NASZE DOŚWIADCZENIA

CHWILA REFLEKSJI
(CZĘŚĆ 4)

LINK! DO CZĘŚCI 3

Wielokrotnie słyszę i czytam, jak bardzo ludzie - szczególnie młodzi są ciekawi "prawdy objawionej" poprzez różne eksperymentowanie rozmaitymi technikami. Kupują książki medytacyjne, biegają po kursach i warsztatach, wpatrują się w różnych "guru", chcą być "rozwinięci duchowo i oświeceni", bo to takie modne i na czasie. Gubią przy tym prawdziwe wartości i autorytety i nie wiadomo kiedy, nieszczęście gotowe. A jest to obszar, po którym należy poruszać się szczególnie ostrożnie. Głównie medytacje i wizualizacje wymagają odpowiednich zabezpieczeń mentalnych, gdyż w tym czasie można komuś wejść w "drogę" albo odwrotnie. A potem takiego nieproszonego "gościa" trudno się pozbyć.

Zastanówcie się, o co prosicie, bo może być wam dane.

Mogę tylko powiedzieć o sobie, że im więcej ktoś mówi o miłości, im głośniej krzyczy: "ludzie - kocham was", tym bardziej robię się ostrożna. Prawdziwa miłość nie potrzebuje blasku fleszy, siedzi sobie skromnie i cichutko i tylko czeka, żeby się na nią otworzyć i zaprosić do siebie. Prawdziwa miłość, to ludzki odruch a nie spektakularne działania.

" Po owocach poznacie ich".

Tak więc, czy to co napisałam jest czymś szczególnym?

Nie.

Ja tego jedynie doświadczyłam, a nie doświadczyłam niczego, czego nie doświadczyli inni. Natomiast dla mnie, było to nowe i bardzo głębokie, wewnętrzne doświadczenie. Nie potrafię odpowiedzieć sobie jednoznacznie na pytanie, dlaczego wycofałam się z wizualizacji, dlaczego nie weszłam w to głębiej. Zaufałam jedynie w danej chwili własnej intuicji, bo być może podpowiedziała mi ,że stanie się coś, z czym sobie nie poradzę. Być może w mojej podświadomości tkwił sen sprzed 30 lat, w którym otoczyło mnie tak zdeklarowane zło, że kiedy zaczęłam się modlić (jak nigdy ani przedtem, ani potem) to ustąpiło dopiero wtedy, kiedy krew pociekła po ścianach. Nie wiem.

W pierwszej części pisałam o swoich snach, które dotyczyły schodów. Sny te miałam wiele lat temu. W pierwszym z tych snów byłam w szkole na parterze i na wyższe piętro wchodziłam na kolanach. Następne sny, to były schody karkołomne, trudne do przebycia. W ostatnim z tych snów śniły mi się schody na suficie, które musiałam przejść. Jednakże stanęłam bezradna, ponieważ przejście po nich było fizyczną niemożliwością i w tym momencie znalazłam się na plecach olbrzymiego mężczyzny, który mnie przez nie przeniósł. Zrozumiałam te sny po wielu latach i przeniosłam na obraz, który jest w Naszych Doświadczeniach, opisywanych przez Ewę.

Moje życie wygląda jak amplituda. Raz na górze, raz na dole. Od dwóch lat mam znów okres dołowania. Kiedy się skończy - nie wiem? Czego się nie dotknę to ściana. W kłopotach tkwię po sam czubek głowy. Lecz teraz jestem jakby obserwatorem własnego życia i jestem ciekawa, co będzie dalej. Już nie walczę, nie biorę się z życiem za bary. Zawierzyłam siebie i swoje życie Bogu. I nie sądzę aby to było typowe dla mojego wieku, albowiem energii życiowej mam w sobie bardzo wiele, mogłabym nią obdarować wielu młodych ludzi. Mam też swoje pasje i zainteresowania. Dobrze czuję się sama z sobą. Mam też bardzo małe grono przyjaciół, za to wypróbowanych. A skoro Pan Bóg burzy każdą "wieżę", którą sobie zbuduję, to widocznie nie są mi potrzebne. Nie wiem też, dlaczego pieniądze omijają mnie z daleka, może dlatego, że nie potrafię tego papieru pokochać. Tak po prostu mam i już. Nie potrafię też do tej pory zrozumieć jakim prawem ktoś kiedyś ustanowił, że ludzka egzystencja będzie tak bardzo uzależniona od tego kawałka papieru. Pieniądz i władza, to dla mnie abstrakcja.

Proszę jedynie Boga, aby cokolwiek się jeszcze w moim życiu wydarzy, dał mi siłę, zdrowie psychiczne i fizyczne, mądrość i spokój wewnętrzny, czego i Tobie Czytelniku z całego serca życzę.



Łódź, 8 paź. 2008

JAGODA