NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA I PRZEMYŚLENIA W ROKU 2016
(CZĘŚĆ 7)
LINK! DO CZĘŚCI 6
LINK! DO CZĘŚCI 8

Wykorzystaj swoje talenty

Ty jako człowiek masz wiele talentów, nie zapominaj o tym, one są ci celowo dane na to życie, abyś z nich korzystał, abyś dzięki nim zmieniał ten świat w lepsze miejsce do życia.

Wiele osób nie wykorzystuje swoich talentów, zapominają o nich, pozwalają im "umrzeć"... nam nie wolno tego błędu popełnić! Jeżeli jesteś w czymś naprawdę dobry, to zasil to mocniej swoją uwagą, swoim czynem, rozbujaj swoje talenty i wykorzystaj je do naprawienia naszego świata. Nie zapominaj o tym, że jesteś wyjątkową osobą, z pewnością masz swoje wady, ale masz również zalety! I te zalety wykorzystaj najlepiej jak umiesz! Jeżeli umiesz malować, maluj, jeżeli umiesz śpiewać, śpiewaj, jeżeli umiesz tańczyć, tańcz! Jest wiele sposobów, aby nasz świat uczynić lepszym miejscem do życia.

Bądź światłem dla innych, pokaż innym drogę, jak żyć, jak czynić, jak korzystać ze swoich odgórnie danych nam darów. Nie poddawajmy się, nie żyjmy w ciągłym strachu i lęku przed światem, świat nie jest wcale taki zły, to my go tworzymy... więc skup się na swoich zaletach i je wykorzystaj, zaprzęgnij je do tworzenia dobra, bądź tym światłem przewodnim dla innych ludzi, bądź ich nadzieją i pocieszeniem w trudnych chwilach.

Możesz być zmianą dla wielu ludzi, nie popadaj w marazm, stań się Boskim Światłem, którym tak naprawdę jesteś, tylko czasem o tym zapominamy... zapominamy o swojej prawdziwej naturze, o tym skąd pochodzimy i kim jesteśmy... a jesteśmy dziećmi samego Boga, to On nas utkał ze swojego Światła, to On dał nam życie, dał nam swoje Talenty i Mądrość, więc korzystajmy z nich, w końcu pochodzą od naszego Ojca Niebieskiego... wykorzystaj swoje dary, uruchom swoją mądrość, niech cię pokieruje właściwymi ścieżkami, niech twoja intuicja i szept z twojego serca wskażą ci właściwą drogę do twojego rozwoju, twojego wzrostu, do tego, aby twoja osoba stała się latarnią i pocieszeniem dla innych ludzi (napisane 20.09.2016).


To tylko twoje kolejne wcielenie

Nie traktuj wszystkiego co cię spotyka w życiu absolutnie poważnie... i pamiętaj, że to tylko twoje kolejne wcielenie... już miałeś takich wcieleń bardzo dużo, może i setki, może i tysiące, a może i więcej... więc gdy coś się niemiłego dzieje w twoim życiu, to wiedz, że podobnych sytuacji w innych wcieleniach z pewnością miałeś bardzo wiele... i teraz znowu doświadczasz tego samego, z innymi ludźmi, w innym ciele... ale to wciąż to samo "przedstawienie"... więc zastanów się czy w czasie złych chwil warto reagować i zachowywać się niewłaściwie? Może lepiej byłoby się uspokoić i przestać denerwować, bo już tego doświadczałeś i to tyle razy... zastanów się co możesz zrobić, aby tego typu sytuacje nie działały na ciebie w sposób negatywny lub jak mógłbyś zakończyć negatywizm jaki się w twoim życiu pojawia. Wszystko da się zrobić/naprawić, tylko trzeba się nad tym zastanowić i podjąć jakieś kroki, które "zepsutą" sytuację przywrócą do "równowagi", lepiej trochę naprawić jakąś sytuację, niż nie zrobić nic.

Każdy człowiek żyjący na tej planecie ma w swoim życiu gorsze chwile, gorsze sytuacje... ale każdy z nas bez wyjątku kiedyś stąd odejdzie... nasze ciało przemieni się w proch i nie zostanie po nim śladu... a twoja dusza pójdzie na drugą stronę... o twoich smutnych chwilach też wszyscy zapomną... więc nie traktuj wszystkiego co ci się przytrafia (niezależnie czy jest to coś miłego czy nieprzyjemnego) absolutnie poważnie, nie zatrać się w tej egzystencji zwanej życiem do stopnia, gdzie wszystko będzie ekstremalnie istotne, jakby od tego zależało twoje życie.

Mówiąc szczerze dużo rzeczy jest w naszym życiu zupełnie nieistotnych, wszystkie te niepotrzebne kłótnie, nic nie zmieniające wymiany zdań, jedynka w szkole... to wszystko przeminie i w proch się zamieni... nie warto tracić nerwów dla małych spraw, dla spraw nieistotnych, bez jakiegokolwiek głębszego znaczenia... to co należy zrobić to skupić się na rzeczach ważnych, rzeczach, które mają znaczenie np. na naszym duchowym rozwoju, na wzroście lokalnej/globalnej świadomości, na konkretnych działaniach, akcjach, czynach... i pamiętaj, że niczego na tamtą stronę nie zabierzesz, a przynajmniej jeżeli chodzi o sprawy materialne... zabierzemy ze sobą jedynie dobre i złe uczynki i od tego jak nasza dusza będzie się prezentować po drugiej stronie do takiego przydziału niebiańskiego lub demonicznego zostaniemy przydzieleni... więc dbaj za życia o swoją duszę, o swoje wnętrze, nie zaśmiecaj go byle czym, niech będzie czyste, bo życie jest zbyt krótkie, aby żyć w brudzie, trzeba ewoluować i przywrócić nasz oryginalny stan duchowy, abyśmy byli tym Boskim Światłem, którym kiedyś świeciliśmy... musimy na nowo sobie to przypomnieć i zacząć rezonować właściwą częstotliwością (napisane 21.09.2016).


Czy Bóg istnieje?

Oczywiście, że tak... tylko my ludzie możemy mieć problem, aby pojąć czym lub kim jest Bóg... a jest On istotą multiwymiarową, widzi wszystko ze wszystkich możliwych perspektyw i ma wszystkie najlepsze cechy jakie tylko można mieć... ma też nieskończoną mądrość, miłość i wewnętrzną sprawiedliwość, nie ma w Nim cienia, mroku ani niegodziwości, jest sprawiedliwy do szpiku kości, ale zarazem wyrozumiały w stopniu jaki jest potrzebny w danej sytuacji.

