem najgorsza pozycja do obrony) (to było około 5:45 rano) i wesoło sobie w głowie myślę, że ich już nie ma itd. itp. (przypominam, że teraz ciężko wyczuć ich obecność!) no i nagle czarna energia przypominająca jakby dziwnego dinozaura pojawia mi się nad głową i otwiera ryja i wydaje z siebie jakieś dziwne odgłosy! a ja się wystraszyłem bo kompletnie się tego nie spodziewałem! no i za długo czekałem (przez to zaskoczenie) na wypowiedzenie słowa "Bóg" -> niestety straciłem trochę energii chodź to coś nawet mnie nie dotknęło tylko jakby chciało mnie zastraszyć no i udało mu się..., ale przegoniłem je po chwili "mantrowaniem" (słowa Bóg). Chciałbym jeszcze podkreślić, że atak nastąpił jak byłem na wpół drogi jakby między snem, a rzeczywistością i właśnie w takim stanie przeważnie następuje atak. Bo normalnie jest fizycznie jesteś obudzony to ciężko aby coś cie zaatakowało, ale pewnie i to tez jest możliwe, ale z mojego doświadczenia wynika, że jak jesteś jakby w głębokim stanie odprężenia to wtedy jakby te światy ich i nasz się przenikają i może nastąpić jakąś interakcja czyli atak :P Jeszcze podkreślę, że wydaje mi się chodź nie jestem pewien, że te czarne byty wprowadzają człowieka w lekki stan jakby narkozy czy coś bez jakiegoś specjalnego hipnotyzowania na hama aby się nie zorientował bo ja się od razu im wyrywałem z tego, a teraz próbują chyba robić to bardzo delikatnie do momentu w którym mogą przeprowadzić atak... niestety powinienem poprosić Michała Archanioła aby odciął ode mnie wszystko co złe gdy czułem się tak jakby lekko narkotyzowany, ale w sumie nie zawsze ma się prawidłowy osąd sytuacji... Staram się opisać tych ataków sporą ilość, ale też aby była w tych opisać pewna różnorodność aby ktoś kto przeżywa podobne sytuacje dowidział się co było skuteczne w moim przypadku, a co nie i aby sam odnalazł skuteczne metody obrony o ile jest atakowany przez te "byty".

19/20.12.2009 -> dzisiaj podobnie jak wczoraj przyszedł "czarny" około 6 rano, a może być wcześniej, ale go nie dostrzegałem?, ale główny atak był o 6 rano ;-) -> wiadomo, że nie ma co pisać o tym samym w kółko cały czas dlatego dam kilka uwag. Stosowałem przy zasypianiu metodę zwijania się w precelka (kolana bliżej klatki piersiowej - tak zwana pozycja embrionalna) aby chronić 4 czakrę (aby ciężej im było się do niej dostać). Pamiętam, że jak leżałem na plecach (najgorsza pozycja! ;x) to dobierał mi się do szyi, ale szybko się wyrwałem i już sobie olałem tą pozycje. Zauważyłem, że chyba nigdy nie miałem ataku od strony ściany! Ścianę mam po lewej stronie, a ataki mam zawsze z tyłu, z góry albo z prawej strony... nie przypominam sobie abym miał jakiś z lewej strony hmm... Tak czy siak zwijanie się w precelka, przykrycie się dokładnie kołdrą aż po szyje i ochranianie czakry za wszelką cenę się bardzo opłaca... (oczywiście mam na sobie jeszcze różaniec, dużo różnych medalików (Jezus, Maryja, Święci itd. itp...), kryształ górski taki spory zawieszony na szyi + mały kryształek zawieszony na wisiorku + różaniec mały na prawej ręce). Nie możecie się bać gdy atak nastąpi! Oprócz wyssania waszej energii "czarnego" raczej nic więcej nie obchodzi... Więc jak to się mówi "zesraj się, a nie daj się!". I co ważne podczas ataku musicie być szybcy i zdecydowani! Nie czekajcie z wypowiedzeniem słowa "Bóg" aby się przyjrzeć tej czarnej energii (czasem jest to przezroczyste, a czasem jest to zrobione z czarnej energii -> nie wiem czy to jest ten sam osobnik czy może przychodzą do mnie na zmianę ;-))! Mówcie jak najszybciej potraficie słowo "Bóg" bo każda sekunda zwłoki może zakończyć się utratą energii! Ja dzisiaj miałem dobrą strategie i nic nie straciłem energii nawet przy głównym ataku! jedyny minus to niewyspanie, ale to można sobie odrobić w dzień :) -> mała cena za skuteczna obronę czakry :)

