NASZE DOŚWIADCZENIA

DOBRE ZŁEGO POCZĄTKI...
(CZĘŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1

LINK! DO CZĘŚCI 3

Po poprzednim artykule zapytacie:

Dlaczego dobre?

Skoro w tym na razie ani nic dobrego, a i złego nie wiele. Dobre, bo takimi się wydawały wówczas te zdarzenia. Kiedy pogłębiający się skrajny pesymizm i ogólne zniechęcenie powoli zaczyna władać myślami człowieka wszystko to co go otacza nabiera znaczenia. Byłam nikim, tak to odczuwałam, a w tej mojej bezwartościowości wewnętrznej potrzebowałam poczuć siebie, zrozumieć czy jestem nikim rzeczywiście, czy też może nie wiem kim jestem. A ponieważ nigdy nie wierzyłam w przypadki, spotkani na mojej drodze ludzie mocno zaangażowani w tzw. "magię" pokazywali mi różne sposoby "polepszenia" sobie życia. Udało się pomóc kilku osobom dzięki przeprowadzonym rytuałom. Co z tego, skoro w tej obrzydliwej zabawie...

...I TO ZAPAMIĘTAJCIE WSZYSCY:
ZŁO W TEJ ZABAWIE NIE ZNIKA,
ALE ZAWSZE PRZECHODZI NA NASTĘPNĄ OSOBĘ
W DODATKU NABIERAJĄC WIĘCEJ SIŁ.

Niestety za późno się o tym dowiedzieliśmy. Nie rozumiałam wtedy do końca tego co się działo, chciałam przecież żeby było dobrze, ale nie miałam przewodnika. Zmierzaliśmy więc w kierunku przeciwnym do tego, który zapisało nam przeznaczenie. Słono za to zapłaciłam.

W ciągu dnia zaczęłam słyszeć przerażające dźwięki i widzieć obrazy niczym z piekła rodem. Widziałam wijące się dusze, węże, brud, cienie, chaos, wszelkie potworności. Słyszałam jęki, kwilenia, drapanie, sapanie. Czułam na swoim karku obrzydliwy oddech wielkiej bestii, która rozwijała się w ukryciu ogarniając mnie lękiem i strachem. Czasami miałam wrażenie, że próbuje we mnie wejść. Nie raz czułam jak próbowali to robić: Zawładnąć moim ciałem i duszą. Za dnia uciekałam przed tymi hałasami i obrazami, ale nocą czy wieczorami nie było to możliwe. Wiłam się w łóżku, przewracałam, łapały mnie ciągłe skurcze. W nocy nie spałam, ale uciekałam... ciągle miesiącami uciekałam przed straszliwą marą, która ze mnie się naigrywała. Słyszałam niemalże każdej nocy, każdego wieczoru jak mówiła "Zniszczę Cię, wrócę po Ciebie, oddasz mi to co moje, nie uciekniesz, nigdy nie uciekniecie!" i śmiała się przy tym potwornym, skrzypiącym, charczącym śmiechem.

Przyszedł czas całkowitego zwątpienia we własne siły. Przerażało mnie to co działo się
we mnie i w okół. Każda noc wykańczała mnie a wszyscy dziwili się, co ja taka nie wyspana. Ja zaś walczyłam - sama ze sobą. Demonów było więcej niż się spodziewałam, widziałam je wszędzie, czułam ich obecność. Którejś nocy poczułam, że coś na mnie leży i przygniata mnie do łóżka. Nie potrafię tego opisać, wiem o tym tylko ja, to było obrzydliwe. Po tym chciałam się zabić. Nawet zdało się "dojrzałam" do tej decyzji. Chciałam się zabić, bo nie chciałam Bogu robić przykrości. Jemu przecież będąc jeszcze dzieckiem obiecałam oddać swoją duszę i znosić wszelkie cierpienia, jakie na mnie ześle. Jemu obiecałam trwać z siłą w wierze i w modlitwie. Zawaliłam sprawę. Poczułam się za to odpowiedzialna, chciałam uciec. Czułam sie przecież nikim, najlepszą więc formą rekompensaty za to wszystko wydała mi się ŚMIERĆ. Brzmi strasznie może, ale tak myślałam.

03/04.08 Że też jeszcze tutaj jestem? A gdzie indziej miałbym być? W bezmiarze, na bezkresach wszechświata, w miejscu, gdzie rzekomo rzeczy niematerialne potrafią funkcjonować mimo wygaśnięcia energii. Wszystko nie ma granic, nieograniczoność, bezkres, wszystko jest wszech... jak Wszechobecny i Wszechświat. Jest coś w powietrzu, co woła, krzyczy, chodź ze mną Nie zniosę tego chyba...brak ratunku! Niby nic takiego, ale w tych momentach łatwiej, a może "łatwiej" byłoby być samemu. Bez ciężaru (chyba na psychice, sama nie wiem). Niestety, a może na szczęście, ale ktoś jest i musi się człowiek kurczowo trzymać ziemi po której stąpa.

