|

Zwolennicy psychologii głębi, której prekursorem był Jung uważają
zgodnie, że przeżycie narodzin można rozumieć jako psychologiczny
motyw śmierci i odrodzenia, a więc jako symbol przemiany osobowości.
Odłączenie od matki przy porodzie jest decydującym wydarzeniem w
życiu człowieka. Tym jednak, co ma dla dziecka największe znaczenie
to piętno krańcowych przeciwności fizjologicznych narodzin
pozostawionych w osobowości. Matryce perinatalne formułują
późniejsze doznania w życiu, bowiem każde stadium biologicznych
narodzin zdaje się mieć duchowy odpowiednik. Podczas terapii zwanej
rebirthingiem osoby dorosłe przeżywają ponownie swoje narodziny i
często pozbywają się urazów i traumy z tego ważnego etapu życia. Tak
więc cztery fazy (matryce) w
ich odczuciu przedstawia się następująco:
- Niezakłócone bytowanie w macicy - odpowiada doznaniu kosmicznej
jedności. Wtedy odczuwana jest atmosfera raju oraz dostrzegane są
piękne scenerie w przyrodzie i przeżycia oceaniczne,
- Początek porodu odpowiada poczuciu całkowitego wchłonięcia.
Skurczom macicy towarzyszy doświadczenie sytuacji "bez wyjścia" lub
przeżycie "piekła". Często też kojarzy się ten etap z torturami w
więzieniu, przerażającymi przeżyciami o charakterze klaustrofobii w
jaskiniach, z podwodnymi tunelami stopniowo zwężającymi się.
- Przechodzenie przez kanał porodowy odzwierciedla zmaganie się z
doświadczeniem śmierci i odrodzenia. Ta druga faza kliniczna porodu
jest dla płodu potężną walką o przeżycie, często towarzyszy mu
wysoki stopień duszenia się. Końcowe etapy tej matrycy łączą się ze
snami o ekscytujących przygodach podczas wypraw wojskowych, polowań,
zabaw, szczególnie tych karnawałowych.
- Trzecia faza kliniczna porodu, jego punkt kulminacyjny i
zakończenie odzwierciedla się w snach o Boskich objawieniach,
triumfie, udanej ucieczce z groźnych sytuacji, a na końcu radosnym
świętowaniu.

Jak dowodzą badania kliniczne wzorce danego człowieka ugruntowują
się podczas porodu i bezpośrednio po nim. Negatywne przeżycia
wpływają potem na równie negatywne dzieciństwo i mamy
"potencjalnego" kandydata do nerwicy, depresji lub innej psychozy.
Często w dorosłym życiu jesteśmy nieszczęśliwi, sfrustrowani i nie
zdajemy sobie sprawy, że za takim naszym zachowaniem stoją
traumatyczne narodziny i dzieciństwo.
I właśnie wtedy z pomocą przychodzi nam terapia, która prowadzi nas
w przeszłość - do starych ran, bólu, strachu, wściekłości,
samotności, odrzucenia, niekochania. Większość tych emocji została
wyparta z naszej świadomości, by podtrzymać miłość do swych
rodziców. Stłumione emocje jednak nie wyparowały. Wewnętrzne dziecko
w dorosłym życiu daje o sobie znać.
Na pytanie jakie było twoje
dzieciństwo? - większość osób odpowiada w sposób pozytywny:
"normalne", "nic szczególnego", zdarzają się odpowiedzi mówiące o
"szczęśliwym dzieciństwie".
Jakie było twoje? Co pamiętasz? Przypomnij sobie kilka scen z
dzieciństwa. Jest miło, prawda? Budzi się nostalgia. A teraz dobrze
byłoby sięgnąć do tych zdarzeń z dzieciństwa, których być może nawet
nie pamiętasz, a które zaważyły na twoim obecnym życiu. Tych mniej
przyjemnych wspomnień. One zostały zmagazynowane w naszym ciele i w
wieku dorosłym mogą powodować mniej lub bardziej dokuczliwe
symptomy. Można cierpieć na depresję, napady paniki, gwałtowne
wybuchy agresji zwrócone przeciwko otoczeniu, dzieciom, sobie. Można
krok po kroku rujnować swoje życie, nie uświadamiając sobie
przyczyny strachu, wściekłości lub poczucia beznadziei.

