NASZE DOŚWIADCZENIA

BIAŁE ŚWIATŁO
(CZĘŚĆ 3)
LINK! DO CZĘŚCI 2

Długo trwałam w swoim życiu w ciemności, za długo. Najpierw brnąc w nią coraz głębiej nieświadomie, później schodząc już bardziej świadomie, lecz w przestrachu, nienawiści do siebie samej. Wreszcie podejmując kolejne wyzwania, walkę, próbę zrozumienia - właściwie ciężko to określić znajdując się w stricte fizycznym wymiarze świadomości. Był to okres burzliwy i chaotyczny. Jednak jak mówią słowa pewnej znanej polskiej piosenki:

"A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój".

Tak też stało się w moim przypadku. Ciemności, w których na początku nie można było dostrzec najmniejszego promyka światła, powoli odzyskiwały właściwą formę, już płomyk świecy dawał wiele, bowiem ciemność przy drobnej iskierce przestaje być ciemnością. Przyszedł dzień - nie tak dawno - w którym poczułam jak coś we mnie umiera, odrywa się z niewiarygodną siłą. Ten proces trwał jakieś dwie doby, szczególnie jednak ból wewnętrzny nasilił się w trakcie 12 godzin. Nie spałam, miałam wrażenie, że nie oddycham, zupełnie jakby ktoś oderwał jakiś pasożytujący na mnie organizm. Nie mam pojęcia co to było, ale brak tego czegoś odczuwam i jest mi lepiej, czuję się jakby wolna, lżejsza. Któregoś dnia, a właściwie którejś nocy zauważyłam jak jasne, czyste światło wypełnia mój pokój i zamienia ciemność w świtanie. To jasne światło zaczęło mi towarzyszyć każdego dnia i każdej nocy, przed zaśnięciem rozświetla ciemność jaka zwykle panuje przy zamkniętych powiekach.

Nie jest to wprawdzie całkowita jasność, ale takie delikatne rozświetlenie, które daje nadzieję na brzask. To światło zdaje się wnikać we mnie i jednocześnie ze mnie wychodzić, jest wszędzie wkoło. Oczywiście nie zawsze potrafię je zaobserwować, dopiero uczę się czym ono jest dla mnie i dla innych ludzi, którzy przebywają w moim otoczeniu. Dlaczego dla innych? Nie wiem, ale mam wrażenie, jakby w jakiś tajemniczy sposób to światło wpływało na innych, uspokajało, dawało ciepło i wiarę w lepszy dzień.

Światło to jest białe, całkowicie jasne, czyste i ma niezwykłą moc. Wnika w ciało i z niego wypływa niemal przez wszystkie komórki ciała. Powoduje ból, nieopisany i niezrozumiały dla ludzi, kiedy opowiadam o tym bólu inni dziwnie na mnie spoglądają. Właściwie już od wielu lat zmagałam się z różnymi bólami i choć ten jest inny, bo potrafi
w ułamku sekundy wypełnić na raz cały organizm, to jednak traktuję go jako coś naturalnego. Rozumiem, że tak musi być. Nie ukrywam jednak, że nie jest to nic przyjemnego. Są momenty kiedy nagle muszę się położyć, choć nawet leżenie potrafi boleć. Odczuwam nagłe ukłucia nadchodzące znikąd i mocno uderzające moje ciało. Przez kilka dni np. odczuwałam silne, nagłe ciosy w bok żeber z prawej do lewej i z lewej do prawej strony zupełnie jakby wbijano mi tam jakieś ostre, duże narzędzie, naostrzony kij, miecz lub coś podobnego. Miałam wrażenie jakby to przebijało mnie na wylot powodując ból od żebra pod kątem pod pachę. Dziwne. Czasami czuję też jakby nagłe wybuchy w środku, przypomina to trochę eksplozje ładunków wybuchowych w środku ciała. Energia kumuluje się w jakimś punkcie i później wybucha tam wywołując ból, który trwa od kilku sekund do kilku godzin, różnie.

Nie naturalne są też doświadczenia związane z sercem. Kiedyś często odczuwałam jakby kłucie serca, oczywiście bliżej lewej piersi. Ostatnio (wiem, że to może brzmieć dziwnie i wielu ludzi, którzy to czytają będzie z tego drwiło, ale takie życie) odczuwam kłucie serca z prawej strony bliżej prawej piersi, nieco wyżej niż w przypadku kłucia po lewej stronie, ale dokładnie takie samo kłucie jak kiedyś czułam po lewej, jeśli chodzi o ból. A kłucie zdaje się przenikać na tył pleców w okolicę łopatki. Mam wrażenie czasami i dziwne uczucie, jakbym miała w środku dwa serca. Nie twierdzę, że mam... opisuję Wam tylko swoje odczucia.

