NASZE DOŚWIADCZENIA

DOŚWIADCZENIA 2007/2008
(CZĘŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1

LINK! DO CZĘŚCI 3
 

Druga część moich doświadczeń 2007/2008 dzieli się na 3 części:
1).
Głos Boga? (29.04.2007)
2).
Na skraju przepaści - pustka (25.07.2007)
3).
Metamorfoza umysłu - spadanie w pustkę (02.08.2007)

1). GŁOS BOGA?

29.04.2007 (rocznica wzniesienia kundalini)

Rano gdy się obudziłem, chciałem stopić się z Bogiem, stać się z Nim jednością aby mnie wypełnił całego. Nagle wszedłem jakby w stan pomiędzy realem, a snem. Poczułem jak dziwna energia mnie wypełnia. Była to bardzo subtelna energia. Nagle poczułem jakby Bóg mnie wypełnił, całe moje ciało i nagle przemówił do mnie! Słyszałem męski spokojny głos w swojej głowie. Niestety nie pamiętam dokładnie o czym mówił..., ale gdy ja zadawałem pytanie to zanim je zadałem udzielana była mi już odpowiedź jakbym nie musiał wymówić pytania tylko moje myśli były odczytywane błyskawicznie. Zdania Boga były zrozumiałe i spójne. Czasami wlatywały mi do głowy myśli, które przerywały naszą rozmowę ale po chwili wszystko wracało do normy. Czy to był Bóg? opiekun? nie jestem pewien, ale doświadczenie było bardzo ciekawe! :D

2). NA SKRAJU PRZEPAŚCI - PUSTKA

Od dawna czuje wewnętrzną pustkę która wypełnia moje kości, ciało, umysł... Wydaje się jakby całe ciało było lekkie, jakby wypełnione było czymś co je unosi do góry. Ta lekkość rozchodzi się po całym ciele, we wszystkich miejscach. Wszystko wydaje się być puste, jakby pustka przenikała wszystko co jest i wypełniała całą przestrzeń oraz materie. Rozciąga się w nieskończoność we wszystkich kierunkach. Jest wieczna i od zawsze w tym samym miejscu. Nigdy nie było początku ani końca pustki. Nigdy nie było granicy pustki. Zawsze wydaje się jakby było się w środku w samym centrum pustki i jakby wszystko od nas równomiernie rozciągało się we wszystkie strony aż po nieskończoność. Czuje tą pustkę prawie namacalnie, to bardzo silne odczucie. Gdy patrzę na liście na drzewach, które owiewa wiatr i mam całkowicie pusty umysł (oczyszczony), że nic w nim się nie znajduje czuje właśnie tą przenikającą pustkę, która jest wszędzie i przenika wszystko... jakby wszystko umierało co chwile i naradzało się na nowo. Jakby każda chwila była wyjątkową chwilą i już nigdy nie miała się więcej powtórzyć.

Będąc idealnie w chwili teraźniejszej przeważnie czuje smutek patrząc na cokolwiek. Czysty umysł nie daje mi szczęścia - czuje wewnętrzny ból gdyż nie mogę w pełni wejść we własną samotność i nie mogę jeszcze odrzucić tego co mnie trzyma przed wejściem w tą nieskończoność, ale to się zbliża jak ulewny deszcz w suchy dzień :D Wchodzenie w stan pustki wygląda trochę tak jakby się umierało co chwile i naradzało ponownie... wiele razy trzeba "umrzeć" i wiele razy należy się "odrodzić". Każda pojedyncza śmierć to śmierć pewnej cząstki mnie, a odrodzenie się to wejście bardziej w stan "pustki" lub większe i głębsze zrozumienie. To taki proces aż wszystko co nie potrzebne, wszystko co nas jeszcze trzyma przed tą nieskończonością umrze w całości, a my się po raz ostatni narodzimy na nowo jak fenix z popiołów.