Wiele osób zaprzecza istnieniu Boga, ale ich zaprzeczanie nie spowoduje, że Bóg nagle zniknie, jedynie co może to spowodować, to to, że Bóg zniknie z ich życia, ale to na pewno nie będzie dla nich korzystne... w końcu Bóg jest dżentelmenem, nie wpycha się w czyjeś życie na siłę, jak ktoś Go nie chce, to jego wola będzie uszanowana... ale któregoś dnia może zapukać do naszych drzwi, do naszego serca... to stukanie może być bardzo głośne... i czy Mu otworzymy? Czy może dalej będziemy ignorować to stukanie... ja tobie powiem, nie ignoruj Boga, gdy ten chce wejść w twoje życie.. otwórz na Niego swoje serce, otwórz Mu drzwi na oścież... pozwól Mu się rozgościć w swoim wnętrzu... niech wypełni cię swoim spokojem... tak właśnie działa Bóg, nie wchodzi w cudze progi nieproszony... ale zarazem spogląda na nas i od czasu do czasu puka do naszych drzwi, bo może ktoś Mu drzwi swojego serca otworzy i znajdzie się dla Boga kolejne mieszkanie, w którym może zamieszkać i się rozgościć... i wypełnić je swoją Miłością (napisane 21.09.2016).


Nie żyj w wiecznym strachu (stresie)

Życie w strachu jest bardzo destrukcyjne, nie możesz pozwolić, aby strach był twoim stałym życiowym towarzyszem... nie możesz iść z nim za rękę przez życie... jak będziesz z nim chadzać zbyt często, to prędzej czy później cię zniszczy... zniszczy twoje wnętrze, zniszczy twoje ciało, zniszczy twoje życie.

Również ważnym aspektem wszelakich lęków jest stres... stres chwilowy na ogół nie jest zbyt szkodliwy, ale ten, który trwa przez dłuższy czas już tak... szczególnie gdy o swoim stresie nie możemy nikomu powiedzieć, wtedy jesteśmy jakby w klatce, z której nie możemy wyjść i silnie czujemy, że ten strach/stres nas dusi... i ten stan trwa i trwa i nie widzimy końca swojej męki... ale niemniej jednak pamiętaj... nie musisz wcale chodzić ze "strachem" za rękę (nie musisz trwać w ciągłym stresie)... zawsze możesz powiedzieć mu "do widzenia" i stać się wolnym człowiekiem... musisz tylko podjąć konkretne kroki, aby się od niego uwolnić... nie koniecznie będzie to łatwe do zrobienia, ale w końcu nic co wartościowe nie przychodzi łatwo.

W początkowej fazie uporządkuj swoje życie, postaraj się rozwiązać wszystkie sprawy, które wymagają rozwiązania (uporządkowania / uzdrowienia)... szczególnie zwróć uwagę na sprawy, które wywołują w tobie silny strach/stres, je załatwiaj w pierwszej kolejności, aby te sprawy nie zaprzątały już twojej głowy (rozwiązanie takiej sprawy automatycznie zmniejsza poziom strachu/stresu w twoim organizmie).

Następnie przyjrzyj się temu czym wypełniasz swoje wnętrze, chodzi mi tutaj o programy lecące w TV, internecie... nie napełniaj się negatywnością (szczególnie taką, z którą nie możesz nic konkretnego zrobić np. gdy słyszymy kolejny raz w TV o wypadku na drodze i śmierci wielu osób)... unikaj też bezsensownego słuchania innych ludzi o ich chorobach (mówię tutaj o osobach wiecznie narzekających, którzy nie chcą podjąć żadnych konkretnych kroków, aby swój stan zmienić)... musimy tego typu negatywności unikać, bo napełnianie się czymś takim niczemu konkretnemu nie służy, jedynie nas niszczy, osłabia i wypacza.

I pamiętaj, aby codziennie łączyć się z Bogiem prosząc Go o pomoc w rozwiązaniu twoich życiowych (stresujących cię) problemów. Nie wszystko uda się rozwiązać od razu, ale bądź cierpliwy i stale pracuj nad sobą, nad swoim życiem... rób co trzeba, aby w realny sposób zmniejszyć poziom strachu/stresu w swoim życiu... jesteś w stanie wiele zdziałać, tylko podejmij kroki, aby coś zmienić, bo gdy nie będziesz nic robić, to prawdopodobnie nic się w twoim życiu na plus nie zmieni (prawdopodobnie z czasem będzie tylko gorzej)... więc zaufaj Bogu, chodź z Nim każdego dnia za rękę i bądź dobrej myśli, strach/stres prędzej czy później będzie musiał ustąpić Bogu, którego zaprosiłeś do swojego życia (napisane 22.09.2016).


Aniołek dziecko

23.09.2016 około bodajże 7:15, gdy się obudziłem zobaczyłem z otwartymi oczami na boku fotela "aniołka dziecko" ze skrzydełkami. Jakiś chyba dobry duszek nade mną czuwał dzisiejszej nocy ;) PS. Aniołek na obrazku może nie do końca odpowiadać mojemu widzeniu, ale skrzydełka miał bardzo podobne... zresztą to widzenie nie było też takie stu procentowo wyraźne... ale było wystarczająco wyraźne, abym wiedział na co patrzę. Zresztą to nie jest pierwsze moje widzenie tego typu, już nie raz zdarzało mi się w tym roku widzieć w ten sposób jakieś osoby, chociaż nie widziałem u nich skrzydeł i chyba do pewnego stopnia ukrywały swoją tożsamość (mówiąc bardzo ogólnie)... ale np. 10 dni temu widziałem w tym samym miejscu jakąś ładną dziewczynę o żółtych włosach (oczywiście widziałem ją z otwartymi oczami)... w kolorze (oraz wyraźnie) widziałem jedynie jej twarz oraz włosy (szczególnie one były ciekawe, takie ewidentnie żółte)... może to był też jakiś czuwający nade mną anioł? Nie wiem tego... ale na pewno nie był to nikt zły... tak czy siak jest ciekawe to, że można widzieć takie rzeczy z otwartymi oczami.


