|
Długo trwałam w swoim życiu w ciemności, za długo. Najpierw brnąc w
nią coraz głębiej nieświadomie, później schodząc już bardziej
świadomie, lecz w przestrachu, nienawiści do siebie samej. Wreszcie
podejmując kolejne wyzwania, walkę, próbę zrozumienia - właściwie
ciężko to określić znajdując się w stricte fizycznym wymiarze
świadomości. Był to okres burzliwy i chaotyczny. Jednak jak mówią
słowa pewnej znanej polskiej piosenki:

"A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój".
Tak też stało się w moim przypadku. Ciemności, w których na początku
nie można było dostrzec najmniejszego promyka światła, powoli
odzyskiwały właściwą formę, już płomyk świecy dawał wiele, bowiem
ciemność przy drobnej iskierce przestaje być ciemnością. Przyszedł
dzień - nie tak dawno - w którym poczułam jak coś we mnie umiera,
odrywa się
z niewiarygodną siłą. Ten proces trwał jakieś dwie doby, szczególnie
jednak ból wewnętrzny nasilił się w trakcie 12 godzin. Nie spałam,
miałam wrażenie, że nie oddycham, zupełnie jakby ktoś oderwał jakiś
pasożytujący na mnie organizm. Nie mam pojęcia co to było, ale brak
tego czegoś odczuwam i jest mi lepiej, czuję się jakby wolna,
lżejsza. Któregoś dnia, a właściwie którejś nocy zauważyłam jak
jasne, czyste światło wypełnia mój pokój i zamienia ciemność w
świtanie. To jasne światło zaczęło mi towarzyszyć każdego dnia i
każdej nocy, przed zaśnięciem rozświetla ciemność jaka zwykle panuje
przy zamkniętych powiekach.

Nie jest to wprawdzie całkowita jasność, ale takie delikatne
rozświetlenie, które daje
nadzieję na brzask. To światło zdaje się wnikać we mnie i
jednocześnie ze mnie wychodzić, jest wszędzie wkoło. Oczywiście nie
zawsze potrafię je zaobserwować, dopiero uczę się czym ono jest dla
mnie i dla innych ludzi, którzy przebywają w moim otoczeniu.
Dlaczego
dla innych? Nie wiem, ale mam wrażenie, jakby w jakiś tajemniczy
sposób to światło wpływało na innych, uspokajało, dawało ciepło i
wiarę w lepszy dzień.

Światło to jest białe, całkowicie jasne, czyste i ma niezwykłą moc.
Wnika w ciało
i z niego wypływa niemal przez wszystkie komórki ciała. Powoduje
ból, nieopisany
i niezrozumiały dla ludzi, kiedy opowiadam o tym bólu inni dziwnie
na mnie spoglądają. Właściwie już od wielu lat zmagałam się z
różnymi bólami i choć ten jest inny, bo potrafi
w ułamku sekundy wypełnić na raz cały organizm, to jednak traktuję
go jako coś naturalnego. Rozumiem, że tak musi być. Nie ukrywam
jednak, że nie jest to nic przyjemnego. Są momenty kiedy nagle muszę
się położyć, choć nawet leżenie potrafi boleć. Odczuwam nagłe
ukłucia nadchodzące znikąd i mocno uderzające moje ciało. Przez
kilka dni np. odczuwałam silne, nagłe ciosy w bok żeber z prawej do
lewej i z lewej do prawej strony zupełnie jakby wbijano mi tam
jakieś ostre, duże narzędzie, naostrzony kij, miecz lub coś
podobnego. Miałam wrażenie jakby to przebijało mnie na wylot
powodując ból od żebra pod kątem pod pachę. Dziwne. Czasami czuję
też jakby nagłe wybuchy w środku, przypomina to trochę eksplozje
ładunków wybuchowych w środku ciała. Energia kumuluje się w jakimś
punkcie
i później wybucha tam wywołując ból, który trwa od kilku sekund do
kilku godzin, różnie.

Nie naturalne są też doświadczenia związane z sercem. Kiedyś często
odczuwałam jakby kłucie serca, oczywiście bliżej lewej piersi.
Ostatnio (wiem, że to może brzmieć dziwnie i wielu ludzi, którzy to
czytają będzie z tego drwiło, ale takie życie) odczuwam kłucie serca
z prawej strony bliżej prawej piersi, nieco wyżej niż w przypadku
kłucia po lewej stronie, ale dokładnie takie samo kłucie jak kiedyś
czułam po lewej, jeśli chodzi o ból. A kłucie zdaje się przenikać na
tył pleców w okolicę łopatki. Mam wrażenie czasami i dziwne uczucie,
jakbym miała w środku dwa serca. Nie twierdzę, że mam... opisuję Wam
tylko swoje odczucia.

