Nocne ataki + próby obrony

Od jakiegoś
czasu zauważyłem, że w inny sposób mnie atakują niż
wcześniej. Nazwałem to "narkotycznymi" atakami gdyż "oni"?
wprowadzają umysł w pewien taki przyjemny stan z którego nie
chcesz się wyzwolić -> coś na kształt ataków hipnotycznych
ale przy atakach hipnotycznych czujesz, że "oni" są
przeważnie za tobą (z tyłu głowy), a przy "narkotycznych"
atakach nie czuje jakby ich obecności przy sobie chodź wiem
że zdecydowanie jest coś nie tak... Dzisiaj 19/20.11.2009
zauważyłem, że jak wprowadzają mój mózg w ten przyjemny stan
to gdy powiem fizycznie słowo "Bóg" to czuje jakby nastąpiło
jakieś odłączenie mnie od nich? I tak całą noc się dzisiaj z
nimi "bawiłem"... ja się bronie oni atakują... niestety jak
zwykle moja 4 czakra została "poturbowana", ale gdybym się
wcale nie bronił pewnie byłoby znacznie gorzej... z
doświadczenia wiem, że 0,5-2 dni wystarczają aby czakra
doszła do dużo lepszego samopoczucia bo ona sama się
regeneruje (to są moje obserwacje). Niestety jak ma się
ataki prawie codziennie to ciężko się w pełni
zregenerować... Na dodatek ciężko się bronić przed tymi
atakami bo uważam je za bardziej chamskie od "hipnoz" bo jak
mówiłem w hipnozach przynajmniej wiem gdzie jest przeciwnik
(czuje go), a przy tych narkotycznych atakach jest bardzo
ciężko wyczuć wroga... staram się bronić jak tylko mogę, ale
nie jest to łatwe...
Następnej nocy czyli 20/21.11.2009 jedynie pół nocy mnie
atakowali! Non stop broniłem się wypowiadaniem fizycznie
słowa "Bóg" i działa to bardzo dobrze! Wypowiedziałem to
tyle razy, że już po tych kilku godzinach byłem zmęczony bo
jak zasypiałem to był "atak" ja się budziłem i musiałem
mówić "Bóg" i później czułem odłączenie jakby ich ode mnie i
wiedziałem, że sobie nie pośpię aż w końcu odpuścili i mogłem
pójść spać :) W ogóle przed zaśnięciem to jeszcze
wyobraziłem sobie złoty puchar w którym była krew Jezusa i
polałem sobie tą krwią 3, 4 i 6 czakre dla ochrony...
21/22.11.2009 kolejna noc z upierdliwym "gościem"...
widziałem przez chwile jego część zarysu i wiem, że stoi koło
łóżka... Niestety nawet roztarcie "krwi" Jezusa przed
zaśnięciem nie uchroniło mnie przed "poturbowaniem" 4 czakry
(chociaż kto wie co byłoby gdybym tego nie zrobił?). Tym
razem atak nie był "narkotyczny" tylko postać czekała aż
zasnę i we śnie mnie atakowała gdy nie mogłem się właściwie
bronić (a raczej może nawet nie był to atak tylko po prostu
wysysanie energii z czakry)... taki atak wygląda tak, że np.
widzę nieprzyjemne dla mnie postacie i np. szarpie się z nimi
we śnie albo coś w tym stylu... ciężko się skutecznie bronić
gdy spisz! a ciężko jest nie spać całą noc... mam teraz
pomysł na obronę przykładając obrazek z Jezusem do 4
czakry... robiłem to dzisiaj w nocy podczas ataków, ale już
mniej więcej w połowie jak nie później trwania całej
"przepychanki" więc nie wiem jak skuteczna jest ta metoda
ale mam zamiar ją przetestować... bo już kończą mi się
metody obrony niestety :/ -> przygotowałem koszulkę do
której przykleiłem na wysokości 4 czakry obrazek z
Jezusem... zobaczymy czy coś pomoże... a no i oczywiście
"skropiłem" go wodą święconą + swoją 4 czakre z przodu
też... -> "zrobiłem" też sobie "pistolet" na tego "kosmitę"
-> taki spryskiwacz? do którego nalałem wody święconej i
ustawiłem go na spryskiwanie taką "mgłą"... jak go zobaczę
to go spryskam i zobaczymy czy pomoże -> 4 czakra mimo iż od
rana trochę czasu minęło (za godzinę idę spać) to wciąż
odczuwam lekki ból w 4 czakrze..., ale łatwo się nie poddam!
:) -> skropliłem też moim "pistoletem na kosmitów" pościel +
wisiorki które noszę na łańcuszku na szyi + różańce które
zakładam na siebie (na szyje i rękę) + różańce które wiszą
na łóżku... jak to zadziała to będzie trzeba pójść do
kościoła po więcej "naboi" :) Ogólnie jak ten "ktoś" nie
widzialny stoi przy moim łóżku to ja jakoś sie specjalnie
nie boje... po prostu denerwuje mnie, że zachodzi mnie we
śnie i wtedy jestem bezsilny... a gość jest wytrwały i wiele
godzin może tak stać? o ile sie nie przemieszcza, ale z tego
co wyczuwam to przeważnie? pojawia sie w tym samym
miejscu... zobaczymy czy uda mi sie na niego zasadzka ;-)
ale ogólnie wole aby nie przychodził już, ale jak przyjdzie
to poczęstuje go moją nową "bronią" ;]
23/24.11.2009 -> kolejny dzień zabawy z "idiotą"... już mam
powoli dość tej zabawy no, ale cóż... po kolei... na początku
wydawało się, że wszystko jest ok... ochroniłem się przed
pójściem spać jak tylko umiałem (pisałem o tym wyżej) (+
kokon ochronny). "Przybysz" nie pojawił się przy łóżku... w
ogóle nie zdradzał swojej obecności... tak jakby w ogóle go
nie było..., ale niestety atakował mnie minimum 3x we śnie...