20/21.12.2009 -> dzisiaj mnie nie atakowali, ale nie o tym chciałem pisać hehe :) -> miałem fajny sen, który warto uwiecznić w moich doświadczeniach ;) -> Dostałem? od kogoś? biały talerz z jakimś wzorkiem... niby nic specjalnego... później poszedłem do kobiety i wymieniłem ten talerz na piękny szczero złoty z wzorkiem, który "utkany" był z diamentów :) -> talerz był przepiękny :) -> wcześniej przed całą tą "akcją" z talerzem śniło mi się "pokonywanie przeszkód"..., ale jak je pokonam to może coś dobrego się stanie w moim życiu bo rzadko pojawia się złoto w snach, a jak już się pojawia to oznacza coś dobrego ;] Jak np. kilka dni temu i przez kilka dni śniły mi się porozrzucane monety które zbierałem -> to oznacza cierpienie / kłopoty coś w tym stylu, ale w jednym przypadku pośród zwykłych monet które zbierałem zobaczyłem dużą złotą monetę z numerem 5 na środku... cyfra 5 może symbolizować 5 zmysłów i co ciekawe tego dnia obejrzałem filmik "Eckhart Tolle - związki", który bardzo mi pomógł w ogólnym "zrozumieniu" więc myślę, że ta moneta mówiła właśnie o moim wzroście duchowym, wzroście moich zmysłów -> dlatego lubię złoto we śnie :) -> a wracając do dzisiejszych snów to też miałem jakieś sny o lewitacji które też odbieram pozytywnie -> wzrost jakiś... no i jeszcze był sen z około dwudziestoma? stołami zakrytymi białym, czystym obrusem i na tych stołach było pyszne jedzenie... i kelnerzy chodzili i dostawiali dania... czyli też bardzo pozytywny sen, ale trzeba przypomnieć, że tej nocy też miałem wiele symboli które świadczyli, że będę musiał pokonać wiele przeszkód aby pewnie doświadczyć jakiegoś uwolnienia czy wzlotu ducha...

21/22.12.2009 -> mój przeciwnik jednak nie jest taki głupi... dzisiaj sobie leżałem na boku tak iż zakrywałem kołdrą czakre serca i raczej "czarny" nie miał ochoty atakować od góry bo wiedział, że prawdopodobnie się obronię to wbił mi we śnie jakaś igłę w pośladek ;s i po chwili mnie wystraszył (rozkodował?) i zabrał mi energie z 4 czakry wstrętny złodziej! jak nie od przodu to od tyłu ;s i tak dwa razy (raz gdy leżałem na jednym boku, a później jak na drugim) -> chamstwo! Późnie jeszcze raz mnie wystraszył, ale nie ma co o tym pisać bo nie chce się powtarzać ;) -> muszę znowu popracować mocniej nad technikami obrony bo już z każdej strony gościu próbuje mnie podejść... Myślę, że ten atak "igłą" to coś w stylu włamywania się do mnie i gdy uda mu się "złamać kod" wtedy dla niego nagrodą jest moja energia z 4 czakry :( -> bo we śnie ten atak z igłą którego nie byłem świadomy trwał z 10-15sek? :( Na sam koniec przy trzecim okradzeniu mnie z energii zobaczyłem jego parszywą twarz (coś na kształt twarzy zrobionej z dymu? lub czarnego popiołu) chowającą się za czymś w stylu "szafy" :/ -> cwaniaczek z niego, ale jeszcze się okaże kto będzie górą :/ Palę za ciebie świeczki draniu "czarny" i za "przezroczystego" też... oby wam wyszło na zdrowie :]

22/23.12.2009 -> dzisiaj znowu się do mnie "włamywał" poprzez sen, ale byłem dobrze przygotowany :) -> przed zaśnięciem gdy leżałem na plecach to umiejscowiłem kryształ górski, który mam zawieszony na szyi na wysokości 4 czakry i przykryłem go ręką aby nie zleciał i tak zasypiałem i jak się do mnie "włamywał" we śnie to po niedługiej chwili wyrzucało mnie ze snu bez straty energii z czakry :) Przetestuje ten sposób jeszcze w następnych dniach, ale dzisiaj kilka razy tak zrobiłem i za każdym razem ta metoda okazywała się skuteczna :)

