MEDYTACJE

WYZWOLENIE PRZEZ MEDYTACJĘ
(CZĘŚĆ 13)
LINK! DO CZĘŚCI 12

LINK! DO CZĘŚCI 14

DROGA NA ZEWNĄTRZ- CIERPIENIE

Droga duchowa, to nie tylko droga do naszego wnętrza, ale jest to jednocześnie droga na zewnątrz. Bóg, który nam towarzyszy w doświadczaniu wewnętrznej jedności, jest też Bogiem jakże często spotykanym na drogach codziennego życia.

Ta seria medytacji ma na celu pomóc medytującemu przeżyć głębszy sens doświadczenia wiary, na mocy której Bóg jest zawsze z nami w drodze jako Emmanuel. Działanie boskiego środka nadaje temu co świeckie - znaczenie sakralne, np. wykonywane codziennie te same obowiązki, mogą po pewnym czasie stać się swoistym misterium.

Życie duchowe człowieka oznacza bycie z Bogiem w drodze. Mamy zawsze dawać przestrzeń Duchowi św. , aby towarzyszył nam w tej wędrówce. W sposób szczególny spotykamy Boga na naszej drodze cierpienia, kiedy dosięga nas lub kogoś nam bliskiego choroba, śmierć małżonka, dziecka, przyjaciela..., kiedy znaleźliśmy się w krytycznej sytuacji finansowej. Jakże często wołamy wtedy do Boga słowami Jezusa Chrystusa: Boże czemuś mnie opuścił. Gdy wielkie kataklizmy nawiedzają różne rejony świata, gdy trzęsienia ziemi, powodzie pochłaniają miliony ofiar pytamy: gdzie jest Bóg, dlaczego przyzwala na takie tragiczne wydarzenia. Jak wynika z wielowiekowych obserwacji, nie możemy wypierać się waśni z własnym losem, lecz powinniśmy je dopuszczać. Nie możemy ciągle tłumić mocowania się z Bogiem o sens zbawienia, lecz powinniśmy je wyrażać.

Na krzyżu Jezus wołał:



"Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił"
(Mt 27,46)

Jezus doznał opuszczenia przez Boga- czyli najgłębszego cierpienia jakie może spotkać człowieka. Uczciwość wobec samego siebie wymaga dotknięcia własnej historii cierpienia. To właśnie życie duchowe uzdalnia nas do tego, aby spojrzeć cierpieniu w oczy, bez lęku, obawy, że nie poradzimy sobie. I jest to prawda. W moim życiu też była duchowa noc, mroki, których się zdawało, że nie przebije najmocniejsze światło. Była utrata najbliższych, plany życiowe legły w gruzach. Też mi się wydawało, że nie ma Boga, ale myliłam się, On był i pokrzepiał moje nadwątlone siły. Teraz z perspektywy czasu, gdy patrzę na ten Boski Plan mojego zbawienia mogę powiedzieć: Boże dziękuję Ci za te wszystkie doświadczenia, bo dzięki nim odnalazłam właściwą drogę do Ciebie.

Ktoś powie, że brzmi to jak paradoks, zgadza się, ja parę lat wstecz też tak powiedziałabym. Ale muszę zapewnić, że warto zagłębić się w mroki własnej egzystencji, ponieważ wtedy otwieramy się na inne doświadczenia. Oczywiście nie stanie się to w przeciągu paru dni, czasami ten proces trwa latami, ale naprawdę warto. Nagrodą jest życie oparte na innych wartościach, życie wolne od lęku, niezdrowej rywalizacji, jednym słowem życie szczęśliwe.

Każdy kryzys jest momentem łaski z konkretnym wyzwaniem, aby obrać właściwą drogę. Każda choroba ma swoje orędzie zbawienia. Jednak, żeby je rozpoznać potrzebujemy wewnętrznego światła. Jeśli cierpienie przyjmuje się, nadając mu zbawienny wymiar, wtedy przestaje być uciążliwym cierpieniem. Staje się duchowym krzyżem, który prowadzi do przemiany życia.

Wielki Apostoł Narodów św. Paweł w drugim liście go Koryntian przytoczył bardzo wymowne słowa:

"Ilekroć niedomagam,
tylekroć jestem mocny"

(2 Kor 12, 10)

Krzyż nie pokazuje nam Boga wszechmogącego, lecz pozbawionego władzy, nie pokazuje Stwórcy siedzącego na tronie, lecz tego co się uniża i myje człowiekowi stopy. Na krzyżu nie poznajemy Boga, który panuje z tamtej strony historii, lecz Tego, który naszą historię uczynił swoją własną. Nie jest to zatem Bóg, który z wysokości Majestatu obserwuje zmagających się ze swoim cierpieniem ludzi, ale jest to to Bóg - dobry i litościwy Ojciec, który idzie z nami po naszej drodze cierpienia.

MEDYTACJA XVII

Miejsce: przyjmuję pozycję siedzącą, wyprostowaną i wewnętrznie skupioną. Dochodzę do ucieleśnionej ciszy.

Rozważanie: patrzę uczciwie na swoje życie i próbuję rozpoznać, co mnie w tym momencie gnębi. Dopuszczam do siebie uczucia: lęk i poczucie, że nie mam wyjścia, samotność i rozpacz. Świadomie dostrzegam w sobie te sprzeczności i mocowanie się z Bogiem.

Słowo do medytacji: możliwe, że w głębi serca pojawi się krzyk: Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił, ale zezwalam sobie na wypowiedzenie go. Przyjmuję w sobie ciemną noc i zawierzam się całkowicie Chrystusowi, obecnemu i towarzyszącemu mi z mojego wnętrza.

cdn...

Maria