|
DROGA NA ZEWNĄTRZ- CIERPIENIE

Droga duchowa, to nie tylko droga do naszego wnętrza, ale jest to
jednocześnie droga na zewnątrz. Bóg, który nam towarzyszy w
doświadczaniu wewnętrznej jedności, jest też Bogiem jakże często
spotykanym na drogach codziennego życia.

Ta seria medytacji ma na celu pomóc medytującemu przeżyć głębszy
sens doświadczenia wiary, na mocy której Bóg jest zawsze z nami w
drodze jako Emmanuel. Działanie boskiego środka nadaje temu co
świeckie – znaczenie sakralne, np. wykonywane codziennie te same
obowiązki, mogą po pewnym czasie stać się swoistym misterium.
Życie duchowe człowieka oznacza bycie z Bogiem w drodze. Mamy zawsze
dawać przestrzeń Duchowi św. , aby towarzyszył nam w tej wędrówce. W
sposób szczególny spotykamy Boga na naszej drodze cierpienia, kiedy
dosięga nas lub kogoś nam bliskiego choroba, śmierć małżonka,
dziecka, przyjaciela..., kiedy znaleźliśmy się w krytycznej sytuacji
finansowej. Jakże często wołamy wtedy do Boga słowami Jezusa
Chrystusa: Boże czemuś mnie opuścił. Gdy wielkie kataklizmy
nawiedzają różne rejony świata, gdy trzęsienia ziemi, powodzie
pochłaniają miliony ofiar pytamy: gdzie jest Bóg, dlaczego przyzwala
na takie tragiczne wydarzenia. Jak wynika z wielowiekowych
obserwacji, nie możemy wypierać się waśni z własnym losem, lecz
powinniśmy je dopuszczać. Nie możemy ciągle tłumić mocowania się z
Bogiem o sens zbawienia, lecz powinniśmy je wyrażać.
Na
krzyżu
Jezus wołał:

"Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił"
(Mt 27,46)
Jezus doznał opuszczenia przez Boga- czyli najgłębszego cierpienia
jakie może spotkać człowieka. Uczciwość wobec samego siebie wymaga
dotknięcia własnej
historii
cierpienia. To właśnie życie duchowe uzdalnia nas do tego, aby
spojrzeć cierpieniu w oczy, bez lęku, obawy, że nie poradzimy sobie.
I jest to prawda. W moim życiu też była duchowa noc, mroki, których
się zdawało, że nie przebije najmocniejsze światło. Była utrata
najbliższych, plany życiowe legły w gruzach. Też mi się wydawało, że
nie ma Boga, ale myliłam się, On był i pokrzepiał moje nadwątlone
siły. Teraz z perspektywy czasu, gdy patrzę na ten Boski Plan mojego
zbawienia mogę powiedzieć: Boże dziękuję Ci za te wszystkie
doświadczenia, bo dzięki nim odnalazłam właściwą drogę do Ciebie.

Ktoś powie, że brzmi to jak paradoks, zgadza się, ja parę lat wstecz
też tak powiedziałabym. Ale muszę zapewnić, że warto zagłębić się w
mroki własnej egzystencji, ponieważ wtedy otwieramy się na inne
doświadczenia. Oczywiście nie stanie się to w przeciągu paru dni,
czasami ten proces trwa latami, ale naprawdę warto. Nagrodą jest
życie oparte na innych wartościach, życie wolne od lęku, niezdrowej
rywalizacji, jednym słowem życie szczęśliwe.
Każdy kryzys jest momentem łaski z konkretnym wyzwaniem, aby obrać
właściwą drogę. Każda choroba ma swoje orędzie zbawienia. Jednak,
żeby je rozpoznać potrzebujemy wewnętrznego światła. Jeśli
cierpienie przyjmuje się, nadając mu zbawienny wymiar, wtedy
przestaje być uciążliwym cierpieniem. Staje się duchowym krzyżem,
który prowadzi do przemiany życia.
Wielki Apostoł Narodów św. Paweł w drugim liście go Koryntian
przytoczył bardzo wymowne słowa:
„Ilekroć niedomagam,
tylekroć jestem mocny”
(2 Kor 12, 10)

Krzyż nie pokazuje nam Boga wszechmogącego, lecz pozbawionego
władzy, nie pokazuje Stwórcy siedzącego na tronie, lecz tego co się
uniża i myje człowiekowi stopy. Na krzyżu nie poznajemy Boga, który
panuje z tamtej strony historii, lecz Tego, który naszą historię
uczynił swoją własną. Nie jest to zatem Bóg, który z wysokości
Majestatu obserwuje zmagających się ze swoim cierpieniem ludzi, ale
jest to to Bóg – dobry i litościwy Ojciec, który idzie z nami po
naszej drodze cierpienia.
MEDYTACJA
XVII

Miejsce: przyjmuję pozycję
siedzącą, wyprostowaną i wewnętrznie skupioną. Dochodzę do
ucieleśnionej ciszy.
Rozważanie: patrzę uczciwie
na swoje życie i próbuję rozpoznać, co mnie w tym momencie gnębi.
Dopuszczam do siebie uczucia: lęk i poczucie, że nie mam wyjścia,
samotność i rozpacz. Świadomie dostrzegam w sobie te sprzeczności i
mocowanie się z Bogiem.
Słowo do medytacji: możliwe,
że w głębi serca pojawi się krzyk: Boże mój, Boże mój czemuś mnie
opuścił, ale zezwalam sobie na wypowiedzenie go. Przyjmuję w sobie
ciemną noc i zawierzam się całkowicie Chrystusowi, obecnemu i
towarzyszącemu mi z mojego wnętrza.
cdn...
Maria
|