|

Każdy z nas w życiu czegoś poszukiwał, każdy kiedyś oczekiwał, nie
jeden wręcz żądał
od życia. Kto nie czuł żalu, złości, którym z nas
nie targały emocje? Kto z nas nie wątpił, nie pytał, nie
zrezygnował, nie podążał dalekimi Bogu ścieżkami? Niemal każdy. A
kto powrócił? Kto odważył się powrócić, mimo iż powrót jest bardziej
chyba bolesny niż zboczenie z trasy. Póki nie zdajemy sobie sprawy z
tego, że zgubiliśmy się w lesie, a szlak zniknął nagle przed nami,
zaś droga jest nie oznaczona, póty czujemy się dobrze, bezpiecznie.
Co jednak, kiedy nagle okazuje się, że droga którą kroczyliśmy przez
ten cały czas oddala nas od celu zamiast nas do niego zbliżać? Co,
kiedy przerażeni tym zagubieniem w tłumie który
z nami idzie nie
znajdujemy chętnych by powrócić na właściwy szlak?
PROCES NAWRACANIA (ZAWRACANIA) BOLI!

Zostałam wychowana w wierze katolickiej, nie mniej jednak nigdy nie
byłam do końca oddana jej ideałom. Byłam za to bardzo blisko Boga, z
nim rozmawiałam, do niego się modliłam, jego prosiłam,
przepraszałam, dziękowałam. Jak byłam szczęśliwa z pierwszej komunii
świętej, jak potem z oddaniem śpiewałam przy bierzmowaniu:

„Przyjdź Duchu
Święty ja pragnę,
Oto dziś błagam Cię,
Przyjdź w swojej mocy i sile,
Radością napełnij mnie
Przyjdź jako źródło pustyni
Mocą swą do naszych dusz
O niech Twa moc uzdrowienia
Dotknie uleczy mnie już”
Razem ze średnią szkołą przyszły zmiany. Wszystko stało się nie
pewne i chwiejne. Zaczęły się pojawiać pytania, których do tej pory
nie zadawałam, ale które zawsze krążyły gdzieś w mojej głowie. Wtedy
po raz pierwszy tak bardzo mocno poczułam czym jest alienacja.
Zdarzało mi się to czuć wcześniej, ale nie bolało to tak jak w tym
właśnie okresie. Kiedy patrzysz jak wszyscy się integrują, a sam nie
wiesz czy chcesz tego, czy chcesz być sam.
„sama”
sama
świat właśnie tego codziennie mnie uczył
i dziś mam kolejną… próbę przetrwania
wiem – jesteś blisko, ale nie tu, przy mnie
ja… potrzebuję… jednak znowu…
sama
przewracam raz po raz kartki z życiorysu
chciałabym by na każdej z nich…
było Twoje imię, jednak gdzie nie spojrzę
niemal wszędzie jedno… słowo to zostanie
mym tylko wspomnieniem
sama
jak zawsze, gdy dłużej Cię nie ma
boję się, że może już się rozmyśliłeś…
wtedy łza prawdziwa naprawdę mnie boli,
a ja czekam na głos i dotyk Twój z utęsknieniem

Dotyk samotności jest przerażający, wielu w tym okresie popada w
tzw. Depresję,
której skrajne przypadki mogą kończyć się dla
niektórych tragicznie. Miałam w swoim otoczeniu takich, u których
właśnie tak to się skończyło. Samotność jest straszna.
Pytanie: DLACZEGO?
W niej słychać wszystko, dźwięk wewnętrznej ciszy dobija wielu z nas
tak bardzo, że gubimy się w nim. Tak było ze mną. Cztery ściany i ja
sama, bez niczyjego głosu, słowa, zrozumienia. Ja i mój własny świat
wyobrażeń, który potrafił być koszmarny. Siedziałam dniami,
wieczorami i nocami przy biurku, pisałam smutne notatki, wiersze i
patrzyłam w szybę. Zwykle kończyło się to zanikającym obrazem mnie
samej. Ewentualnie obrazem mojego strasznego jak sądziłam wnętrza.
Bałam się siebie i wszystkiego co mnie otaczało. Strach i lęk
narastały we mnie, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. Czułam w sobie
zimno, które niczym lód pochłaniało mnie od środka, by następnie
pęknąć jak tafla na jeziorze. Dłonie miałam wiecznie zimne i sine,
oczy często podkrążone, prawie nie sypiałam. Mama co rusz napominała
mnie, że powinnam zasypiać wcześniej, ale ja nie mogłam. Sen? Nie
znaliśmy się zbyt dobrze wtedy. Cierpiałam na straszliwą bezsenność,
która objawiała się nawet nie spaniem praktycznie po kilka dni. Nikt
mi nie wierzy, że można nie spać przez dwa tygodnie z drobną kilku
godzinną przerwą. Nie dbam już jednak o to w co wierzą ludzie.

