|

Będąc małym dzieckiem, zachorowałam na zapalenie płuc. Miałam tylko
6 miesięcy, a zapalenie było obustronne i wyglądało bardzo groźnie.
Wyszłam z tego dzięki Bogu. Później w 2002 roku kiedy przechodziłam
falę oczyszczenia, męczył mnie kaszel, okropny, prawie przez pół
roku a może i dłużej całe noce nie dało się zmrużyć oka. Byłam u
pulmonologa, bo myśleli, że to może bronchit, astma czy może
gruźlica. Ale wszystko było w porządku. Alergolog też niczego nie
stwierdziła, poza jak to określiła niespotykaną wrażliwością na
wszystko (chodziło o testy
alergologiczne). Spirometrię miałam bardzo dobrą, aż lekarze
dziwili się jak to możliwe.

Z oczami to było tak. W 1995 roku zaczęły mi się pojawiać takie
błyski światła jak ze stroboskopu zazwyczaj z lewej strony, a bywało
też tak, że te światełka jakby pełzały wzdłuż dolnej powieki, tam i
z powrotem. Poszłam do okulistki, kiedy jej powiedziałam co mi się
dzieje w pierwszej chwili orzekła, że chyba odkleiła mi się
siatkówka. Oczy zbadała, wzrok był idealny i na tym stanęło. Później
zaczęłam widzieć w powietrzu jakby takie świetliste drobinki, teraz
też je widzę, jakby miliony małych świetlistych punkcików,
poruszających się we wszystkie strony. To akurat bardzo mi się
podoba. A pełzające białe światło znów wróciło.
W ogóle z tym światłem to jest tak, że czasami wydaje mi się, że
nagle ktoś zapala wielki reflektor i stoję w takim świetle. Ostatnio
na spacerku z psem, szłam sobie rano, dzień pochmurny, jakoś ponuro,
a mnie tu nagle jasność rozbłysnęła, Obejrzałam się, bo myślałam, że
to może słońcu udało się przebić zza chmur, ale nie, dalej wszystko
było zachmurzone. I tak sobie szłam w tym świetle, a może
promieniejąc światłem. Szłam to też za dużo powiedziane. Wydaje mi
się wtedy, że jestem taka lekka jak piórko i właściwie jakbym się
unosiła a nie szła. To też takie zjawisko, że człowiek jakby nagle
bardzo urósł i widzi jakby z góry i unosi się w powietrzu. To jest
bardzo miłe i ciągle niezmiennie mnie fascynuje. Czasem mam
wrażenie, że nagle urosłam o kilkanaście centymetrów i wtedy aż
staję obok męża albo syna żeby sprawdzić czy tak jest.
Elektryczność i wibracje.

