DEBIUTY

WIERSZE GODAN
(CZĘŚĆ 4)
LINK! DO CZĘŚCI 3

LINK! DO CZĘŚCI 5

WIZJA MĘKI PAŃSKIEJ




Panie Jezu w wizji mej widziałam Cię,
Panie Jezu morze Twojej krwi wokół rozlewało się,
Panie Jezu Twa twarz zmęczona, krwią zbroczona tak
Jakby krwawy znak nadać sens miał,
Oddać życie miał.
Spuchnięte powieki, lekko otwarte oczy Twe
Spływająca po twarzy,
Spod cierniowej korony żywa jasna krew,
Ból w oczach Twych
malowany łzami cierpienia,
to naprawdę byłeś Ty.
Usta spierzchnięte, popękane,
Obolały Ty,
Spragniony, zmęczony, oddany,
Ofiarując siebie za grzechy ich.
Spojrzenie Twoje pełne przebaczenia,
Nie wiarygodne dostojeństwo.
Pogodzenie ze śmiercią.
Żaden strach!
Panie Jezu w wizji mej widziałam Cię,
Panie Jezu ból na twarzy Twej zakreślony,
Bolał mnie.
Panie Jezu, pełna smutku uciekłam gdzieś.
Powróciłam,
A Ty nadal przyjmujesz razy te.
Każde uderzenie, każdy wbity gwóźdź,
Każda chwila na krzyżu,
Każdy zadany ból,
Każdy grzech,
Każde słowo złe,
Wszystko na Twojej twarzy widoczne,
Żywe.
Panie Jezu, zapach Twej męki w kwiatach ukryty jest,
Panie Jezu, dotknęłam wewnętrznie agonii Twej,
Ukrzyżowanie, męka Twa, widzę prawdziwie już,
Poświęcenie w imię Boga,
Twoje Słowo tu.
Oddychaj jeszcze, nim nadejdzie śmierć,
Po niej wszystko piękniejsze,
Dotknij ciepłej dłoni mej.
Alleluja, Twoja Śmierć, Droga do Ojca!
Alleluja, Zmartwychwstanie Twe, Droga do Ojca!
Alleluja, Wniebowstąpienie Twe, Droga do Ojca!
Jedyna Droga przez krzyż, mękę, cierpienie jest
Drogą do Ojca…
… Panie Jezu



PSALM NADZIEI



Dotknij powietrza, w którym kryje się nadzieja
Nadzieja samotnych matek, porzuconych dzieci,
Okradzionych z marzeń i wiary.
Dotknij powietrza, w którym tylko ciężar krzywd,
Bezdomnych, chorych, spragnionych,
Pozbawionych nadziei.
Dotknij powietrza, w którym lekki podmuch świeżości
Niesie miłość dla każdego z nich.
Dla okradzionych z marzeń, z wiary,
Dla pozbawionych nadziei,
Dla okradzionych z własnej boskiej tożsamości,
Dla prawdziwych, niewinnych, kochających,
Tych bez winy, tych bez grzechu, bez ciemności.
Oczyść teraz powietrze wokół siebie,
Oczyść je z braku marzeń i wiary,
Oczyść je z braku nadziei.
Świeża myśl nadchodzi.
Kiedy tylko podniesiesz siebie o jeden stopień wyżej,
Kiedy podniesiesz swoją wiarę o jeden stopień wyżej,
Powrócą marzenia i wiara,
Powróci nadzieja,
Wszystkie one wrócą do Ciebie
I wrócą do
Samotnych matek, porzuconych dzieci,
Okradzionych z marzeń i wiary,
I wrócą do
Bezdomnych, chorych, spragnionych,
Pozbawionych nadziei
I przyniosą miłość
Każdemu z nich.
I przyniosą miłość
Tobie i im.
Dotknij powietrza, które nadchodzi
W Twoich, w moich, w naszych snach,
W marzeniach,
Powietrza, które właśnie teraz zmienia świat
Ten sam świat,
Którego mówiłeś, że nie da się zmienić.
Dotknij tego, co dla Ciebie ma.
Miłość
Prawdziwy, Jedyny Święty Dar.