Wracając do samego światła, zauważyłam, że choć to "inne" światło mogę obserwować długo, to zwykłe światło słoneczne powoduje nagły ból oczu. Niektórzy tak reagują naturalnie, jednak ja kiedyś mogłam wpatrywać się w słońce, a dziś, nie mogę nawet spoglądać spokojnie w jego kierunku. Od razu oczy same się zamykają. W ogóle zrobiły się strasznie wrażliwe, łzawią często właściwie bez powodu, bolą jakby w środku i czasami czuję jakby naciągały mi się w nich jakieś linki wewnątrz. Kłucia serca z prawej strony często są sygnałem poprzedzającym nagły napływ łez, które płyną "hektolitrami", bez uzasadnionej przyczyny. Po chwili dopiero pojawiają się jakby wewnątrz gdzieś obrazy, które wywołują smutek, przygnębienie, ból, żal, współczucie i dopiero wtedy rozumiem, skąd przed chwilą pojawiły się łzy. Są to jednak zwykle obrazy nie związane z moim życiem i moją codziennością, są to obrazy świata, ludzi, zwierząt, przyrody.

Nie tylko jednak obrazy się zmieniły. Świat wydaje się pachnieć inaczej niż dotychczas. Może to brzmi niezbyt logicznie, ale czuję naprawdę czuję zapach świata, ziemi, powietrza, trawy, liścia, przelatującego ptaka, wody, kropel deszczu. Tak powiecie, że to nic nadzwyczajnego, ale ja czuję wyraźną różnicę. Wszystko to pachnie niezwykle intensywnie, a wdychanie tych zapachów wypełnia mnie całą, niczym tchnienie życia. Zmiana w moim sposobie odczuwania zapachów pojawiła się również po tym dziwnym procesie jakby oderwania czegoś ode mnie, nagle o poranku poczułam jak naprawdę, bez złudzeń pachnie i brzmi świat.

Po tym niezrozumiałym dla mnie wydarzeniu zmieniło się wiele rzeczy. Zmienił się mój sposób patrzenia na ludzi, wszyscy stali się zupełnie równi, nie tylko w ten sposób w jaki zwykliśmy o tym mówić potocznie, na co dzień w normalnym świecie. Nie potrafię tego wyjaśnić, jednak człowiek stał się w moich oczach człowiekiem, w inny sposób niż to widziałam do tej pory. Również mój stosunek do sytuacji, zachowań i reakcje na różne zdarzenia uległy zmianie. To co czuję i myślę, niejednokrotnie zaskakuje mnie samą. Nie nadążam często za własnymi odczuciami, nie wiem jakim cudem z dnia na dzień potrafi zmienić się całkowicie mój sposób odbierania rzeczywistości i zdarzeń. Są chwile kiedy się tego boję, jednak zaraz w środku gdzieś odzywa się głos, który powtarza mniej więcej takie słowa:

"Ufasz Chrystusowi? Zawierzyłaś Jemu i Bogu Ojcu?
Czego więc się boisz? Nie bój się, On się wszystkim zajmie, zaufaj mu".

To wszystko jest bardziej niezwykłe niż cokolwiek do tej pory. Przez te dwa dni wszystko przewróciło się we mnie, w moim sposobie postrzegania świata całkowicie do góry nogami, w stosunku do tego co czułam i widziałam dotychczas. Jedna po drugiej przychodziły odpowiedzi na pytania, które tak bardzo mnie dręczyły. Teraz wydały się one jednak całkiem oczywiste, wcale nie szokujące, naturalne, jakbym znała je od dawna. Jednak możliwość usłyszenia ich w ten sposób pozwoliła mi podjąć stopniowe wdrażanie nauki w życie, w moje kontakty z ludźmi. Dwie doby strasznej męczarni, powiedziałabym wręcz porównywalnej z odrywaniem się ogromnej rakiety od ziemi, poskutkowały nieopisaną zmianą. Nie pojmuję jak to możliwe, ponoć człowiek zmienia się latami. Jednak, możliwe są odstępstwa od tej reguły. Albo człowiek latami przygotowuje się, by wreszcie nastąpiła ta prawdziwa, właściwa zmiana.

Przez te dwa dni nie byłam w stanie niczego zjeść, wszystko co było zjedzone zostało natychmiast odrzucone przez organizm. Potem po dwóch dniach nie byłam w stanie zjeść niczego poza ... wiem, że nie zabrzmi to apetycznie, ani nie jest to zdrowe, ale mój organizm wciągnął na raz trzy całe tabliczki czekolady. Po czym wypiłam chyba ze trzy litry mieszanki ziół i dopiero poczułam się lepiej. Mogłabym powiedzieć, że nie czuję już jako takiego smaku jedzenia, nie smakuje mi ono tak jak kiedyś, wiele rzeczy wydaje się nie pachnieć zbyt przyjemnie, a jedzenie nie powiem ostatnie dni jem dużo, ale tylko dlatego, że organizm wręcz tego żąda. Apetyt wzrósł mi nagle (mam nadzieję, że nie na długo bo to niebezpieczne), wyraźnie czuję, że brak mu jakichś witamin i minerałów. Jednak nie wiem jeszcze co dokładnie powinnam mu dać.