Wracając do samego światła, zauważyłam, że choć to "inne" światło
mogę
obserwować długo, to zwykłe światło słoneczne powoduje nagły ból
oczu. Niektórzy
tak reagują naturalnie, jednak ja kiedyś mogłam wpatrywać się w
słońce, a dziś, nie mogę nawet spoglądać spokojnie w jego kierunku.
Od razu oczy same się zamykają. W ogóle zrobiły się strasznie
wrażliwe, łzawią często właściwie bez powodu, bolą jakby w środku
i czasami czuję jakby naciągały mi się w nich jakieś linki wewnątrz.
Kłucia serca z prawej strony często są sygnałem poprzedzającym nagły
napływ łez, które płyną "hektolitrami",
bez uzasadnionej przyczyny. Po chwili dopiero pojawiają się jakby
wewnątrz gdzieś obrazy, które wywołują smutek, przygnębienie, ból,
żal, współczucie i dopiero wtedy rozumiem,
skąd przed chwilą pojawiły się łzy. Są to jednak zwykle obrazy nie
związane z moim
życiem i moją codziennością, są to obrazy świata, ludzi, zwierząt,
przyrody.

Nie tylko jednak obrazy się zmieniły. Świat wydaje się pachnieć
inaczej niż
dotychczas. Może to brzmi niezbyt logicznie, ale czuję naprawdę
czuję zapach
świata, ziemi, powietrza, trawy, liścia, przelatującego ptaka, wody,
kropel deszczu.
Tak powiecie, że to nic nadzwyczajnego, ale ja czuję wyraźną
różnicę. Wszystko to
pachnie niezwykle intensywnie, a wdychanie tych zapachów wypełnia
mnie całą, niczym tchnienie życia. Zmiana w moim sposobie odczuwania
zapachów pojawiła się
również po tym dziwnym procesie jakby oderwania czegoś ode mnie,
nagle
o poranku poczułam jak naprawdę, bez złudzeń pachnie i brzmi świat.

Po tym niezrozumiałym dla mnie wydarzeniu zmieniło się wiele rzeczy.
Zmienił się mój sposób patrzenia na ludzi, wszyscy stali się
zupełnie równi,
nie tylko w ten sposób w jaki zwykliśmy o tym mówić potocznie, na co
dzień
w normalnym świecie. Nie potrafię tego wyjaśnić, jednak człowiek
stał się w moich
oczach człowiekiem, w inny sposób niż to widziałam do tej pory.
Również mój stosunek
do sytuacji, zachowań i reakcje na różne zdarzenia uległy zmianie.
To co czuję i myślę, niejednokrotnie zaskakuje mnie samą. Nie
nadążam często za własnymi odczuciami,
nie wiem jakim cudem z dnia na dzień potrafi zmienić się całkowicie
mój sposób
odbierania rzeczywistości i zdarzeń. Są chwile kiedy się tego boję,
jednak zaraz
w środku gdzieś odzywa się głos, który powtarza mniej więcej takie
słowa:
"Ufasz
Chrystusowi? Zawierzyłaś Jemu i Bogu Ojcu?
Czego więc się boisz? Nie bój się, On się wszystkim zajmie, zaufaj
mu".

To wszystko jest bardziej niezwykłe niż cokolwiek do tej pory. Przez
te dwa
dni wszystko przewróciło się we mnie, w moim sposobie postrzegania
świata
całkowicie do góry nogami, w stosunku do tego co czułam i widziałam
dotychczas.
Jedna po drugiej przychodziły odpowiedzi na pytania, które tak
bardzo mnie dręczyły.
Teraz wydały się one jednak całkiem oczywiste, wcale nie szokujące,
naturalne, jakbym znała je od dawna. Jednak możliwość usłyszenia ich
w ten sposób pozwoliła mi podjąć stopniowe wdrażanie nauki w życie,
w moje kontakty z ludźmi. Dwie doby strasznej męczarni,
powiedziałabym wręcz porównywalnej z odrywaniem się ogromnej rakiety
od ziemi, poskutkowały nieopisaną zmianą. Nie pojmuję jak to
możliwe, ponoć człowiek zmienia się latami. Jednak, możliwe są
odstępstwa od tej reguły. Albo człowiek
latami przygotowuje się, by wreszcie nastąpiła ta prawdziwa,
właściwa zmiana.

Przez te dwa dni nie byłam w stanie niczego zjeść, wszystko co było
zjedzone
zostało natychmiast odrzucone przez organizm. Potem po dwóch dniach
nie byłam
w stanie zjeść niczego poza ... wiem, że nie zabrzmi to apetycznie,
ani nie jest to zdrowe, ale mój organizm wciągnął na raz trzy całe
tabliczki czekolady. Po czym wypiłam chyba ze trzy litry mieszanki
ziół i dopiero poczułam się lepiej. Mogłabym powiedzieć, że nie
czuję już jako takiego smaku jedzenia, nie smakuje mi ono tak jak
kiedyś, wiele rzeczy wydaje się nie pachnieć zbyt przyjemnie, a
jedzenie nie powiem ostatnie dni jem dużo, ale tylko dlatego,
że organizm wręcz tego żąda. Apetyt wzrósł mi nagle (mam nadzieję,
że nie na długo
bo to niebezpieczne), wyraźnie czuję, że brak mu jakichś witamin i
minerałów.
Jednak nie wiem jeszcze co dokładnie powinnam mu dać.