DLACZEGO NIE TY?



Nie myśl o krzywdach, o strachu, o przerażeniu,
Nie wywołuj z ciemności tego, co kiedyś nie istniało,
Nie twórz serc z lodu, cierni ze słów splątanych,
Nie bądź sobie katem, gdy Bóg wymierzył już swoją karę.

Jesteś tutaj, rozejrzyj się, jest tylu ludzi,
A T y ciągle sam, dla siebie, nie dla mnie.
Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego,
Świat nie dał Ci tego, czego chciałeś
Wyjdź na światło dnia,
Skąpany w promieniach słońca
W wodzie ze źródła prawd,
Przyjrzyj się swemu obliczu,
Jesteś tam!
Zatopiony niczym wrak,
Co przed wiekami na dno opadł.
Widzisz?

A teraz zapragnij wypłynąć na powierzchnię
Niczym podwodna, magiczna łódź,
Wznieś się jak możesz najwyżej,
Poczuj lekkość ciała,
Poczuj ducha, który w Tobie tkwi.
Rozwiąż więzy, które oplatają Cię,
Oswobodzenie przyniesie Ci nowy dzień.

Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego,
Twój ruch w tym temacie jest tak ważny,
Wyjdź do ludzi z otwartymi ramionami.
W oczach nas wszystkich jest lekki strach,
Jest niepewność, na reakcję świata,
W oczach nas wszystkich lekka wątpliwość i wstyd,
Ale i łza nadziei, łza oczekiwania,
Aż wreszcie ktoś przełamie pierwszą,
Pierwszą potężną bryłę lodu.
Dlaczego to nie miałbyś być Ty?

Naprawdę możemy, nieść szczęście innym,
Każdemu po kolei,
Naprawdę możemy, otworzyć swe serca
Na lepszy świat,
Naprawdę możemy wskrzesić miłość,
Którą skryliśmy za kotarą kłamstw,
Naprawdę możemy czynić cuda,
Wskrzesić siebie,
Wskrzesić rajski ogród
Ogród w nas,
Ogród wokół nas.

Nie powiesz mi, że nie chcesz,
Bo zawsze powtarzasz:
Gdybym tylko mógł,
Oto daję Ci moc, którą możesz...
Oto daję Ci wiarę, którą możesz…
Oto daję Ci nadzieję, którą możesz…
Oto daję Ci miłość, która Cię poprowadzi.

Dlaczego to nie miałbyś być Ty?

Wybieram Cię jako mojego ukochanego Brata,
Wybieram Cię jako moją ukochaną Siostrę,
Wybieram Was do Wskrzeszenia Naszej Wspólnej Rodziny!

Dlaczego to nie miałbyś być Ty?

ANIOŁY NIOSĄ...



Anioły niosą Cię na skrzydłach zmartwychwstania
Śpiewają pieśń miłości,
Czy słyszysz je?
Proszę wycisz siebie, wycisz umysł swój,
Usłysz jak wołają nas anioły.
Anioły wzniosły nasze dusze w nowy wymiar,
Ukazały świat, wewnętrzny, ciepły, bezpieczny,
Pomogły nam uczynić serce miłości pełniejszym.
Słyszałeś kiedyś kosmos...?
Jak śpiewał w Twoim sercu?
W głębi duszy, wszechświat zamknięty…
Czas uwolnić świat…
Przywrócić skrzydła nam.
Słyszałeś kiedyś jak serce bije…?
Serce wszechświata kochany…
Jak wyrywa się z Twej piersi…
Jak uczy się kochać… między wymiarami,
Pomiędzy snami, dniami i nocami,
Jak wstaje by żyć… gdy Ty lekko śpisz?
Słyszałeś kiedyś oddech…?
Ja myślałem, że tak…
Póki nie stałem się nim,
Póki nie otworzyłem wewnętrznych drzwi,
Kiedy jedno miłujące wszechistnienie uderzenie serca
Rozerwało żelazne kajdany ograniczenia.
Widziałeś kiedyś…?
Jak muzyka kosmosu wydobywa się z serca? Z wnętrza?
Jak ta muzyka przywraca do życia wszystko co martwe?
Jak muzyka kosmosu rozświetla cały świat w około?
Jak światło wynurza się,
Jak światło wypływa,
Jak światło staje się … z Twego wnętrza?
Światło stało się harmonią, potęgą, porządkiem,
Ucieleśnieniem dobra,
Symbolem ciepła,
Niosącym MIŁOŚĆ.
Wyzwalającym od piekła.
Spokój ducha niechaj da Ci dar jasnosłyszenia,
Jasnosłyszenie – słyszeć głos jasności?
Światło jest dźwiękiem… potęgą wibracji,
Harmonią MIŁOŚCI.
Anioły… niosą nas na skrzydłach zmartwychwstania.
Śpiewają pieśń miłości,
Czy zaśpiewasz z nimi…?
Melodię boskiej wszechobecności…?

