|

Tak jakoś przyszły mi pewne refleksje, długo nie brałam udziału w
nabożeństwach (długo to oznacza
jakieś ponad 30 lat) i było to z różnych powodów, najpierw
nieświadomość i niedojrzałość, potem jakieś buntownicze myśli, że
jestem przecież "dobra", nie życzę nikomu nic złego i nic takiego
nie robię, a tam, w kościele, ciągle "grzmieli" i napominali
grzeszników, przykro mi było tam przebywać. Czułam się jak
przestępca skazany "za niewinność". Poza tym wydawało mi się, że
najczęściej przemawiają do ludzi jak do małych dzieci, bądź mają ich
za półgłówków (ich, czyli i mnie). Więc najczęściej w tamtych latach
odwiedzałam puste i ciche kościoły, modliłam się w lesie, w sobie.
Poza tym wyrobiłam sobie takie zdanie na temat duchowości, że
owszem, wychowana byłam w rodzinie katolickiej, ale przecież już nie
jestem dzieckiem, więc mam prawo robić, co chcę.

Myślałam, że "wyrosłam" z tej wiary, a już na pewno z
religii, którą widziałam jako ładną opowiastkę , choć
wierzyłam zawsze całym sercem w Boga, Trójcę Świętą, to
robiłam to "po swojemu", mając też w sobie miejsce na inne
spojrzenie, nietolerowane przez Kościół Katolicki. Za każdym
razem jak szłam na mszę to szokowało mnie ciągłe straszenie
z ambony, w kółko jedno i to samo. Chyba za rzadko tam
chodziłam i trafiałam na jeden temat kazań. Jednak jakaś
"bomba" wewnątrz mnie tykała, najpierw moje serce, potem
odczucia, na koniec myśli zbliżały się do "celu", wszystko
powoli zaczęło sie przewartościowywać, zrozumiałam powoli,
dlaczego oni tak straszą i napominają.. wystarczy się
rozejrzeć wokoło, z kim mamy do czynienia? Choćby nasi
koledzy z pracy, choćby nasi politycy, jak nie zastraszysz,
to nie posuną sie ani o pół kroku do przodu. Niestety, na
większość ludzi strach to jak na razie najlepsze lekarstwo!
Jak przed Mszą Świętą ksiądz w konfesjonale się nasłucha, co
mu "przynoszą" do rozgrzeszenia, to o czym ma być to
kazanie?

Każdy ma takiego nauczyciela jaki mu potrzebny. Jeśli w całym tłumie
wiernych trafi się garstka o włos dojrzalszych, to jeśli są
świadomi, to się nie buntują na to straszenie, bo wiedzą, że jest
potrzebne większości. A jeśli wszystko biorą do siebie (jak ja) to
się poobrażają i co im z tego?
A potem przyszło olśnienie, że ja wcale nie jestem taka święta i bez
winy... że nie jestem wcale dobra, zaczęło sie wspinanie i nie ma
końca, nie będzie raczej.. Pojawiłam się więc przed ołtarzem jako
ktoś całkiem inny, to ja, jednak już nie-ja, że tak powiem. Teraz
już się nie buntuję, że słyszę, co wiem, inaczej to rozważam w
sobie, to co było przedtem znane i oczywiste jakoś inaczej brzmi,
rozumiem też, że oni muszą dostosować swoje słowa do większości
słuchaczy, nawet o to nie dbam, bo idę do kościoła tylko dlatego, że
mieszka w nim Chrystus. Zastanówmy się, ile w nas podszeptów do
tego, aby ścierały się różne nasze opinie na wszystkie możliwe
tematy, każdy chce mieć własne zdanie i głosić je wokoło na
zasadzie: ja mam rację, ty się mylisz. No komu na tym zależy, żeby
wszystko podzielić na kawałki? Ciemne moce zacierają swoje łapki z
radością, jak muchy siedzące na śmietniku.
Bogusława Maria

Do Jegomości Księdza Profesura:
Coz jo wiym o Tobie, Duchowno Osobo!
Pośród katechetów kwiotku i ozdobo!
Juhas z Tobie gibki, a w sukience chodzis
Jorki okaiste pasies, cy uwodzis?
Cy Cie Baca najon, ten Syroki z nieba
Cobyś pos baranki i gnoł tam, ka trzeba?
Tak czy siak, Józefku, to ciężko robota
Tego dryć za usy, tego ciągnąc z błota.
Jesce gorse jorki, abo stare owce
Kazdo lezie w skode, kazdo cyni co kce.
Niy roz sie trza wesprzeć Noświętsom Panienkom
I rznąć bez grzbiet logom i targnąc wełenkom.
Coz jo wiym o Tobie, jak pasies to stodko?
Cy im dajes rychlik, cy tys psiorke rzodkom?
Może Ci sie widzi, żes król nad juhasy,
A Baca Cie zwolni, bo mu owce strasys??
Kciałabyk tys wiedzieć co som wiys o sobie.
I bars piyknie pytom- napis, jak sie dowiys!
Wanda Czubernatowa
|