na początku nie byłem pewien czy aby to był atak, ale coraz
mocniej po każdym takim "śnie" czułem się coraz gorzej na 4
czakrze (mimo wszystkich metod ochronnych!). Po trzech
atakach we śnie idiota zaczął mnie hipnotyzować i ja się
szybko wyrwałem z tego stanu i wtedy już wiedziałem, że on
jest i czyha na mnie! to był jego błąd bo teraz byłem pewien
jego obecności! Więc wiedziałem, że prawdopodobnie zaatakuje
wtedy gdy będę spał... czyli chamstwo doskonałe... już
hipnozy i wprowadzanie w stany narkotyczne nie jest tak
chamskie jak to bo przynajmniej mogę się jakoś wyrywać, a we
śnie ciężko o to... no chyba, że już "debil" się naje to
wtedy mnie wyrwie ze snu... Podałem kilka komend czakrze 4
(tak dla testu) aby zamykała się gdy poczuje
niebezpieczeństwo i aby wracała do "normy" jak ono już minie
itd itp. Położyłem się na plecach i gdy zasypiałem i
pojawiał się sen to się budziłem tak specjalnie... chciałem
być czujny jakby to coś mnie zaatakowało... Po kilku razach
takiego budzenie znowu zasypiam i mam sen w którym jestem
obserwatorem i tylko obserwuje co się dzieję... nie
przejmuje kontroli jak byłoby to w kontrolowanym śnie ->
jedynie obserwuje... i nagle mnie wyrzuca ze snu (jakoś sie
zczaiłem, że to atak) i złapałem swoimi astralnymi? rękami
tego "stwora"... był on przezroczysty, ale dobrze go
wyczuwałem w rękach... trzymałem najsilniej jak potrafiłem i
utrzymałem go z 10 sekund... mam nadzieje, że trochę się
wystraszył i już nie wróci..., ale jakby co to będę gotowy na
kolejną potyczkę :/
24/25.11.2009 -> jak zwykle w nocy to "coś" do mnie
przyszło... starałem się nie zasypiać bo jak wiecie już to
właśnie wtedy przychodzi atak... zdarzyło się tak, że leżałem
na plecach i poczułem to "coś" jak pełna? po mojej twarzy
(skradając się do 4 czakry) :/, ale się obudziłem szybko i
wcale nie miałem ochoty ponownie zasypiać... miałem za to
dwa ciekawe sny... pierwszy był (tak w skrócie) o kolesiu
ubranym na czarno, który mnie ganiał po osiedlu... gonił mnie
przez jakiś czas i później stawał jakby w miejscu tak jak ja
i ponownie ja uciekałem i on mnie gonił (przypomina mi to
właśnie te ataki... gdzie ten na czarno ubrany koleś to jest
to coś co mnie prześladuje w nocy, a za dnia jest to jakby
"stawanie", że mam odpoczynek i wytchnienie...), ale co
ciekawe dalsza cześć snu mi się dość mocno podobna hehe, a
mianowicie ja albo ktoś inny? biegnie za tym gościem i
strzela mu z pistoletu w plecy z 1-2x... i gościu upada :)
-> może to świadczy o tym, że problem prędzej czy później
zostanie rozwiązany z tym nocnym nachodzeniem? byłoby fajnie
:) Bo te ataki trwają praktycznie non stop od jakieś
1,5-2tyg :/ trochę sporo..., ale jest dalszy ciąg "walki" z
tym czymś... Mam taką jakby "poduszkę" która ma pewną
grubość (w sensie, że nie jest bardzo cienka) i położyłem ją
dokładnie tak aby zakrywała w pełni 4 czakre... sobie
pomyślałem, że może to coś nie będzie mogło się dostać do
niej jak zakryje ją czymś materialnym, ale nie byłem pewien
czy to cokolwiek da, ale i tak nie miałem nic do stracenia...
co ciekawe to chyba zadziałało!? nie jestem pewien na 100%
ale od momentu gdy zastosowałem to chyba (podkreślam CHYBA)
nie wyssało to coś ze mnie energii ani razu już... zastosuje
tą metodę oczywiście jutro i zobaczymy czy ona na pewno
działa, ale wydaje mi się, że może? być przełomowa... co
ciekawe miałem kolejny sen już tak mniej więcej przed
wstaniem rano już... był jakiś gościu co terroryzował całą
"wioskę"? i latał z karabinem i wszędzie strzelał -> ludzie
uciekali... i w tym tłumie również i ja uciekałem... i w
skrócie opowiem, że później była taka spora pionowa przepaść
i ja chciałem sie na nią wspiąć i ten "terrorysta" z
karabinem uczepił się mojej nogi chcąc mnie zrzucić w dół
ale ja go "kopnąłem" i spadł w przepaść i bezpiecznie
wspiąłem się na szczyt... ten sen też może sugerować
pokonanie jakiegoś "terrorysty" jakim jest mój obecny
"prześladować"... zobaczymy co przyszłość pokaże...
25/26.11.2009 -> gościu nie odpuszcza..., ale będę się bronił
tyle ile będzie trzeba ;)
28/29.11.2009 (oczywiście we wcześniejszych dniach też mnie
atakowano, ale juz tego nie spisywałem -> staram sie spisywać
zawsze coś nowego lub jakieś moje nowe przemyślenia ;)) ->
kolejne ataki, ale tym razem aż 3 na 4 z nich udało mi się
obronić! Znalazłem sposób obrony i to bardzo skuteczny!
Trzeba się zawinąć w kołdrę jak w kokon i aby w takim
"stanie" być jak nadchodzi atak i wtedy on czy oni? nie mogą
się dostać tak jakby "fizycznie" do 4 czakry! Jeszcze raz
podkreślę, że gdy we śnie atak nadchodzi to jest to podobnie
jak w Matrixie w chwili gdy Neo miał deja vu -> po prostu
sen zaczyna nagle sie zmieniać -> symbole i akcja stają się
inne... jakby ktoś zmienił scenariusz... i w ostatnim ataku
było tak, że nagle pewne osoby mnie przygniotły we śnie tak
ze nie mogłem sie ruszyć... i otworzyłem fizyczne? oczy i
czułem i juz, że tak powiem widziałem siebie jak byłem
otulony w kołdrę, ale nie mogłem sie ruszyć! Czułem na sobie
ich ciężar! Czułem się przez nich? (nie wiem czy było ich
więcej niż 1, ale jakoś tak mi sie wydawało?, ale mógł być
tylko 1 osobnik) przygnieciony i tak w rzeczywistości
było... nawet moje usta nie mogły wypowiedzieć słowa "Bóg"!
Nie byłem w stanie nic wypowiedzieć... Ręce starałem się
trzymać blisko 4 czakry aby ją chronić... Im więcej czasu
mijało tym większą władze zyskiwałem, a ich ciężar stawał
się coraz mniejszy... po kilku sekundach już coraz mocniej
mogłem się ruszać i w końcu mogłem wymawiać słowo Bóg... Po
kolejnych kilku sekundach nie było po wrogu śladu, a ja nie
straciłem energii przy tym ataku! Jedynie 2 tygodnie
wysysania energii ze mnie zajęło mi opracowanie odpowiedniej
metody obrony! to było długie 2 tygodnie! Oczywiście nie
opisałem tutaj pierwszych 1,5tyg, ale to nic... mnóstwo
ataków tutaj nie opisałem, ale te ataki jak mówiłem już
wcześniej były bardziej wyrafinowane dlatego je opisuje.
Może komuś sie przyda jakaś metoda obrony jak ktoś ma
podobny problem z nocnymi przybyszami.
29/30.11.2009 -> dzisiaj się wyspałem! nie tak może jakbym
sobie marzył, ale i tak w miarę dobrze! a już dawno nie byłem
wyspany przez te ataki! Dzisiaj jakiś czarny pająk we śnie
mnie chciał zaatakował, ale poradziłem sobie z nim bez
problemu i 0 wyssanej energii i ogólnie jest dobrze :)
Dzisiaj w nocy się trochę zregenerowałem po tej małej
wojence którą miałem przez ostatni czas :)
02/03.12.2009 -> wczoraj też się wyspałem, ale za to dzisiaj
się chyba zbytnio rozluźniłem! już tak dobrze się czułem na
4 czakrze i myślałem, że odpuścili, a tu klops i atak dzisiaj
w nocy i dwa razy wyssali energie :/ oczywiście atak we śnie
(chamstwo). Tak czy siak teraz jestem pewien, że najgorszą
pozycją jest spanie na plecach. Jest wtedy bardzo duża
szansa na utratę energii... z tego co zaobserwowałem
najlepszą pozycją chroniącą czakre 4 jest pozycja boczna...
i otulenie się kołdrą... jednak musze być stale czujny...