Z tym też mam do czynienia. Powiem tak, nie wyliczę ile sprzętów w
naszym domu przestało działać lub funkcjonować normalnie tak bez
przyczyny. Ile razy niechcący kogoś "kopnęłam" prądem i to taką
solidną dawką. Nie ważne czy to mąż czy ktoś w pracy. Był taki czas
w 1989 roku, że nie mogłam dotknąć się niczego, nawet klamki w domu
owijaliśmy bandażami, tylko, że to nic nie dawało. Włosy wtedy
miałam takie jakby podłączone do prądu. Stał mi taki wiecheć na
głowie, a że włosy miałam średniej długości to wyglądało to czasem
nawet śmiesznie. Nie pomagały odżywki ani balsamy. Włosy sterczały
jak anteny. Z czasem to osłabło. Strzelanie prądem zostały.
Samochód
lub garaż otwieram najpierw przykładając buta, żeby się uziemić
złudnie mając nadzieję, że to coś pomoże, a i tak iskry lecą. Kiedy
zbliżam się z kluczem do zamku w garażu widziałam
(wieczorem to dobrze widać)
taki sznurek niebieskiej płynącej energii. Niejednokrotnie będąc z
mężem na zakupach, nie mogę go chwycić bo jest dokładnie "skopany"
albo gdy prowadzi sklepowy wózek jak tylko zbliżę się do wózka mój
mąż podskakuje jak oparzony, bo dostaje swoją działkę. Zwierzęta
zawsze lubiły przychodzić do mnie. Mój pies rano idzie się
"naładować" do mnie albo do syna. Parę dni temu tak się naładował,
że włosy stały mu we wszystkich kierunkach. Musi to być silna
energia, bo wytrzymuje tylko chwilkę i odchodzi.
Kiedy jest bardzo
wyczerpany wtedy przychodzi na dłużej. W ogóle z tym moim psiakiem
to jest ciekawa sprawa. Zauważyłam, że on zbiera i neutralizuje
negatywne energie. Najczęściej od męża jeśli coś "przywlecze".
Wyczuwa też kiedy ktoś chce się podpiąć i zeżreć z nas energię. Po
jego zachowaniu zaraz widać co ściągnął, a że jest mały to trudno mu
czasem to stransmutować. Wtedy przychodzi do mnie lub syna i
podłącza się pod nas. Od dwóch dni nasz Fred bardzo się w nocy
rzucał, czkał, płakał i warczał. Wszystko przez sen. Ja i syn też
się źle czuliśmy.
Nie było wiadomo dlaczego. Wszystko się wyjaśniło,
kiedy zadzwoniła do nas pewna osoba z rodziny, która nie tak dawno
gościła u nas przez 3 tygodnie i skutecznie nas chciała okraść z
energii. Stawiliśmy temu czoła razem z synem. No i teraz okazało
się, że to znowu była próba ściągnięcia z nas energii. Jak tylko
zaczęłam rozmawiać z tą osobą, Fred momentalnie wskoczył na moje
łóżko (normalnie tego nie robi) i zaczął warczeć, ciągnąć mnie za
rękę, podgryzać. Co ciekawe ta osoba od razu zakończyła rozmowę.
Fred zszedł z łóżka. Takiego mamy psa stróża-obrońcę.

Wibracje ciała to kolejne ciekawe doświadczenie aczkolwiek nie
powiem, żeby to akurat należało do przyjemności przynajmniej moich.
Zaczęło się tym, że najpierw drętwiałam, w nocy potrafiła mi
zdrętwieć połowa ciała, albo tylko ręka albo noga, ale tak, że choć
budziłam się to nawet nie mogłam wezwać męża na pomoc. Bardzo to
nieprzyjemne a przy tym i bolesne uczucie. Śpiąc w pozycji na wznak,
raczej nie ma wiele możliwości by ucisnąć jakieś naczynia
krwionośne, które prowadziłyby do takiej drętwoty. Później
przechodziły mi prądy po nogach, takie silne, że pojawiało się na
mojej skórze takie miejsca jak po poparzeniu prądem jakby gęsia
skórka.
Albo taki prąd płynący z góry, kiedy włosy na rękach się
podnoszą i stoją na baczność. Te większe wibracje zaczęły się
pojawiać w 2005 roku. Najpierw w moim brzuchu. Brzuch mi wibrował
albo przemieszczał się z prawa w lewo na oczach mojej zdumionej pani
gastrolog i do tego doszły takie dźwięki, nie wiem jak je opisać.
Każdy oddech dawał się słyszeć wszystkim wokół choć nie przypominał
burczenia w brzuchu to był trochę podobny. Po dwóch latach te
wibracje się nasiliły. Czasami tak mocno mi tam wibrowało, że
siedząc na krześle zastanawiałam się czy to trzęsie się ziemia, czy
to tąpnięcie. Dopiero później odkryłam, że to ja tak się trzęsę,
tyle że wewnątrz.
Raz czy dwa razy w nocy prawie spadłam z łóżka
albo wydawało mi się, że cały pokój się trzęsie. Kiedy pytałam
mojego męża patrzył na mnie zdziwiony i mówił, że nic nie czuł.
Oczywiście szukałam jakiejś rady u lekarza, te wibracje i
odrętwienia, prądy płynące po nogach no i jeszcze takie nagłe
szczękościski. Pani neurolog mnie zbadała, ale rzekła, że może bym
sobie magnez wzięła, bo to może być brak magnezu. Brałam ten magnez.
Na pewno nie zaszkodził. Ale zjawiska nie mijały. Kiedy zaczęły mi
drętwieć ręce, tak, że nie umiałam nic w nich utrzymać, a paznokcie
zmieniały kolor na fioletowy, a do tego ból karku był taki jakby mi
tam kij wstawiono, aż bolały mnie całe barki i w górę aż do szczęki,
to wysłała mnie na tomograf. Myślała, że to ucisk nerwów albo
zwyrodnienie kręgów szyjnych. Badanie wyszło dobre, zmian nie
odnotowano.
Inne zmiany