23/24.12.2009 - > sposób z kryształem górskim niby dobry ale nie wiem tak naprawdę jak dobry bo dzisiaj "bawiłem" się z nim całą noc :/ jestem zmęczony i w ogóle :/ lecz wydaje mi się, że jakbym nie stosował obrony kryształem górskim to straciłbym duuużo energii, a tak to praktycznie nic oprócz ogólnego zmęczenia itd. itp... Oczywiście musiałem pamiętać o właściwej pozycji przed każdym zaśnięciem! a było ich sporo -> pewnie z 8-10? więc podobna ilość była ataków? czasem tak jest, że atak trwa i całą noc (czyli, że jest jakiś byt w pokoju co co jakiś czas atakuje i tak w kółko np. przez 6 godzin...) -> dokładnie to on jak dnia poprzedniego włamywał się poprzez sen... wydaje mi się, że on po prostu podchodzi do mnie jak najbliżej tylko się da... i wtedy we śnie też zaczynam to odczuwać... tak czy siak nie oddałem mu energii ani razu tak jak to zawsze miało miejsce poprzez tak jakby wystraszenie się i wtedy traciłem energie -> dzisiaj po prostu czuje się jakbym w pewnym sensie miał "poturbowaną" czakre? ciężko to opisać, ale coś tam jest nie tak..., ale jestem już przyzwyczajony do tego... musze popracować nad kolejnymi technikami obrony aby do mnie nie był wstanie podejść na bliżej niż metr albo abym w ogóle był dla niego niewidoczny :] to byłoby dobre ;) założyć taka pelerynkę niewidkę ;] hmmm :] -> dodam jeszcze, że drasnęli mnie na czole + mała ranka (1 cm) na nosie...

24/25.12.2009 -> dzisiaj tylko 3 ataki... nie wyssali energii chodź wciąż nie jestem wyspany jak należy, ale warto powiedzieć coś więcej odnośnie dzisiejszych ataków... Ataki były typu "włamanie do snu" (chodź nie wiem czy nazwa nie jest trochę myląca) -> opisze dokładnie jak taki atak wyglądał bo wydaje mi się, że ktoś dalej nie do końca może wiedzieć o co chodzi z tym włamywaniem się do snu... czyli tak -> mam sobie jakiś tam sen... i wszystko wygląda w porządku i sen trwa i trwa i nagle we śnie wchodzę do jakiegoś samochodu (opisuje mój pierwszy dzisiaj atak poprzez sen, ale inne ataki tego typu wyglądają bardzo podobnie) i za mną wchodzą ludzie i jest ich naprawdę dużo i ja w tym śnie jestem taki ściśnięty maxymalnie przez nich! i odczuwam to ściśniecie i dyskomfort we śnie, a w poprzednim etapie snu tak nie miałem, w ogóle praktycznie nic nie odczuwałem... żadnych bodźców! i to właśnie oznacza, że jakiś byt jest bardzo blisko ciebie lub jest na tobie! to jest właśnie atak poprzez sen lub atak który jakby to powiedzieć krystalizuje? Ci się we śnie! czyli, że śnisz i byt się do Ciebie przyczepia i już we śnie zaczyna się wszystko brzydko zmieniać i odczuwasz przeważnie dodatkowe bodźce takie jak dotyk (ścisk, ucisk itp) -> i po chwili takiego "ucisku" mnie wybudziło ze snu... i byłem w dziwnym stanie jakbym był cały jakiś spowolniony w jakimś marazmie... wiedziałem, że tak nie powinno być no bo kto jest w takim stanie jak budzi się ze snu? zresztą zmysłami wyczuwałem czarną energie (i jakimś zmysłem ją widziałem?) i jej było dużo i przyczepiła mi się do pleców tak jakby mnie oblazła (to oczywiście był jakiś byt, który mnie atakował). Co ciekawe nie mogłem fizycznie nic powiedzieć! Niby poruszałem ustami, ale nie mogłem wypowiedzieć słowa "Bóg"! aby się bronić w ten sposób! W ogóle nic nie mogłem powiedzieć (chodź poruszałem ustami)..., ale to nic... zacząłem się szarpać aby się wyrwać z tego stanu i po pewnej chwili udało mi się... wszystkie trzy ataki były bardzo podobne do siebie... Dobrze zasłaniałem 4 czakrę więc pewnie dlatego ataki były od strony pleców aby jakoś się do mnie dobrać... nie wiem jakim cudem widziałem tą czarną energię ale miałem wrażenie, że raz widzę moimi fizycznymi oczami w tym marazmie, a raz widziałem jakby widok z tyłu od strony pleców... mam nadzieję, że rozświetliłem bardziej na czym polega tak jakby atak poprzez sen... chociaż w sumie 21/22.12.2009 opisywałem coś na kształt rozkodowywania we śnie, a tutaj tego nie było... tutaj po prostu ścisk i ucisk oznajmiający, że ktoś mnie atakuje w tej chwili! Więc nie wiem czy za każdym razem używam dobrych określeń co do typu ataku, ale sam staram się to jakoś ogarnąć... Atak poprzez sen kojarzy mi się bardziej w sumie z rozkodowywaniem we śnie i ukradnięciem energii w ten sposób, a ten atak był atakiem jakby "uciskowym"? Oj nie wiem :D Będę to nazywać tak jak umiem, ale miejcie trochę "luuuzu", że tak powiem odnośnie tego nazewnictwa jakiego używam do tych różnych typów ataków -> zalecam skupić się bardziej na opisach ataków i metodach obrony przed nimi  ;-)