Nie komplikuj swojego duchowego rozwoju

Wiele osób zamiast skupić się na podstawach duchowych, na prostej medytacji, na oczyszczeniu swojego umysłu, na oczyszczeniu swojego ciała z toksyn (poprzez dietę i ćwiczenia fizyczne), na kontemplacji nad Stwórcą (jedna z najbardziej skutecznych metod duchowych) - ogólnie rzecz ujmując na wewnętrznym balansie opierającym się o proste praktyki, to nadmiernie starają się wchodzić w obszary, które są skomplikowane (nie adekwatne do ich poziomu duchowego i poziomu zrozumienia), niepewne (takie, które mogą zawierać nieprawdziwe informacje) i ludzie po wtłoczeniu sobie do głowy pewnych nieprawdziwych informacji lub informacji, które znacznie przewyższają ich obecny poziom duchowy mogą ostatecznie się mocno w swoim duchowym rozwoju zagubić - ludzie muszą pamiętać, że trzeba na samym początku wybudować solidny fundament, a dopiero później należy iść dalej, bez dobrego fundamentu każda nawet najwspanialsza budowla się zawali. Co więcej ludzie, którzy nie posiadają wewnętrznej mądrości (nie są dobrze połączeni z Duchem Świętym), którzy nie umieją skutecznie rozpoznać co jest prawdą a co fałszem mogą wyrządzić sobie spore szkody informacjami pochodzącymi z niepewnych źródeł.

Napełnianie się niektórymi informacjami może nas wypaczyć, dlatego należy bardzo uważać, kogo słuchamy i co ten ktoś przekazuje. Jeżeli odpycha nas od jakiejś osoby lub nie jesteśmy pewni czy dana osoba mówi prawdę (i nie jesteśmy w stanie tego rozpoznać), to bezpieczniej dla nas będzie od takich informacji odejść na rzecz prostoty, bo ostatecznie rozwój duchowy to przede wszystkim dobre czyny, a nie jakaś "fizyka kwantowa".

Jeżeli czynisz dobro, to znaczy, że jesteś duchowy (i nie musisz wiedzieć nic o czakrach, Kundalini czy zmianach DNA - Jezus mówił wyraźnie: "Po owocach ich poznacie" - jeżeli twoje dobre uczynki przynoszą dobre owoce, to jest to miłe w oczach Boga), a jeżeli mieszasz ludziom w głowach (jak robią to obecnie niektórzy "duchowi" ludzie) to degradujesz się duchowo nawet jeżeli masz dobre intencje i robisz to z poziomu serca - liczy się tylko i wyłącznie efekt końcowy, jeżeli przynosisz dobre owoce, to Królestwo Niebieskie na Ziemi wzrasta, ale jeżeli tak nie jest to jest przeciwnie i degradujesz siebie oraz innych, przy okazji tworzysz sobie negatywną karmę.

Nie możesz pozwolić sobie na zalewanie się informacjami, które robią mętlik w twojej głowie, prostota jest najważniejsza, może nie jest tak "atrakcyjna" jak pewne "sensacje", ale w końcu chodzi tutaj, aby wydać dobry plon, aby nasze czyny powodowały, że nasz świat stanie się troszkę lepszym miejscem... więc pamiętaj, jeżeli jakieś informacje cię przerastają i nie jesteś w stanie rozpoznać czy są one prawdziwe czy też nie, to je po prostu zostaw w spokoju, zajmij się czymś co z tobą rezonuje, chwyć coś w czym ewidentnie wyczuwasz prawdę oraz czujesz, że jak za tym podążasz to wzrastasz duchowo. Ogólnie rzecz ujmując będziesz czuć w swoim wnętrzu co jest dla ciebie dobre i właśnie za tym powinno się podążać, ale pamiętaj, nie komplikuj nadmiernie swojego duchowego rozwoju, aby nie narobić sobie kłopotów.

Jeżeli zbudujesz już solidny fundament, utworzysz silne połączenie z Bogiem i będzie na tobie spoczywać Duch Święty wtedy pójdź dalej, wtedy będziesz gotowy na nowe informacje, otworzą się przed tobą drzwi do nowych poziomów jakie musisz przejść... i wiedz, że rozwój duchowy to podróż na całe życie... więc łącz się z Bogiem, abyś nie zbłądził i abyś zawsze umiał naprostować swoje kroki, gdy zboczysz z kursu (napisane 24.09.2016).


Obudź się!

Otwórz oczy, rozerwij zasłonę niewiedzy jaka ciebie otacza, wyjdź z ciemnej jaskini, w której się znajdujesz... otwórz okno dla swojej duszy, aby wpłynęło do twojego wnętrza światło... wyjdź na zewnątrz, spójrz na śpiewające ptaki, spójrz na rosnące drzewa, trawy, kwiaty... weź głęboki wdech, napełnij swoje płuca świeżym powietrzem... i zadaj sobie pytanie, czy życie na wolności nie jest cudowne? Odpowiedź brzmi: tak, jest cudowne... więc teraz pójdź do tych, którzy żyją w ciemności, do tych, którzy mają oczy wciąż zamknięte, którzy wciąż są pogrążeni we śnie... śpią głębokim snem, który nie czyni ich wolnymi, śpią tak głęboko, że nie zdają sobie nawet sprawy w jakiej niewoli się znajdują, ich umysły wibrują falami zniewolenia i poddaństwa systemowi... umysł osoby wolnej wibruje falami głębokiego relaksu, spokoju, miłości i współczucia, wibruje falami wolności i mądrości... więc idź i otwórz zniewolone umysły, poszerz świadomość tych, którzy wciąż śpią, otwórz im oczy, potrząśnij nimi... ale nie rób tego zbyt brutalnie, bo może to odnieść odwrotny skutek od zamierzonego... niektórych ludzi trzeba budzić z użyciem siły, a innych trzeba budzić delikatnie... jednym trzeba silnego "ciosu", aby otworzyć oczy, innym potrzeba zapachu róży i widoku łąki... więc idź i budź ich... używaj odpowiedniej metody do odpowiednich ludzi... i skupiaj się mocniej na tych, którzy już się budzą... bo ci, którzy zbyt mocno śpią mogą narobić ci sporych kłopotów... więc bądź mądry w wyborze kogo można mocniej budzić a kogo nie... nie każdy na dzień dzisiejszy nadaje się do przebudzenia... ale prędzej czy później ludzie będą nasiąkać energią oświecenia, która będzie spływać na ich głowy, ta wielka fala mądrości się zbliża... nadchodzi niczym nieunikniony dzień sądu ostatecznego... ale nie bój się... to czas oświecenia... to czas wolności... to czas nowej ery ludzi, gdzie będzie królować zjednoczony umysł z sercem, a na głowie będzie Duch Święty, który będzie Koroną Mądrości (napisane 25.09.2016).


