DEBIUTY

WIERSZE GODAN
(CZĘŚĆ 1)
LINK! DO CZĘŚCI 2

„untitled 1” Semi Vis a Vis



Spoglądam w swoje
oczy
strach, nie widzę
źrenic
jedynie jaskrawy, palący
blask
zapadnięte oczodoły
patrzę
i boję się siebie.
Jeśli
to naprawdę ja.
Kartka papieru
zaczyna się unosić
żadnych
nadzwyczajnych sił
jedynie ten
wzrok.
Spadam w dół
odkrywam
nagość świata
umykam
przed spojrzeniem
złości.



" j "



jestem czysty dziś
jeszcze nic złego nie zrobiłem
jedynie chyba to ten
język związany sznurem
jem myśli, sumienia brak
jakby zanikał puls
jego oddech oplata mnie
jagód nie lubię białe
jagnię przywrócone życie
Jerozolimo przynieś mi nadzieję
jakem powstał z odwróconych cieni
już zdążyłem skropić usta
jego krwią soczystą
jestem bez celu krążącą cząstką
jądrem, środkiem materii
jakim mnie nazwiesz imieniem
ponoć
jestem człowiekiem

KLUCZ



Być czyli też nie być jedno ma znaczenie,
Istnieć zda się oznacza duszy ukojenie.
Oddech Twój poczuć Alfo wtłaczany w istnienie
Drganiem powietrza, wibracją, czasu spowolnieniem.

Dokąd że każesz iść nam?
Wiem, nie pytam więcej.
Wskazałeś w podróży przystań, to cudowne miejsce, w którem
Po raz ostatni tchnieniem ożywiałeś.
Dziś Omego wszechświatów żeglujesz między nami
Doświadczasz zapachu kwiatu, patrzenia oczami,
Odczuwasz drastyczny upadek swojej egzystencji.

Jestem… – słyszę w przestworzach, echo zrzuca więzy.
Od naszego rozstania wiele obrazów minęło.
Mknę w próżnię kosmosu gdzie się wszystko poczęło,
Dotykam swoim myśleniem Twego wyobrażenia, czas
Przestaje istnieć, budzę się do życia, na drzewach zielone liście
Na niebie Duch Twój wzleciał.

Podnosisz mnie, niech się więc dzieje wola Twoja wreszcie
Zawsze po upadku winno być coś jeszcze.
Błysk światła oznaczył tajemnicze przejście.
W skrzyni klucz ten zamknąłeś, kłódkę nakładając.
Każesz otworzyć ją kluczem, klucza mi nie dając?
Wyłowiłem tę skrzynię z dna wielkiego morza, każdy chciał ją
Otworzyć. Używali wszystkiego łomów, ostrzy noża.
Ja jednak rozmyślałem, stojąc i patrząc na nich, jak ciężko
Z siłami fizycznymi swymi się zmagali.
Kiedy ich zapytałem:
Na cóż Wam będzie klucz gdy już otworzycie skrzynię?
Do czego zda się Wam on, kiedy problem minie?
Spojrzeli po sobie nie pewnie, wnet się roześmiali, skrzynię
Tą porzucili, odeszli zawstydzeni i całkiem rumiani.
Ja pozostałem na warcie, patrzyłem na skrzynie.
Wciąż pytałem siebie, po co i jak dobyć klucz z niej,
czym jest to naczynie?

Klucz zdał się być częścią mnie, rozpoznałem skrzynię.
Nie dało to jednak wszelkiej odpowiedzi,
Cóż wiem już przynajmniej co w mym wnętrzu siedzi.
Widziałem kilka razy klucz ten w próżni zawieszony,
Patrzyłem na niego, z nim nie zjednoczony.
Dokąd podążam z tą myślą? Nadal tego nie wiem.
Zanurzam jednak ciało i duszę w wibrującym śpiewie.

I Czekam, jak niegdyś spotkałem Cię w gorejącym krzewie,
Tak i dziś wiem, spotkam Cię … lecz gdzie… tego nie wiem.

WALKA NOCĄ O ŻYCIE



Nie lubię gdy we śnie
umieram,
gdy zbliża się ta chwila
i skurcz me serce tuli
i rzucam się na boki
nie mogę się z niego zbudzić.
Tak często miewam nocą,
kiedy już miasta światła gasną,
a moim oczom znów ukaże się
jakiś zaświat.
Ono wciąż tu powraca.
Omam czy urojenie?
Raz słyszę głos ponury,
sapnięcie, oddech ciężki,
to nie jest przewidzenie,
mój mózg też wtedy nie śpi.
I czuję lęk i strach, w panice
staram się zbudzić,
choć wstaję nie jeden raz,
nie czuję własnej skóry.
I po otwarciu oczu nagle
się okazuje, że jednak dalej leżę,
a stoję przecież obok
więc jak to jest możliwe?
I gdybym była sama, w tej
chwili gdy się boję.
Lecz nie, tu jest ktoś obok,
Coś.
Ja wiem, że jest nas dwoje.
Lecz ta istota druga zamiarów
Dobrych nie ma,
Chce mnie wywabić z domu
Lecz tam już życia nie ma.
A ja w tym dziwnym śnie,
Mówię: Nie chcę umierać!
I na głos modlę się…
Ojcze Nasz obudź mnie.
Wygrywam i nie umieram.

