|

Wielokrotnie słyszę i czytam, jak bardzo ludzie - szczególnie młodzi
są ciekawi "prawdy objawionej" poprzez różne eksperymentowanie
rozmaitymi technikami. Kupują książki medytacyjne, biegają po
kursach i warsztatach, wpatrują się w różnych "guru", chcą być
"rozwinięci duchowo i oświeceni", bo to takie modne i na czasie.
Gubią przy tym prawdziwe wartości i autorytety i nie wiadomo kiedy,
nieszczęście gotowe. A jest to obszar, po którym
należy poruszać się szczególnie ostrożnie. Głównie medytacje i
wizualizacje wymagają odpowiednich zabezpieczeń mentalnych, gdyż w
tym czasie można komuś wejść w "drogę"
albo odwrotnie. A potem takiego nieproszonego "gościa" trudno się
pozbyć.

Zastanówcie się, o co prosicie, bo
może być wam dane.
Mogę tylko powiedzieć o sobie, że im więcej ktoś mówi o miłości, im
głośniej krzyczy: "ludzie - kocham was", tym bardziej robię się
ostrożna. Prawdziwa miłość nie potrzebuje blasku fleszy, siedzi
sobie skromnie i cichutko i tylko czeka, żeby się na nią otworzyć i
zaprosić do siebie. Prawdziwa miłość, to ludzki odruch a nie
spektakularne działania.

" Po owocach poznacie ich".
Tak więc, czy to co napisałam jest czymś szczególnym?
Nie.
Ja tego jedynie doświadczyłam, a nie doświadczyłam niczego, czego
nie doświadczyli inni. Natomiast dla mnie, było to nowe i bardzo
głębokie, wewnętrzne doświadczenie. Nie potrafię odpowiedzieć sobie
jednoznacznie na pytanie, dlaczego wycofałam się z wizualizacji,
dlaczego nie weszłam w to głębiej. Zaufałam jedynie w danej chwili
własnej intuicji, bo być może podpowiedziała mi ,że stanie się coś,
z czym sobie nie poradzę. Być może w mojej podświadomości tkwił sen
sprzed 30 lat, w którym otoczyło mnie tak zdeklarowane zło, że kiedy
zaczęłam się modlić (jak nigdy ani przedtem, ani potem) to ustąpiło
dopiero wtedy, kiedy krew pociekła po ścianach. Nie wiem.

W pierwszej części pisałam o swoich snach, które dotyczyły schodów.
Sny te miałam
wiele lat temu. W pierwszym z tych snów byłam w szkole na parterze i
na wyższe piętro wchodziłam na kolanach. Następne sny, to były
schody karkołomne, trudne do przebycia.
W ostatnim z tych snów śniły mi się schody na suficie, które
musiałam przejść. Jednakże stanęłam bezradna, ponieważ przejście po
nich było fizyczną niemożliwością i w tym momencie znalazłam się na
plecach olbrzymiego mężczyzny, który mnie przez nie przeniósł.
Zrozumiałam te sny po wielu latach i przeniosłam na obraz, który
jest w
Naszych Doświadczeniach, opisywanych przez Ewę.

Moje życie wygląda jak amplituda. Raz na górze, raz na dole. Od
dwóch lat mam
znów okres dołowania. Kiedy się skończy - nie wiem? Czego się nie
dotknę to ściana.
W kłopotach tkwię po sam czubek głowy. Lecz teraz jestem jakby
obserwatorem własnego życia i jestem ciekawa, co będzie dalej. Już
nie walczę, nie biorę się z życiem za bary. Zawierzyłam siebie i
swoje życie Bogu. I nie sądzę aby to było typowe dla mojego wieku,
albowiem energii życiowej mam w sobie bardzo wiele, mogłabym nią
obdarować wielu młodych ludzi. Mam też swoje pasje i
zainteresowania. Dobrze czuję się sama z sobą.
Mam też bardzo małe grono przyjaciół, za to wypróbowanych. A skoro
Pan Bóg burzy każdą "wieżę", którą sobie zbuduję, to widocznie nie
są mi potrzebne. Nie wiem też, dlaczego pieniądze omijają mnie z
daleka, może dlatego, że nie potrafię tego papieru pokochać.
Tak po prostu mam i już. Nie potrafię też do tej pory zrozumieć
jakim prawem ktoś kiedyś ustanowił, że ludzka egzystencja będzie tak
bardzo uzależniona od tego kawałka papieru. Pieniądz i władza, to
dla mnie abstrakcja.

Proszę jedynie Boga, aby cokolwiek się jeszcze w moim życiu wydarzy,
dał mi siłę, zdrowie psychiczne i fizyczne, mądrość i spokój
wewnętrzny, czego i Tobie Czytelniku z całego serca życzę.

Łódź, 8 paź. 2008
JAGODA
|