Kolejna ciekawostka, którą zauważyłam. Noce są dla mnie inne niż poprzednio, sny zamieniają się raczej w senne wizje, pojawiają się dziwne pojęcia, słowa, myśli, wzory, symbole, których nie znam. Jednak nie to mnie tak dziwi. Zawsze we śnie marzłam strasznie, właściwie nie zależnie od pory roku, więc nie sugerujcie się tym, że jest lato. Należę do typu zmarzluchów, którzy leżąc na słońcu mają zimne stopy. Tak więc co dziwnego zauważyłam w związku z tym? A no to, że od tygodnia budzę się rano mokra, zlana potem, zupełnie jakbym przebiegła pół świata w upale 40 stopniowym. Zresztą nie
tylko rano się budzę, wyrywam mnie ze snu uczucie niesamowitego gorąca, które pali mnie w środku, a na zewnątrz jestem zimna. Muszę wtedy stymulować właściwie oddech, bo mam wrażenie jakbym miała wysoką gorączkę i wszystko mnie pali. Zdarzały mi się w życiu sytuacje podobne, jednak nie identyczne i zwykle towarzyszyła temu choroba. Nigdy też nie wybudzało mnie coś takiego zawsze o stałej porze nocnej ok. 1:30 do 4:00 i nie powodowało bólu. Choćby dzisiejszej nocy - naprawdę nie mogłam tego znieść. Nie da się wtedy zasnąć, nie da się normalnie oddychać, musiałam wypić trzy szklanki chłodnej wody, żeby jakoś poczuć w środku ochłodzenie. To niestety pomogło tylko na czas picia. Zaraz znów czułam tę temperaturę w środku. U mnie to nie jest normalne.

Jest jeszcze przeczucie, połączone z bólami ciała, które mówi mi, że coś się we mnie zmienia - fizycznie zmienia. Mam nieodparte wrażenie, że moje ciało zmienia się, że coś w nim ulega całkowitemu przemienieniu. Bóle bowiem, które ostatnio mi towarzyszą są inne, kłujące, zupełnie jakby cieńsze i grubsze nitki przedzierały się wewnątrz i pochłaniały część mnie od środka. Te cienkie i grube nitki powodują czasami krwawienie z nosa, co również było mi obce. W zasadzie jestem tego pewna, po tym jak zupełnie nie kojarząc faktów, kiedy zapytałam Boga w modlitwie o to, dlaczego to musi aż tak boleć, natychmiast usłyszałam z wnętrza, a jakby z zewnątrz odpowiedź. Było to właściwie wspomnienie z podstawówki, a dokładniej z jednego sprawdzianu z biologii z którego pierwszy i ostatni raz w życiu dostałam 6. Sprawdzian był o DNA i RNA. Przypomniałam sobie pojęcie kwasu rybonukleinowego i dezoksyrybonukleinowego i rysunek, schemat budowy ludzkiego DNA. Zrozumiałam wtedy, że zmiany zachodzą już nie tylko wewnętrznie, w duszy, ale i w ciele. Zresztą naprawdę mam wrażenie, że czuję jak coś się zmienia fizycznie w całym moim ciele. Miałam sen również w którym obserwowałam zmiany tkanek płucnych, niestety nie pamiętam nic więcej prócz obrazu, ale w zasadzie potrafiłabym to narysować.

Moje oczy zdają się zauważać energię napływającą na Ziemię z nieba, całkiem jakby masy jakiegoś promieniowania niczym niewidzialne chmury wnikały w nasz świat wypełniając go czymś, co nie jest zauważalne. Natura wydaje się przy tym stawać potężniejszą, silniejszą, bardziej żywą niż dotąd. Wcześniej zdarzało mi się obserwować podobne zjawiska, ale sporadycznie, teraz mogę to zaobserwować w każdej chwili.

To tylko tak pobieżnie. Minęły zaledwie trzy tygodnie od momentu kiedy to wszystko się zaczęło, kiedy tak się nasiliło. Zmiany nastąpiły w tym krótkim czasie w każdym chyba aspekcie mojego życia - w ciele fizycznym, w moim wnętrzu, w duszy. Co przyniosą następne dni i noce to się okaże, z pewnością możecie liczyć na kolejne relacje, gdy tylko zaobserwuję coś ciekawego.

Pozdrawiam Was wszystkich mocą Bożej Miłości, niechaj kosmiczne promienie prowadzą Was zawsze właściwą drogą. Bądźcie silni i wytrwali, cierpliwi i gotowi na poświęcenia, na wszystko przyjdzie czas. Tylko Miłość nas uratuje.

cdn...

19 July 2009

GODAN