"144000"



Widziałem twarz Matki,
Widziałem twarz Syna,
Widziałem twarz Ojca,
Cała ma rodzina przybyła
Odkryłem, że dusza oddycha gdy ciało niedomaga,
że dusza jest żywiona, gdy ciało z sił opada,
że dusza spija nektar wiecznej egzystencji,
że …
lepiej być nikim, niźli być kimś wielkim.
Patrzyłem bezmyślnie tak długo jak trzeba,
Oczy swe zmęczyłem lecz w błękicie nieba
zbudziło się życie
wskrzeszona nadzieja poczęła budować
świat, którego…
nie ma?
Nie było … go, być może,
zapomniałem o nim,
jednakże rycerz miłości na białym koniu
w bezczasie mnie dogonił,
poprzysiągł nie opuścić
dodać sił na wieki,
nie zejść z pola walki
nim nie wstaną dzieci.
Zadał ból, czaszę smutku wylał,
Krew z serca odlaną za grzechy te przelał,
Serce potem wypełnił pustką przeogromną
W której umiejscowił
Swoją cząstkę mądrą.
Cząstka ta zawezwała mistrzów do działania,
Wniebowstąpionych wszystkich zbudziła
Ze spania.
144 000 diamentowych serc pełnych miłości rozświetliło
Ciemność dusz pośród nicości…
144 000 - armia mego Ojca otworzyła oczy
Prowadzi do słońca…
144 000 gwiezdnej kawalkady oczyszcza ich dusze
Wszyscy stają nadzy.



„JESTEM TU”



Słyszę Cię, właśnie teraz w wieczornych podmuchach wiatru,
Jak nadchodzisz, szelestnie nad - wiewasz w oddechach zasypiających drzew.
Budzisz się, czuję narodzenie Twe w powietrzu, pachniesz życiem,
Światło Twoje odnawia wszystkie światy, jesteś tu.
Ludzie zatroskani przemykają ulicami, zakamarkami własnych dróg
Znikają w sobie samych, niedopowiedzeniami ciemnych słów
Utkany obraz samych nas zatrważa świat. A Ty, jesteś tu.
Taniec liści ogłasza im nadejście Twoje, przybrałeś magiczną zbroję,
Nierozpoznawalną pośród nas, niewidzialną choć z najjaśniejszych gwiazd.
Jak mógł nie widzieć Cię człowiek ten?
Jak nie widziałem Cię ja? Skoro jesteś tu cały ten czas.
Słyszę Cię, właśnie teraz gdy w Twoim sercu zanurzam się,
Kiedy ustami spijam Twoją Świętą Krew, Ostatnia Kropla
Rozlała się, od dziś nie boję się, więc i Ty nie bój się mnie.
Ciemność stała się dniem, Mrok jasnością stał się,
Stałeś się mną, Ja Tobą stałem się.
Cień mój melodię gra na harfie złotego światła,
Anioł mój wzleciał daleko stąd, choć nadal ze mną trwa,
Muza ma, śpiewa nieskończoną pieśń ku chwale Twej.
Jesteś tu, to wiem, bo nadal słyszę Cię.
Słyszę Cię, właśnie teraz w dźwiękach dzisiejszej nocy,
Jak nadchodzisz, majestatycznie wkraczasz w Złoty Blask,
Jak szumnie wypełniasz zdarzenia, słowa, myśli, cały mój czas.
Ludzie zadumani, kroczą przed siebie gdzieś w dal, lecz bez celu,
Nie widzą, nie słyszą, nie wiedzą, ale to nic!
Falą światła, potopem potężnym zalewasz właśnie ich.
Widzę spienione morze jasności, co płynie na ten świat,
Widzę jak pochłania światło wszystkich nas.
Znów dajesz mi znak, męka Twoja okupiła ten czas.
Zmartwychwstajesz kolejny raz.