Nawet, jeśli pamiętamy razy, czy inne akty agresji staramy się do
nich podejść racjonalnie. Usprawiedliwiamy rodziców. Mówimy o kilku
klapsach, nie mających żadnego znaczenia, na które "naprawdę sobie
zasłużyłam, bo byłem nieznośny i grałem rodzicom na nerwach".
Rodzice są przedstawiani jako biedni, przeciążeni, nieszczęśliwi
ludzie, którzy sami wzrastali bez miłości. Nic więc dziwnego, że
tracili cierpliwość i tak łatwo im było użyć siły, czy szantażu
emocjonalnego wobec dziecka. I nie to jest jeszcze najgorsze, że nie
potrafimy oddać szacunku dziecku, którym kiedyś byliśmy i uznać, że
ono wtedy cierpiało. Najgorsze jest poczucie winy, z jakim żyjemy
obarczając się odpowiedzialnością za to, że nasi rodzice nie byli
szczęśliwi i przez to nie mogli nas wystarczająco dobrze kochać.
Przez całe dzieciństwo staramy się uratować rodziców, sprawić aby
byli szczęśliwi. Kiedy ponosimy klęskę, bo nie da się uratować
nikogo wbrew jemu samemu, popadamy w niekończącą się spiralę
poczucia winy. Teraz sami miewamy ataki złości, które najprościej
nam odreagować na własnych dzieciach. Koło poczucia winy się zamyka.
"Nienawidzę siebie za te chwile ślepego gniewu i furii. Dlaczego
tracę kontrolę, a potem zżerają mnie wyrzuty sumienia? Co mogę z tym
zrobić?".
Musimy wziąć odpowiedzialność za nasze obolałe wewnętrzne dziecko.
Musimy zrozumieć dziecko, jakim byliśmy, uznać jego cierpienie i nie
zaprzeczać temu dłużej. I choć znowu trzeba przejść przez te same
zranienia, warto zaryzykować. Bo gdy wreszcie odważymy się spotkać z
naszym dzieciństwem, otrzymujemy klucz do zrozumienia naszego
nadciśnienia, nowotworów, bezsenności, naszych upokorzeń, życiowych
upadków. Gdy odważamy się w końcu wziąć pod uwagę początki naszego
życia, które nie zaczęło się, gdy mieliśmy 12 lat, lecz znacznie
wcześniej, rzuca nam się w oczy logika tych wszystkich tajemniczych
faktów. Zaczynamy rozumieć siebie. Dostrzegamy dziecko, jakim
byliśmy. Z jego uczuciami i emocjami. Dziecko, które doznawało
odrzucenia od najważniejszych osób na świecie.
W dodatku nikt nie
przybywał mu na ratunek, nikt nawet nie zauważał, że jest w
niebezpieczeństwie. Ono samo z biegiem lat nauczyło się również
lekceważyć swoje lęki, ignorować je, a nawet naśmiewać się z nich.
Niezwykła zdolność adaptacji. Teraz dorosłe dziecko płaci za to
cenę. Obserwując dzieci, zobaczymy, w jaki sposób ulega zniszczeniu
prawdziwa miłość i wolność. Wyobraźmy sobie dwu- lub trzyletnie
dziecko bawiące się i biegające po parku. Jest przy nim mama.
Bacznie obserwuje i boi się, aby dziecko nie upadło i nie zrobiło
sobie krzywdy. W pewnym momencie chce je powstrzymać, a dziecko
myśli, że mama się z nim bawi. Ucieka więc od niej jeszcze szybciej.
Po ulicy przylegającej do parku mkną samochody, co wprawia matkę w
jeszcze większe przerażenie. W końcu łapie dziecko. Ono spodziewa
się, że matka będzie się z nim bawić, a tymczasem dostaje klapsa. To
jest szok. Szczęście dziecka było wyrazem miłości płynącej z jego
wnętrza. Nie rozumie, dlaczego matka tak zareagowała. W ten sposób
krok po kroku niszczona jest w nim miłość. Dziecko nie zna słów, ale
i tak całym sobą pyta pełne wyrzutu - "Dlaczego?".