Nadchodzi Wielkie Światło

Nadchodzi nowa era ludzi, Wielkie Światło z odległego kosmosu się do nas zbliża, już część tego Światła nas przenika, szczególnie tych, którzy są na nie otwarci... więc otwórz się na to Wielkie Światło, pozwól Mu cię przeniknąć, niech cię wypełni... poczuj tą oczyszczającą moc jaka w ciebie wchodzi, w każdą komórkę twojego ciała, w każdy zakamarek twojego umysłu, w każdą meridianę jaka w tobie jest... niech to Światło w tobie płynie, niech płynie i niech cię dobrze wypełni, szczególnie umysł i serce... o tak... jak przyjemnie... nowa era się zbliża... era bez ucisku i bez wojny... to będzie wspaniały czas pokoju i miłości... i to nie tylko dla ludzi, również dla zwierząt... wszyscy odzyskamy wolność... będziemy się cieszyć nowym życiem, już system nie będzie nas zniewalał swoją ciężką ręką... będziemy wolni... prawdziwie wolni... i nie będzie już tego wszechogarniającego kłamstwa, nie będzie już ludzi, którzy będą kłamać czy prezentować sobą niską świadomość... świadomość, która w dzisiejszych czasach ogłupia ludzkie umysły... musimy być wolni, nasze umysły muszą być wolne, nasze serca muszą być wolne, nasza cała rasa musi być wolna, nie możemy sobie pozwolić na zniewolenie, już nie, bo już nadchodzi nowy czas, czas powrotu do tego kim w rzeczywistości jesteśmy, a jesteśmy dziećmi Boga, dziećmi Wolności i Miłości, dziećmi Pierwotnego Światła, które nas stworzyło i z całego swojego serca pragnie naszego wyzwolenia, naszej radości i szczęścia... Bóg zawsze działa na naszą korzyść... dlatego niebawem doświadczymy tego co dla nas przygotował, a będzie to wspaniały prezent... prezent, który otrze każdą naszą łzę... więc bądź cierpliwy, działaj na rzecz całej ludzkości, wytwarzaj dobre owoce, aby Raj, który ma nastąpić wszedł w nasze życie harmonijnie, aby w przełomowym momencie nie było zbyt dużego tarcia między ciemnością a światłością (im mniej będzie ciemności w kluczowych dla Ziemi momentach tym lepiej)... więc twórz więcej Światła teraz, rozświetlaj wszelką ciemność Prawdą i Mądrością, działaj, a w swoim czasie ujrzysz nową rzeczywistość, przejdziesz przez tajemne drzwi i wkroczysz do krainy o której nie miałeś pojęcia, będzie to kraina Światła i "Mistycznych Kolorów", będzie to kraina, która ukoi twój smutek... a nowa era zawita na Ziemię w swoim czasie... i to nastąpi, ten czas jest bliski... więc rób swoje i oczekuj, ale oczekuj nie biernie, tylko czynnie, owoce muszą być wytwarzane każdego dnia, aby nowa era mogła się w pełni harmonijnie wyłonić (napisane 25.09.2016).


Nie bój się krzyża

Krzyż nie jest twoim wrogiem, to po prostu karma do spłacenia, więc nie ma co się na niego obrażać, gdy nas przygniata, należy się nauczyć go nieść z pokorą i wytrwałością, a gdy upadniemy należy wstać i iść dalej.

Wewnątrz siebie będziesz wiedział co musisz wycierpieć (bez możliwości ominięcia tego lub szybszego oczyszczenia), a co będziesz mógł "ominąć" (oczyścić szybciej)... miej to rozeznanie, aby nie skazywać się na niepotrzebne cierpienie, które czasami w łatwy sposób można anulować (często sami decydujemy o tym, czy karma ma dalej trwać czy nie - wiele osób niepotrzebnie się męczy w niektórych sytuacjach zamiast podjąć konkretne kroki, aby przerwać złą karmę) - wytrwałe niesienie swojego krzyża to najlepsza metoda spalenia karmy - oczywiście należy w tym czasie być dobrym człowiekiem, bo gdy będziemy czynić nieprawość, to nasz krzyż tylko nabierze na wadze.

Wiele osób chce usilnie żyć po swojemu, prowadzić szczęśliwe, wygodne życie... no cóż... kto by nie chciał być szczęśliwy, wszyscy tego pragniemy, ale w wielu przypadkach jest to po prostu nie możliwe z powodów karmicznych i nie możemy mieć tutaj pretensji do świata (do swojego przeznaczenia), że my cierpimy w życiu, a inni mają miłą, wygodną egzystencję.

Każdy z nas ma swoje indywidualne przeznaczenie, swoje osobiste lekcje do przerobienia w tym życiu, jedni mają je łatwiejsze a inni trudniejsze - karma każdego z nas jest inna (jedni mają ją lżejszą a inni cięższą), gdyż nikt z nas nie jest taki sam, nie każdy dałby radę dźwigać ciężką karmę (ciężki krzyż), dlatego niektórzy muszą dostać łatwiejsze życie, ale to wcale nie oznacza, że mniej wartościowe (różnie w tej kwestii bywa)... niektóre dusze dzielą swoje oczyszczanie karmy na wiele wcieleń, aby nie nieść wszystkiego w jednym życiu... nie każda dusza jest w stanie dźwigać ciężką karmę przez wiele lat, za to biorą się przeważnie bardziej zaawansowane dusze, które wiedzą, że podołają temu wyzwaniu.

Nie zazdrość innym bogactwa, splendoru i tytułów naukowych, nie każdy będzie w tym życiu "gwiazdą" i wybitnym umysłem, nie o to w życiu chodzi oraz nie każdemu jest to pisane. W życiu chodzi o to, aby spalić karmę i wejść na dharmę, czyli aby poprzez dobre uczynki i wycierpienie tego co mamy w tym życiu do wycierpienia w swoim czasie zacząć po prostu służyć ludzkości, poświęcić swoje życie na rzecz niesienia Pochodni Prawdy... w życiu chodzi o to, aby stale, każdego dnia rozświetlać ciemność... więc powtórzę jeszcze raz, nie bój się krzyża, on nie jest twoim wrogiem, po prostu naucz się go nieść... i nie uciekaj przed nim, gdy wiesz, że dźwigać go musisz... po prostu dodźwigaj go do miejsca przeznaczenia, oczyścisz w ten sposób swoją karmę i wejdziesz w nowy rozdział życia, który będzie dla ciebie czymś zupełnie nowym (napisane 26.09.2016).


Przykre dla nas chwile nie koniecznie są czymś złym

W naszym życiu wydarzy się wiele przykrych rzeczy, po niektórych będziemy płakać i odczuwać przeszywający ból... ale wiedz, że te wydarzenia z tych czy innych przyczyn muszą się wypełnić, one są częścią życia, częścią twojego przeznaczenia lub częścią twojego odejścia od swojego przeznaczenia... więc nie traktuj wszystkiego co zadało tobie ból jako coś złego (nic się nie dzieje bez przyczyny).