Gdy trwasz w TERAZ nie możesz uciec w przeszłość czy w przyszłość... po prostu nie masz wyboru musisz trwać i być świadom... To trochę jak "więzienie" z którego już nie ma wyjścia, człowiek musi być świadom, świadomość staje się tak naturalna że nie ma już tego zamyślania się jak kiedyś... gdy człowiek staje się świadomy musi trwać w tym stanie gdyż jego umysł zbyt mocno się zmienia, im mocniej się zmieni tym mocniej będzie w chwili teraźniejszej i tym trudniej będzie mu powrócić do poprzedniego stanu sprzed prób oczyszczania umysł co prawdopodobnie będzie już zdecydowanie nie możliwe i nie chciane przez taką osobę. Smutno mi że wszystko we mnie umiera chodź wiem że to dobry i owocny proces... Jest to osiąganie wolności poprzez całkowitą zagładę dużej części siebie, ta część musi w całości umrzeć aby z pustki czerpać całkowitą radość. Kiedyś czytałem że jakiś mistrz powiedział że: "trzeba być Pustym aby być Pełnym". Na chwile obecną pustka wywołuje we mnie smutek, jakby tęsknotę za czymś, ale zarazem wywołuje we mnie radość z faktu, że ona jest wieczna, że nie przemija, że zawsze tam będzie i nigdy nie zniknie. Liście opadną, drzewa uschną, a pustka wciąż tam będzie i będę jej świadom, będę w niej zanurzony, będę w niej pogrążony, będę wolny :-)

Wiele razy miałem problemy z oddychaniem ponieważ nie mogłem uciec z chwili teraźniejszej, musiałem oddychać świadomie gdyż miałem oczyszczony umysł i w żaden sposób nie mogłem go zapełnić ani w żaden sposób uciec przed byciem świadomym. Wiele razy miałem dość tej świadomości i czystego umysłu, ale gdy już się wejdzie na pole i podleje nasionko to nie ma już odwrotu, nasionko zaczyna umierać i nowe życie zaczyna z niego wyrastać.

Czuje się trochę tak jakbym stał na skraju przepaści... Jedną nogą jestem już w szczęściu które płynie do mnie z pustki i z wieczności, a druga noga mnie jeszcze trzyma w świecie materialnym i w osamotnieniu co wywołuje we mnie ból psychiczny (nie wybalansowanie jeszcze wszystkiego powoduje cierpienie psychiczne gdyż czuje się osamotniony i czuje że czegoś mi brak). Pragnę wejść w pustkę i być sam ze sobą w samotności szczęśliwy z faktu bycia w Pustce, z faktu wypełniającej nieskończoności, która wszystko przenika, z faktu każdej chwili która co sekundę umiera i naradza się na nowo, z faktu bycia nareszcie wolnym od ludzi, od pragnień od świata materialnego, od lęku, od strachu, od religii, kultury, od wszystkiego co mnie ogranicza i nie pozwala wejść w nieskończony ocean wypełniający cały wszechświat. Pragnę rozwinąć skrzydła i jak ptak odlecieć w nieznane...

Artykuł napisany 25.07.2007

3). METAMORFOZA UMYSŁU - SPADANIE W PUSTKĘ
 


(Jak kropla spadająca do wielkiego oceanu)
 

Zmiana w umyśle - 02.08.2007

Doznałem wieczorem w porze kolacji jakiegoś dziwnego oczyszczenia umysłu. Zdarza mi się to drugi raz w życiu... pierwszy był 8 dni przed kundalini, a drugi jest dzisiaj. Trwało to od kilkunastu sekund do kilku minut owa metamorfoza. Chciałem myć zęby i patrzyłem się w lustro i to właśnie wtedy następowało jakby wycinanie całkowicie rzeczy o których trzeba myśleć... (ciekawe jest to iż gdy pierwszy raz doznałem metamorfozy która była jak "pstryk i już" to też stałem w tym samym miejscu i patrzyłem się w to samo lustro!) chodź często miałem czysty umysł to jednak to doświadczenie było zupełnie inne. Wcześniej czułem jakbym stał nad przepaścią i nie mogłem rzucić się w nią, w tą nieskończoność (i bardzo się męczyłem już na tej krawędzi), a dzisiaj poczułem się jak spadam w wieczność (to była ta zdecydowana różnica!), że lecę prosto w dół, że już się nie trzymam krawędzi, lecz szybko spadam! Na dodatek jak jadłem kolacje, a wiele razy jadłem ją świadomie bo od dawna "praktykowałem" czysty umysł to tylko tym razem po tej metamorfozie mogłem jeść "naprawdę", nie spieszyło mi się już nigdzie jakby to jedzenie miało być ostatnią rzeczą jaką zrobię w swoim życiu i nie miałem już do czego iść bo nie było gdzie iść, byłem ja i byłem w TERAZ nie było już PÓŹNIEJ czy WCZEŚNIEJ było tylko TERAZ. Siostra czego nigdy nie robiła zapytała mnie czemu tak powoli jem, a ja stwierdziłem że jestem taki spokojny i pochłonięty chwilą teraźniejszą i pochłonięty do reszty jedzeniem. Jadłem wreszcie w pełni naturalnie nie spiesząc się ani nie połykając ani kęsa w pośpiechu.