Jeszcze
dodam tylko, że zawsze jak robi się widno to ataki ustają...
To są chyba takie wampiry energetyczne które po prostu tak
jak w tych legendach po prostu bardzo nie lubią słońca ;]
Tak czy siak z moich obserwacji idealnie to właśnie
wynika...
Denerwujące metki...

Od kilku
miesięcy zaczęły mnie "denerwować" metki od koszulek itp.
Musze je wycinać aby można było "normalnie" funkcjonować ;-)
(napisane 20?.11.2009)
Muzyka w
głowie...

Przed 6:30
rano (dnia 22.11.2009) słyszałem na początku jakieś huki co
jakiś czas w głowie (dźwięk przypominał błąd w windowsie?).
Wydawało mi się, że słyszę te dźwięku nie na czubku głowy, ale
kilka centymetrów do tyłu i w głąb głowy. Trochę się
wystraszyłem na samym początku jak mi tak "huczało" bo te
"huki" były dość głośne. O około 6:30 włączyła mi się głośna
muzyka (jakiś blues?) i facet jakiś śpiewał po angielsku, a
jakąś kobieta co chwile mówiła słowo "echo". Nie było to
podczas snu, a raczej podczas głębokiego relaksu... gdy
leżałem z zamkniętymi oczami. Może na początku było to
lekkie pogranicze realu i snu, ale jak już muzyka
leciała (dość głośno i jakieś 15 sekund?) to byłem już jej w
pełni świadomy i sobie jej po prostu słuchałem. Jakość
dźwięku była naprawdę bardzo dobra :) Początkowe "huki"
przed główną "muzyką" wydają mi się jakimś dostrajaniem do
mnie? Cos na kształt dostrajania się radia do konkretnej
stacji radiowej? A może ta kobieta co mówiła słowo "echo"
gdy już leciała muzyka to sprawdzała czy odbieram jej
przekaz?
"Senne
zakończenie"

30/01.12.2009 byłem obserwatorem pod koniec mojego snu...
jak zwykle nie przejmowałem kontroli nad snem bo o wiele
bardziej wole po prostu obserwować jak sen się potoczy (LD
jest przy tym słabe ;-)) i gdy tak obserwowałem z czystym
umysłem mój sen nagle bardzo płynnie się rozmył (nie było to
po prostu przerwanie snu typu "włącz / wyłącz światło", ale
takie ładne rozmycie od snu do czarnego ekranu przed
oczami.). To było ciekawe bo to było takie zobaczenie jak
sen się kończy... tak jakby sen odchodził w "nicość"?...
trochę mi się to kojarzy ze zdmuchnięciem płomienia świecy
;)
Kiedy był atak?


Nawet nie
wiem kiedy nastąpił atak, ale po obudzeniu zostały "ładne"
ślady po nim... Takich średnich ranek było około
10?, a tych mniejszych jeszcze około 3-4. Rany dokładnie
były na czubku nosa jak pokazują to zdjęcia, po jednej z obu
stron nosa i trzy z prawej strony nosa tak bliżej oka, że tak
powiem... Na zdjęciach rany wyglądają tak "blado", a w
rzeczywistości są dużo bardziej "krwiste" ;), a swoją drogą
to chyba jeszcze nie miałem tak wielu ran po atakach! Zawsze
kończyło się na 1-3 ranach? a tutaj 10-14! istny rekord ;-)
i jeszcze jest taka minimalna ranka na czole (na trzecim
oku), ale taka malutka. Chyba mnie nie lubią ;) Oczywiście
zdarzenie z pewnością miało miejsce 07/08.12.2009, ale w
którym dokładnie momencie? to nie wiem ;) A btw. wczoraj w
nocy, a właściwie już nad samym ranem też jakiś "pajac" obił
mi buzie ;) we śnie... może tym razem zaostrzyli sobie
pazurki? oczywiście jak zwykle byłem bezbronny bo spałem!
fajne metody mają... atak gdy jesteś bezbronny... jak będę
ich widział to stępie im te pazurki oby się nie zdziwili ;-)
Ja sądzę, że nie mogą dostać się teraz do mojej 4 czakry to
próbują mnie "obić" jak tylko mogą, ale ja się nie dam ;)
Czarna postać...

Dzisiaj
(08/09.12.2009) jak znowu "przyszli" to jak już sobie
leżałem i zawijałem się w kokon kołdrą to szybko obróciłem
się z lewego boku na prawy i prawdopodobnie bocznym
widzeniem zobaczyłem jak czarna postać przemieszcza się
bardzo szybko z jednego końca pokoju na drugi (widziałem to
może z jedną sekundę w sumie).
09/10.12.2009 - dzisiaj nawet kołdra nie pomogła... jakiś
niewidzialny byt mocno na mnie napierał i nawet astralnymi
rękami go złapałem, ale on był zbyt silny i wleciał mi w 4
czakre :/
10/11.12.2009 -> przed zaśnięciem "zawinąłem" się 7x w kokon
energetyczny przed zaśnięciem, ale niestety chyba to nie za
wiele dało bo znowu miałem gościa (takiego małego). Przy
jednym z ataków "narkotyzował" mi głowę i szyję... i
sięgnąłem szybko po kryształ górski i położyłem z tyłu szyi
i już więcej nie mógł tego robić :) -> więc na ten typ ataku
jak na razie jest to chyba najskuteczniejsze metoda :)
11/12.12.2009 -> dzisiaj dodatkowo miałem na szyi taki
woreczek na sznureczku w którym był umieszczony duży górski
kryształ, który lokował się mniej więcej na wysokości 4
czakry. Nie jestem pewien jaką rolę odegrał przy dzisiejszym
ataku, ale nie mniej jednak myślę, że jego posiadanie było dla
mnie korzystne :)
14/15.12.2009 -> w snach już były momenty, że czułem
strach... gdy się obudziłem również było czuć jakby coś
złego w pokoju... oczywiście wiedziałem o co chodzi bo
zmagam się z tym ostatnio non stop..., ale raz gdy się
odwróciłem z boku na bok i otworzyłem oczy zobaczyłem
wielkiego jakby "kosmitę"? coś w stylu leżącego na wpół
zgiętą postać całą zrobioną z czarnej energii... była
ogromna... wręcz na "pół" pokoju... jeszcze czegoś tak
wielkiego nie było u mnie... oczywiście się trochę
wystraszyłem, ale dlatego pewnie, że to było coś nowego dla
mnie w pewnym sensie... chodzi o wielkość tego czegoś...
Przyłożyłem kryształ górski do 4 czakry i poszedłem dalej
spać bo co niby miałem zrobić ;) Nie było to zbyt ładne więc
gapić się na to nie ma sensu ;) zresztą nie wydawało się to
zbyt przyjazne ;) -> Widziałem później jakby we śnie? czy to
było zdalne widzenie? trudno powiedzieć, ale taką wielką
czarną rękę (zrobiona z czarnej energii) wielkości
człowieka? na środku pokoju i następnie pamiętam, że spałem i
zadzwonił mi telefon w głowie? i otworzyłem oczy i
zobaczyłem tą wielką czarną rękę nad sobą która chyba się
przygotowywała aby mnie zaatakować (dobrze, że ktoś mnie
ostrzegł tym "telefonem"!). Od razu powiedziałem kilka razy
słowo "Bóg" i pokonałem to coś... Pomijam już w tej mojej
"opowieści" pomniejsze wcześniejsze ataki... Następnie był
atak we śnie... Był tam też ogromny ciemny stwór...