Jest w naszym życiu karma, jaka musi na nas spaść, abyśmy poprzez jej oczyszczenie doświadczyli większej wolności, aby nasze życie mogło nabrać właściwych kolorów, aby weszło ono na odpowiednie tory, aby stało się wreszcie bardziej harmonijne... więc nie traktuj wszystkiego co ci się w życiu przykrego przytrafia jako coś złego... po prostu przejdź to i tego zbyt mocno nie analizuj... przeżyj ten fragment swojego życia najlepiej jak umiesz... i nie miej pretensji do Boga, do życia, do swojego przeznaczenia... tak z jakichś powodów musi być.

Dodatkowo możesz się zastanowić nad tym, czy pewne przykre wydarzenia w twoim życiu dzieją się z powodu twojej karmy, czy może z powodu twoich złych decyzji... to ważna kwestia, nie ignoruj jej... czasami sami na siebie sprowadzamy zły los i jeżeli tak jest możemy mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie i swoich złych wyborów i zachowań... ale jeżeli to nieunikniona karma, to nie ma się co tym przejmować, bo i tak niewiele możemy z tym zrobić... ale co ważne, dzięki tym przykrym dla nas chwilom oczyszczamy swoją karmę... więc cieszmy się, że możemy w tym wcieleniu tą karmę spalać, bo dzięki temu będziemy lżejsi o jej wagę w ewentualnym przyszłym wcieleniu (napisane 26.09.2016).


Zadbaj o siebie - krótki post, zdrowa dieta i ćwiczenia

Wiele osób ma nadwagę i nie za bardzo chce im się ćwiczyć, ani stosować jakichś specjalnych długoterminowych diet (często takie osoby mówią, że stosowały już każdą dietę i nic im nie pomogły - a nawet jeśli początkowo chudły, to ostatecznie efekt jojo robił swoje i powracały do swojej początkowej wagi, a nawet czasem ją przekraczały)... ale przecież jakby na to logicznie spojrzeć to schudnięcie wcale nie jest jakimś skomplikowanym procesem (nie jest to jakaś fizyka kwantowa), wystarczy uciąć lekko kalorie, aby każdego dnia leciutko waga spadała, a jakby ktoś jeszcze dołożył do swojej diety trochę owoców i warzyw to postępy byłyby jeszcze lepsze (już nie wspominam o ćwiczeniach i dłuższych spacerach czy bieganiu - oczywiście dokładając dodatkowy wysiłek musimy mieć na uwadze to, że spalamy kalorie i powinniśmy je do pewnego stopnia uzupełnić, ale koniec końców powinniśmy być na niewielkim ujemnym bilansie kalorycznym).

Ja osobiście stosuję post (od ponad roku), gdzie nie jem zupełnie nic od 18:00 do 8:00 - co ciekawe jest to bardzo łatwe do wytrzymania (w tym czasie jedynie piję zwykłą wodę z dodatkiem różowej soli himalajskiej - na 1,5 litra wody dodaję 3 małe łyżeczki tej soli) - czasami w czasie tego postu w okolicy brzucha możemy odczuwać pewien lekki dyskomfort (coś na zasadzie głodu - wtedy powinniśmy pić więcej wody), ale nie należy się tym przejmować, to odczucie nie wpływa na nas w jakiś negatywny sposób, a jakby tak było to już dawno bym to zaobserwował.

Ludzie często podjadają przed pójściem spać i nie wpływa to dobrze na ich organizm, który chce w nocy odpocząć, bo zamiast w nocy prawdziwie odpoczywać, to skupia się on mocno na przetrawieniu jedzenia jakie w niego w późnych godzinach wieczornych wpychaliśmy. Post od 18:00 eliminuje ten problem i zdecydowanie go polecam - mój organizm w nocy ma wystarczająco dużo czasu na trawienie, aby wszystko ładnie do rana przetrawić, a jakbym przed pójściem spać coś podjadał to mógłby się nie wyrobić.

Jak już wdrożycie w swoje życie te 14 godzin odpoczynku od jedzenia, to po krótkim czasie stwierdzicie, że nie jest dla was problemem stosowanie tego krótkiego postu długoterminowo. Ten post po prostu ucina zbędne kalorie i dlatego jest tak skuteczny - może on również spowodować (w moim przypadku tak było), że będziecie potrzebowali mniej snu, aby się w pełni wyspać i zregenerować.

Niektórzy mówią, że mają siedzący tryb życia i dlatego się zapuścili (roztyli)... ale przecież prawda jest taka, że nikt nigdy nie przytył od samego siedzenia... tyje się od nadmiaru jedzenia wpychanego w siebie, ale siedzenie nie ma tu nic do rzeczy, można siedzieć cały dzień, jeść tyle ile nam potrzeba (nie przekraczając pewnej ilości wkładanych w siebie kalorii) i nie tyć, więc warto pamiętać, że siedzący tryb życia nie powoduje tycia, to nadmiar kalorii jest za to odpowiedzialny... i tutaj przychodzi ten post, który w łatwy sposób ucina owy nadmiar.

Zalecam również lekką zmianę swojej diety na zdrowszą, warto dołożyć trochę surowych owoców i warzyw, dokupić (o ile nie mamy) blender, sokowirówkę, wyciskarkę do cytrusów i wyciskarkę do warzyw i zieleniny (jednoślimakową lub dwuślimakową) - dodatkowy sprzęt na pewno się przyda (nie koniecznie musicie kupować wszystko na raz). Osobiście w swoim życiu korzystałem ze wszystkich tych urządzeń i mi sporo pomogły na pewnych moich etapach oczyszczających.

Picie wyciskanych w domu soków jest bardzo zdrowe i bardzo łatwe do przygotowania, prawie zerowy wysiłek w porównaniu z przygotowaniem jakichś dań gotowanych... wrzucamy tylko owoce czy warzywa, "mielimy je" i pijemy pyszny soczek, nic prostszego... więc zachęcam do zmiany swoich nawyków żywieniowych, może nie jest to proste w początkowym etapie, ale gdy będziemy konsekwentni przez kilka pierwszych tygodni, to przyzwyczaimy się do nowego stylu życia i już przy nim zostaniemy, bo stwierdzimy, że tak jest po prostu optymalniej (już pomijam fakt, że będziemy się po prostu lepiej czuli).