„JESTEŚ SŁOŃCEM”



Byłeś snem, gdy patrzyłam w przyszłość,
podążając labiryntem cienia,
przysłonięty mgłą pożądań, myśli
spiesznych, pełnych braku zrozumienia.
Owiany tajemnicą mroku, nocy co przed
dniem wciąż trwała,
zamknięty w ciemnych, podziemnych komnatach,
bez dostępu do promienia światła.
Niby nieistniejący, zamrożony w ciemni,
oczekujący na oswobodzenie, uwolnienie
z ziemistych głębin.
Do tego osaczony siłą niewidzialnych zdarzeń,
okuty kajdanami pragnień,
więziony przez umysł, zamknięty
na kartach dostępnych wyrażeń.
W braku sił tylko lekki oddech jeszcze
był wyczuwalny
dopóki Ziemia i Niebo
we wspólnym rytmie nie zadrżały.
Echo licznych wstrząsów doniosło mi o Tobie,
że jesteś, ciągle czekasz,
na wschodu słońca promień,
na gwiazdy wschodu lśnienie,
na wszechświata muzykę,
na armitrę stworzenia.
Zbudziłeś się w ciemności, od mej iskierki wspomnienia.
Noc nie szybko światłością, dała się wypełnić,
wolniej jeszcze mądrością ukrytą gdzieś w głębi.
Jednak jesteś już tutaj,
a nie w świecie cienia,
jesteś moją osobą – słońcem –
aktem stworzenia.

14.02.2010 r.



TAJEMNICY POZNANIE



Słyszałam jak w nicości
dzwoniły melodyjnie dzwonki,
świerszcz pocierał skrzydłami,
naśladując dźwięk boski,
tęcza o siedmiu barwach
pył gwiezdny rozsiała,
a magiczna harfa
przywołanie grała.
Impuls wszechobecności
dawał znać o sobie
w każdej nucie, słowie,
obrazie, w tej mistycznej mowie,
drgały wciąż niewidoczne
promienie energii
na końcówkach których było
już mnie cierni.
Usłyszałam, że muzę tą
zastęp gra anielski,
co w pradawnych czasach
tworzył chór ciesielski,
wtedy zrozumiałam,
oczom moim przecie
ukazał się kwiat róży
i niczym ludzkie dziecię
skrzydła rozwijając
uleciał w powietrze
dowód wiary dając.

16.02.2010 r.



MATKO



Ty, która przeprowadziłaś mnie przez
mej nieświadomości piekło,
która wspierałaś mnie, gdy
gryzła ciemność, gdy niebezpieczne
siły oddalały światło dnia.
Ty, której jasna postać
mnie pozwalała zostać, gdy
bałam się spać, w ramionach Twych,
która zawsze wzywana spieszyłaś
z siłą Pana wyzwolić mnie,
która odważnie stąpałaś
w największych ciemnościach sama,
rozgramiając armię bezcielesnych,
obcych sił.
Ty, bez której ciemności na
zawsze obcą i przerażającą
pozostaje ciemnością,
bez której mrok spowija cały
duszy świat,
bez której nigdy światło
nie narodziłoby się tak, jak
rodzi się pierwszy słońca blask,
bez której Ojca ciało wciąż
martwym by zostało,
rozczłonkowanym, niezespolonym,
porzuconym zwyczajnie tak.
Ty, której wielka siła w mej
duszy wyzwoliła odwagę i siłę
by tą Drogą iść.
Bądź na wieki wieków czczoną,
w swej miłości pochwaloną,
pamiętaną i kochaną,
Matko Wszystkich Nas,
Matko Wszystkich Gwiazd.