(oczywiście podkreślam, że to nie jest taki zwykły sen, ani
nie oglądałem jakiś horrorów przed zaśnięciem czy coś...
dodam jeszcze, że bardzo często jak "zła energia" przychodzi
do mojego pokoju to po prostu we śnie zaczynają się pojawiać
negatywne symbole, strach przesiąka sen albo gdy po prostu
śpię i nie mogę się obudzić to np. doznaje jakiś ataków w
śnie lub czegoś w tym stylu co równa się po prostu atakowi
"złej energii" na moją osobę... ciężko może wyjaśnić do
końca to w słowach, ale ktoś kto tego doświadcza myślę, że bez
trudu zrozumie o czym piszę...) Więc jak mówiłem w tym śnie
był ogromny ciemny stwór... był bardzo negatywny... Pamiętam
że próbowało mnie we śnie wessać w czarną dziurę, ale się nie
dałem... Był tam też księżyc, który dawał moc temu stworowi?
Pamiętam, że zakryłem? ten księżyc i później pokonałem
potwora? Ten sen jakoś tak przebiegał... niestety po
obudzeniu się dalej czuło się, że wciąż ktoś w pokoju się
znajduje... bo to nie jest już tak, że jak odeprzesz atak to
dają ci spokój... o nie nie... teraz to jest minimum kilka
ataków i za każdym razem muszę się bronić... przeważnie do
samego rana... co ciekawe jak było już widno to się
rozluźniłem już bo jakoś tak było, że jak widno się robi to
"oni" uciekają, ale tym razem jednak zostali trochę dłużej z
tego co odczuwałem... pamiętam, że obudziłem się o około 8:30
i dalej można było ich wyczuć? Prawdopodobnie chwile
wcześniej był atak we śnie... właśnie nie pamiętam już
szczegółów! :/, ale pamiętam, że zdziwiłem się, że jest już w
miarę widno a tu atak! Dzisiaj była męcząca noc... w sumie
oceniam swoje obrony jako dość skuteczne... (szczególnie
słowo "Bóg" wypowiedziane na głos jest genialną i bardzo
skuteczną bronią), ale jednak jestem z deczka nie wyspany.
Ciekawy kiedy się porządnie wyśpię? :/ Dodam jeszcze tylko
na koniec, że jak poszedłem później spać dalej i skończył się
sen to przed oczami (nie tak wyraźnie może jakbym chciał, ale
jednak) widziałem jakby coś w stylu mandali? było to koloru
niebiesko-żółtego? i mandala była jakby zrobiona z ziarenek
piasku. Te ziarenka były ruchome. Kolor lekko też się
zmieniał. Wydawało mi się jakby to była jakąś podróż w głąb
mandali... w jej środek... i tak w nieskończoność... To
takie ładne zakończenie nocnych zmagań :]
15/16.12.2009 -> dzisiaj negatywny "gość" podłączył się do
mnie, że zacząłem słyszeć jakiś glos w głowie -> skuteczną
metodą obrony przed takim atakiem gdy już nastąpi jest
poproszenie Boga lub Archanioła Michała o odcięcie
wszystkiego negatywnego co się do Ciebie przyczepiło... u
mnie poskutkowało bardzo szybko... pisze o tym bo nie
pisałem jeszcze o tej metodzie obrony z tego co pamiętam?
16/17.12.2009 -> coraz bliżej święta... czy coś się zmieni?
bo ta cholera jest bardzo zawzięta i uparta... nie wysypiam
się przez ciągłe ataki/obrony no i na dodatek nie zawsze uda
mi się uniknąć wyssania energii z 4 czakry :/ co jest dla
mnie najgorszą bolączką co akurat miało miejsce dzisiaj...
Właśnie policzyłem, że te ataki już trwają 5,5 tygodnia
praktycznie non stop! nieźle! Myślałem, że mniej : P Jak
zwykle się nie poddam aż do końca, ale sieczka jest niezła...
taka wojna na wyniszczenie... ciekawe czy mój przeciwnik w
ogóle się meczy? i czy odczuwa jakieś skutki uboczne gdy
wypowiadam słowo Bóg? bo zwija manatki dość szybko wtedy : P
Najgorsze są te ataki z nienacka no, ale nie przed wszystkim
jestem w stanie się obronić niestety :/ Odeśpię te ataki w
dzień :) Jeszcze dodam, że podczas jednego z dzisiejszych
ataków chciałem wymówić słowo "Bóg", ale chyba z dwa razy pod
rząd je źle wymówiłem i kompletnie się nic nie stało..., ale
dopiero jak wymówiłem je poprawnie to był dobry efekt hrhr
:] Pamiętam jeszcze jedną ciekawą rzecz, ale to było odnośnie
snu, a nie ataku... w jednym ze snów wskoczyłem do basenu i
była w nim ciepła woda i bardzo dobrze ją odczuwałem :) ->
nie pamiętam abym specjalnie odczuwał takie rzeczy we śnie
jak ciepło czy zimno, a tu proszę ;)
Wielki
kielich

10/11.12.2009 śniło mi się, że byłem w pozycji siedzącej
związany w lesie rękami do tyłu. Las był ładny -> taki
jesienni i było jasno. Następnie widzę siebie już stojącego
i z tego co wiem to ręce już miałem wolne od więzów.
Widziałem około 25 metrów dalej wielki, złoty kielich. Miał
on wysokość dorosłego człowieka albo i większy. Widziałem też oddaloną od
kielicha o jakieś 10-15 metrów w lewo jakieś stworzenie? które się
tamtędy przechadzało z prawej strony do lewej? Myślę, że ten
stwór pilnował tego kielicha abym do niego nie dotarł i nie wyglądał zbyt przyjacielsko
-> myślę, że to stworzenie to symbol tych ataków które
obecnie mam -> musze go pokonać abym mógł dojść do złotego
kielicha. We śnie nie ruszałem się z miejsca w
którym stałem -> jedynie patrzyłem na to co jest przede mną.
Numer
telefonu i LDk

17/18.12.2009 -> skończył się sen? a ja dalej leżałem sobie
jakby w głębokim stanie odprężenia i usłyszałem w prawym
uchu jakby jakaś kobieta podawała numer telefonu lub jakieś
cyfry. Wsłuchiwałem się w nie i gdy je dosłyszałem to moje
ciało było paraliżowane i to było trochę dziwne..., ale po
kilku sekundach mogłem odzyskać kontrole nad ciałem i tak
jeszcze z kilka razy odsłuchiwałem (dla testu) tą wiadomość
i mnie paraliżowało itd. itp. ;) (z tego co mi się wydaje to
robił mi się tak zwany "paraliż przysenny"?). Jednak w tym
stanie cały czas byłem świadomy tego co się dzieje itd. itp.