Dodam jeszcze, że np. rezygnacja z rafinowanego cukru ma zbawienny wpływ na nasze zęby (oraz na unormowanie wagi)... moje zęby do dzisiaj mi dziękują za to, że przestałem jeść tą białą uzależniającą jak kokaina truciznę (już ponad 4 lata jej nie jem i to był świetny wybór, chociaż było to dla mnie bardzo ciężkie do osiągnięcia, ale byłem konsekwentny i nie chciałem się poddać i to mi się zdecydowanie opłaciło)... a gdy dopadnie was gorszy czas wyjdźcie na dwór i trochę pospacerujcie, to bardzo pomaga w oczyszczaniu organizmu i poprawie samopoczucia (zalecam codziennie chodzić minimum 30-40 minut).

Jeżeli chodzi o ćwiczenia to gdy nie macie ochoty zapisywać się na siłownię, spokojnie możecie ćwiczyć w domu z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała (polecam wykonywać podstawowe ćwiczenia takie jak: pompki, przysiady, spięcia brzucha z nogami uniesionymi do góry - inne ćwiczenia to np. pompki z nogami na podwyższeniu, odwrotne pompki, przysiady z wyskokiem, wspięcia na palcach itp. - ćwiczeń, które można wykonywać, aby wzmocnić swoje ciało jest cała masa, najlepiej poszperać w internecie w poszukiwaniu większej ich ilości)... niemniej jednak czasami warto dokupić jakiś sprzęt typu: drążek montowany w drzwiach, sztanga prosta, sztanga łamana, hantelki, kule kettlebell, kółko do ćwiczeń brzucha itd... plusem kupna jakiegokolwiek sprzętu jest taka, że możemy dużo mocniej urozmaicić nasz trening oraz gdy będzie się nam nudzić, to zawsze możemy na nim dodatkowo poćwiczyć... ale gdy go nie będziemy posiadać to na pewno na nim nie poćwiczymy o ile w ogóle zrobimy jakikolwiek wysiłek... więc zalecam kupno kilku podstawowych sprzętów (one nie są drogie), posiadanie dodatkowego sprzętu zwiększa naszą motywację i chęć do ćwiczeń (wiem to z własnego doświadczenia). Ja osobiście ćwiczę zawsze mniej więcej o tej samej porze (trening trwa poniżej 15 minut), a kilka godzin po moim treningu często wykonuję jakieś dodatkowe ćwiczenia (według własnego uznania). Ważne jest też to, abyśmy się nie przetrenowali, szczególnie na samym początku, gdy nasze mięśnie nie są przyzwyczajone do nadmiernego wysiłku... jeżeli tak się stanie warto zrobić dzień regeneracji lub odpuścić tylko jedno lub dwa ćwiczenia, sami musimy wyczuć które.

I pamiętajcie, że nic co wartościowe nie przychodzi łatwo, ale najważniejsze jest to, aby zacząć, aby zrobić ten pierwszy krok, jak go nie zrobimy to na pewno nic się w naszym życiu nie zmieni, więc zróbcie co trzeba, aby nie mieć nadmiaru niepotrzebnych kilogramów, bo to wpływa na wasze samopoczucie, na waszą samoocenę, na wasze postrzeganie świata i na to jak inni was postrzegają... więc zacznij już dziś zmieniać swoje życie.

Zapisuj w notatniku swoje postępy, przemyślenia, wykonane ćwiczenia (polecam ćwiczyć codziennie 5-15 minut dziennie)... dzięki zapisywaniu swoich postępów będziesz lepiej zmotywowany do kontynuowania nowo obranej drogi (wiem to z własnego doświadczenia)... więc do roboty, na pewno ci się uda, ja w ciebie wierzę... bo skoro mi się udało wytrwać w swoich postanowieniach z postem, dietą i ćwiczeniami, to czemu tobie miałoby się nie udać? Ja nie jestem w tym aspekcie kimś wyjątkowym, nie mam jakichś magicznych predyspozycji w kwestii trzymania diety, regularnego ćwiczenia, chodzenia na spacery czy codziennego krótkiego poszczenia, skoro ja mogłem coś osiągnąć w tym aspekcie to każdy może, również ty... wierzę, że ci się uda i odmienisz swoje życie, tylko bądź konsekwentny i jak upadniesz to powstań i ponownie próbuj, do skutku... i pamiętaj, że kropla (która jest bardzo konsekwentna) drąży skałę... powodzenia (napisane 26.09.2016).


"Marmurowe pomieszczenia"

28/29.09.2016 miałem sen, w którym szedłem za pewną zakapturzoną postacią (za mną szła jeszcze jedna osoba) przez jakby pewną jaskinię, która była jakby cała pokryta śliskim połyskującym marmurem (był on bardzo ładny i w kolorze mniej więcej ciemnawej zieleni lub koloru zbliżonego), weszliśmy po pewnych krętych schodach (skręcających w prawo) dochodząc do pewnego miejsca, w którym znajdowały się 4 niewielkich rozmiarów figurki, które były podziwiane z pewnej odległości przez niewielką grupkę ludzi. Stałem przy tych figurkach (na śniegu, który pokrywał w tym miejscy marmur, aby się nie ślizgać) oglądając je z bliska (byłem najbliżej owych figurek ze wszystkich osób), każda z owych figurek miała pod sobą podpis (składający się z jednego wyrazu - każdy z nich przeczytałem) i z tego co pamiętam każda figurka była koloru złotego.

Następnie miałem kolejny sen z tej serii (o 5:48)... prowadziła mnie ta sama zakapturzona postać, ja szedłem po środku, a ktoś jeszcze szedł za mną (mieliśmy ten sam skład "drużyny")... otworzyliśmy drzwi, które były przed nami i weszliśmy do pewnego pomieszczenia, było ono również zrobione całe z marmuru, który się pięknie błyszczał (również był śliski). Z prawej strony znajdowały się 3 pary zamkniętych drzwi (nie próbowałem ich otwierać, gdyż zrozumiałem, że próba otwierania tych drzwi może spowodować moje wybudzenie się), poszedłem dalej, skręciłem w prawo, wszedłem po pewnych schodkach lekko w górę, tam były kolejne zamknięte drzwi (z mojej lewej strony), była tam też pewna gruba kolumna (z mojej prawej strony), obszedłem ją do pewnego stopnia... przede mną znajdował się pewien pochylony teren (pewnego rodzaju "zjeżdżalnia"), gdy na niego wszedłem ześlizgnąłem się w okolicę gdzie znajdowały się 3 pary drzwi i sen się zakończył. Możliwe, że miałem jeszcze z jeden tej nocy tego typu sen, ale już nie pamiętam czy faktycznie tak było czy nie... tak czy siak sny były ewidentnie ciekawe, szczególnie pod względem wizualnym i pod względem realistyczności.