25/26.12.2009 -> dzisiaj 2x straciłem bardzo głupio energie... przez całą noc miałem złe symbole we śnie mogące sugerować czyjaś obecność w pokoju... już tak koło 6-9 rano? nie wiem dokładnie która, ale byłem jakiś taki zbyt pewny siebie, że już nic się nie stanie i, że nikt mnie nie zaatakuje! jak bardzo się myliłem przekonałem się już za chwilkę! Leżałem na plecach i lekko może byłem przechylony na prawy bok, ale prawdopodobnie olałem sobie jakieś specjalne ułożenie się do skuteczniejszej obrony i we śnie dwóch gości mnie ściska (to już był atak) i czuje ucisk i łup energia leci do złodzieja, a ja się budzę! Cała akcja trwała bardzo szybko od ściskania do utraty energii i automatycznego wybudzenia! I za chwilkę odwróciłem się na lewy bok jakoś lekceważąc tą sytuację i praktycznie identyczny scenariusz! Oddałem energie z 4 czakry w tak banalny i głupi sposób! A co było wczoraj? Wczoraj się nie dałem i nawet jak było "ściskanie" we śnie to nie oddałem swojej energii bo miałem dobrą pozycję do obrony... Nauczka z tego płynie taka, że nigdy nie bądź zbyt pewny siebie, że zawsze w każdej pozycji się obronisz! Ta wstrętna bestia ma dużo cierpliwości i czeka aż strącę czujność! i tak właśnie było! olałem sobie lekko ułożenie obronne i energia aż podwój stracona :( Zresztą o 9:50! był też drobny atak, ale nic energii nie straciłem! o 9:50! trochę późno! Wyciągnąłem już wnioski z tej nocy i następnym razem nie dam się zaskoczyć ani nie będę zbyt pewny siebie bo wiem, że to może się dla mnie źle skończyć! A i jeszcze dodam, że ciekawym jest to, że jak jestem atakowany poprzez "ucisk we śnie" to zawsze jestem w tym śnie osobiście!