Bieganie, zabawa, są wyrazami miłości. Miłość przestaje jednak być
bezpieczna, przecież rodzice karzą cię, kiedy ją wyrażasz. Stawiają
cię do kąta, zabraniają robić to, na co miałbyś ochotę. Mówią ci, że
jesteś złym chłopcem albo niegrzeczną dziewczynką... to jest
przygnębiające, to jest kara. W systemie nagród i kar istnieje
poczucie sprawiedliwości i niesprawiedliwości, tego, co jest w
porządku i tego, co w porządku nie jest. Poczucie niesprawiedliwości
jest jak nóż, który zadaje emocjonalne rany, a ranę może jeszcze
dodatkowo zakazić emocjonalna trucizna. Dlaczego tak się dzieje?
Popatrzmy na inny przykład. Wyobraź sobie, że masz dwa lub trzy
lata. Jesteś szczęśliwy, bawisz się, odkrywasz świat.
Nie jesteś
świadom tego, co dobre, a co złe, co jest słuszne, co należy robić,
dlatego, że jeszcze nie zostałeś udomowiony. Bawisz się w pokoju
wszystkim, co cię otacza. Nie masz żadnych złych zamiarów, nie
próbujesz niczego popsuć, ale bawisz się gitarą taty. Dla ciebie to
zabawka taka jak inne, absolutnie nie próbujesz zaszkodzić ojcu ani
go zranić. Ale tata ma jeden z tych dni, kiedy jest poirytowany. Ma
problemy w firmie. Wchodzi do pokoju i widzi, że bawisz się jego
rzeczami! Natychmiast wybucha, chwyta cię i spuszcza lanie. Z
twojego punktu widzenia jest to niesprawiedliwość. To on przyszedł
zdenerwowany, wyładował na tobie złość, zranił. Był kimś, komu
bezgranicznie ufałeś. Przecież jest twoim ojcem, kimś, kto zazwyczaj
cię broni, pozwala ci się bawić i pozwala być sobą. Teraz stało się
coś niepojętego. Poczucie niesprawiedliwości jest jak ból serca.
Zostałeś dotknięty, to boli, sprawia, że płaczesz. Płaczesz nie
dlatego, że dostałeś klapsa.
Nie chodzi o przemoc fizyczną, nie to
cię zraniło, przemoc emocjonalna jest, jak czujesz, niesprawiedliwa.
Przecież ty nic nie zrobiłeś! Poczucie krzywdy otwiera ranę w twoim
umyśle. Twoje emocje zostały zranione i w tym momencie straciłeś
jakąś cząstkę swej niewinności. Nauczyłeś się, że nie zawsze możesz
ufać ojcu. Nawet jeśli twój umysł jeszcze tego nie wie, bo jeszcze
nie potrafi analizować, ale już rozumie. "Nie wolno mu ufać!" Twoje
emocje mówią ci, że są sytuacje, kiedy nie wolno ufać, i mówią ci
też, że to się może powtarzać.

