|
Etap
I

Nasza nauka chodzenia po ścieżkach duchowego rozwoju powoli się
doskonali.
Coraz lepiej czujemy podłoże pod swoimi nogami. Rzadziej się
potykamy, nabieramy stopniowej pewności siebie. Pora zacząć działać.
Pierwszą zasadniczą czynnością,
jaką musimy wykonać, jest zwrócenie wolności sobie i innym. Przecież
jesteśmy wolni - powie ktoś. To nieprawda, to tylko pozory. Do tej
pory byliśmy niewolnikami własnych pragnień, niewolnikami cudzych
oczekiwań. Otóż prawdziwa wolność duchowa wymaga
od nas porzucenia przywiązań do wszystkiego, nawet do bliskich nam
osób. Przecież nikt nie jest naszą własnością, dlatego musimy
zwalczyć niejednokrotnie ... zaborczość, która nietemperowana,
potrafi zniszczyć najtrwalszą przyjaźń, potrafi zakończyć
najszczęśliwszy związek. Zwrócić wolność innym, to pozwolić im na
podążanie drogą według ich upodobań, zaakceptować odrębność i inność
poglądów.

Zwrócenie wolności innym, to także zaprzestanie kontrolowania i
ciągłego sprawdzania,
które wynika ze strachu przed samotnością, czy porzuceniem.
Czyżbyśmy bardziej ufali ludziom i ich niejednokrotnie zwodniczym
obietnicom niż Stwórcy?. Otóż z chwilą rozpoczęcia praktyk duchowych
zaufanie względem Stwórcy musi znaleźć się na
pierwszym miejscu, inna hierarchia nie wchodzi w ogóle w rachubę.
Niektórym może
się wydawać, że z chwilą wyzwolenia będą mogli robić co im się
będzie najżywiej podobało. Nic bardziej mylnego, bowiem wyzwolenie
duchowe idzie w parze z ogromną odpowiedzialnością. To właśnie
odpowiedzialność będzie nam podpowiadać, które
decyzje będą najlepsze, aby nie krzywdziły innych. Nasze działania
będą bardzo
ostrożne i przemyślane, nie będzie w nich cienia manipulacji.
Wszystko odtąd
będzie służyło ogólnoludzkiemu dobru.

Zwrócenie wolności sobie i innym stanowi pierwszy element
fundamentu, na którym zbudujemy Królestwo Niebieskie na Ziemi. Bo to
Królestwo musimy sami zbudować,
ale nie na zewnątrz, tylko ... wewnątrz siebie. Należy zatem
wykształcić w sobie doskonały stan świadomości, ale do tego
potrzebny jest mocny fundament, taki na skale,
a nie na piasku jak mówi Jezus Chrystus na kartach przypowieści
ewangelicznych.
I właśnie takim pierwszym jego fragmentem jest wolność duchowa.
Etap II

Po wybudowaniu pierwszego elementu fundamentu na skale, który nazywa
się wolnością duchową, pora rozpocząć dalsze prace nad podwalinami,
na których wzniesie się w przyszłości misterna budowla zwana
Królestwem Niebieskim na Ziemi. Tym kolejnym fragmentem fundamentu
jest samoświadomość życia, czyli świadome życie chwilą obecną. To
bardzo trudna umiejętność. Nie da się jej tak od razu nauczyć. Wielu
z nas powie: o co chodzi, przecież ja żyję świadomie, pracuję,
zarabiam, zaspokajam potrzeby swoje i innych. To jednak nie na tym
polega. Ile razy zdarzyło nam się podczas wykonywania codziennych
obowiązków wybiegać myślami w przyszłość, zastanawiać się co będzie
za tydzień, miesiąc, pół roku, czy kilka lat. Często takim wyprawom
mentalnym towarzyszy strach, lęk, obawa przed przyszłością. Martwimy
się, czy będziemy mieć np. pieniądze na urządzenie świąt, nie
zastanawiając się przy tym, czy my tych świąt... dożyjemy. Więc po
co się martwić na zapas.

Przecież powiedział nasz Mistrz Jezus Chrystus, że nie znamy dnia
ani godziny swojego odejścia z tego świata. Dlatego tak ważne jest
świadome życie chwilą obecną, bo tak naprawdę tylko ona istnieje.
Przeszłość jest wspomnieniem, odeszła bezpowrotnie, natomiast
przyszłość to wielka niewiadoma, więc czego mamy w niej szukać? Na
kartach ewangelii Jezus Chrystus wyraźnie podkreślił wagę życia
chwilą obecną:
"Dlatego powiadam wam:
Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie,
o to co macie jeść i pić, ani o swoje ciało,
czym je macie przyodziać.
(...) Przypatrzcie się ptakom w powietrzu:
nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy,
a Ojciec wasz niebieski je żywi.
Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?
Kto z was przy całej swej trosce może
choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swojego życia?
(...)Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy
jeść?, co będziemy pić?
czym będziemy się przyodziewać?
Bo o to wszystko poganie zabiegają.
Przecież Ojciec wasz niebieski wie,
że tego wszystkiego potrzebujecie.
Starajcie się naprzód o królestwo Boga i sprawiedliwość,
a wszystko będzie wam dodane.
Nie troszczcie się zbytnio o jutro,
bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie.
Dosyć ma dzień swojej biedy.
(Mt.6 I-25)