A następną ciekawą rzeczą jaka mi się przytrafiła był
baaardzo wyraźny spontaniczny LDk... mogłem patrzeć i iść
gdzie tylko chciałem. Miałem wrażenie, że moje oczy fizyczne?
są otwarte... świat jaki widziałem był baaardzo realny (ale
to był tylko sen a nie np. wyjście z ciała bo czasem LDk może
się pomylić komuś z wyjściem z ciała ;)) i w ładnej
"grafice" ;-) Ten LDk trwał może z 15-30 sek max ;-) Nie
jestem pewien na 100% czy tego akurat dnia nie było żadnych
ataków.Teoretycznie nie było bo nie zaobserwowałem chodź
były w jednym śnie pewne oznaki sugerujące, że coś się koło
mnie może kręcić no i te paraliże przysenne gdzie
odsłuchiwałem numer telefonu są dla mnie podejrzane jakieś :
P
Dodatkowe
info - 18.12.2009
Dodam
jeszcze, że dalej od czasu do czasu w moich snach pojawia się
moja "druga połówka", ale przeważnie gdzieś po drodze się
rozchodzimy albo coś w tym stylu... Tak samo wciąż mnie
męczą energie w okolicach 3 oka, nosa i ogólnie głowy... i
to trwa dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za
miesiącem... nie jest to wszystko lekkie i łatwe do
zniesienia, ale jakoś życie idzie do przodu, a ja razem z nim
;-)))) Jeszcze mam też w życiu fizycznym pewne sprawy do
"oczyszczenia" -> zbliża się koniec roku 2009 i staram się
rozwiązać wszelkie problemy aby nic nie zostawiać na rok
2010. Oczywiście coś tam zostanie, ale wiadomo o co chodzi :)
Dalsze ataki...

18/19.12.2009 już chyba napisałem wszystko co trzeba o
atakach, ale może coś jeszcze dodam... Dzisiaj wydawało mi
się, że skoro wczoraj było luźniej to i dzisiaj będzie
podobnie... oczywiście nic bardziej mylnego! Leżałem sobie
spokojnie na plecach (moim zdaniem najgorsza pozycja do
obrony) (to było około 5:45 rano) i wesoło sobie w głowie
myślę, że ich już nie ma itd. itp. (przypominam, że teraz ciężko
wyczuć ich obecność!) no i nagle czarna energia
przypominająca jakby dziwnego dinozaura pojawia mi się nad
głową i otwiera ryja i wydaje z siebie jakieś dziwne
odgłosy! a ja sie wystraszyłem bo kompletnie się tego nie
spodziewałem! no i za długo czekałem (przez to zaskoczenie)
na wypowiedzenie słowa "Bóg" -> niestety straciłem trochę
energii chodź to coś nawet mnie nie dotknęło tylko jakby
chciało mnie zastraszyć no i udało mu się..., ale przegoniłem
je po chwili "mantrowaniem" (słowa Bóg). Chciałbym jeszcze
podkreślić, że atak nastąpił jak byłem na wpół drogi jakby
między snem, a rzeczywistością i właśnie w takim stanie
przeważnie następuje atak. Bo normalnie jest fizycznie
jesteś obudzony to ciężko aby coś cie zaatakowało, ale pewnie
i to tez jest możliwe, ale z mojego doświadczenia wynika, że
jak jesteś jakby w głębokim stanie odprężenia to wtedy jakby
te światy ich i nasz się przenikają i może nastąpić jakąś
interakcja czyli atak :P Jeszcze podkreślę, że wydaje mi się
chodź nie jestem pewien, że te czarne byty wprowadzają
człowieka w lekki stan jakby narkozy czy coś bez jakiegoś
specjalnego hipnotyzowania na hama aby się nie zorientował
bo ja się od razu im wyrywałem z tego, a teraz próbują chyba
robić to bardzo delikatnie do momentu w którym mogą
przeprowadzić atak... niestety powinienem poprosić Michała
Archanioła aby odciął ode mnie wszystko co złe gdy czułem
się tak jakby lekko narkotyzowany, ale w sumie nie zawsze ma
się prawidłowy osąd sytuacji... Staram się opisać tych
ataków sporą ilość, ale też aby była w tych opisać pewna
różnorodność aby ktoś kto przeżywa podobne sytuacje
dowidział się co było skuteczne w moim przypadku, a co nie i
aby sam odnalazł skuteczne metody obrony o ile jest
atakowany przez te "byty".
19/20.12.2009 -> dzisiaj podobnie jak wczoraj przyszedł
"czarny" około 6 rano, a może być wcześniej, ale go nie
dostrzegałem?, ale główny atak był o 6 rano ;-) -> wiadomo, że
nie ma co pisać o tym samym w kółko cały czas dlatego dam
kilka uwag. Stosowałem przy zasypianiu metodę zwijania się w
precelka (kolana bliżej klatki piersiowej - tak zwana
pozycja embrionalna) aby chronić 4 czakrę (aby ciężej im
było się do niej dostać). Pamiętam, że jak leżałem na plecach
(najgorsza pozycja! ;x) to dobierał mi się do szyi, ale
szybko się wyrwałem i już sobie olałem tą pozycje.
Zauważyłem, że chyba nigdy nie miałem ataku od strony ściany!
Ścianę mam po lewej stronie, a ataki mam zawsze z tyłu, z
góry albo z prawej strony... nie przypominam sobie abym miał
jakiś z lewej strony hmm... Tak czy siak zwijanie się w
precelka, przykrycie się dokładnie kołdrą aż po szyje i
ochranianie czakry za wszelką cenę się bardzo opłaca...
(oczywiście mam na sobie jeszcze różaniec, dużo różnych
medalików (Jezus, Maryja, Święci itd. itp...), kryształ
górski taki spory zawieszony na szyi + mały kryształek
zawieszony na wisiorku + różaniec mały na prawej ręce). Nie
możecie się bać gdy atak nastąpi! Oprócz wyssania waszej
energii "czarnego" raczej nic więcej nie obchodzi... Więc
jak to się mówi "zesraj się, a nie daj się!". I co ważne
podczas ataku musicie być szybcy i zdecydowani! Nie
czekajcie z wypowiedzeniem słowa "Bóg" aby się przyjrzeć tej
czarnej energii (czasem jest to przezroczyste, a czasem jest
to zrobione z czarnej energii -> nie wiem czy to jest ten
sam osobnik czy może przychodzą do mnie na zmianę ;-))!