Kolejna ciekawostka, którą zauważyłam. Noce są dla mnie inne niż
poprzednio, sny zamieniają się raczej w senne wizje, pojawiają się
dziwne pojęcia, słowa, myśli, wzory, symbole, których nie znam.
Jednak nie to mnie tak dziwi. Zawsze we śnie marzłam strasznie,
właściwie nie zależnie od pory roku, więc nie sugerujcie się tym, że
jest lato. Należę do typu zmarzluchów, którzy leżąc na słońcu mają
zimne stopy. Tak więc co dziwnego zauważyłam w związku z tym? A no
to, że od tygodnia budzę się rano mokra, zlana potem, zupełnie
jakbym przebiegła pół świata w upale 40 stopniowym. Zresztą nie
tylko rano się budzę, wyrywam mnie ze snu uczucie niesamowitego
gorąca, które pali mnie w środku, a na zewnątrz jestem zimna. Muszę
wtedy stymulować właściwie oddech, bo mam wrażenie jakbym miała
wysoką gorączkę i wszystko mnie pali. Zdarzały mi się w życiu
sytuacje podobne, jednak nie identyczne i zwykle towarzyszyła temu
choroba. Nigdy też nie wybudzało mnie coś takiego zawsze o stałej
porze nocnej ok. 1:30 do 4:00 i nie powodowało bólu. Choćby
dzisiejszej nocy - naprawdę nie mogłam tego znieść. Nie da się wtedy
zasnąć, nie da się normalnie oddychać, musiałam wypić trzy szklanki
chłodnej wody, żeby
jakoś poczuć w środku ochłodzenie. To niestety pomogło tylko na czas
picia.
Zaraz znów czułam tę temperaturę w środku. U mnie to nie jest
normalne.

Jest jeszcze przeczucie, połączone z bólami ciała, które mówi mi, że
coś się we mnie zmienia - fizycznie zmienia. Mam nieodparte
wrażenie, że moje ciało zmienia się, że coś
w nim ulega całkowitemu przemienieniu. Bóle bowiem, które ostatnio
mi towarzyszą są inne, kłujące, zupełnie jakby cieńsze i grubsze
nitki przedzierały się wewnątrz i pochłaniały część mnie od środka.
Te cienkie i grube nitki powodują czasami krwawienie z nosa, co
również było mi obce. W zasadzie jestem tego pewna, po tym jak
zupełnie nie kojarząc faktów, kiedy zapytałam Boga w modlitwie o to,
dlaczego to musi aż tak boleć, natychmiast usłyszałam z wnętrza, a
jakby z zewnątrz odpowiedź. Było to właściwie wspomnienie z
podstawówki, a dokładniej z jednego sprawdzianu z biologii z którego
pierwszy i ostatni raz w życiu dostałam 6. Sprawdzian był o DNA i
RNA. Przypomniałam sobie pojęcie kwasu rybonukleinowego i
dezoksyrybonukleinowego i rysunek, schemat budowy ludzkiego DNA.
Zrozumiałam wtedy, że zmiany zachodzą już nie tylko wewnętrznie, w
duszy, ale i w ciele. Zresztą naprawdę mam wrażenie, że czuję jak
coś się zmienia fizycznie w całym moim ciele. Miałam sen również w
którym obserwowałam zmiany tkanek płucnych, niestety nie pamiętam
nic więcej prócz obrazu, ale w zasadzie potrafiłabym to narysować.

Moje oczy zdają się zauważać energię napływającą na Ziemię z nieba,
całkiem
jakby masy jakiegoś promieniowania niczym niewidzialne chmury
wnikały w nasz
świat wypełniając go czymś, co nie jest zauważalne. Natura wydaje
się przy tym stawać potężniejszą, silniejszą, bardziej żywą niż
dotąd. Wcześniej zdarzało mi się obserwować podobne zjawiska, ale
sporadycznie, teraz mogę to zaobserwować w każdej chwili.

To tylko tak pobieżnie. Minęły zaledwie trzy tygodnie od momentu
kiedy
to wszystko się zaczęło, kiedy tak się nasiliło. Zmiany nastąpiły w
tym krótkim
czasie w każdym chyba aspekcie mojego życia - w ciele fizycznym, w
moim
wnętrzu, w duszy. Co przyniosą następne dni i noce to się okaże, z
pewnością
możecie liczyć na kolejne relacje, gdy tylko zaobserwuję coś
ciekawego.
Pozdrawiam Was wszystkich mocą Bożej Miłości, niechaj kosmiczne
promienie prowadzą Was zawsze właściwą drogą. Bądźcie silni i
wytrwali,
cierpliwi i gotowi na poświęcenia, na wszystko przyjdzie czas. Tylko
Miłość nas uratuje.
cdn...
19 July 2009
GODAN
|