KRYZYS DUCHA

BUDOWANIE KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO NA ZIEMI
(CZĘŚĆ 9)
LINK! DO CZĘŚCI 8
LINK! DO CZĘŚCI 10

Etap I

Nasza nauka chodzenia po ścieżkach duchowego rozwoju powoli się doskonali. Coraz lepiej czujemy podłoże pod swoimi nogami. Rzadziej się potykamy, nabieramy stopniowej pewności siebie. Pora zacząć działać. Pierwszą zasadniczą czynnością, jaką musimy wykonać, jest zwrócenie wolności sobie i innym. Przecież jesteśmy wolni - powie ktoś. To nieprawda, to tylko pozory. Do tej pory byliśmy niewolnikami własnych pragnień, niewolnikami cudzych oczekiwań. Otóż prawdziwa wolność duchowa wymaga od nas porzucenia przywiązań do wszystkiego, nawet do bliskich nam osób. Przecież nikt nie jest naszą własnością, dlatego musimy zwalczyć niejednokrotnie ... zaborczość, która nietemperowana, potrafi zniszczyć najtrwalszą przyjaźń, potrafi zakończyć najszczęśliwszy związek. Zwrócić wolność innym, to pozwolić im na podążanie drogą według ich upodobań, zaakceptować odrębność i inność poglądów.

Zwrócenie wolności innym, to także zaprzestanie kontrolowania i ciągłego sprawdzania, które wynika ze strachu przed samotnością, czy porzuceniem. Czyżbyśmy bardziej ufali ludziom i ich niejednokrotnie zwodniczym obietnicom niż Stwórcy?. Otóż z chwilą rozpoczęcia praktyk duchowych zaufanie względem Stwórcy musi znaleźć się na pierwszym miejscu, inna hierarchia nie wchodzi w ogóle w rachubę. Niektórym może się wydawać, że z chwilą wyzwolenia będą mogli robić co im się będzie najżywiej podobało. Nic bardziej mylnego, bowiem wyzwolenie duchowe idzie w parze z ogromną odpowiedzialnością. To właśnie odpowiedzialność będzie nam podpowiadać, które decyzje będą najlepsze, aby nie krzywdziły innych. Nasze działania będą bardzo ostrożne i przemyślane, nie będzie w nich cienia manipulacji. Wszystko odtąd będzie służyło ogólnoludzkiemu dobru.

Zwrócenie wolności sobie i innym stanowi pierwszy element fundamentu, na którym zbudujemy Królestwo Niebieskie na Ziemi. Bo to Królestwo musimy sami zbudować, ale nie na zewnątrz, tylko ... wewnątrz siebie. Należy zatem wykształcić w sobie doskonały stan świadomości, ale do tego potrzebny jest mocny fundament, taki na skale, a nie na piasku jak mówi Jezus Chrystus na kartach przypowieści ewangelicznych. I właśnie takim pierwszym jego fragmentem jest wolność duchowa.
 

Etap II

Po wybudowaniu pierwszego elementu fundamentu na skale, który nazywa się wolnością duchową, pora rozpocząć dalsze prace nad podwalinami, na których wzniesie się w przyszłości misterna budowla zwana Królestwem Niebieskim na Ziemi. Tym kolejnym fragmentem fundamentu jest samoświadomość życia, czyli świadome życie chwilą obecną. To bardzo trudna umiejętność. Nie da się jej tak od razu nauczyć. Wielu z nas powie: o co chodzi, przecież ja żyję świadomie, pracuję, zarabiam, zaspokajam potrzeby swoje i innych. To jednak nie na tym polega. Ile razy zdarzyło nam się podczas wykonywania codziennych obowiązków wybiegać myślami w przyszłość, zastanawiać się co będzie za tydzień, miesiąc, pół roku, czy kilka lat. Często takim wyprawom mentalnym towarzyszy strach, lęk, obawa przed przyszłością. Martwimy się, czy będziemy mieć np. pieniądze na urządzenie świąt, nie zastanawiając się przy tym, czy my tych świąt... dożyjemy. Więc po co się martwić na zapas.

Przecież powiedział nasz Mistrz Jezus Chrystus, że nie znamy dnia ani godziny swojego odejścia z tego świata. Dlatego tak ważne jest świadome życie chwilą obecną, bo tak naprawdę tylko ona istnieje. Przeszłość jest wspomnieniem, odeszła bezpowrotnie, natomiast przyszłość to wielka niewiadoma, więc czego mamy w niej szukać? Na kartach ewangelii Jezus Chrystus wyraźnie podkreślił wagę życia chwilą obecną:

"Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym je macie przyodziać. (...) Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swojego życia? (...)Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść?, co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i sprawiedliwość, a wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. (Mt.6 I-25)

Mamy tu wyraźny nakaz życia chwilą obecną, bo tylko wtedy życie nabiera barw, sensu
i dziecięcej radości. Wszystkim, którzy będą uczyć się tej naprawdę trudnej sztuki, radzę, że pierwszym zasadniczym krokiem, który należy poczynić, jest uspokojenie rozbieganych myśli. Gdy nie będziemy ich zasilać swoimi emocjami, to po pewnym czasie odpłyną na zawsze i nasz umysł się uspokoi.

