|

Przebudzenie archetypu Jaźni w duszy człowieka sygnalizuje, że pora
zacząć go powoli asymilować. Jest to bardzo trudny proces, ponieważ
nadmierna fascynacja tym archetypem niesie poważne konsekwencje dla
psychiki. Jak pisałam jest to potężny symbol, dlatego należy podejść
do niego bardzo ostrożnie. Jaźń czyli pierwiastek boski w duszy
człowieka emanuje niezwykłą siłą przyciągania. Wtedy zaczyna się
przeżywać pierwsze ekstazy, stan do tej pory nie spotykany i nie
przeżywany w życiu. Jest to tak ogromne uniesienie, że chciałoby się
krzyczeć ze szczęścia. Oczywiście ten stan nie może trwać wiecznie,
ponieważ jest to bardzo wyczerpujące dla psychiki. Jest on podobny
do stanu narkotycznego.

Dlatego podczas prawidłowej asymilacji przychodzi też taki moment,
że człowiek
przestaje przeżywać ekstazę i zagłębia się w tzw. pustce
wewnętrznej. Stan pustki
jest bardziej obojętny emocjonalnie tzn.
nie ma takiego wyczerpania psychiki. Muszę przyznać z własnego
doświadczenia, że stan tzw. wewnętrznej pustki jest naprawdę
też
fantastycznym przeżyciem. Wtedy nie interesuje nas opinia
społeczeństwa na
nasz temat, nie oczekujemy pochwał, nasze ego już
nie istnieje. Zostało wchłonięte, przeszliśmy na wyższy etap
rozwoju. Często te zmiany wewnątrz siebie obserwujemy
w konkretnych
wydarzeniach życiowych np. kiedy komuś pomagamy ze szczerego
serca,
nawet przez chwilę nie żałujemy tej decyzji, dzielimy się z lekkim
sercem
np. pieniędzmi i nie rozpowiadamy wokoło jacy to jesteśmy
wspaniałomyślni.

Właśnie to działanie w ukryciu, o którym mówi Biblia jest przejawem
asymilacji
tego archetypu. Innym przejawem asymilacji są częste
kontemplacje np. będąc na
łonie przyrody potrafię przez godzinę w
zupełnej ciszy podziwiać trawkę chwiejącą się
na wietrze. To jest
właśnie ów zachwyt dziecka tylko, że dużo głębszy, bowiem chcąc
zasymilować ten archetyp musimy stać się na powrót dziećmi, czyli
osobami czystymi, ufnymi i niewinnymi jak one. Dogłębna obserwacja
przyrody na zasadzie obopólnej przynależności jest przejawem
zaakceptowania wszystkich zamysłów Bożych
(człowiek
- jednostka jako część wielości w tym także natury).
Pozytywna asymilacja archetypu Jaźni powoduje, że człowiek staje się
wyciszony, nie przemawiają przez
niego emocje (
postronny obserwator może
powiedzieć o nas, że jesteśmy np.
zarozumiali - tak to może czasami
wyglądać dla kogoś kto nie zna tego tematu).
Nie zajmuje się
próżnymi rozmowami wie, że mowa jest srebrem, ale wie też
rzecz dużo
ważniejszą, że milczenie jest złotem.

Bowiem w milczeniu można usłyszeć głoś Boga, który jest
CISZĄ, ale tak wymowną, że
same odpowiedzi i rozwiązania nasuwają się człowiekowi pogrążonemu w
kontemplacji. Człowiek, który pozytywnie zasymilował ten archetyp
nie boi się śmierci, otwarcie o niej rozmawia. Mnie nie przerażają
już w tej chwili żadne tematy eschatologiczne, ponieważ wiem, że po
wypełnieniu przeznaczonej misji na Ziemi powrócę do Źródła, z
którego wypłynęłam. Również w tej chwili czuję brak przywiązania do
rzeczy lub osób. Oczywiście cieszę się , że są , ale nie smucę się
gdy ich nie ma, jest to tylko Wielki
Proces, w którym nic i nikt nie jest naszą własnością. Ja
jestem tylko użytkownikiem, dzierżawcą z woli Stwórcy.
Alienacja od
archetypu Jaźni - depresja

Odrzucenie archetypu Jaźni jest równoznaczne z zerwaniem kontaktu z
Najwyższym Źródłem, z którego każdy pochodzi. Zaprzeczenie istnienia
pierwiastka boskiego w duszy człowieka łączy się z bardzo poważnymi
konsekwencjami psychicznymi. Otóż wtedy najczęściej rozwija się
jedna z największych i najbardziej niebezpiecznych chorób
psychicznych - depresja.

Depresja to poważna choroba duszy, duszy, która została odłączona na
własne życzenie
od Źródła. Energia boska, która zasila każdego
człowieka zaczyna płynąć coraz wolniej
i wolniej, aż w końcu jej
dopływ zupełnie zostaje zablokowany. Owo zasilanie można porównać do
rzeki, która wypływając ze swojego źródła najpierw płynie wartko
pokonując wszystkie przeszkody napotkane na drodze. Później im dalej
jest od źródła bardzo często
jej bieg staje się wolniejszy, aż w
końcu ustaje.
Wtedy woda traci swoją moc, staje się bardzo często
martwa. Zaczyna zmieniać kolor, mętnieje, jest zanieczyszczona i
... zabagniona. Zaczynają wegetować w niej pasożytnicze organizmy,
które powodują
jeszcze większy chaos. I tak dzieje się właśnie z
człowiekiem, który za bardzo oddalił się od Źródła, ponieważ
zainspirowały go tzw. szerokie wody, w których nie umiejąc pływać
może zostać ... topielcem. Życie staje wtedy jednym wielkim
bezsensem, wszystko widziane jest w czarnych kolorach, słońce
-źródło wszelkiego życia traci swą moc, jest przesłonięte grubą
warstwą pretensji, wzajemnych żalów, bluźnierstw pod adresem ...
Stwórcy.

Człowiek jak ta pogrążona w stagnacji woda również jest martwy
wewnętrznie,
trwa w otępieniu toczony od wewnątrz straszliwym bólem
duszy, która trwa w okowach wszelkich ograniczeń i cichuteńko prosi
o uwolnienie. Leki psychotropowe tylko utrwalają
ten beznadziejny
stan przedłużając odrętwienie w nieskończoność. Zło, które zalęgło
się
w duszy będzie ze wszech sił walczyło, aby zniszczyć doszczętnie
życie (negacja V przykazania
"Nie zabijaj"). Bo
depresja to walka sił zła z Bogiem i tylko właściwa taktyka powrotu
do Źródła może ocalić od tej piekielnej zguby.

cdn...
MARIA
|