Słyszę coś... "You are not alone" śpiewa Michael Jackson. Hmm... Nie każmy sobie czuć rzeczy nieprzyjemnych po raz kolejny. Odrzućmy to gdzieś w stary, zakurzony kufer z rzeczami do spalenia. Tylko faktycznie należałoby to spalić, a nie za kilka czy kilkanaście lat otworzyć wieczko i powrócić do stanu, który na pewno nie wiele wie o przyjemności.

Wieje chłodem, na niebie migają jasne punkciki, odbijające światło większych gwiazd. Kto tam jest?! Kto i czego chce?! Kim jesteś?! Mów ludzkim językiem, bo Cię nie rozumiem! Proszę. Ja?! Do czegóż Ci Ja potrzebnym jestem?! Ja, bezużyteczny?! BÓL. Za co? ! Nie wytrzymuję tego bólu wewnątrz, rozdziera, niszczy, krwawię! Znikam. To najlepsze w tej chwili (ono tak mówi). Ono znów mówi coś. Boże, przecież nikogo tu nie ma. Okno otwarte dość szeroko. Gaszę światło. Siedzę przy nim. Przepraszam Was! Teraz walczę! Jak nigdy do tej pory! To trudne, to mnie przerasta! Nie wiem co się dzieje. Pomóżcie! - i nikt nie słyszy. Nie mogę! To mnie rozdziera na pół! Nie chciałam! Dacie sobie radę! Będę nad Wami czuwać. Nie dam skrzywdzić. Zimno mi w stopy. Mocno wieje. Wybaczcie! Kochajcie! Nie znajcie nienawiści! Trzymajcie się! Kocham Was! Przepraszam! Nie wiem co to, ale ciągle woła, tam w dali za oknem - słyszę ten głos! Boję się odłożyć pióro, bo wtedy ono każe mi to zrobić... "kap, kap, kap,... nie pytaj co to" Spójrzcie czasem w niebo. Pomacham nie raz. Uśmiechnę się. Będę... ze słońcem za pan brat. Świat to urojenie, ja tylko chcę je przerwać! Już mnie nie ma! PRZEPRASZAM

"If I could turn back time"
PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM!"

I czego według Was należałoby się teraz spodziewać? Powyższe to doskonale toksyczna awaria mózgu, która w wielu przypadkach prowadzi do posunięć nieodwracalnych i ewidentnie przygnębiających. Przykre, a jednak zupełnie prawdziwe. Choć lepiej byłoby żeby takie sytuacje były jedynie wymysłem człowieka i czystą hipotezą na zasadzie, co by było, gdyby.

05.08 - O matko! Nie chcę już pić drogiego wina, bo ono zmieszane jest z potem męczenników. Nie chcę stąpać po puszystych dywanach, bo stopy moje chodziłyby po charczących piersiach suchotników. Nie chcę nosić pięknego odzienia, bo ono paliłoby mię jak tunika zaprawiona krwią ze śmiertelnej rany centaura Nessosa - "Przedwiośnie, S. Żeromski"

Jestem kimś innym. Żyję.

To był przełom z pewnością w moim poczuciu własnej tożsamości. Uderzył niczym "grom z jasnego nieba" (nawet tak to wyglądało widziałam to) i wskazał, że droga cierpienia dopiero się zaczyna. A ja tak bardzo pragnęłam jej końca. Jednak zrozumiałam tyle, że to nie ja decyduję na tym etapie o swoim życiu, że ktoś inny ma wobec mnie jakiś plan. Nie mogłam w to uwierzyć po długim czasie wewnętrznej odrazy do samej siebie. To co spłynęło na mnie tej nocy nazwałam NOWYM ŻYCIEM. Tym, o które się modliłam w ukryciu dużo wcześniej i tym o które wzywałam w ostatnich dniach.

Nie myślcie sobie, że w ten sposób nagle skończyły się moje problemy z dziwnymi głosami, widziadłami itp. O nie nie, powiedziałabym raczej, że się nasiliły, a walka z nimi stała się moją obsesją. Obiecałam Bogu, że "zniszczę szatana na wieki". Kiedy zaś spotykałam służące mu dusze piekielne i im podkreślałam, że go zniszczę i zabiję i nigdy go już nie będzie.

Zmieniło się wówczas tylko moje nastawienie. Nagle jakby mnie olśniło z góry, że to wszystko to próba sił, że muszę trwać w modlitwie, że świat od tego zależy ilu z nas podejmie się tej "walki". Zrozumiałam też, że nie jestem i przez cały ten czas nie byłam sama. Bóg czuwał, czuwał Anioł Stróż, Opiekunowie i inni musiałam upaść, by móc powstać.

Amen

cdn...

26. Sep. 2008

GODAN