Drugim krokiem jest wkładanie w proste czynności całego serca np.: popatrzeć dłuższą chwilę na wysprzątany przed chwilą pokój. Zachwycić się lśniącą podłogą, podziwiać promienie słońca wpadające przez pięknie umyte okno. Można również podczas przyrządzania posiłków podziwiać piękno kanapek przez nas przygotowanych, albo zachwycać się złocistym kolorem zupy radośnie bulgoczącej na kuchence gazowej. Ktoś może powiedzieć, że to śmieszne, ale właśnie wykonując takie proste czynności musimy się uczyć świadomego funkcjonowania w teraźniejszości.

Wtedy zaczniemy powoli przechodzić do rzeczy większych, ważniejszych. W tym miejscu muszę podkreślić, że pierwszym sygnałem informującym nas o tym stanie będzie towarzysząca nam dziecięca radość podczas wykonywania czynności. Jeżeli naprawdę nauczymy się tak żyć, to jutro nie będzie nam straszne, bo będziemy mieć świadomość, że wszystko co nam naprawdę potrzebne do życia będzie nam dodane przez Stwórcę. I to się sprawdza w życiu. Osobiście tego doświadczam.
 

Etap III

Nasza praca przy fundamentach naszej misternej duchowej budowli nadal trwa. Wierni słowom Chrystusa porzuciliśmy przeszłość. Grzebanie umarłych pozostawiliśmy umarłym. Teraz przeszliśmy do kolejnego etapu prac, coraz cięższych i trudniejszych. Tym razem będziemy się trudzić nad kolejną częścią fundamentu, częścią najważniejszą ze wszystkich podzespołów. Na tym bowiem jego fragmencie będzie się wspierać główna nośna ściana budynku. Bez niego nie byłby w ogóle możliwy rozwój duchowy i dlatego tą najważniejszą częścią jest MIŁOŚĆ UNIWERSALNA.

Dlaczego jest to tak ważne. Ktoś powie: jak łatwo jest kochać, co to jest darzyć kogoś uczuciem. Nic bardziej błędnego. My najczęściej obdarzamy tym uczuciem osoby, które są dobre dla nas, często wyręczają nas w naszych obowiązkach. I my to nazywamy górnolotnie MIŁOŚCIĄ, która więcej przypomina szantaż (nie będę cię kochał (a), jak tak się będziesz zachowywał (a) ) niż to boskie, piękne uczucie. Miłość uniwersalna zakłada rzecz nad podziw trudną, bo nakazuje miłować (mówiąc językiem biblijnym) swoich... nieprzyjaciół. A co my nieraz robimy, drobnych potknięć nie chcemy zapomnieć i to niekiedy bliskiej osobie, nie mówiąc już o obcych osobach.

I ktoś powie, że to łatwe?

To jest jedna obok wybaczenia najtrudniejsza rzecz pod słońcem, której musi podołać człowiek rozwijający się duchowo. Przyroda jest od nas mądrzejsza, przecież słońce świeci tak samo nad dobrymi i złymi, nad sprawiedliwymi i grzesznikami. Podobnie deszcz użyźnia ziemię bogobojnego człowieka, jak i tego, który nie przestrzega dekalogu.

W ewangelii wg św. Mateusza czytamy: "Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swojego będziesz nienawidził, a ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych co was prześladują. Tak będziecie Synami Ojca naszego, który jest w niebie, ponieważ on sprawia, że Jego słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie. Czyż i celnicy tego nie czynią. I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie. Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski". Mt 5,19-43)

To jest prawdziwy majstersztyk, ale proszę mi wierzyć wykonalny w 100%, pod warunkiem, że uwolnimy się od przeszłości, która nas obciążą i więzi. Preferować życie w MIŁOŚCI UNIWERSALNEJ to dostrzec w każdym człowieku boskie dziecko, które jest na takim, a nie innym etapie rozwoju. i zamiast się zżymać na niego i złościć, to wtedy należy się nachylić nad nim i pomóc mu podźwignąć się na jego ścieżce rozwoju. Takim, a nie innym zachowaniem, często denerwującym dla nas daje nam sygnał, że potrzebuje pomocy, a my jako istoty wyżej od niego stojące duchowo mamy obowiązek mu tej pomocy udzielić.

cdn...

MARIA