Twoją reakcją może być lęk, złość, nieśmiałość lub po prostu płacz.
Tak czy inaczej reakcja jest już emocjonalną trucizną, ponieważ
normalną reakcją przed udomowieniem jest chęć odwetu - twój tata dał
ci klapsa, a ty masz ochotę mu oddać. Oddajesz mu albo tylko
podnosisz rękę, żeby to zrobić, a to sprawia, że ojciec gniewa się
na ciebie jeszcze bardziej. Większa złość oznacza większą karę.
Teraz wiesz, że gotów jest cię skrzywdzić. Boisz się, ale już się
nie bronisz, bo wiesz, że to tylko pogorszy twoją sytuację. Wciąż
nie rozumiesz dlaczego, ale wiesz, że twój ojciec zdolny jest do
wszystkiego. To otwiera piekącą ranę. Przedtem twój umysł był
absolutnie zdrowy, a ty byłeś niewinny i ufny. Potem rozważny umysł
próbuje zrobić coś z tym doświadczeniem. Uczysz się reagować w
określony, twój własny, indywidualny sposób. Zatrzymujesz emocje w
sobie, a to zmienia twój sposób życia. Teraz coraz częściej będą się
powtarzać podobne doświadczenia - niesprawiedliwość ze strony mamy,
taty, braci, sióstr, wujków i ciotek, szkoły, społeczeństwa,
każdego. Z każdym nowym lękiem uczysz się samoobrony, ale już nie
takiej, jaką posługiwałeś się przed udomowieniem, kiedy umiałeś
bronić się, nie przerywając zabawy.
Ponadto zranieniu towarzyszy coś, co z początku nie stanowi zbyt
wielkiego problemu - emocjonalna trucizna. Z czasem kumuluje się i
nasz umysł podejmuje z nią swoistą grę. Powoli zaczynamy bać się
przyszłości, bo zachowaliśmy wspomnienie trucizny i nie chcemy, żeby
to, co niemiłe, powtórzyło się.

Pamiętamy także akceptację, kiedy tata i mama byli dla nas
dobrzy i żyliśmy w harmonii. Pragniemy harmonii, ale nie
potrafimy jej stworzyć. Ponieważ żyjemy w świecie własnej
percepcji, sądzimy, że wszystko, co dzieje się wokół nas,
dzieje się przez nas. Wierzymy, że mama i tata walczą ze
sobą z naszego powodu, nawet jeśli nie ma to z nami nic
wspólnego.
Z każdym dniem tracimy
niewinność i gromadzimy urazy,
których już nie przebaczamy.
Z czasem wszystkie najdrobniejsze nawet zdarzenia i ich
konsekwencje uświadamiają nam, że nie jest bezpiecznie być
kimś, kim jesteśmy naprawdę. Z każdym tak jest. Poszczególni
ludzie różnią się tylko intensywnością odczuć, która zależy
od indywidualnej inteligencji, poziomu wykształcenia i wielu
innych rzeczy. Jeśli masz szczęście, udomowienie nie jest
zbyt silne. Ale jeśli masz pecha, udomowienie może być tak
silne, a rany tak głębokie, że nawet nie będziesz miał
odwagi mówić. Będziesz się tłumaczył: "Jestem nieśmiały", a
tymczasem nieśmiałość jest lękiem przed otwartym wyrażaniem
swojej osobowości. Możesz wierzyć, że nie potrafisz tańczyć
lub śpiewać, jednak wszystkie niemożności biorą się z
tłumienia normalnego ludzkiego instynktu okazywania miłości.

Najczęstsze motywy snów, które świadczą o uwolnieniu i wyzdrowieniu
wewnętrznego dziecka:
-ciągłe wzrastanie (przechodzenie
poszczególnych etapów rozwoju) wewnętrznego dziecka.
-pojawienie się węża zwanego Ouroborosem, który jest symbolem
ponownego odrodzenia.
-własne ponowne i bezbolesne narodziny.
Tylko dzięki terapiom regresywnym
(rebirthingowi i hiperwentylacji) mamy możliwość uwolnienia
się od tych traumatycznych przeżyć i pójścia dalej ku przeżyciom
transcendentnym.
cdn...
Opracowała Maria
na podstawie własnych wiadomości
z wykorzystaniem fragmentów książki
Ruiz Don Miguela - Ścieżka Miłości.
Sztuka budowania związków.
|