18.02.2010 r.



72



siedemdziesięciu dwóch marynarzy
na okręcie Jego,
trzydziestu sześciu pod pokładem,
na żaglach trzydziestu sześciu,
On bezosobowo kierował
całą drużyną
burza wściekle miotała okrętem,
desek trzask pod wody naporem
wnosił strach,
fale pochłaniały pokład,
chmury zasłoniły świat,
tylko błyskawice tańcząc swój
balet co kilka chwil
odsłaniały mrok nie trwale
ocean szalał
siedemdziesięciu dwóch marynarzy
dzielnie walczyło by
ocalić okręt, zupełnie
jakby mieli ocalić
cały świat,
osiem zespołów po dziewięciu
nieskończenie odważnych,
prawych i rozważnych,
w każdej drużynie cierpienie,
strach, zagubienie, samotność,
w każdej też współczucie,
miłosierdzie, prawda, posłuszeństwo
i w każdej Miłość
najsilniejszy marynarz
wśród gwiazd
okręt dopłynął do brzegu
kolejny raz
ocean zamilkł
tym razem już na wieczny czas

19.02.2010 r.



ZŁOTE ŚWIATŁO Z SERCA GWIAZD



Złote światło z serca gwiazd,
co ratujesz nas,
jak wiele jeszcze mamy
nieprzebytych dróg?
Chwilami boimy się, że przed
oczami cały nasz świat
w ciszy znika gdzieś,
jakby uciekał przed snem.
A ty wirujesz załamując
nieprzenikniony czas,
zakreślasz, wydeptujesz kolejne ścieżki
te dla dusz słabszych
i dla tych silniejszych
rozszczepiając tęczę barw.
Złote światło z serca gwiazd,
malujesz obraz nowej ziemi
cyklicznie wskrzeszasz nas
z przestrzeni wszech-pamięci,
odbudowujesz boski promyk
w samych nas, zbawiasz świat.
Oddychamy jedną siłą
i stwarzamy mocą myśli wspólnych
szereg lat.
Niech w tej sile rośnie miłość!
Niech się serca w niej odkryją!
Niech uwolnią się umysły!
Stanie wolny róży kwiat!
Niech rozstąpią się Niebiosa!
Z nich świetlista spłynie rosa!
By na Ziemi złote kłosy,
pełne złotych ziaren wzrosły
już na wieczny czas!
Złote światło z serca gwiazd.

18.02.2010 r.



KIM?



jestem więcej niż wojownikiem
nie zdradzam zwyczajnie
swej obecności w świecie tym
mimo podobnych narodzin
nie słowem walczę, a siłą,
mocą oczyszczanych myśli
co niszcząc nieporządek
nadają życie jasności
ja ze światła, ty z ognia
ja z duszy, ty z ducha
ja z wody życia, ty z mgły
a jednak nieprzenikniona jedność
łączy nas tak, że ja to ty,
a ty to ja, dopóki walka
o Niebo na Ziemi trwa,
dopóki strumień świętej strefy
nie obejmuje całkiem nas,
dopóki jeszcze przygotowania czas
pomaga odkryć w ciemności
światła blask
jestem strażnikiem tajemnicy
którą niegdyś cały znał świat
jestem Prawicą Ojca mego
choć niby tylko jednym z Was
jestem oceanem żywym,
szumem fal, oddechem winnej
latorośli, biciem serca
którego dźwięk do biega gwiazd
choć jestem nikim
wiem to prawdziwie
nicość jest wszystkim
a wszystko w nas
ja jestem Prawdą
mój nadszedł czas

19.02.2010 r.



GODAN