W 2005 roku pojawiło mi się takie mocne przebarwienie na czole,
zaczynało się u nasady nosa i rozciągało się aż do linii włosów w
kształcie litery V, mam je do dziś, może trochę mniej intensywny
kolor, ale jest. Za to zauważyłam na samym środku czoła takie
okrągłe wgłębienie teraz ma kształt takiej łezki.
Moja głowa ma wypukły kanał od czubka głowy aż do linii włosów. Z
tyłu tam gdzie kończy się wgłębienie czaszki mam taką kulkę i
jeszcze po jednej nad uszami. Od dziecka pamiętam bardzo silne bóle
głowy. Teraz też mnie nachodzą ale to coś więcej niż ból migrenowy.
Tego się nie da opisać. Jakby ktoś wsadził człowiekowi dętkę z piłki
i bardzo mocno pompował. Głowa się rozrywa, uczucie jest okropne.
Nic nie pomaga. Tabletki nic nie dają. Czasem ściągam głowę jakąś
opaską, żeby "nie pękła". Oczy wtedy dla odmiany nie wychodzą z
orbit tylko wciągają się do środka i jakby ktoś rusztem kręcił we
wszystkie strony. Ach, szkoda mówić, bo to nie da się opisać. Głowa
na czubku często swędzi albo robią się nagle takie bolące miejsca i
znikają po jakimś czasie.
Kiedyś zaczęły mnie boleć duże palce u nóg. Było to tak jakby z
jednej strony ktoś wbił haczyki w paluchy i ciągnął w kierunku
ciała, a z drugiej ktoś zrywał paznokcie. Nie umiałam chodzić, nie
dało się stawiać stóp, nie mogłam ubrać żadnych butów. Teraz w
stronę ciała od paluchów płynie mi prąd.

Uszy. Słuch miałam zawsze bardzo dobry. Nie umiałam czytać nut, ale
ze słuchu zagrałam prawie wszystko. Lubię muzykę, lubię śpiewać,
choć mój głos tak ewoluował, że nie idzie mi to śpiewanie, a kiedyś
śpiewałam w chórze. Był czas, że nie mogłam w ogóle słuchać niczego,
ani muzyki, ani oglądać TV. Od pewnego czasu, coś mi przebija uszy w
środku. To takie uczucie jakby ktoś wsadził taki długi szpikulec i
głęboko go wbijał, czasem aż do gardła. Pojawiają się też dźwięki, w
uszach jakby ktoś dostrajał częstotliwości: kanał lewy, kanał prawy,
szszszszsz... Którejś nocy szpikulec wbił mi się w prawe ucho i potem
jakbym znalazła się wewnątrz ciała, słyszałam odgłosy moich
pracujących organów: żołądka, jelit tylko tak jakbym po nich
wędrowała. Wczoraj grały mi dzwonki, tak dwa razy podzwoniły
chwilkę.
Słyszę też wibrację moich czakr. Pojawił się też dźwięk nad
głową, który słyszę, ale nie uszami, bo tam słyszę coś innego, tylko
czubkiem głowy. Ten dźwięk przypomina kręcące się śmigła
helikoptera, a niekiedy jakby samolot leciał. Wczoraj w nocy to aż
uszy wystawiałam za okno i myślałam co tu tyle samolotów lata, a to
był ten dźwięk. W ostatnim tygodniu myślałam, że wszyscy wokół
zabrali się za wielkie porządki, bo ciągle słyszałam odkurzacz, ale
kiedy słyszałam go o trzeciej w nocy już wiedziałam, że to w mojej
głowie.
Kiedy energie sobie z nami pracują dzieją się różne dziwne rzeczy i
człowiek czasem dowiaduje się, że ma włosy na głowie, bo też
potrafią boleć. Może to dla niektórych trącić żartem, ale ci którzy
tego doświadczyli wiedzą o czym mówię.
Ogólnie mówiąc człowiek poczuje każdą część swojego ciała zanim się
to w nim przebuduje, oczyści. I na nic bunt czy płacz, co ma się
odbyć, odbyć się musi.

cdn...
Mała Gosia
|