Duch Święty i Boska Miłość

Duch Święty jest niezmiernie ważnym aspektem duchowego rozwoju... On jest Pocieszycielem, którego posyła nam sam Bóg... ale gdy nie będziemy z Bogiem połączeni to pocieszenia nie otrzymamy. Musimy utworzyć silne połączenie z Bogiem, wtedy zaczniemy się mocniej wypełniać miłością i mądrością... będzie ona na nas kapać niczym mistyczny deszcz na naszą głowę... kap, kap... to krople oświecenia, to krople miłości, to krople mądrości... czy je czujesz? Czy czujesz jak ciebie zmieniają? Czy czujesz jak w ciebie wchodzą? Czy czujesz jak wchłaniane są przez twoją skórę pomimo, iż owe krople nie są materialne? Twoja głowa się nimi napełnia... o jak dobrze... napełniam się Bogiem, napełniam się Duchem Świętym, napełniam się Energią Mistycznej Transformacji... mój umysł się zmienia... wchodzę w stan ekstazy i silnego trwania w Bogu... o tak... jestem z Nim połączony... Bóg wylewa na moją głowę Wodę Życia... podlewa mnie niczym kwiat w ogrodzie... Bóg jest moim ogrodnikiem... a ja jestem Jego kwiatem... to On mnie nawadnia, gdy chce mi się pić... On jest moją Wodą Życia... On mi daje mistyczne uniesienia... mistyczne chwile... o tak... jak przyjemnie... mogę w Nim trwać i trwać... moja głowa jest w Nim zanurzona... niczym w czystym Świetle... i czuję jak Jego Mistyczne Światło we mnie płynie... rozchodzi się po mojej twarzy... ale najsilniej odczuwam je na czubku głowy, to tam Bóg najwięcej kapie swoją Mistyczną Energią... co za wspaniałe doznanie... i to ciepło wypełniające moją głowę... rozlewa się niczym fale na oceanie... o tak... to jest to czego ludzie poszukują, ale o czym zapomnieli... ten mistycyzm... ta transformacja... ta mistyczna chwila, jedyna w swoim rodzaju... zapomniana... ale przeze mnie odkopana, z prochów zapomnienia... znowu jestem z Bogiem, a On mnie napełnia Duchem Świętym... napełnia mnie swoją Mądrością... Duch Święty jest moim Pocieszycielem... moim skrzydlatym Opiekunem spoczywającym na mojej głowie... dzięki Niemu wiem co mam robić, jak działać, co czynić... mam tą mistyczną nić łączącą mnie z tym Wielkim Światłem... utwórz ją również i ty... śmiało... nie krępuj się... łącz się codziennie z Bogiem, z Duchem Świętym... uniż mocno swoją głowę przed tym Wielkim Światłem jakie z Nich promieniuje... oh tak... co za ciepło... co za wspaniałe Światło... jakie przyjemne... jakie mistyczne... transformuje mnie każdego dnia... wiem to... czuję to... jakby tylko ludzie o tym wiedzieli... jakby sobie tylko to przypomnieli... o jak dobrze... ekstaza... i to bez zażywania nieczystych substancji... całkowicie za darmo... i całkowicie w harmonii ze Stwórcą... nawet zapach mirry się pojawił... który odpędza wszelkie zło... więc połącz się z Bogiem, a doznasz ukojenia swojego smutku... ale łącz się z Nim codziennie... i pewnego dnia to połączenie będzie już wystarczająco silne, abyś rozkwitł niczym piękny kwiat... a ten kwiat jest przez Boga podlewany Jego darem życia... tworzycie jedność... jest jedna wola... wola Boska... wiesz co robić... Duch Święty spoczywa już na twojej głowie... i będziesz wiedział co powiedzieć, gdy będzie taka potrzeba... więc idź... zmieniaj świat... czyń dobro z większym rozmachem... transformuj złe energie w dobre... nauczaj i nieś dobrą nowinę... dzień zjednoczenia większej ilości ludzi ze Mną jest bliski... ta chwila nadchodzi... i nikt jej nie powstrzyma... więc idź... niech Moje Światło rozleje się również na innych... więc powiedz im o Mnie... i podłącz ich pode Mnie... a Ja już ich zasilę swoim Światłem... swoją Miłością... nic nie będzie już takie samo... każde serce i umysł dozna silnej zmiany... dozna silnego otwarcia na Mnie i na Moją Miłość... głowy ludzi otworzą się na Moje zrozumienie i wleje się w nie Mądrość jakiej wcześniej nie posiadali... i nie mówię tu o konkretnej wiedzy (naukowej)... ale o Mądrości... o wiedzy co robić, aby się rozwijać, aby ewoluować jeszcze mocniej, aby doznać jeszcze mocniejszej transformacji, aby dojść do etapu, w którym będziemy już tylko czystym Światłem, którym będziemy promieniować na wszelkie życie znajdujące się w naszym pobliżu... bo Ja jestem Światłem i Wodą Życia... i pragnę głębszego zjednoczenia siebie z ludźmi, którzy żyją w przełomowych czasach, którzy się zagubili, ale Ja ich powoli budzę... tylko czy wszyscy zdążą... nie jestem tego pewien... ale to nic... nie każdemu jest dane wejść do Nowego Jeruzalem, do nowej krainy wolności i szczęścia... więc proszę, łączcie się ze Mną, a Ja was napełnię swoim Światłem... mam go pod dostatkiem, nie zabraknie go dla nikogo... więc wyciągnij do mnie swoją rękę i chwyć Mnie mocno... uczep się Mojego płaszcza, a Ja cię przyciągnę do siebie niczym magnes... chodź... czekam na ciebie... chodź... wyciągam do ciebie swoją dłoń... czy ją chwycisz? Co odpowiesz? (napisane 30.09.2016)


Tajemniczy tunel i tajemnicza postać

01.10.2016 nad ranem miałem sen, w którym zszedłem w dół po drabince z moim towarzyszem do pewnego tajemniczego, pustego, niewielkiego pomieszczenia. Widziałem przed sobą czarną kratę, a za nią długi tajemniczy tunel... korciło mnie, aby zobaczyć co tam się w nim znajduje... po chwili lekko się cofnąłem i po chwili zobaczyłem tajemniczą postać, która szła z owego tunelu w moją stronę, stanęła przy czarnej kracie, która nas oddzielała - był to starszy mężczyzna ubrany w jakby słowiański strój koloru białego, miał białe włosy i białą brodę, wyglądał na jakiegoś starożytnego mędrca - po chwili przemówił do nas po niemiecku... zapytałem się go czy zna jakiś inny język np. angielski... ale niestety nie udało się nam z nim dogadać i sen się zakończył.