"Wspinaczka" i "Spadanie":

Odkryłem że oczyszczenie umysłu jest jak wspinanie się na bardzo wysoką górę. Gdy się wspinamy (oczyszczamy umysł) sprawia nam to wiele trudu i bólu mentalnego, a gdy po wielu miesiącach czy latach dochodzimy do szczytu okazuje się, że tam jest najgorzej, że nie ma prawie "tlenu"! Dusimy się na tym szczycie do którego tak bardzo dążyliśmy! Jedynym naszym marzeniem już nie jest bycie na szczycie bo już na nim jesteśmy, a rzucenie się w nieskończoność. Gdy odczuwam właśnie owe spadanie w pustkę odczuwam niesamowitą ulgę... jakby z każdym dniem mam do dyspozycji coraz więcej "tlenu" którego mi brakowało na samej górze góry. Spadanie daje niesamowitą wolność, w moim wnętrzu zaczyna coraz mocniej gościć spokój wynikający z kojącego doznania spadania, pustki, pogodzenia się z chwilą teraźniejszą, zaprzestaniem walki...


Sen 02-03.08.2007 (zaliczony egzamin)

Gdy po kolacji poszedłem spać przyśniło mi się, że zdałem jakiś egzamin, który wywoływał dużo stresu u innych osób. Widziałem wiele osób które denerwowały się że ja już go zaliczyłem a one jeszcze muszą się uczyć i go zaliczać. Byłem bardzo szczęśliwy we śnie z tego faktu, że mam już to z głowy :) Następnie widziałem siebie na kolejnych lekcjach jak uczę się innych rzeczy (kolejne 2-3 sny) więc jeszcze mam co robić :)


Etapy oczyszczania umysłu i odrywania od ziemi (zanik pragnień itd):


Objaśnienie obrazka:

Im kolor ciemniejszy tym cięższy okres jest odnośnie mentalnej depresji związanej z oczyszczaniem umysłu i odrywaniem od ziemi (zanikiem pragnień itd). Im jaśniejszy tym jest łatwiej znieść wszelkie mentalne zmiany. Gdy się wspinamy pod górę z początku jest łatwo gdyż nie narzekamy na depresje i podobne stany lecz gdy dochodzimy do szczytu depresja jest nie do wytrzymania oraz pewnego rodzaju totalna umysłowo-mentalna psychoza. Dopiero gdy rzucimy się w nieskończoność odczuwamy upragnioną ulgę która z każdym dniem jest coraz bardziej odczuwalna :)


Z czego wynika ten ból?

Podkreślę iż owa depresja ma mocną przyczynę również w uziemieniu które jest coraz słabsze i słabsze aż wręcz odlatujemy od świata materialnego i kierujemy się ku Bogu, ku wieczności, ku górnym czakrom... To całe wyrywanie "korzeni" które nas mocno trzymają w świecie materialnym jest konieczne, gdyż aby przejść tęczowy most (piątą czakre) musimy pozbyć się naszych starych upodobań, niskich pobudek oraz pragnień. Aby spotkać się z Maryją musimy być wewnętrznie gotowi i czyści...


Ból i depresja związana z energią kundalini:

Dalsze bóle wynikają z energii kundalini która gromadzi się mocno w zaznaczonych punktach na obrazkach i również to powoduje depresje i stany przygnębienia.


(nagromadzenie energii po bokach głowy oraz na
wszystkich punktach wzdłuż głowy które są zaznaczone)


(nagromadzenie energii wzdłuż po obu stronach nosa)


(kłucie w okolicy dużego palca - zaznaczona kropka)


(kłucie w pachwinach)

Kłucie przypomina jakby ktoś wbijał jakąś grubą igłę i nie jest to przyjemne odczucie - przeważnie są to pojedyncze ukłucia które trwają z 1-2sek i powtarzają się co kilkanaście sekund.

Są jeszcze oczywiście inne bóle, ale napisałem o tych co ostatnio najbardziej mi dokuczają.

cdn...

Dobry Samarytanin