26/27.12.2009 -> był dzisiaj taki moment, że znowu sobie powiedziałem, że już raczej się nic nie stanie i właśnie jak tak sobie w myślach powiedziałem nastąpił atak! Więc wynika z tego, że prawdopodobnie gdy jest się w stanie takim półśnie lub głębokiego relaxu to te byty które są w pobliżu mogą słyszeć to lub gdy człowiek tak powie to w jakiś sposób otwiera się na atak bo stwierdza, że nic się już nie stanie więc opuszcza "gardę", że tak powiem i te byty z pewnością to "widzą" i wtedy atakują... atak był ciekawy więc opiszę ;-) -> dzióbał mnie ten byt jakimś jakby ołówkiem w twarz z 10-15 sekund (nie było to jakieś specjalnie przyjemne, ale straszne to to też nie było). Następnie powinno wystąpić wyssanie energii które nie nastąpiło bo leżałem bokiem i całą noc pilnowałem w porównaniu z wczoraj pozycji w jakiej zasypiam. Niestety tego "gościa" nie za bardzo jestem w stanie wyczuć czy jest w pokoju czy nie :/ -> kiedyś to było dużo prostsze, ale domyślam się, że ten jest na jakimś wyższym poziomie... no, ale cóż... ogólnie energii dzisiaj nie straciłem, ale znowu mam wrażenie poturbowanej czakry :/ -> było jeszcze kilka ataków jakby co nie tylko ten z "ołówkiem". Zauważyłem też, że jak tak się zapatule kołdrą w kokon to bardzo szybko robi mi się gorąco i ciężko jest wytrzymać ; p -> a ostatnio tak bardzo jakoś lubię spać na plecach ;s -> chciałbym się kiedyś normalnie wyspać nie myśląc jak się przykryje kołdrą, jak ustawię ręce jak nogi, gdzie leży kryształ i tak dalej : P -> Zobaczymy ile to jeszcze potrwa... już w nocy mam tak, że ćwiczę sobie ułożenie obronne tak abym się w pewien sposób wytresował do podświadomego ustawiania w tych pozycjach gdzie mam większe szansę na obronę... Już wiem na 100%, że nie mogę myśleć w nocy, że nic mi nie grozi ;) Przez to, że mój radar nie za bardzo może wyczuć czy ktoś jest obok mnie czy nie to przez to wynika fałszywa pewność siebie która kończy się atakiem! ale na szczęście popracowałem nad pozycjami od wczoraj i byłem dobrze ułożone przy ataku... Z każdego dnia musze wyciągać wnioski... im więcej ich wyciągnę tym lepiej... Zastanawiam się czy jest sens spisywania każdego dnia po kolei odnośnie nocnych ataków ;-) bo w sumie ostatnio spisuje praktycznie każdy dzień..., ale jakbym w przyszłości jakiegoś dnia nie opisał to nie znaczy, że wtedy nie było ataku lub, że nic się nie działo tylko po prostu nie wiadomo co się działo bo dzień nie został spisany i tyle ;-)

28/29.12.2009 -> dzisiaj w nocy miałem praktycznie identyczny atak jak wczoraj (nie opisałem tego dnia). Atak nastąpił wtedy gdy leżałem na plecach, moja głowa była przechylona na prawo i miałem przez to mocno odsłoniętą szyję. Nie spałem tylko tak jakbym drzemał sobie lekko... bez snów... leże w stanie całkowitego odpoczynku i regeneracji i zaczynam nagle wyczuwać coś złego z lewej strony! Czyli wynika z tego, że jak ten "byt" się do mnie zbliży na mniejszą odległość to dużo łatwiej go zlokalizować i wyczuć (to trochę tak jakby ktoś się nad tobą nachylał aby niezauważenie wbić Ci nóż w plecy -> takie trochę jest wrażenie) i następuje atak na moją szyję. Wrażenie jest ucisku szyi + ogólny stan marazmu! to ważne bo w tym stanie jest trudno fizycznie wymówić słowo "Bóg"! Czyli jakby ten byt wprowadza poprzez atak lub swój dotyk człowieka w stan pewnego "otępienia"? tylko po to aby nie mógł się bronić... brzmi logicznie..., ale po kilku próbach słowo Bóg przechodzi przez gardło i po następnych kilku wypowiedzeniach tego słowa jest po wszystkim. Oczywiście ten "byt" próbował bodajże minimum 2x ten sam atak i chciałem nawet sprowokować go do trzeciego ataku testując kryształ górski, który byłby przy atakowanym miejscu, ale ostatecznie się rozmyśliłem jako iż nie ma sensu prowokować losu ;) Wole kryształ trzymać na 4 czakrze bo broni ją przez np. "operacją" (co w sumie chyba tylko 1 raz mi się zdarzyło, ale cierpiałem przez to aż 3 dni :/) no i przed jakimś uszkodzeniem czakry, ale zauważyłem, że raczej nie chroni kryształ przed wyssaniem energii. Przydałby się jeszcze drugi kryształ np. pod poduszkę albo przymocowany do ręki... gdyby byt znowu zaatakował moją szyję to prawdopodobnie wystarczyłoby przesunąć rękę w to miejsce aby wygrać bitwę (tylko nie wiem czy w tym marazmie w jaki ten byt człowieka wprowadza byłoby łatwo przesunąć tam rękę -> musiałbym wziąć tą rękę w okolice szyi wtedy kiedy poczułbym, że ten byt jest koło mnie albo po prostu przykryć się dokładnie kołdrą lub zmienić pozycję ciała na boczną)... bo już raz jak mnie atakował jakiś czas temu od strony tyłu głowy to wystarczy, że położyłem tam kryształ i jego moc spadła do praktycznie zera. Teraz gdy będę znowu leżeć na plecach będę pamiętać o dokładnym przykryciu szyi (już nawet dzisiaj w nocy o tym pamiętałem -> później po tych atakach). Widocznie ten byt musi dotknąć czegoś fizycznego w człowieku aby wprowadzić człowieka w stan "marazmu"? To są moje takie luźne przemyślenia nie wiem czy w każdym przypadku poprawne, ale staram się ukazać co i jak w miarę ze szczegółami abyście nie musieli męczyć się z takim czymś tyle co ja... i abyście od razu wiedzieli na podstawie np moich doświadczeń jak najbardziej skutecznie przed tymi atakami się bronić. Mam też czasem wrażenie w nocy (jak nie ma ataku lub jest po ataku), że ktoś jakby był blisko i czekał aż usnę... wydaje mi się, że ten byt jest mocno cierpliwi, ale niech sobie nie myśli, że będę popełniać błędy co chwile jak to się miało na początku mojej już siedmio tygodniowej potyczki z nim (o ile to ten sam byt mnie atakuje -> mówię w odniesieniu do czarnej energii bo był tam jeszcze gość "przezroczysty). Na początku znałem tylko pewną ilość metod obrony... obecnie przez te 7 tygodni poznałem ich jeszcze trochę i nie dam sobie tak łatwo wyssać energii :) Jeżeli będzie stosować ciągle te same sztuczki co teraz robi to gdy zachowam odpowiednie środki zapobiegawcze to mogę spać spokojnie ;) -> przynajmniej tak na dzień dzisiejszy uważam, a jak wiemy wszystko szybko się zmienia i nigdy nic nie wiadomo więc muszę być czujny i będę czujny ;)