Mamy tu wyraźny nakaz życia chwilą obecną, bo tylko wtedy życie
nabiera barw, sensu
i dziecięcej radości. Wszystkim, którzy będą uczyć się tej naprawdę
trudnej sztuki, radzę,
że pierwszym zasadniczym krokiem, który należy poczynić, jest
uspokojenie rozbieganych myśli. Gdy nie będziemy ich zasilać swoimi
emocjami, to po pewnym czasie odpłyną na zawsze i nasz umysł się
uspokoi.
Drugim krokiem jest wkładanie w proste czynności całego
serca np.: popatrzeć dłuższą chwilę na wysprzątany przed chwilą
pokój. Zachwycić się lśniącą podłogą, podziwiać promienie słońca
wpadające przez pięknie umyte okno.
Można również podczas przyrządzania posiłków podziwiać piękno
kanapek przez nas przygotowanych, albo zachwycać się złocistym
kolorem zupy radośnie bulgoczącej na kuchence gazowej. Ktoś może
powiedzieć, że to śmieszne, ale właśnie wykonując takie proste czynności
musimy się uczyć świadomego funkcjonowania w teraźniejszości.
Wtedy zaczniemy powoli przechodzić do rzeczy większych,
ważniejszych. W tym
miejscu muszę podkreślić, że pierwszym sygnałem informującym nas o
tym stanie
będzie towarzysząca nam dziecięca radość podczas wykonywania
czynności.
Jeżeli naprawdę nauczymy się tak żyć, to jutro nie będzie nam
straszne, bo będziemy
mieć świadomość, że wszystko co nam naprawdę potrzebne do życia
będzie nam
dodane przez Stwórcę. I to się sprawdza w życiu. Osobiście tego
doświadczam.
Etap III

Nasza praca przy fundamentach naszej misternej duchowej budowli
nadal trwa. Wierni słowom Chrystusa porzuciliśmy przeszłość.
Grzebanie umarłych pozostawiliśmy umarłym. Teraz przeszliśmy do
kolejnego etapu prac, coraz cięższych i trudniejszych. Tym razem
będziemy się trudzić nad kolejną częścią fundamentu, częścią
najważniejszą ze wszystkich podzespołów. Na tym bowiem jego
fragmencie będzie się wspierać główna nośna ściana budynku. Bez
niego nie byłby w ogóle możliwy rozwój duchowy i dlatego tą
najważniejszą częścią jest MIŁOŚĆ
UNIWERSALNA.
Dlaczego jest to tak ważne. Ktoś powie: jak
łatwo jest kochać, co to jest darzyć kogoś uczuciem. Nic bardziej
błędnego. My najczęściej obdarzamy tym uczuciem osoby, które są
dobre dla nas, często wyręczają nas w naszych obowiązkach. I my to
nazywamy górnolotnie MIŁOŚCIĄ,
która więcej przypomina szantaż (nie
będę cię kochał (a), jak tak się będziesz zachowywał (a) )
niż to boskie, piękne uczucie. Miłość uniwersalna zakłada rzecz nad
podziw trudną, bo nakazuje miłować (mówiąc
językiem biblijnym) swoich... nieprzyjaciół. A co my nieraz
robimy, drobnych potknięć nie chcemy zapomnieć i to niekiedy
bliskiej osobie, nie mówiąc już o obcych osobach.

I ktoś powie, że to łatwe?
To jest jedna obok wybaczenia najtrudniejsza rzecz pod słońcem,
której musi podołać człowiek rozwijający się duchowo. Przyroda jest
od nas mądrzejsza, przecież słońce świeci tak samo nad dobrymi i
złymi, nad sprawiedliwymi i grzesznikami. Podobnie deszcz użyźnia
ziemię bogobojnego człowieka, jak i tego, który nie przestrzega
dekalogu.

W ewangelii wg św. Mateusza czytamy:
"Słyszeliście, że powiedziano:
Będziesz miłował swego bliźniego,
a nieprzyjaciela swojego będziesz nienawidził,
a ja wam powiadam:
Miłujcie nieprzyjaciół waszych
i módlcie się za tych co was prześladują.
Tak będziecie Synami Ojca naszego,
który jest w niebie, ponieważ on sprawia,
że Jego słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi
i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.
Jeśli bowiem miłujecie tych,
którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie.
Czyż i celnicy tego nie czynią.
I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci,
cóż szczególnego czynicie.
Czyż i poganie tego nie czynią?
Bądźcie więc wy doskonali
jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski". Mt 5,19-43)

To jest prawdziwy majstersztyk, ale proszę mi wierzyć wykonalny w
100%, pod warunkiem, że uwolnimy się od przeszłości, która nas
obciążą i więzi. Preferować życie w
MIŁOŚCI UNIWERSALNEJ to dostrzec w każdym człowieku boskie
dziecko, które jest na takim, a nie innym etapie rozwoju. i zamiast
się zżymać na niego i złościć, to wtedy należy się nachylić nad nim
i pomóc mu podźwignąć się na jego ścieżce rozwoju. Takim, a nie
innym zachowaniem, często denerwującym dla nas daje nam sygnał, że
potrzebuje pomocy, a my jako istoty wyżej od niego stojące duchowo
mamy obowiązek mu tej pomocy udzielić.

cdn...
MARIA
|