Mówcie jak najszybciej potraficie słowo "Bóg" bo każda
sekunda zwłoki może zakończyć się utratą energii! Ja dzisiaj
miałem dobrą strategie i nic nie straciłem energii nawet
przy głównym ataku! jedyny minus to niewyspanie, ale to można
sobie odrobić w dzień :) -> mała cena za skuteczna obronę
czakry :)
20/21.12.2009 -> dzisiaj mnie nie atakowali, ale nie o
tym chciałem pisać hehe :) -> miałem fajny sen, który warto
uwiecznić w moich doświadczeniach ;) -> Dostałem? od kogoś?
biały talerz z jakimś wzorkiem... niby nic specjalnego...
później poszedłem do kobiety i wymieniłem ten talerz na
piękny szczero złoty z wzorkiem, który "utkany" był z
diamentów :) -> talerz był przepiękny :) -> wcześniej przed
całą tą "akcją" z talerzem śniło mi sie "pokonywanie
przeszkód"..., ale jak je pokonam to może coś dobrego się
stanie w moim życiu bo rzadko pojawia się złoto w snach, a
jak już się pojawia to oznacza coś dobrego ;] Jak np. kilka
dni temu i przez kilka dni śniły mi się porozrzucane monety
które zbierałem -> to oznacza cierpienie / kłopoty coś w tym
stylu, ale w jednym przypadku pośród zwykłych monet które
zbierałem zobaczyłem dużą złotą monetę z numerem 5 na
środku... cyfra 5 może symbolizować 5 zmysłów i co ciekawe
tego dnia obejrzałem filmik "Eckhart Tolle - związki", który
bardzo mi pomógł w ogólnym "zrozumieniu" więc myślę, że ta
moneta mówiła właśnie o moim wzroście duchowym, wzroście
moich zmysłów -> dlatego lubię złoto we śnie :) -> a
wracając do dzisiejszych snów to też miałem jakieś sny o
lewitacji które też odbieram pozytywnie -> wzrost jakiś...
no i jeszcze był sen z około dwudziestoma? stołami zakrytymi
białym, czystym obrusem i na tych stołach było pyszne
jedzenie... i kelnerzy chodzili i dostawiali dania... czyli
też bardzo pozytywny sen, ale trzeba przypomnieć, że tej nocy
też miałem wiele symboli które świadczyli, że będę musiał
pokonać wiele przeszkód aby pewnie doświadczyć jakiegoś
uwolnienia czy wzlotu ducha...
21/22.12.2009 -> mój przeciwnik jednak nie jest taki
głupi... dzisiaj sobie leżałem na boku tak iż zakrywałem
kołdrą czakre serca i raczej "czarny" nie miał ochoty
atakować od góry bo wiedział, że prawdopodobnie się obronię
to wbił mi we śnie jakaś igłę w pośladek ;s i po chwili mnie
wystraszył (rozkodował?) i zabrał mi energie z 4 czakry wstrętny złodziej!
jak nie od przodu to od tyłu ;s i tak dwa razy (raz gdy
leżałem na jednym boku, a później jak na drugim) -> chamstwo!
Późnie jeszcze raz mnie wystraszył, ale nie ma co o tym pisać
bo nie chce się powtarzać ;) -> muszę znowu popracować
mocniej nad technikami obrony bo już z każdej strony gościu
próbuje mnie podejść... Myślę, że ten atak "igłą" to coś w
stylu włamywania się do mnie i gdy uda mu się "złamać kod"
wtedy dla niego nagrodą jest moja energia z 4 czakry :( ->
bo we śnie ten atak z igłą którego nie byłem świadomy trwał
z 10-15sek? :( Na sam koniec przy trzecim okradzeniu mnie z
energii zobaczyłem jego parszywą twarz (coś na kształt
twarzy zrobionej z dymu? lub czarnego popiołu) chowającą się
za czymś w stylu "szafy" :/ -> cwaniaczek z niego, ale jeszcze się okaże
kto będzie górą :/ Palę za ciebie świeczki draniu "czarny" i
za "przezroczystego" też... oby wam wyszło na zdrowie :]
22/23.12.2009 -> dzisiaj znowu się do mnie "włamywał"
poprzez sen, ale byłem dobrze przygotowany :) -> przed
zaśnięciem gdy leżałem na plecach to umiejscowiłem kryształ
górski, który mam zawieszony na szyi na wysokości 4 czakry i
przykryłem go ręką aby nie zleciał i tak zasypiałem i jak
się do mnie "włamywał" we śnie to po niedługiej chwili
wyrzucało mnie ze snu bez straty energii z czakry :)
Przetestuje ten sposób jeszcze w następnych dniach, ale
dzisiaj kilka razy tak zrobiłem i za każdym razem ta metoda
okazywała się skuteczna :)
23/24.12.2009 - > sposób z kryształem górskim niby dobry
ale nie wiem tak naprawdę jak dobry bo dzisiaj "bawiłem"
się z nim całą noc :/ jestem zmęczony i w ogóle :/ lecz
wydaje mi się, że jakbym nie stosował obrony kryształem
górskim to straciłbym duuużo energii, a tak to praktycznie
nic oprócz ogólnego zmęczenia itd. itp... Oczywiście musiałem
pamiętać o właściwej pozycji przed każdym zaśnięciem! a było
ich sporo -> pewnie z 8-10? więc podobna ilość była ataków?
czasem tak jest, że atak trwa i całą noc (czyli, że jest jakiś
byt w pokoju co co jakiś czas atakuje i tak w kółko np. przez
6 godzin...) -> dokładnie to on jak dnia poprzedniego
włamywał się poprzez sen... wydaje mi się, że on po prostu
podchodzi do mnie jak najbliżej tylko się da... i wtedy we
śnie też zaczynam to odczuwać... tak czy siak nie oddałem mu
energii ani razu tak jak to zawsze miało miejsce poprzez tak
jakby wystraszenie się i wtedy traciłem energie -> dzisiaj
po prostu czuje się jakbym w pewnym sensie miał
"poturbowaną" czakre? ciężko to opisać, ale coś tam jest nie
tak..., ale jestem już przyzwyczajony do tego... musze
popracować nad kolejnymi technikami obrony aby do mnie nie
był wstanie podejść na bliżej niż metr albo abym w ogóle był
dla niego niewidoczny :] to byłoby dobre ;) założyć taka
pelerynkę niewidkę ;] hmmm :] -> dodam jeszcze, że drasnęli
mnie na czole + mała ranka (1 cm) na nosie...
24/25.12.2009 -> dzisiaj tylko 3 ataki... nie wyssali
energii chodź wciąż nie jestem wyspany jak należy, ale warto
powiedzieć coś więcej odnośnie dzisiejszych ataków... Ataki były typu
"włamanie do snu" (chodź nie wiem czy nazwa nie jest trochę
myląca) -> opisze dokładnie jak taki atak wyglądał bo wydaje
mi się, że ktoś dalej nie do końca może wiedzieć o co chodzi
z tym włamywaniem się do snu... czyli tak -> mam sobie jakiś
tam sen... i wszystko wygląda w porządku i sen trwa i trwa i
nagle we śnie wchodzę do jakiegoś samochodu (opisuje mój
pierwszy dzisiaj atak poprzez sen, ale inne ataki tego typu
wyglądają bardzo podobnie) i za mną wchodzą ludzie i jest
ich naprawdę dużo i ja w tym śnie jestem taki ściśnięty maxymalnie przez nich! i odczuwam to ściśniecie i dyskomfort
we śnie, a w poprzednim etapie snu tak nie miałem, w ogóle
praktycznie nic nie odczuwałem... żadnych bodźców! i to
właśnie oznacza, że jakiś byt jest bardzo blisko ciebie lub
jest na tobie! to jest właśnie atak poprzez sen lub atak
który jakby to powiedzieć krystalizuje? Ci się we śnie!
czyli, że śnisz i byt się do Ciebie przyczepia i już we śnie
zaczyna się wszystko brzydko zmieniać i odczuwasz przeważnie
dodatkowe bodźce takie jak dotyk (ścisk, ucisk itp) -> i po
chwili takiego "ucisku" mnie wybudziło ze snu... i byłem w
dziwnym stanie jakbym był cały jakiś spowolniony w jakimś
marazmie... wiedziałem, że tak nie powinno być no bo kto jest
w takim stanie jak budzi się ze snu? zresztą zmysłami
wyczuwałem czarną energie (i jakimś zmysłem ją widziałem?) i
jej było dużo i przyczepiła mi się do pleców tak jakby mnie
oblazła (to oczywiście był jakiś byt, który mnie atakował).