Czarne kajdanki, wiersz i książka

05.10.2016 około 3:15 miałem sen (opiszę go skrótowo), który był ewidentnie inny niż zwykłe sny - na początku zostałem skuty czarnymi kajdankami (moje ręce były skute z tyłu), następnie przełożyłem swoje ręce do przodu i zacząłem pisać wiersz i ten wiersz był naprawdę ładny (gdy go pisałem widziałem go przed swoimi oczami na białym tle) - następnie znalazłem się w jakimś pokoju, w którym znajdowało się kilka osób, które do mnie mówiły... po pewnej chwili postanowiłem zdjąć kajdanki, zrobiłem to i wyrzuciłem je do śmietnika, ale to co znajdowało się w śmietniku zaczęło się topić z powodu obecności owych kajdanek - ktoś z pokoju powiedział mi, abym je wyjął, zrobiłem tak i wrzuciłem je do śmietnika stojącego obok, ale tam działo się to samo, wyjąłem je ponownie i dałem je Wiesi, a Wiesia wyrzuciła je do kibla i to rozwiązało ten problem (miałem wrażenie jakby te kajdanki były na swój sposób "negatywne" i po wyrzuceniu ich do kibla straciły swoją "moc"). Następnie były mi mówione pewne rzeczy, jakbym był nauczany lub jakby mi ktoś coś tłumaczył... po pewnej chwili zbyt mocno się skupiłem na pewnym szczególe i mnie wybudziło. Po wybudzeniu wiedziałem, że "skopałem" i że to z mojej winy sen został przerwany - postanowiłem się nie ruszać, aby nie wybudzać się z pewnego rodzaju stanu w jakim byłem - udało mi się zasnąć i była pewnego rodzaju kontynuacja mojego snu, ale tym razem akcja była w innym miejscu, patrzyłem się na książkę, która nazywała się "STRACH" i miała na okładce wiele postaci, które były ułożone jakby wężykiem od góry do dołu, jedna za drugą - postacie jakie były obok mnie (te z poprzedniego snu) mówiły mi i pokazywały, że "tą" postacią jestem ja (jakby rycerz w białym stroju z czerwonym plusem na klatce), a że "on" jest "tą" itd. Okładkę widziałem bardzo wyraźnie, nie było żadnych dziwnych "zniekształceń" - i po pewnym czasie takiej rozmowy sen się zakończył.


Krytyka naszej osoby

Będą ludzie, którzy będą nas krytykować za nasze wierzenia, za to co robimy i za to jaką drogą próbujemy podążać... ale jeżeli jesteśmy absolutnie pewni, że mamy rację (co do naszych poglądów, naszej drogi itd.) to przejmowanie się jakąkolwiek krytyką nie ma najmniejszego sensu. Jeżeli ktoś nabija się z nas, że wierzymy w Boga, albo że wierzymy w reinkarnację to jaki jest sens brania takiej krytyki do siebie? Z mojej perspektywy nie ma to żadnego sensu... co więcej nawet mi takiej osoby trochę szkoda, bo wiem, że przed nią jeszcze długa droga w dochodzeniu do tego jak się sprawy faktycznie mają... więc nie przejmujcie się krytyką osób na niskim poziomie świadomości, to one wymagają pomocy, a nie my, którzy już pewne rzeczy zrozumieliśmy. Niemniej jednak nie należy odrzucać każdej krytyki... bo może jakaś krytyka będzie konstruktywna i będzie oparta na prawdzie... nie uważajmy się za wszystkowiedzących, bo może być to zgubne... musimy mieć oczy i uszy szeroko otwarte, nasz rozum musi być włączony (czujny) a serce aktywne... wtedy możemy bez problemu oddzielić konstruktywną krytykę (która może nam pomóc w ulepszeniu siebie) od krytyki, która jest oparta na niskiej świadomości i którą nie należy się przejmować.

Jeżeli wciąż was bolą komentarze odnośnie waszych wierzeń to znaczy, że musicie wciąż pracować nad sobą, aby uzmysłowić sobie prawdę... czyli to, że nie ma to żadnego sensu, gdyż osoby na niskim poziomie zrozumienia po prostu się mylą i nie operują w przestrzeni prawdy i mądrości. Takie osoby mogą być denerwujące, ale przecież nikt nie każe wam z nimi dyskutować czy próbować ich przekonywać, to się raczej dobrze nie może skończyć, gdyż każdy najprawdopodobniej będzie pozostawał przy swoim i nigdy nie dojdzie się do momentu, w którym obie strony będą się w pełni ze sobą zgadzać. Osoby, które nie chcą nas słuchać, a chcą jedynie, abyśmy my przyjęli ich niski stan świadomości nie są warte naszej uwagi, najlepiej się od takich osób odciąć, aby nie wysysały naszej energii poprzez bezsensowne dyskusje, które do niczego nie prowadzą.

Oczywiście w początkowej fazie możemy próbować wytłumaczyć takiej osobie nasz punkt widzenia, możemy przeprowadzić z nią nawet i kilka takich rozmów, ale jeżeli nie widzimy w niej chęci jakiejkolwiek zmiany (próby zrozumienia nas) to tracimy tylko swój czas... trzeba odpuścić, nie podejmować z nią już więcej tego typu tematów i pozwolić jej pójść swoją drogą i wierzyć w co chce, a nawet pozwolić jej mieć zdanie na nasz temat jakie tylko chce (prawdopodobnie będzie to zdanie negatywne - czym oczywiście nie powinniśmy się przejmować... bo niby jaki byłby w tym sens skoro ta osoba operuje na niskim poziomie świadomości? Czego innego możemy się spodziewać po tego typu osobie? - to pytanie retoryczne, nie wymagające komentarza).

Trzeba pamiętać, że nie dogadamy się ze wszystkimi, każdy ma inną świadomość i nie warto tracić życia na nieproduktywne dyskusje... musimy szanować swój czas i nie rzucać pereł pod wieprze, bo nas te wieprze tylko pogryzą, a to nie ma żadnego sensu (oraz jest dla nas szkodliwe)... i jak to Jezus mówił: kto ma uszy niechaj słucha, kto ma oczy niechaj patrzy... ale jeżeli ktoś nie słucha i nie patrzy to trudno, widocznie nie jest gotowy na przemianę i pójście krok wyżej, trzeba takiej osobie dać więcej czasu... więc trzeba poczekać aż dojrzeje... co oczywiście może nie nastąpić w tym życiu, ale to już nie nasz problem (napisane 07.10.2016).

cdn...

Dobry Samarytanin