Samotność dokuczała, a cisza była nie do zniesienia. Musiałam coś ze
sobą zrobić, cokolwiek. Wtedy moja wiedza w zakresie rozwoju
duchowego nie istniała. Interesowałam się trochę mitologiami świata,
troszkę różnymi religiami, psychologią. Znalazłam swojej miejsce w
„magicznym kręgu”. Naprawdę nie sposób opisywać czym było to coś i o
co w tym chodziło. Ktoś kto tego nie poczuł na własnej skórze nigdy
tego nie zrozumie, ale mogę powiedzieć… Niech Bóg Was przed tym
Chroni!
To bowiem co wygląda dobrze i zdaje się być pomocne często jest
złudzeniem, iluzją, tym co pragnie widzieć wasze ziemskie –
materialne JA.
Przez to właśnie moja bezsenność pogłębiła się, a sny zmieniły się w
potworne koszmary,
z których nie mogłam się wybudzić. Czy wiesz co
przeżywa, co myśli, co czuje człowiek,
na którego spływają „sny”?

„Kolejna nieprzespana noc spowodowana była odwiedzinami dziwnej
postaci.
Ledwo zasnęłam, to wiadomo, przecież miałam wtedy nałóg
patrzenia na zegar we śnie. Wówczas czarny cień znów się pojawił. I
rzeczywiście tym razem stawiłam czoło wyzwaniu, co nie było łatwe,
to czego nie rozumiemy zazwyczaj nas przeraża (do czasu). Nocny gość
nie był zbyt uprzejmy, ani też grzeczny. Kto to zresztą widział,
żeby zakłócać innym spokój nocy. Przyszedł znów z tym swoim okropnym
głosem, który we mnie powodował atak dreszczy i lęku. Jednak
przygotowana świadomie na kolejne starcie postanowiłam też się
odezwać. Tej nocy pomrukiwania stały się zrozumiałe, "zniszczę
Cię,
i tak nie uciekniesz, zobaczysz zniszczę Cię..." powtarzał
wielokrotnie przerywając
swą wypowiedź potwornym śmiechem (zupełnie
jak szatan). Najpierw rzuciłam się do ucieczki, kiedy jednak
zrozumiałam, że nie dam rady, że on nie biegnie tylko za moment
zupełnie nie zmęczony staje tuż obok stanęłam z nim twarzą w twarz
(a raczej cień).
Chciał czegoś ode mnie, chciał mi coś zabrać. Więc
wykrzyczałam mu "Nie dostaniesz tego, nie oddam ci tego, wynoś się
stąd, nie wracaj". Krzyczałam temu podobne słowa.
On przestał się
śmiać, wtedy jednak poczułam że ma na twarzy ten parszywy uśmiech.
Zadrwił ze mnie "zobaczysz wrócę tu i wtedy się policzymy, nie nie
przegrywam".
To diabelskie nasienie skądkolwiek nie pochodziło było
straszne na swój dziwny sposób. Znów patrzyłam na zegar 00:09.
Przebudziłam się i zgadnijcie, na zegarze 00:11.
Budziłam się przez
2 min. Otwarcie oczu było strasznym problemem, powieki były
ciężkie,
jak ołowiane. Musiałam kazać sobie się obudzić "Obudź się, obudź
natychmiast,
jak się nie obudzisz to coś się może stać". Tej nocy
już nie spałam.”

cdn...
25. Sep. 2008
GODAN
|