Co ciekawe nie mogłem fizycznie nic powiedzieć! Niby
poruszałem ustami, ale nie mogłem wypowiedzieć słowa "Bóg"!
aby się bronić w ten sposób! W ogóle nic nie mogłem
powiedzieć (chodź poruszałem ustami)..., ale to nic...
zacząłem się szarpać aby się wyrwać z tego stanu i po pewnej
chwili udało mi się... wszystkie trzy ataki były bardzo
podobne do siebie... Dobrze zasłaniałem 4 czakrę więc pewnie
dlatego ataki były od strony pleców aby jakoś się do mnie
dobrać... nie wiem jakim cudem widziałem tą czarną energię
ale miałem wrażenie, że raz widzę moimi fizycznymi oczami w
tym marazmie, a raz widziałem jakby widok z tyłu od strony
pleców... mam nadzieję, że rozświetliłem bardziej na czym
polega tak jakby atak poprzez sen... chociaż w sumie
21/22.12.2009 opisywałem coś na kształt rozkodowywania we
śnie, a tutaj tego nie było... tutaj po prostu ścisk i ucisk
oznajmiający, że ktoś mnie atakuje w tej chwili! Więc nie
wiem czy za każdym razem używam dobrych określeń co do typu
ataku, ale sam staram się to jakoś ogarnąć... Atak poprzez
sen kojarzy mi się bardziej w sumie z rozkodowywaniem we
śnie i ukradnięciem energii w ten sposób, a ten atak był
atakiem jakby "uciskowym"? Oj nie wiem :D Będę to
nazywać tak jak umiem, ale miejcie trochę "luuuzu", że tak
powiem odnośnie tego nazewnictwa jakiego używam do tych
różnych typów ataków -> zalecam skupić się bardziej na
opisach ataków i metodach obrony przed nimi ;-)
25/26.12.2009 -> dzisiaj 2x straciłem bardzo głupio
energie... przez całą noc miałem złe symbole we śnie mogące
sugerować czyjaś obecność w pokoju... już tak koło 6-9 rano?
nie wiem dokładnie która, ale byłem jakiś taki zbyt pewny
siebie, że już nic się nie stanie i, że nikt mnie nie
zaatakuje! jak bardzo się myliłem przekonałem się już za
chwilkę! Leżałem na plecach i lekko może byłem przechylony
na prawy bok, ale prawdopodobnie olałem sobie jakieś
specjalne ułożenie się do skuteczniejszej obrony i we śnie
dwóch gości mnie ściska (to już był atak) i czuje ucisk i
łup energia leci do złodzieja, a ja się budzę! Cała akcja
trwała bardzo szybko od ściskania do utraty energii i
automatycznego wybudzenia! I za chwilkę odwróciłem się na
lewy bok jakoś lekceważąc tą sytuację i praktycznie
identyczny scenariusz! Oddałem energie z 4 czakry w tak
banalny i głupi sposób! A co było wczoraj? Wczoraj się nie
dałem i nawet jak było "ściskanie" we śnie to nie oddałem
swojej energii bo miałem dobrą pozycję do obrony... Nauczka
z tego płynie taka, że nigdy nie bądź zbyt pewny siebie, że
zawsze w każdej pozycji się obronisz! Ta wstrętna bestia ma
dużo cierpliwości i czeka aż strącę czujność! i tak właśnie
było! olałem sobie lekko ułożenie obronne i energia aż
podwój stracona :( Zresztą o 9:50! był też drobny atak, ale
nic energii nie straciłem! o 9:50! trochę późno! Wyciągnąłem już wnioski z tej nocy i
następnym razem nie dam się zaskoczyć ani nie będę zbyt
pewny siebie bo wiem, że to może się dla mnie źle skończyć! A
i jeszcze dodam, że ciekawym jest to, że jak jestem atakowany
poprzez "ucisk we śnie" to zawsze jestem w tym śnie
osobiście!
26/27.12.2009 -> był dzisiaj taki moment, że znowu sobie
powiedziałem, że już raczej się nic nie stanie i właśnie jak
tak sobie w myślach powiedziałem nastąpił atak! Więc wynika
z tego, że prawdopodobnie gdy jest się w stanie takim półśnie
lub głębokiego relaxu to te byty które są w pobliżu mogą
słyszeć to lub gdy człowiek tak powie to w jakiś sposób
otwiera się na atak bo stwierdza, że nic się już nie stanie
więc opuszcza "gardę", że tak powiem i te byty z pewnością to
"widzą" i wtedy atakują... atak był ciekawy więc opiszę ;-)
-> dzióbał mnie ten byt jakimś jakby ołówkiem w twarz z
10-15 sekund (nie było to jakieś specjalnie przyjemne, ale
straszne to to też nie było). Następnie powinno wystąpić
wyssanie energii które nie nastąpiło bo leżałem bokiem i
całą noc pilnowałem w porównaniu z wczoraj pozycji w jakiej
zasypiam. Niestety tego "gościa" nie za bardzo jestem w
stanie wyczuć czy jest w pokoju czy nie :/ -> kiedyś to było
dużo prostsze, ale domyślam się, że ten jest na jakimś wyższym
poziomie... no, ale cóż... ogólnie energii dzisiaj nie
straciłem, ale znowu mam wrażenie poturbowanej czakry :/ ->
było jeszcze kilka ataków jakby co nie tylko ten z
"ołówkiem". Zauważyłem też, że jak tak się zapatule kołdrą w
kokon to bardzo szybko robi mi się gorąco i ciężko jest
wytrzymać ; p -> a ostatnio tak bardzo jakoś lubię spać na
plecach ;s -> chciałbym się kiedyś normalnie wyspać nie
myśląc jak się przykryje kołdrą, jak ustawię ręce jak nogi,
gdzie leży kryształ i tak dalej : P -> Zobaczymy ile to
jeszcze potrwa... już w nocy mam tak, że ćwiczę sobie
ułożenie obronne tak abym się w pewien sposób wytresował do
podświadomego ustawiania w tych pozycjach gdzie mam większe
szansę na obronę... Już wiem na 100%, że nie mogę myśleć w
nocy, że nic mi nie grozi ;) Przez to, że mój radar nie za
bardzo może wyczuć czy ktoś jest obok mnie czy nie to przez
to wynika fałszywa pewność siebie która kończy się atakiem!
ale na szczęście popracowałem nad pozycjami od wczoraj i
byłem dobrze ułożone przy ataku... Z każdego dnia musze
wyciągać wnioski... im więcej ich wyciągnę tym lepiej...