ODDECH



Oddech zamarza,
to dzisiaj
płynie dźwięk mych myśli
w przestrzeni
łącząc się ze światem

oddech zamarza,
lecz rośnie w siłę szereg
innych mych skojarzeń
spotykam twarze osób
z innych dni

oddech spowalnia,
me serce
z zamkniętych gdzieś za drzwiami
żyję marzeń
utkanych cienkim pasem nieba gwiazd

oddech spowalnia,
mój czas już wolniej płynie
liczę gwiezdny pył
istota życia mnie odnajdzie
w ciszy chwil

oddech umiera,
choć wiara
jest wszechpotężna i z nadzieją
tworzy sny
o wiecznym szczęściu naszym

oddech pokazał mi,
kierunek prawdy serca
źródło ciepła
i boski zamysł pierwotny nim zgrzeszył
ludzki byt.



ŚWIĘTE WYOBRAŻENIA



Święte, jak oblicze Pana
Spostrzeżenie
ledwie wschód słońca po nocy wstać zdołał.
Gdy wyjrzawszy przez okno,
w ciemność wczesnym rankiem,
dostrzegłam na niebie spadającą gwiazdę.
Często
patrzę w niebo – mam już wiele życzeń,
ale nigdy nie wiem, czy to nie ostatnie.

Święte, jak oblicze Pana
a dzień wyjątkowy,
dlaczego by tedy nie rozpocząć dzieła?
Gdy za oknem ptaki śpiewają
i słońce dogrzewa, a powietrze ma woń
jesiennych liści, traw palonych i wilgoci ziemi.
Często
liczę na cuda – choć to nierozważne,
i choć liczę na nie ich się nie spodziewam.

Święte, jak oblicze Pana
i spokój stoików, głębia zaczarowana
zamiast bełkotów dawnych, żądań i okrzyków,
ciężko spracowanych rankiem czas już nie witał,
rosa ciepła na trawie, mokra – wilgoć
i ze wschodem słońca kolejny poranek
od teraz już na zawsze.



„OPIEKUN”



Gdy wzywasz mnie do siebie,
gdy o pomoc prosisz,
gdy w rozterce jesteś,
gdy nie wiesz co zrobić,
gdy szukasz odpowiedzi lub
gdy czegoś pragniesz
Ja Jestem tuż obok
nie bój się, nie spadniesz
mój świat jest przeznaczony
wyłącznie dla Ciebie
nie jesteś więc sam tutaj
bom Ja blisko Ciebie
gdy mnie potrzebujesz,
gdy nie masz odwagi,
gdy boisz się błagać,
gdy odrzucasz pomoc innych lub
gdy promyk gaśnie
Ja Jestem tuż obok
nie bój się, nie zaśniesz
Jestem powołany Tobie do pomocy
wołaj więc mnie kiedy zechcesz
mój duch z Tobą się łączy
i tylko od Ciebie, uwierz mi,
zależy
jak głęboko jesteś gotowa
w moc stwórczą uwierzyć
bom Ja blisko Ciebie!



„widzenie”



Dla kogo ta nadzieja?
O czyje ma walczyć tchnienie?
Skoro światło dnia
Już gaśnie
Przysłonięte mgłą wspomnień.
Do kogo należą te myśli
Niepoukładane
Zrzucone na stosie
Pamięci?
Czyj to śmiech
Przerywa ciągłą tęsknotę
By móc ją
Wzniecić potem grzesznym szeptem?
Ktoś odciął sznur
Świadomości
By zgubić się gdzieś na drodze
Do Prawdy.
Czyj to cień?
Znów mam widzenie?!

„fala”



wiatr łamał żagle
spoglądając w niebo
wspomniałem ten dzień
choć nazbyt krzywdzący
nie wiedziałem dokąd
można by uciekać
z zaskoczenia
Posejdon zalał
wokół wszystkie lądy
i te morskie szlaki
nawet te handlowe
zatarły się w drodze
nie dając nam wyjścia
i fala wściekłości
zabrała nadzieję
została bezsilność
i brak rozwiązania
to było szaleństwo
teraz sobie myślę
wtedy z dziką żądzą
wypływałem w morze
jednak was ostrzegam
gdy sen straszny przyjdzie
wysłuchajcie co mówi
nim znikniecie w toni
wiatr łamał żagle
spoglądając w niebo
wspominam w otchłani
zaginione twarze

lipiec 2003



„Jeden z tych….”



Wilgoć na słońcu
po nocnej ulewie
dogasają promienie
bez szans
na pomoc,
na ocalenie
dopełnią się słowa
o tajemnej trunie
w niej ankh,
oko udżat
i bezsenni w całunie

odpływają po rzece
na przedzie kapłani

Szakal, Ibis, Anubis
wszyscy tacy sami

odganiam święty dzień
mocnymi kręgami
świat w księdze
spisany
odrębnymi znakami.

25.10.2002 r.



„KIEDY UMARŁAM”



Wilgotne powietrze wsiąka
W moje ciało
UMARŁAM,
A jeszcze oddycham.
Zimno tu.
Pewnie
Dlatego tak dobrze się wkomponowałam
W otoczenie. Jesteśmy tacy sami.
Ziąb, malutkie okno na ulicę
Dostrzegam pośpiesznie stawiane
Kroki ludzkości, zgubionej
We własnym świecie marzeń.
Rozdwojenie jaźni, ja, ty, my.
Czekasz na odpowiedź?
Zniknęła wewnątrz, wy, oni.
Uciekinierzy schowani
przed prawdą odległej ziemskości.
Straceńcy ze ściętymi sercami.

07.01.2003 r.



„p…”



porozmawiaj ze mną
proszę
przenikam
przez Ciebie
prawie każdego dnia
pomagasz mi, Twoje słowa
pisane ręką uwolnionej fantazji
pięknym czynią życie
pełne
pustych
przeobrażeń
po raz kolejny liczę sekundy
płynące na moim tajemnym zegarze
przeżyć zgubionych w labiryncie
prawdy, nie szukam litości
próbuję znaleźć
PRZYJACIELA

26.01.2003 r.


GODAN