29/30.12.2009 i 30/31.12.2009 -> w te dni nie miałem żadnego "frontalnego ataku" (atak gdy z otwartymi oczami widzę "czarną" energię np. nad sobą). Wydaje mi się z tego co odczytuje ze snów, że próbował się do mnie jakoś dobrać, ale zbyt dobrze i szczelnie się broniłem (pozycja przy zasypianiu itd. itp). W te dni nie straciłem żadnej energii. Ale następnego dnie był już nowy rodzaj ataku (pewnie przez 2 dni myślał co wykombinować hehe), ale o tym już będzie w następnych moich doświadczeniach ;-)

LINK! do dalszych doświadczeń nocnych ataków w 2010 roku!
 

Spontaniczne Tai chi i kręciołek ;)

26.12.2009 obejrzałem film Master Liao Fong-Sheng - A Qiqong Breatharian, który zainspirował mnie do poprawy swojej obecnej diety oraz do poćwiczenia trochę tai chi na które dawno temu przez miesiąc chodziłem. Spontaniczne Tai chi ćwiczę oczywiście na stojąco oraz wykonuję też takie ćwiczenie które polega na tym, że siadam (na poduszce na podłodze) i wykonuje ruchy takie jakie moje ciało chciałoby wykonać i jest to przeważnie kręcenie się (jakoś moje ciało ma zapotrzebowanie na to ;))... ruchy są spontaniczne i staram się aby były zgodne z moim "wnętrzem" i abym nie wymuszał ruchów które nie są w szeroko pojętej "harmonii"... przeważnie już po >5 minutach takich ćwiczeń człowiek czuję poprawę :) -> tak czy siak polecam bo już ćwiczę tak cztery dni (26-29.12.2009) i czuję, że pomaga mi to w ogólnym balansie energetycznym itd. itp ;) Nie wiem jak długo będę ćwiczył jeszcze "spontaniczne Tai chi i kręciołka", ale tak czy siak polecam takie ćwiczenia :) (notka napisana 29.12.2009)
 

Kilka słów na zakończenie...

Cieszę się że rok 2009 już mija. Nie był to dla mnie rok łatwy, ale zdecydowanie owocny. W tym roku dużo się wydarzyło i było sporo zmian w moim wnętrzu jak i w życiu zewnętrznym. Ciągle obecnie dopracowuje moją "dietę" oraz zmagam się z nocnymi atakami "ciemnych sił". Mam nadzieję, że z pomocą Bożą poradzę sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie czekają na mnie w nowym 2010 roku.

LINK! do dalszych doświadczeń w 2010 roku!

Dobry Samarytanin