Zastanawiam się czy jest sens spisywania każdego dnia po
kolei odnośnie nocnych ataków ;-) bo w sumie ostatnio
spisuje praktycznie każdy dzień..., ale jakbym w przyszłości
jakiegoś dnia nie opisał to nie znaczy, że wtedy nie było
ataku lub, że nic się nie działo tylko po prostu nie wiadomo co się działo bo dzień nie
został spisany i tyle ;-)
28/29.12.2009 -> dzisiaj w nocy miałem praktycznie
identyczny atak jak wczoraj (nie opisałem tego dnia). Atak
nastąpił wtedy gdy leżałem na plecach, moja głowa była
przechylona na prawo i miałem przez to mocno odsłoniętą
szyję. Nie spałem tylko tak jakbym drzemał sobie lekko...
bez snów... leże w stanie całkowitego odpoczynku i
regeneracji i zaczynam nagle wyczuwać coś złego z lewej
strony! Czyli wynika z tego, że jak ten "byt" się do mnie
zbliży na mniejszą odległość to dużo łatwiej go zlokalizować
i wyczuć (to trochę tak jakby ktoś sie nad tobą nachylał aby
niezauważenie wbić Ci nóż w plecy -> takie trochę jest
wrażenie) i następuje atak na moją szyję. Wrażenie jest
ucisku szyi + ogólny stan marazmu! to ważne bo w tym stanie
jest trudno fizycznie wymówić słowo "Bóg"! Czyli jakby ten
byt wprowadza poprzez atak lub swój dotyk człowieka w stan
pewnego "otępienia"? tylko po to aby nie mógł się bronić...
brzmi logicznie..., ale po kilku próbach słowo Bóg przechodzi
przez gardło i po następnych kilku wypowiedzeniach tego
słowa jest po wszystkim. Oczywiście ten "byt" próbował
bodajże minimum 2x ten sam atak i chciałem nawet sprowokować
go do trzeciego ataku testując kryształ górski, który byłby
przy atakowanym miejscu, ale ostatecznie się rozmyśliłem jako
iż nie ma sensu prowokować losu ;) Wole kryształ trzymać na
4 czakrze bo broni ją przez np. "operacją" (co w sumie chyba
tylko 1 raz mi się zdarzyło, ale cierpiałem przez to aż 3 dni
:/) no i przed jakimś uszkodzeniem czakry, ale zauważyłem, że
raczej nie chroni kryształ przed wyssaniem energii.
Przydałby się jeszcze drugi kryształ np. pod poduszkę albo
przymocowany do ręki... gdyby byt znowu zaatakował moją
szyję to prawdopodobnie wystarczyłoby przesunąć rękę w to
miejsce aby wygrać bitwę (tylko nie wiem czy w tym marazmie
w jaki ten byt człowieka wprowadza byłoby łatwo przesunąć
tam rękę -> musiałbym wziąć tą rękę w okolice szyi wtedy
kiedy poczułbym, że ten byt jest koło mnie albo po prostu
przykryć się dokładnie kołdrą lub zmienić pozycję ciała na
boczną)... bo już raz jak mnie atakował jakiś czas temu od
strony tyłu głowy to wystarczy, że położyłem tam kryształ i
jego moc spadła do praktycznie zera. Teraz gdy będę znowu
leżeć na plecach będę pamiętać o dokładnym przykryciu szyi
(już nawet dzisiaj w nocy o tym pamiętałem -> później po
tych atakach). Widocznie ten byt musi dotknąć czegoś
fizycznego w człowieku aby wprowadzić człowieka w stan
"marazmu"? To są moje takie luźne przemyślenia nie wiem czy
w każdym przypadku poprawne, ale staram się ukazać co i jak w
miarę ze szczegółami abyście nie musieli męczyć się z takim
czymś tyle co ja... i abyście od razu wiedzieli na podstawie
np moich doświadczeń jak najbardziej skutecznie przed tymi
atakami się bronić. Mam też czasem wrażenie w nocy (jak nie
ma ataku lub jest po ataku), że ktoś jakby był blisko i
czekał aż usnę... wydaje mi się, że ten byt jest mocno
cierpliwi, ale niech sobie nie myśli, że będę popełniać błędy
co chwile jak to się miało na początku mojej już siedmio
tygodniowej potyczki z nim (o ile to ten sam byt mnie
atakuje -> mówię w odniesieniu do czarnej energii bo był tam
jeszcze gość "przezroczysty). Na początku znałem tylko pewną
ilość metod obrony... obecnie przez te 7 tygodni poznałem
ich jeszcze trochę i nie dam sobie tak łatwo wyssać energii
:) Jeżeli będzie stosować ciągle te same sztuczki co teraz
robi to gdy zachowam odpowiednie środki zapobiegawcze to
mogę spać spokojnie ;) -> przynajmniej tak na dzień
dzisiejszy uważam, a jak wiemy wszystko szybko się zmienia i
nigdy nic nie wiadomo więc muszę być czujny i będę czujny ;)
29/30.12.2009 i 30/31.12.2009 -> w te dni nie miałem żadnego
"frontalnego ataku" (atak gdy z otwartymi oczami widzę
"czarną" energię np. nad sobą). Wydaje mi się z tego co
odczytuje ze snów, że próbował się do mnie jakoś dobrać, ale
zbyt dobrze i szczelnie się broniłem (pozycja przy
zasypianiu itd. itp). W te dni nie straciłem żadnej energii.
Ale następnego dnie był już nowy rodzaj ataku (pewnie przez
2 dni myślał co wykombinować hehe), ale o tym już będzie w
następnych moich doświadczeniach ;-)
LINK! do dalszych
doświadczeń nocnych ataków w 2010 roku!
Spontaniczne Tai chi i kręciołek ;)

26.12.2009
obejrzałem film
Master Liao Fong-Sheng - A Qiqong
Breatharian, który zainspirował mnie do
poprawy swojej obecnej diety oraz do poćwiczenia trochę tai
chi na które dawno temu przez miesiąc chodziłem.
Spontaniczne Tai chi ćwiczę oczywiście na stojąco oraz
wykonuję też takie ćwiczenie które polega na tym, że siadam
(na poduszce na podłodze) i wykonuje ruchy takie jakie moje
ciało chciałoby wykonać i jest to przeważnie kręcenie się
(jakoś moje ciało ma zapotrzebowanie na to ;))... ruchy są spontaniczne
i staram się aby były zgodne z moim "wnętrzem" i abym nie
wymuszał ruchów które nie są w szeroko pojętej "harmonii"...
przeważnie już po >5 minutach takich ćwiczeń człowiek czuję
poprawę :) -> tak czy siak polecam bo już ćwiczę tak
cztery
dni (26-29.12.2009) i
czuję, że pomaga mi to w ogólnym balansie energetycznym itd.
itp ;) Nie wiem jak długo będę ćwiczył jeszcze "spontaniczne
Tai chi i kręciołka", ale tak czy siak polecam takie ćwiczenia :)
(notka napisana 29.12.2009)
Kilka
słów na zakończenie...

Cieszę się
że rok 2009 już mija.
Nie był to dla mnie rok łatwy, ale zdecydowanie owocny. W tym roku dużo się
wydarzyło i było sporo zmian w moim wnętrzu jak i w życiu
zewnętrznym. Ciągle obecnie dopracowuje moją "dietę" oraz
zmagam się z nocnymi atakami "ciemnych sił". Mam nadzieję, że
z pomocą Bożą poradzę sobie ze wszystkimi przeszkodami jakie
czekają na mnie w nowym 2010 roku.
LINK! do dalszych
doświadczeń w 2010 roku!
Dobry Samarytanin